Przemysław Staciwa. Autor: Artur Przybysławski" />
Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

09 grudnia 2011

Artur Przybysławski

Dusza nie istnieje
Wywiad przeprowadził Przemysław Staciwa

Kategoria: Religie
Tematy/tagi: buddyzmfilozofia

Przemysław Staciwa: Jak można w kilku zdaniach sprecyzować pojęcie Buddyzmu?

Artur Przybysławski: Buddyzm nie jest religią ani kultem żadnego boga opartego na wierze. Jest właściwie filozofią do przeżycia, której celem jest szczęście wszystkich istot. Jest to jedyna świętość w Buddyzmie. Dla Buddyzmu bogowie nie mają żadnego znaczenia, to wiedza jest wyzwalająca, bo opiera się na doświadczeniu. To, w co wierzymy jest bez znaczenia, bo wiara nie jest wiedzą.

foto
Przemysław
Staciwa
Ci z buddystów, którzy nie doznali oświecenia muszą jednak wierzyć w to, że ono istnieje, muszą zawierzać swoim mistrzom?

Oni mają do nich zaufanie, a to zupełnie co innego, ponieważ zaufanie powstaje w wyniku zgromadzonej wiedzy. Wszystko polega na tym, że mistrzowie nauczają tego, co uczniowie mogą sprawdzić. Ich zaufanie do jeszcze bardziej zaawansowanych nauk, których w danym momencie swojej praktyki nie mogą sprawdzić, wynika z wcześniejszej pozytywnej weryfikacji innych, nieco prostszych przekazów. Tak jak ufamy lekarzowi i jego wiedzy, tak zawierzamy nauczycielom, którzy dali nam metody, dzięki którym już teraz jesteśmy szczęśliwsi, radośniejsi i bardziej wolni.

Co kryje się pod pojęciem oświecenia?

Oświecenia nie można opisać, jest niewyrażalne. Wielcy mistrzowie twierdzą, że można w przybliżeniu próbować je tłumaczyć. Jest to stan, w którym wszystkie właściwości naszego umysłu są rozwinięte w stu procentach. Nasze zdolności do współodczuwania, radości i poznawania stają się absolutne i jesteśmy wtedy nieustraszeni. Spontanicznie pojawiają się wtedy 4 oświecone aktywności, które są podarunkiem dla świata. Dzięki nim możemy ludzi inspirować, ochraniać, łagodzić konflikty i pomnażać wszystko, co pozytywne.

Czym Buddyzm Diamentowej Drogi różni się od innych jego odłamów? Jakie są jego charakterystyczne cechy?

Buddyzm Diamentowej Drogi to nauki dla tych, którzy mają zaufanie do tego, iż noszą w sobie doskonały potencjał, którego rozwinięcie jest tylko kwestią pracy włożonej we własny umysł.

Często różnice istniejące pomiędzy poszczególnymi szkołami Buddyzmu są wynikiem różnych temperamentów i stylów życia. Buddyzm japoński może zewnętrznie przypominać musztrę, bo po prostu Japończycy dobrze się czują, praktykując w tak określonych ramach. Buddyzm tybetański, zwłaszcza Karma Kagyu jest bardziej jowialny i bliższy mu jest nastrój śmiejącego się wujka, który przy drugim piwie zaczyna opowiadać, jak funkcjonuje świat.

Podstawowe różnice sprowadzają się do wykorzystaniu trzech poziomów nauk, na jakich wykładał Budda. W Tybecie zachowały się najwyższe nauki Diamentowej Drogi, które zapewne najlepiej pasują do szybkiego, współczesnego życia.

Podczas swojego wykładu związanego z łódzką edycją „Przestrzeni umysłu” powiedział Pan, że Buddyzm nie wierzy w duszę ludzką. Co zatem inkarnuje się do kolejnych wcieleń?

W Buddyzmie mówimy, że to, co naprawdę istnieje, jest tym, co patrzy przez nasze oczy i słyszy przez nasze uszy czyli świadomość, zdolność do doświadczania. Świadomość nie jest jednak nie rzeczą, ani obiektem, ani duszą. Bardziej przypomina przestrzeń, z którą bywa nierzadko porównywana. Dopóki nie jesteśmy oświeceni nasza świadomość przeżywa samą siebie w bardzo ograniczony sposób, który nazywa się ego. Ego jest iluzją i to ona się inkarnuje, a do tego jeszcze pochłania dużo energii i sprawia dużo kłopotów.

