Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

24 lipca 2016

Michał Mazur

z cyklu: Nowy Jedwabny Szlak (odcinków: 3)

Cel – zatrzymać Nowy Jedwabny Szlak?
Zarys problemów


« Ukraiński sabotaż? Wokół sprawy Nowego Jedwabnego Szlaku Sojusz idei z twardą geopolityką »

W chaosie wydarzeń światowych ostatnich tygodni, u wielu odbiorców rodzi się szereg pytań. Zastanawiamy się, dlaczego przebiegają one w taki, a nie inny sposób, kto jest za nie odpowiedzialny – oraz, dlaczego dzieje się tak wiele, w porównaniu z poprzednimi latami. Niektórzy, szukając przysłowiowego "drugiego dna" zadają sobie pytania, o co naprawdę w tym wszystkim chodzi? Czy jest jakiś wspólny mianownik dla tych wszystkich wydarzeń?

Wypada zacząć od skonstatowania, że o wielu wydarzeniach na świecie najzwyczajniej nie jesteśmy informowani; o ile bowiem polskie czy zachodnie media głównego nurtu przekazały sporo treści nt. zamachu w Turcji (oraz jego następstw), to w zasadzie milczą na temat kwestii takich jak: 
1) ekstremizm islamski wśród Ujgurów zamieszkujących chińską prowincję Sinciang, napływ wywodzących się z nich dżihadystów do Syrii 
2) postępująca destabilizacja wewnętrzna Armenii – nie tylko ponowne przejście konfliktu ormiańsko-azerskiego w fazę "gorącą" 
3) wcześniejsze próby zdestabilizowania Macedonii, doprowadzenia do wybuchu "kolorowej rewolucji" 
4) terroryzm kurdyjski w płn.-zach. Iranie 
5) ataki terrorystów-salafitów w Kazachstanie, kraju przez ostatnie 25 lat spokojnym 
6) ryzyko destabilizacji pozostałych poradzieckich "stanów" Azji Centralnej (jeśli do tego dojdzie, wielka masa uchodźców ruszy w stronę wschodnich granic Polski, zaś Rosja nie będzie miała interesu ich zatrzymywać). Jest natomiast zupełnie niepojęte, jak można było przemilczeć 
7) geopolityczny piwot Indii (kraju zamieszkanego przez 1,25 miliarda ludności!) – dotychczas zajmujących ugodowe stanowisko w relacjach z Chinami, a obecnie przy wsparciu USA odnawiających bazy wojskowe, czy nawet budujących lotniskowiec (!). Tudzież 
8) wzrost napięć w Kaszmirze (rejonie spornym między Indiami a Pakistanem) i zwiększoną aktywność terrorystów islamskich na terenie Pakistanu (ważny sojusznik Chin w regionie).

O tylu sprawach rozgrywających się w Eurazji nie słyszymy, a cóż dopiero powiedzieć o Afryce – można wskazać na wydarzenia ostatnich dni w Zimbabwe (od paru lat jeden z najsilniejszych punktów oparcia dla Chin w Afryce. Używają nawet chińskiej waluty), gdzie zaczęła się kolorowa rewolucja. Tylko, że taka jakby robiona "od góry". Problemy w Zimbabwe nie są niczym nowym, lecz tym razem wygląda na to, że "komuś" udało się przekonać część generalicji i weteranów do odstąpienia od dyktatora Mugabe. Podobnie ma się sprawa z Ameryką Południową – warto wspomnieć o Brazylii, gdzie władzę po prezydent Dilmie Rousseff (odsuniętej w wyniku skandalu budżetowego) przejął Michel Temer i jego ludzie, o wyraźnie wasalnym stosunku do USA.

