Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

05 kwietnia 2011

Światosław Florian Nowicki

Heglowski klucz do astrologii
Podstawowy dla rozumienia astrologii tekst, napisany 1985; jako rozdział wszedł do książki "Cykle zodiaku", 1992

Kategoria: Astrologia
Tematy/tagi: astrologiaplanety w astrologiiznaki zodiaku

Tekst napisany w lipcu i sierpniu 1985, pierwszy raz opublikowany w Colloquia Communia nr 4-5/1986; potem jako rozdział w książce: Światosław Florian Nowicki, Wojciech Jóźwiak, "Cykle zodiaku", 1992.


W artykule tym podejmuję próbę wzajemnego uzgodnienia astrologii i heglowskiej teorii podmiotowości zinterpretowanej w duchu antropologicznym. Pragnę w ten sposób dać przykład praktycznego zastosowania myśli Hegla, a także pokazać, że dzięki niej astrologia może uzyskać filozoficznie pogłębioną samowiedzę i wyższy poziom intelektualny, a przez to przybrać postać, w której zapewne łatwiej jej będzie przemówić do racjonalistycznie nastawionego umysłu. Z perspektywy filozofii samego Hegla zabieg taki można określić jako wydobycie z astrologii jej treści filozoficznej. Albowiem zgodnie z zakładanym przez niego mechanizmem rozwoju ducha absolutnego, prawda występuje początkowo w formach niefilozoficznych, takich jak sztuka czy religia, a zatem w formach, wśród których z powodzeniem można umieścić również astrologię. I dopiero potem pojawia się filozofia ujmująca prawdę w sposób najbardziej adekwatny - pojęciowy. Takie podejście oznaczałoby jednak zarazem „zniesienie” astrologii, tzn. zachowanie zawartej w niej filozofii, a odrzucenie całej reszty, w szczególności zaś zakładanego przez nią wpływu planet i zodiaku na człowieka.

Można wyobrazić sobie, co Hegel miałby do powiedzenia na temat astrologii. Planety to wszakże obiekty przyrodnicze, a człowiek jest duchem i jako taki nie podlega żadnej zewnętrznej determinacji - określa się przecież sam z siebie, a jeżeli ma miejsce jakiś wpływ planet na człowieka to można go rozpatrywać jedynie w obrębie antropologii, pierwszego działu filozofii ducha subiektywnego, w którym duch występuje jeszcze jako dusza, jako pogrążony w życiu przyrodniczym. Ale gdyby przebadać dzieło Hegla pod kątem obecności w nim wątków zbliżających się do astrologii, być może znalazłoby się coś, co kazałoby zachować większą ostrożność przy domniemaniach na temat jego stosunku do tej doktryny. Czyż nie zaskakuje obecność w Encyklopedii nauk filozoficznych, w części dotyczącej przyrody, archaicznej koncepcji czterech żywiołów - koncepcji wciąż jeszcze funkcjonującej w terminologii astrologicznej? Czyż nie budzi pewnego zdziwienia temat rozprawy habilitacyjnej Hegla (De orbitis planetarum), w której zajmuje się on ciągiem arytmetycznym, jaki tworzą orbity planet, twierdząc, że - wbrew rozpowszechnionym poglądom - pomiędzy Marsem a Jowiszem nie ma bynajmniej luki? Ale poniechajmy tych rozważań - żadnej tezy dotyczącej tej kwestii nie zamierzam tu stawiać.

O ile z punktu widzenia Hegla ujęcie astrologii w sposób filozoficzny oznaczałoby jej „zniesienie”, to dla zwolenników astrologii wykazanie jej zbieżności z wyrafinowaną spekulatywną filozofią będzie z całą pewnością jeszcze jednym argumentem przemawiającym na jej korzyść - ukazaniem jej zgodności z „samym rozumem”, reprezentowanym przez wielkiego niemieckiego filozofa.

Można też, oczywiście, ująć całe zagadnienie od drugiej strony, tzn. jako okultystyczne potwierdzenie słuszności filozofii Hegla, a przynajmniej pewnych jej założeń. Co więcej, w symbolicznym języku astrologii można dostrzec nawet jakąś szansę bardziej zrozumiałego ujęcia tej filozofii, której własny język, mający być w założeniu znacznie bardziej adekwatnym wyrazem prawdy niż symbole czy wyobrażenia, stanowi faktycznie „twardy orzech do zgryzienia” dla naszego myślenia.

Zapewne szykowane tu „małżeństwo” Hegla z astrologią będzie dla wielu czytelników zakrawać na mezalians, choć liczę na to, że w swej większości są oni wolni jednak od takich uprzedzeń. A że również sam Hegel nader często odsądzany bywa od czci i wiary, i to nawet przez zadeklarowanych racjonalistów, więc na pewno znajdą się i tacy, dla których jedno warte jest drugiego. Wypada w związku z tym podkreślić widoczny fakt, że tak Hegel jak i astrologia budzą w naszej kulturze silne emocje, mając zarówno swoich płomiennych entuzjastów jak i fanatycznych przeciwników, przy czym ci ostatni nie zadają sobie zwykle trudu głębszego wniknięcia w przedmiot swojej niechęci, usprawiedliwiając się tym, że nie jest on po prostu tego wart.

W niniejszym artykule mogę w zupełności abstrahować od tego, czy astrologia ma jakąś wartość w swoich tradycyjnych zastosowaniach. Próbuję tu bowiem jedynie wyeksplikować zawartą w astrologicznej symbolice filozofię człowieka (a w szczególności teorię podmiotowości), z intencją rozpoznania w niej koncepcji heglowskiej, względnie dopasowania jej do niej. Ponadto zadaniem moim jest nadanie struktury systemu owej po heglowsku ujętej i zinterpretowanej treści zawartej w doktrynie astrologicznej. Wykorzystam do tego celu zarówno struktury specyficzne dla astrologii, takie jak zodiak i system korespondencji pomiędzy znakami zodiaku a planetami, jak i charakterystyczną dla Hegla formę sylogizmu.

Okoliczność, że właśnie doktryna heglowska legła u podstaw tego przedsięwzięcia, wynika nie tylko stąd, że Hegel stanowi przedmiot mojego szczególnego zainteresowania, ale przede wszystkim stąd, iż uważam, że jego koncepcja wciąż zachowuje swą wysoką wartość na gruncie filozofii człowieka, stanowiąc przy tym dalekie jeszcze od wyczerpania źródło inspiracji, a także klucz do zrozumienia wielu późniejszych prób filozoficznej refleksji nad fenomenem ludzkiej egzystencji.


Symbole planetarne

Słońce czyli samowiedza

Najważniejsza zapewne zbieżność pomiędzy filozoficznym punktem widzenia Hegla a astrologią wiąże się z symboliczną interpretacją, jaką otrzymuje w astrologii Słońce. Dla astrologii Słońce jest obiektem bezwzględnie najważniejszym, a przy tym jest ono w niej interpretowane jako samowiedza, co znakomicie koresponduje z punktem widzenia filozofii Hegla, tzn. z punktem widzenia podmiotu rozumianego przez niego jako samowiedza właśnie. Tak samo jak Słońce stanowi w swej rozwiniętej postaci System Słoneczny, tak i samowiedza jest w ujęciu Hegla systemem (totalnością) swoich momentów. Spróbujmy zatem rozwinąć pojęcie samowiedzy, tzn. wydobyć z niego jego poszczególne konieczne momenty zgodnie ze specyficzną heglowską logiką oraz porządkiem, jaki z niej wynika, a następnie zobaczmy, czy odpowiada im system symbolicznych znaczeń przypisywanych astrologicznie znaczącym obiektom, tzn. ciałom niebieskim tworzącym System Słoneczny.

Jedną z podstawowych różnic, na których Hegel opiera całą swą filozofię, jest różnica pomiędzy subiektywnością a obiektywnością, różnica stanowiąca zarówno punkt wyjścia, jak też, jako różnica zniesiona, rezultat jego systemu. Ale nawet w swej postaci zniesionej, wówczas, gdy obie jej strony zostają nawzajem w sobie rozpoznane, różnica subiektywności i obiektywności zawsze jednak w pewien sposób się utrzymuje, skutkiem czego heglowska absolutna idea istnieje w dwóch postaciach: obiektywnej i subiektywnej. Samowiedza, jako egzystencja idei stanowi jej formę subiektywną; o tyle więc fundamentalną dla samowiedzy różnicą będzie jej obiektywny ekwiwalent, jakim jest życie.

W naszych rozważaniach pozostawać będziemy niezmiennie na obszarze filozofii ducha i dlatego życie nie będzie tu występować jako forma samoistna, ale jedynie jako coś, co pozostaje w związku z duchem: jako życie ducha, jego własny moment. A zatem życie, reprezentując w stosunku do samowiedzy moment obiektywności, będzie tu z zasady ujmowane od strony subiektywnej, jako pewna różnica przejawiająca się w samej samowiedzy, jako to, co sprawia, że nie jest ona jedynie czystą samowiedzą. Ponadto w związku z tym, że w centrum aksjologii Hegla znajdują się wartości kulturowe, życie stanowi dla niego jedynie bezpośrednio naturalną przedmiotowość ducha, dla którego celem winno być nadanie sobie własnej przedmiotowości, tzn. przedmiotowości wytworzonej przez siebie i niejako z samego siebie, a tym samym zobiektywizowanie owego subiektywnego oderwania się od przyrody, które stanowi ogólną formę samowiedzy. Oznacza to, że samowiedzę ujmuje Hegel jako coś aktywnego, twórczego, podczas gdy życie ma dla niego przede wszystkim znaczenie biernego tworzywa stanowiącego pewien wyjściowy potencjał, a także czynnik o charakterze inercyjnym.

Księżyc czyli życie

Znalezienie astrologicznego odpowiednika dla tak określonego życia nie nastręcza żadnej trudności. Jest nim drugi co do znaczenia astrologiczny obiekt - Księżyc. Samowiedza i życie zajmować będą w rozwijanym tu systemie określeń podmiotowości pozycję uprzywilejowaną, jako że będą one rozumiane jako kategorie występujące w funkcji podmiotu w stosunku do pozostałych określeń. W odniesieniu do życia stwierdzić wypada, że również ono występuje jako coś podmiotowego, a w konsekwencji jako samowiedza. Oznacza to, że sam termin „samowiedza” funkcjonuje tu w sensie dwuznacznym - jako coś odróżnionego od życia, tzn. jako samowiedza abstrakcyjna, jako abstrakcyjna wolność, ale także jako wspólny rodzaj obejmujący zarówno życie jak i samowiedzę w znaczeniu węższym. Termin „samowiedza” oznaczać będzie również pewien określony typ samowiedzy, tzn. pewną określoną świadomość swojej istoty. W oparciu o omawianą różnicę samowiedzy i życia otrzymamy dwa zasadnicze typy samowiedzy - jeden typ samowiedzy reprezentować będzie jednostka, która uświadamia sobie - jako swą istotę - abstrakcyjną, czystą samowiedzę, natomiast drugi typ - jednostka, która utożsamia siebie z życiem, tzn. jako samowiedza uświadamia sobie ona swoją niesamoistność, swoją zależność od czegoś różnego niż świadomość, czym jest właśnie życie.

Podsumujmy więc dotychczasowy wywód twierdzeniem, że rzeczywista podmiotowość jest rozdwojona na to, co subiektywne, i na to, co obiektywne, na to, co osobowe, i na to, co rzeczowe, na samowiedzę i życie. Taka rozdwojona w sobie całość stanowić będzie podmiot wszelkich dalszych określeń, przy czym określenia te będą miały, siłą rzeczy, dwojaką interpretację w zależności od tego, czy odnosić je będziemy do „słonecznej” czy też „księżycowej” składowej podmiotu. Fakt umieszczenia w centrum systemu obok Słońca również Księżyca, wymaga pewnego wyjaśnienia. Słońce reprezentujące samowiedzę, stanowi centrum „niebiańskie” i w naszej interpretacji kosmologicznej wiążemy je z żywiołami kojarzącymi się właśnie z niebem, tzn. z żywiołami ognia i powietrza, a Księżyc, reprezentujący życie, stanowi centrum „ziemskie” i skojarzony zostaje z żywiołami ziemi i wody. To, że Księżyc, chociaż jest widziany na niebie, ma znaczenie samej Ziemi, wynika między innymi stąd, że w odróżnieniu od innych ciał niebieskich obraca się wokół Ziemi, a z heliocentrycznego punktu widzenia stanowi z Ziemią jedną całość. Natomiast temu, że jednak z ziemskiego punktu widzenia znajduje się on na niebie, odpowiada sposób, w jaki interpretujemy życie, które wchodzi tu w grę o tyle tylko, o ile przejawia się w samowiedzy.

Przy rozpatrywaniu samowiedzy w aspekcie jej wewnętrznej struktury, na plan pierwszy wysuwa się różnica pomiędzy samowiedzą (jako świadomością siebie) a świadomością (tzn. świadomością tego, co inne). Różnica ta pojawia się w sposób konieczny jako elementarne zapośredniczenie samowiedzy. W Fenomenologii ducha świadomość stanowi nawet punkt wyjścia, a samowiedza pojawia się jako szczególna forma świadomości, w której przedmiot, jako coś zewnętrznego, uległ zniesieniu, w wyniku czego skierowała się ona ku sobie samej, stając się w ten sposób samowiedzą. Zgodnie z właściwą Fenomenologii ducha logiką, samowiedza okazała się prawdą świadomości o tyle, o ile świadomość jest taką formą samowiedzy, dla której prawdą jest to, co zewnętrzne. W naszych rozważaniach ten rezultat jest z góry założony jako punkt wyjścia, tzn. wychodzimy od razu od samowiedzy, natomiast świadomość traktujemy jako jej konieczny moment, jako zapośredniczenie, w wyniku którego otrzymuje ona pewną konkretną treść. Treść samowiedzy jest bowiem funkcją tego, od czego „ja” w swej świadomości siebie się odróżnia, jako że faktycznie dane jest ono sobie zawsze jako negacja tego, co inne, tzn. za pośrednictwem refleksji.

Merkury czyli świadomość. Wenus jako pozytywne odnoszenie się do siebie

Astrologicznym odpowiednikiem tej różnicy, jaką w stosunku do samowiedzy stanowi świadomość, jest Merkury. Reprezentowana przez Merkurego świadomość stanowi jednostronnie obiektywny, zewnętrzny wymiar samowiedzy. Jako świadomość przyjmuje ona treść z zewnątrz, a sama założona jest jako „inne” swego „innego”, jako coś określonego w sposób refleksyjny. Ale samowiedza stanowi dla siebie w niemniejszym stopniu centrum, punkt wyjścia, tzn. jest odnoszeniem się do siebie, które ma charakter aktywny, jest bowiem dla samej siebie istotą - nie jakąś obojętną świadomością siebie, ale pozytywnym odnoszeniem się do siebie, odnoszeniem się do siebie jako do wartości, jako do celu. A zatem jest ona czymś, co winno być zrealizowane. Oznacza to, że samowiedza jest tu odróżnianiem siebie od siebie, tzn. siebie, jako pewnego bytu bezpośredniego, od siebie jako pewnego bytu wyobrażonego, pożądanego, z którym ów byt bezpośredni nie jest identyczny. Pozytywne odnoszenie się do siebie zakłada zatem istnienie negatywności i jest dążeniem do jej zniesienia i do zaspokojenia w ten sposób siebie. Astrologicznym odpowiednikiem tego momentu samowiedzy, którego istotę najlepiej oddaje kategoria wartości i zgodnie z którym samowiedza stanowi właśnie istniejącą wartość, jest Wenus.

Mars czyli negatywne odnoszenie się do innego

Ale to pozytywne odnoszenie się do siebie faktycznie realizuje się w formie sylogizmu, tzn. wiąże się z konieczności z jakimś odnoszeniem się do tego, co inne. Pierwotnym określeniem odnoszenia się do tego, co inne, jako relacji zapośredniczającej pozytywne odnoszenie się do siebie samego, jest bez wątpienia negatywne odnoszenie się do tego, co inne, symbolizowane w astrologii przez Marsa. Jednością pozytywnego odnoszenia się do siebie i negatywnego odnoszenia się do tego, co inne, jest to, co w terminologii heglowskiej określone zostało jako pożądanie. Hegel w Fenomenologii ducha zdaje się ujmować pożądanie i jego zaspokojenie wyłącznie w aspekcie subiektywnym, jako podnoszenie przez samowiedzę swej pewności siebie do godności prawdy. W ujęciu tym zewnętrzna samoistność w postaci rzeczy stanowi zagrożenie dla samowiedzy, dla jej pewności siebie, i dlatego właśnie trzeba ją unicestwić, odebrać jej ten pozór samoistności, by dzięki temu móc się rozkoszować pewnością siebie jako bytu dla siebie, w stosunku do którego cała reszta stanowi jedynie środek.