Czy dla adeptów buddyzmu, którzy pracują nad swoim umysłem, postrzeganie świata jako umysłu może być tarczą chroniącą ich przed niegodziwością i złem świata?

Być może tarcza nie jest stosownym słowem, ale rzeczywiście to umysł decyduje o wszystkim. To, w jaki sposób odbieramy i przeżywamy świat zależy od niego, więc jeśli mamy metody, dzięki którym zmienia się nasz umysł, to zmienia się cały nasz świat. Sytuacja ta jest bardzo komfortowa, gdyż świat zewnętrzny znacznie trudniej poddaje się zmianom. Nawet gdy zmieniamy zewnętrzne warunki naszego życia, robimy to nie dla nich samych, lecz dla poprawy stanu naszego umysłu. Dlaczego nie zacząć zatem od samego umysłu, skoro to on może być szczęśliwy? Buddyzm zatem kładzie tak duży nacisk na ćwiczenia umysłu, gdyż to jest najkrótszą drogą do szczęścia.

Chrześcijanie przyzwyczajeni do etosu miłosierdzia i niesienia pomocy wszystkim potrzebującym niekiedy utożsamiają Buddyzm z egoizmem. Czy można powiedzieć, że nauki Buddy dopuszczają pewną dozę egoizmu?

Zaczęcie od pomocy samemu sobie nie jest egoizmem, tylko zdrowym rozsądkiem. Gdy ktoś mówi, że Buddyzm jest egoizmem to jedno jest pewne: nigdy nie studiował żadnych tekstów buddyjskich, ponieważ najważniejszą rzeczą w buddyzmie i motorem całego rozwoju jest współczucie dla wszystkich czujących istot, również dla tych, których Chrześcijaństwo nie bierze pod uwagę, czyli zwierząt. Według Chrześcijaństwa zwierzęta nie mają duszy, według buddystów mają umysł, który tak samo jak nasz chce być szczęśliwy. Jeżeli ktoś twierdzi, że Buddyzm jest egoizmem, to jest to dowód na to, że nie wie o czym mówi – nie rozumie słowa Buddyzm, albo słowa egoizm. Najprawdopodobniej nie rozumie obu.

Jeśli przyjąć, że jedną z nadrzędnych wartości w Buddyzmie jest współczucie i współodczuwanie, także w stosunku do zwierząt, to czym można tłumaczyć spożywanie mięsa przez część buddystów i duchowych przewodników Buddyzmu np. lamów?

W przypadku Buddyzmu tybetańskiego sprawa jest oczywista. Gdy mieszka się na wysokości 5 tysięcy metrów w Himalajach, to mało jest roślin, które można jeść, a tamtejsi ludzie nie mogą żywić się tylko śniegiem (śmiech).

Wegetarianizm jest bardzo piękną ideą XX wiecznego człowieka. Opowiem taką historię: Kiedyś jeden z wielkich mistrzów buddyjskich podczas wykładu w Stanach Zjednoczonych poprosił o hamburgera. Uczniowie oczywiście przynieśli hamburgera, ale byli całkowicie zaszokowani, że współczujący mistrz je mięso. Po chwili nie wytrzymali i zapytali go o tę kwestie. Mistrz odpowiedział, że jest to pytanie bardzo dobrych ludzi, którzy nie jedzą mięsa, ale poczęstowali go szklanką herbaty. By ta herbata mogła powstać trzeba zaorać pole, powiedział. Podczas orania pola zginęło wiele zwierząt, które żyją w ziemi. Później zasadzono rośliny wymagające pielęgnacji. Podczas pielęgnacji zginęło bardzo wiele istot mieszkających na tych roślinach. Podczas ścinania i zasuszania rośliny, śmierci uległy kolejne żywe istoty mieszkające w nich. Na koniec, podczas gotowania herbaty również zginęły istnienia, więc to co mi podaliście jest w rzeczywistości nie szklanką herbaty, lecz szklanką krwi.

Zostawmy więc Tybetańczyków w spokoju. Czy jednak nie można wyjść z założenia, że oczywiście nie uratujemy wszystkich istnień, ale możemy przynajmniej minimalizować ich cierpienie? Mieszkańcy, na przykład Europy mogliby swobodnie obyć się bez zabijania i spożywania zwierząt.

