Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

10 sierpnia 2009

Wojciech Jóźwiak

Gdzie matriks cienknie
O przecieraniu się i puszczaniu neolitycznych systemów myślowych przesłaniających rzeczywistość

Kategoria: Pytania i granice

Japończycy - podobno - w ramach swojej rodzimej ("rodzimowierczej"!) religii wierzą w tysiące bóstw, czy raczej duchów-bogów zwanych kami. Jednym ze sposobów na wyrażenie czci dla danego bóstwa jest przewiązanie jego posagu (lub innego wyobrażającego je przedmiotu) słomianym powrósłem. Tym, co tu powinno nas zadziwić, jest prostota tego gestu i skromność użytych środków. Jak w Księdze Przemian (Yijing), która przy heksagramie nr 41 oznajmia: "Do ofiarowania użyj dwóch małych miseczek".[1] Sama wyrocznia Yijing jest przykładem tej samej prostoty, jako że jej materialnym narzędziem jest pęczek 50 suchych patyków z tak pospolitej rośliny, jak krwawnik.

Prostota - prostota powrósła ze słomy lub patyków z pospolitego, porastającego miedze chwastu - jest przeciwieństwem tytułowego matriksu. Jeśli gdzieś pojawia się prostota, to nieomylny znak, że tam matriks cienknie.

Można być w styku z rzeczywistością - niemal bezpośrednio! - i można mieć pomiędzy rzeczywistością a sobą oponę matriksu.

Zdaje się, że bez jakiegoś matriksu nie możemy się obejść. Być może taka jest właściwość naszego umysłu. Lecz chociaż jakiś matriks zawsze cię będzie otaczać niby ubranie ciało, to jest wielka różnica między tym, kiedy matriks jest cienki - i kiedy jest potężny. A także jest wielka różnica, czy sam działasz tak, że rozsuwasz sieć matriksu, rozcieńczasz jego tkankę, czy przeciwnie, budujesz go, wzmacniasz, uszczelniasz, zawijasz się w niego i - na co wychodzi - chronisz się w nim przed tym, co rzeczywiste, bezpośrednie i proste.

"Matriks", to oczywiście od tytułu filmu Larry'ego i Andy'ego Wachowskich. Film jest z roku 1999 i chyba wszyscy go znają, ale dla porządku przypomnę. Tytułowy matrix - lub tytułowa, bo słowo to powinno po polsku dostać rodzaj żeński - to informatyczna struktura, która w świecie tamtego filmu karmi ludzkie mózgi sfabrykowaną informacją o wirtualnym świecie, którego naprawdę nie ma, podczas gdy ludzkie ciała spędzają życie leżąc w pojemnikach z cieczą. Matrix, słowo które do angielskiego weszło z łaciny przez francuski, znaczy macica. W angielskim ma jeszcze drugie znaczenie: znaczy to, co po polsku macierz w sensie matematycznym, czyli struktura matematyczna zbudowana z wielu uporządkowanych liczb, która sama ma własności dodawania i mnożenia jak liczba. Ten drugi sens, masa liczb, także gra w filmie Wachowskich. Komputerowo kierowana masa liczb zastępuje świat ludziom prześniwającym życie w komórkach swojej macicy.

