TARAKA
zdjęcie Autora

24 grudnia 2010

Nes Havason

Gnostycki szaman, ukrzyżowane Słońce


Pamiętam jak dziś, gdy półtora roku temu we śnie zobaczyłem ten symbol wyrwany zupełnie z kontekstu, wiszący przede mną przez kilka sekund, na tyle długo, by udało mi się go zapamiętać. Po przebudzeniu przerysowałem każdy szczegół nie wiedząc właściwie czym jest ta mandala i czy w ogóle ma jakiś sens. Być może widziałem ten symbol już wcześniej i wyparty ze świadomości wrócił we śnie w nieco zmienionej formie. Takie rzeczy się zdarzają. Nie ma co zaraz interpretować tego jako ingerencji sił wyższych. Być może jest w tym coś więcej. Przez dłuższy czas nie miałem pojęcia co on oznacza, próbując po omacku zinterpretować jego znaczenie.

W noc przesilenia zimowego, gdy pracowałem nad gnostyckim tekstem "Narodziny Słońca", "przypadkiem" trafiłem na ten oto symbol:

Szukając jego znaczenia trafiłem na informację, że to symbol Asyryjskiego boga Słońca i wojny - Aszury (Aššur). Jakkolwiek by nie było, świetnie to pasowało do mojej obsesji na punkcie symboliki Słońca, Smoka i Lucyfera, walki światła z ciemnością. W mojej praktyce dualizm na czerwień i błękit, biel i czerń jest wręcz wszechobecny. Łączą się one w Indygo (lub fiolet) i szarość (Cień jako połączenie światła i ciemności). Nawet ostatnio zbudowaną stronę w sieci oparłem na tym dualizmie - Agni i Soma.

Śledząc dalej wątek Assury zagnało mnie do hinduizmu. Tam Asurami zwano przeciwników Dewów (bogów). Odwrotnie było u Zoroastra - Ahura (Asura) był dobry, a Dewa (Devil) zły. Podobne brzmienie ma AEsir, czyli nordyccy Asowie (l.poj. - Ass), żeńskie Asynja. Zastanawiam się nad tym, czy nie nastąpiło pomieszanie na linii Aesir-Thurs, gdyż to Thursowie patrząc na ich charakter i podobieństwo do greckich Tytanów bardziej przypominają Assurów. Według Wiki "Termin asura odnosi się do osoby "poszukującej mocy" lub "spragnionej mocy"." Praindoeuropejski trzon "As" oznaczał istotę obdarzoną mocą". W mitologii hinduskiej Asurowie byli wcześniej równoprawni Dewom i są z nimi spokrewnieni. Tak jak Asowie pochodzą od Thursów (Odin był synem Thursa, Loki był Thursem). Zgadzałoby to się gnostycką wizją mitu stworzenia świata, nad którą niedawno pracowałem:

10. Oto Krew spłodziła bogów i ich losy.
Z Krwi Węża pochodzą bogowie.
Z Węża się narodzili.
(...)
27. Tak otworzyli Bramę do Śmierci
28. I przez śmierć przeszedł Rozpad - pierwszy z Assurów*, którzy zrodzili się z Krwi Węża, gdy ta wylana została rodząc Śmierć.
29. Zrodzeni a nie stworzeni.
(...)
39. Sześć odłamków czarnego lustra, i sześć odłamków białego.
40. Sześć płomieni ognia, i sześć ostrzy lodu.

To co czytamy w mitologiach oczywiście odzwierciedla poglądy panujących (zwycięzcy piszą historię) więc trzeba to brać pod uwagę. Stąd pogląd, że jakieś istoty są złe wnika po prostu z propagandy. W judaizmie też bogowie innych narodów było demonami, podobnie jak w chrześcijaństwie.

Ciekawy jest w tym wszystkim pogląd Steinera. Niestety nie mam dojścia do jego wykładów na temat Apokalipsy ("Die Apokalypse des Johannes" - jakby ktoś miał dojście w ang. lub polskim, byłbym dźwięczny) Jednak co nieco naświetlił mi sprawę esej J. Prokopiuka " Steinerowska demonozofia" w witrynie gnosis.art.pl.

