Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

30 sierpnia 1999

Wojciech Jóźwiak

Enneagram, czyli: być sobą na dziewięć sposobów
Enneagram: system 9 typów psychologicznych. Krótkie wprowadzenie.

Kategoria: Enneagram
Tematy/tagi: enneagram

Dzielenie ludzi na psychologiczne typy jest fascynującym zajęciem. Jeśli znajdziesz swój typ, to jednocześnie odpowiesz sobie na to jakże ważne pytanie: kim jestem? Najbardziej wyczerpującym i chyba najdoskonalszym podziałem na typy jest ENNEAGRAM, nazwany tak od greckiego słowa ennea, czyli dziewięć, jako że tyle właśnie jest tych typów. Druga część tego słowa, „gram” — jak „diagram”, „pentagram” — wskazuje, że cały ten schemat można narysować. I rzeczywiście, dziewięć typów enneagramu przedstawia się na takim oto rysunku:

enneagram

Nie jest to tylko ładny wzorek — w tym wykresie (do którego jeszcze wrócimy) zakodowanych jest wiele ciekawych wiadomości o naszych charakterach.

Znawcy enneagramu uważają, że każdy człowiek należy do jednego i tylko jednego typu (nie ma więc mieszańców), i że nie ma osobników, którzy byliby na tyle nijacy, że nie należeliby do żadnego typu. Twierdzą ponadto, że typu enneagramowego nie zmienia się, i jeśli ktoś jako dziecko jest na przykład typem nr pięć, to ową Piątką pozostanie do kresu swoich dni — chociaż, oczywiście, będzie się zmieniał — ale tylko w obrębie własnego typu. Jak dowiedzieć się, kto do którego typu należy? O tym mówi tylko obserwacja, ewentualnie obserwacja siebie samego, jako że enneagram (w przeciwieństwie do astrologii i numerologii), nie zakłada, że nasz charakter zależy od gwiazd, czasu urodzenia, numerów czy czegokolwiek innego. Enneagram to nie magia, ale czysta psychologia doświadczalna.

Do tej pory nie stwierdzono, czy przynależność do typu enneagramu jest wrodzona, czy też jest skutkiem wychowania i pierwszych konfliktów przeżytych w dzieciństwie. Faktem jest za to, że już jako małe dzieci występujemy jako przedstawiciele określonego typu enneagramowego — i, jak już powiedziałem, pozostajemy w tym typie przez całe życie. Wygodnie jest jednak zrozumieć cały system enneagramu, zaczynając od tego, jakie są dzieci z każdego typu. Dziecko bowiem musi w jakiś sposób rozwiązać podstawowy problem, przed jakim staje na początku życia — a problemem tym jest jego zależność od dorosłych i związana z tym niemożność robienia tego, co się chce. Świat dziecka, nawet dziecka najbardziej kochanego przez rodziców, pełen jest barier, zakazów, progów i ograniczeń. Młoda psychika musi znaleźć sobie sposób na radzenie sobie z własną słabością. I, jak się okazuje, takich sposobów radzenia sobie z pierwszymi życiowymi problemami, jest dziewięć, i najbardziej nawet genialne dziecko niczego nowego nie wynajdzie. Każdy z tych sposobów to początek przynależności do jednego z typów enneagramu. ...Po tym wstępie pora na przegląd całego enneagramu.


Typ numer JEDEN, czyli Perfekcjonista albo: „Jest jeden słuszny pogląd i ja go mam”

Mali Perfekcjoniści radzą sobie z nieznośną sytuacją bycia dzieckiem w ten sposób, że starają się być w porządku, być grzeczne i bez zarzutu — a jednocześnie szybko biorą na siebie obowiązki i odpowiedzialność właściwą osobom dorosłym. Patrzą więc na świat oczami starszych i z tego punktu widzenia dostrzegają wady, błędy i niedoskonałości mamy i taty, i starają się ulżyć rodzicom, poprawiając ich, pomagając im i napominając. Oznacza to, że w jednym umyśle muszą zmieścić dwie naraz osobowości — dziecka i człowieka dorosłego. Owa dorosła część psychiki Perfekcjonisty przybiera postać głosu wewnętrznego, sumienia czy też superego — w każdym razie wewnętrznego kontrolera. Ten kontroler pozostaje im na całe życie. Jedynki-Perfekcjoniści wciąż słyszą ów Głos, który nakazuje im przestrzegać zasad, dotrzymywać umów, dbać o terminy, myć ręce, liczyć kalorie przy jedzeniu, pisać „ó” i „rz” wszędzie tam, gdzie nakazują podręczniki ortografii. Mają też świadomość tego, że wszędzie obowiązują potężne, Jedynie Słuszne zasady, i często osiągają ów komfortowy stan, polegający na tym, iż wiedzą, że owe Zasady są ich własnymi zasadami; ale i cierpią nieznośnie, jeżeli tym nadrzędnym zasadom moralnym, prawnym, gramatycznym czy... dietetycznym nie są w stanie sami sprostać z powodu swojej wstrętnej niedoskonałości. Wtedy — mając świadomość tego, co czynią — pozwalają sobie na większe lub mniejsze „grzeszki”, czyli odstępstwa od doskonałości.