Podobny upiorny wirtualny świat niby-przyszłości wykreował Stanisław Lem w noweli "Kongres futurologiczny" z roku 1971, prawie 30 lat przed Wachowskimi. (Lem wszędzie był pierwszy![2]) Różnica ta, że u Lema wirtualny łże-świat zbudowany został nie przy pomocy superkomputera, lecz chemicznych super-halucynogenów, tak zwanych w powieści "maskonów", które celowo słanymi do mózgów obrazami maskowały rzeczywistość. Bohater i narrator opowieści, Ijon Tichy, dowiaduje się, że kręcąc się na karuzeli, gdy ktoś scyzorykiem wydłubie dziurę w osłonie kabiny, może zobaczyć rzeczywistość odarta ze wszystkich masek. Jednak i ta nadzieja na kontakt z rzeczywistością okazuje się płonna, bo sam  scyzoryk jest halucynacją! Tichy poznaje, czym jest "realiza" - "liza" czyli rozpuszczenie-rozproszenie "realu". Rzeczywistości już nie ma, nawet grzyby rzekomych wybuchów atomowych są preparowane przy pomocy "fungolowych pastylek". Halucynowany "pancernik kosztuje ćwierć centa" - dowiaduje się bohater od eksperta... o którym też nie ma pewności czy mówi prawdę. Gdyż po kolejnej dawce "ocykanu" Tichy swojego rozmówcę widzi jako niechlujnie posklejaną kupężywych ludzkich narządów i protez. Po resztę tej opowieści - długą, barwną, dramatyczną - odsyłam to tego chyba już mocno zapomnianego, a szkoda, dzieła Lema. Który był nie tylko przed Wachowskimi, ale i przed Baudrillardem.[3]

Można tylko mieć żal do Lema, że ów łże-świat postanowił mieć stworzony przez halucynogeny, podczas gdy wiadomo, że realne środki halucyno- lub raczej enteo-genne nie fałszują rzeczywistości i nie budują matriksu, lecz przeciwnie, odzierają świat z wyuczonych zasłon. Każą patrzeć bez filtrów - i dlatego od pół wieku są tak znienawidzone przez światowy estebliszment.[4]

Światy Lema i Wachowskich to metafora, literacka projekcja i amplifikacja czegoś, co jest naprawdę. Matriks istnieje w naszych umysłach, w naszych sposobach pojmowania i ujmowania rzeczywistości. Po czym poznać i jak odróżnić matriks gruby od matriksu cienknącego? Matriks jest tam, gdzie dostarczane są wyobrażenia ciągłości, solidności i całości. Kiedy masz iluzję tego, że wiesz, "jak to wszystko jest", wtedy właśnie myślisz matriksem i patrzysz poprzez matriks. Dlatego William Blake protestował przeciwko fizyce Newtona, ponieważ ona uzurpowała sobie wiedzę o całości świata - wiedzę, którą zmetaforyzował jego rówieśnik Pierre Simon de Laplace, każąc wyobrazić sobie (tak później nazwanego) "demona Laplace'a": istotę, która znając równania mechaniki oraz masy i prędkości wszystkich ciał we wszechświecie potrafi dowolnie obliczyć sobie jego przyszłość i przeszłość.

Matriks to informacyjna tkanka, każąca nam postrzegać rzeczy jako tworzące całość, zwartą masę, gdzie każde "coś" pociąga "coś innego", gdzie - jak powiada znów Księga Przemian - "pociągniesz za źdźbło, wyjdzie z nim cała darń" (heksagram 12. Pi, Zastój).[5] Nie ma niespodzianek. Nie ma nowości. A jeśli są dla ciebie, to tylko pozornie, bo w istocie (jak się myśli) jest Ktoś, dla kogo żadnej niespodzianki nie ma. Przeciwko temu "komuś" buntował się Nietzsche w przebraniu Zaratustry, mówiąc, że wstrętne jest mu wszystko, co wieczne i nieporuszone.[6] W świecie matriksu nie może być oryginalnych dzieł, bo skoro wszystko już w jakimś stopniu było, można mówić tylko cytatami, produkować cytaty i aluzje do cytatów. Mentalny matriks wszystko wyjaśnia, odsyła do tego, co "już było" i co "jest gotowe".