Niestety z przykrością odkryłem, że o ile na temat Lucyfera i Arymana panowie mają coś do powiedzenia, to jednak kompletnie nic nie wiedzą o Asurze. Choć część z ich teorii zgadza się z moimi obserwacjami, m. in. niszczycielska moc ludzkiego "Ja", to jednak postrzegają oni całe zjawisko dość jednostronnie - jako permanentne zło. Co ciekawe, są w stanie dostrzec zarówno w Lucyferze jak i w Arymanie wielość poziomów przejawiania się ich natury**, jednak tego samego nie zastosowali w stosunku do Asury. Wyjaśnieniem dla mnie może być fakt, o którym pisze pan Prokopiuk, iż energia ta, choć starsza od lucyferiańskiej czy arymanicznej, pojawiła się na arenie ludzkiej stosunkowo niedawno i panowie po prostu nic o niej nie wiedzą. I tu dostrzegam pewien błąd, skądinąd u gnostyka niezrozumiały - opieranie się na literaturze, zamiast na gnosis. Wedle mojego kilkuletniego*** rozgryzania problemu natury Ja i bezpośredniego doświadczania.**** nie można rozpad ego (JA) jednoznacznie i autorytarnie uznać za zło. Nie ja pierwszy na to wpadłem. W końcu religie wschodu też opierają się na pracy nad uwolnieniem spod wpływu przywiązania, na którym bazuje ludzkie ego i dostrzegają w Ja źródło iluzji odcięcia od świata. W takim ujęciu Asurowie przestają być już tymi złymi, a stają się kluczem do uwolnienia spod wpływu ego. Jak widać na przykładzie mitologii czy historii, przeciwnicy panujących zawsze są źli. Za czasów komunizmu kapitalizm był zły. Teraz mamy na odwrót - to kapitalizm jest dobry, a komunizm zły. A więc zniszczenie Ja jest złe? Patrząc na rządy totalitarne, religijne czy świeckie, rzeczywiście siły dążące do unifikacji jednocześnie zniewalały jednostkę, niszczyły indywidualne Ja na rzecz masy. Ale czy o to chodzi w buddyzmie, czy to jest cel Assurów? Wedle mnie, nie. Być może patrzę na to inaczej, gdyż mam inne doświadczenia. Tym, co każe mi odmiennie pojmować zjawisko zniszczenia Ja, jest moje doświadczenie szamańskie. Ci którzy choć trochę liznęli temat wiedzą, że śmierć Ja, jego rozpad jest naturalnym zjawiskiem inicjacji szamańskiej. Tyle że Steiner zatrzymuje się na samym rozpadzie zapominając, że jeśli jest śmierć, może też być i anastasis - odrodzenie. I to odrodzenie jest kluczowym doświadczeniem na drodze szamana. Umiera, zostaje rozdarty na części by powstało nowe Ja, nowy człowiek. W przypadku doświadczenia szamańskiego to duchy odpowiedzialne są za proces śmierci i odrodzenia. W moim gnostyckim ujęciu te duchy zyskują imię: Assurowie. W przeciwieństwie jednak do większości gnostyków nie postrzegam wcielenia jako permanentnego upadku - ach, te moje szamańskie korzenie. Wręcz przeciwnie. Gdy uwalniasz się spod wpływu Ja, staje się ono narzędziem, czyli tym, czym jest w istocie. Jednakże to już nie my (możecie tu wstawić słowo "Jaźń" lub "Gwiazda") podlegamy jemu, lecz ono nam. Wówczas korzystamy z percypowania rzeczywistości przez pryzmat ego nie tracąc świadomości jedności z rzeczywistością.