Do tego dochodzą Ukraina, Syria i Irak – rozwalone siłami tubylczych zdrajców, fanatyków i użytecznych idiotów. Nieudany zamach stanu w Turcji (niedorzeczne są twierdzenia, że "Erdogan sam sobie zorganizował zamach" – wszak w kluczowym momencie ów spanikował, decydując się na ucieczkę odleciał z kraju. Co wizerunkowo raczej słabo wygląda, tym bardziej jeśli obracamy się w kręgu kultur turańskich, przesiąkniętych wzorem "silnego przywódcy"). Istotny jest także wzrost napięć na Morzu Południowochińskim.

O tych kwestiach co prawda się mówi, lecz wiele związanych z nimi aspektów jest nadal okrytych zasłoną milczenia, tak w zagranicznych jaki i w polskich mediach głównego nurtu. I żadnej "dobrej zmiany" pod tym względem nie widać nawet w TVP – jeśli by chcieć analizować jej przekaz przez pryzmat relacjonowania wydarzeń politycznych ze świata, to można dojść wręcz do przeciwnych wniosków, gdyż prezentowana wersja wydarzeń, selekcja materiału i komentarze sprawiają wrażenie jeszcze bardziej dopasowanych pod interesy jednego tylko "imperium". 

Koincydencja czasowa między powyższymi wydarzeniami przyprawiać może o zawrót głowy. Szukając zaś możliwego wspólnego mianownika między nimi – to ów (o ile takowy istnieje) byłby jeden: Tajemniczy "ktoś" (jedno państwo? A może kilka państw, i/lub jakieś grupy interesu?) bardzo chce zatrzymać chiński projekt One Belt One Road, znany szerzej pod nieoficjalną nazwą Nowy Jedwabny Szlak. Wspomagając eskalację problemów we wszystkich możliwych punktach zapalnych na jego projektowanej (w wielu miejscach jeszcze nie ukończonej) trasie – gdyż tak się akurat składa, że wymienione na wstępie miejsca z problemami są położone na niej (nawet wspomniane Zimbabwe, za pośrednictwem Maritime Silk Road – Morskiego Jedwabnego Szlaku). Do przyjęcia takiego założenia skłania analiza poniższej mapy, wiedza nt. punktów zapalnych w Europie i Azji, znajomość uwarunkowań Bliskiego Wschodu i rozgrywających się tam wydarzeń oraz zestawienie powyższych z działaniami i deklaracjami strony chińskiej.


Fragment mapy Nowego Jedwabnego Szlaku ze strony www.investasian.com.
Otwórz całą mapę osobno»

Na powyższej mapie nie uwzględniono szlaku przez Bałkany – a dostęp do basenu Morza Śródziemnego to dla Chin również rzecz niezwykle istotna. Obecnie port w greckim Pireusie stanowi już chińską własność, nadto aktywność ChRL dostrzegalna jest także w Albanii i Macedonii. Wypada także zauważyć, że chiński Przewodniczący Xi Jinping obejmując swój urząd w 2013 roku (a posadę sekretarza generalnego KPCh rok wcześniej) mówił nie o jednej, ale o dwóch trasach kontynentalnych do Europy – powyższa mapa koncentruje się na pierwszej z nich, wytyczonej wg współczesnych uwarunkowań geopolitycznych i dostępnych środków transportu. Druga zaś miała być oparta na przebiegu historycznego Jedwabnego Szlaku (również zaznaczony na mapie, cienką pomarańczową linią); w tej opcji dostęp do basenu Morza Śródziemnego byłby zapewniony także przez Bliski Wschód (od marca br. Szlak kończy się w Iranie, będącym obecnie jednym z ważniejszych sojuszników strategicznych Chin. Dalej można byłoby poprowadzić trasę przez Irak i Syrię – niestety na terenie obu tych państw trwają walki z różnymi frakcjami dżihadystycznymi i islamistycznymi).