Pilne przestrzeganie zasad i reguł jest jednak w istocie sposobem na to, aby obłaskawić najsilniejszą emocję zamieszkującą duszę Perfekcjonisty — gniew. Gniew w wykonaniu Jedynki przybiera postać świętego oburzenia na tych, którzy łamią reguły. W głębi ducha Perfekcjoniści mają coś z inkwizytorów, którzy nie mogą wybaczyć heretykom. Nic dziwnego, że przedstawiciele enneagramowego typu nr Jeden chętnie występują jako orędownicy Słusznej Sprawy, Wyższego Interesu, Obiektywnej Konieczności. W życiu zawodowym chętnie obejmują funkcje kontrolerów, dbających o poprawność i przestrzeganie zasad. Kiedy mówią do kogoś, pouczają i udzielają napomnień oraz przestróg. Zwykle nie uświadamiają sobie nawet, ile w tym jest niewyrażonej wprost złości.


Typ numer Dwa, czyli Dawca albo: „Drugi człowiek jest dla mnie wyzwaniem — muszę sprawić, by mnie polubił”

Dawcami zostają ci, którzy jako dzieci wynaleźli zupełnie odmienny sposób na przetrwanie w trudnym środowisku: postanowili (nieświadomie, oczywiście) że będą kochani. Miłość, sympatię, zaufanie drugiego człowieka trzeba jednak sobie zdobyć. I Dawcy są właśnie mistrzami w tej sztuce. Aktywnie wychodzą naprzeciw nowo poznanym osobom. Potrafią rozpoznać cudze potrzeby i zaproponować ich zaspokojenie. Mają doskonale nastawione swoje psychiczne anteny i z góry wiedzą, co komu jest potrzebne, co komu dolega i jak podpowiedzieć rozwiązanie problemów. Wiedzą, jak kogoś zdobyć dla siebie — i postępują tak, jakby liczyli, że kiedy już będą w bliskich związkach z drugim człowiekiem, to wtedy nadejdzie pora na to, aby i ich własne potrzeby zostały zaspokojone — jakby przy okazji.

Jako dzieci są mistrzami przymilania się i przypodobania, i to im zostaje na całe życie. Wiedzą, jak wkradać się w czyjeś łaski. Umieją być miłym, dawać prezenty, obiecywać poparcie i inne honory. Kiedy trzeba, potrafią też z wielkim wdziękiem i szczerze grać z góry ukartowane role, w poczuciu, że „tak trzeba”. W swoim życiowym dziele — zdobywaniu ludzi — Dwójka-Dawca wie, na kogo stawiać. Już jako dziecko stara się podbić serce tego z rodziców, który dominuje w rodzinie. W dorosłym życiu ma wielki dar dostrzegania, kto w danym środowisku jest ważny i w kogo warto inwestować swoje starania (lub uczucia). Obstawia osoby dominujące, wobec mniej ważnych sekretarek czy woźnych przybierając postawę protekcjonalną. Dawca zwykle woli kierować z tylnego siedzenia; chętnie wchodzi w rolę szarej eminencji, a formalne szefowanie woli pozostawić swoim ulubieńcom. Kiedy sam zostaje szefem, otacza się wewnętrznym kręgiem wtajemniczonych, nieformalnym dworem złożonym z ludzi, którzy „lepiej go rozumieją”.

Wielką rolę w życiu Dawców odgrywa ten tak potężny środek zdobywania ludzi, jakim jest seks. Dla Dawcy bycie seksualnie atrakcyjnym jest często sprawą niemalże życia i śmierci. Nie wynika to wcale z ich rzekomo rozbuchanego temperamentu, lecz z tego, że wzbudzanie pożądania w pewnej osobie jest dla Dwójki oznaką akceptacji ze strony tejże osoby. Dlatego Dawcy ze wszystkich enneagramowych typów najchętniej wchodzą w erotyczne trójkąty, gdyż związek z żonatym (zamężnym) partnerem jest dla nich szczególnie ważnym dowodem, że są kochani i akceptowani.

Dawcy chętnie wybierają zawody z erotycznym podtekstem: bywają fryzjerami, charakteryzatorami, fotografami i ich kokieteryjnymi modelkami.


Typ numer Trzy, czyli Wykonawca albo: „Jestem tyle wart, ile warte są moje osiągnięcia”

Trójki już od dziecka postrzegają świat jako grę, jako zawody, w których muszą wygrywać (bo to jest warunkiem ich dobrego samopoczucia i psychicznego przetrwania). Dlatego lgną do sytuacji, w których wiadomo, jaka jest skala ocen, za co się idzie w górę, a co, przeciwnie, nie popłaca. W szkole starają się być prymusami, a jeżeli to się nie udaje, trenują sport, w którym mogą stanąć na podium zwycięzców. W każdym społecznym otoczeniu starają się być ucieleśnieniem ideału: w szkole zbierają najwyższe oceny, także w mniej ważnych przedmiotach, aby nie popsuć sobie średniej. W wojsku są przykładem służbistej sprężystości. Jako szefowie noszą trzyczęściowe garnitury, na trasie zjazdowej przypinają markowe narty najlepszych firm, jako gospodynie domowe piorą w proszkach z reklam. W nauce najkrótszą drogą zmierzają do profesorskiego tytułu. W dzieciństwie, jeżeli mają ambitnych rodziców, chętnie stają się plastycznym materiałem w ich rękach i skwapliwie pozwalają się przerabiać na geniuszy skrzypiec, gimnastyki lub komputera.

