12 maja 2013
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki 3
Kłopoty z tym, co znaczy „szamanizm”
◀ Tarakowe zaguby ◀ ► Wkurzające rangi ►
Jest nieustanny problem z tym, „co to jest szamanizm”, czyli co znaczy słowo „szaman” i co ktoś pod tym słowem rozumie.
Na początku kłopotu nie było. Rosjanie przesuwając się na wschód najpierw osiedlili się pomiędzy muzułmańskimi Tatarami (którzy w zachodniej Syberii żyją do dziś), potem poszli dalej na drugą stronę Jeniseju, gdzie żyli Ewenkowie, zwani też Tunguzami. Ewenkowie mieli swoich „specjalistów”: od leczenia, od konsultowania się z duchami i duszami zmarłych, od przewidywania przyszłości. Mieli swoich „mądrych ludzi”, niejako instytucjonalnych. Wkrótce okazało się, że wszyscy tubylcy Syberii, Mandżurii i Mongolii mają podobnych i na wszystkich rozciągnięto ewenkijskie słowo „szaman”. Słowo to przyjęło się w rosyjskim, po czym przeszło do innych języków, oznaczając „czarownika-lekarza” z Syberii lub ogólniej, z północnej Azji.
Teraz przychodzi moment, kiedy należałoby zapytać o coś historyka idei, zajmującego się etnografią. Niestety, nie znam takiego, więc nie zapytam. Pytanie brzmiałoby: kiedy i kto po raz pierwszy użył słowa „szaman” na oznaczenie czarownika-uzdrawiacza spoza północnej Azji? Oraz, kiedy w Ameryce Północnej rozciągnięto pojęcie „szaman” na medicine men tamtejszych Indian? I po trzecie, kiedy sami Indianie zaczęli własnych „mądrych ludzi” nazywać „szamanami”, czyli kiedy uznali, że to słowo dotyczy ich?
Bo to były trzy kroki, skutkiem których słowo „szaman” oderwało się od swojej lokalizacji – przestało dotyczyć Syberii i okolic.
Wobec tego, pojęcia „szaman” i „szamanizm” zaczęto definiować nie przez konkretne miejsce lub region (płn. Azję), ale przez funkcję. Najbardziej tu znaną jest definicja Eliadego: „szamanizm czyli technika ekstazy”.
I od tego momentu zaczyna się bezlik możliwości. Bo jak określić, „uchwycić” ekstazę? Czy wystarczy poobserwować ludzi, zwykle z jakiejś egzotycznej i obcej kultury, którzy „mają szklane oczy”, „tak tańczą, że świata nie widzą”, „wykrzykują coś niezrozumiałego”? Czy raczej trzeba ich wypytać, co wtedy się z nimi dzieje, i kiedy badacz dowie się, że „przebywają wśród duchów”, to bingo, znaczy, że odlecieli i „są w ekstazie”?
Można też nie móc się dowiedzieć, bo np. to się działo 400 lat temu. Czy loty i „sabaty” czarownic polegały na ekstazie i w takim razie były szamanizmem?
Ostatnio doszły trzy następne rozszerzenia pojęcia „szamanizm”.
Szamanami lub praktykami szamanizmu
zaczęli nazywać się „biali”, czyli ludzie niemający
pochodzeniowych związków z kulturami „pierwotnymi”. Początek
dał ok. 40 lat temu Michael Harner, który zaczął praktykować
własną „ścieżkę”, nazwaną core shamanism, opierającą
się przede wszystkim na wykorzystaniu transportywności
bębna, zainspirowany sesjami z ayahuaską (której nie stosuje) u
wizytowanych przez siebie Indian Conibo z Amazonii ekwadorskiej
(chociaż nie powołuje się na pobieranie nauk u kogoś z Conibo; i
chociaż Conibowie nie używają bębnów).
Szamanizm zaczęto kojarzyć, a nawet
czasem utożsamiać ze stosowaniem środków psychotropowych.
Sami ludzie z „tubylczych”
społeczności zaczęli nazywać swoich „starszych” lub
„wiedzących” - szamanami. Przy czym, jak mi się wydaje, nikt
już się nie pyta, czy to co owi „starsi, wiedzący” robią, ma
jakikolwiek związek z szamanami i szamanizmem syberyjskim.
I co z tymi fantami zrobić? Konieczne i coraz pilniejsze są nowe i inne słowa na oznaczenie poszczególnych „użyć”. Czy nie najlepiej byłoby, gdyby słowa „szaman, szamanizm” zostawić Syberyjczykom?
◀ Tarakowe zaguby ◀ ► Wkurzające rangi ►
Komentarze
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
