Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

21 marca 2013

Diuk Skusikula

Axis Mundi Praeposterus

Kategoria: Podróże i regiony
Tematy/tagi: chaosczakrymaparegiony

Hrabia Alfred Korzybski mawiał, że mapa to nie terytorium i mawiał to w odniesieniu do języka, dowodząc często jego nieadekwatności do opisywanej nim tak zwanej rzeczywistości. Arystoteles i Newton postrzegali świat jako dość określony, zdefiniowany i dopowiedziany. Są tacy, którzy twierdzą, że to język jakim się posługujemy ogranicza to, co możemy dostrzec, nazwać czy też odkryć. Semantyka Arystotelesa to semantyka tak–nie. Językiem podobnej fizyki opisał świat Newton. Mechanika kwantowa wypełniła przestrzeń pomiędzy tak a nie. Wypełniła nieskończoną ilością stanów być może. To właśnie językowych możliwości brakowało i brakuje fizykom kwantowym i matematykom teorii strun, żeby opisać swoje odkrycia czy też obliczenia. Tworząc semantykę ogólną, Korzybski wyszedł naprzeciw współczesnej nauce, modyfikując ostateczności językowych struktur w kierunku niejednoznaczności. Stary psychologiczny test atramentowych plam Rorschacha polega na sprawdzeniu co zaprojektuje na chaos umysł badanego, innymi słowy, jakich treści dopatrzy się w pozbawionej jednoznacznego sensu, ale, symetrycznie odbitej plamie. Ćwiczeniem, do którego w takich lub innych zadaniach zachęcają nas różnego rodzaju praktyki natury tak zwanej duchowej, jest nauczenie się takiego spostrzeżenia na nowo, tego co już dobrze znamy, aby zrozumieć to w całkiem odmienny sposób. Dziś chciałbym się przyjrzeć mapie, po prostu mapie, mapie naszej planety, którą udało mi się dostrzec znów w pewien nów.

Matki mawiają przyśni ci się to, o czym pomyślisz przed zaśnięciem. Moja zmęczona córeczka, usypiając pewnego dnia, ja chcę jabłko, zajęczała. Wstałem, żeby spełnić jej ostatnie przed snem życzenie, ale przekrojone, dodała. Nie zdążyłem jej już jabłka podać, bo zasnęła, kiedy je przekrajałem. Między kanapą, na której śpi, a kuchnią na podłodze stała torba na zakupy kerfur, z ogromnym, przekrojonym zielonym jabłkiem. To spostrzeżenie było dla mnie nie tylko zabawne. Każdorazowe uświadomienie sobie, w jaki sposób jesteśmy manipulowani, zasmuca mnie. Powidoki telewizorów kształtują ludzkie sny. Odbiornika telewizyjnego nie posiadam w domu od kilkunastu lat i zrobiłem przelew dla Wikipedii za możliwość wyboru bez spersonalizowanego atakowania mnie stekiem reklamowych lepkich macek brata, wielkiego już tylko swoją tłustą, stęchłą pychą i żądzą zjełczałej, rządzącej śmietanki ociemniałych. Kilkadziesiąt godzin po mojej córce sam wpadłem w podobne sidła. Podczas inauguracji ceremonii, w momencie zmieniania stanu świadomości spojrzałem do góry nogami na wiszącą na ścianie mapę świata. W jednej chwili znalazłem się po drugiej stronie znaczenia tego faktu. Zrozumiałem, że dokonałem wdruku, który ukierunkuje moją podróż, zrozumiałem, że załatwiła mnie ta mapa podobnie jak jabłuszko z kerfura moją córkę: uświadomiłem sobie, że to zawstydzająco oczywisty zabieg, na który powinienem był dawno wpaść przez lata eksploracji zagadnień percepcji zmiennopółkulowej. Mój świat znów stanął na głowie.

