Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

04 marca 2000

Wojciech Jóźwiak

Ayahuasca
O roślinie, która jest lekarzem

Ayahuasca (czytaj: "ajałaska") rośnie w dżungli w dorzeczu Amazonki; jest lianą, a jej nazwa w peruwiańskim języku keczua znaczy: "pnącze duchów". Ayahuasca, a ściślej wywar z tej rośliny, jest podstawowym (jeśli tak można powiedzieć) "narzędziem" w rękach curanderos , czyli tubylczych szamanów-uzdrowicieli, jakich spotyka się w lesistych prowincjach Kolumbii, Ekwadoru i Peru.

Ale wszelkie wiadomości o ayahuasce należy rozpocząć od informacji, iż jest to jeden z najsilniejszych spośród znanych środków zmieniających świadomość. Podręczniki toksykologii zaliczają "pnącze duchów" do halucynogenów - i rzeczywiście, ludzie, którzy mieli do czynienia z tą rośliną, opisują niewiarygodne wizje, jakich doświadczali pod jej wpływem.

Lecz kto sprowadza działanie ayahuaski tylko do halucynacji, ten upraszcza całe to zjawisko. Ayahuasca w rzeczywistości jest środkiem, który uruchamia w człowieku jego uśpione moce i pozwala czynić rzeczy, które zwykle bywają nazywane cudami.

Godnego zaufania curandero - znawcy ayahuaski - nie jest wcale łatwo znaleźć. W ostatnim dziesięcioleciu, odkąd ayahuasca stała się sławna w Ameryce Północnej i w Europie, nad Amazonką namnożyło się domorosłych, rzekomych znawców tego ziela, którzy chętnie i za odpowiednią opłatą, upijają spragnionych sensacji białych turystów rozmaitymi dżunglowymi preparatami. Prawdziwi curanderos czy też ayahuasqueros nie afiszują się swoją wiedzą. Za to są cenieni przez rdzennych mieszkańców Iquitos i innych miast w dorzeczu Amazonki, bowiem ci przychodzą do nich - do szamanów-znachorów - kiedy już zawodzi oficjalna medycyna. Curanderos, których siły wspomaga ayahuasca, są ostatnią deską ratunku w przypadkach beznadziejnych.

Dżungle nad Amazonką, ze swoim wilgotnym i gorącym klimatem, są siedliskiem wielu chorób, w tym takich, które słabo do tej pory poznała zachodnia medycyna. Do bakterii i wirusów dołączają się pasożytnicze robaki, kłujące owady, choroby odzwierzęce. A jednak, w tej tropikalnej cieplarni ludzie żyją i żyli od tysiącleci, i nauczyli się radzić sobie z chorobami, wobec których bezsilne bywają współczesne zachodnie laboratoria. Swój udział w tym dziele uzdrawiania ma właśnie ayahuasca. Ayahuasca była bowiem od wieków nauczycielem tubylczych, indiańskich lekarzy, ich przewodnikiem po leczniczych właściwościach roślin amazońskiej dżungli, źródłem wiedzy o możliwościach przeżycia w jej gęstwinach.

Jak to jest możliwe? Zamiast długich wyjaśnień, spróbujmy sobie wyobrazić typowe użycie ayahuaski. Oto do szamana-curandero przybywa pacjent, cierpiący na owrzodzenie, gorączkę lub puchnięcie jakichś części ciała. Jest ranek; szaman, przyjrzawszy się przybyszowi, zgadza się na przeprowadzenie zabiegów, które będą miały miejsce najbliższej nocy. Czas płynie "indiańskim rytmem" - wszyscy mają go dużo, nikt się nie śpieszy. Curandero idzie do lasu, gdzie wycina odpowiednią ilość magicznego pnącza, oraz liście innych roślin, będące koniecznymi dodatkami do wywaru. Następnie tnie pędy ayahuaski na kawałki i uciera w moździerzu, po czym gotuje, z dużą ilością wody, aż wywar odpowiednio zgęstnieje. Cała operacja gotowania ayahuaski trwa około ośmiu godzin. Curanderos zwykle mają osobne chatki w głębi lasu, gdzie leczniczy ceremoniał może się odbyć w spokoju, z dala od gwaru wioski. W takiej chatce - a może świątyni? - zjawia się o zmierzchu wraz ze swoim pacjentem, czasem z uczniami.