Wykonawcy sprawiają wrażenie ludzi zadowolonych z życia. Swoim wyglądem i zachowaniem zdają się mówić: „Popatrz, ile mam, ile osiągnąłem, czego się dorobiłem. Jakżebym nie miał być szczęśliwy?” Ale ktoś o innej psychicznej konstrukcji szybko dostrzeże za tym brak głębszych zainteresowań i nawykowe uciekanie od uczuć i przeżyć. Wolny czas, w którym mogłoby dojść do głosu emocjonalne problemy (ale i autentyczna twórczość), jest ich wrogiem, i dlatego starają się go ściśle zagospodarować: poprzez pracę i dobrze zorganizowany wypoczynek. Z takim nastawieniem łatwiej od innych osiągają sukcesy w życiu zawodowym, dochodzą do wysokich stanowisk, pieniędzy, tytułów i zaszczytów, ale i częściej od innych łapią się na haczyk „pracoholizmu” i tak zawężają swoje pole widzenia, że poza pracą i karierą świata nie widzą. Wyparte potrzeby psychiczne atakują ich w końcu podstępnie — jako dolegliwości psychosomatyczne.

Trójki najlepiej się realizują w tych dziedzinach życia, gdzie są jasne kryteria ocen i ustalona droga do sukcesu. Jakby specjalnie dla nich został stworzony sport z całą machiną zawodów i eliminacji. Chętnie stają do konkursów piosenkarskich, wyborów miss, eliminacji modelek. Dla nich wymyślono hierarchię stopni naukowych i wojskowych. I przeciwnie, Wykonawcy nie „zgłoszą się” tam, gdzie kariera jest niepewna, wyniki nieoczywiste, gdzie grozi bycie zapoznanym outsiderem. To właśnie typ numer Trzy mieli przed oczami ci filozofowie, którzy atakowali „mieszczan” za ich materializm i pogoń za pieniądzem, i usiłowali ich przekonać, że lepiej „być” niż „mieć”. Trójka jednak, odruchowo, woli mieć.


Typ numer Cztery, czyli Tragiczny Romantyk albo: „Jestem inny niż wszyscy, więcej czuję i bardziej cierpię”

Tragiczni Romantycy już w dzieciństwie poczuli się porzuceni lub odrzuceni, a przez to inni niż wszyscy. Jako dzieci czuli, że nie mają czegoś, co inni dostali bez wysiłku: normalnej rodziny, troski rodziców, zwykłego, „zwierzęcego” szczęścia. Na ten stan odkryli szczególne lekarstwo: pogrążanie się w swoich uczuciach, najczęściej w przeżywaniu straty, smutku, żalu oraz tęsknoty za lepszym życiem, które musi kiedyś nadejść. Nie jest to jednak stabilny punkt oparcia i Czwórki z całego ennegramu przeżywają największe emocjonalne huśtawki, wahając się od szaleńczego entuzjazmu do obezwładniającej depresji.

Tragiczni Romantycy nie ufają pospolitemu szczęściu i sukcesom. Skupiają uwagę na ciemnych stronach tego, co jest realnie dostępne, i na najjaśniejszych stronach tego, co dalekie, wymarzone i nieosiągalne. Wciąż pożądają czegoś, czego nie mają, a jeżeli to już zdobędą, przeżywają zawód i frustrację z powodu wad tego, co dostały. Kiedy znajdą wymarzona pracę, zaczynają szukać idealnego partnera. Kiedy go znajdą, z reguły czują, że „to nie to” i ustawiają sobie kolejny przedmiot marzeń. Żyją tak, jakby nie całkiem należały do świata realnego.

Wrażliwość na uczuciowe poruszenia i poczucie własnej wyjątkowości czyni z Czwórek dusze artystyczne: właściwa jest im zarówno estetyczna wrażliwość jak i zamiłowanie do artystycznej, twórczej ekspresji. Czwórka czuje się oryginalna i świadomie pracuje nad tym, aby osiągnąć swój własny styl: w ubiorze, w zewnętrznym wyglądzie, w sposobie wyrażania się... często taki styl staje się przebraniem. Aby sprostać standardom, jakie sobie narzuca, gotowa jest nawet dręczyć swoje ciało. Tym bardziej, że Tragiczni Romantycy zwykle są na bakier z własnym ciałem: wydaje im się ono (zwykle niesłusznie) niezgrabne, niemodne, zbyt otyłe... Stąd już krok do częstej w tym typie anoreksji.

Czwórki instynktownie są przekonane, że nie należą do stada, że są ponad ogólne normy obyczajowe, moralne, prawne. Przepisy usiłują obejść, z szefami wolą zaprzyjaźnić się aniżeli ich słuchać; w ich stylu są towarzyskie prowokacje, a nawet przekraczanie prawa. Przy tym uwielbiają, jak im się upiecze. Jak magnes przyciągają je wszelkie elity: zarówno te wysokie, jak arystokracja, jak i te niskie, jak mafie.

Czwórki, aby normalnie funkcjonować, potrzebują wciąż mocnych bodźców emocjonalnych, jakie rodzą się, kiedy człowiek stoi na krawędzi twarzą w twarz ze śmiercią, z pożądaniem, seksem; z ciemnymi stronami ludzkiej natury. Charakterystyczne jest dla nich obsesyjne wracanie do możliwości samobójstwa, jakby w takich myślach znajdywali oparcie. Z tej przyczyny Tragiczni Romantycy potrafią zrozumieć ludzi pogrążonych w rozpaczy, załamanych, szykujących się do samobójstwa — i potrafią udzielić im wsparcia.

Typ nr Cztery zrobił wielką karierę w literaturze: jako bohater, który zdobywa bogactwa, a mimo to ginie z niespełnionej miłości — jak Wokulski lub Wielki Gatsby.