Wracając do kilkunastu problemów wymienionych we wstępie, każdy z nich wymaga szczegółowego omówienia: pojawiać się będzie także wiele tropów, które czytelnikowi polskiemu pozostają zupełnie nieznane. Część spraw dotyczyć może więcej niż jednego państwa, tudzież punktu zapalnego na Szlaku – a zachodzące między nimi współzależności mogą się prezentować nierzadko w dość egzotyczny (na pozór) sposób. I tak np. radykalizacja Ujgurów w Chinach skutkowała odpływem ekstremistów spośród nich do Syrii, a z kolei dość udane zakotwiczenie się tychże w płn. Syrii wpływa na dalszą radykalizację Ujgurów i innych etnoreligijnych grup muzułmańskich na terenie Chin.

Bezpośrednim impulsem do podjęcia tego tematu stał się fakt, że kilka miesięcy temu Thierry Meyssan (niezależny publicysta francuski, zajmujący się Bliskim Wschodem) dostrzegł ciekawą zależność – powstanie i wzrost znaczenia ISIS (Daesz) w Syrii i Iraku zbiega się czasowo z dojściem do władzy Xi Jinpinga i zaprezentowaniem przezeń koncepcji Nowego Jedwabnego Szlaku. Taka teza może się wydawać wysoce kontrowersyjna, jednak rozwój wydarzeń w przeszłości wielokrotnie udowadniał, że postawione przez Meyssana tezy były poprawne. Przykładem może być stopniowa zmiana narracji mediów światowych nt. "umiarkowanych rebeliantów" w Syrii – ów francuski publicysta był jednym z pierwszych, który wskazywał na islamistyczne oblicze syryjskiej "rewolucji", wzmacniane dodatkowo wpływami zewnętrznymi.

Ewentualne oskarżenia o "teorię spiskową" można odeprzeć, prezentując głosy wyłamujące się z dominującej narracji. Częstokroć pochodzą one od osób bardzo dobrze poinformowanych, nierzadko z wyżyn politycznych w swoich krajach. Na dodatek w wielu wypadkach jest tak, że uwarunkowania społeczno-polityczne w jakich funkcjonują, powinny je skłaniać raczej do formułowania przeciwnych wniosków, lub chociaż do powstrzymywania się od tego typu wypowiedzi. Otóż już wcześniej Hamid Karzai, b. prezydent Afganistanu poddawał w wątpliwość szczerość amerykańskich intencji w kwestii walki z terroryzmem, oraz stosowane przez nich sposoby – które jego zdaniem, przez swą brutalność i zły dobór metod walki (w rodzaju bombardowań całych wiosek zamiast konkretnych celów w rodzaju radykalnych domów modlitwy czy ośrodków treningowych ekstremistów) przyczyniły się do umocnienia terroryzmu islamistycznego w Afganistanie zamiast do jego zredukowania. Według Karzaja miało to się również przyczynić do "rozlania" problemu dżihadyzmu na pozostałe kraje Azji Centralnej i Bliski Wchód. Rodzące się niejako automatycznie pytanie brzmiałoby, jak to jest możliwe, że Amerykanie nie zdawali sobie sprawy z implikacji swoich czynów.

Natomiast w ostatnich tygodniach Rodrigo Duterte, nowy prezydent Filipin otwarcie potępił USA za doprowadzenie do wzrostu terroryzmu w Iraku, Libii i Syrii. Rzecz tym bardziej interesująca, bo Filipiny to jeden z największych proamerykańskich bastionów w Azji. Ciekawie wypada porównanie Filipin i Polski – tamci też mogą uważać, że teoretycznie zagraża im potężny sąsiad (w ich sytuacji Chiny). U nich także obecność amerykańskich wojsk została ostatnio zwiększona – tak jak planuje się to zrobić w Polsce. A jednak Filipińczycy potrafią zdobyć się na coś, na co polskie elity polityczne raczej nie byłyby w stanie: na elementarną, ludzką uczciwość.