Ayahuasca jest środkiem tyleż potężnym, co niebezpiecznym. Jej zażywanie jest ujęte w karby ścisłego ceremoniału, i może się odbywać tylko pod kierownictwem kogoś, kto przeszedł konieczne szczeble szamańskiego wtajemniczenia. Nieodpowiedzialni tubylcy, którzy serwują wywar turystom za pieniądze, narażają ich na poważne niebezpieczeństwa. Jakie to mogą być niebezpieczeństwa? Nie chodzi wcale o jakiś bezpośredni uszczerbek na zdrowiu. Ayahuasca nie uzależnia, jak robi to tytoń, kokaina czy produkty maku. Nie jest toksyczna i nie słychać o nikim, kto by się nią śmiertelnie zatruł. Niebezpieczeństwo polega na tym, że niewtajemniczony, który poddaje się jej działaniu, wystawia się na groźbę popadnięcia w obłęd. Tyle że curanderos nie mówią o obłędzie. Według ich pojęć niebezpieczeństwo związane z ayahuaską polega na tym, iż miejsca, gdzie się zażywa ów środek, i ludzie, którzy się poddają jego działaniu, jak magnes przyciągają duchy. Są wśród nich duchy dobre, te które przychodzą pomagać w leczeniu i prowadzić terapeutę, ale również wraz z nimi przybywają z tropikalnego lasu demony ciemne i szkodliwe, a wśród nich astralne sobowtóry i dusze zmarłych brujos (czytaj: "bruchos") - złych czarowników, którzy ze szkodzenia innym uczynili swój sens istnienia.

Doświadczeni curanderos mają jednak przeciw tym ciemnym siłom skuteczne środki zaradcze: aby utrzymać demony w ryzach stosują okadzanie tytoniem, szeleszczenie wachlarzami z liści, a przede wszystkim nucą icaros - magiczne pieśni, które służą koncentracji śpiewającego, a zarazem trzymają z dala złe duchy. Każdy curandero ma swoje własne pieśni icaro - których uczy się wprost od ayahuaski, kiedy jest oświecony jej wpływem.

A więc curandero zaczyna swoją ceremonię, w której zapala się świece lub karbidowe lampy, nuci pieśni icaro, okadza wszystkich obecnych tytoniowym dymem, a wachlarze z liści służą do kierowania go na ciała uczestników. Kiedy ayahuasca zacznie działać, wachlarze te będą wysyłały w przestrzeń świetliste nici...

Wywar z ayahuaski pije się. Zazwyczaj wcześniej należy pościć - przynajmniej od rana. Sami szamani podczas swojego treningu miesiącami stosują specjalną dietę: spożywają tylko ryż i pataty - plus rośliny, których działanie wypróbowują na sobie. Napój z "liany duchów" jest odrażający w smaku i chyba nikt spośród biorących go nie uniknął ataku gwałtownych wymiotów. Ale i do tego specyfiku organizm się w końcu przyzwyczaja...

Po mniej więcej pół godzinie świat zaczyna się zmieniać. Czarna jak węgiel nocna dżungla ożywa, zapełnia się światłami i kolorowymi wzorami. Drzewa i krzewy zamieniają się w świetliste postaci podobne do ludzi. Słyszysz głosy, przemawiające do ciebie po imieniu. Jeżeli stracisz na moment uwagę, możesz poczuć, że szybujesz w powietrzu, albo że twoja świadomość "przesiadła" się do ciała owada lub kolibra i ulatuje gdzieś ku koronom drzew.