Typ numer Pięć, czyli Obserwator albo: „Oglądam świat z bezpiecznego dystansu”

Piątki u progu życia przyjęły strategię, aby chronić siebie poprzez dystans, wycofanie się, albo wręcz przez głęboką wewnętrzną emigrację. Schowały się w sobie, a w szczególności odcięły od świata tę cześć swojej osobowości, która może być źródłem ran i cierpień: swoje odczuwanie, swoje życie emocjonalne. Wybierają samotność i niezaangażowanie. Wszelkie sytuacje, w których trzeba piąć się w górę, eksponować własną osobę, a także ujawniać emocje takie jak gniew, zachwyt lub pożądanie, Piątka odbiera jako zamach na własną wolność. Niechęć do angażowania się sprawia, że Obserwatorzy minimalizują swoje potrzeby, poprzestają na małym, oszczędzają i zaciskają pasa. Żyją tak nawet wówczas, jeżeli są zamożni. Nie lubią również ryzyka ani niepewności i najlepiej się czują w świecie doskonale przewidywalnym. Kiedy podejmują decyzje, starają się jak najwięcej wiedzieć zawczasu i dokładnie przewidzieć skutki.

Obserwator źle się czuje w gromadzie, w towarzystwie nie może znaleźć własnego miejsca. Napór innych ludzi nie pozostawia mu przestrzeni, w której mógłby się rozwinąć. Ludzie go onieśmielają. Stając z kimś twarzą w twarz często przybiera pokerową minę, która pokrywa panikę, i dopiero później, w samotności, intensywniej przeżywa uczucia związane z tym spotkaniem; uczucia, których nie dopuszczał do siebie, kiedy miało ono miejsce. Obserwatorzy opowiadają, że patrzą na świat tak, jakby pomiędzy nimi a całą resztą wciąż tkwiła gruba szyba.

Tłumienie uczuć Piątki kompensują rozwojem intelektu. Cenią sobie rozmaite intelektualne schematy, takie jak psychoanaliza, astrologia czy sam enneagram, które pozwalają im zrozumieć i przewidzieć zachowanie i emocje innych ludzi. Mając w ręku taką mapę, stają się pewniejsi w kontaktach z innymi.

Piątki, obsesyjnie przywiązane do swojej niezależności, nie znoszą sytuacji, w których są oceniane, a więc są zależne od czyjejś opinii. Dlatego często ich kariera prowadzi przez rzadkie zawody, wąskie specjalności, dziedzinę biznesu, w której nie mają konkurentów. W roli szefa uprawiają styl rządzenia spoza zamkniętych drzwi gabinetu. Jednoosobowo podejmują decyzje, a ich wykonanie pozostawiają innym. Jeżeli udzielają się społecznie, często kryją się za swoją rola lub funkcją jak za maską.


Typ numer Sześć, czyli Adwokat Diabła albo: „Muszę być czujny, bo złe nie śpi”

Kiedy papież postanawiał kogoś ogłosić świętym, w odpowiedniej komisji zasiadał również teolog, którego zadaniem było tropić i ujawnić wszelkie ewentualne przewiny i niedoskonałości kandydata na świętego. Osobę, która spełniała tę funkcję, zwano właśnie „adwokatem diabła”. Typ numer Sześć nosi to miano dlatego, że skupia swoją uwagę na tym, co złe, co nieprzyjemne, wrogie i zagrażające. Stąd bierze się programowa czujność ludzi tego typu.

Mali Adwokaci Diabła przeżyli swoje pierwsze dziecięce zderzenia ze światem jako uraz, jak utratę oparcia i zachwianie zaufania do autorytetów. Z tego została im na całe życie nieufność, przekonanie, że świat jest wrogi i że zawsze może być gorzej. Oczywiście, postawa taka obraca się przeciw im samym (czego Adwokat Diabła nie jest świadomy — zresztą żaden typ enneagramu nie jest świadom swoich podstawowych kompleksów, póki nie podda się odpowiednim treningom). Szóstki mianowicie boją się działać i odraczają działanie. Najpierw mówią sobie: „I tak mi się nie uda.” Potem, kiedy już zaczną realizować pewien plan, w miarę zbliżania się do końca zbliża się też moment, kiedy dzieło trzeba będzie pokazać światu i poddać ocenie innych. I wtedy Szóstka zaczyna się bać, że wystawia się na krytykę, na ciosy i szyderstwa... Działanie Adwokaci Diabła zastępują myśleniem. Zanim wykonają jakiś realny krok, przez ich głowy przewala się masa hipotez, przymiarek, prób i podejrzeń. Najczęściej takie wstępne myślowe rozpoznanie wypada negatywnie i Szóstka rezygnuje.

Ludzie tego typu łatwo zapominają o swoich sukcesach i przeżytych przyjemnościach i wyolbrzymiają porażki. Szóstkom łatwiej jest wziąć się do czynu wtedy, gdy całe zło ujawniło swoje oblicze, kiedy już najgorsze się dokonało, a więc w sytuacji stresu, wyjątkowej konieczności, klęsk żywiołowych lub kiedy są przyparte do muru. Z tego też powodu uparcie bronią przegranych spraw i potrafią wytrwać na straconych pozycjach.

Szóstki mają na pieńku z autorytetami. Ktoś, kto ma władzę, zwykle wydaje im się silniejszy niż jest, bardziej wpływowy i zawzięty. Lęk, jaki budzą w nich silni ludzie (lub organizacje), rozładowują w ten sposób, że albo poddają się im, szukając u nich oparcia, albo buntują się przeciw nim. Szóstki najpierw nabierają przeświadczenia, że coś jest tak a tak, a potem szukają w swoim otoczeniu dowodów na to, że się nie myliły. Przez to łatwo przypisują własne zamiary i uczucia innym osobom. Podobnie z wielkim natężeniem uwagi wyszukują w swoim otoczeniu wszelkich pierwszych zwiastunów zagrożenia.


