19 lipca 2013
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki 3
Przodkowie wirtualni i realni
◀ Jesteśmy tubylcami, czyli o Natywach i Napływach ◀ ► Neolit, oraz to, co przed nim i po nim ►
Szałas potu tam, skąd pochodzi, u Indian Prerii, ma sens przypomnienia świata przodków i przywrócenia-odnowienia więzi z przodkami. Szałas potu jest „wyspą”, sanktuarium i przetrwalnikiem dawnego świata w którym żyli przodkowie. Oczywiście rozumie się, że to był lepszy świat i prawdziwszy. Jednocześnie więź z tamtym przodczym światem pozwala zakorzenić się w świecie „tym” i jakoś przetrwać to nie całkiem prawdziwe życie w świecie obecnym. Tę samą myśl podjął Frank Henderson MacEowen w swoim znakomitym eseju „Przywrócenie naszych przodczych kości”, z tą różnicą, że jako swoich przodków odkrył Celtów-Irów-Szkotów z dawnego królestwa Dalriada. W jego ujęciu, które nieustannie polecam Czytelnikom Taraki i nieustannie radzę sobie utrwalać w pamięci, szamanizm i jego praktykowanie jest nieodłącznie związane z przodkami, z kultywowaniem więzi z nimi i z odbudowywaniem tej linii przekazu, w której obrębie kiedyś żyli oni.
W niektórych szałasach potu, które prowadzę, wspominamy i zapraszamy do kręgu naszych przodków. Wtedy zastanawiam się, czy moi realni przodkowie – św.p. św.p. Andrzej Jóźwiak, Karol Szymański, Ignacy Pokora... – wiedzieliby w ogóle, o co w tym chodzi? Gdyby w jakiś sposób zjawili się w szałasie potu, co by o tym pomyśleli? I co sobie myślą, jeśli w jakiś sposób istnieją i obserwują, co oto robi ich wnuk, pra... lub praprawnuk? W każdy razie, kiedy zapraszam do kręgu „przodków” i jednocześnie staram się wyobrazić sobie moich przodków realnych, czuję dysonans. Jest w tym coś takiego, jakbym tych poczciwych mieszkańców mazowieckich wsi i miasteczek usiłował nawrócić na egzotyczną dla nich religię siedzenia po ciemku przy gorących kamieniach. Coś w tym jest z obłędnego obyczaju Mormonów, którzy „chrzczą” i nawracają na swoją wiarę wszelkich zmarłych, o ile znają ich z imienia.
Ale może nie jest tak (– tak źle?), bo przecież szałas potu – jeśli wierzyć znawcom tej praktyki – działa jak wzmacniacz subtelnych umiejętności naszego umysłu i jako magiczna antena, która jakimś równoległym kanałem łączy nas z Dawnymi Czasami, a raczej nie tyle z nimi, co z przestrzenią archetypów, do której należą też Przodkowie.
Podobny problem i dysonans mają rodzimowiercy – których religia polega na przywróceniu łączności z „duchosferą” przodków, ale przodków sprzed tysiąca lat, nie zaś z dziadkami-pradziadkami, którzy mniej lub bardziej pilnie i pobożnie chodzili do kościoła.
Dla nas, praktyków nowego szamanizmu, ten problem jest jeszcze głębszy i trudniejszy, bo dla nas nawet religia lub światopogląd słowiańskich przodków sprzed chrystianizacji nie jest tym, o co nam chodzi. Dlaczego? Bo duchowość dawnych Słowian należała do neolitu, czy raczej post-neolitu; była stosunkiem do świata rolników, ludzi osiadłych i wystawionych na to, że inni, silniejsi, ich złupią lub samych zawłaszczą, co zresztą się stało, gdy nad słowiańskim chłopem narosła piramida panów ochroniarzy-wyzyskiwaczy. A przecież szamanizm sięga do czasów i sposobów myślenia sprzed neolitu i w tamtej pre-archaicznej formacji chce się ugruntować.
