Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

30 maja 2016

Joshua Hanna

Ayahuaska: szkodzi czy uzdrawia? Rozwiewanie mitu

Kategoria: Nowy szamanizm
Tematy/tagi: ayahuasca

Tekst oryginalny: Ayahuasca: Dispelling Myth – Harm vs. Healing, https://holistic-evolution.com/2014/12/02/ayahuasca/

Tłumaczył Darek. W Tarace za uprzejmą zgodą Autora. („Hi Darek, Yes absolutely– the intention of this article is to increase human understanding of the way these substances impact the chemistry and functional biology of the human brain and epigenetic potential of an individual (negatively or positively). So please, post it on as many websites as you wish. Just include a link the this page as well… Best, Joshua”)

Preparing A.

To naprawdę zdumiewające, widzieć jak rdzenna, starożytna szamańska praktyka stała się sensacją w kręgach współczesnej duchowości i holistycznego zdrowia.

Napisano wiele artykułów na temat cudownych, uzdrawiających mocy Ayahuaski. Niektóre z nich pojawiły się nawet w szanowanych czasopismach, takich jak National Geographic i Time. Ayahuaska to psychodeliczny/halucynogenny wywar, którego zwolennicy szeroko głoszą jego zdolności do leczenia depresji, uzdrawiania głęboko usadowionych traum, objawiania głębszej wiedzy duchowej, a także do leczenia wielu biologicznych i mentalnych schorzeń. Ludzie z całego świata napływają do Ameryki Południowej w poszukiwaniu uzdrowienia z różnych życiowych dolegliwości.

Jest też inna strona tej historii, która jest znacznie mniej nagłośniona. To opowieść o poważnych przeciwwskazaniach oraz szkodach, jakie ponieśli niektórzy z poszukujących uzdrowienia. W terminologii medycznej, przeciwwskazanie definiuje się jako: „Sytuację, w której lek, procedura lub zabieg nie powinny być stosowane, ze względu na możliwą szkodliwość dla pacjenta”. Ayahuaska jest w stanie stworzyć prawdziwą burzę biochemicznych, emocjonalnych i psychicznych warunków, koniecznych do wywołania psychozy lub innych neuropsychiatrycznych przypadłości. Oczywiście wtedy, gdy posiadasz predyspozycję lub podatność na zaburzenia psychiatryczne czy neurobiologiczne (z czego często osoby zagrożone nie zdają sobie sprawy do czasu, gdy przypadłość psychiatryczna zostanie aktywowana i pojawi się w ich codziennym doświadczeniu życia).

Ayahuaska może mieć szczególnie silny potencjał aktywujący dla osób predysponowanych do zaburzeń dwubiegunowych, schizofrenii, zaburzeń dysocjacyjnych, depersonalizacji/derealizacji, stresu pourazowego, zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, depresji, zaburzeń przetwarzania sensorycznego, oraz zaburzeń postrzegania spowodowanych halucynogenami (HPPD).

Będąc młodym mężczyzną, z pasją studiującym Medycynę Holistyczną, Naturopatię, Żywienie i Ziołolecznictwo, a także kimś, kto doświadczył poważnej dziecięcej traumy, zainteresowałem się świadectwami głębokich uzdrowień, przypisywanych tej praktyce. Kiedy więc pojawiła się okazja wzięcia udziału w ceremonii, przeprowadziłem swoje badania, a następnie zaakceptowałem możliwość uzdrowienia siebie w ten sposób.

Gospodarze ceremonii w której wziąłem udział, byli wysoce rekomendowani i jawili mi się jako współczujący i opiekuńczy. Ufałem im i gdyby nie prezentowali się w ten sposób, nigdy nie zdecydowałbym się tam udać. Podejmując decyzję, naiwnie zlekceważyłem fakt, że działają oni nielegalnie w świetle federalnego prawa, biorąc „w swoje ręce” umysły, zdrowie a potencjalnie i życie innych.

Powiedziałem prowadzącym o swoich obawach, że być może nie jestem kompatybilny z lekarstwem, które jest psychodelikiem, z powodu traumy, jaką przeżyłem będąc nastolatkiem. Byłem mocno zachęcany do wzięcia udziału w ceremonii i przekonywany o swoim 100% bezpieczeństwie, ponieważ Ayahuaska nie jest uważana za niebezpieczny narkotyk ani halucynogen (wewnątrz Ayahuaskowej wspólnoty).

Moje pierwsze doświadczenia, jak naprawdę wierzyłem, były uzdrawiające. Niestety byłem naiwny, jeśli chodzi o potencjalne konsekwencje i skończyło się to ekstremalnymi reperkusjami w moim życiu. Podczas ostatniej ceremonii (w tej społeczności zachęca się do wielokrotnego udziału w sesjach) niespodziewanie spędziłem całą noc będąc świadomością poza ciałem, rzucany w wiele wymiarów, spotykając istoty, nieskończone pola geometrii, by w końcu zostać strąconym w jakiegoś rodzaju bezkresne, zbiorowe piekło. Wizje zawirowań, śmierci, ludzkiej przemocy, morderstw i samobójstw pochłonęły mój umysł. To był czysty chaos, a moje widzenie zostało całkowicie zakłócone.

Dzień po ceremonii wszedłem w stan szoku i zacząłem doświadczać tego, co można z łatwością określić jako załamanie nerwowe. Było to coś, o czym nigdy nie myślałem, że może się wydarzyć.

Byłem w delirium. Miałem halucynacje, moja percepcja wzrokowa była zakłócona i zniekształcona, dzwoniło mi w głowie, byłem przerażony, że umrę. Nie wiedziałem co robić, poszedłem więc do gospodarza ceremonii, prosząc o wsparcie. Podzieliłem się z nim swoim strachem, że ten stan się nie skończy i zostałem krótko poinformowany, że nie mogą nic dla mnie zrobić. Wkrótce potem poczułem, że nie jestem już tam mile widziany i opuściłem posesję myśląc, że być może mógłbym ustabilizować swój stan poprzez medytację na pobliskim polu campingowym. Nie byłem jednak w stanie zatrzymać tego co się działo.

Całymi dniami wszystko w moim polu widzenia gwałtownie się trzęsło, a moje źrenice były wielkości szpilek. Nie potrafiłem przestać płakać i byłem przytłoczony przez nieznaną mi wcześniej, zupełnie mi dotąd obcą myśl, by zakończyć swoje życie. Nie byłem w stanie się pozbierać. Próbowałem skontaktować się z prowadzącymi ceremonie, lecz nikt nie oddzwaniał. Kiedy w końcu zadzwonił do mnie administrator ceremonii dowiedziałem się, że powinienem zamówić u nich konsultację telefoniczną z szamanem (która kosztowała $100).

Rozważałem zgłoszenie się do szpitala, ale bałem się stygmatyzacji z powodu swoich doświadczeń (teraz żałuję tej decyzji, bo pomogłoby mi to się ustabilizować i zapobiegło długotrwałym szkodom).

Przez wiele miesięcy zmagałem się, by przezwyciężyć to, co się stało. Żyłem z dnia na dzień, cierpiąc na (czasami skrajnie silne) zawroty i bóle głowy, intensywne nocne koszmary, poważne zaburzenia poznawcze, problemy z mówieniem (afazja) i doświadczając braku poczucia celu. Znalazłem się nagle w sytuacji „toń lub płyń”, walcząc o swoje życie, a wszystko to było konsekwencją błędnego wyboru, decyzji by wypić kilka małych kubków pozornie niegroźnego lekarstwa.

Moja wytrwałość, niezłomna dyscyplina, postępy w medytacji, fitnessie, jodze, oraz moja ścieżka duchowego rozwoju i radości, wszystko to okazało się nagle bezużyteczne w obliczu kryzysu, w jakim się znalazłem. Odkryłem w bolesny sposób, że chociaż Ayahuaska jest tradycyjnie uważana za lekarstwo, jest to także potężny halucynogen z klasy tryptamin, który może potencjalnie zrujnować twoją psychikę lub pokazać ci przebłysk nieba. Jest to bardzo złożony problem i nie należy go lekceważyć.

Nie mając innego wyboru, jak tylko w pełni zrozumieć to, czego doświadczałem, zacząłem przyglądać się głębiej tym zagadnieniom i odkryłem, że historia owej potężnej mikstury jest niezupełnie taka, jak się ją często opowiada...