Matriks w świecie umieszcza gotową semantykę.[7] Przykładem skrajnym są średniowieczne bestiariusze, gdzie rzekome życie "bestii" - owych panter, pelikanów i bazyliszków - miało być niczym innym i niczym więcej jak wpisanym w świat umoralniającym kazaniem podnoszącym na duchu pobożnego chrześcijanina. Innym przykładem jest kabalistyczna gematria, nakazująca język - język świętych ksiąg, hebrajski - postrzegać i badać tak jak dziś uczeni badają prawa przyrody i twierdzenia matematyki: jako coś koniecznego. Co zresztą, zrozummy kabalistów, wynikało z ich założenia. Skoro, jak wierzyli, prócz świata Bóg stworzył tekst Biblii-Tory, to i ten jego twór musiał być tak samo nieuchronnie konieczny jak przyroda i liczby. Ich przeświadczenie utwierdzała ta okoliczność, że liczby pisane hebrajskim systemem dawały się fonetycznie wypowiadać, brzmiały więc jak (istniejące, hebrajskie) słowa, lub jak imiona aniołów i demonów. Ale też Żydzi zbudowali sobie matriks osobliwie gęsty.

Skoro wiemy już mniej więcej, czym jest matriks, to jak poznać, kiedy się on rozrzedza i pojawia się przeciwna tendencja, czyli "nie-matriks"? Matriks oferuje ciągłość - nie-matriks, przeciwnie, to znikanie i pojawianie się, to roje chwilowych bytów, o których trudno cokolwiek powiedzieć, kiedy już zamigotały i znikły. To, co spoza matriksu, nie daje się policzyć i być może dlatego polska szlachta broniła się przed królewskimi próbami spisania jej i wydania dyplomów, argumentując, iż "my nie bydło, aby nas liczyć". Tu przypomina się przypowieść Louisa Jorge Borgesa o ptakach,[8] które widzi w wizualizacji i których stado nie ma żadnej określonej liczby. Matriks oferuje regularność i powtarzanie, nie-matriks jest tam, gdzie okazje: okazje, które zapewne się nie powtórzą, ponieważ istotą ich jest jednorazowość. Do nie-matriks należy sztuka poruszania się w świecie, gdzie "nic dwa razy się nie zdarza".[9] Nie-matriks to także świat, w którym wiedza o nim nie nadąża za zmieniającą się rzeczywistością, o czym wciąż - na gruncie politologii - napomina swoich czytelników Jadwiga Staniszkis: inaczej niż ci teoretycy społecznego i historycznego bytu, którzy propagowali złudzenie, że "wiedzą, jak/dokąd to idzie" i  że ich wiedza jest pewna niby prawa Newtona. Wreszcie nie-matriks od matriksu odróżni się tym, że ten drugi z upodobaniem posługuje się modelami idealnymi, idealnymi ustrojami, idealnymi organizacjami, idealnymi rozwiązaniami. Niestety, libertarianie ze swoim anarcho-kapitalizmem zapisują się do matriksu! - skoro wierzą w idealny ustrój, w którym państwo nie przeszkadza sprzedać, kupować i zawierać dowolnych umów.

Wydaje się, że matriks jest "dzieckiem" neolitu, tak zwanej neolitycznej rewolucji, czyli uprawy roli w miejsce wcześniejszych łowów i zbieractwa. Matriks (jak się zdaje) powstał wtedy z konieczności uwierzenia w trwałość kosmicznej skorupy otaczającej człowieka, jego zasiewy i bydło. Bez tej wiary pierwszy rolnik nie wytrzymałby, nie wyczekał do żniw, do lasu by uciekł! Musiał wierzyć w trwałą, ciągłą i przewidywalną strukturę, która gwarantuje sens jego pracy i jego przeżycie. Struktura ta rychło prócz pojęć jęła mieć osobowych gwarantów: kapłanów i królów. Ci produkowali następne warstwy pojęć, coraz gęstszych, aż do Laplace'owego Demona.