Więc nie tylko świat naszych bliskich przodków, tych, którzy żyli w XX, XIX czy XVIII wieku, ale i świat legendarnych przodków słowiańskich dla szamanistów wymaga przewartościowania. To tak, jakbyśmy pukali do grobów i duchów sprzed stu... tysiąca... sześciu tysięcy lat i pytali: chcecie iść z nami? Bo ryzykujecie, że nie wszystko z waszego dorobku przyjmiemy, a o niektórych waszych rzeczach będziemy myśleć inaczej niż wy.
(Dlaczego napisałem o 6 tys. lat? – bo mniej więcej wtedy zaczęło się na naszych terenach neolityczne rolnictwo, którego praktycy najprawdopodobniej mówili w jakimś języku indoeuropejskim, który być może był wczesną fazą rozwoju języka słowiańskiego.)
Z aktualności: w dniach 20-26 lipca jestem na warsztatach, więc w Tarace z nowości mogą pojawiać się blogi i komentarze, ale nie będzie w tym czasie nowych artykułów, ogłoszeń ani maili z powiadomieniami.
◀ Jesteśmy tubylcami, czyli o Natywach i Napływach ◀ ► Neolit, oraz to, co przed nim i po nim ►
Komentarze
Cóż, tak, jak napisałeś, z tym przywoływaniem przodków należy być bardzo ostrożnym. Tak naprawdę nie wiadomo, kim oni byli. Nie wiadomo, co myślą o tym co teraz robimy (o ile w ogóle myślą). Nie wiadomo, czy spodobałoby im się to, co robimy. Nie wiadomo, czy w ogóle są tam, skąd ich przywołujemy, może przebywają zupełnie gdzie indziej i mają nas w nosie. Nie wiadomo, co to znaczy, że przybywają. Nie wiadomo... I tak naprawdę nie wiadomo, czy to wszystko ma sens. A szamanim bez nich, jak wywodzisz, też nie ma sensu. Wnioski płyną raczej pesymistyczne.
Nie wiem, czy mam rację, ale ja jestem przeciwnikiem takiego bezpośredniego nawiązywania do starego. Można z niego czerpać, ale jednak tworząc nowe. Inaczej jest to trochę tak, jak byśmy zasiedlając wyspę próbowali nawiązać do czasów, w których nie była jeszcze wynurzona z wody.
No, chyba że objawi nam się jakiś byt z przeszłości i nas poprowadzi. Takie rozwiązanie byłoby doskonałe. Tylko jak do tego doprowadzić? Obyś, Wojtku, był na dobrej drodze.
Przepraszam za więcej słów niż treści.
każdego z nas. W egregorze rodu, z jakiego sie wywodzimy. W tych "poczciwych" mieszkańcach mazowieckich wsi i miasteczek, o jakich Pan wspomina, zgłębiając - mam nadzieje - własne, realne korzenie. Reszta jest iluzją :)
@Michał Mazur: Ja byłbym zainteresowany.
Co do więzi z przodkami i związanych z tym predyspozycji, to może ktoś poddałby analizie mój przypadek. Matka z Wilna, jej rodzice przyszli tam zza Mińska. Ojciec z Sandomierskiego, jego rodzice przyszli tam z Galicji. Ja urudzony w Łodzi, z którą poza tym faktem nic mnie nie łączy. Mieszkam w dawnych Prusach i z tą ziemią czuję się związany, choć nawet nie próbuję udawać, że mam tu jakieś korzenie. Mieszkam tu, gdzie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat nastąpiło całkowite przerwanie więzi z przodkami i z dawną kulturą (i to nie pierwszy raz, poprzednio było kilkaset lat temu, a co jeszcze wcześniej, nie wiadomo). Gdybym miał mówić o moich przodkach, to po prostu nie wiedziałbym, o kim mam mówić. I wcale nie jest mi z tym źle. Odwrotnie - czuję, że nie niosę z sobą całego tego bagażu, jestem wolny i mogę zacząć coś zupełnie po swojemu bez obawy, że jakiekolwiek "dziedzictwo" coś mi będzie narzucać. Daje mi to jakieś predyspozycje i jakieś przydatne właściwości, czy okalecza tak że nawet tego nie widzę?
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