Tradycyjnie, na terenach Ameryki Południowej, Ayahuaska stosowana jest zarówno przez Curanderos (Uzdrowicieli) jak i Brujos (Wiedźmy i Czarowników) w celach leczniczych, wróżebnych, dla zdobycia wiedzy/mocy, lecz także w magii, wojnach i w celu świadomego szkodzenia innym, poprzez wchodzenie w sojusze z nieżyczliwymi mocami lub istotami.

Nawet na pożytecznej ścieżce Uzdrawiania, w tej rdzennej tradycji nie jest niczym niezwykłym, że potężny Uzdrowiciel zostaje zaatakowany psychicznie przez Brujo podczas ceremonii, i musi w jakiś sposób walczyć o swoje życie (tak jak w historii Pablo Amaringo – słynnego malarza wizjonera, który odegrał wielką rolę w zainteresowaniu Zachodu Ayahuaską).

Grafika Pablo Amaringo
Grafika Pablo Amaringo. Ze strony visualmelt.com/Pablo-Amaringo.

Doszedłem do osobistej konkluzji, że Ayahuaska może być wieloma rzeczami, ale z pewnością nie jest wyłącznie cudownym lekarstwem. Jeśli spojrzysz głębiej w to zagadnienie odkryjesz, że u wielu osób rozwinęła się psychoza w wyniku konsumpcji, oraz że istnieją przypadki śmierci i gwałtów, popełnionych w „szanowanych” ośrodkach leczniczych w Peru, jak również przypadki po-ceremonialnych samobójstw. Niektóre z tych spraw zostały wyciszone, a informacje o nich usunięte z południowoamerykańskich portali newsowych.

Tryptaminy takie jak DMT, okazały się być zarówno niezwykle niebezpieczne jak i głęboko transformujące, w zależności od „set & setting”, okoliczności, a także od indywidualnej konstytucji biologiczno/biochemicznej osoby przyjmującej substancję.

Warto podkreślić: ludzie są bio-indywidualnymi/neuro-indywidualnymi istotami. Oznacza to, że różni ludzie zareagują w różny sposób na substancje, które zmieniają biologię układu nerwowego (szczególnie halucynogeny). Na przykład: niektórzy ludzie mogą przyjąć LSD lub grzyby psylocybinowe ponad 20 razy, bez szczególnych konsekwencji. Podczas gdy inni po pierwszym przyjęciu LSD lub psylocybiny, cierpią na HPPD jeszcze długo po swoim doświadczeniu. HPPD jest zaburzeniem, w którym system percepcyjno/zmysłowy mózgu zostaje przeładowany i chronicznie rozregulowany, co pozostawia osobę dotkniętą HPPD w stanie trwałej niepełnosprawności.

Zatem uogólnienia (którymi mnie karmiono), że „Ayahuaska jest świętym, duchowym lekarstwem, zdolnym jedynie przynieść głębokie uzdrowienie” mogą być bardzo naiwne, wprowadzające w błąd i w oczywisty sposób niezgodne z doświadczeniem każdej osoby.

Przyjmowanie psychoaktywnych/halucynogennych substancji może być dla niektórych ryzykowne, i chociaż unikalna, Ayahuaska nie stanowi tu wyjątku, ani też nie wymyka się prawom ludzkiej neurobiologii i zdrowia. Pnącze z którego przygotowuje się wywar, zawiera mocny MAOI (Inhibitor Mono Amino Oksydazy), który ma wpływ na barierę krew-mózg, i znany jest z istnienia silnych przeciwwskazań przy przepisywaniu wielu leków na receptę (w tym możliwych śmiertelnych interakcji z antydepresantami z grupy SSRI), a także z przeciwwskazań związanych z chorobami serca. Jest też inna roślina, zwana Toé (Datura), tradycyjnie dodawana do wywaru przez niektórych szamanów, w celu zwiększenia intensywności doświadczenia. Datura jest neurotoksyną, która odcina dopływ tlenu do ludzkiego mózgu. Może to prowadzić do delirium, hipertermii, amnezji, a nierzadko śmierci. Istnieją tragiczne przypadki osób, które nieświadomie przyjęły Daturę, dodaną do wywaru z Ayahuaską. Jeśli zdecydujesz się na wzięcie udziału w ceremonii, nie wahaj się zapytać, co dokładnie wprowadzisz do swojego układu krwionośnego i mózgu.

Moja opowieść jest rodzajem przestrogi. Osobiście wierzę, że jeśli poważnie myślisz o uzdrowieniu siebie i rozwoju duchowym, to najbezpieczniejsza ścieżka ku temu wiedzie przez służenie innym, jogę, medytację, Ayurvedę, właściwe odżywianie, fitness, doświadczanie radości, rozwijanie zrozumienia swoich słabości/atutów, poprzez uważność i zdobywanie intymnej wiedzy o własnej, indywidualnej konstytucji. Jako istoty ludzkie jesteśmy podobni, jednocześnie jednak możemy być głęboko indywidualni i wyjątkowi, jeśli chodzi o naszą konstytucję, funkcje neurologiczne i biochemię.

Autentyczny postęp i świadomość społeczna idą w parze, a ten szczególny problem powinien być potraktowany z całkowitą przejrzystością. Nigdy nie zaprzeczę faktowi, że ludzie mogą doświadczyć potężnych uzdrowień i transformujących przeżyć dzięki Ayahuasce, lecz druga strona tej historii jest wciąż zamiatana pod dywan i marginalizowana. Pora z tym skończyć.

To nie jest spór o to, czy Ayahuaska to lek/narkotyk (drug). Słowo „drug” jest niejasnym uogólnieniem, używanym do klasyfikowania wszystkiego, od metaamfetaminy po aspirynę. Ayahuaska jest jednakże ekstremalnie mocną substancją psychoaktywną, zawierającą zarówno roślinny MAOI jak i halucynogenną tryptaminę (DMT). Obie z tych substancji mogą wywołać ogromne zmiany w chemii, regulacji i funkcjonalnej biologii układu nerwowego i mózgu. Zabawa z neurobiologią na tych poziomach to poważna sprawa, niezaprzeczalnie niosąca poważne ryzyko dla niektórych osób.

W Stanach Zjednoczonych odbywa się wiele nielegalnie organizowanych ceremonii Ayahuaski. Niektóre z nich cieszą się szczególnie silnym zainteresowaniem młodych ludzi, a także tych spośród nas, którzy poszukują uzdrowienia z traumy. Terapia Ayahuaską w Stanach Zjednoczonych nie podlega regulacjom, co oznacza, że nie można nikogo pociągnąć do odpowiedzialności, kiedy sprawy pójdą w złym kierunku. Wydaje się to niespójne z zasadami sztuki uzdrawiania, które mówią o integralności i autentyczności.

Kiedy ktoś znajduje się w stanie manii, ma wysokie nadciśnienie, przejawia zachowania psychotyczne lub samobójcze, to w takich przypadkach wymagana jest natychmiastowa pomoc medyczna. Badania przesiewowe przed ceremoniami są często nieskuteczne (ze względów biznesowych oraz dlatego, że prowadzący ceremonie nie znają psychiatryczno/psychologicznych technik badawczych). Wątpliwym pozostaje, czy organizatorzy ceremonii w Stanach zareagowaliby właściwie w przypadku wystąpienia zagrożenia o charakterze medycznym. Warto wziąć pod uwagę, że dostarczenie uczestnika do centrum pomocy medycznej, na skutek kryzysu spowodowanego udziałem w ceremonii, postawiłoby organizatora w poważnie zagrażającej mu sytuacji prawnej, jako że dystrybucja Ayahuaski/DMT jest przestępstwem federalnym. Żadne dokumenty podpisane przez ciebie przed ceremonią nie chronią organizatorów przed odpowiedzialnością prawną (w przypadku przedawkowania, zatrucia, czy innej szkody), ponieważ Ayahuaska jest w Stanach nielegalna. [W Polsce też - przyp. red. Taraki.]