Byłem zrazu przekonany, że muszą istnieć takie mapy z prawidłowo dla czytającego umieszczonymi nazwami geograficznymi. Nie myliłem się, są popularne na antypodach. Ale po kolei. Jak dawno zauważono i opisano, kosmonauci po dłuższym przebywaniu w stanie nieważkości miewają szczególny rodzaj kłopotów z różnicowaniem. Brak poczucia grawitacji powoduje, że nie ma już ani góry ani dołu, a co za tym idzie ani lewej ani prawej strony. Okazuje się, że pozbawienie na dłuższy czas tego fundamentalnego punktu odniesienia może wprowadzić w nasz umysł zmiany, które zgeneralizują relatywizm postrzegania. Więcej niż kilku kosmonautów trafiało pod opiekę psychiatrów, właśnie w związku z tym specyficznym efektem, objawiającym się ogólnym zobojętnieniem. Dawno temu, kiedy o tym czytałem jako nastolatek w Wiedzy i Życiu, zrozumiałem, że to jak patrzymy na mapę (czy nawet globus), jest całkowicie obojętne i powinniśmy ustawiać ją tak, jak jest dla nas w danej sytuacji wygodnie. Mapa orientowana na północ jest wynikiem europocentryzmu naszej cywilizacji. Zabieg podobnie arbitralny co szowinistyczne używanie w news’ach określeń lokalnych, takich jak latem tego roku, w odniesieniu do zjawisk globalnych, takich jak wybuch wulkanu na południowej półkuli, gdzie akurat była zima. Orientować, znaczy ustawiać na wschód i tak kiedyś były rysowane mapy: ze wschodem na górze, oraz budowane domy: drzwiami na wschód. Stąd właśnie pochodzi współczesne znaczenie tego słowa, powodując pewien semantyczny bałagan. Istniały także mapy orientowane na południe i to dopiero Ptolemeusz ostatecznie ugruntował północnopółkulową tyranię kartograficzną. Jak wspomniałem takie mapy są dość popularne na terra australis. Dla nas, ofiar mrocznopółnocnych systemów edukacji, to bardzo ciekawe zadanie dla umysłu – tak spojrzeć na odwrócony do góry nogami świat, aby nasz umysł przestał uważać go za odwrócony. Bo taki nie jest. Taka arbitralność w nazywaniu rzeczywistości sączy się każdą medialną i edukacyjną szparą w mózgi nasze i naszych dzieci. Oś obrotu naszej planety jest z kolei zauważalnym naturalnym zjawiskiem i orientowanie mapy według owej osi, czyli na północ lub południe ma sens nawigacyjny, czyli jak odwracać, to po osi.

Mnie niby-atramentowe plamy, które zrobiłem z mapy świata, przypominają między innymi przekrój poprzeczny przez miednicę. Testy Rorschacha są symetryczne, gdyż symetryczne odbicie czegokolwiek w jednej lub większej ilości płaszczyzn powoduje ukierunkowanie badanego umysłu na zjawiska ożywione, gdyż, co wszyscy zauważamy, biologiczne formy życia powyżej pierwotniaków oraz ich wyobrażenia, takie jak uosobienia archetypów, posiadają oś lub osie. To właśnie podobieństwo czy też samopodobieństwo, które najwyraźniej jest cechą rozwijających lub zwijających się w czasie procesów, matematycznie opisał poprzez zdefiniowanie funkcji fraktalnych kolejny po Korzybskim warszawiak – Benoît Mandelbrot. Dziś wiemy, że każdy rozwijający się w czasie proces skazany jest niejako na samopowtarzanie w coraz dłuższych lub coraz krótszych odstępach podobnych sekwencji zdarzeń czy też kształtów, których pierwotny wzorzec narodził się pod postacią atraktora u zarania danego procesu. Nie różnią się od siebie zbytnio z matematycznego punktu widzenia: galaktyka, łza, sosna, historia cywilizacji, tajfun i ludzkie życie. Tak jak drzewo według wykładniczego matematycznego pryncypium i złotego rytmu optymalizacji energii napięć, znanego jako Φ, wypuszcza kolejne gałęzie, tak i nam, według nie innych praw podstruktury, przybywają kolejne znaczące doświadczenia. I nie trzeba geniusza ani proroka, aby spoglądając na rosnące drzewo lub wodę wylewającą się z wanny, przewidzieć ile tego procesu jeszcze zostało. Takimi oczami patrzą na świat matematycy. Newton wyliczył koniec świata na 2060 rok, bracia McKenna, posługując się 64-heksagramową matrycą I-Ching’u (Yijing), odnaleźli matematyczne rytmy w potraktowanym jako funkcja fraktalna czasie historycznym i wskazali na rok 2011 na trzy lata przed zinterpretowaniem płaskorzeźby z Palenque jako fraktalnego kalendarza, wskazującego podobną datę jako punkt przełomu w strukturze czasu. Tysiące lat po Księdze Przemian oraz stworzeniu szachów i kamasutry, naukowcy odkryli, że nasze RNA posiada 64 kodony i podczas procesu kodowania DNA posługuje się analogiczną permutacją do tych, które odtwarzają wyżej wspomniane gierki, co opisuje w swoich dogłębnych studiach Katya Walter. Robert Anton Wilson z kolei, współtworząc pojęcie psychologii kwantowej często przypominał dyskordiańską myśl, iż rzeczywistość to oryginał testu Rorschacha i to nasz umysł nadaje znaczenia i cechy postrzeganemu. Jednowymiarowa kreska potrzebuje dwuwymiarowej kartki, która potrzebuje trójwymiarowych biurka i pokoju. Tym samym prawem nasza rzeczywistość może być osadzona w czwartym wymiarze, którego my z naszą spektroskopią nie mielibyśmy prawa dostrzec. Dlatego od tysięcy lat do eksploracji nieznanych rejonów służą ludziom mapy, kreślone przez szamanki i szamanów, wiedźmy i czarowników, poetów, mistyków oraz wszelkiej płci i maści podróżników po wymiarach transrealnych.