Typ numer Siedem, czyli Epikurejczyk albo: „Życie jest nieustającą przygodą”

Przy pierwszych dziecięcych stresach i frustracjach Siódemki postanowiły (oczywiście najzupełniej nieświadomie i odruchowo) bronić się przed złą strona życia poprzez zapominanie o przykrościach i skupianie uwagi na miłych wrażeniach. Dlatego ich życiowa postawa uderzająco przypomina zalecenia greckiego filozofa Epikura, który radził cieszyć się życiem i „chwytać dzień” póki trwa. Przykre doświadczenia wspominają w tonie: „było, minęło”, „spłynęło po mnie”. Ich droga przez życie przypomina kolekcjonowanie przyjemnych doświadczeń. Epikurejczycy dobrze się czują we własnej skórze, lubią siebie, a często zdarza im się popadać w zachwyt nad samym sobą, tak jak Narcyz z greckiego mitu, który zakochał się we własnym odbiciu. Traktując życie jak zabawę, przypominają wieczne dzieci, niby Piotruś Pan, który postanowił nigdy nie być dorosły. I rzeczywiście, ludzie z innych typów mogą im zarzucać powierzchowność, bylejakość, rozpraszanie się, postawę pędziwiatra czy motyla.

Siódemki nie przywiązują się do trudności i kłopotów, ale za to wciąż planują, roztaczają przed sobą zachwycające perspektywy, i zawsze, na wypadek gdyby coś z ich planów miało się nie udać, mają w zanadrzu równie dobre warianty zastępcze. Nie nudzą się, nie próżnują; często, podobnie jak u Trójek, ich życie wypełnione jest gorączkową działalnością, tyle że Siódemkom zależy nie na zaszczytach i osiągnięciach, ale na tym, aby przeżyć coś extra. Dążą przy tym do przeżyć szczytowych, jakby w ich żyłach krążyła nie krew, lecz szampan. Często zewnętrznemu obserwatorowi ta ich gonitwa wydaje się bezsensowna, lecz Epikurejczyk stale ma nadzieję (i pewność), że rozmaite wątki jego życia i planów zbiegną się w jedno Wielkie Dzieło. Można im pozazdrościć niewzruszonego optymizmu.

Siódemki są towarzyskie i chętnie do zabawy, chętnie opowiadają o sobie i w ogóle mówienie sprawia im przyjemność. Potrafią być czarujące, pragną uwielbienia; mówiąc zaś o sobie wyolbrzymiają swoje możliwości i talenty. I chociaż unikają sytuacji, w których mogą być zdemaskowane, mogą sobie zyskać opinie szarlatanów. Koncentracja na jednej sprawie, na jednym zainteresowaniu, nuży je, podobnie jak ciężka, uporczywa praca i rutynowe wypełnianie obowiązków. Kiedy nabrzmiewają konflikty, Siódemka tak organizuje sobie życie, aby w nawale zajęć nie mieć czasu na sprawy trudne i konfliktowe. Wtedy, na przykład, kłopotliwe rozstanie może załatwić w dziesięć minut, przy okazji jakichś innych spraw.

Każdy typ enneagramu ma swoją skrajność. Dla Epikurejczyka taką skrajnością jest „małpi umysł”: powierzchowne chwytanie się wszystkiego, co się przydarza, przeskakiwanie z tematu na temat, pragnienie wszystkich możliwych doświadczeń na raz.


Typ numer Osiem, czyli Szef albo: „Ma być tak, jak ja chcę, a jak nie, to co mi zrobisz?”

Ludzie typu Szefa zasługują także na miano „twardzieli”. Doświadczywszy własnej słabości i bezradności jako dzieci, przyjęły zasadę, że świat liczy się tylko z siłą, że wygrywający zabiera wszystko; a to, co dobre i pożądane, trzeba sobie wywalczyć. Dlatego, w przeciwieństwie do pozostałych enneagramowych typów, nie unikają konfrontacji, lecz przeciwnie, cały ich styl bycia polega na dążeniu do konfrontacji. Szefowie uważają bowiem, że w bezpośrednim starciu, kiedy przycisną przeciwnika do muru, wygrają — a jeśli nie, to przynajmniej dowiedzą się całej prawdy o nim. Ponieważ innych sądzą po sobie (a ósemka nie jest dobrym psychologiem!), w stosunkach z ludźmi liczą na to, że w bezpośredniej konfrontacji ujawnią się również inne ich uczucia. U samych Szefów tak właśnie jest: agresja często sąsiaduje u nich z poczuciem bliskości, a w swoich związkach kłótnie i przepychanki kończą często... w łóżku. Lubią „zdrowe awantury”, po których czują, że jakaś trudna sprawa została zakończona, napięcia — rozładowane, a ich energia znalazła sobie ujście.

Szefowie byli niegrzecznymi dziećmi, gdyż wypróbowywali swoją siłę już na rodzicach i przedszkolankach. Później chętnie przyjmują rolę przywódców szkolnych buntów i wyrazicieli opinii ogółu, i chętnie osłaniają kolegów przed niesprawiedliwością dorosłych (a później — zwierzchników). Kiedy wchodzą w nowe środowisko, odruchowo starają się zorientować, „kto tu rządzi”, kto jest najważniejszy, a także co wolno i czego nie wolno. Zakazy i regulaminy ósemka traktuje bowiem jak granice swojego terytorium (na którym jest panem) i od razu próbuje je przesuwać na własną korzyść. Poprzez drobne starcia i konfrontacje bada „teren”, jaki wolno jej zająć. W towarzystwie podobną rolę spełniają prowokacje, hałaśliwe zachowanie, brzydkie słowa, opowiadanie erotycznych lub politycznych dowcipów, albo ostentacyjne zaloty — a wszystko to ma jeden cel: zelektryzować grupę i podzielić ją na tych, którzy tak zachowującej się Ósemce od razu ustąpią pola (a więc podporządkowują się), i na tych, którzy gotowi są stanąć z nią do walki.