Poznaj siebie, nigdy nie pozwól komuś innemu zapewniać cię, że jesteś bezpieczny. O tym tylko ty sam możesz zdecydować. Jeśli sądzisz, że sytuacja w jakiej się znalazłeś jest ryzykowna, nie zawsze musi to być „głos twojego lęku”, może to być również intuicja i przewidywanie. Strach nam nie służy, ale ostry zmysł rozeznania może być twoim największym życiowym sprzymierzeńcem. Chciałbym zachęcić wszystkich do bycia absolutnie wymagającymi, co do tego z czym i z kim się wiążecie. Zdrowie jest cenne, a dorośli nie są wolni od wpływów i od psycho-duchowej presji grupy. Szczególnie jeśli twoim celem jest rozwój osobisty, wzrost i postęp duchowy.

Jeżeli jesteś w kryzysie i potrzebujesz kogoś, z kim mógłbyś porozmawiać, istnieje organizacja ICEERS, skupiająca profesjonalnych psychologów, szkolonych specjalnie w zakresie pomocy osobom będącym w kryzysie wywołanym udziałem w ceremoniach Ayahuaski, Ibogi i San Pedro. Otrzymasz tam darmowe wsparcie, możesz też skorzystać z kryzysowej infolinii: www.iceers.org/support-service.php

Zalecam też znalezienie lekarza naturopaty w twojej okolicy, który specjalizuje się w zagadnieniach zdrowia psychicznego i neurobiologii. Neurobiologiczna/neurochemiczna nierównowaga może być w dużym stopniu zredukowana, dzięki właściwie zastosowanym substancjom odżywczym, relaksacji, diecie, ćwiczeniom, snowi, ziołolecznictwu i homeopatii. Istnieją też inne procedury, takie jak neurofeedback, ćwiczenia oddechowe i terapie integracji sensorycznej, które mogą pomóc w przywróceniu homeostazy twojej unikalnej chemii mózgu. Jeśli poszukujesz bezpiecznej i efektywnej metody uzdrowienia traumy, polecam zapoznanie się z badaniami dr Petera Levine. Jego studia nad traumą i jej wpływem na mózg/układ nerwowy, uważane są za przełomowe na polu rehabilitacji traumy. (Zob. www.traumahealing.com)

Po szeroko zakrojonych badaniach odkryłem, że takie doświadczenia jak moje występują znacząco częściej, niż niektórzy chcieliby przyznać. Od czasu napisania tego artykułu, skontaktowała się ze mną niepokojąco duża grupa ludzi, którzy mieli podobne (lub gorsze) przeżycia, jak również osoby, które doświadczyły przemijającej psychozy. Wspólnym wątkiem tych wszystkich doświadczeń wydaje się być obawa przed ośmieszeniem i osądem, jaką odczuwają osoby dotknięte traumą na skutek spotkania z Ayahuaską (i innymi psychodelikami). Dlatego osoby te często izolują się i unikają dzielenia się swoim doświadczeniem.

Wielu gospodarzy ceremonii i odosobnień z Ayahuaską ma skłonność do nie brania odpowiedzialności za to, co dzieje się z uczestnikami. Ponieważ rozwijają oni coś w rodzaju religijnego związku z tą substancją, zaczynają wierzyć, że nie może ona uczynić nikomu żadnej krzywdy i skłaniają się ku odrzucaniu lub usprawiedliwianiu jakichkolwiek szkodliwych konsekwencji, jako „doświadczenia własnej ciemności, opętania przez byty, woli Matki Ayahuaski, podróży, którą trzeba odbyć, czy też części boskiego planu” (słyszałem to wszystko wielokrotnie i od wielu osób) – tymczasem pomijając fakt, że właśnie podali komuś jedną z najsilniejszych halucynogennych substancji znanych człowiekowi, która zasadniczo i nieprzewidywalnie zmienia biochemię mózgu.

W moim osobistym odczuciu: insynuowanie, że ludzie u których rozwinęła się psychoza lub zmarli podczas odosobnień potrzebowali tego, jest absolutnym urojeniem i wyrazem mentalności rodem z sekty. Dokonujemy własnych wyborów i podejmujemy własne działania, które zawsze przynoszą określone reakcje i konsekwencje. Nasilenie negatywnych skutków lub korzyści związanych z przyjmowaniem psychoaktywnych substancji jest sprawą indywidualną i różni się, w zależności od osoby.

Jedyną motywacją w dzieleniu się tymi informacjami jest wola zapobieżenia dalszym szkodom uczynionym tym, którzy poszukują uzdrowienia, oraz próba zachęcenia do pełnej przejrzystości i autentycznej odpowiedzialności wewnątrz wspólnot, które promują i globalizują stosowanie Ayahuaski.


komentarze

1. To bardzo potrzebny artykuł • autor: Nierozpoznany#87012016-05-31 07:20:29

Ja nie znam efektów działania Ayakuaski, nie eksperymentowałam z nią, ale wierzę  że takie konsekwencje, jak opisane w powyższym artykule; są możliwe i bardzo prawdopodobne. 
Myślę tak dlatego ,że podobne zjawiska występowały i występują gdy eksperymentuje się na własną rękę z innym psychodelikiem -LSD.
 Pisze o tym Stanislaw Grof - lekarz psychiatra i psychoterapeuta,  który przez lata prowadził badania nad użyciem LSD w celach leczniczych, najpierw w Czechosłowacji, a później w USA. 
Jego pacjenci mieli zapewnioną specjalistyczną opiekę psychiatryczną i terapeutyczną oraz medyczną. Dawki leku były ściśle dostosowywane do potrzeb terapii, pacjenci mieli stałą opiekę specjalistyczną , zarówno podczas sesji jak i po niej . I większość z nich osiągała spektakularne efekty terapeutyczne, które innymi, tradycyjnymi metodami i technikami psychoterapeutycznymi nie były u nich osiągalne. 
Natomiast w USA-  gdzie  psychodeliki były w tym czasie bardzo rozpowszechnione i wielu eksperymentowało na własną rękę z nimi, było wiele psychotycznych załamań, samookaleczeń, samobójstw, a nawet morderstw- przypisywanych zażywaniu LSD. 
Nigdy nie wiadomo; jaką wizję przeżyje ktoś, kto jest pod wpływem działania takiego środka. Wizje jednych są piękne, a innych tak koszmarne, że skłaniają do samobójstwa i człowiek pozostawiony sam sobie może je popełnić.
 I nie sądzę, by to tak było, że Ayahuaski powoduje tylko te pomocne w oczyszczeniu i wyzwoleniu wizje, bo żadna roślina nie ma magicznego działania, jakie jest im czasem przypisywane i jak ktoś opisujący taki rytuał, tutaj w Tarace, napisał.
Jeśli nie ma fachowej opieki, ani przy kwalifikacji do rytuału, ani po nim, to faktycznie trudno się dziwić, że takie zdarzenia, jak wyżej opisane, mogą mieć miejsce.
Poza tym, myślę że inaczej może oddziaływać taki obrzęd na człowieka wyrosłego w tamtej kulturze, silnie zakorzenionego w niej, a inaczej na człowieka Zachodu, nie przywykłego do obcowania z duchami i innymi bytami, które mogą się pojawić podczas sesji.
[foto]

2. Na ulotkach większość leków • autor: Radek Ziemic2016-05-31 08:31:29

są opisane liczne działania uboczne. A mimo to je bierzemy. Ale piszę to z dwóch powodów. Bo mit "aji" tych działań nie pokazuje właściwie, a z drugiej strony są one czymś normalnym, choć każdy organizm, podobnie jak z lekami, może zareagować inaczej.
Tak sobie teraz pomyślałem, że ktoś, kto prowadzi "ceremonie" powinien mieć na swojej stronie informację typu: "w trakcie trzyletniej praktyki - po naszych ceremoniach dwoje zmarło, siedemnaścioro z trwałymi objawami psychotycznymi, większość pozostałych uczestników jest przez nas monitorowana, z czego 74% nie dostrzegło u siebie żadnych niepożądanych objawów". Podobnie zresztą powinno być z terapeutami. No i koniecznie informacja o ubezpieczeniu na wypadek jakiegoś tragicznego wypadku lub szkody wyrządzonej "pacjentowi".  
(Na wszelki wypadek, żeby nie doszło do nieporozumień, dodam, że żartuję. Trochę. :-)
[foto]

3. Nie dla każdego • autor: Wojciech Jóźwiak2016-05-31 08:49:20

Ten artykuł można streścić słusznym wnioskiem: ayahuaska nie jest dla każdego.
[foto]

4. Mleko i czekolada • autor: Radek Ziemic2016-05-31 09:13:48

są również nie dla każdego. Ten artykuł ma dużo poważniejsze wnioski, Wojtku.
[foto]

5. To bardzo potrzebny... • autor: Ela Bazgier2016-05-31 09:22:38

To bardzo potrzebny artykuł. Ważna wydaje mi sie zwłaszcza kwestia odpowiedzialności curandero - bo kiedy coś pójdzie nie tak i np. psychika nie umie zintegrować tego doświadczenia, a curandero wyjechał i szukaj wiatru w polu... I co - wtedy po pomoc do poczciwego psychiatry? Takie pomieszanie technik może być jeszcze gorsze.
[foto]

6. Nie dla każdego 2 • autor: Wojciech Jóźwiak2016-05-31 09:31:24

Ayahuaska należy do doświadczeń krańcowych. Należy do tej strefy, w której ryzykujesz. I żadna "ubezpieczalnia" tego ryzyka z ciebie nie zdejmie, podobnie jak przy wchodzeniu na K2. To nie są doświadczenia dla naszego kochającego bezpieczeństwo świata z ciepłą wodą w kranie. Kto chce być bezpieczny, niech tego nie bierze ani o niej nawet nie czyta.