Jowisz czyli pozytywne odnoszenie się do innego

Negatywne odnoszenie się do „innego”, będące pierwotnie odnoszeniem się do rzeczy jako przedmiotu pożądania, jest również w ujęciu Hegla pierwszą formą odnoszenia się do „innego”, który jest sam w sobie samowiedzą - inną samowiedzą. Stosunek ten polega na nieuznawaniu tej innej samowiedzy jako bytu dla siebie, na traktowaniu jej jak rzeczy, jak środka. Ponieważ jednak odnoszenie się do „innego”, jako innej samowiedzy, jest czynnikiem konstytutywnym dla samowiedzy ludzkiej, negatywna forma tego stosunku oznacza w konsekwencji odtrącenie od siebie swojego najistotniejszego zapośredniczenia. Dlatego do pojęcia samowiedzy należy z konieczności także pozytywne odnoszenie się do „innego” jako „uznawanie” tego „innego”, odnoszenie się do niego, jako do czegoś, co również jest samowiedzą, bytem dla siebie. Tylko bowiem dzięki temu stosunkowi, stosunkowi społecznemu i osobowemu, samowiedza może stać się dla samej siebie czymś ogólnym. Pozytywne odnoszenie się do „innego” stanowi w ujęciu astrologicznym funkcję Jowisza.

Ale zgodnie z heglowską teorią antropogenezy, pozytywne odnoszenie się do „innego”, aczkolwiek samo w sobie stanowi istotny moment pozytywnego odnoszenia się do siebie jako samowiedzy, jest początkowo nie tyle wolnym samookreśleniem się podmiotu, co raczej czymś wymuszonym. Właśnie samowiedza zniewolona, niewolnik, jest pierwszą formą samowiedzy odnoszącej się do „innego” pozytywnie. Owo pozytywne odnoszenie się do „innego” jest, po pierwsze, uznawaniem innej samowiedzy, które oznacza podporządkowanie się jej, a po drugie, pracą, pozytywnym odnoszeniem się do rzeczy, kształtowaniem jej, nadawaniem jej wartości w odróżnieniu od negatywnego odnoszenia się do rzeczy, jakim jest jej konsumowanie, zużywanie. Ponieważ jednak praca jest zarazem negatywnym odnoszeniem się do rzeczy, znoszeniem jej bezpośredniej postaci, używaniem jej jako środka, więc na dobrą sprawę czynnikiem, który może wyraźnie odróżnić pracę od konsumpcji i w związku z tym nadać jej charakter właśnie pozytywnego odnoszenia się do rzeczy, jest odnoszenie się podmiotu do samego siebie w obu tych rodzajach odnoszenia się do rzeczy. O ile bowiem konsumpcja jest pozytywnym odnoszeniem się do siebie, zaspokajaniem siebie, o tyle praca jest autonegacją, zadawaniem gwałtu swej pierwotnej zwierzęcej naturze, podobnie jak autonegacją jest też pierwotnie uznawanie innej samowiedzy, pozytywne odnoszenie się do niej. A więc podobnie, jak pozytywne odnoszenie się do siebie wiąże się początkowo z negatywnym odnoszeniem się do tego, co inne, tak pozytywne odnoszenie się do tego, co inne, będzie miało najpierw swoją drugą stronę w negatywnym odnoszeniu się do siebie.

Saturn czyli negatywne odnoszenie się do siebie

W symbolice astrologicznej negatywne odnoszenie się do siebie, autonegacja, jest funkcją Saturna, a w filozofii Hegla relacja ta ma bardzo istotne znaczenie, odgrywając zasadniczą rolę w procesie kształtowania się człowieczeństwa. Jednostka zniewolona pod wpływem strachu przed śmiercią musi negować samą siebie, podporządkowując się drugiej, a dzięki temu neguje ona w sobie swą pierwotną naturę - zwierzęcość, przez co uczłowiecza się. Ale żeby to człowieczeństwo nie było tylko bytem samym w sobie, czymś odczuwanym przez jednostkę jako coś zewnętrznego, obcego w stosunku do jej prawdziwej istoty, musi ona rozpoznać w tej autonegacji swój własny sens, musi ją ująć od strony pozytywnej jako kształtowanie samej siebie, nadawanie sobie własnej, przez siebie i z siebie wytworzonej przedmiotowości. Owa autonegacja oznacza negowanie w sobie swojej bezpośrednio naturalnej, zwierzęcej przedmiotowości, tego co określilibyśmy ogólnym mianem „życia” i co w ujęciu astrologicznym stanowi „księżycową” stronę samowiedzy. Natomiast ten sam proces ujęty od strony pozytywnej, jako kształtowanie siebie, nadawanie sobie sensu kulturowego, jest funkcją samowiedzy, czystego „ja”, rozumianego jako wolne samookreślenie się, jako nieskończona siła twórcza, a więc wiąże się ze „słoneczną” stroną osobowości. Astrologicznym symbolem tego działania, które nie polega jedynie na manifestowaniu siebie, na czystej ekspresji, ale jest właśnie twórczym przekształceniem bezpośredniej, zastanej przedmiotowości, jest Uran.

Od Urana rozpoczynają się „dodatkowe” planety, nieznane w klasycznym systemie astrologii. W odróżnieniu od planet „zasadniczych”, z których każda rządzi zgodnie z tradycją dwoma znakami, na czym oparłem ich podwójną „słoneczną” i „księżycową” interpretację, planety „dodatkowe” będą miały tylko jedną podstawową interpretację. W przypadku Urana będzie to interpretacja „słoneczna”, natomiast Neptun i Pluton będą miały wyłącznie charakterystykę „księżycową”.

To, co symbolizuje w astrologii Neptun, można odnaleźć również w koncepcji heglowskiej jako dość istotny moment. Chodzi mianowicie o to, że symbolizowane przez Saturna negatywne odnoszenie się do siebie jest zawsze funkcją samowiedzy, świadomości, niezależnie od tego, czy jest to negatywne odnoszenie się do siebie jako „życia”, jak to ma miejsce w przypadku „słonecznej” interpretacji Saturna, czy też negatywne odnoszenie się do siebie jako samowiedzy - przy „księżycowej” interpretacji tej planety. Ale faktycznie u podstaw tej autonegacji leży pewien czynnik wykraczający poza samowiedzę, poza sferę świadomości. Kiedy Hegel opisując walczące na śmierć i życie samowiedze mówi, że nagle jedna z nich doznając śmiertelnego strachu została jakby sparaliżowana, cała w sobie zdrżała i całkiem się rozpłynęła, to jest to najwyraźniej ingerencja jakiegoś czynnika nieredukowalnego do samowiedzy. Jako strona podmiotowa wystąpiło tu samo „życie” wywołując modyfikację w samowiedzy, która w wyniku tego staje się zresztą siłą w stosunku do „życia” negatywną, restrykcyjną. Ale też, z drugiej strony, owo „życie” samo przez się już się właściwie zanegowało, rozpłynęło się zupełnie, stając się czystym abstrakcyjnym istnieniem, w którym wszelka dotychczasowa określoność uległa zniesieniu, choć, oczywiście, chodzi tu tylko o sposób, w jaki przejawia się ono w samowiedzy, a nie o jego byt sam w sobie. To „rozpłynięcie się”, którego skojarzenie z Neptunem narzuca się samo przez się, stanowi istotny moment w procesie kształtowania się człowieczeństwa, dzięki niemu bowiem jednostka staje się absolutnie plastycznym tworzywem dającym się od podstaw na nowo ukształtować.

Natomiast Pluton byłby w mojej interpretacji czymś analogicznym do Urana, ale w innej sferze, mianowicie w tej, w której umieściliśmy działanie Neptuna. Energia Plutona symbolizuje zatem pewne działanie, którego podmiotem jest „życie”, ale w odróżnieniu od Neptuna jest to działanie konstruktywne, twórcze. Podczas gdy Neptun reprezentuje rozpłynięcie się, dezintegrację, to Pluton symbolizuje reintegrację, odrodzenie się w nowej formie. Nadawanie sobie nowej formy jest, jak pamiętamy, również funkcją Urana. Ale Uran reprezentuje działanie czystego „ja”, czystego pojęcia, a zatem ma charakter par exellence kulturowy, podczas gdy Pluton ma wymiar „kosmiczny”. Jest to wymiar wykraczający poza horyzont filozoficzny Hegla, a w każdym razie nie funkcjonujący na tym obszarze jego filozofii, na którym poruszamy się w naszych rozważaniach.

Pierwszą wersję filozoficznego systemu antropologii skonstruuję na bazie systemu tradycyjnego, nie biorąc pod uwagę owych „dodatkowych” planet. Znaczenia, jakie przypisywaliśmy siedmiu podstawowym obiektom astrologicznym, tworzą w istocie spójną logicznie całość. Tak więc można je podzielić na te, które wyrażają odnoszenie się do siebie - Słońce i Księżyc jako symbole dwóch form świadomości siebie, świadomości siebie jako samowiedzy i świadomości siebie jako życia, oraz Wenus jako symbol pozytywnego odnoszenia się do siebie i Saturn jako symbol negatywnego odnoszenia się do siebie - i na te, które wyrażają odnoszenie się do tego, co inne - Merkury symbolizujący świadomość tego, co inne, Mars: negatywne odnoszenie się do tego, co inne, oraz Jowisz: pozytywne odnoszenie się do tego co inne. Można je też podzielić na te, które wyrażają stosunek pozytywny (Wenus, Jowisz), na te, które wyrażają stosunek negatywny (Mars, Saturn) i na te, które wyrażają stosunek neutralny względem różnicy pomiędzy tym, co pozytywne, a tym, co negatywne (Słońce, Księżyc, Merkury). Dla każdych trzech planet rządzących poszczególnymi dekadami danego znaku zodiaku jest tak, że znajduje się wśród nich planeta wyrażająca stosunek neutralny, planeta wyrażająca stosunek pozytywny, planeta wyrażająca stosunek negatywny, planeta (lub dwie) wyrażająca odnoszenie się do siebie oraz planeta (lub dwie) wyrażająca odnoszenie się do tego, co inne.

Przedstawione powyżej ogólne znaczenia planet będą się różnicować i konkretyzować w wyniku powiązania ich z zodiakiem.


Znaki zodiaku

Podczas gdy planety zinterpretowaliśmy jako momenty konstytuujące ogólną strukturę samowiedzy, znaki zodiaku ujmiemy jako różne typy samowiedzy, a ściślej jako kolejne etapy procesu realizacji pojęcia samowiedzy. W ramach cyklu zodiakalnego przyjmujemy rozwój dwutorowy: wyodrębniamy dwa skorelowane ze sobą ciągi, z których pierwszy obejmuje znaki od Barana do Panny w kierunku zgodnym z ruchem Słońca po ekliptyce, a drugi, równoległy, obejmuje znaki od Ryb do Wagi i rozwija się w kierunku odwrotnym [1] Punktem początkowym będzie punkt równonocy wiosennej, który nazwiemy „punktem Marsa” (ponieważ ta planeta jest władcą obu sąsiednich dekad - trzeciej dekady Ryb i pierwszej dekady Barana), a punktem dojścia będzie punkt równonocy jesiennej, który z analogicznego względu nazwiemy „punktem Wenus”.

[1) Zgodnie z następstwem znaków, jakie ma miejsce w trwającym 26 tysięcy lat cyklu precesji, zwanym rokiem platońskim.]

Pierwszą z tych linii rozwojowych, obejmującą znaki od Barana do Panny, nazwiemy „linią pana” względnie „linią samowiedzy samoistnej”, a drugą z nich - „linią niewolnika”, względnie „linią samowiedzy niesamoistnej”. Będzie to zgodne z opisaną w Fenomenologii ducha walką dwóch samowiedz, której wynikiem jest stosunek pana i niewolnika. Charakterystyki poszczególnych znaków zodiaku oparte zostaną na sylogistycznym powiązaniu znaczeń planet rządzących ich kolejnymi trzema dekadami. Planety rządzące dekadą pierwszą i trzecią pełnić będą w sylogizmach funkcje członów skrajnych, a planeta rządząca dekadą drugą wystąpi w roli członu średniego. Zgodnie z przyjętą zasadą dwóch kierunków rozwoju zodiaku, w obrębie jego jednej połowy, mianowicie w znakach od Barana do Panny, funkcję pierwszego członu skrajnego sylogizmu pełnić będzie planeta rządząca pierwszą dekadą znaku, a funkcję drugiego członu skrajnego - planeta rządząca jego trzecią dekadą. Natomiast w obrębie drugiej połowy zodiaku, tzn. znaków od Ryb do Wagi, przyjmiemy zasadę odwrotną. Znaki z obu połówek zodiaku są skorelowane parami. Są nimi kolejno: Baran i Ryby, Byk i Wodnik, Bliźnięta i Koziorożec, Rak i Strzelec, Lew i Skorpion oraz Panna i Waga. Okazuje się, że oba znaki w każdej parze są scharakteryzowane przez sylogizmy zawierające te same planety - różna jest jedynie interpretacja tych planet. Zawsze jeden ze znaków w parze należy do żywiołu ognia lub powietrza, a drugi - do żywiołu wody lub ziemi. W przypadku pierwszego z nich interpretacja rządzących jego dekadami planet będzie „słoneczna”, natomiast w przypadku drugiego - „księżycowa”. W przypadku znaków ognistych i wodnych obok tych samych planet w interpretacji „słonecznej” bądź „księżycowej” wystąpią w tej samej sylogistycznej funkcji również Słońce (w znakach ognistych) i Księżyc (w znakach wodnych).

Ponieważ Hegel istotę sylogizmu upatrywał w członie średnim, a różnicę pomiędzy członami skrajnymi traktował swobodnie, więc charakterystyki poszczególnych znaków będziemy wzbogacać „odwrotną” interpretacją odpowiednich sylogizmów.[2]

[2) Por. Ś. F. Nowicki: Sylogizm heglowski. [w:] Archiwum Historii Filozofii i Myśli Społecznej. T. 27. Warszawa, 1981.]

Przyjmujemy tu tradycyjny system korespondencji pomiędzy planetami a poszczególnymi dekadami znaków. Pierwszą dekadą znaku rządzi planeta będąca władcą całego znaku, drugą dekadą - planeta rządząca następnym znakiem z tego samego żywiołu, a trzecią dekadą - planeta rządząca poprzednim znakiem z tego samego żywiołu. Tak więc w przypadku pierwszej pary skorelowanych ze sobą znaków, Barana i Ryb, pierwszym członem skrajnym będzie Mars, władca Barana a tym samym jego pierwszej dekady, i jednocześnie władca Skorpiona, a zatem władca trzeciej dekady Ryb. Drugim członem skrajnym będzie Jowisz, władca Strzelca, a co za tym idzie, władca trzeciej dekady Barana, i jednocześnie władca Ryb i w szczególności ich pierwszej dekady. Członem średnim będzie, w przypadku Barana, Słońce - władca Lwa, a w przypadku Ryb - Księżyc, władca Raka. Przystąpmy zatem do charakterystyki tej pierwszej pary znaków.


Baran i Ryby

Zgodnie z przyjętymi znaczeniami planet (Mars - Słońce lub Księżyc - Jowisz), sensem sylogizmu Barana i Ryb jest proces konstytuowania się stosunku społecznego. Ruch przebiega tu od negatywnego odnoszenia się do swego „innego” (symbolizuje to Mars) do pozytywnego odnoszenia się do niego (Jowisz). Zgodnie z doktryną Hegla stosunek ten wywodzi się z walki na śmierć i życie pomiędzy dwiema samowiedzami, walki, w której obie jednostki założone są jako takie same i zachowują się początkowo jednakowo: walczą narażając życie cudze i własne. Ale prowadzona konsekwentnie przez obie jednostki walka doprowadzić może jedynie do śmierci jednej z nich lub obu, a nie do stosunku społecznego, który stanowi dla nas cel tej walki. Żeby ten cel został osiągnięty, pomiędzy walczącymi jednostkami musi wystąpić różnica, a mianowicie jedna z nich musi w pewnej chwili zadrżeć ze strachu przed śmiercią i uświadomić sobie, iż życie, które naraża w walce, jest dla niej czymś istotniejszym niż samowiedza, w imię której tę walkę toczy. W ten sposób stanie się ona niezdolna do dalszej walki i podporządkuje się tej drugiej jednostce, która potrafiła zapanować nad swoim strachem. To podporządkowanie się drugiej jednostce oznacza uznanie jej, pozytywne odniesienie się do niej - jest to zatem negacja pierwotnego negatywnego stosunku, polegającego na nieuznawaniu i walce. Czynnikiem, który to sprawił, jest strach, absolutny strach przed śmiercią, w wyniku którego jednostka ta uświadomiła sobie swój związek z życiem, uświadomiła sobie to, że jej istotę stanowi życie. Moment ten symbolizuje Księżyc - człon średni sylogizmu.