Od lat intrygował mnie fakt, że skoro my mamy po siedem czakr a Ziemia ma siedem kontynentów to musi istnieć taki sposób jej symbolicznej antropomorfizacji, w którym da się logicznie przyporządkować kontynenty czakrom, nie mogłem jednak znaleźć klucza, który by mnie satysfakcjonował. Prowadząc poszukiwania i studiując dogłębnie zagadnienia kartograficzne, w następstwie wspomnianej ceremonii, znalazłem Dymaxion, mapę, czy też rzut globu, oparty o najbardziej złożony z pięciu wielościanów foremnych – dwudziestościan o ścianach w kształcie przystających trójkątów równobocznych.

Dymaxion_2003_animation_small1.gif

Wielościan foremny to inaczej bryła Platońska. Pomiędzy czworościanem, czyli piramidą o podstawie trójkąta równobocznego, a kulą, istnieją jeszcze cztery wielościany foremne – sześcian o kwadratowych ścianach, ośmiościan, jego ścianami są znów trójkąty równoboczne, dwunastościan o ścianach w kształcie pięciokątów foremnych oraz wspomniany dwudziestościan, ze ścianami ponownie w kształcie trójkątów równobocznych, najbardziej kulisty spośród kanciastych, najbardziej złożona z foremnych brył przed nieskończonościanem zwanym kulą. Na pomysł tej projekcji wpadł Richard Fuller, amerykański architekt, kartograf i filozof. Na widocznych powyżej dwóch wybranych rozłożeniach siatki widać po lewej masę lądową jako ciąg przyległych do siebie kontynentów, z kolei po prawej platoński – jeden ocean. Po środku wielkiego oceanu Platona leżała ogromna wyspa – Atlantyda.

Jedną z interpretacji tego mitu jest hipoteza, że to Antarktyda jest mityczną Atlantydą, a teoria profesora Charlesa Hapgood’a, rozwijana dalej przez Rand’a Flem-Ath’a zdaje się nie przeczyć takiej możliwości, gdyż według ich przekonania płaszcz Ziemi ślizga się czasem po jej jądrze powodując kilkunastostopniowe przesunięcia biegunów i współrzędnych, a zatem i zmianę klimatów na całej planecie. Dawno temu eksplorując tę hipotezę, zachwyciłem się kształtem Antarktycznego lądu pod powierzchnią lodu, który NASA sfotografowała odpowiednimi filtrami. Znany-nieznany kontynent, na którym znajduje się, głęboko pod lodem największe na Ziemi słodkowodne jezioro. Dla mnie jej kształt, który wszyscy znalibyśmy doskonale, jak sześć pozostałych, gdyby nie ten lód, wywołał natychmiastowe skojarzenie z mózgiem i dlatego wytatuowałem go sobie na czaszce, uradowany, że NASA odkryła ukryty (okultystyczny znaczy) archetypowy kształt. To też ukierunkowało moje poszukiwania klucza do antropomorfizacji Gai na Antarktydę jako czakrę korony.