Przy okazji: bardzo mnie interesuje inna "ciemność" związana z tą okolicą. Czy A. jest gdzieś używana do "prania umysłów" przez fałszywych guru? Czy służy do uzależniania od jakichś guru i ich ideologii? Czy wspiera toksyczne sekty? Gdyby Ktoś znalazł tekst o tym, w dowolnym języku, to Taraka jest bardzo zainteresowana.

7. Z tego co pisze Grof • autor: Nierozpoznany#87012016-05-31 10:36:29

wynika też, że jedna i ta sama osoba; po kolejnych sesjach może mieć bardzo różne doświadczenia i przeżycia w miarę eksplorowania coraz głębszych obszarów nieświadomości. ( czy też może innych wymiarów)
To niejako potwierdzają moje skromne doświadczenia z ta materią. Wprawdzie nigdy nie eksperymentowałam z żadnymi substancjami psychodelicznymi, lecz miałam wielką zdolność do wchodzenia w stany transowe (bez dodatkowych wzmacniaczy).
 Tę zdolność przyblokowałam, bo uznałam ją za niebezpieczną i utrudniającą codzienne życie.Mimo, że nie traciłam kontaktu z rzeczywistością i nie sprawiało mi trudności przechodzenie z jednego wymiaru do drugiego, to trudno jest zarabiać na chleb i zapłatę rachunków i jednocześnie błądzić w innych wymiarach: gdzie możemy napotkać nie tylko anioły, ale i prawdziwe demony, a nie tylko te metaforyczne. Bardzo niebezpieczne też jest wpadanie w trans gdy się jest za kierownicą, o czym miałam okazję się przekonać, po spotkaniu z Roburem. Pierwsze widzenie miałam w dzieciństwie, kiedy pewnego dnia po obudzeniu rano, zobaczyłam na swoim łóżku siedzącą,starszą, obcą kobietę.Przypuszczam ,że był to duch babci, która świeżo zmarła, a której ja nigdy nie widziałam. To mnie tak przestraszyło wtedy,(chociaż ta kobieta była ładnie ubrana i spokojnie siedziała na brzegu mojego łóżka), że na długie lata te zdolności się zablokowały u mnie, by się po latach ponownie ujawnić.
Miałam też przebicia reinkarnacyjne, które samoczynnie mi się uruchamiały i nie wszystkie były sympatyczne, ale te większych szkód u mnie nie wywołały.Patrzyłam na to bardziej z pozycji obserwatora; jakbym byłam w tym i jednocześnie obok.
 Poddałam się później też hipnozie reinkarnacyjnej i mimo  że z tej sesji wyłonił się spójny  i przekonujący obraz osobowości, którą wtedy byłam, a moje przeżycia w hipnozie były bardzo silne i autentyczne- nie wiem; czy to jest produkt naszej wyobraźni, czy też następuje rzeczywiste połączenie z jakąś formą świadomości własnej, lub obcej- z poprzedniego wcielenia? Jak to się dzieje, że prości ludzie, nie znający języków obcych, poddani takiej hipnozie, potrafią nagle zacząć mówić np. językiem staroceltyckim, czy starofrancuskim? Albo osoby, które nawet nigdy nie były za granicą, opisują jakieś miasto leżące w innym kraju, ze szczegółami historycznymi, które można sprawdzić?
 Ciekawe doświadczenia prowadziła w tej materii prof. Lidia Stawowska, która poddawała hipnozie niewidomych od urodzenia, którzy cofnięci do poprzednich wcieleń; widzieli i opisywali świat w kolorach.

8. Praca z roślinami • autor: Mechlinski.pawel2016-05-31 11:16:21

Właśnie, z perspektywy Grof’owskiej doświadczenie autora bardzo dobrze reprezentuje poziom BPM III, kiedy wizje przybierają charakter piekielny, przepełniony agresją, walką i śmiercią. Byłby to więc kolejny etap wewnętrznej eksploracji, która (gdyby trafił na kompetentego przewodnika) mogłaby doprowadzić do uzdrowienia i odrodzenia.

Autor zwrócił uwagę na kilka ważnych zagadnień. Po pierwsze to właśnie nieuczciwość domorosłych curanderos. Właściwie w dziedzinach takich jak medycyna alternatywna, czy rozwój duchowy to jest to na porządku dziennym, ale nie każda praktyka jest na tyle mocna jak praca z roślinami mocy, więc i nie każda może spowodować tak spektakularne szkody. Niemniej, to część szerszego zjawiska skomercjalizowanej duchowości. Ponadto jest ta cała otoczka całkowicie przekolorowanego entuzjazmu, typowa zresztą gdy jakaś tradycyjna praktyka nagle dostaje się do mainstreamu, staje się modna, no i od razu "cudowna". Uważam, że ayahuasca sama w sobie nie jest ani dobra ani zła, ani pomocna ani szkodliwa. Na pewno nie uzdrowi nas bez wysiłku z naszej strony.

Z tym, że ayahuasca i w ogóle praca z roślinami mocy nie jest dla każdego zgadzam się. Właściwie to każdy może (teoretycznie) wypracować odpowiedni poziom uważności i właściwe podejście oraz odpowiednie warunki do takiej praktyki. Jeśli spojrzy się tylko na to, że w jeden wieczór można wykonać duży postęp, to może wydawać się, że to droga na skróty. Natomiast wielu się gubi, czy to bojąc się w ogóle rozmycia swojego ego, czy później właśnie doświadczając zjawisk, przed którymi ich psychika stawia zbyt silny opór.
[foto]

9. Rozwój w pełnej świadomości • autor: Jan Szeliga2016-05-31 11:26:56

Kilka lat temu, mając takie doświadczenie powiedziałem sobie - Nigdy więcej!
Moim zdaniem rozwój duchowy powinien odbywać się w pełnej świadomości, a niestety aya tę świadomość odbiera.
Dochodzą do tego zagrożenia ze świata astralnego nad którym w takich sytuacjach trzeba bezwzględnie panować.
Jeśli ktoś tego nie zrobi jak należy, to na efekty opisywane przez ten artykuł nie trzeba długo czekać.
[foto]

10. Mam mieszane uczucia • autor: Przemysław Kapałka2016-05-31 11:48:27

po przeczytaniu tego artykułu. Zgadza się, jest potrzebny, sygnalizuje zjawisko, którego większość nie zauważa i nie chce zauważać. Ale chyba trochę przejaskrawia. Chyba każda terapia, nawet zastrzyk witaminowy, może mieć skutki uboczne. Głupia operacja wiąże się z ryzykiem, że coś pójdzie nie tak i pacjent nie wstanie. Ze wszystkim jest związane ryzyko, a im bardziej radykalna metoda, tym większe. Warto jest mieć tego świadomość, ale bez ryzyka nie ma postępu.
jeśli poważnie myślisz o uzdrowieniu siebie i rozwoju duchowym, to najbezpieczniejsza ścieżka ku temu wiedzie przez służenie innym, jogę, itd.
To bardzo jednostronne ujęcie. To może przestańmy chodzić do lekarzy i do jakichkolwiek uzdrowicieli, a służmy innym, uprawiajmy jogę i te inne wspaniałe metody?
Poznaj siebie, nigdy nie pozwól komuś innemu zapewniać cię, że jesteś bezpieczny. O tym tylko ty sam możesz zdecydować. 
Ile czasu zajmie poznanie siebie na tyle, żeby o tym decydować? Nieraz byłem w sytuacji, w której trzeba było działać, a sobie z różnych powodów nie mogłem wierzyć (właśnie na tym polegają najcięższe przypadki). To zbyt idealistyczne, żeby mogło zawsze być prawdziwe.
Powtarzam: artykuł potrzebny, ale bez przesady, w którymś momencie trzeba będzie zaryzykować, i w którymś momencie zawsze może się nie udać. Najlepszy lekarz ma pacjentów, którzy zmarli, trudno oczekiwać od ayahuaski, że będzie inaczej.