Tak samo jak pierwsza, również i druga jednostka zaniechała dalszej walki, ale z całkiem innego powodu: nie ze strachu, ale dlatego, że ta pierwsza zmieniła swoje zachowanie. Ponieważ ta pierwsza poddała się, więc nie ma już powodu do walki: zwyciężony nie zagraża już samowiedzy zwycięzcy, przeciwnie, stanowi jej zewnętrzne potwierdzenie, jej realizację. Dlatego zwycięzca zmienia swój stosunek do poddającego się, nie chce już go unicestwić, lecz zachowuje go przy życiu i zarazem przy sobie; nie puszcza go wolno, ale czyni swoim niewolnikiem. Mając go za niewolnika, odnosi się do niego, w tej nowej jego postaci, już pozytywnie.

To przejście od negatywnego do pozytywnego odnoszenia się do swego „innego” dokonuje się więc tu za sprawą osiągnięcia przez samowiedzę ambicjonalnej satysfakcji. A zatem jednostka ta (zwycięzca), pozostawiając tę drugą przy życiu, występuje właśnie jako samowiedza - bo jako „życie” raczej by ją unicestwiła. Zapośredniczeniem tego przejścia jest więc okoliczność, że jednostka ta, jako byt dla siebie, ma swoją istotę w samowiedzy, co symbolizuje człon średni sylogizmu, Słońce.

Dochodzi zatem do ukonstytuowania się stosunku społecznego, a zarazem dwóch przeciwstawnych typów samowiedzy. Pierwotnie bowiem obie te jednostki były takie same, miały taki sam cel i tak samo walczyły o jego urzeczywistnienie. Życie i samowiedza występowały początkowo w niezróżnicowanej jedności. Walka była wyrazem w równej mierze samowiedzy (jako walka o uznanie), jak i życia - jako dążenie do śmierci drugiego (zauważmy, że jest to dążenie sprzeczne z tym pierwszym). Dopiero w wyniku tej walki owe dwa momenty wyraźnie się od siebie oddzieliły - jeden stał się istotą jednej, a drugi drugiej jednostki; stało się to zaś za sprawą szczególnych doświadczeń, będących ich udziałem: strachu przed śmiercią oraz, po drugiej stronie, satysfakcji osiągniętej w wyniku bycia uznanym przez drugiego. Doświadczenia te, a co za tym idzie, dwa typy samowiedzy, jedna, dla której istotą jest samowiedza, i druga, dla której istotą jest życie, zostają utrwalone w wyniku ukonstytuowania się stosunku pan-niewolnik. Tak jak różna jest istota obu jednostek (istotę jednej z nich symbolizuje Słońce, a istotę drugiej - Księżyc), tak różne jest ich pozytywne odnoszenie się do siebie nawzajem, symbolizowane przez Jowisza, bowiem bardzo różni się pozytywne odnoszenie się pana do niewolnika od pozytywnego odnoszenia się niewolnika do pana.

W dotychczasowym wywodzie traktowaliśmy jednak negatywne odnoszenie się do „innego”, symbolizowane przez Marsa, jako określenie, którego sens jest w przypadku obu jednostek taki sam (jest nim walka), a zarazem jako określenie, które ulega zniesieniu na rzecz określenia przeciwnego wraz z ustaniem walki. Ale faktycznie negatywne odnoszenie się do „innego” trwa nadal po obu stronach, pomimo przerwania walki, tyle tylko, że ma już w obu przypadkach odmienny sens. Co więcej, towarzysząc odnoszeniu pozytywnemu, stanowi o wewnętrznej sprzeczności każdej z tych form samowiedzy. Tak więc pan zachowując niewolnika przy życiu, tzn. odnosząc się do niego pozytywnie jako do niewolnika, odnosi się negatywnie do niego jako do samoistnej jednostki. Traktuje go bowiem jako środek, nie uznaje go, a tym samym odpycha od siebie ten pozytywny sens, jaki miało dla niego pierwotnie bycie uznanym przez drugiego. Ponieważ sam nie uznaje tego drugiego, więc uznanie z jego strony nie może mieć dla niego żadnej wartości. Ale też na tym etapie nie jest jeszcze możliwa żadna inna forma afirmacji własnej samoistności, niż afirmacja przez negację samoistności „innego” - chociaż negacja ta nie idzie tu już tak daleko, jak w przypadku pożądania, które po prostu swój przedmiot unicestwia, dowodząc w ten sposób jego niesamoistności.

Dla wyrażenia tego aspektu samowiedzy samoistnej stosowne będzie odwrotne odczytanie odpowiadającego jej sylogizmu: pozytywne odnoszenie się Barana do „innego” jest jednocześnie negatywnym odnoszeniem się do tego „innego” za pośrednictwem tego, że jest on dla siebie samowiedzą. Żeby wyjaśnić sens takiego wyrażenia, należy odwołać się do różnicy pomiędzy samowiedzą a rzeczą, tzn. do różnicy, którą w przypadku obu jednostek pozostających w stosunku pan-niewolnik jest różnica między samowiedzą a życiem. Wówczas owo pozytywne odnoszenie się do „innego” oznacza w przypadku pana jego pozytywne odnoszenie się do niewolnika jako rzeczy, tzn. zachowanie go przy życiu, a negatywne odnoszenie się do niego jako samowiedzy, tzn. nieuznawanie go jako bytu dla siebie. Członem średnim jest tu samowiedza pana, czyli właśnie jego świadomość siebie jako samowiedzy, a nie życia, nie rzeczy. Żeby afirmować swoją istotę, samowiedzę, pan musi właśnie negować ją w niewolniku i traktować go jako rzecz. W wyniku tego realizacja panowania przybiera formę czysto rzeczową i w konsekwencji pan, będący pierwotnie „czystą samowiedzą”, ulega reifikacji, stając się Bykiem, samowiedzą nastawioną na zaspokojenie czysto rzeczowe.

Z kolei negatywne odnoszenie się niewolnika (Ryb) do pana wiąże się z tym, że będąc niewolnikiem, nie chce on nim być i nienawidzi pana, który go niewoli. Tak więc, o ile pan zachowuje niewolnika przy życiu, gdyż widzi w tym własny sens, niewolnik pragnie śmierci pana i wyzwolenia się od stosunku, który jawi mu się jedynie jako zaprzeczenie jego istoty. Niewolnik na etapie Ryb nie wzniósł się jeszcze do zrozumienia pozytywnego sensu związanego z niewolą, tzn. patrzy na ten stosunek jedynie ze zwierzęcego punktu widzenia i pragnie powrotu do stanu poprzedniego, do wolnego istnienia na łonie przyrody, w którym jego zwierzęca natura nie była jeszcze poddana zewnętrznemu uciskowi niewoli. Zapośredniczenie społeczne odbiera wyłącznie od strony negatywnej, toteż chce się od niego wyzwolić.

Ten aspekt samowiedzy niesamoistnej zostaje wydobyty przy odwrotnym odczytaniu odpowiedniego sylogizmu: pozytywne odnoszenie się „niewolnika”- Ryb - do „innego” jest zarazem jego negatywnym odnoszeniem się do niego, a dzieje się tak dlatego, iż jest on dla siebie życiem. Oznacza to, że niewolnik tylko w swych zachowaniach zewnętrznych odnosi się do pana pozytywnie, podczas gdy wewnętrznie buntuje się przeciwko swojej sytuacji i nienawidzi pana. Występująca tu w roli członu średniego świadomość swej istoty jako życia oznacza, z jednej strony, ów punkt widzenia, zgodnie z którym zapośredniczenie społeczne stanowi coś obcego względem własnej istoty. Z drugiej strony świadomość ta sprawia, iż odnoszenie się do „innego” przybiera tu specyficzną formę uczucia, w tym wypadku uczucia nienawiści. Uczucie jest bowiem formą świadomości różną od świadomości „czystej”: manifestuje się w nim coś głębszego i ciemniejszego, co ma swe korzenie w życiu, elemencie nieredukowalnym do świadomości. Taki uczuciowy, a zarazem skrywany pod maską zewnętrznej uległości Mars, rządzący trzecią dekadą Ryb, to oczywiście w znacznie większym stopniu Mars władca Skorpiona, niż Mars władca Barana, zwłaszcza, że ten „rybi” Mars ma charakter defensywny i jest reakcją na ofensywną, agresywną postawę Barana.

Tak samo wtórny charakter ma rządzący Rybami Jowisz. Pozytywny stosunek „rybiej” samowiedzy do „innego” nie ma charakteru autentycznego, jest tylko zewnętrzną uległością, po pierwsze opartą na negatywnym uczuciu, jakim jest strach, a po drugie związaną nierozłącznie z innym negatywnym uczuciem, jakim jest nienawiść. Tym samym Księżyc, rządzący drugą dekadą Ryb, jest podłożem uczuć negatywnych, a jako forma samowiedzy ma on charakter defensywny i zachowawczy - oznacza trwanie przy swej zwierzęcej naturze i wewnętrzny opór przeciw jej przekształceniu, którego bezpośrednią formą jest negatywny stosunek do „innego”, do pana. Ponieważ jednak środkiem do wyzwolenia, jakiego pragną Ryby, jest walka, a nie są one do niej zdolne, trwają więc w nierozwiązanej sprzeczności pomiędzy niewolą, która jest wszakże ich własnym wyborem, a niemożnością jej zaakceptowania, wynikającą z tego, że wewnętrznie zachowują wciąż swoją pierwotną naturę.

Rozwiązanie tej sprzeczności przyniesie faza Wodnika, reprezentująca samowiedzę jednostki, której pierwotna zwierzęca natura uległa przekształceniu w wyniku niewoli, a zwłaszcza w wyniku pracy będącej jej konsekwencją. Jest to samowiedza niewolnika, który rozpoznał w tym, co robi, swój własny sens, swoje człowieczeństwo, a tym samym - przynajmniej we własnej świadomości - wyzwolił się.


Byk i Wodnik

Byk to pan, który w wyniku nieuznawania niewolnika jako samowiedzy może swoje panowanie realizować jedynie w sposób rzeczowy, poprzez posiadanie rzeczy i korzystanie z nich, co mu umożliwia właśnie pośrednictwo niewolnika. Wodnik zaś to niewolnik, który w narzuconej sobie pracy rozpoznał swój własny sens, a zatem odnosi się w niej pozytywnie do siebie.

Począwszy od tej pary w sylogistycznej interpretacji znaków zodiaku obowiązywać będzie stały schemat. Charakterystykę znaków w aspekcie ich genezy, tzn. wywodzenia się z poprzedniej fazy w ramach danej linii rozwojowej, wyrażać będzie odwrotne odczytanie odpowiedniego sylogizmu, natomiast właściwy sylogizm oznaczać będzie związaną z danym znakiem formę samowiedzy, a zarazem właściwą jej sprzeczność, która sprawia, że przechodzi ona w formę następną. Ale genezą nowej formy samowiedzy jest nie tylko wewnętrzna sprzeczność właściwa formie poprzedniej: tę nową formę charakteryzuje bowiem również to, że przyswaja sobie ona pewien moment właściwy dla samowiedzy stanowiącej uprzednio jej przeciwieństwo.

Tak więc Byk, wywodząc się z Barana, zachowuje ogólną określoność samowiedzy pana, ale zarazem przejmuje pewien element obcy naturze Barana od skorelowanych z nim Ryb. Jest to mianowicie związanie się samowiedzy z elementem rzeczowości, z życiem, z tym co zwierzęce - w przeciwieństwie do tego, co ludzkie i duchowe. Odbywa się to na tej zasadzie, że pan, poprzez negatywne odnoszenie się do niewolnika jako samowiedzy, pozbawia się jako samowiedza swego istotnego zapośredniczenia i w konsekwencji odnosi się negatywnie również do siebie jako samowiedzy. Nie mogąc mianowicie czerpać ambicjonalnej satysfakcji ze stosunku pomiędzy sobą a niewolnikiem, musi on nastawiać się na uzyskiwanie, dzięki pośrednictwu niewolnika, zaspokojenia rzeczowego, a nie czysto myślowego.

Pierwszym członem skrajnym sylogizmu ujmującego samowiedzę Byka od strony jej genezy jest „księżycowy” Saturn - czyli negatywne odnoszenie się do siebie jako samowiedzy. Drugim członem skrajnym jest „księżycowa” Wenus - czyli pozytywne odnoszenie się do siebie jako życia, tzn. do swojej zmysłowej natury i do swoich materialnych potrzeb. Członem średnim w tym sylogizmie jest Merkury organizujący to zmysłowe zaspokojenie założone w sylogizmie jako cel, tzn. jako drugi człon skrajny. A ponieważ Byk jest panem, więc to organizowanie polega na wyznaczaniu celów, jakie ma realizować niewolnik, czyli na wydawaniu mu odpowiednich poleceń i zadbaniu o to, by zostały one wykonane. Tak więc relacja do „innego”, której natura była pierwotnie marsowa, określona jest teraz przez Merkurego: miejsce walki zajmuje umiejętne wykorzystanie „innego” do swoich celów.

Tak zinterpretowany sylogizm Byka ukazuje jego specyficzny cel jako rezultat reorientacji samowiedzy Barana. Cel Barana osiągany jest bowiem tylko w związku z walką, gdyż tylko wówczas, gdy ten „inny” walczy, liczy się on dla niego jako samowiedza, a zatem potencjalne źródło satysfakcji ambicjonalnej. Kiedy się poddaje, staje się czymś w rodzaju rzeczy, a fakt posiadania tej specyficznej rzeczy stawia zwycięzcę przed problemem uczynienia z niej jakiegoś użytku, który może być, oczywiście, jedynie użytkiem „rzeczowym”, związanym z rzeczowym wymiarem egzystencji pana. Posiadanie środka, jakim jest niewolnik, staje się więc punktem wyjścia dla określenia celu. I określenie tego celu jest w znacznej mierze uwarunkowane właśnie posiadaniem środka. Jeżeli bowiem jest to cel, którego realizacja wymaga pracy, to tylko ta okoliczność, że pracę tę wykona niewolnik, sprawia, iż pan taki cel może w ogóle postawić. Gdyby miał pracować sam, wolałby zapewne od tego celu odstąpić.

Chociaż cele wyznaczone są w zasadzie przez biologiczną, zwierzęcą naturę pana, to pojawia się tu pewna nowa jakość: dzięki pośrednictwu niewolnika pan przestaje już być pod bezpośrednią presją przyrodniczej konieczności i zaspokojenie swych zmysłowych potrzeb może w większym stopniu uczynić sprawą swego wolnego samookreślenia. I takim wolnym samookreśleniem się jest „księżycowa” Wenus rządząca Bykiem, która oznacza pozytywne odnoszenie się do siebie w aspekcie swej zmysłowej natury. We właściwym sylogizmie charakteryzującym tę formę samowiedzy stanowi ona pierwszy człon skrajny.

Sylogizm ten ukazuje konfliktowy charakter samorealizacji samowiedzy, tzn. tę okoliczność, że jeden moment własnej istoty samowiedza realizuje kosztem drugiego. Ten drugi, ulegający zanegowaniu moment wyraża drugi człon skrajny sylogizmu Byka - „księżycowy” Saturn, czyli negatywne odnoszenie się do siebie jako samowiedzy. Byk, pan, który zaspokaja swą bezpośrednią, naturalną istotę realizując się jako posiadacz i konsument, ulega jako samowiedza reifikacji, ponieważ ma swoje zasadnicze zapośredniczenie w rzeczy. Tym samym podpada pod schemat właściwy życiu zwierzęcemu, czyli jakby na powrót stacza się w tę sferę zaniedbując to, co wyniosło go ponad zwierzęcość, mianowicie samowiedzę, rozumianą jako czynnik samoistny w stosunku do życia i w ogóle tego, co rzeczowe.