Wtedy zauważyłem, że traktując Amerykę południową jako najbliższą Antarktydzie, można by ją uznać za trzecie oko, co by się zgadzało, chociażby w kontekście największego bogactwa enteogenów i co za tym idzie wszelkich praktyk astralno-wizyjnych. Ameryka północna jako czakra komunikacji też mi pasowała, bo to właśnie USA są odpowiedzialne za globalizację środków przekazu. Dalej jednak utkwiłem, mając pewne hipotezy, ale nie znajdując uzasadnienia w geometrii, zwłaszcza do pozostającej gdzieś z boku Australii. Wcześniej opisane konstatacje zamknęły pewien proces myślowy. Kiedy najpierw uświadomiłem sobie, że skoro Antarktyda jest czakrą korony, to moglibyśmy patrzeć na mapę z ową na górze, a potem zobaczyłem Fuller’owską masę lądową jako ciąg przyległych wysp i do tego dołączyłem rozważania na temat osi, symetrii i odbić – układanka się złożyła. W rzucie Fuller’a widać wyraźnie, że po pierwszych trzech czakrach (Antarktyda oraz Ameryki Południowa i Północna) dochodzimy do osi, a więc następuje odwrócenie. Tak postępując, jedynie dla mapowania hipotetycznej antropomorficzności Ziemi, Australia z jej rdzennym rytmem staje się centralną czakrą serca, Azja wielkim magazynem splotu słonecznego, Europa, ze swoim iberyjsko-skandynawskim powtórzonym fallusem i śródziemno-bałtycką powtórzoną yoni, jest odpowiedzialną za seksistowską, podzieloną kulturę drugą czakrą dualizmu oraz oczywiście Afryka, nasze korzenie, nasze początki, nasze kundalini, które z odpowiedniej perspektywy przypomina całkiem zgrabny, choć rubensowski tyłeczek, albo mniej ponętnie szkielet miednicy.

Zostawiając kubizowanie kuli i wracając jeszcze do odwróconego wzdłuż osi kształtu naszej tradycyjnej mapy, muszę dodać, że pierwszą moją impresją na temat wcześniejszego głębokiego medytowania tak ustawionej mapy było spostrzeżenie pewnej logiki kompozycyjnej w umieszczeniu ciężkiej azjo-europo-nordamerykańskiej masy lądowej na dole, z której to pną się w górę coraz węższe szpice kontynentalnych kształtów. Polubiłem ideę zarysu lądów jako ośnieżonego oceanami masywu górskiego, który wzrasta, zamiast proponowanego mi do tej pory kleksa, z którego biernie spływają plamy kontynentów. Uznałem odwróconą mapę za uniwersalnego sigila, reprezentującego rozwój planety zamiast jej spływającego upadku. Jeśli zeniczno-zetetyczna duchowa anarchia istnieje i chce odwrócić ten świat do góry nogami to myślę, iż nie najgorszy to pierwszy krok.

Poza odwracaniem mapy do góry nogami istnieje jeszcze zagadnienie wyboru miejsca przecięcia walca. Tutaj znów jesteśmy karmieni europocentryzmem. W Chinach, państwie środka, w centrum mapy jest Pacyfik, Australia oraz Chiny, a Europa, Afryka i Ameryki leżą na jej peryferiach. W takim rzucie widać kolejne fraktalne powtórki kształtów, które jak już wiemy stosuje natura, używając fraktali do budowy swoich zarówno małych jak i wielkich struktur. Do podobieństwa linii brzegowych Afryki i Ameryki południowej czy też seksownej powtórki europejskich mórz i półwyspów dołącza podobieństwo basenów Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego do wielokrotnie powiększonej Australii. Według niektórych, te podobieństwa nie świadczą bynajmniej o kontynentalnym dryfie, ale zgoła różnym zjawisku, mianowicie o fakcie, że Ziemia rośnie. Ponieważ taka hipoteza zniweczyłaby podwaliny kilku dyscyplin naukowych, choć zasadna i zajmująco udowadniana, nie wygrywa z obecnym paradygmatem.