11. @ Mechliński Paweł • autor: Nierozpoznany#87012016-05-31 12:19:52

Znany mi jest przypadek osoby naukowo badającej te zjawiska, która poddała się takiemu rytuałowi nad Amazonką i następne pół roku spędziła w szpitalu psychiatrycznym. Nie tylko u nas, czy w ogóle na Zachodzie, trafiają się takie przypadki.
 Może być tak, że tam życie ludzkie nie ma takiej wartości jak u nas, a wiara w istnienie duchów,  i innych mocy powszechna  i miejscowemu szamanowi łatwo usprawiedliwić takie "wypadki przy pracy" stosując argumenty podobne jak przytoczone we wstępnym artykule..Nie wiemy, jak naprawdę jest.
[foto]

12. Nie bez znaczenia... • autor: Ela Bazgier2016-05-31 12:54:04

Nie bez znaczenia wydaje się również to, że my, Europejczycy, możemy mieć inny metabolizm niż ludzie z Ameryki Południowej. Nie znacząco inny, ale na tyle, by zmienić działanie roślin stamtąd. Myślę, że to mogą być bardzo subtelne różnice, które jednak przekładają się na spektakularne efekty. Tak jak "słaba głowa" Azjatów czy ich nietolerancja laktozy, o wiele częstsza niż u nas...

13. Nie sądzę • autor: Nierozpoznany#87012016-05-31 13:29:30

by to akurat  miało znaczenie, bo to  pewnie jakoś zostało zbadane przez zachodnich naukowców. Szkodzą moim zdaniem straszne wizje, których człowiek może doznawać i którym psychika nie potrafi podołać.Osoby, które są świadkami strasznych scen w świecie fizycznym też dostają objawów stresu pourazowego.
 Poza tym, nie wiem; na ile szaman, który prowadzi rytuał, jeśli sam też jest pod działaniem tego naparu, może kontrolować esencjonalność tego naparu, przecież to się odbywa w strasznie prymitywnych warunkach, a przekłada na siłę oddziaływania. 

14. @Jan Szeliga • autor: Nierozpoznany#87012016-05-31 13:36:05

Potwierdzam, że świat astralny może stanowić niebezpieczeństwo. Myślę też, że podczas rytuału kontaktują się też ze światem astralnym.

15. poddała się takiemu rytuałowi nad Amazonką i następne pół roku spędziła w szpitalu psychiatrycznym. • autor: Nierozpoznany#61032016-05-31 16:35:27

czy jest jakaś gwarancje ze gdyby nie poddała sie rytualowi, to  by nie spedzila pół roku w szpitalu psychiatrycznym? Ludzie ktorzy znają przyszłosc zarzucają Helligerowi ze ktos popełnij samobójstwo po Ustawieniach? A ile osób w tym samym czasie zrobilo to nie będąc na Ustawieniach?

16. @Karol Żelazny • autor: Nierozpoznany#87012016-05-31 17:14:42

 Nie bardzo Pana rozumiem. Jakie i czyje gwarancje?
Możemy mówić tylko o prawdopodobieństwie, a nie gwarancjach.W tym wypadku, było to ewidentnie związane z odbytym rytuałem , ale nie mogę ujawniać bliższych szczegółów. Prawdopodobieństwo w tym wypadku,  w mojej ocenie było bliskie zera.
Natomiast według mnie; samobójstwo pacjentki Hellingera nie jest już tak oczywiście związane  z ustawieniami, bo skoro korzystała z ustawień, to już miała jakieś problemy psychiczne. Ustawienia mogły  tylko posłużyć jako katalizator.
Założycielowi nurtu Gestalt też zdarzył się wypadek samobójstwa pacjentki, a jakoś to nie jest podnoszone jako zarzut. 



[foto]

17. @Karolu • autor: Radek Ziemic2016-05-31 17:25:33

Twój argument jest nielogiczny, bo to, że ludzie popełniają samobójstwo bez ayahuaski nie oznacza, że nie mogą go popełnić po jej zażyciu i pod jej wpływem, czyli że ona jednak może być przyczyną. (Zaznaczam, że to, co piszę, nie jest argumentem przeciw zażywaniu.) Z kolei Hellinger to coś jednak trochę innego, inny rodzaj zjawiska.
[foto]

18. Problem nie leży... • autor: Pati Parvati Becker2016-05-31 18:43:01

Problem nie leży w Ayahuasce tylko w pseudo szamanach, przed którymi zgadzam się, nalezy bardzo przestrzegać jak i przed ich przed psudo ceremoniami, których jest coraz więcej w Polsce i w Ameryce Południowej, ale to nie oznacza, że roślina jest przyczyną zaburzeń. 
Prawdziwy szaman nie zostawi pacjenta samemu sobie, nie odeśle go do domu następnego dnia, przyjdzie mu z pomoca gdy ten zapada się w ciemne wizje. Problemy poayahuaskowe występują po ceremoniach typu masówki (włos mi sie jerzy jak słysze o jakmiś cudownym Curanderos z Chile ktory robi ceremonie w Pułtusku) - 100 osób na sali i zero kontaktu z uzdrowicielem / szamanem. Problem moze wystąpić także w przypadku stosowania ceremonii jako turystycznego przyciągacza. Wtedy często pseudoszamani dodaja właśnie daturę, bo to niejako gwarantuje wizje, a zatem turysta nie będzie chciał zwrotu kasy jak nic nie zobaczy (przy czystych ceremoniach ayahuaski może nic nie zobaczyć). 
Zatem probelm leży w ludziach nie w roślinie. Jasne, to nie jest terapia dla każdego, bo każdy ma indywidualny proces duchowy. Ale demonizowanie rośliny mija sie z celem i wprowadza dużo chaosu, a także wprawadza w błąd tych którzy o Ayahuasce chcielby dowiedzieś się więcej i sformułować własną opinię.  
Rośliny mocy mogą być wielce uzdrawiającym narzędziem, ale warto zwracać uwagę w czyich rękach się one znajdują. 
 Co do obłędów poayahuaskowych, to problem najczęcśiej leży w świństwach dodanych do Ayahuaski, mieszankach np z daturą a także w szczerości samego pacjenta - jesli brał jakies psychotropy, nie przestrzegal diety lub przyjechal na ceremonię w celu zaliczenia kolejnego haju - konsekwencje mogą być opłakane.
Poniżej podaję linka do badań nad działaniem Ayahuaski: "Osobowość, psychopatologia, podejście do życia i zdolności neuropychologiczne, wśród osób rytualnie spożywających Ayahuaskę: Badania długookresowe", prowadzone przez neuropsychologów, psychopatologów i naukowców z Uniwerystetów z Hiszpani, Danii, oraz Brazylii.

http://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0042421

Bardzo to długi i szczegółowy artykuł, więc zacytuję wniosek:
"Badania nad wpływem długoterminowego spożywania Ayahuaski  na zdrowie psychiczne biorąc pod uwagę różne czynniki (osobowość, psychopatologie, neuropsychologie, podejscie do życia, ogólne zdrowie psychiczne) nie wykazały dowodów na patologiczne zmiany w żadnym z badanych obszarów. Wprawdzie osoby spożywające Ayahuaskę posiadały róznorodne cechy osobowościowe, różnice te nie wpisywały się w zmiany patologiczne. Ponad to, osoby spożywające Ayahuaskę posiadały mniej symptomów psychopatologicznych od grupy kontrolnej. Lepiej radziły sobie w testach neuropsychologicznych, wykazywały się podwyższoną duchowością, charakteryzowały się lepszą psychosocjalną zdolnością do adaptacji które odzwierciedlają nastawienie i postawę wobec Życiowego Celu i Subjektywnego  Dobrego samopoczucia. Ponad to różnice w porównaniu z grupą kontrolną byly obserwowane w badaniach kontrolnych w rok po zakończeniu testów".