Ale to negatywne odnoszenie się do siebie jako samowiedzy ma tu charakter jedynie „bytu samego w sobie”, nie polega bowiem na doznawaniu negatywności w sobie ani na zadawaniu sobie jakiegoś gwałtu, który wiązałby się z cierpieniem. Przeciwnie, jest to jak najbardziej pozytywne zaspokajanie się: hołdowanie swej naturze, używanie życia, doznawanie przyjemności i korzystanie z dóbr tego świata. A przy tym może się to dokonywać w sposób „czysty” dzięki pośrednictwu niewolnika, który kształtuje świat przedmiotowy w ten sposób, by pan mógł z niego czerpać jedynie przyjemność, bez żadnego trudu ze swej strony. Jest to więc społecznie zapośredniczone zaspokajanie swej naturalnej istoty, a pozytywną w sensie dalszego rozwoju stroną tego procesu jest okoliczność, że na gruncie elementarnego zaspokojenia, które stało się udziałem Byka, mogą pojawić się wyższe potrzeby. Idąc dalej może on uświadomić sobie ograniczoność właściwego mu zaspokajania się, a tym samym doświadczyć w sposób rzeczywiście negatywny tego, co było dotąd jedynie negatywnością samą w sobie. W ten sposób przygotowane zostaje przejście Byka w fazę Bliźniąt.

Członem średnim omawianego sylogizmu jest Merkury, który oznacza świadomość tego, co inne. Ponieważ oba człony skrajne stanowią dwa przeciwstawne typy odnoszenia się do siebie - pozytywne odnoszenie się do siebie jako pierwszy człon skrajny (Wenus) i negatywne odnoszenie się do siebie jako drugi człon skrajny (Saturn), więc jako człon średni musi pojawić się, zgodnie z zasadami spekulatywnej dialektyki Hegla, jakaś forma odnoszenie się do tego, co inne. Tym „innym” jest rzecz, która stanowi zapośredniczenie wzajemnego stosunku pana i niewolnika. Tę rzecz niewolnik kształtuje swoją pracą, ale zarazem jest ona określona przez potrzebę lub arbitralną wolę pana; pan z tej rzeczy korzysta i stanowi ona jego własność. Interpretowany „księżycowo” Merkury w Byku oznacza percepcję świata zapośredniczoną przez życie jako pewien system potrzeb - inaczej mówiąc, przez praktyczny, „interesowny” stosunek do świata. Zapośredniczony przez życie sposób percepcji Byka sprawia, że jako typ świadomości jest on zdominowany przez punkt widzenia życia, z uszczerbkiem dla samowiedzy jako czynnika, który mógłby mieć w stosunku do życia samoistny charakter. Tego typu „przyziemna” świadomość jest zatem sama w sobie negatywnym odnoszeniem się do siebie jako samowiedzy i taki jest właśnie sens sylogizmu charakteryzującego Byka.

Genezę skorelowanej z Bykiem postaci samowiedzy, jaką jest Wodnik, wyraża sylogizm, którego pierwszym członem skrajnym jest „słoneczny” Saturn - negatywne odnoszenie się do siebie jako życia. Tak jak Baran mający swoją istotę w samowiedzy, stając się panem odnosi się negatywnie do tej swojej istoty, tak również mające swą istotę w życiu Ryby skutkiem podporządkowania się panu zmuszone są do negatywnego odnoszenia się do siebie jako życia - zmuszone są do zadawania gwałtu swemu przywiązaniu do bezpośredniości naturalnego istnienia. Negatywnym odnoszeniem się do siebie jako życia jest przede wszystkim podstawowa funkcja niewolnika - praca. W koncepcji Hegla, w której nota bene praca rozumiana jest w sposób bardzo szeroki, jest to zarazem podstawowy czynnik prowadzący do uczłowieczenia. Dzięki negacji, której w procesie pracy doznaje zwierzęca natura niewolnika, wytwarza się sama w sobie jego natura ludzka i powstają warunki do zmiany jego stosunku do pracy; zmiana ta polega na odkryciu w niej własnego sensu. Niewolnik na etapie Wodnika widzi w pracy afirmację siebie jako samowiedzy. Toteż drugim członem skrajnym sylogizmu przedstawiającego genezę tej formy samowiedzy jest „słoneczna” Wenus, która oznacza pozytywne odnoszenie się do siebie jako samowiedzy. Jak istotą Byka stało się to, co uprzednio stanowiło naturę Ryb - życie, tak z kolei właściwe Baranowi posiadanie swej istoty w samowiedzy staje się określeniem Wodnika.

Niewolnik pracując ma swoje „inne” w rzeczy, a jego stosunek do rzeczy jest tyleż pozytywny, co negatywny. Z jednej bowiem strony rzecz jest tu założona jako cel, a sam niewolnik jako coś, co jest w stosunku do niej środkiem - ale z drugiej strony rzecz jako tworzywo jest czymś, nad czym niewolnik panuje, co podporządkowuje swej woli, do czego odnosi się negatywnie zmieniając jej bezpośrednią formę. W swej relacji do rzeczy stanowi on jej przeciwieństwo: określony jest jako samowiedza i właśnie jako samowiedza nad ową rzeczą panuje. Z drugiej strony, dzięki pracy może on w formie, którą nadaje rzeczy, uświadomić sobie swoją własną uzewnętrznioną istotę. Formą tą jest - w ogólnym sensie - wartość, a zatem w wyniku swej pracy niewolnik widzi jako swoją uzewnętrznioną istotę wartość, a tym samym uświadamia sobie swoją własną istotność jako istoty pracującej, inaczej mówiąc, rozpoznaje w pracy swój własny sens. Praca, która jest negatywnym odnoszeniem się do siebie jako życia, pozwala mu zarazem dostrzec sens owej drugiej natury, która wytwarza się w procesie pracy w wyniku negacji pierwszej natury, tzn. istnienia bezpośrednio naturalnego. A ponieważ ta druga natura to istota myśląca, bo to ona wszakże jest podmiotem pracy, a istota myśląca jest w swym istnieniu właśnie samowiedzą, więc rozpoznanie w pracy własnego sensu oznacza zarazem afirmację siebie jako samowiedzy.

Członem średnim sylogizmu Wodnika jest Merkury, którego zinterpretujemy również w związku z pracą, albowiem praca to nie tylko tępy zwierzęcy wysiłek dający się określić w kategoriach fizjologicznych. Jest ona przede wszystkim kształtowaniem, tworzeniem wartości, a jako taka jest funkcją inteligencji. Pracujący niewolnik musi ująć myślowo narzucony mu, a określony przez pana cel, następnie związek pomiędzy własnym, skierowanym na przedmiot działaniem, a skutkiem tego działania, i wreszcie stosunek owego skutku do określonego uprzednio celu. Praca oznacza dystans pomiędzy aktualnym działaniem a zaspokojeniem potrzeby, której ono służy, zgodnie z heglowskim określeniem, w myśl którego jest ona „pożądaniem hamowanym”. I właśnie ów dystans, który sprawia, że tylko dzięki inteligencji możliwe jest uchwycenie sensu własnej pracy, stanowi o ludzkim charakterze tego działania, stanowi bowiem wspomniane negatywne odnoszenie się do siebie jako do życia, do siebie jako do istoty zwierzęcej. A zatem istotą pracy nie jest bynajmniej fizjologiczny wysiłek, funkcja właśnie zwierzęca, ale „hamowane pożądanie” i „ruszanie głową”, czy wreszcie „chytrość rozumu”, zaprzęgającego ślepe siły przyrody do pracy dla siebie.

Właściwy sylogizm Wodnika ma jako swoją przesłankę (pierwszy człon skrajny) to, co właśnie otrzymaliśmy jako rezultat: pozytywne odnoszenie się do siebie jako samowiedzy, czyli „słoneczną” Wenus. Tym razem zinterpretujemy ją jednak inaczej, mianowicie przez pryzmat tej formy samowiedzy, którą Hegel w Fenomenologii ducha opisuje bezpośrednio po dialektyce panowania i niewoli. Formą tą jest świadomość stoicka. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Ryby były samowiedzą, która uświadamiała sobie jako swą istotę życie, co oznaczało uznanie przez nią siebie jako samowiedzy za coś mniej istotnego, od czego można odstąpić, co można w sobie zanegować. Niemniej, ta zanegowana samowiedza istniała - właśnie jako samowiedza zanegowana, jako boleśnie odczuwana negatywność, jako nierozwiązana sprzeczność. W fazie Wodnika sprzeczność ta otrzymuje pewne rozwiązanie. Wodnik to samowiedza, która uświadamia sobie, że zniewolona może być jedynie zewnętrznie, jako życie, natomiast wewnętrznie, jako samowiedza, jest wolna, jest u siebie, pozostając bytem dla siebie. Dlatego punkt widzenia Ryb ulega w Wodniku zmianie: to nie życie, nie ten zewnętrzny byt, nad którym władzę ma pan, jest jego istotą, ale właśnie czysta samowiedza, byt myślący i myślany, na który pan nie ma żadnego wpływu. Dla Wodnika to jest właśnie absolutna istota i absolutna wolność. Wystarczy uświadomić to sobie, żeby kajdany, które nosi się w życiu realnym, nie miały już większego znaczenia. Wodnik jest więc niewolnikiem pogodzonym ze swoim losem. Negatywne odnoszenie się do siebie jako życia - głęboki sens zrealizowanej niewoli - dla tej stoickiej świadomości staje się jej wolnym samookreśleniem.

Ale Wodnik nie jest świadomością stoicką w tym sensie, żeby miał obojętny stosunek do całego zewnętrznego świata, a nawet do samego siebie. Jego wyzwolenie polega na tym, by w swym zewnętrznym działaniu, czyli w narzuconej mu pracy, pozostawać w zgodzie ze swą własną istotą, tzn. zachowywać się jak istota myśląca. W ten sposób, w ramach działania narzuconego mu przez obcy cel, może on jednocześnie realizować cel własny. Bo chociaż nie jest on osobiście zainteresowany wartością użytkową, którą wytwarza - wartość ta stanowi sens jego pracy tylko dla pana, a on sam nie ma z niej żadnej realnej korzyści - to przecież może czerpać satysfakcję z samego panowania nad materią, z twórczego wykorzystywania swej inteligencji.

Stosunek Wodnika do zewnętrznego świata jest zupełnie bezinteresowny, skutkiem tego, iż realizując cele określane przez pożądanie pana, z własnego pożądania musi zrezygnować. Tak więc jego percepcja świata, w przeciwieństwie do Byka, nie jest zapośredniczona przez własne, partykularne potrzeby, ale ma wymiar ogólniejszy, teoretyczny. Dlatego też Merkury, stanowiący człon średni jego sylogizmu, ma charakter „słoneczny”, w odróżnieniu od „księżycowego” charakteru Merkurego w sylogizmie Byka - nie odnosi się on do świata zewnętrznego jako istota naturalna, jako życie, ale jako istota myśląca, czysta samowiedza.

O ile Byk - używający życia pan - dzięki osiągnięciu elementarnego zmysłowego zaspokojenia stanowi dopiero bazę dla pewnej wyższej formy człowieczeństwa, jako swego rodzaju luksusu, o tyle Wodnik - pracujący niewolnik - już tą wyższą formą jest, ale bez owego realnego zaspokojenia. Jego arystokratyczna, czysto duchowa istota, oderwana od przyziemnych spraw tego świata, karmiąca się wartościami idealnymi, całkowicie samowystarczalna, nie może jednak stać się ogólnie obowiązującym modelem człowieczeństwa. W powszechnym odczuciu Wodnik swoją wolność i zaspokojenie osiągnął tylko w świecie iluzorycznym, jednostronnie wewnętrznym, w odróżnieniu od przyziemnego Byka, który urzeczywistnił przeciwstawny, jednostronnie zewnętrzny wariant wolności. Dlatego Wodnik musi przejść w Koziorożca, który dokona kolejnej modyfikacji w obrębie linii rozwojowej samowiedzy niewolniczej, asymilując na swój sposób punkt widzenia Byka. W wyniku tego wyższa forma człowieczeństwa osiągnięta przez Wodnika ulegnie tu alienacji. Ale za to pojawi się ona w linii rozwojowej samowiedzy pana: skoro w fazie Byka osiągnięte już zostało zaspokojenie elementarnych potrzeb, to z kolei przychodzi pora na realizację wartości o charakterze bardziej duchowym. W ten sposób Byk przemienia się w Bliźnięta.


Rak i Strzelec

O ile Koziorożec, jak stwierdziliśmy powyżej, przekształca się w rewolucjonistę Strzelca, pragnącego budować lepszą przyszłość ludzkości, o tyle Bliźnięta przeciwnie, stają się Rakiem zapatrzonym w przeszłość. „Historiozoficznie” można to wytłumaczyć tym, że lekkomyślne Bliźnięta, wypierane ze swych pozycji przez prężne i zdecydowane Koziorożce, przyjmują postawę obronną, szukając oparcia w takich wartościach, jak odziedziczone po przodkach szlachectwo i ciągłość tradycji rodzinnej lub narodowej, której czują się nosicielami i której ocalenie traktują jako swoją dziejową misję. Strzegą tych wartości w świecie zalewanym przez parweniuszy, ludzi bez pochodzenia, pozbawionych tej prawdziwej kultury, która nawarstwia się przez stulecia i której się nie nabędzie za żadne pieniądze. Odnoszą się więc z pogardą do tych, którzy zajmując ich miejsce w realnym świecie, nie reprezentują sobą, w sensie owej wyższej kultury, niczego. Tak powstaje typ Raka, który zapatrzony nostalgicznie w przeszłość może w stosunku do teraźniejszości przyjąć tylko jedną postawę: chronić swój świat przed grożącą mu zagładą.

Za wewnętrzną sprzeczność cechującą Bliźnięta uznaliśmy brak solidniejszej podstawy dla ich indywidualnej tożsamości, co spowodowane było uniwersalistycznym nastawieniem cechującym ich samowiedzę - a swą istotę miały one wszakże właśnie w samowiedzy. Dlatego rozwiązanie tej sprzeczności będzie się wiązać z samoidentyfikacją opartą na elemencie „rzeczowym”. Zgodnie z tradycyjną charakterystyką, owym „rzeczowym” punktem odniesienia jest dla Raka dom, rodzina, a nadto różne rzeczy, z którymi jest zżyty, a które przedstawiają dlań wartość głównie subiektywną, jako pamiątki. O ile rodzina ma jeszcze swoją bezpośrednią podstawę w sferze biologicznej, o tyle następne punkty odniesienia Raka stanowią element „księżycowy” w innym sensie. Jest to zewnętrzna przedmiotowość osobowości, sfera tego, co inne - ale jest to takie „inne”, na które rozciąga on swój własny byt, identyfikując się z tym uczuciowo. O ile stosunek Byka do tego, co inne, sprowadzał się do pożądania, o tyle właściwy Rakowi stosunek do tej sfery opiera się na wyższej zasadzie, jaką jest uczucie. Jednakże w ujęciu Hegla uczucie, jeżeli porównać je z myśleniem, właściwym żywiołem samowiedzy, ma wprawdzie charakter duchowy, ale pozostaje jeszcze obciążone elementem przyrodniczym, bezpośredniością życia i w tym sensie ma charakter „księżycowy”. Z kolei w zestawieniu z negatywnymi uczuciami właściwymi Rybom - takimi jak strach, nienawiść itp. - pierwotną dyspozycją Raka są uczucia pozytywne: miłość rodzinna, przywiązanie, sentyment. A zatem tę jego pierwotną dyspozycję możemy określić jako pozytywne odnoszenie się do tego, co inne (Jowisz). Stosunek ten staje się zapośredniczeniem jego samowiedzy, jego samoidentyfikacji, w wyniku czego jest on dla siebie czymś określonym w relacji do swego „innego”, stanowi w swej istocie jego funkcję. Podobny jest w tym względzie do Koziorożca i podobnie ulega reifikacji. Ale o ile u Koziorożca reifikacja była pochodną jego ambicji, w wyniku czego sfera uczucia ulegała alienacji, o tyle u Raka reifikacja ma swoją podstawę właśnie w uczuciu. Bycie dla siebie pewnym bytem o charakterze rzeczowym (w sensie egzystencjalistycznego odróżnienia pomiędzy bytem w sobie a bytem dla siebie, czy też pomiędzy esencją a egzystencją), oto znaczenie, jakie ma w tym znaku Księżyc. Ale w myśl ogólnej dialektycznej zasady: „omnis determinatio est negatio” pozytywne odnoszenie się do swojego „innego” związane jest w przypadku Raka z negatywnym odnoszeniem się do „innego”, który jest czymś obcym. Stosunek ten symbolizuje Mars. A zatem owa przedmiotowa, rzeczowa samoidentyfikacja wiąże się tu z wyraźnym rozróżnieniem pomiędzy obszarem, z którym Rak poczuwa się do wspólnoty, a resztą, którą odczuwa jako obcą i wrogą. W porównaniu z Bliźniętami jest to więc przejście od tego, co ogólne, uniwersalne, do tego, co szczególne, partykularne. Bliźnięta odnoszą się intelektualnie do świata zewnętrznego w ogóle - Rak natomiast utożsamia się emocjonalnie z tą właśnie, a nie inną treścią. Jest więc dla siebie członkiem tej oto rodziny, a nie społeczeństwa w ogóle, podobnie identyfikuje się z tym oto konkretnym narodem, a nie z całą ludzkością - i tak dalej.