To wszystko się zgadza. Jednak w takim razie sądzimy, że zabicie jednej krowy jest znacznie bardziej dramatyczne niż unicestwienie 100 tysięcy owadów na polu kukurydzy. Chyba, że ktoś kto pije herbatę ma pewność, że zabija mniej istot. Wedle nauk buddyjskich owad ma taki sam umysł jak krowa. Dopóki nie jesteśmy oświeceni, dopóty będziemy zabijać. Każda wizyta w toalecie i spuszczenie wody w ubikacji przyczynia się do śmierci wielu istnień. Ten temat można więc demonizować, lub podejść do niego w bardziej rozluźniony sposób. Nigdy natomiast nie dopuszczamy do sytuacji, gdy zwierzę jest zabijane na naszą prośbę, to inna kwestia.

Czy Buddyzm może stanowić ciekawą propozycję dla społeczeństwa doby postępującej komercjalizacji i poszukiwania natychmiastowych recept na życie?

Jest zdecydowanie propozycją dla ludzi poszukujących czegoś trwałego, ludzi którzy chcą czegoś więcej niż tylko dobrego samochodu i dużych pieniędzy, co jest dosyć nudne i stosunkowo łatwe do uzyskania. Codzienne życie bazujące na chodzeniu do pracy i wieczornym wylegiwaniu się przed telewizorem, nawet w najpiękniejszym domu jest naprawdę bardzo nudne (śmiech). Trzeba jednak jasno powiedzieć, że Buddyzm nie był, i nigdy nie będzie religią dla mas, gdyż wymaga dużej pracy nad samym sobą.

Jak przedstawia się kondycja buddyzmu w katolickiej Polsce?

Jeśli chodzi o ośrodki Linii Karma Kagyu, to w naszym kraju jest ich 70. W każdym dużym mieście znajduje się nasz ośrodek. Dla porównania w Grecji jest ich około 5, w Hiszpanii kilkanaście. Myślę, że Słowianie są uduchowioną nacją i przejawiają bardzo duże otwarcie na Buddyzm. Nie przeszkadzamy sobie z kościołem katolickim. Do kościoła katolickiego idą ludzie, którzy chcą w coś wierzyć, do ośrodków buddyjskich przychodzą ludzie chcący coś wiedzieć. Zatem zupełnie sobie nie przeszkadzamy.

Niekiedy ludzie zachodu słyszący słowo „medytacja” spodziewają się, że wytrwała praktyka może dać efekt w postaci fajerwerków takich jak zyskanie specjalnych zdolności. Czy to w ogóle jest możliwe?

Prawdą jest, że słowo medytacja bardzo obrosło mistycznymi wyobrażeniami. W języku tybetańskim medytacja jest traktowana bardzo normalnie, słowo znaczy tyle co „stabilny umysł”. Medytacja jest sposobem na posiadanie wglądu w umysł i szansą na to by był on królem, a nie poddanym. Polega na bardzo uważnym przyglądaniu się procesom, jakie zachodzą w umyśle i eliminowaniu rzeczy dla nas przykrych. Medytacja służy temu, by lepiej i mądrzej żyć, a nie widzieć aurę. Jaki jest z tego pożytek? Ważne jest to czy potrafimy komuś pomóc. Oczywiście medytujący umysł jest bardziej otwarty i więcej może, dlatego efektem ubocznym może być to, że czasem przewidzimy coś zanim to nastąpi, etc., ale jest to absolutnie normalna sprawa.

Z którą doktryną polityczną Buddyzm mógłby się możliwie najbardziej utożsamiać?

Buddyzm stara się unikać polityki, ponieważ trudno w niej zachować szczerość i czyste ręce. Mieszanie duchowego rozwoju z polityką nigdy nie przyniosło dobrych efektów, o czym świadczy historia świata. Jeżeli zaś przyjmiemy, że najogólniej rzecz biorąc utylitaryzm jest poglądem, w którym mówi się, że najważniejsze jest największe dobro jak największej ilości istnień w najdłuższej perspektywie, to takie spojrzenie mogłoby się zgodzić z buddyjskim punktem widzenia.

Rozmawiali: Artur Przybysławski, Przemysław Staciwa

Wywiad zamieszczony najpierw w Liberté!: „Dusza nie istnieje”.


komentarze

[foto]

1. odcinek blogu, który zniknął • autor: Terravis Wiktor Rumocki2011-12-09 14:03:13

Witam Panie Mirosławie. Pamiętam, że chyba jeszcze w 2010 r. zamieszczony został w Tarace odcinek blogu, w którym bardzo sensownie wytłumaczone było dlaczego nie potrafi Pan być buddystą - odcinek ten nie wiem czemu zniknął, bo trafiał w samo sedno.