Wprawne oko od razu poznaje Szefa po tym, że zajmuje większą przestrzeń niż inni. Wielu ludzi odbiera ich zachowanie jako psychiczne (a często i fizyczne!) rozpychanie się. Z tego samego powodu Ósemki często robią wrażenie wyższych, masywniejszych i silniejszych fizycznie niż są naprawdę. Braki siły i wzrostu potrafią kompensować donośnym głosem i rezolutną postawą.

Jako podwładny, Ósemka jest przewrażliwiona na punkcie sprawiedliwości zwierzchników; będąc zwierzchnikiem, wprowadza szczegółowe normy i ustalenia, które sama z upodobaniem łamie, czując się „ponad to”. Wobec osób, które kocha, przyjmuje postawę: „ja ciebie własną piersią ochronię przed złem tego świata” — ale i nie znosi nadmiernej samodzielności swoich wybranych. Szefowie lubią proste przyjemności, przy których często popadają w przesadę: lubią zdrowo się zmęczyć, tańczyć do rana, upijać się, bez umiaru korzystać z seksu. Baz zażenowanie ujawniają swoje stany emocjonalne, pragnienia i kontrowersyjne opinie. Odruchowo „wiedzą, czego chcą”. Kiedy czegoś chcą, idą do celu najkrótszą drogą, zapominając o dyplomacji.

Typ Szefa był bardzo ceniony na Dzikim Zachodzie, na pograniczach i w środowiskach skłóconych z prawem, stąd wielka popularność takich postaci w literaturze.


Typ numer Dziewięć, czyli Mediator albo: „Co ja właściwie tu robię?”

Ze swoich pierwszych dziecięcych konfrontacji ze światem Dziewiątki najboleśniej odczuły bycie pominiętym i niezauważonym. Zapamiętały lekcję, że ich potrzeby są nieważne, a ich głos się nie liczy. Jako radę na to znalazły: zadowalanie się namiastkami i dostosowywanie się do cudzych potrzeb. Skutkiem tego Mediatorzy lepiej wiedzą czego chcą inni (również czego inni chcą od nich), aniżeli czego chcą sami. Kiedy pojawia się jakaś ich ważna, osobista potrzeba, Dziewiątka łatwo zapomina o niej, zastępuje czymś łatwiejszym do osiągnięcia — albo przejmuje cudzy punkt widzenia i cudze preferencje. Głęboką „zadrą” w duszy Dziewiątek jest to, że nie wiedzą kim są, i co naprawdę chciałyby osiągnąć.

Jeżeli w jego otoczeniu pojawią się sprzeczne propozycje i różne stanowiska, człowiek z tego typu stara się zająć pozycję środkową (dlatego właśnie został nazwany „Mediatorem”) — ani za, ani przeciw. Dzieje się tak dlatego, że znakomicie umie dostrzec wartości każdego stanowiska i przyznać rację każdej ze stron. Nie widząc powodów, dlaczego właściwie sam miałby mieć rację, zwleka z podejmowaniem własnych decyzji. Stara się tak długo, jak tylko się da, zachować postawę nieokreśloną, i nie mówić ani „tak”, ani „nie”. Mediator unika wyraźnych stanowisk właśnie dlatego, że w głębi ducha czuje, że jego głos i tak zostanie pominięty. Gdy Dziewiątki biorą udział w jakichś przedsięwzięciach, mają wrażenie, że nie tyle czegoś chcą (że dokonały wyboru), ale że uległy konieczności, że robią coś dlatego, gdyż „tak trzeba”, że „nie wypada inaczej” — lub że nie potrafią odmówić. Ponieważ cudze odczucia odbierają silniej niż własne, odmawianie innym sprawia im szczególnie wielką przykrość — jakby to im samym odmawiano. Mediator często czuje się pociągnięty przez entuzjazm innych, a sam opornie idzie za nimi, wciąż zastanawiając się: „co ja właściwie tu robię?” Nie mając nadziei na istotne dokonania, chętnie chwyta się wszelkich czynności zastępczych: wynajduje dla siebie jakieś nieszkodliwe hobby, objada się słodyczami, gapi w telewizor, popija rytualne piwka i herbatki. Nie umie sprawnie odróżniać spraw istotnych od nieistotnych, zna za to mnóstwo sposobów, jak odwrócić własną uwagę od spraw naprawdę ważnych. Wszystko to składa się na zjawisko zapominania o sobie.

Dziewiątki tłumią swoją energię. Robiąc coś, co nie jest ich własne, są naładowane gniewem, ale nie dopuszczają, aby ten gniew się ujawnił. Chodzą naburmuszone, a swoja niechęć wyrażają pośrednio, przez zwalnianie tempa, zwlekanie, odkładanie decyzji. Kiedy już na coś wyrażą zgodę, niechętnie zmieniają swoje postanowienia, które przecież wymagały od nich aż tak wielkiego wysiłku. Dlatego mają skłonność otaczać się niepotrzebnymi przedmiotami, z których nie potrafią zrezygnować.