Omówiliśmy w ten sposób odwrotnie odczytany sylogizm Raka, który ukazuje genezę tej formy samowiedzy, tzn. przedstawia tę „księżycową” samowiedzę jako drugi człon skrajny sylogizmu, wynik sylogistycznego zapośredniczenia. Właściwy sylogizm Raka, w którym Księżyc założony zostaje jako przesłanka (pierwszy człon skrajny), wyraża specyficzny dla Raka sposób odnoszenia się do tego, co stanowi jego zewnętrzną przedmiotowość, mianowicie chronienie tej przedmiotowości będące jednością pozytywnego odnoszenia się do niej (Jowisz) i negatywnego odnoszenia się (Mars) do tego, co stanowi dla niej zewnętrzne zagrożenie. W tej obronnej funkcji Mars ma charakter „księżycowy” (bo jako „słoneczny” miałby charakter ofensywny). Schemat ten dobrze obrazuje typowe dla Raka zachowania. Budowa domu to właśnie odgradzanie się od wrogiego świata i chronienie w jego ścianach swoich bliskich i swego mienia. Również różnicę między przeszłością a przyszłością można rozumieć jako różnicę między tym, co moje, a tym, co nie moje. Przeszłość to coś konkretnie przeżytego, co zostało włączone w sferę tego, co moje. Przyszłość zaś to abstrakcja, coś nieznanego i niepewnego. A zatem Rak tylko w swojej przeszłości czuje się u siebie, w związku z czym będzie się zabezpieczał przed jej utratą, jako utratą cząstki samego siebie, przechowując rozmaite pamiątki i rzeczy, do których się przywiązał. Natomiast przyszłość jest dla niego raczej źródłem lęku, zajmuje więc w stosunku do niej postawę obronną: na przyszłość chce się zabezpieczyć. Kategoria tego, co moje, jest również charakterystyczna dla Byka. Ale Byk jest po prostu nastawiony na zawłaszczanie i używanie zewnętrznego świata w ogóle, natomiast dla Raka liczy się tylko pewien szczególny krąg rzeczy i ludzi. To, co moje, znaczy w jego przypadku o wiele więcej niż w przypadku Byka z jego prostym braniem w posiadanie. Nasyca on to bowiem treścią emocjonalną i włącza w sferę swego własnego ja, a zatem nawet jeżeli chodzi tylko o rzecz, nie ma ona dla niego wartości wyłącznie użytkowej czy handlowej. Reifikacja, jakiej ulega Rak, ma więc znacznie bardziej subtelny i duchowy charakter, niż to miało miejsce u Byka. Ale również u Raka to, co moje, nie oznacza jeszcze dzieła, to znaczy czegoś, co jest wytworem podmiotu, jego eksterioryzacją. Znaczenie takie, które występowało już w obrębie linii rozwojowej samowiedzy niewolniczej (w Wodniku), w obrębie linii rozwojowej samowiedzy pana pojawi się dopiero w fazie Lwa.

Przy wyjaśnianiu przechodzenia Raka w Lwa stosowne też będzie odwołanie się do heglowskiego rozróżnienia trzech momentów pojęcia: jednostkowości, ogólności i szczególności. Przechodzenie Bliźniąt w Raka ujęliśmy jako różnicę pomiędzy ogólnością (Bliźnięta) a szczególnością (Rak), a więc w następnej formie samowiedzy - w Lwie - powinien być wyeksponowany trzeci moment pojęcia: jednostkowość. Tak więc przejściu od Raka do Lwa odpowiadać będzie przejście od szczególności do jednostkowości. Przejście to polega na odepchnięciu od siebie swojej szczególności, jako pewnej treści o charakterze przedmiotowym, i określeniu się jako czysta podmiotowość, jako czysty byt dla siebie, abstrakcja, która jako istniejąca jest zarazem czymś w sobie konkretnym - jednostkowością.

Formą samowiedzy skorelowaną z Rakiem jest Strzelec. O jego genezie, jako wewnętrznej sprzeczności cechującej Koziorożca, była już mowa przy omawianiu tego ostatniego. Można to uzupełnić w oparciu o heglowskie rozróżnienie trzech momentów pojęcia w ten sposób, że Koziorożec, którego celem jest własna kariera jako jednostki, reprezentuje punkt widzenia jednostkowości, natomiast dążenia Strzelca mające na względzie dobro ludzkości dotyczą tego, co ogólne. Stanowi to zarazem o jego pokrewieństwie z Bliźniętami, które jako samowiedza mają swój punkt odniesienia w czymś ogólnym. A zatem nastawiony egoistycznie Koziorożec ulega w swym działaniu alienacji i uświadamia sobie, że jej źródłem jest owa ponadjednostkowa rzeczywistość społeczna, w ramach której chciał się realizować. Dążąc do jej zmiany, a tym samym przekształcając się w Strzelca, musi on siłą rzeczy porzucić tamten czysto jednostkowy punkt widzenia, związany z urządzaniem się w ramach istniejącej rzeczywistości - w każdym razie zmiana całego świata w imię wąsko pojętego własnego interesu to stanowisko wewnętrznie sprzeczne. Określeniem Strzelca będzie więc pozytywne odnoszenie się do „innego” (Jowisz), którym będzie tu drugi człowiek w ogóle, cała ludzkość - względnie cały naród, czy choćby tylko cała wieś - zależy to oczywiście od tego, jaki zakres ma dla danego Strzelca kategoria całości.

Ale samoidentyfikacja z tak szeroko pojętą grupą nie może mieć jakiegoś konkretnego emocjonalnego podłoża, pozostaje ona bowiem zawsze czymś abstrakcyjnym i dlatego może stanowić punkt odniesienia jedynie dla świadomości określonej pod względem formy jako myślenie. W zestawieniu z „człowiekiem w ogóle”, owym pozytywnym punktem odniesienia Strzelca, znacznie bardziej realny kształt ma dlań jego negatywny punkt odniesienia, mianowicie istniejąca rzeczywistość, którą trzeba zmieniać. Jest zatem tak, że dla samowiedzy Strzelca w funkcji bezpośredniego punktu odniesienia występuje raczej owa niedobra, niesprawiedliwa rzeczywistość, do której ustosunkowuje się negatywnie (Mars), natomiast pozytywny punkt odniesienia jego samowiedzy, czyli jego pozytywne odnoszenie się do ludzi, dla dobra których walczy o nowy lepszy świat (Jowisz), ma jedynie byt tego, co założone jako przesłanka tamtego stosunku negatywnego. Pierwotną namiętność reprezentuje tu Mars. Jowisz ma charakter wtórny, refleksyjny. Ale właśnie Jowisz jest nośnikiem ogólności zapośredniczającej samowiedzę Strzelca. Odnosić się do człowieka w ogóle to tyle, co abstrahować od wszelkiej partykularności treści stanowiącej określenie człowieka - odnosić się tylko do tego, co w nim ogólne. W konsekwencji Strzelec również do siebie samego odnosić się będzie jako do czegoś ogólnego, co oznacza, iż będzie on dla siebie samowiedzą (Słońce), bo właśnie samowiedza jest najogólniejszym, definicyjnym określeniem człowieka.

Sylogizm ujmujący samowiedzę Strzelca od strony jej genezy polega więc na tym, że pozytywne odnoszenie się do człowieka w ogóle jako swego „innego” (Jowisz) jest w rezultacie świadomością siebie jako człowieka w ogóle, tzn. jako samowiedzy (Słońce). Ale owo pozytywne odnoszenie się do swego „innego” nie ma pierwotnie charakteru bezpośredniego stanowiąc coś założonego w negatywnym odnoszeniu się do rzeczywistości, która jawi mu się jako miejsce, gdzie owa ogólna istota człowieka jest pogwałcona (symbolizuje to Mars). Jowisz jest w tym sylogizmie pierwszym członem skrajnym, Słońce - drugim członem skrajnym, a Mars - członem średnim.

Jest to sytuacja podobna jak w przypadku Raka, w tym sensie że „inne” jako przedmiot pozytywnego odnoszenia się i „inne” jako przedmiot negatywnego odnoszenia się założone są jako różne od siebie rzeczywistości. W przypadku Raka są to bliscy i obcy, zaś w przypadku Strzelca z jednej strony ludzie w ogóle, a z drugiej strony pewna szczególna grupa ludzi reprezentująca rzeczywistość, przeciwko której Strzelec się buntuje. Te rzeczywistości nie mogą być ściśle rozłączne, bo jeżeli dobro ogólne, o które walczy Strzelec, ma być również dobrem tych, z którymi walczy, to przynajmniej ci ostatni wyobrażają je sobie inaczej i z ich punktu widzenia Strzelec wraz ze swym działaniem wcale nie reprezentuje ogólności. Powrócimy jeszcze do tego wątku przy omawianiu wewnętrznej sprzeczności Strzelca, która sprawia, że przejdzie on w Skorpiona. Tymczasem jednak omówimy właściwy sylogizm Strzelca.

Odwrócenie członów skrajnych sylogizmu, który przed chwilą został omówiony, sprawia, że pozytywne odnoszenie się do „innego” (do ludzkości), które tam miało charakter abstrakcyjny, teraz się dookreśla - staje się konkretną wizją nowego świata. Z drugiej jednak strony, samowiedza, która pierwotnie była wynikiem identyfikowania się z całą ludzkością, teraz identyfikuje raczej ludzkość z sobą, z samej siebie wysnuwając wizję szczęścia ludzkości. I w końcu człon średni, którym był pierwotnie bezpośredni bunt przeciwko złej rzeczywistości, teraz staje się walką o urzeczywistnienie nowej wizji świata i może mieć nawet oblicze rewolucyjnego terroru.

Czytelnik znający Fenomenologię ducha zapewne bez trudu dopatrzy się w takiej charakterystyce Strzelca postaci samowiedzy opisanej przez Hegla w rozdziale zatytułowanym „Prawo serca i obłęd zarozumiałości”. Jest to postać samowiedzy, która to, co czuje w głębi swego serca, chciałaby podnieść do rangi czegoś ogólnego, tzn. realizując prawo swego serca, czyli coś jednostkowego, chciałaby w ten sposób uszczęśliwić ludzkość. Ale napotyka ona w swym działaniu na opór innych, równie jednostkowych serc i w rezultacie jej szlachetne umiłowanie ludzkości przeradza się, z racji niewdzięczności, jakiej doznaje od ludzi, w dziką furię skierowaną przeciwko nim. Będzie więc teraz w sercu i myślach drugiego człowieka - w tym, co stanowi jej własną istotę - widzieć niegodziwość i źródło wszelkiego zła. Ze szlachetnego rewolucjonisty przekształci się w bezwzględnego inkwizytora.

W ten oto sposób idealista Strzelec, natura szczera i życzliwa ludziom, przekształca się w realistę Skorpiona, ukrywającego swe prawdziwe oblicze, podejrzliwego w stosunku do ludzi, niemającego wobec nich żadnych złudzeń. Postęp, jaki się tu dokonuje, polega na przejściu od abstrakcji człowieka jako „innego”, do którego odnosi się Strzelec, do człowieka konkretnego. Jak pamiętamy, konkretny drugi człowiek był również „innym” Raka. Toteż przechodząc w Skorpiona Strzelec przejmuje ten właśnie moment od formy samowiedzy, która była z nim skorelowana, tzn. od Raka. Tyle tylko, że w odróżnieniu od Raka, zasadniczą postacią tego odnoszenia się będzie w przypadku Skorpiona odnoszenie się negatywne.

Przeciwstawność Raka i Strzelca zaznacza się w sposób bardzo wyrazisty. O ile Rak ma swój pozytywny punkt odniesienia w wąskim kręgu osób, do którego należy w pierwszym rzędzie rodzina, o tyle Strzelec określa się w stosunku do całej ludzkości. O ile Rak jest zapatrzony w przeszłość, o tyle dla Strzelca istotna jest właśnie przyszłość. Korelacja tych dwóch form samowiedzy uwidacznia się przy ich interpretacji „historiozoficznej”. Rak reprezentuje samowiedzę warstwy odchodzącej z areny historii, Strzelec - samowiedzę warstwy wstępującej i przez to będącej nośnikiem ogólności. Przechodzenie Raka w Lwa polegać będzie na odejściu od identyfikowania się z własną sferą właśnie ze względu na jej „schyłkowość” i brak perspektyw. Przechodzenie Strzelca w Skorpiona to przejście od idealnej wizji lepszego świata i podejmowanych w jej imieniu dalekosiężnych działań obliczonych na przyszłość do realistycznej polityki nastawionej na sprawy teraźniejsze i załatwianie dawnych porachunków. Tak więc znaki tworzące następną parę - Lew i Skorpion - powracają z dwóch różnych stron do teraźniejszości.


Lew i Skorpion

Lew to samowiedza odpychająca od siebie swoje szczególne określenie - czyli to, co stanowiło istotę Raka - i określająca się jako jednostkowa. Reprezentant sfery pozbawionej przyszłości może wszakże mieć przed sobą perspektywę jako jednostka. Taka reorientacja samowiedzy oznacza jej samookreślenie się jako czystej samowiedzy, abstrakcyjnej wolności, będącej w szczególności wolnością od takich „rzeczowych” określeń jak rodzina, klasa, narodowość. Taką właśnie genezę wyraża odwrotnie odczytany sylogizm Lwa. Pierwszym członem skrajnym tego sylogizmu będzie Mars oznaczający negatywne odnoszenie się do tego, co inne, które zinterpretujemy tutaj jako odepchnięcie od siebie swego szczególnego określenia (jako że to, co szczególne, jest właśnie u Hegla kategorią związaną z odnoszeniem się do tego, co inne). To „inne” jest tym samym, do czego Rak odnosił się pozytywnie, z czym się identyfikował. Właściwe Lwu zdystansowanie się względem tego oznaczać będzie afirmację siebie jako jednostki. W symbolice astrologicznej wyraża to Słońce - drugi człon skrajny omawianego sylogizmu. Ale Lew nadaje swojej jednostkowości wymiar społeczny. Tak jak Rak, poprzednia forma samowiedzy, pragnął być uznany w swojej szczególności, tak dla Lwa liczy się przede wszystkim uznanie go jako jednostkowości - zależy mu na tym, żeby wyróżniać się na tle innych i żeby dzięki samemu sobie, dzięki własnej dzielności wyrastać ponad masę, ponad przeciętność. O ile więc z Rakiem wiąże się szlachectwo nabywane dzięki urodzeniu, dziedziczone po przodkach, o tyle Lew aspiruje do prawdziwego szlachectwa, mającego swe źródło w zaletach osobistych. Lew, chcąc się wyróżniać jako jednostka, ma za swój punkt odniesienia ogół innych jednostek. Jest to dla niego publiczność, której potrzebuje i na której mu zależy, a zatem odnosi się do niej pozytywnie.