19. Radku właśnie o logikę tych argumentów chodzi • autor: Nierozpoznany#61032016-05-31 19:04:46

gdyby kobieta nie zażyła Aya i wyladowała tego samego dnia którego wyladowała w szpitalu psychiatrycznym z powodu napadu psychotycznego. Co zdarza sie, wtedy nie mozna by powiedziec ze to wina Aya, jednak rezultat dla kobiety ten sam.

Chodzi mi o to ze nie mozemy wiedzieć jakie powody tkwią w tej kobiecie i gdzie ją zaprowadzą z Aya, czy bez.

20. @ Karol Żelazny • autor: Nierozpoznany#87012016-05-31 19:59:31

A ja nie napisałam, że to była kobieta. Pisałam - osoba.

21. Predysp. cd. • autor: Mechlinski.pawel2016-05-31 20:05:33

Fakt faktem w takich przypadkach trzeba byc ostroznym z wyrokowaniem, bo predyspozycje do zaburzeń psychotycznych chociażby nie muszą być zauważalne. Druga sprawa, że na ayahuasce tez decyduja sie glownie ludzie z mysla o uzdrowieniu. Zatem z czegos uzdrowieni byc potrzebuja.

22. @Pati Parvati Becker • autor: Nierozpoznany#95602016-05-31 22:46:16

Komercjalizacja, niekompetentni "szamani" i nazbyt liczne ceremonie są częścią problemu, podobnie jak wpływ różnic indywidualnych na reakcję organizmu po wypiciu wywaru (i na tym szczególnie skupił się autor artykułu).    
Przyjrzyjmy się "badaniom długookresowym", o których Pani wspomina. Warunkiem uczestnictwa w tych badaniach było wcześniejsze przyjmowanie Ayahuaski przez co najmniej 15 lat, przynajmniej 2 razy w miesiącu. Kogo więc tak naprawdę objęły te badania (a co ważniejsze, kogo pominęły)? To tak, jakby 100 przypadkowym osobom kazać przebiec maraton, a później badać parametry wydolnościowe tych, którzy dobiegli do mety ignorując resztę, która nie dała rady dobiec. To jasne, że po 15 latach na placu boju pozostaną ci najbardziej kompatybilni z Ayahuaską. Wyciąganie stąd wniosków o dobroczynnym wpływie Ayahuaski na całość populacji jest błędem logicznym i delikatnie mówiąc, naciąganiem faktów.
Nie jestem przeciwny pracy z Ayahuaską, ale mam przekonanie, że ignorowanie zjawisk o których pisze autor artykułu i których sam byłem świadkiem, podkopuje same fundamenty tej pracy. Strategia oblężonej twierdzy tu wiele nie pomoże. 
       

23. @ Darek • autor: Nierozpoznany#87012016-05-31 23:02:39

Mam bardzo podobne wrażenie i podobne zastrzeżenia mi się nasunęły gdy czytałam o tych badaniach.
[foto]

24. blad tkwi w czlowieku nie w roslinie • autor: Pati Parvati Becker2016-06-01 00:00:15

Nie twierdze ze Ayahuaska moze miec dobroczynny wplyw na "calosc populacji", podobnie nie czynia tego zacytowane badania. Jedynie zaznaczam, ze blad tkwi w czlowieku nie w roslinie. 

25. co za dużo, to niezdrowo... • autor: Nierozpoznany#84222016-06-01 04:09:21

medytacja lub jakakolwiek praktyka tzw rozwojowa pozwala w tempie dosc naturlanym dostrzec jakies aspekty siebie, swiata itp i zintegrowac je w sobie tez w naturalnym tempie.

rosliny i to bez znaczenie czy aya (ktora ma nadmiernie blyszczacy marketing) czy grzyby kaktusy trawa piolun lsa... przyspieszaja pewne procesy i w ciagu kilku godzin mozna dostrzec taka ilosc aspektow do integracji ze system moze miec niewydolnosc albo sie kompletnie zawiesic czy doprowadzic do game over.

aya poprzez swoj blyszczacy marketing w przeciwienstwie do wszystkich innych roslin zostala przyjeta jako cos bezpiecznego przez osoby ktore w zyciu nawet macha trawy by nie zapalily. i co takie osoby robia? zaczynaja czesto swoja roslinna przygode z roslina o chyba najwiekszej mocy (moze iboga i bielun maja wieksza, nie wiem bo nie testowalem).

jak ktos chce miec silne doswiadczenia to nie potrzebna jest ayahuaska wystarczy 80 czy 100 grzybkow zebranych na polu. znam takich co od takiej ilosci zaczynali i dwa tygodnie dochodzili do siebie. problem w tym ze typowy konsument aya nie zje grzybow bo maja mniej blyszczacy marketing :) grzybki na gownie rosna "od gowna do gowna, szukajac wyzszej swiadomosci" nie przekonuje :)

kazda z roslin ma jakies spektrum dzialania ktore mozna by odniesc do czakr. aya to jest baardzo gorna półka a wiadomo ze gdy nie ma sie fundamentu na dole dobrego to nie ma co sie zajmowac budowaniem pieter.

roslin uzywam od 20 lat w tym od 13 do roznych praktyk rozwojowych, sciezka rozwoju z roslinami jest mysle conajmniej dwa razy trudniejsza od sciezki bez nich.
[foto]

26. Mam wrażenie że... • autor: Franek2016-06-03 07:48:53

Mam wrażenie że to ja rozpętałem tą dyskusję.

Ja miałem poważny problem z bytem który się do mnie przykleił, o mały włos nie wylądowałem w szpitalu. Poszedłem z tym problemem do zaprzyjaźnionej znachorki, jest ona po studiach, z wykształcenia terapeutka, pracowało w szpitalu psychiatrycznym w swoim zawodzie, a co najważniejsze jest świetną energoterapeutką, egzorcystą. Wyleczyła mnie z tego schorzenia.

Po co ja to wszystko piszę? Bo ona mnie nauczyła że moje szczęście nie może być uzależnione od zewnętrznych warunków, muszę być sam od siebie szczęśliwy nie zależnie od tego co się dzieję. Jeśli bierzemy jakąkolwiek substancję która ma nam poprawić, cokolwiek, wtedy się uzależniamy od tego produktu. Szczęście mamy osiągnąć po prze prace z samym sobą, ćwiczenia oddechowe - energetyczne.

Ayahuasca jest przeznaczona dla szamanów, ponieważ oni wiedzą jak sobie z nią radzić i jak panować, my zwyczajni śmiertelnicy nie powinniśmy brać taki mocnych substancji bo nie wiemy jak z nimi pracować.

27. @Franek • autor: Mechlinski.pawel2016-06-03 08:34:06

Zgadzam się! Kwestia zabezpieczenia przed duchowymi bytami to chyba największy problem współczesnych ayahuascowych sesji. Nie mowie, ze dotyczy to wszystkich, ale w tej szamanistycznej interpretacji to brak solidnego wyszkolenia przewodnika do walki z tymi bytami moze byc przyczyna czesci problemow.Z tym uzaleznianiem to nie do konca sie zgadzam. Praca nad soba moze byc przy uzyciu roznych technik, a w eskapizm mozna popasc niezaleznie czy sie medytuje, cwiczy joge czy pracuje z roslinami.

28. @Franek,@Mechliński Paweł • autor: Nierozpoznany#87012016-06-03 09:44:20

@ FranekZgadzam się z Panem, że nasze poczucie szczęścia powinno być niezależne od warunków zewnętrznych.Czasami jednak  osiągnięcie tego celu jest niemożliwe ponieważ przeszkadzają nam w tym; głęboko ukryte w nieświadomości konflikty emocjonalne, pamięć bolesnych przeżyć również tych z okresu prenatalnego, a nawet odziedziczonych po naszych przodkach. W takich wypadkach potrzebne są techniki, które umożliwiają nawiązanie kontaktu z naszą nieświadomością.Zgadzam się z Panem Pawłem , że wszystkie te techniki związane z są z pewnymi ryzykami- jedne mniej inne więcej.Problem ja widzę w tym, że  takiemu rytuałowi poddają się często osoby, które zupełnie nie wierzą w jakieś inne, obce, niewidzialne byty i nie zdają sobie zupełnie sprawy z ich niebezpieczeństwa. W diabla nie wierzą nawet katolicy, którzy codziennie odmawiają" Ojcze nasz".Jej ostatnie słowa ..".i zachowaj nas ode Złego", nie są kojarzone z tym, czego dotyczą.Dla szamana kontakt z duchami jest czymś naturalnym, jest istotą jego zajęcia. Z nimi się kontaktuje i im daje opętać na czas transu.