Zaletą Mediatorów jest to, że potrafią zrozumieć innych i dać im oparcie, nie żądając niczego w zamian. W grupie stają się wyrazicielami interesu wspólnoty, „ducha grupy”, który potrafią uchwycić najlepiej ze wszystkich typów enneagramu.


Typy przechodzą jeden w drugi

Strzałki na wykresie dziewięciu typów enneagramu nie zostały narysowane przypadkiem — pokazują one, jak każdy z typów się zmienia, kiedy przychodzą „ciężkie czasy” — stres i konieczność mobilizacji. W warunkach stresu każdy typ zaczyna przypominać kolejny według strzałek. I tak:

  • Jedynka-Perfekcjonista kiedy źle się dzieje, ma poczucie, że wszystko się wali, że nadchodzą katastrofy i nieodwracalne straty, i w swojej histerii przypomina Czwórkę-Tragicznego Romantyka.
  • Dwójka-Dawca w warunkach twardej konieczności bierze sprawę we własne ręce, przejmuje — choć z trudem — dowodzenie, i w tym naśladuje Ósemkę-Szefa.
  • Trójka-Wykonawca wobec trudności ogląda się na innych, stara się „położyć uszy po sobie” i dopasować się do innych — postępuje tak, jakby była Mediatorem-Dziewiątką.
  • Czwórka-Tragiczny Romantyk, kiedy już nie może dać sobie rady inaczej, stara się zdobyć czyjąś sympatię, wkupić się w czyjeś łaski i na tej drodze uzyskać pomoc — a jest to metoda Dwójki-Dawcy.
  • Piątka-Obserwator w trudnych warunkach wychodzi ze swej wieży, zaczyna zachowywać się jak aktor grający rolę, „puszcza” dotychczasowe rygory — i upodabnia się przez to w pewnym stopniu do Epikurejczyka-Siódemki.
  • Szóstka-Adwokat Diabła w warunkach stresu, kiedy całe zło pokazało już swą twarz, sprawnie działa — jakby była Trójką-Wykonawcą.
  • Siódemka-Epikurejczyk przyciśnięta do muru usztywnia swoje stanowisko, chwyta się kilku wypróbowanych zasad — w czym przypomina Jedynkę-Perfekcjonistę.
  • Ósemka-Szef w obliczu trudności „zamyka się w swojej jaskini”, aby z oddali i bez zbędnego zaangażowania wszystko przemyśleć — a więc zachowuje się jak Piątka-Obserwator.
  • Dziewiątka-Mediator na kłopoty reaguje postawą: „sam jeden przeciw wrogiemu światu” — a jest to postawa Szóstki-Adwokata Diabła.

I odwrotnie, kiedy przychodzą dobre czasy, kiedy nic nie zagraża i można się rozluźnić, poszczególne enneagramowe typy upodobniają się do swych sąsiadów w przeciwnym kierunku niż pokazują to strzałki na wykresie:

  • Perfekcjonista zaczyna sprawiać sobie przyjemności i kolekcjonować miłe wrażenia, tak jakby był Epikurejczykiem.
  • Dawca pozwala sobie na fantazje, utopie i udawanie „wybranego” członka elity, czym przypomina Tragicznego Romantyka.
  • Wykonawca wynajduje sobie różne mocne wrażenia dostarczające mu dreszczyku emocji i ryzyka — wkracza w świat Adwokata Diabła.
  • Tragiczny Romantyk kultywuje bycie swoim własnym ideałem, trzyma się własnych wysokich standardów — przypomina wiec Perfekcjonistę.
  • Obserwator czuje się pewnie na swoim podwórku i zaczyna się szarogęsić — jak Szef.
  • Adwokat Diabła wczuwa się w psychikę, nastroje i problemy innych ludzi — jak Mediator.
  • Epikurejczyk pozwala płynąć wydarzeniom, w które nie ma ochoty ingerować — zachowuje się jakby był Obserwatorem.
  • Szef pomaga innym i wychodzi naprzeciw ich potrzebom — jak Dawca.
  • I wreszcie Mediator w warunkach komfortu i braku zagrożeń z największą ochotą daje z siebie wszystko i spełnia się w działaniu, upodobniając się do Wykonawcy.

Skąd się wziął enneagram?

Jak to jest w przypadku wielu wielkich wynalazków, początki enneagramu giną w pomroce dziejów. Wiemy na pewno, że w Europie pierwszym, który znał enneagram, był Georgij Iwanowicz Gurdżijew, tajemniczy mędrzec urodzony na Kaukazie, który wiele lat spędził na podróżach po Bliskim i Dalekim Wschodzie. Gurdżijew twierdził, że enneagram poznał od sufich — muzułmańskiego bractwa działającego głównie w Iranie i kultywującego wiedzę tajemną. W Instytucie Harmonijnego Rozwoju Człowieka, który Gurdżijew założył i prowadził w Paryżu w latach międzywojennych, na podłodze był wyrysowany schemat dziewięcioramiennej gwiazdy enneagramu, który służył jako wzór do medytacyjnych tańców. Gurdżijew przekazał swoim uczniom, że we wzorze tym zapisana jest wielka tajemnica, nic nie wiadomo jednak o tym, aby kiedykolwiek posługiwał się enneagramem jako systemem typów charakteru.