Tak więc ten sam ogół, który dla Raka stanowił coś obcego, przed czym ten musiał się obwarować, do czego więc odnosił się negatywnie, dla Lwa - przeciwnie - stanowi pozytywny punkt odniesienia. Abstrakcyjnie rzecz biorąc, jest to moment przejęty przez niego od Strzelca. Ale u Strzelca to nastawienie jest zabarwione altruistycznie, podczas gdy u Lwa - egocentrycznie; wynika to zaś stąd, że oba te ogniste znaki należą do odmiennych linii rozwojowych, a egocentryzm stanowi właśnie specyfikę linii rozwojowej samowiedzy pana, do której należy Lew, zaś podporządkowanie temu, co inne - ogólną charakterystykę form samowiedzy niewolniczej. O ile więc dla Strzelca ci inni stanowią cel, o tyle dla Lwa - jedynie tło, zapośredniczenie jego samowiedzy. Nie zmienia to jednak w niczym faktu, że zapośredniczenie właściwe Lwu to zapośredniczenie społeczne. Symbolizuje je Jowisz, człon średni sylogizmu Lwa. Ów „lwi” egocentryzm zawarty jest bardziej wyraźnie we właściwym sylogizmie Lwa.

Przy interpretacji odwrotnego sylogizmu Lwa, ukazującego wywodzenie się tej formy samowiedzy z formy poprzedniej (Raka), należy zwrócić uwagę na logiczny aspekt tego sylogizmu, związany z różnicą pomiędzy trzema momentami pojęcia. Ponieważ punktem wyjścia (pierwszym członem skrajnym) jest tu szczególność, mianowicie szczególność zanegowana w sposób ogólny, tzn. nie jako jedna z dwóch przeciwstawnych szczególności, ale jako szczególność w ogóle, to rezultatem (drugim członem skrajnym) będzie albo jednostkowość, albo ogólność - jeden z dwóch pozostałych momentów. W tym przypadku jest to jednostkowość, co oznacza, że ogólność wystąpi w funkcji członu średniego. Ogólność i jednostkowość to u Hegla kategorie, które w swojej czystej istocie okazują się tym samym. Skoro Lew odrzucając swą szczególność określa się jako jednostkowość, to tym samym określa się jako ogólność, ponieważ jednostkowość stanowi moment przysługujący każdej samowiedzy, niezależnie od tego, jakie jest jej określenie szczególne. Tak więc z konieczności Lew odnosić się będzie do „innego” o charakterze ogólnym, czyli do innych ludzi w ogóle.

Ale jednostkowość jest zarazem czymś przeciwstawnym względem wszystkich innych jednostkowości jako ta właśnie, a nie inna. Będzie więc ona zawsze czymś wyjątkowym i ta właśnie cecha wyjątkowości odgrywa istotną rolę w samowiedzy Lwa. Właściwy sylogizm charakteryzujący ten znak ma za pierwszy człon skrajny Słońce - świadomość siebie jako samowiedzy, a więc świadomość siebie jako czystej jednostkowości, czegoś jedynego i niepowtarzalnego. Drugim członem skrajnym tego sylogizmu jest Mars - negatywne odnoszenie się do „innego”. Ale tym razem to „inne” zinterpretujemy w sposób ogólny jako wszystkie inne jednostki, a negatywne odnoszenie się samowiedzy do tego „innego” - jako zanegowanie własnej ogólności. Otrzymujemy więc sąd: ja, Lew, ktoś jedyny w swoim rodzaju, nie jestem tym samym, co inni ludzie.

Ale negując w odniesieniu do siebie ogólność, Lew określa siebie jako to, co szczególne, to znaczy jako jednostkę pozostającą w nierównym, niesymetrycznym stosunku ze swoim „innym”, będącym przeciwstawną szczególnością. Ponieważ ta szczególność stanowi określenie, za pośrednictwem którego Lew, jako samowiedza, odnosi się afirmująco do samego siebie, więc siłą rzeczy odnosić się on będzie w sposób afirmujący również do przeciwstawnej szczególności, dzięki której sam jest tym, czym jest. W ten sposób Jowisz, pozytywne odnoszenie się do „innego”, będzie w tym przypadku oznaczał pozytywne odnoszenie się do innego jako przeciwstawnej szczególności. Ale ponieważ jako to, co szczególne, określiła się w przypadku Lwa jego jednostkowość, więc drugą, przeciwstawną szczególnością będzie z konieczności ogólność, ludzie w ogóle. Oznacza to, że owa ogólność (inni ludzie w ogóle) zostaje na gruncie samowiedzy Lwa zdegradowana do poziomu tła, czegoś, co ma służyć jedynie do wywyższenia jej samej.

Tego rodzaju logiczny schemat omawianej formy samowiedzy tłumaczy dobrze jej specyficzne dążenia i zachowania: w pierwszym rzędzie dążenie do władzy, jako sytuacji, w której jest się wyniesionym ponad ludzi, a w drugiej kolejności popęd do eksterioryzacji, tj. ukazywania siebie światu. Eksterioryzacja właściwa Lwu, jako twórczość, jest z gruntu odmiennej natury niż w przypadku Wodnika, który kształtując świat przedmiotowy wytwarza coś o znaczeniu ogólnym. Lew jest bowiem w swej twórczości egocentryczny - chce wyrazić w swym dziele samego siebie. Jest to więc raczej bezpośrednia ekspresja niż kształtowanie, w wyniku którego kształtuje się także sam podmiot. [3]

[3) Ten aspekt samowiedzy Lwa można łatwo skojarzyć z heglowskim opisem „zwierzęcego królestwa ducha” i „świadomości uczciwej”.]

Nietrudno powiedzieć, na czym polega sprzeczność tej formy samowiedzy. Tak jak sprzecznością Strzelca było to, że czemuś jednostkowemu, prawu własnego serca, chciał on nadawać znaczenie ogólne, chciał w nim widzieć zarazem prawo wszystkich serc, tak sprzecznością Lwa jest to, że w abstrakcyjnej jednostkowości własnego „ja” widzi on coś szczególnego i usiłuje urzeczywistniać tę swoją pewność siebie, narzucając swój punkt widzenia innym. Czyste „ja”, będące istotą Lwa, to abstrakcyjna wolność, podmiotowość określająca się sama i nielicząca się w swym działaniu z obiektywną rzeczywistością. Tę arbitralność i woluntaryzm Lwa wyraża Mars, drugi człon skrajny jego sylogizmu, jeżeli negatywne odnoszenie się do tego, co inne, zinterpretujemy (w tym przypadku) jako nieliczenie się z obiektywną rzeczywistością, nieprzyjmowanie jej do wiadomości, działanie wbrew jej prawom. Obiektywna rzeczywistość jest tym, co inne w stosunku do czystej podmiotowości, w stosunku do „ja” jako subiektywności, którą jest dla siebie Lew - co symbolizuje Słońce, pierwszy człon skrajny jego sylogizmu. Przy takiej interpretacji człon średni - Jowisz, pozytywne odnoszenie się do tego, co inne - oznaczać będzie właściwe Lwu dążenie do eksterioryzacji, czyli zobiektywizowania, uzewnętrznienia, uprzedmiotowienia własnej subiektywności. Przejawiając takie dążenie, Lew uznaje obiektywność za wartość, czyni ją bowiem celem, do którego dąży, a zatem odnosi się do niej pozytywnie, zgodnie z ogólnym sensem Jowisza, chociaż chodzi tu zaledwie o obiektywność, którą ma on nadać sobie, a nie o zewnętrzną rzeczywistość, istniejącą w sposób niezależny od niego.

Ta ogólniejsza nieco interpretacja sylogizmu Lwa lepiej wyjaśni nam jego przejście w Pannę. Jest to bowiem przejście od wolności arbitralnej, określanej przez Hegla w sposób pejoratywny mianem samowoli, do wolności rozumnej, będącej zrozumianą koniecznością, zakładającej jako swój moment rozsądne samoograniczenie się.

Formą samowiedzy skorelowaną z Lwem jest Skorpion. Poprzednio ukazaliśmy genezę Lwa interpretując Marsa, władcę trzeciej dekady tego znaku, jako negację Jowisza, władcy trzeciej dekady Raka. Genezę Skorpiona można przedstawić podobnie, poprzez ujęcie rządzącego tym znakiem Marsa jako negacji władcy Strzelca - Jowisza. Ponieważ Jowisz (pozytywne odnoszenie się do tego, co inne) oznacza w Strzelcu pozytywne odnoszenie się do „innego” jako ludzkości w ogóle, czyli do „innego” reprezentującego ogólność, więc Mars - negatywne odnoszenie się do „innego” - będzie miał w Skorpionie znaczenie negatywnego odnoszenia się właśnie do owej ogólności. Zatem pierwszym członem skrajnym odwrotnie odczytanego sylogizmu Skorpiona jest zanegowana ogólność „innego” jako elementu zapośredniczającego jego samowiedzę. Kategoria „ludzkości”, ludzi w ogóle, nie ma dla Skorpiona żadnej realności: jest to pusta abstrakcja, której doświadczenie nie potwierdza. Faktycznie istnieją konkretni, różni od siebie ludzie i dlatego coś, co miałoby być robione w imię ludzkości w ogóle, nie ma właściwie sensu. Nikt też nie ma rzeczywistości jako abstrakcyjny człowiek i o tyle bezinteresowna działalność Strzelca jest fikcją. Każdy jest jakoś osobiście zainteresowany tym co robi, co więcej, każdy działa w imię własnej namiętności. I Skorpion w tej samej mierze, w jakiej neguje jako swoje „inne” człowieka w ogóle, neguje też człowieka w ogóle w sobie. Nie rozpoznaje już własnej istoty w ogólności myślenia, lecz identyfikuje się z namiętnością, a więc z czymś, co z jednej strony wiąże się ściśle z jednostkowym wymiarem ludzkiej egzystencji, z drugiej zaś strony ma naturę tego, co szczególne, odsyłając do pewnego specyficznego „innego”. Namiętność określana jest bowiem jako pożądanie czegoś. Podmiot ogarnięty namiętnością ma swój przedmiotowy korelat w tym, co inne, w szczególności w drugiej jednostce ludzkiej, ale nie jako człowieku w ogóle, lecz właśnie w konkretnej jednostce, tej a nie innej. Skorpion ma więc swoje „inne” - a jest to przedmiot jego namiętności - do którego odnosi się pozytywnie, ponieważ w tym „innym” założony jest jego własny byt.

W sylogizmie Skorpiona członami skrajnymi są Mars - negacja altruistycznego, bezinteresownego stosunku do ludzi w ogóle - i Księżyc - samowiedza polegająca na identyfikowaniu się z namiętnością. Członem średnim jest Jowisz - pozytywny stosunek do „innego” jako pewnego szczególnego „innego”, a mianowicie przedmiotu jego namiętności. Przy takim ogólnym ujęciu widać wyraźnie podobieństwo tej formy samowiedzy do Raka, samowiedzy skorelowanej ze Strzelcem, z którego wyłonił się Skorpion, i reprezentującej ten sam żywioł wody. Ale pomiędzy tymi dwoma znakami zachodzi też zasadnicza różnica. Rak to samowiedza, która identyfikuje się ze swoim przedmiotowym korelatem (którym jest w pierwszym rzędzie rodzina i dom) i niejako rozpuszcza się w nim jako jednostkowe „ja” - natomiast Skorpion to samowiedza, która silnie trzyma się własnej jednostkowości, a swoje „inne” (w pierwszym rzędzie partnera seksualnego dobranego w oparciu o popęd) stara się podporządkować sobie i odebrać mu jego niezależność.

Uwidacznia się to bardziej we właściwym sylogizmie Skorpiona, w którym Księżyc - samowiedza mająca swą istotę w namiętności - stanowi pierwszy człon skrajny, a drugim członem skrajnym jest Mars. W tym przypadku Mars interpretowany jest nie w związku z genezą tej formy samowiedzy, ale jako jej rezultat. W negatywnym odnoszeniu się Marsa do „innego”, to „inne” jest teraz tym samym „innym”, do którego pozytywnym odnoszeniem się jest Jowisz - co stanowi następną różnicę pomiędzy Skorpionem a Rakiem, u którego te „inne” są właśnie różne od siebie. Skorpion odnosi się więc do swego „innego” w sposób wewnętrznie sprzeczny, dialektyczny, w odróżnieniu od zwykłego, jednoznacznego stosunku właściwego Rakowi. Namiętność jest bowiem swoistą alienacją. Owładnięty nią Skorpion ma swą istotę, swój istotny byt, w obiekcie swojej namiętności, a zatem w elemencie obcym, zewnętrznym i niezależnym od siebie. Z drugiej strony, jego własne „ja”, jako całkiem abstrakcyjna istota, utraciło dla niego istotność, przestało być czymś samoistnym - co oznacza, że również jego własna jednostkowość stała się dla niego czymś obcym. Przezwyciężeniem tej alienacji jest zapanowanie nad swym „innym”, odebranie mu jego samoistności i w ten sposób połączenie się ze swoim własnym, założonym w nim bytem, oznaczające zarazem powrót do siebie jako samoistnego „ja”.

Z obiektu swej namiętności Skorpion czyni więc swojego przeciwnika, nad którym musi zatriumfować. Oba przeciwstawne momenty, pozytywne odnoszenie się do „innego” i negatywne odnoszenie się do „innego”, są tu nierozłącznie ze sobą splecione. Pozytywne odnoszenie się do „innego” jest u Skorpiona założone w jego negatywnym odnoszeniu się do samego siebie jako samoistnego „ja”, ale z drugiej strony, to własne „ja” nie jest czymś, z czego Skorpion może zrezygnować. Odczuwa on tę utratę swojej samoistności jako negatywność, jako domagającą się rozwiązania sprzeczność i w dążeniu do jej rozwiązania odnosi się pozytywnie do siebie, a negatywnie do swego „innego”. Nie chce on w swoim „innym” widzieć istoty samoistnej, ponieważ sam nie może wobec niego zachować własnej samoistności. Widzi on zatem w nim tylko swoją własną wyobcowaną istotę i dlatego wszelki przejaw jego samoistności odczuwa jako cios w samego siebie. Stąd jego zazdrość i uraźliwość, a co za tym idzie, dążenie do odebrania tamtemu wszelkiej niezależności. Miłość i nienawiść do drugiego stanowią u Skorpiona jedno i dlatego jego rozkoszą jest niszczenie drugiego. Albowiem tylko niszcząc to drugie „ja”, to swoje alter ego, Skorpion łączy się z nim jako własnym wyobcowanym bytem i powraca do swego „ja”, jako samoistnego już względem niego.

Rozpatrując Skorpiona jako formę samowiedzy niesamoistnej, niewolniczej, możemy stwierdzić, iż niesamoistność względem drugiego stała się jego własną naturą. Rybom zależność od drugiego została narzucona i podporządkowując się jej zewnętrznie, wewnętrznie się przeciw temu buntowały, traktując to jako coś obcego swej istocie. Wodnik pozostając zewnętrznie podporządkowany, wewnętrznie czuł się wolny. Koziorożec pragnął dorównać pozycji swego „innego”, albo nawet wspiąć się jeszcze wyżej, a Strzelec dążył do takiej przebudowy społeczeństwa, żeby nie było w nim nierówności. Tymczasem Skorpion to samowiedza, która chce się odegrać na swoim „innym”, zniewolić tego, przez którego sama jest zniewolona, zamienić się z nim rolami. Pozostaje więc w swoim dążeniu zależna od niego: nie pragnie wyzwolenia i samoistności, ale zemsty. Działanie Skorpiona jest zatem z gruntu destrukcyjne. O ile Mars „słoneczny”, władca Barana, symbolizuje walkę w imię pozytywnego celu, o tyle Mars „księżycowy”, władca Skorpiona, to tylko odgrywanie się na wrogu, odpłacanie mu złem za zło, w imię zaspokojenia swoich najniższych, mrocznych instynktów. Podczas gdy Koziorożec chce sam piąć się do góry, o tyle Skorpiona bardziej satysfakcjonuje ciągnięcie w dół swego „innego”. I przy całym swoim negatywnym odnoszeniu się do niego ma świadomość głębokiej wspólnoty, jaka go z nim łączy, wspólnoty wynikającej z tego, że nikt poza nim nie może mu dostarczyć równie autentycznej rozkoszy.