29. @Franek/mechlinski.pawel • autor: Nierozpoznany#95602016-06-03 09:56:31

Franku, ta dyskusja była tylko kwestią czasu. 

Pawle, dotykając kwestii zabezpieczenia, warto wziąć pod uwagę, że w tradycyjnym kontekście szaman czy Taita operuje jako energetyczny zwornik jednorodnego pola plemienia. Tak homogeniczna grupa jak plemię stanowi organizm, wyposażony we własny system odpornościowy i wypracowane formy radzenia sobie z tego rodzaju zagrożeniami. Tymczasem w naszych warunkach mamy zwykle do czynienia z ośrodkami operującymi w próżni kulturowej (problemy z samookreśleniem, tworzenie wrażenia integralności poprzez próby łączenia wielu, niepowiązanych ze sobą form pracy, jednak często bez rzeczywistych kwalifikacji do ich wykonywania) i z przypadkowymi (za to zbyt dużymi) grupami, niezdolnymi do głębszej, organicznej integracji w czasie kilkudniowego pobytu w ośrodku. 
[foto]

30. Szaman to nie "opętaniec" • autor: Wojciech Jóźwiak2016-06-03 09:58:27

Rotari, nie! Szaman to nie opętaniec! Szaman to ktoś PRZECIWNY: to ktoś, kto z duchami "rozmawia" (konfrontuje się) zachowując jasny umysł i pełną świadomość. Szamanem jest ktoś, kogo duchy nie są w stanie opętać. Ponieważ ma większa moc niż one.

Oczywiście, wiem, że termin "szaman" bywa używany najdziwniej i najbardziej przypadkowo. Ale jeśli to słowo ma coś znaczyć, to powinno być używane właśnie tak: na oznaczenie kogoś, kto obcuje z duchami, ale nim nie ulega. Ten drugi, przez kogo duchy przemawiają, nazywa się MEDIUM. Szaman i medium to nie to samo -- to są przeciwieństwa.
Pozdrawiam, miłego dnia.
[foto]

31. Kiedy "należy" • autor: Radek Ziemic2016-06-03 10:13:34

stosować pewne środki? Kto o tym decyduje? Pomijamy kontekst plemienny (w pierwotnym, podstawowy znaczeniu tego słowa), bo nikt z nas w nim nie funkcjonuje. Kiedy ktoś bierze lek psychotropowy (to jest analogia ryzykowna, ale jedna z najbliższych), to zapisuje go psychiatra. (Który jest, a przynajmniej bywa SWOISTYM szamanem, pracuje w końcu z demonami). Natomiast stosowanie ayahuaski przypomina mi trochę skoki na bungee (nie widzę nic w tym złego, a nawet różne pozytywy, poza uzależnieniem od tego typu zabaw i roztrzaskaniem się o ziemię).
[Ryzyko zostawmy na boku, bo zawsze jakieś jest, mniejsze lub większe skutki uboczne mogą się pojawić.]

32. @Radek Ziemic • autor: Nierozpoznany#95602016-06-03 10:23:02

Radku, któż inny może o tym zdecydować, niż sam zainteresowany :) ? Warto tylko, by przy podejmowaniu decyzji miał świadomość ryzyka i realistyczne oczekiwania wobec prowadzących, oparte na rzetelnych informacjach z ich strony. To takie minimum.

Zacytuję Wojtka, bo to słowa warte podkreślenia: 

"Ayahuaska należy do doświadczeń krańcowych. Należy do tej strefy, w której ryzykujesz. I żadna "ubezpieczalnia" tego ryzyka z ciebie nie zdejmie, podobnie jak przy wchodzeniu na K2. To nie są doświadczenia dla naszego kochającego bezpieczeństwo świata z ciepłą wodą w kranie. Kto chce być bezpieczny, niech tego nie bierze ani o niej nawet nie czyta."
[foto]

33. Krańcowość • autor: Radek Ziemic2016-06-03 10:51:38

Z tą krańcowością to jest pewna przesada, już choćby dlatego, że właściwie każdy może sobie "ayę" zażyć, kto tylko ma na to ochotę, a nieprzewidziane reakcje mogą być nawet po zażyciu pospolitych leków, jeśli nie znamy swojego organizmu. A nasze kochające ciepłą wodę w kranie społeczeństwo zdaje się jednak częściej zażywał ayahuaskę niż chodzić na K2 (czy ktoś z czytelników Taraki był na K2?]

Natomiast moje pytanie było częściowo retoryczne - chciałem wskazać na to, że pierwotnie o tym, co należy zażyć, decydował szaman, nie "chory", a teraz jest na odwrót. Czy się mylę? (Oczywiście, w pewnym sensie każdy jest swoim własnym szamanem (tu trochę żartuję) i ponosi za siebie odpowiedzialność (tu już nie żartuję).
---
PS. Jaka jest odpowiedzialność "szamanów", którzy organizują ceremonie? Jest jakaś, ktoś się z tym zetknął? Ktoś coś wie?  Czy też "szamani" są "nie z tego świata" (czyli świata odpowiedzialności). Pytam z ciekawości...

34. @Radek Ziemic • autor: Nierozpoznany#95602016-06-03 11:35:50

Do leków zwykle dołączone są ulotki z informacją o możliwych przeciwwskazaniach i efektach ubocznych. Metafora medyczna wydaje mi się jednak dużym uproszczeniem, bo to nie są analogiczne (chociaż w pewnych zakresach podobne) zjawiska.

"pierwotnie o tym, co należy zażyć, decydował szaman, nie "chory" - praca z Ayahuaską wyszła daleko poza kontekst "choroby" i wiele osób postrzega ją jako ścieżkę  rozwojową (lub element ścieżki). Jesteśmy w zupełnie nowym miejscu i coraz wyraźniej widać nieadekwatność dosłownego kopiowania tradycyjnych form szamańskich. Rozwinięcie nowych form pracy z Ayahuaską, odpowiadających naszym potrzebom i dostosowanych do naszych warunków potrwa latami, tym bardziej więc powinniśmy być ostrożni.   

""A nasze kochające ciepłą wodę w kranie społeczeństwo zdaje się jednak częściej zażywał ayahuaskę niż chodzić na K2" – pewnie dlatego rozmawiamy tu o zagrożeniach związanych z przyjmowaniem Ayahuaski, a nie o niebezpieczeństwach uprawiania alpinizmu ;)


[foto]

35. @Darek • autor: Radek Ziemic2016-06-03 11:55:17

To, co piszesz, przekonuje mnie. Kiedyś pomyślałem, że jeśli miałbym należeć do jakiejś religii, to takiej, w której każdy byłby zarazem wyznawcą i kapłanem: ergo - trzeba być również swoim własnym szamanem, w jakimś stopniu (z tym też wiąże się kwestia odpowiedzialności).

I jeszcze o ostrożności: tu się podkreśla rys heroiczny ayahuaski (to K2), ale może chodzi o coś, co nazwałbym oscylowaniem między lękiem, obawą, ostrożnością a ufnością, "puszczeniem" (trochę jak z bungee :-)

36. re: szaman to nie opętaniec • autor: Nierozpoznany#87012016-06-03 11:56:25

Panie Wojtku ! Nie czuję się kompetentna z Panem dyskutować w tej materii, bo pewnie dłużej się Pan zajmuje ode mnie tą problematyką. Wiem, że szaman i medium to nie to samo.
Myślę, że rzeczywiście różnie jest używany i rozumiany ten termin.http://www.national-geographic.pl/ludzie/szamani-trans-dla-ducha
[foto]

37. Aya to nie pigułka • autor: Joanna Najdowska2016-06-03 12:35:02

Odstawiłam inne ważne zajęcia, by z uwagą przeczytać ten artykuł i dyskusję.