Do psychologii enneagram został wprowadzony przez nauczyciela z Chile, Oscara Ichazo. W 1970 roku w mieście Arica na pustyni na północy Chile Ichazo zaczął prowadzić treningi, których sława wkrótce dotarła do Ameryki Północnej i zaczęła się na nie zjeżdżać elita ówczesnych amerykańskich psychologów i psychoterapeutów. System typów ennegramu w tej postaci, jaka jest znana obecnie, został opracowany przez jego ucznia Claudio Naranjo. Wielki program badania ludzi i ich psychicznych problemów w oparciu o ów system zainicjowała w USA najbardziej chyba znana znawczyni enneagramu, Helen Palmer. Jej książkę „Enneagram”, przełożoną na polski i wydaną przez Jacka Santorskiego, gorąco polecam wszystkim, którzy czują, że „to jest to”.

Dziś enneagram znany jest i popularny przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, gdzie istnieją różne szkoły i odmiany tego systemu. (W Europie najlepiej przyjął się we Francji, za to w Anglii jest niemal nieznany.) W USA stale odbywają się wykłady, szkolenia i treningi, na których ludzie poznają swój typ enneagramu i uczą się w oparciu o te wiedzę uwalniać się od swoich psychicznych skrzywień i sprawniej wykorzystywać własne możliwości. Enneagram stał się w Ameryce biznesem, bowiem za wiedzę o sobie samych Amerykanie gotowi są płacić terapeutom ciężkie pieniądze. Stało się to także powodem sporów pomiędzy szkołami enneagramu o to, kto był pierwszy i jest bardziej autentyczny, a poszczególne nazwy typów (”Szef”, „Mediator” i tak dalej) zostały zastrzeżone w urzędach patentowych.

Ciekawe, że enneagramem zainteresował się — tak zwykle niechętny ezoterycznym nowinkom — kościół katolicki, a przede wszystkim jezuici. Enneagram od lat jest wykładany na prowadzonym przez ten zakon uniwersytecie w stanie Illinois, a znajomość dziewięciu typów i ich słabości okazała się skutecznym narzędziem w rękach nie tylko psychoterapeutów, ale i... spowiedników.

Wojciech Jóźwiak

Artykuł napisany na zamówienie miesięcznika „Marie Claire”. Sierpień '99.


komentarze

1. Przejeścia • autor: Nierozpoznany#10542010-08-28 19:34:25

A jak jest z tymi przejściami (w komforcie i w stresie) w przypadku typów pośrednich?. Np w co przechodzi Jedynka z odchyłem (to się chyba nazywa prawidłowo "ze skrzydłem") w Dwójce, albo Czwórka ze skrzydłem w Trójce?

re-komentarz Autora:

Nie wiem. Zachęcam do szukania w literaturze. Ale czy aż takie dzielenia włosa na czworo ma sens? (Jak "dwadasiamsia" w astrologii?) Ostatecznie, w dostatecznie dużym przybliżeniu, naturalna ludzka zmienność, raczej różnorodność charakterów, przeważy nad schematem, podobnie jak przystawiając lupę do krawędzi deski nie zobaczymy już linii prostej.

   Wojciech Jóźwiak --- autor

2. A w enneagramie... • autor: Nierozpoznany#97652016-11-04 23:41:02

A w enneagramie nie chodzi czasem, podobnie jak w heksagramie, o alchemię? Wszak, przypadkowo oczywiście, ilość typów osobowości odpowiada temu, co mamy w drzewie życia. 9  typów osobowości = 9 planet.
[foto]

3. Nic mi o... • autor: Wojciech Jóźwiak2016-11-05 13:15:41

Nic mi o tym nie wiadomo. (Żeby enneagram, zwłaszcza przedstawiany przez Helen Palmer, miał jakikolwiek związek z alchemią. Nie ma też związku z numerologią ani z kabałą. Radzę patrzeć na enneagram jak na oryginalne zjawisko, a nie przeróbkę jakichś okultyzmów.)

4. łał • autor: Nierozpoznany#88512017-09-14 23:45:48

Panie Wojciechu jestem ,właściwie moja osobowość jest idealnie opisana w przykładzie 4 tak klarownie ten mój chaos jest opisany w tekściew 2015r jakoś wiosną pisałam dezyderatę mniej więcej w tym samym czasie też bajkę pt.watachawilkuówstadobaranów tyleże ta pisałam tak jak czuje słowo za słowem z głowy co mi podpowiedziały myślii to co czułam lecz nie chciałam opublikować jednej i drugiej tak mętnie na tarace ,więc pisałam najpierw na brudno w wordzie,iżałuje ponieważ obydwie zniknęły nieopublikowane... była to jedna wielka piękna bajka wszystko to była metafora żeby nie ujawniać prywatnych danych personalnych różnych osób z mojego otoczenia ale widocznie było im widocznie tak bardzo przykro ,że ich zachowanie które opisałam  w tych swoich dwóch dziełach mogłoby się spotkać z opinią innych niepostronnych osób. i zostać obiektywnie ocenione..moje dzieła zniknęły nie ma ich ślad ponich zagnioł przykro bardzo:( do dziś przez tą sytuacje zrezygnowałam z pisania. i teraz jak piszę ten komentarz widzę że to już nie to samo,nie czuję się już oświecona i nie dostaje swoich przekazów jakie miałam wcześniej gdy pisałam wpadały mi słowa których nie znałam i nigdywcześniejnie słyszałam nie używałam taki wyższy poziom inteligencji mi się otwierał jakby mnie ktoś podpowiadał jakbym przeczytałam bibliotekę książek a na 20lat swojego życia szczerzę przeczytałam tylko jedną oddeskidodeski:) pt.`thesecret`
przejdę do sedna sprawy by nie siać lamentów, bardzo mi zależy by ten dar wsobie na nowo odzyskać by dar twórczej weny wrócił 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)