W interpretacji „historiozoficznej” Skorpion to nowa klasa, która uzyskała awans społeczny w wyniku szlachetnej w swych intencjach działalności Strzelca i która załatwia teraz swoje dawne porachunki. Zamiast więc kierować się ku przyszłości, jak to czynił Strzelec, Skorpion przeżywa wciąż stare dzieje, tyle tylko, że nie są one dla niego przedmiotem tęsknoty, jak dla Raka, ale przeciwnie, czymś, co budzi żądzę odwetu. „Historiozoficzna” korelacja Skorpiona z Lwem polega na tym, że z kolei Lew to nowa ekipa rządząca, która, z jednej strony, zrywa z tradycją, reprezentowaną przez Raka, a z drugiej strony, wbrew ogólnoludzkim ideałom Strzelca, który wyniósł ją do władzy, pragnie panować we własnym imieniu, w sposób autokratyczny. Ta nowa władza wspiera się na barkach Skorpiona rozprawiającego się ze starym reżimem, z którego ona sama de facto wywodzi się, chociaż się od niego odcina. Lew sprawuje więc rządy niejako ponad toczącą się walką i może mu się co najwyżej wydawać, że władzę, którą ma, czerpie z własnej siły.

Lew reprezentuje moment samoistności samowiedzy. Jest on bytem dla siebie jako czysta jednostkowość, a to, co inne, traktuje woluntarystycznie jako coś, co musi się poddać jego woli. Skorpion reprezentuje moment niesamoistności samowiedzy, jej niezdolność do samookreślenia się w oderwaniu od stosunku do swego „innego”. Przejście tej pary samowiedz w następną, a zarazem ostatnią, polegać będzie na tym, że przechodząc w Pannę Lew wzbogaci swoją świadomość o moment niesamoistności samowiedzy względem tego, co inne, czyli o moment, który stanowił określenie Skorpiona; natomiast Skorpion przechodząc w Wagę przyswoi sobie od Lwa moment samoistności samowiedzy i swoją relację do drugiej jednostki przekształci w stosunek pomiędzy dwiema samoistnymi samowiedzami, czyli w stosunek partnerski. Samowiedza Skorpiona dotknięta jest bowiem immanentną sprzecznością: Skorpion realizując właściwe sobie dążenie, jakim jest negatywne odnoszenie się do swego „innego”, wytwarza swój samoistny względem tego „innego” byt, będący zaprzeczeniem specyficznej istoty własnej samowiedzy. I jeżeli teraz, jako ten samoistny byt, określi się on w stosunku do drugiej jednostki, która jest równie jak on samoistna, to przejdzie tym samym w Wagę. Na etapie Skorpiona samowiedza dążyła bowiem do osiągnięcia równości z drugą samowiedzą na zasadzie niesamoistności względem siebie nawzajem, tzn. w oparciu o taki stosunek, w którym obie strony są względem siebie wzajemnie niewolnikami, a tym samym także i panami. Natomiast na etapie Wagi powstanie taki stosunek, w którym różnica pomiędzy panem i niewolnikiem ulegnie w ogóle zniesieniu.


Panna i Waga

Lew był dla siebie czystą samowiedzą, subiektywnością niepodlegającą prawom obiektywnego świata i będącą dla siebie bezpośrednio tym, czym chciałaby być. Ale zetknięcie się tej samowiedzy z zewnętrzną rzeczywistością, z innymi ludźmi, musi skorygować jej punkt widzenia. Okazuje się, że dla innych nie jest ona wcale tym, czym jest we własnym mniemaniu, a owi inni, podobnie jak w ogóle obiektywny świat, stanowią element niepoddający się jej woli, o ile ta wola nie jest wsparta czymś więcej. W ten sposób samowiedza Lwa dochodzi do rozumu i staje się Panną.

Heglowski rozum to jedność subiektywności i obiektywności, to zewnętrzna obiektywność założona jako egzystencja myślenia (pojęcia), a z drugiej strony podmiotowe myślenie (pojęcie) założone jako coś obiektywnie istniejącego. Podmiotowa wolność nie oznacza teraz narzucania rzeczywistości zewnętrznej swojej arbitralnej woli, ale opiera się na tym, że to, co stanowi istotę podmiotowości - myślenie - jest również istotą obiektywnego świata. Dostosowywanie się przez podmiotowość do obiektywnych praw rządzących rzeczywistością stanowi więc w tym ujęciu jedynie respektowanie przez nią swoich własnych praw, jako praw rozumu. Jest to punkt widzenia, z godnie z którym również podmiotowość jest czymś obiektywnym - wbrew formalnej wolności „ja”, dającej możliwość arbitralnego samookreślania się; podlega ona bowiem rozmaitym determinacjom niezależnym od woli, poddana jest koniecznościom, od których, realnie rzecz biorąc, nie może abstrahować. Może jednak nad nimi zapanować poznając je i poddając swojej kontroli. I to jest właśnie celem Panny. Dążenie do panowania nad światem, będące cechą Lwa, Panna zachowuje, ale w formie zmodyfikowanej: nie mają to już być rządy autokratyczne, ale swego rodzaju partnerstwo: respektowanie praw rzeczywistości w celu zapanowania nad nią.

Jeżeli spojrzeć na Pannę w aspekcie jej wywodzenia się z Lwa, to za punkt wyjścia tej postaci samowiedzy trzeba będzie uznać jej pogodzenie się z obiektywnością, jako własnym określeniem, i w konsekwencji pozytywne odnoszenie się do siebie w tym aspekcie. Oznacza to, że Panna nie określa swoich celów w sposób arbitralny, ale że są one jej narzucone przez jej własną przedmiotową naturę, czyli coś różnego od czystej samowiedzy. Tak więc pierwszym członem skrajnym sylogizmu obrazującego genezę Panny będzie „księżycowa” Wenus - pozytywne odnoszenie się do siebie jako owej konkretnie określonej przedmiotowej natury. Drugim członem skrajnym będzie „księżycowy” Merkury, który oznacza tu poznawanie świata zewnętrznego w procesie zasadniczo receptywnym, biernym, w którym zewnętrzna rzeczywistość określa świadomość podmiotu i kształtuje jego pojęcia, albo inaczej mówiąc, w którym świadomość tylko odbija rzeczywistość czy też dostosowuje się do niej. Chociaż proces poznania wynika tu z pobudek subiektywnych, ma służyć konkretnym, praktycznym potrzebom, to jednak zostaje on niejako „oczyszczony” z pierwiastka subiektywnego, co wyraża człon średni sylogizmu Panny - „księżycowy” Saturn, oznaczający w tym przypadku negatywne odnoszenie się do siebie jako samowiedzy, tzn. do świadomości jako strony aktywnej i określającej.

Gdy w przypadku Bliźniąt, znaku powietrznego, poznanie było dla samowiedzy celem samym w sobie, tzn. służyło obiektywnemu wzbogaceniu jej samej (a zatem oznaczało pozytywne odnoszenie się do siebie jako samowiedzy), to w przypadku Panny, znaku ziemnego, nie chodzi o to, by wiedzieć coś po to tylko, żeby wiedzieć, ale o wiedzę dającą się wykorzystać praktycznie.

Ale właściwy sylogizm Panny, jako znaku, który w naszym ujęciu stanowi zakończenie linii rozwojowej samowiedzy samoistnej, musi mieć treść wykraczającą poza skończoność, w ramach której ujmowaliśmy dotąd ten znak. Zgodnie z heglowskim schematem powinno dokonać się tu pojednanie subiektywności z obiektywnością, przezwyciężenie owej fundamentalnej dla tej filozofii opozycji. Należy zatem stosunek członów skrajnych, Merkurego, który będzie tym razem pierwszym członem skrajnym, i Wenus, drugiego członu skrajnego, zinterpretować jako rozpoznanie w tym, co inne - w obiektywnej rzeczywistości - własnej istoty, swojego własnego elementu, a zatem jako wzniesienie się na poziom rozumu. Ujmując to przy pomocy wyróżnionych przez Hegla trzech momentów pojęcia, przyporządkujemy Merkuremu ogólność, Wenus tę samą ogólność, ale jako określenie szczególne, a Saturnowi zanegowaną przeciwstawną szczególność, jaką jest jednostkowość. Znaczy to, że występująca w poznaniu ogólność - czyli ogólność myślenia, rozpoznanego jako istota każdego poznanego przedmiotu przez sam fakt, że zostaje on poznany, tzn. ujęty myślą, a zatem ujęty jako myśl - założona zostaje przez samowiedzę jako jej własna istota, czyli że zakłada ona siebie jako istotę racjonalną. Ponieważ jednak jako jednostkowe „ja” jest ona wolna nawet wobec nakazów racjonalności, więc żeby nadać sobie ową racjonalność jako własną istotę, a zatem wznieść się na poziom wolności rozumnej, musi ona zdusić w sobie tamtą krnąbrną jednostkowość, ową formalną, arbitralną wolność - tę samą, do której w sposób afirmatywny odnosił się Lew.

Oznacza to, że Panna nie tylko podchodzi racjonalnie do realizacji celów określonych przez jej własną przedmiotową naturę, ale również samą siebie nagina do wymogów racjonalności, wyrzekając się celów, które tego kryterium nie spełniają. Punktem wyjścia jest dla niej to, co ogólne - to, co konieczne, to, co samo w sobie słuszne - i określa to ona jako czysta istota myśląca, tzn. w oderwaniu od partykularnych cech swojej własnej natury, a następnie narzuca to sobie jako obowiązek i normę.

Ale w ten sposób realizuje ona ogólność jedynie jako coś szczególnego, bo przeciwstawnego jednostkowości, stanowiącej tu drugą szczególność, której interesy nie są respektowane. Przy takim ujęciu Panna stanowiłaby więc raczej ideał kantowski niż heglowski, mimo iż Hegel miał właśnie w znaku Panny swoje urodzeniowe Słońce. Ale jest też faktem, że według obiegowej interpretacji heglizmu za jeden z jego głównych wątków uważa się ideę poświęcenia jednostkowości na rzecz tego, co ogólne. Wszelako interpretacja taka jest nie do przyjęcia ze względów czysto formalnej natury. Byłoby to bowiem rozwiązanie jednostronne i o tyle z punktu widzenia Hegla nieprawdziwe. Jeżeli spojrzeć na tę postać samowiedzy przez pryzmat heglowskiej oceny poszczególnych, specyficznych dla niej rodzajów działalności, to okaże się, że pod tym względem daleko jej do tego, by być zrealizowanym absolutem. Punkt widzenia Panny jest bowiem, po pierwsze, punktem widzenia nauki, czyli poznania rozsądkowego, formy niższej niż filozofia; po drugie - punktem widzenia skończonych potrzeb i równie skończonych środków służących ich zaspokojeniu, czyli tego, co określa się mianem cywilizacji i co w hierarchii heglowskiej stoi niżej niż kultura rozumiana jako domena wartości duchowych; i po trzecie - punktem widzenia etyki typu kantowskiego, zdominowanej przez kategorię obowiązku, etyki, do której Hegel zawsze odnosił się krytycznie.

Wynika więc z tego, że jeśli mamy trzymać się stanowiska heglowskiego, to rozwój samowiedzy nie może zakończyć się na Pannie. Pod pewnym jednak względem rozwój ten się na niej kończy, albowiem jako kolejna postać rozwojowa samowiedzy samoistnej, samowiedzy pana, Panna wykroczyła już w zasadzie poza tę jednostronną określoność. Nie jest bardziej samowiedzą samoistną niż niesamoistną, w każdym razie porzuciła już całkowicie punkt widzenia Barana, który w sposób najbardziej arbitralny określił się jako samowiedza, abstrahując zupełnie od obiektywnego wymiaru swej jednostkowej egzystencji, tzn. od życia. Na gruncie tej formy samowiedzy, jaką jest Panna, różnica pomiędzy tym, co obiektywne („księżycowe”), a tym, co subiektywne („słoneczne”), uległa znacznej modyfikacji. Mianowicie jako obiektywność występuje tu myślenie, czyli element, który do tej pory związany był z subiektywnością, a jako subiektywność - irracjonalny wymiar podmiotowości, a zatem element heterogeniczny w stosunku do myślenia. Skoro bowiem obiektywność oznacza pewną konieczność, której podmiot musi się podporządkować, to dla Panny konieczność ta występuje w formie myślenia i o tyle nie stanowi już czynnika obcego czy zewnętrznego.

Formą samowiedzy skorelowana z Panną, i zarazem ostatnią fazą rozwojową samowiedzy niesamoistnej, niewolniczej, jest Waga. Rozważając ją jako postać wywodzącą się ze Skorpiona, uznamy za jej pierwszy moment pozytywne odnoszenie się do siebie jako samowiedzy („słoneczna Wenus”), tzn. to, że jako świadomość siebie, istniejąca dla siebie jednostkowość, jest ona samoistna, ma swój sens w sobie samej w odróżnieniu właśnie od Skorpiona, który wyobcowuje się od siebie w namiętności skierowanej ku innej jednostce. Moment ten bierze ona jakby od skorelowanego ze Skorpionem Lwa, ale o ile Lew określa się w swym stosunku do innych w ten sposób, że chce stać ponad nimi, o tyle Waga uczyni swą samoistność punktem wyjścia dla stosunków partnerskich z innymi. Tak więc drugim członem skrajnym będzie w jej sylogizmie Merkury, świadomość tego, co inne, czyli zrozumienie drugiego człowieka jako samoistnej jednostki, a więc zrozumienie innego punktu widzenia niż własny; a zatem i wybaczenie mu go zgodnie z maksymą, że wszystko zrozumieć, to wszystko przebaczyć (maksymą całkowicie obcą Skorpionowi). Członem średnim sylogizmu Wagi jest „słoneczny” Saturn, negatywne odnoszenie się do siebie jako bytu bezpośredniego, tzn. abstrahowanie od swego czysto egoistycznego punktu widzenia w stosunku do „innego”.

Różnica pomiędzy Wagą a Panną polega przede wszystkim na tym, że w odmienny sposób określone są ich specyficzne „inne”. Dla Panny jest to obiektywność w ogóle i dlatego będzie ona swoje postępowanie podporządkowywać wymogom pewnej bezosobowej racjonalności. Dla Wagi jest to zaś drugi człowiek, którego punkt widzenia będzie ona uwzględniać na równi z własnym, niezależnie od jego abstrakcyjnej racjonalności. Waga zakłada zatem swego „innego” jako równego sobie, jako partnera, jako drugie, równie samoistne „ja”. Moment ten będzie miał kapitalne znaczenie we właściwym sylogizmie Wagi, który wyraża realizację pojęcia samowiedzy jako totalności trzech momentów pojęcia: jednostkowości, ogólności i szczególności.

W abstrakcyjnym ujęciu samowiedza jest mianowicie sądem, w którym podmiotem jest jednostkowość, a orzecznikiem ogólność. Jest ona zarazem odnoszeniem się do siebie, będąc rozdwojona na siebie jako świadomość i siebie jako przedmiot świadomości. Oba odróżnione momenty, podmiot i orzecznik, podmiot i przedmiot, założone są zarazem jako równe sobie i nierówne: sąd orzeka wszak identyczność podmiotu i orzecznika, ale ma realny sens o tyle tylko, o ile nie jest pustą tautologią, tzn. o ile istnieje zarazem pewna różnica pomiędzy tym, co się orzeka, a tym, o czym to jest orzekane. Podobnie, jako odnoszenie się do siebie, to samo założone zostaje jako myślące i pomyślane, tzn. jako jedność egzystencji realnej i idealnej. Ów podmiot i zarazem orzecznik sądu, jakim jest samowiedza, inaczej mówiąc to, co odnosi się do siebie jako świadomość siebie, nazywa się „ja”. Jest ono jako czyste „ja” zarazem jednostkowością i ogólnością, bezpośrednią jednością obu tych przeciwstawnych momentów. Jest ono tą jednością jako istniejąca abstrakcja, będąca zarazem czymś bardzo konkretnym. Ale niezależnie od tego, że „ja” jest jednostkowością, która sama w sobie jest już czymś ogólnym, założone jest ono również jako wspólna ogólność wszystkich ludzi, tzn. jako coś zwielokrotnionego. Wszelako tego rodzaju ogólność „ja” nie istnieje już w sposób bezpośredni, lecz jedynie dzięki zapośredniczeniu, jakim jest stosunek społeczny, stosunek pomiędzy jedną samowiedzą a drugą. Dzięki temu stosunkowi może dla każdej z samowiedz zaistnieć w sposób wyraźny różnica pomiędzy jej własną jednostkowością a ogólnością. Są one bowiem nierówne sobie jako jednostkowości - jedna jest jedną, a druga drugą - ale są sobie równe jako ogólność - każda z nich jest pewnym „ja”, co oznacza zarazem, że to właśnie jednostkowość jest tym, co ogólne, ponieważ każda z nich jest tego samego rodzaju jednostkowością.