Ciekawą zbieżnością jest tutaj powszechnie przemilczany fakt, iż, jak obliczono, największe z dinozaurów nie mogłyby żyć dzisiaj, a to z uwagi na siłę wspominanej już na początku grawitacji. Jeśli wynosiłaby ona G, tak jak dziś, ograniczyłaby możliwość wyrośnięcia tak wielkich gatunków, a kopalne ślady nie wykazują bynajmniej, aby serca tych gadów dały sobie radę z pompowaniem ich krwi pod prąd dzisiejszej siły powszechnego ciążenia. Ci, którzy to odkryli, postawili pytanie, czy to możliwe, że grawitacja była kiedyś mniejsza. Byłaby, gdyby planeta była mniejsza, a są tacy, którzy w to wierzą. Ja nie wiem, ja się nie znam. Kiedy rozważaliśmy z moją ukochaną kolejną odwróconą mapę, tym razem z umieszczonym w centrum Pacyfikiem oraz uzupełnioną o kształt zlodowaconej Antarktydy, ubawiła nas kolejna, mocno tym razem naciągana, ale jednak zbieżność formy. Potraktowaliśmy wspomniany siódmy kontynent jako Bałtyk i dostrzegliśmy kształt naszego wyjątkowego kraju, w którym wszak jak nigdzie indziej wszystko stoi na głowie, a więc i w świecie odwróconym do góry nogami odbija się jego kształt. Wniosek jest z tego wszystkiego jeden na pewno, że zwracanie uwagi na to, na co się patrzy to dla widzącego trudne wyzwanie.


Diuk Skusikula



komentarze

[foto]

1. Ziemia raczej się nie rozszerza • autor: Wojciech Jóźwiak2013-03-21 13:39:52

Płyty litosfery rosną zbyt szybko. Płyta Nazca narasta z szybkością 16 cm na rok czyli 160 km na 1 milion lat. Łatwo policzyć, że gdyby Ziemia powiększała się w takim tempie, to 125 mln lat temu powinna była eksplodować z jednego punktu. Gdyby grawitacja była dawniej słabsza, to raczej Ziemia nie utrzymałaby atmosfery. Byłby też kłopoty z wyjaśnieniem stabilności Słońca i to przez tysiące milionów lat. Gdyby litosfera kawałkowała się na osobne bloki-kontynenty skutkiem powiększania się Ziemi, to nie byłoby powodu, żeby tworzyły się góry fałdowe, a one jednak są. (Patrz: Karpaty.) Tektonika wędrujących płyt litosfery jest dobrze udokumentowana i nie ma sensu jej podważać. Dinozaury (ze jakoby byłyby za ciężkie) są zbyt słabym argumentem.

Symbolika MAP to bardzo mi bliski i fascynujący temat, i ciesze się Diuku, że o tym napisałeś.

2. Teoria Hapgooda • autor: Krabat2013-03-21 22:32:08

Ani litosfera nie może ślizgać się po płaszczu, ani płaszcz po jądrze. Tomografia sejsmiczna dokumentuje głęboko zakorzenione i długowieczne struktury, których istnienie przeczy takim "poślizgom".
[foto]