Typowe ayahuaskowe wizje roją się od zwierząt, wśród których najwięcej jest ogromnych węży-dusicieli i jaguarów. Wielkie, drapieżne koty otwierają paszcze, prezentują zęby i wnętrze gardła; są o centymetry od twarzy patrzącego, który widzi wszystkie szczegóły ich anatomii.

W relacjach z ayahuaski spotyka się jeszcze dziwniejsze doświadczenia: zdarza się bowiem, że człowiek, który zażył ten środek, utożsami się ze zwierzęciem. Widzi na przykład świat oczyma węża i czuje własne mięśnie gardła, jak przełykają żywą żabę...

Każdy z tych, którzy tego doświadczyli, najżywiej wspomina swoje pierwsze "wzięcie" magicznego napoju. Michael Harner, amerykański antropolog, ujrzał mitologiczne sceny, w których ciemne stwory podobne zarazem do węża i do nietoperza twierdziły, iż są "panami świata" i stwórcami życia na Ziemi. Stary indiański szaman z plemienia Conibo, któremu Harner opowiadał swoje przeżycia, powiedział: "Nie przejmuj się tym. One zawsze, każdemu to opowiadają. Ale są tylko Panami Ciemności Zewnętrznej..."

Inny badacz tajemnic Amazonii, Alan Shoemaker, w swojej pierwszej wizji ujrzał, jak drzewa zmieniają się w świetlistych ludzi ubranych w dziwaczne szaty. Nie widział takich nigdy - a po paru miesiącach zobaczył, tym razem naprawdę, w pewnym muzeum, i okazało się, że były to stroje inkaskich kapłanów.

Agustin Rivas-Vasques, dziś jeden z najsławniejszych curanderos, na początku swoich doświadczeń nie budził się całkiem z ayahuaskowego stanu, i kiedy już za dnia wracał do swego domu, na cmentarzu widział tłumy zmarłych. Zaś Peter Gorman doświadczył na początku całkowitej przemiany w węża.

Innym typowym tematem ayahuaskowych doświadczeń jest... umieranie. Nie jest to oczywiście śmierć prawdziwa; jak wspomniano, od "pnącza duchów" się nie umiera, za to środek ów wyświetla człowiekowi nieprzeparte wrażenie umierania. Agustin Rivas-Vasques wspomina o mnóstwie ludzi, którzy po pierwszym hauście wywaru prosili go o ratunek, o odtrutkę, gdyż byli przeświadczeni, że to śmierć... Zresztą curanderos są przekonani, że świat, w który wprowadza ayahuasca, jest tym samym "tamtym światem", do którego odchodzą umarli. Stąd też się wzięła nazwa tej rośliny, która może też być rozumiana jako "pnącze nieboszczyków".

Jednakże wszystkie te wizje i halucynacje, cały ów "inny świat", w którym zawieszony zostaje upływ czasu i prawa fizyki, to tylko błyskotliwa powierzchnia zjawiska. Prawdziwa wartość ayahuaski polega na czymś innym, a wizje to tylko efekty uboczne. Przecież curandero znaczy po hiszpańsku "uzdrowiciel", a prawdziwa wartość ayahuaski polega na leczeniu. Otóż wywar z "pnącza duchów" jest takim dziwnym lekarstwem, które zażywa nie tyle chory, co... lekarz. Szamani przy pomocy tego ziela wprowadzają się w odmienny stan świadomości, aby widzieć choroby, aby je diagnozować, odkrywać ich przyczyny i wynajdywać środki zaradcze. Alan Shoemaker wspomina, że kiedy został zapytany przez swojego mistrza Don Ramona o przyczyny choroby pewnej pacjentki, miał wrażenie, iż to nie on sam wypowiada słowa, lecz jakaś niewiadoma siła, która nie była nim, recytuje jego ustami pełną diagnozę: przyczyny choroby, oraz sposób leczenia. Nie miał wątpliwości, że to przemawia przez niego duch ayahuaski. Dodajmy, że przepisana w ten sposób kuracja okazała się w pełni skuteczna.