2. Buddyzm jest religią • autor: Nierozpoznany#56102011-12-09 14:07:13

Twierdzenie, że podstawą relacji szczególnie początkującego ucznia do mistrza jest zaufanie jest zwyczajnym fałszem. Zawsze i wszędzie a szczególnie w sferze ducha ktoś, jakiś X decyduje się podporządkować mistrzowi/nauczycielowi przede wszystkim dlatego, że WIERZY a nie, że mu UFA. Ufność jest skutkiem, a Wiara przyczyną związku a nie odwrotnie [...].

Postawę pana [Przybysławskiego] trafnie oddaje również słownictwo, którego używa. Otóż na pytanie dziennikarza cyt fragm„…muszą zawierzać swoim mistrzom” pan [Przybysławski] nie zgadzając się z opinią, że chodzi tu o wiarę a nie zaufanie mówi cyt fragm., „…Tak jak ufamy lekarzowi i jego wiedzy, tak zawierzamy nauczycielom”. Tak to właśnie jest [...] – ponieważ ludzie wierzą lekarzom to dlatego im zawierzają. Jak nie mają zaufania do dr X to idą do dr Y . Dlaczego? Bo wierzą. Wiara jest podstawą działania istot ludzkich. Zaufanie co prawda idzie w parze, ale tak jak kobieta w kulturze japońskiej krok z tyłu, a nie odwrotnie.

I jeszcze drobiazg.
Wynikający częściowo stąd wniosek pana [Przybysławskiego], że Buddyzm nie jest religią jest również nie trafiony.
Religią/sektą jest każda masowa/grupowa relacja kreowana przez ludzi gdzie u podstaw leży podświadoma wiara w boskość człowieka i gdzie wierzchołek struktury zajmują mniej czy więcej prawdziwi mistrzowie oddziałujący taką mocą i świadomością do której doszli na nieświadomych swej mocy niemniej poszukujący, świadomie lub nie, ludzi.
Buddyzm jest jak najbardziej religią , a mnisi buddyjscy nie są w niczym lepsi od księży katolickich czy innych kapłanów. Polecam fragment książki Alejandro Jodorowskyego – Mistrz i czarownice, kiedy to mistrz Zen zwierza się swojemu uczniowi /Jodorowskyemu/ jak to sam będąc uczniem w klasztorze buddystów Zen był molestowany przez dorosłego mnicha. Z resztą podobnie jak i wszyscy pozostali jego koledzy. Mamy rok 2012 kochani, mity się walą.

Jeszcze jedno. Nie chciałbym wychodzić na jakiegoś pogromcę Buddyzmu. Nie obchodzi mnie tak naprawdę kto jest kim i w co wierzy, cenię natomiast rzetelność w podchodzeniu do tematu i nie lubię krypto reklamy. Buddyzm może być fajny tak jak i KK czy inne religie czy ścieżki ale i nie musi i warto o tym pamiętać.

Korzystając z możliwości administratora usunąłem lub zamieniłem fragmenty, które brzmiały ironicznie. Teraz tam są nawiasy []. - Wojciech Jóźwiak.

[foto]

3. No to Mirku mnie informacje o neurologii, kognitywistyce • autor: Piotr Jaczewski2011-12-09 16:48:27

psychologii etc prowadzą do trochę innych wniosków pt. trening w buddyźmie tybetańskim jest świetnie dopasowany do neurologii człowieka i tego jak ten mechanizm funkcjonuje: i zaprojektowany zgodnie z obietnicą do tego, żeby w obrębie praktyki rosło poczucie zadowolenia z życia, ciepłe uczucia do innych i "przytomność" reagowania. Cele deklarowane = cele osiągane.


Np. przejście od tego, że medytacja nad śmiercią zwiększa zainteresowanie seksualnością, impulsywność zachowań tu i teraz do medytacji na yidamie yab-yum i precyzyjnym treningu wizualizacji/samokontroli uważam za genialne.
Jest nacisk na postać guru, super: dodaj figurę autorytetu + dużo reguł i wskazań typu samaya tantryczne - a otrzymasz silne pobudzenie wyobraźni ułatwiające wizualizację.

I kilka(dziesiąt) podobnych kwiatuszków.
Ale jakoś nie spodziewam się, że skoro jadę na retrit, to gość praktykujący będzie musiał przejść przez ścianę, żeby udowodnić swoje zrozumienie nietrwałości;)
[foto]

4. Apropo nieszczęsnego mięsa... • autor: Przemysław Staciwa2011-12-09 23:38:09

Rajah, zgodzę się z Tobą, argument rzeczywiście nie przekonywujący, a zasada z tym "niezabijaniem na życzenie" dość mglista jest. Mnie jeden z nauczycieli Zen powiedział: " Zabijamy marchewki a nie krowy dlatego, że marchewki krzyczą ciszej od krów". I tu bym się zgodził.