Przeciwnie, nie-matriks jest z  ducha fazy archaiczniejszej, przed-neolitycznej i przed-rolniczej. Jest z amerykańskiego (indiańskiego) mezolitu i z australijskiego (aborygeńskiego) paleolitu. Dziwnym trafem, który warto byłoby zbadać (tylko jak?!), nie-matriks lepiej niż na Zachodzie zachował się w przesiąkniętych szamanizmem cywilizacjach dalekiego wschodu: Japonii, Chin i zwłaszcza Mandżurii. Dlatego w Japonii bóstwa są honorowane w tak nie-matriksowy sposób jakim jest owinięcie powrósłem, w Chinach wyrocznia przemawia przez tak nie-matriksowe narzędzie jak patyki z chwastu Achillea sibirica, a w Mandżurii opowiada się baśń o tym, jak schwytano, ugotowano i zjedzono, gdy nadarzyła się okazja, człowieka, którego poznano jako Ducha Korzeni.

W nie-matriksie jest duch polowania, którego istotą jest chwytanie okazji, która się nie powtórzy. Nietrafiony jeleń nie zawróci, by strzelec zachciał przebić go następną strzałą. Tygrys, który dziś ci groził, jutro może być o dzień drogi dalej. Polowanie jest przed-neolitycznym sposobem na życie. Szamanizm jest drogą myślenia ludzi sprzed neolitu. Stąd aktualność szamanizmu. Szamanizm wraca, ponieważ dobiega końca neolit i z nim jego matriksy. (Geny i ich dzicy nosiciele żyją poza matriksem, stąd uwaga i szacunek, jakimi szamani darzą zwierzęta.)

Dlatego pierwszą potrzebą tych, którzy próbują tej ścieżki, jest wyjście, choćby małe, poza matriks. Od-warunkowanie się. Od-uczenie wpajanych przez matriks odruchów, od-czarowanie. Dla przypomnienia tego od-czarowania, to co tu jest robione, nazywa się Twardą Ścieżką. Matriks jest miękką i usypiająca macicą - nie-matriks, a raczej miejsca, gdzie matriks cienknie, dają się podejść tylko po Ścieżce, która jest Twarda.

Miejsca, gdzie matriks cienknie, poznasz po tym, że tu jest nietypowo, nie tak jak wszędzie, dziwnie, paradoksalnie. Po tym, że tu rwą się wątki, zestawienia są nieharmonijne, jedno nie pasuje do drugiego, nie wiadomo, co powiedzieć i jakie uczucia żywić. Zbliżanie się do cienkich miejsc w matriksie jest liminalne. Nie-matriks jest zarazem informacyjną anekumeną.


Wojciech Jóźwiak

10 sierpnia 2009



Przypisy

[1] Tak w tradycyjnym "konfucjańskim" tekście Yijing tłumaczonym/interpretowanym przez Richarda Wilhelma (wg. I-Cing, Księga Przemian, wyd. Latawiec, Warszawa 1994); w tekście z Mawangdui jest inaczej.

[2] "Kongres futurologiczny", w S. Lem, "Bezsenność"Kraków 1971. W tymże opowiadaniu Lem wspomina o terroryście uzbrojonym w strzelbę-"papieżówkę", który wybiera się do Rzymu by zastrzelić papieża - na 9 lat przed podobnym czynem dokonanym już w realu przez Ali Agcę.

[3] Jean Baudrillard, "Symulakry i symulacja", Warszawa 2005

[4] ...który wydał im wojnę pod pretekstem zwalczania narkotyków.

[5] Tekst wg Wilhelma, patrz przypis 1.

[6] Gdy znajdę odpowiedni cytat, uzupełnię.

[7] Z rozmowy z Marcinem Hładkim.

[8] Uzupełnię.

[9] Nic dwa razy się nie zdarza / i nie zdarzy. Z tej przyczyny / zrodziliśmy się bez wprawy / i pomrzemy bez rutyny. Wisława Szymborska, zob. np. tu.




komentarze

1. hologram • autor: Algmor2017-02-24 12:39:16

bardzo to jest interesujące w kontekście tej teorii... www.geekweek.pl/aktualnosci/22868/dowod-na-to-ze-wszechswiat-moze-byc-hologramem

swoją drogą jeśli jest dwuwymiarowy proste symbole graficzne nabierają nowego hmm wymiaru


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)