3. @ • autor: Diuk Skusikula2013-03-22 21:37:27

W tekście powyższym jest wiele zabaw, jednak hipotezy, które przywołuję biorą się z ważnych nieodpowiedzianych przez naukę pytań. Absolutnie trafiają do mnie (niektóre) argumenty każdej z teorii, może dlatego że jestem Enneagramową dziewiątką. Na temat hipotez o historii geologicznej Ziemi sporo się naczytałem, w różnych paradygmatach, i z tego czytania jasne jest dla mnie jedno, że czegoś nie wiemy i to czegoś ważnego oraz myślę, że jak na razie nikt jeszcze na to nie wskazał. Niemniej jednak pytania, które stawiają takie pozycje jak chociażby Zakazana Archeologia czy też rozważania (często błędne lub naciągane) takich panów jak wspomniany prof. Hapgood, a po nim Flem-Ath i oczywiście archeo-skandalista Graham Hancock i wielu wielu innych, pozostają pytaniami nieodpowiedzianymi. Jak często lubił przypominać Einstein można wykombinować wiele teorii odpowiadających na pytanie dlaczego świat zachowuje się tak a nie inaczej i można je nawet udowodnić, przeprowadzając badania narzędziami stworzonymi właśnie po to aby te teorie udowadniać. Wierzył jednak w to, że tylko jedna z nich będzie tą właściwą. Dziś zaczyna powoli w fizyce być możliwe, że wszystko jest możliwe, a świat będzie się zachowywał tak, jak będziemy mieli ochotę odkryć, że się zachowuje i wymyślimy jak to udowodnić. Ja patrzę na naukowców i ich badania przez pryzmat życiowego dzieła jednego z nich – Thomsa Kuhn’a, który poświęcił lata na udowadnianie, że to sami naukowcy są największym spowalniającym naukę repelentem. Jedynym, znów cytując niedosłownie Einsteina, sposobem aby coś odkryć jest wyjść od hipotezy, że wszystko co do tej pory wiemy jest błędne. Tak jak Newton mylił się co do zasad działania Grawitacji, choć jego obliczenia są precyzyjne, tak i geologowie mogą mylić się co do głębokiej budowy, historii i sposobów funkcjonowania organizmu jakim jest Ziemia, bo przede wszystkim, z tego co wiem, za organizm jej nie uznają. Ja osobiście nie znam niczego, co żyje a nie rośnie, ale to wcale nie znaczy, że jestem zwolennikiem teorii o rosnącej czy też pustej w środku planecie. Inny naukowiec, Joseph Campbell nie raz wykazał, że to mity a nie nauka były bliższe prawdy, a nauce zajęło troszkę dłużej, żeby to zrozumieć. Czytałem jakieś dwa lata temu niezwykle zajmujący artykuł w New Scientist o tym, że możemy mówić o tym iż Ziemia, jak i cały wszechświat są jednak płaskie, a ich trójwymiarowość jest wynikiem hologramowej projekcji przestrzennej z dwuwymiarowego horyzontu zdarzeń i są już naukowe sensacyjne doniesienia o ponoć hologramowej strukturze postrzeganego świata, mocnej dziś hipotezie, niejako konkurującej z matematykami od teorii strun. Co do dinozaurów to oczywiście nie spotkałem nigdzie, aby ktoś łączył hipotezy o rosnącej planecie z niemożliwością istnienia takich wielkich gadów przy G wynoszącym tyle ile wynosi. Postwili oni natomiast pytanie czy to wogóle możliwe aby grawitacja była kiedyś mniejsza. Te pytania są dość poważnie udokumentowane i jest tam wiele o żyrafach, które ponoć miewają kłopoty z dokrwieniem mózgu i są faktycznym limitem wzrostu przy układach krążenia dostępnych na rynku planetarnym. Czy z badania szkieletów, jak twierdzą, można było potwierdzić jak wyglądały owe wielgachne układy krążenia, nie wiem. Ci co zbadali mówią, że G musiało być inne. A g to ciekawy znaczek, małe, różnie czytane może być też literą e, oraz 6 albo 9. Lubię pamiętać o relatywizmie w przyglądaniu się obserwowanym fenomenom i najdokładniejsze nawet badania mogą być zawsze okraszone dopiskiem – chyba, że o czymś nie wiemy. Pozdrawiam serdecznie z Argentyńskiej Patagonii, z głową zatem w dół :)

[foto]

4. 9? • autor: Wojciech Jóźwiak2013-03-22 22:35:07

Diuku, wątpię czy jesteś Dziewiątką. Dziewiątki nie są relatywistami (ani żaden z typów "gniewowych" - 8, 9, 1 - nim nie jest). Nie znając Cię z realu, a tylko z "czytu" mniemam, że jesteś Siódemką! Epikurejczykiem, stale w drodze i w pędzie, takim co to dla niego coś może być tak, może być inaczej, byle wiatr w uszach grał.
[foto]

5. Ennea • autor: Diuk Skusikula2013-03-22 23:14:31

Wojtku, pospieszyłem zrobić sobie dzisiaj test, a ostatnio robiłem ze dwa lata temu i wyszło wtedy 9 w 1. Wcześniej, jeszcze dawniej wyszło mi 6 w 7. Dziś ku własnej zadumie 2 w 3! Mam dość pokręcone życie, sam czuję, że się zmieniam kiedy podróżuję, kiedy pracuję i kiedy jestem z dziećmi, nie wspominając już jak się zmieniam kiedy gotuję albo prowadzę samochód. Myślę, że jakoś bardzo do serca biorę sobie wędrówkę po Enneagramie i jak już w coś się wkręcam to głęboko. Pozrawiam.

[foto]

6. 7! • autor: Wojciech Jóźwiak2013-03-22 23:21:39

No właśnie! Takie zmienianie się jest charakterystyczne dla Siódemek.
[foto]

7. Skrzydło • autor: Diuk Skusikula2013-03-22 23:51:17

Może być i 7 ;) Znaczyłoby to, że w swoich testach, raz skrzydłem zawadziłem o sedno. To możliwe...
[foto]

8. Europocentryzm • autor: Przemysław Kapałka2013-03-24 21:42:02

Diuk, wpadłeś w pułapkę europocentryzmu. Ziemia ma nie siedem, tylko sześć kontynentów: Eurazja, Afryka, Ameryka Północna i Południowa, Antarktyda, Australia. Podział Eurazji na Europę i Azję nie wynika z cech geograficznych, tylko z naszych europejskich przyzwyczajeń - czytałem o tym nawet w jakiejś książce geograficznej, tylko nie przypomnę sobie, w jakiej.