5. Zabijamy marchewki a nie krowy dlatego, że marchewki krzyczą ciszej od krów • autor: Nierozpoznany#56102011-12-10 09:11:11

To taki oświecony talmud w wersji himalaja? czy fudżi?

Żałosne
Powiem tak, jeżeli ktoś mi tłumaczy, ze je krowę bo inaczej by padł z głodu to ja zapytam - jesteśmy w przededniu przelomu czy w neolicie? rozwijamy sie duchowo czy najważniejsza jest kasa i władza /i niech mi nikt nie zarzuca że nie szanuje kasy. Kasa + władza to taka prosta definicja bezwzglednej elity, nie wazne czy politycznej, bankierskiej czy religijnej/.
Buddyzm włącznie z "cudownym" Zenem, KK i inne takie ulegna transformacji. Sami sie wyprą tych pseudo mądrości. Bądźcie uważni, nie dajcie sie omotać. A zresztą róbcie jak uważacie

6. "niezabijanie na życzenie" • autor: Barbara2011-12-10 10:43:28

No cóż - żyjemy, więc zabijamy - i marchewki i krowy. Problem jednak w sformułowaniach. Myślę, że żyjemy - i "z konieczności" zabijamy, chociaż podobno niektórzy żyją energią z powietrza. Ale nawet mnich buddyjski siedzący z miseczką na kolanach, aby wsypano mu w nią garstkę ryżu, w tym samym sensie przyczynia się do zabijania ( ryż też trzeba wyprodukować). Chyba odczucie wdzięczności za możliwość jedzenia byłoby tu dobrą formą. Można podziękować Bogu, a można i marchewce czy jabłku. Zabijanie "na życzenie" utożsamiam z zabawą - a więc z sytuacją bez wyraźnego kontekstu "konieczności" - np. bezmyślne zabijanie zwierząt ( czy nawet drzew) na terenie, gdzie przebywamy. Tu można przywołać tzw. myśliwych, którzy twierdzą, że jako jedyni zabijają humanitarnie - więc sobie wymyśliłam, że mogliby to robić w ubojniach. To o zabijaniu.
Natomiast czytając komentarze pod wypowiedziami na temat takiego czy innego systemu wyznań - zawsze znajdą się porównujący jeden system z innym. Jednak prawda jest taka, że każdy z tych systemów opiera się na wspólnym "jądrze" i nieważne czy będzie to jakiś typ buddyzmu, hinduizmu, taoizmu chrześcijaństwo, islam czy systemy szamańskie. Jak zwał tak zwał - różnice raczej wynikają z celu jaki się chce osiągnąć lub są tylko czysto folklorystyczne. I nie zawsze wyodrębnia się konkretna hierarchia.Na przykład dość znaczna liczba mnichów buddyjskich żyje w odosobnieniu, pojedynczo. Zdarza się to też księżom katolickim. Ale jeśli dla kogoś większe znaczenie ma wspólnota niż myśl, to będzie się opierał na hierarchicznych układach. Tu Machiavelli ma rację - jeśli się chce być "księciem" w każdym systemie będzie się stosować metody jakie ludzkość na taką okoliczność wypracowała.
Ale to przecież ocenia każdy z nas według swej wiedzy, przemyśleń doświadczenia. A, że mamy taką przemożną potrzebę "dochodzenia do prawdy" więc każdemu, kto się objawi w tych sferach udowodnimy, że "taki święty" to on nie jest - ani Jezus, ani Gandhi, Dalajlama czy Matka Teresa. I właśnie te "poszukiwania" chyba najbardziej wszystkich kręcą. Chyba bardziej niż idee.
[foto]

7. O nieszczęsnym porównaniu do marchewek... • autor: Przemysław Staciwa2011-12-10 11:04:55

Sun 999 - To było powiedziane w raczej rozluźnionym i nieco żartobliwym tonie, nie stanowiło wykładni życia, ani nie miało być ofensywne. Oczywiście żyjemy i zabijamy na codzień. Szanuję pogląd Pana Przybysławskiego na kwestię wegetarianizmu, ale mogę się z nią nie zgadzać. Pozdrawiam

8. Nie taki mistrz mądry jak go malują • autor: Nierozpoznany#5352011-12-10 13:20:32

Anegdota o kotlecie: dowodzi hipokryzji, buddyzm dla bogatych amerykoeuropejan, w którym zabijanie jest ok. Zabijanie zwierząt tym różni się od uprawy roślin, że zwierzęta mają układ nerwowy i cierpią. A ssaki dodatkowo mają rozwinięty mózg i odczuwają swoje cierpienie bardziej niż pędraki. Nie jestem wegetarianinem i daleko mi do oświecenia, ale porównywanie uprawy marchewki i hodowli zwierząt na mięso (zwłaszcza hodowli przemysłowej - hamburger to dowód na coś przeciwnego do mądrości...