Mam za sobą liczne traumatyczne doświadczenia życiowe. Doświadczyłam też różnych praktyk tzw. duchowych, w tym prób wyleczenia się z przeżytych traum. Świadomość, do jakiej doszłam potwierdza to, że każdy ma swoją indywidualną ścieżkę, na której sięga po określone doświadczenia w określonym czasie i w określonych sytuacjach -  to samo nie jest tym samym. tzn. że każdy człowiek, który sięga po ayahuaskę ma inny bagaż duchowy z poprzednich wcieleń, inny program na obecne wcielenie, inne doświadczenia życiowe i inne ich rozumienie, i przede wszystkim do Ducha Ayahuaski przychodzi z własną niepowtarzalną prośbą – za każdym razem INNĄ! Ayahuaski nie można porównywać do środków fizycznych, których oddziaływanie jest przewidywalne. Ayahuaska to potężny DUCH, istota, świadomość, która pracuje w obszarach dla nas niewyobrażalnych.

Czytając ten artykuł, odniosłam wrażenie, że jego Autor, biorąc udział w wielu ceremoniach, może zaczął od intencji uzdrowienia jednego traumatycznego przeżycia, ale w pewnej chwili poszedł dalej i powierzył Ayahuasce swój rozwój, więc w pewnej chwili dotarł do „piekła”. Szkoda, że trafił na słabego specjalistę-szamana. Zob. też lp.8 – wpis mechlinski.pawel o grofowskim BMP III.

W moim odczuciu ayahuaska jest jedną z trzech znanych mi metod, które są w stanie posłużyć do pracy ogólno-ustrojowej, kiedy struktura danej istoty wymaga działań holistycznych, jak np. usunięcie pleśni z całego chleba (i to tak, by był on potem jadalny :-)! ). To K2 a nie przychodnia.

 

38. A ja myślę, że pigułka • autor: Nierozpoznany#87012016-06-03 14:16:13

Według mnie napar z Ayahuaska ma całkiem podobne działanie niż np. LSD, przy pomocy którego Grof osiągał u swoich pacjentów zmienione stany świadomości. Być może lepsza, niż LSD- tego nie wiem.Nie mitologizowałabym tej rośliny, bo nie w jej magicznej mocy jest jej siła ,lecz w jej halucynogennym działaniu, które umożliwia osiągnięcie zmienionego stanu świadomości, a ten z kolei pozwala uzyskać wgląd.Taka wiara, że jakość, czy rodzaj naszej prośby do  Ducha Ayahuaski skutkuje różnym przebiegiem rytuału i doznawanych wizji, jest moim zdaniem niebezpieczna, bo implikuje następne założenie, a mianowicie że świadomie możemy kierować tym procesem, a jest to moim zdaniem założenie nieuprawnione.
Hawajscy szamani, którzy potrafili chodzić po rozżarzonej lawie opasywali swoje kostki świętą i magiczną rośliną Ti, która gwarantowała im że się nie poparzą.
Pewnie wielu z Państwa ma tę magiczną roślinę w domu, rosnącą w doniczce- to zwykła dracena. Mimo, że nikt w Polsce uprawiający firewalking jej nie używa, raczej większość się nie parzy.Pewnie niewielu też wie, że popełniają ciężki grzech. Ja też o tym nie wiedziałam, że tak strasznie grzeszę. ha!,ha!ha!:  „Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary;  nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza. Dochowasz pełnej wierności Panu, Bogu swemu. Te narody bowiem, które ty wydziedziczysz, słuchały wróżbitów i wywołujących umarłych. Lecz tobie nie pozwala na to Pan, Bóg twój.” (Pwt. 18,10-14)

W Grecji i Macedonii też nie czytali Pisma i używali w astenariach świętych ikon zamiast rośliny Ti., Kościół prawosławny też lekceważył Pismo i twierdził, że w tym może uczestniczyćylko ten,kto jest oczyszczony, wyspowiadał się i przyjął Komunie Świętą.Jeszcze gdzie indziej nie dopuszczano kobiet do tego rytuału jako istot bardziej grzesznych.

Tak to jest z różnymi wiarami.


39. Nigdy nie uczestniczyłam... • autor: Nierozpoznany#94442016-06-03 14:18:10

Nigdy nie uczestniczyłam w ceremonii i nie zażywałam Ayahuaski ale prawdą jest,że świat jest pełen niewidzialnych duchów.

40. jezeli chcecie pozostac... • autor: Stefano2016-06-14 09:58:46

jezeli chcecie pozostac przy zdrowych zmysłach to nie bawcie sie w to 
[foto]

41. A ja myślę... • autor: Krzysztof Wirpsza2016-06-22 23:30:28

... że ayahuasca dekonstruuje całą osobowosc. Osobowość jest jak program, przydatny program - dopoki jest przydatny. Jeżeli ktoś chce ją sobie zdekonstruowac to jest jego wybór, i nie jest w niczym ta osoba lepsza czy gorsza od tej co nie chce. Pytanie "czy powinnismy dekonstruować sobie osobowośc?" wg mnie nie ma sensu. Ludzie to jednak robią, celowo, a więc muszą widzieć sens. Kto nie widzi - tyż dobrze, znaczy nie jego rzecz. Nie wiadomo jak to jest. I temu i temu można by gratulowac/współczuc.
No a teraz tak - poza osobowością jest Esencja, która wszystko rekonstruuje. Wiec niczego się nie traci. Z drugiej strony ciało stawia opór i ten opór może je zabić lub opętać, zanim się ta Esencja w pełni przejawi. Jak ktoś utknie w pół drogi, to wtedy może krzyczeć że mu zalazło za skórę - to opór mu zalazł a nie aya. Natomiast mówienie o prawnym regulowaniu tego jest (jak zauważył ktoś z przedmówców) trochę żartem, przy obecnej sytuacji prawnej enteogenów. Zresztą sens takiej regulacji jest trochę jak z chowaniem zapałek przed dziećmi (bez oceny, że to są "głupie dzieci", tylko jako - pewna niedoskonała - analogia). Dobrze jest chować zapałki przed dziećmi, żeby nie spaliły chałupy. Z drugiej strony wysyła się dziecko na obóz survivalowy, żeby dostało "wycisk". Na pewno są korzyści z podjęcia ryzyka - są też konsekwencje.
Pytanie "po co szukać Esencji" jest bez odpowiedzi, wg mnie. Kto czuje, że ma Esencję, ten czuje, że ma Esencję, kto szuka, ten szuka, kto nie ma ten nie ma. I jeszcze - kto sceptyk to sceptyk. Jak to jest urządzone, że niektóre narzędzia prowadzą do uzyskania (domniemanej) Esencji i że jednym z nich jest DMT? Czym to sie różni od "po prostu życia"? Od medytacji, jogi, innych rzeczy? Myślę, że gdzieś tam chodzi zawsze o determinację. To jest w ogóle problem - determinacja aby żyć. Czy można żyć gęściej, bardziej treściwie? Determinacja jest (niektórym) potrzebna, jako pojecie. Można ją uzyskac jadąc na wojne, pijąc ayę lub zakładając rodzinę. Właściwie to ta obfitość sposobów osiągania żarliwości (szczerości) życia jest fascynująca, i sie tego nie rozkmini. 


42. Ayahuasca to świętość • autor: Nierozpoznany#99082017-04-06 16:05:11

Witaj. Nigdy nie próbowałem Ayahuasci, ani DMT, ale ....
Jeśli podchodzisz do Ayahuasci jak do eksperymentu lub coś te deseń, to nie dziw się takiego działania. Do tego trzeba podejść ze czcią, jak do dziecko, które się utraciło, a które po latach widzisz, bóstwa... Wtedy Ayahuasca da Ci baaaardzo wiele. Podejście jest bardzo ważne w stosunku do roślin, a tych zwłaszcza. Może zrobiłeś coś co uraziło dewę, z której zrobiono Ayahuascę? Może też być tak, że Ci, który Tobie ją dawali mogli ją zbeszcześcić?
Nie oczerniajmy aya porównując ją do LSD, bo to naprawdę, jakbyśmy gówno do śmietany porównywali. Aya jest dziełem jednego z oblicz Matki Ziemi - Pachamamy. Podziękujmy jej za dar, bądźmy wdzięczni :D
Dziękuję, pozdrawiam.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)