Ten sam uczeń szamana, Shoemaker, wyleczył swoją matkę z zaawansowanego stadium raka wątroby. "Wieczorem, podczas sesji ayahuaski, wyraźnie zobaczyłem moją matkę, jak bierze lekarstwo obniżające poziom cholesterolu. Wiedziałem, że to lekarstwo stało się przyczyną jej raka. Następnie zobaczyłem butelkę z wypisanymi nazwami pewnych roślin rosnących w tutejszej dżungli; były to lekarstwa na jej chorobę. Wiedziałem też, że należy sporządzić wodny wyciąg z tych ziół - nie alkoholowy, gdyż alkohol zniszczyłby jej wątrobę." Shoemaker podawał swojej matce owe zioła, które ujrzał w ayahuaskowej wizji. Lekarze twierdzili, że są one bez wartości. Jednak kiedy nadszedł dzień operacji, okazało się, że: "Chirurg który operował moją matkę, stwierdził, że nowotwór wątroby skurczył się do szczątkowych rozmiarów i cały był otorbiony." I tu nastąpiła typowa reakcja lekarza-naukowca, który jest świadkiem czegoś, co może być tylko wynikiem działania cudu - albo medycyny naturalnej: Lekarz przyznał mianowicie, że: "na pewno popełniono jakiś błąd podczas badań" - czyli - w jego mniemaniu - raka po prostu nigdy nie było...

Według Agostina Rivas-Vasques ayahuasca jest wielkim nauczycielem, który uczy ludzi żyć w zgodzie z innymi, z własną naturą i w harmonii ze światem przyrody. "Chciałbym" powiada, "zaprosić do swojego ośrodka prezydentów, przywódców partii i dowódców wojsk z całego świata. U mnie, pod wpływem ayahuaski, wyzbyliby się lęku przed życiem, tego samego lęku, który każe im się zbroić i szykować do walki. Ayahuasca mogłaby zaprowadzić pokój na ziemi."

Czy tylko ayahuasca?

Ayahuasca, występująca w Amazonii, jest rośliną, której używają szamani, aby wspomóc swoją intuicję i siły psychiczne potrzebne w sztuce uzdrawiania. Czy ayahuasca jest jedyną rośliną o takich właściwościach?

Otóż nie! Takie "rośliny mocy" używane w ceremoniach leczniczych, magicznych i religijnych znane są w wielu okolicach świata. Indianie mieszkający w Meksyku i na zachodzie Stanów Zjednoczonych używają halucynogennego kaktusa - pejotlu. Również w Meksyku rosną inni dawcy odmiennych stanów świadomości: powój (Ipomoea) oraz bieluń (datura). Bieluń jako chwast spotykany jest także w Polsce, choć ze względu na jego toksyczne właściwości naprawdę nie warto go próbować. W Peru - ale w suchej, pustynnej części tego kraju, rośnie roślina stosowana przez szamanów w podobny sposób jak ayahuasca - kaktus zwany San Pedro. W Afryce najsłynniejszymi halucynogenami są drzewa yohimbe i iboga, oba skłaniające także do rytmicznych tańców i silnie pobudzające seksualnie.

A bliżej nas? W całej strefie umiarkowanej i chłodnej północnej półkuli rośnie potężny halucynogen - wszystkim znany, poczciwy... muchomor czerwony. Dawniej jego moc znana była szamanom, czarownikom i druidom od Szkocji po Kamczatkę. Podobno soma - magiczny napój starożytnych Ariów, przodków Hindusów - sporządzana była z tego grzyba. Ale sztuka spożytkowania muchomora dla celów pożytecznych ludziom, już jak się wydaje zanikła - nawet na Syberii...

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-06-08)


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)