[foto]

9. Europa i Azja • autor: Wojciech Jóźwiak2013-03-24 22:17:24

Ależ oczywiście! Europę wydziela się z Azji nie z powodów fizycznych tylko kulturowych.
Fizycznie Europa jest takim samym półwyspem Azji, jak Indie, Arabia lub Kołyma. geologicznie sklada się z dwóch stref. Pierwszą jest dawny kontynent (kraton) Baltica, czyli Skandynawia + wielka równina wschodnioeuropejska; drugą jest strefa młodszych odeń gór fałdowych i podoklejanych mniejszych kratonów (dawnych wysp, fragmentów kontynentów). Granica tych dwóch jednostek idzie w poprzek Polski, mniej więcej na linii Kołobrzeg - Lublin i dalej. Tzw. strefa Teisseyre'a-Tornquista. (Ten pierszy był mimo  nazwiska Polakiem.) Ural wlicza się do Europy "na krzywy ryj", bo ta struktura ma przedłużenia w Kazachstanie, nie po zachodniej stronie. Właściwie to linii granicznych miedzy Azją a Europą, i tych geologicznych i tych kulturowych jest wiele. Niektórzy mówią, ze Azja zaczyna się od Wisły :)
[foto]

10. Łapki w Pułapki • autor: Diuk Skusikula2013-03-24 22:24:11

Tym razem w pełni świadomie ;) Uniknąłem tej dygresji, żeby zbyt nie dryfować, ale i tutaj jest wiele systemów i propozycji podziału. Są szkoły, uznające Antarktydę za jedyny bezspornie oddzielony kontynent. Cóż.. jak głowa od reszty ciała. To częściowo sztuczne wyabstrahowanie Europy, oddzielenie się jest jednak spójne z archetypową energią drugiej czakry. Podobnie istnieją różne systemy czakr, w jednych jest ich mniej, w innych więcej. Kiedy przykładam jedno do drugiego, zwłaszcza z odległych dziedzin, pamiętam o samopodobieństwie a więc nie identyczności, dlatego staram się takie tetrisy dopasowywać do siebie czujnie i twórczo. Jeden z kontynentów jest mutantem ego, to prawda, ale nadal istnieje, w zbiorowej świadomości planetan. Siedem czakr, siedem kontynentów, siedem kierunków, siedem dźwięków oktawy i siedem kolorów tęczy uważam za nieprzypadkowy rezonans i chcę zbudować taką tabelę siódemek, poszukując kolejnych do kompletu i przypisując je do siebie w formie pewnej mapy. Pozdrawiam

ps.

no i jakby nie było doszedłeś Wojtku powyżej do wniosku, że jestem właśnie... siódemką ;)

[foto]

11. Deupea • autor: Diuk Skusikula2013-03-24 22:56:11

A ‘propos Azji zaczynającej się od Wisły to mam takie małe post scriptum do swoich antropomorficznych wobec Gai rozważań. Nie przepadając do końca za ojczyzną, a jednak darząc ją uczuciem szczególnym, już dawno powiedziałem, że skoro Gaia jest kobietą to musi gdzieś mieć dupę i że to jest właśnie Polska, z Wisłą jako wielkim rowem międzykulturowym i Warszawą jako odbytem. Na pocieszenie wskazuję na fakt, że z dupą wszystkim wiążą się co najmniej dwojakie skojarzenia, a to gorsze z nich jest z kolei związane z żyznością i dlatego właśnie nad Wisłą tylu wielkich synów Gai się narodziło, rewolucjonistów w wielu dziedzinach, jak Kopernik, Mandelbrodt, Wałęsa, Korzybski, Wojtyła, Chopin, Kościuszko, Autorzy Taraki oraz pozostali Europejczycy, która wszak cała przylegle do Polski leży. Takie umiejscowienie planetarnego dupska pasuje zresztą do falliczno-waginalnych kształtów europejskich półwyspów i mórz. To międzypośladkowe to też jedyne pęknięcie na naszym ciele, którego jednak tak naprawdę nie ma, podobnie jak z Europą jako kontynentem. To tyle..