W sytuacji polskiego czytelnika podstawowe pytanie brzmi jednak: co przeciwnicy Nowego Jedwabnego Szlaku przygotowują dla Polski, Białorusi i Rosji? Prowokację wojenną? A może coś innego?

Do tego należałoby doliczyć Kazachstan, w którym po śmierci (bądź odejściu od władzy) liczącego sobie już 75 lat Nazarbajewa może się niesamowicie zakotłować. Jak widać z mapy, przez te cztery kraje mają biec główne trasy transportowe do Europy.

Zastanawiając się nad możliwymi zagrożeniami, warto byłoby przeanalizować, co wydarzyło się wcześniej we wskazanych punktach zapalnych na świecie, poczynając od pierwszego z nich, czyli od obszaru zamieszkanego przez chińskich Ujgurów. Sytuacja w obrębie tej dotychczas mało znanej grupy etnicznej może mieć ma szersze implikacje – nie tylko dla gospodarki czy bezpieczeństwa wewnętrznego Chin, ale także dla innych państw na trasie Szlaku, w tym dla Polski. Sprawa jest o tyle ważna, że w zamieszkanej przez Ujgurów prowincji Sinciang zaczyna się korytarz centralny (Central Corridor) Nowego Jedwabnego Szlaku  ten sam, który dalej przebiega przez Kazachstan, Rosję, Białoruś i Polskę właśnie. A zatem, wszelka destabilizacja w tym najbardziej wysuniętym na zachód rejonie Chin będzie wpływać negatywnie na wolumen wymiany handlowej wzdłuż tej trasy, zaś większe ryzyko będzie generować także wyższe koszty (jak np. ubezpieczenie towarów, pociągów, magistrali kolejowej, konieczność zwiększonej ochrony policyjnej, wywiadowczej i/lub wojskowej itd).

C.D.N.



« Ukraiński sabotaż? Wokół sprawy Nowego Jedwabnego Szlaku Sojusz idei z twardą geopolityką »

komentarze

1. Miałem rację z Mazórem • autor: Stefanurynowicz2016-07-25 11:48:49

Michale, masz zór!Czekam na ciąg dalszy.
[foto]

2. Wnętrze Azji • autor: Wojciech Jóźwiak2016-07-25 12:40:56

Wnętrze Azji ma w geohistorii dwa wymiary:
1) Wielki Step, czyli pas zaludniony przez agresywnych koczowników, którzy (najkrócej mówiąc) negatywnie oddziaływali na sąsiadów, czego my doświadczyliśmy w postaci najazdów tatarskich, a Rzym jako Hunów;
2) Jedwabny Szlak, czyli pasmo miast otoczonych oazami, łączące wschodnie Śródziemnomorze z Chinami po północnej stronie równoleżnikowego "kręgosłupa" wielkich gór Azji.
Jak się miało jedno do drugiego?
(O Stepie pamiętamy, znamy z grubsza jego historię; historia JSzl jest dla nas białą plamą.)
Cywilizację lub para-cywilizację WStepu zniszczyła Rosja (i chyba dobrze?), podbijając Kazań, Astrachań i Sybir, 1584 chyba, potem wasalizując Kazachów. Kto zniszczył i zamknął Jedwabny Szlak? Czy on zbankrutował, kiedy handel przejęli Portugalczycy i Holendrzy?
Ale to pytania historyczne. Michał Mazur (co MA ZÓR) pisze o współczesności i przyszłości. W każdym razie obracamy ZÓR na Wnętrze Azji.