W moim prywatnym rozumieniu (aktualna teoria, którą od niedawna badam) rzeczywistość doświadcza siebie samej właśnie przez wielość Ja. Dzięki temu może doświadczać samej siebie. Wszelkie jednostkowe Ja zawiera się w Absolucie, choć może nie być tego świadome. Dzieje się to analogicznie do sytuacji we śnie, gdy nasza podświadomość tworzy różne postacie, które w istocie są składowymi nas samych. W gnostyckim ujęciu żyjemy w więzieniu*****. Gnostycy odrzucają wcielenie jako pierwiastek zła (Aryman, Demiurg) dążąc do wyzwolenia. W moim rozumieniu nie chodzi o to, by wyzwolić się z więzienia i uciec stąd, co i tak w końcu się stanie, ale by zniszczyć kraty i uwolnić się spod wpływu strażników, którzy czuwają nad tym, byśmy pozostawali w stanie uśpienia. Kiedy to się dzieje, możemy wciąż doświadczać wcielenia, materii, rzeczywistości (jakkolwiek to zwać), ale będąc wolnym. To czego szukam, to stan pośredni, neti neti, nie światło i nie cień, ale na granicy pomiędzy tymi dwoma. Dzięki temu można doświadczać obu, będąc w pełni sobą. Używając symboliki braci Wachowskich - chodzi o stan, który Neo osiągnął w trzeciej części trylogii, stan pomiędzy matrixem a realem. Nie chodzi o uwięzienie pomiędzy dwoma światami (stacja kolejowa), ale o zdolność funkcjonowania w obu światach. Tę zdolność szamani uzyskują przechodząc przez śmierć i ponowne narodziny. Stają się tymi, którzy funkcjonują między światami Ducha i Materii, ucząc się panowania nad własną mocą. Stają się Asurami - "obdarzonymi mocą".


Nes Havason



Przypisy

* Słowo Assura dodany przeze mnie. Wcześniej było tam "pierwszy z braci", choć nie ma tu mowy o płci. Po prostu brakowało mi odpowiedniego słowa, i właśnie się pojawiło.

** Jerzy Prokopiuk pisze o Lucyferze i Arymanie: "Steiner wielokrotnie podkreśla, że same w sobie są one jak gdyby dalej dobre i jasne, a tylko w naszym kosmosie odgrywają taką rolę, ponieważ to jest ich forma poświęcenia się dla człowieka."

*** Właściwie to zaczęło się to 12 lat temu po lekturze Valis P.K. Dicka, które stało się katalizatorem dla kolejnych doświadczeń.

**** W końcu gnostycyzm opiera się na bezpośrednim doświadczaniu, na gnosis, choć 12 lat temu nie wiedziałem, że istnieje coś takiego, jak gnoza.

***** Popularną formą tej tezy jest "Matrix" Wachowskich.

komentarze

1. Kilka uwag • autor: Wojciech Jóźwiak 2011-02-09 20:37:17

Podobieństwo sanskryckiego lub staroirańskiego słowa deva i angielskiego devil, czytaj "devL", każe podejrzewać, że pewne pojęcia lub nazwy bytów lgną lub dążą do pewnych form fonetycznych, niejako ponad głowami swoich użytkowników. Bo oczywiście te słowa nijak nie są spokrewnione, angielskie pochodzi od greckiego diabolos czyli dosłownie "roz-rzucający". Sanskryckie należy do tego samego szeregu co łacińskie deus ("bóg"), a u Słowian-niedowiarków dziw-ny.
Podobnie dziwnie się spotkały w angielskim ego i eagle, "ja-ego" i "orzeł", oba ostatecznie z łaciny (ego, aquila), a po angielsku wymawiane prawie tam samo.
Warto byłoby przejrzeć różne języki pod tym kątem.

Polecam Jana W. Suligi VII lekcji o egregorach - piękna koncepcja; to co on nazywa egregorami ma właściwości Steinerowskich Asurów.

Artykuł bardzo ciekawy! - A sprawy poruszane warte wypraktykowania.

Autor, jego teksty
Aby pisać komentarze zaloguj się lub zarejestruj.

Udostępnij: Facebook   Wykop
drukujDrukuj

Warsztaty Taraki

Promocje

Ogłoszenia

Zamów ogłoszenie/reklamę. Cennik, zasady | Abonament | Jak publikować u nas teksty | Jak założyć i prowadzić blog | Mapa i przewodnik po Tarace

© Copyright by Taraka. Prawo rozpowszechniania zastrzeżone.
wróć na górę wróć na górę

Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)