[foto]

12. 12. Ósmy kontynent , jednak! • autor: Wojciech Jóźwiak2013-03-24 23:34:22

Ósmym, a w każdym razie dodatkowym, jako ang. liczebnik EXTRATH - jest kontynent "Zelandia", w 95% zatopiony/podwodny, na powierzchni wynurzony tylko kawałeczkami, jako obie wyspy Nowej Zelandii, Nowa Kaledonia i kilka drobiazgu.
W geologicznej historii Zelandia odszczepiła sie od Australii, tak jak tamta od Antarktydy, a ta od Am. Południowej, wszystkie razem od Afryki-Gondwany.. Dlatego wspólne mają m.i. araukarie. Zelandia też jest osobliwa przez to, że została przełamana w poprzek granicą dwóch aktywnych kier litosfery. Dzięki temu góry, które tam się wypiętrzyły ("Alpy Nowozelandzkie") pozostały ponad wodą.
Symbolicznie, to było jakieś samobójstwo kontynentu.
[foto]

13. Żyje a nie rośnie • autor: Przemysław Kapałka2013-03-27 18:05:14

Wirus :) Tylko czy on rzeczywiście żyje?

Akurat co do łzy, to mam wątpliwości, czy ma strukturę fraktalną.

[foto]

14. Niezdolny do podziału poza komórką • autor: Diuk Skusikula2013-03-27 19:05:35

Jest taki dowcip: spotyka Ziemia podobną planetę, która na jej widok krzywi się we współczującym grymasie i mówi: "Uuuu, widzę, że złapałaś człowieka, ale nie bój nic..., to mija". 

No tak, wirusy, przedstawiciele szarej strefy między tym co żywe a tym co nie-żywe, zaiste nie wiadomo jak to z nimi jest. W Matrixie agent Smith dość sprawnie używa znanej Dick'owskiej metafory, opisującej cechy gatunku ludzkiego odpowiadające cechom wirusów. Jeżeli byśmy potraktowali Gaję jako pojedynczą żywą komórkę żywego wszechświata, okazałoby się, że też, podobnie jak wirusy, nie jesteśmy zdolni do podziału poza komórką. Widać też różnicę, między ekspansywnym Homo Sapiens Sapiens a pozostałymi częściami komórki, żyjącymi w symbiozie. Nikt na dziś dzień nie jest w stanie bezspornie dowieść, że nasz gatunek wyewoluował na tej planecie i nie jedni mawiają, że akurat my to pochodzimy z gwiazd.

Pisząc o łzie z kolei, miałem na myśli nie tyle kroplę, co także jej drogę po licach, podobną do spadającej z góry piłeczki i choć cząstka wody korzysta w swoich strukturach z innej niż fraktalna symetrii, to jej ruchem (jej procesem) na planecie i na licach zawiadują już potwory Mandelbrodt'a :)
[foto]

15. Wirusy i symbioza • autor: Przemysław Kapałka2013-03-30 11:23:58

Nie tylko my nie jesteśmy zdolni do podziału poza komórką. To samo można powiedzieć o większości gatunków naszej planety, w tym chyba o wszystkich bardziej złożonych. Co więcej, jako jeden z nielicznych gatunków jesteśmy zdolni do życia na prawie całej powierzchni planety.

I znam drugi gatunek nawet jeszcze bardziej ekspansywny i niszczycielski: Szarańcza.

[foto]

16. wirus versus neuron • autor: Diuk Skusikula2013-04-03 21:45:13

Jasne, że niezdolność do podziału poza Ziemią tyczy się właściwie całego na niej życia. Moje teoretyzowanie odnosiło się (zbyt skrótowo) do metafory P.K. Dicka, niestety nie pamiętam z jakiej książki, w której pozostałe (poza człowiekiem) życie porównał po prostu do części komórki, a więc integralnych jej elementów składowych niejako, a nas, ludzi, do 'zaszczepionych' obcych organizmów - wirusów. Osobiście, choć mój umysł nie odmawia Dickowi przenikliwości, to jednak mojemu sercu bliżej jest do metafory Jamesa Lovelocka, twórcy teorii Gai, w której jesteśmy neuronami żywego organizmu planety. A suszona szarańcza, dostępna w afrykańskich supermarketach, jest dużo lepsza i zdrowsza od chipsów, bez tłuszczu i naturalnie słona, polecam ;)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)