9. Buddyzm a nie jedzenie mięsa • autor: Miluszka2011-12-12 10:58:32

Tu daję link do wypowiedzi XVII Karmapy na temat nie jedzenia mięsa
http://buddyzm.eu/index.php?option=com_content&view=article&id=223:weg&catid=105:o&Itemid=187&lang=en

10. odnosnie nie jedzenia mięsa • autor: Miluszka2011-12-12 12:12:26

Ponieważ w poprzednim poście nie wkleiłam linku do tekstu i by go przeczytać trzeba by kopiować tekst do przegladarki - a może nie każdemu się chce, poniżej zamieszczam jego fragment
Jeśli praktykujący mahajanę, który traktuje wszystkie żyjące istoty jak ojca lub matkę, je ciało innej istoty z bezmyślności i bez współczucia, nie jest to dobre. Dlatego musimy myśleć o tym i zwracać na to uwagę. Wszyscy my, którzy praktykujemy mahajanę, którzy akceptujemy to, że każda czująca istota była kiedyś naszą matką lub ojcem, musimy o tym myśleć. Z tego powodu byłoby dobrze zmniejszyć ilość spożywanego przez nas mięsa. To właśnie powiedziałem.

Bez wątpienia nie powiedziałem, że nie wolno wam w ogóle jeść mięsa. To byłoby trudne. Czy to ze względu na swoją poprzednią karmę, czy obecne okoliczności, niektórzy ludzie nie są w stanie żyć bez mięsa. Tak jest i nic nie da się z tym zrobić. To nie jest problem.

Jeśli musisz jeść mięso, jest na to właściwy sposób. Nie chwytaj go po prostu i nie wpychaj sobie do ust, kiedy tylko zostanie ci położone na talerzu. Jeśli najpierw pomyślisz o tym uważnie, pomedytujesz o współczuciu i wyrecytujesz imiona Buddów lub modlitwy odmawiane przed jedzeniem, wtedy przyniesie to pewien pozytywny skutek.


Chcę jeszcze dodac, że choć umysły karalucha i człowieka w swej ostatecznej naturze są tożsame, jednak nawet z punktu widzenia buddyzmu skutki karmiczne zabicia człowieka są znacznie poważniejsze niz skutki zabicia muchy, a także skutki zabicia krowy są poważniejsze niż zabicia karalucha

11. Czytam sobie komentarze nie-mięsożernych... i tak sobie myślę... • autor: Nierozpoznany#11372011-12-12 18:33:53

...sami vege obalają tezy o tym, jak to ponoć wegetarianie są mniej agresywni, bardziej tolerancyjni, spokojniejsi, pozbawieni bigoterii...
Śmiech mnie bierze mówiąc szczerze...
Ludkowie moi mili niemięsożerni: najpierw nauczcie się szanować i tolerować innych ludzi, a potem pogadamy o innych sprawach :-p

12. umysł a świadomość • autor: Miluszka2011-12-12 23:57:07

W buddyzmie świadomość nie jest tożsama z umysłem. Jest jedynie przejawem jego działania - i to działania kiedy podlega on (umysł) wpływom zaciemnień.
Umysł, a raczej pewne ciało subtelne może w ogóle nie być związane z cielesną formą. Jest cały świat np bogów bezforemnych.
Oczywiście można nie podzielać buddyjskiego punktu widzenia, w Polsce to zresztą nic dziwnego. Natomiast skoro się dyskutuje o tym poglądzie, warto cokolwiek o nim wiedzieć.
A czy istnieją polscy buddyjscy "oświeceni" ? Trudno powiedzieć. W każdym razie domaganie się oswieconych rzesz , bo buddyzm już od lat siedemdziesiątych jest w Polsce to przejaw niestety, niezrozumienia czym jest oświecenie ( ja wolę określenie "przebudzenie") i z czym adept do niego dążący musi się zmierzyć , a także z czasowej perspektywy takiej drogi. A ścieżka tantryczna jest nazywana drogą szybkiego rozwoju, bo jeśli ktoś podąża nią rzetelnie, to może osiągnąć rezultat już po siedmiu żywotach, a nie jak w mahajanie po kilku kalpach/eonach. A ci, co uzyskali rezultat w jednym życiu są rzadkością porównywalną do Słońca i Księżyca na naszym niebie.