3. Chiny, Islam, bomby, Afryka, o co chodzi? • autor: Jerzy Pomianowski2016-07-25 23:09:39

Ta obecna destabilizacja robiona rękami muzułmanów ma chyba szerszy cel niż sam Jedwabny Szlak, może chodzi o destabilizację w każdym kraju który robi poważne interesy z Chinami, lub jest potrzebny dla ich realizacji?
Niemcy i Chiny weszły bardzo mocno w Afrykę, bez pytania o pozwolenie. W samej RPA działa ponad 300 niemieckich firm "dających pracę". Holandia i Belgia robią kokosy na handlu z Chinami. Niemcy jednak zaczynają mieć problemy z niektórymi przywódcami Afryki, którzy jakoś przestają ich lubić i rozglądają się za kimś innym.
Polskę zostawiono w spokoju, bo po pierwsze żadnych poważnych interesów z Chinami nie robi, a gdyby nawet, to z nich zrezygnuje przy pierwszym tupnięciu nogą krajów poważnych. Po drugie nie ma tutaj potrzeby wzbudzać zamachami anty islamskich nastrojów, bo one są  już stabilne.
Natomiast nad Francją, Niemcami trzeba pracować w tym celu znacznie intensywniej.

W sumie sytuacja jest szczególnie chaotyczna i trudna do pojęcia  na końcówce hipotetycznego Szlaku, czyli w Zachodniej Europie. Zaś  w jego  środku i na początku jakieś logiczne działanie "antychińskie" jest bardziej widoczne.

[foto]

4. Afryka • autor: Michał Mazur2016-07-26 08:27:24

Bardzo możliwe, że chodzi tu nie tylko o Szlak ale o destabilizację w każdym kraju który robi poważne interesy z Chinami - lub może im być przydatny ze względów geopolitycznych. Najwyraźniej dotyczy to także Afryki. Nigdy nie była w centrum moich zainteresowań (i pewnie nie napiszę o niej osobnego tekstu, bo za mało wiem), jednak mam parę ciekawych obserwacji własnych. Mieszkając w UK miałem okazję się zorientować, jak wyglądają nastroje wśród przybyszy z Afryki. Oraz, co oni sądzą nt. różnych spraw. 

Jeśli chodzi o Afrykę, to Niemcy i Francja czują, że ich interesy mogą być zagrożone przez Chińczyków. W sumie, nie ma czemu się dziwić - patrząc na to, jak oba państwa wykorzystywały ten kontynent, korumpując ich polityków, odbierając miejsca pracy miejscowym...  Wielka Brytania wypada tu nieco lepiej, ale też szału nie ma. 
Najgorzej oceniają Francję - tak w krajach Afryki Subsaharyjskiej, jak i np. w Algierii czy Maroku. Francuskie firmy transferują całość zysków za granicę, przywożą swoich pracowników, a miejscowi po studiach nie mają pracy. Dochodzi do takich sytuacji, że np. w Kamerunie i paru innych państwach dowody osobiste dla obywateli produkuje...francuska firma. Kolonializm twa tam nadal w najlepsze.

Jest także ogólny kryzys bezpieczeństwa, związany z ekstremizmem islamskim (arabskie kraje Afryki Płn, na południu Boko Haram). Wielu mieszkańców Afryki doszukuje się w tym wpływów zewnętrznych.

Nastroje są, ogólnie rzecz biorąc, rosnąco antyzachodnie. Za to Chińczyków ocenia się nieźle. W Afryce Subsaharyjskiej obecne elity polityczne to ludzie starzy (70-80 lat), młodsze pokolenie ambitnych polityków niedługo dojdzie do władzy. Dobrze wiedzą, jakie są nastroje społeczne. Możliwe są zatem spore zmiany geopolityczne

5. Jedwabny Szlak od... • autor: Krabat2016-07-26 10:17:58

Jedwabny Szlak od zachodu rozwalili krzyżowcy, a od wschodu Mongołowie. To wymusiło szukanie alternatywnych szlaków morskich przez Portugalczyków i Hiszpanów.

6. popsuty interes • autor: Jerzy Pomianowski2016-07-27 15:53:03

Dopiero teraz sobie coś przypomniałem - poprzednie władze Ukrainy chciały sprzedać lub wydzierżawić Chinom ogromny obszar czarnoziemu. Po Majdanie odwołano transakcję.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)