13. modlitwa do pieczonego kurczaka • autor: Nierozpoznany#55092011-12-13 15:44:01

Odnośnie mięsożerności i wegetarianizmu.
Lamowie z Tybetu, to ludzie, to my robimy z nich mosiężne posążki. Czyż nie podobnie "wypchaliśmy" trocinami Wojtyłę? Przepraszam, jeżeli to zabrzmiało zbyt okrutnie. Jeżeli nauczyciel duchowy jada hamburgery, to czyż nie należałoby tego potraktować jako prowokację do dyskusji, jak performance? Być może mistrz szuka argumentów.
W ostatnim numerze Scientific American w artykule "Wyżywić świat, ocalić planetę", znalazłem przekonujący argument w sprawie wegetarianizmu. Autor artykułu Jonathan A.Foley, prof. Ekologii z Minessoty wskazuje na relację między przyrostem naturalnym ludzkości i powierzchnią areałów rolnych, a także tychże areałów do powierzchni pastwisk. Autor twierdzi, że ograniczenie mięsożerności mogłoby się przyczynić do poprawy tych stosunków. A to przez przeznaczenie pastwisk pod uprawy. Im mniejsze spożycie mięsa, zwłaszcza wołowiny, tym więcej ziemi pod uprawy i tym mniejsze zagrożenie dla środowiska naturalnego, ze szczególnym uwzględnieniem lasów deszczowych, głównych producentów tlenu na Ziemi. Profesor uważa, iż większą ilość ludzi i przez dłuższy czas można wyżywić dietą roślinną niż białkiem pochodzenia zwierzęcego.
Moja osobista refleksja: Ja również, nie bez żalu, zauważyłem, że jedzenie mięsa jest zagadnieniem moralnym i samo z siebie, w moim przypadku, przekształca się w skromny rytuał. Do mięsa piję czerwone wino i rzeczywiście przyłapałem się na modlitwie dziękczynnej do pieczonego kurczaka. Omal się przy niej, zresztą, nie zadławiłem.
Dziękuję. Pozdrawiam Jakub Wajzer, sympatyk wszystkich tradycji naukowych i duchowych.
[foto]

14. Pomieszanie • autor: Przemysław Kapałka2011-12-13 16:57:38

Mnie to jedzenie mięsa ze współczuciem przypomina tzw. krokodyle łzy. Trochę rozwijając tą myśl dojdziemy do tego, że i bić żonę można, jeśli się przy tym okaże jej współczucie.
A ostatni wywód Mirka Miniszewskiego, przepraszam, ale przypomina mi wypowiedzi materialisty na temat religii, na temat zagadnień poruszanych w Tarace wypowiadałby się w podobnym tonie. Budda nie wiedział tego, co wiemy dzisiaj... Śmieszne. Delikatnie mówiąc śmieszne.

15. nie ma to jak tolerancja dla poglądów innych niż własne! • autor: Miluszka2011-12-13 18:29:23

cytuję wypowiedź powyżej
Opisy stanu umysłowego Buddy przed i po oświeceniu wskazują na jakąś chorobę, prawdopodobnie chorobę afektywną dwubiegunową czyli psychozę maniakalno-depresyjną. Dzisiaj podano by mu leki. Terapii psychiatrycznej potrzebują Karmapa jeden i drugi
[foto]

16. Pomimo tego • autor: Terravis Wiktor Rumocki2011-12-13 22:57:49

Pomimo tego, że doskonale rozumiem niechęć Mirosława Miniszewskiego do instytucjonalnego buddyzmu, a zwłaszcza do jego feudalnej tybetańskiej odmiany i ponownie podkreślę, że żałuję usunięcia odcinka jego blogu w którym nie tak dawno, bo jak pamiętam w 2010 r. wyjaśniał dlaczego nie potrafi być buddystą, to jednak sugerowanie jakiemukolwiek reformatorowi, mistykowi, filozofowi, magowi, szamanowi etc. zaburzeń psychicznych uważam za niebezpieczne, a to z uwagi na tragiczne doświadczenia wschodniego zamordyzmu, który jak wiadomo znał nie tylko łagry ale i psychuszki

17. trochę o rozumie i ciut o jedzeniu • autor: Nierozpoznany#57892011-12-14 21:24:34

cyt.
"autor: Mirosław Miniszewski 2011-12-12 14:56:40
To jest właśnie przykład sofistyki nie podpartej doświadczeniem. Karaluch nie ma umysłu, ani świadomości bo z tych kilkuset komórek nerwowych świadomość się nie wyłoni. Buddyjska koncepcja umysłu jest dla mnie tylko sofistyczną ideologią - już dawno udowodniono, że umysł jest funkcją mózgu i są na to liczne dowody naukowe. Polecam choćby prace ptof. Daniela Dennetta, np. "Natura umysłu", albo prace Antonio Damasio, Davida Chalmersa, Johna Searle'a. Budda był na dobrej ścieżce, ale nie miał ostatecznie racji, bo to było 2500 lat temu i mógł tylko bajać. Nie chcę mi się wchodzić w spór światopoglądowy, ale dla mnie niestety buddyzm jest w większości zbiorem absurdów, nieweryfikowalnych koncepcji, jest ideologią tak samo niebezpieczną, jak każda inna ideologia."
...

- Otóż, gdyby Mirek, podał dowód wynikający z jego własnego doświadczenia, że karaluch jest pozbawiony i umysłu i świadomości, wtedy należało by tę wypowiedź, bez względu na wiedzę i domysły czytającego, wedle uznania: uszanować, zaakceptować, przyjąć do wiadomości.
Należy zwrócić uwagę, że Mirek, "swoje" wypowiedzi kształtuje na podstawie wypowiedzi innych osób. Gdzież więc jest wartość takiej wypowiedzi, jeśli opisuje on to, co powiedział na dany temat ktoś inny, a czyni to jedynie własnym sposobem i na podstawie własnych osądów ?
Takie podejście jest z gruntu obarczone błędem, gdyż mało kto, lub w ogóle ktokolwiek, ma jakiekolwiek pojęcie o tym, co miał na myśli jakiś Budda. Tak też Mirkowi brak pojęcia o tym, co myślał ten, na którego się powołuje. A może oni tylko bajali...?
Innymi słowy, twierdzenie, snute na podstawie wypowiedzi innych osób, jest mało hm..rozumne. Ileż to twierdzeń zostało obalonych...
Za to, przedstawianie "swoich" twierdzeń, na podstawie domniemanych czyichś doświadczeń, czy domniemanych czyichś dowodów, że gdzieś tam one były zrobione i że są, na dodatek są liczne, jest swego rodzaju manipulacją. Jakże ciekawie było by przeczytać, że oto Mirek, podaje choćby jeden z "licznych" dowodów na to, że karaluch żyje, ale bez umysłu i świadomości.
Ale, na samym początku należałoby przedstawić dowód na to, czym jest umysł i czym jest świadomość. Znając to, wtedy dopiero, można przystąpić do badań tegoż. Zaś z uwagi na to, że brak takich dowodów, tym łatwiej jest o "tym" i "tym" żonglować, w zależności od potrzeby i sytuacji. Czy jest to postępowanie godne naukowca ? Osoby z "tytułem" ?
- Ciut na temat jedzenia.
Ten świat, jest jakoś tak uformowany, że każdy każdego, konsumuje.
Człowiek je robaka, robak je człowieka, robak je marchewkę, marchewka ssie glebę, rdza zżera metal, pruchnica żre drewno, kanibalizm w bezrozumnej i bez świadomej postaci :):)
A czym jest to wszystko ? to wszystko jest z grubsza określone w tablicy pierwiastków, tabelkach aminokwasów, itp, itd.
Wciskanie w to wszystko kitu o wegetarianizmie, ahimsie, gołym starcu energicznie zmiatającym gałęziami to, co ma przed stopami, bo a nuż stanie na jakiegoś, już śmiertelnie przetrąconego przez siebie, robaczka...ech, gdzież rozum ?
Dlaczego tematy: jedzenia, wiary, przekonań, wnoszą tyle złości, nerwów, przemocy ? Bo siłą rzeczy, opierają się na fikcji.
...
Odniesienie do tematu komentowanego tekstu "Dusza nie istnieje".
- Można czemuś zaprzeczyć: dla żartu, dla prowokacji, z powodu braku wiedzy, lub przecząc, potwierdzać fakty. Czy w podanym tekście, podane są fakty ?

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)