Otóż sąd samowiedzy - „ja” (to, co jednostkowe) jestem pewnym „ja” w ogóle (rodzajem) - jest czymś sensownym jedynie jako konkluzja sylogizmu, w którym te dwa człony skrajne, jednostkowość i ogólność, zostały ze sobą połączone dzięki członowi średniemu, którym jest szczególność. Ogólność mojego „ja” może dla mnie zaistnieć tylko o tyle, o ile istnieje dla mnie pewne inne „ja” jako zarazem mi równe - czyli o tyle, o ile pozostaję z tym innym „ja” w stosunku. Ale stosunek zakłada pewną wzajemną przeciwstawność obu stron; inaczej mówiąc, strony stosunku założone są jako dwie przeciwstawne szczególności. Nawet jeśli się nie zakłada żadnej realnej różnicy pomiędzy jednym „ja” a drugim, występuje zawsze w ich wzajemnym stosunku choćby ta formalna różnica, że każde z nich określa siebie jako „ja”, a to drugie „ja” jako „ty”.

Zgodnie z zasadą, że to, co równoimienne się odpycha, a przyciąga się to, co różnoimienne, tzn. w myśl tego, że przy założeniu równości stron stosunku, sam stosunek ulega zniesieniu w ich wzajemnej obojętności, punktem wyjścia realnego stosunku pomiędzy jednym „ja” a drugim musi być przeciwstawność mająca swą podstawę w szczególnej określoności każdego z nich. I właśnie od takiej przeciwstawności rozpoczął się opisywany tu rozwój samowiedzy. Na początku bowiem obie jednostki określone były w stosunku do siebie nawzajem jako pan i niewolnik. Tyle tylko, że była to przeciwstawność wykluczająca wzajemną równość, co oznaczało, że stosunek ten nie mógł stanowić właściwego zapośredniczenia, które byłoby realizacją pojęcia samowiedzy. W wyniku tego musiał on w dalszym rozwoju ulec zniesieniu. Zawarta jest w tym, charakterystyczna dla Wagi, sprzeczność między przeciwstawnymi szczególnościami - jako warunkiem zachodzenia realnego stosunku między dwiema samowiedzami - a ich wspólną ogólnością - jako tym, co warunkuje urzeczywistnienie pojęcia samowiedzy.

Rzecz w tym, że owa wspólna ogólność jest nie tyle wspólną ogólnością dla obu przeciwstawnych szczególności, ale raczej ich zniesieniem. Dlatego też w sylogizmie samowiedzy człon średni, szczególność, powinien występować jako ulegający zniesieniu, co oznacza, że przeciwstawność jednostek nie może być ani czymś stałym i niewzruszonym, ani czymś całkiem zniesionym. Jeden ze sposobów, w jaki może być to zrealizowane, polega na tym, że obie strony mają na przemian oba przeciwstawne szczególne określenia warunkujące ich stosunek wzajemny, tak jak to ma miejsce w rozmowie, kiedy każdy jest na zmianę pierwszą osobą, „ja” (co ma miejsce wtedy, kiedy mówi) i drugą osobą, „ty” (gdy słucha). Tego rodzaju przemienność określeń występuje też w sferze ekonomicznej, w tak zwanym społeczeństwie obywatelskim, jeśli użyć terminu, którym posługiwał się Hegel. Polega to na tym, że jedna jednostka konsumuje to, co wytwarza druga, a sama wytwarza coś, co druga konsumuje, przez co obie one występują w swej wzajemnej relacji zarazem jako producenci i konsumenci, w odróżnieniu od stosunku pana i niewolnika, w którym każde z tych określeń związane jest w sposób szczególny z jedną z tych jednostek.

Ponadto stosunek pomiędzy samowiedzami nie istnieje nigdy jako stosunek bezpośredni, albowiem ta druga samowiedza istnieje dla samowiedzy w sposób bezpośredni tylko jako rzecz, od której trzeba dopiero dokonać abstrakcji. Rzeczą tą może być zarówno bezpośrednia przedmiotowość ducha - ciało - jak i rzecz w inny sposób z tą samowiedzą związana (np. jej dzieło albo jej własność). Ponieważ zaś każdy dla siebie istnieje bezpośrednio jako podmiotowość, jako samowiedza, więc pierwszym określeniem stosunku pomiędzy jednym „ja”, a drugim jest właśnie zasadnicza różnica sposobu, w jaki istnieją one dla samowiedzy.

Wszystko to sprawia, że realizacja tego, co stanowi ideał Wagi, będzie miała zawsze formę bardzo nietrwałej równowagi: będzie to balansowanie pomiędzy nierównością wzajemnego stosunku z drugą jednostką a wzajemnie obojętnym istnieniem, pomiędzy urzeczowianiem swojego „innego”, a beztreściowością stosunku czysto osobowego.

We właściwym sylogizmie Wagi pierwszym członem skrajnym jest Merkury, czyli świadomość tego, co inne. Ponieważ tym „innym” jest drugie „ja”, więc funkcją Merkurego będzie tu, niezbędne dla uczynienia go swoim przedmiotem, abstrahowanie od bezpośredniości, tzn. zakładanie w tym, co inne, w rzeczy - bytu podmiotowego, ale zwłaszcza komunikowanie się z nim za pośrednictwem języka. Drugim członem skrajnym jest Wenus, oznaczająca w interpretacji „słonecznej” pozytywne odnoszenie się do siebie jako samowiedzy. To pozytywne odnoszenie się do siebie jako samowiedzy jest omówioną już realizacją pojęcia samowiedzy poprzez jej połączenie się z ogólnością. Dokonuje się to dzięki temu, że w pierwszym członie skrajnym występuje drugie „ja” jako inna jednostkowość, mająca swoją istotę w tej samej ogólności. I faktycznie tylko dzięki temu „innemu” samowiedza może zaistnieć dla siebie jako coś ogólnego. Członem średnim jest w tym sylogizmie „słoneczny” Saturn, interpretowany jako negatywne odnoszenie się do siebie w aspekcie swej szczególności, czyli tego, co realnie zapośrednicza stosunek z drugą jednostką. W porównaniu z idealną naturą pojęcia samowiedzy, jako jednostkowości identycznej z ogólnością, szczególność ta ma charakter czegoś rzeczowego, a zatem założona w członie średnim sylogizmu Wagi negacja momentu szczególności (Saturn) nie tylko usuwa różnicę pomiędzy samowiedzą a jej „innym”, ale ponadto stanowi afirmację jej czystego, podmiotowego bytu. Dzięki temu, że w członie średnim występuje zarówno szczególność, jak i jej negacja, osiągnięte zostaje to, o co chodziło - zapośredniczenie realnego stosunku pomiędzy jednostkami założonymi jako równe.

O ostatniej fazie rozwojowej samowiedzy niesamoistnej, którą jest Waga, powiedzieć można to samo, co powiedziane zostało o Pannie: oznacza ona zniesienie różnicy pomiędzy samowiedzą samoistną a niesamoistną i dlatego stanowi logiczne zakończenie procesu rozwoju samowiedzy, przynajmniej w tej mierze, w jakiej określony był on przez tę różnicę.

Interpretując tę ostatnią parę znaków w sposób „historiozoficzny”, za punkt docelowy rozwoju historycznego uznamy formę, w której urzeczywistnione zostają dwie komplementarne zasady: zasada maksymalnej racjonalności całokształtu życia społecznego (Panna) i zasada pełnej jego demokratyzacji (Waga). Dzięki tym dwóm zasadom ludzie w funkcjonalnie zorganizowanym od strony przedmiotowej świecie mogą zarazem w pełni zachować swoją podmiotowość.

Ale ten społeczny wymiar rozwoju bynajmniej, zdaniem Hegla, tego rozwoju nie wyczerpuje. W zaprezentowanym ujęciu w ogóle bowiem nie uwzględniliśmy sfery ducha absolutnego, wieńczącego system heglowski. Ale z drugiej strony, nie wykorzystaliśmy też w nim trzech planet, ściśle związanych z wyższymi fazami rozwoju duchowego: Urana, Neptuna i Plutona, ani też nie doprowadziliśmy do końca, to znaczy do punktu wyjścia, dwukierunkowego ruchu poprzez znaki zodiaku. Ponieważ jednak przeprowadzone tu powiązanie filozofii Hegla z astrologią już w tej postaci stanowi pewną całość, więc możemy na tym zakończyć, sygnalizując tylko możliwość dalej idącego opracowania tego tematu.


Posłowie

Powyższe rozważania stanowią zaledwie ogólny zarys, logiczny szkielet, który nabierze ciała dopiero przy szerszym rozwinięciu. W filozoficznych charakterystykach poszczególnych planet oraz znaków zodiaku skupiłem się bowiem przede wszystkim na tym, co stanowi ich określenie jako elementów systemu, czyli odnosi je do siebie nawzajem i do całości, zgodnie z pewnym przyjętym z góry schematem. Nie są to więc bynajmniej wyczerpujące opisy, Rozwinięcie ogólnych filozoficznych określeń tak, aby stanowiły one możliwie pełny ekwiwalent empirycznych charakterystyk astrologicznych, pozostaje nadal zadaniem do wykonania.

Oceny osiągniętego rezultatu należy dokonać z trzech punktów widzenia:

1) z punktu widzenia wierności w stosunku do Hegla,

2) z punktu widzenia zgodności z tradycją astrologiczną,

3) z punktu widzenia wewnętrznej zgodności systemu.

Jeżeli chodzi o związek z myślą Hegla, to punkt wyjścia dla tych rozważań wzięty został bezpośrednio z Fenomenologii ducha, a jest nim walka na śmierć i życie dwóch samowiedz oraz dialektyka panowania i niewoli. Wątek ten posłużył do ujęcia dwóch pierwszych par znaków: Barana i Ryb oraz Byka i Wodnika, z tym, że do charakterystyki Wodnika wykorzystany został dodatkowo opis świadomości stoickiej, następujący bezpośrednio po dialektyce panowania i niewoli. Również bezpośrednio na Heglu oparłem punkt dojścia. Realizacja pojęcia samowiedzy w oparciu o stosunek pomiędzy równymi sobie samowiedzami, stanowiąca w zaprezentowanym ujęciu charakterystykę Wagi, stanowi określenie założone przez Hegla jako punkt docelowy w jego wstępnych rozważaniach na temat samowiedzy. Z kolei rozum jako wyższa forma, w którą przechodzi samowiedza, tzn. jako trzecia forma wobec świadomości i samowiedzy, stał się określeniem Panny. W ten sposób Hegel obecny jest w obu węzłowych punktach - na początku i na końcu.

Charakterystyki pozostałych sześciu znaków pozostają już w luźniejszym związku z tekstem Fenomenologii ducha. Jeżeli nawet przy charakterystyce Strzelca i jego przejściu w Skorpiona powołuję się na heglowski opis zatytułowany „Prawo serca i obłęd zarozumiałości”, a przy charakterystyce Lwa na „Zwierzęce królestwo ducha” i „Świadomość uczciwą”, to jednak abstrahuję przy tym zupełnie od toku wywodu Hegla, od przyjętego w Fenomenologii ducha następstwa poszczególnych postaci ducha. Staram się jednak pozostać wierny Heglowi w innym sensie, trzymając się jego metody, jego kategorii, jego wyjściowych założeń, wywodząc w immanentny sposób dalsze postacie samowiedzy z tych, których opis oparty jest wprost na tekście. Oczywiście, można by szukać heglowskich odniesień do wszystkich zaprezentowanych tu charakterystyk znaków zodiaku i na odwrót, można by spojrzeć na całą Fenomenologię ducha przez pryzmat zodiaku i poszczególnym etapom rozwoju świadomości przyporządkować zodiakalne etykietki. Ciekawe na przykład byłoby potraktowanie „świadomości nieszczęśliwej” jako odpowiadającej znakowi Ryb. Ale w ten sposób powstałoby już całkiem inne dzieło.

Co się tyczy stosunku zaproponowanych określeń filozoficznych do obiegowych, tradycyjnych charakterystyk astrologicznych, to w odniesieniu do znaków zodiaku - przy uwzględnianiu zastrzeżenia, że przedstawiony jest tu na razie abstrakcyjny szkielet, który może stać się punktem wyjścia do szczegółowego i wielostronnego rozwinięcia - jest to przybliżenie zadowalające. Największe zapewne sprzeciwy może wzbudzić (wynikająca z nietradycyjnej sekwencji znaków) degradacja pewnych z nich i jednostronne wyeksponowanie ich cech negatywnych. Dotyczy to w największym stopniu Ryb - znaku, który w tradycyjnym ujęciu wieńczy cały cykl zodiakalny, a w przedstawionej koncepcji stanowi zaledwie pierwszą fazę, punkt wyjścia. Ale w planowanym dalszym rozwinięciu systemu, wkraczającym już w sferę ducha absolutnego, ma to być zrekompensowane i obok bojaźliwej, niewolniczej natury tego znaku, ukazany też zostanie właściwy Rybom wysoki stopień uduchowienia i związek wzajemny tych, jakże różnie wartościowanych, ich cech.

Jeżeli idzie o filozoficzne charakterystyki planet, to przyjęte za ich podstawę abstrakcje logiczne wzbudzą zapewne zastrzeżenia astrologów. O ile związanie Wenus i Jowisza z pozytywnością, a Marsa i Saturna z negatywnością narzuca się samo przez się (Wenus i Jowisz to planety „szczęśliwe”, a Mars i Saturn „złowróżbne”), o tyle związek Wenus i Saturna z odnoszeniem się do siebie, a Marsa i Jowisza z odnoszeniem się do tego, co inne, nie jest taki oczywisty. Wątpliwości dotyczą zwłaszcza tej pierwszej pary. Wenus, na przykład, w równym stopniu symbolizuje odnoszenie się do tego, co inne, mianowicie pozytywne odnoszenie się do tego, co inne - a jest to moment, który związaliśmy z Jowiszem. Dotyczy to zwłaszcza Wenus w Wadze, w której to „inne” jest określone w pierwszym rzędzie jako drugi człowiek, partner. Ale, jak pamiętamy, Jowisz nie występował jako element składowy sylogizmu Wagi, a owo pozytywne odnoszenie się do „innego” założyliśmy tam w negatywnym odnoszeniu się do siebie, symbolizowanym przez Saturna. Ponieważ zaś przy dialektycznym potraktowaniu sylogizmu każdy jego element odzwierciedla w pewnym sensie całość, więc w konkretnym zastosowaniu owe wyjściowe abstrakcje określające planety mogły się uwolnić od swej jednostronności. W ten sposób Wenus, o której mówimy, występowała w sześciu różnych kontekstach, w których jej znaczenia były dookreślane inaczej. Oczywiście, dla pełniejszej charakterystyki danej planety, należałoby ukazać ją w dwunastu kontekstach, czyli w każdym z dwunastu znaków. I tak samo dla pełniejszej charakterystyki danego znaku należałoby pokazać sposób, w jaki przejawia się w nim każdy z astrologicznie istotnych obiektów.

Jeżeli idzie o wewnętrzną spójność systemu, to pierwsza uwaga dotyczy zanikania korelacji pomiędzy znakami z przeciwstawnych linii rozwojowych, które w naszym ujęciu tworzą pary. O ile w przypadku pierwszych dwóch par, jakimi były Baran i Ryby oraz Byk i Wodnik, korelacja ta występowała w sposób bardzo wyraźny, ponieważ u ich podstaw leżał stosunek pana i niewolnika, o tyle w dalszym rozwoju nie ma już takiego ścisłego, bezpośredniego stosunku. Niekoniecznie jednak oznacza to niespójność koncepcji, względnie jej niedopracowanie w szczegółach. Skoro bowiem rozwój obu przeciwstawnych samowiedz polega na tym, że uwalniają się one stopniowo od swej jednostronności, a tym samym zbliżają się do siebie nawzajem, to naturalne jest, że musi zanikać ich korelacja, oparta właśnie na przeciwstawności. Wszakże o to chodzi, by w wyniku rozwoju, jaki się dokonał, nie było już pana i niewolnika, ale dwie równe sobie osoby.

Druga sprawa wymagająca komentarza to nieidentyczność znaczeń, jakie przypisane zostają planetom w związku z różnymi znakami. Nie jest więc bynajmniej tak, że określenia planet mają w tym systemie walor tego, co bezpośrednie i pierwotne, a charakterystyki znaków występują jako zapośredniczone i wtórne. Różnicowanie się znaczenia planety wynika bowiem z dostosowywania go do wziętej skądinąd charakterystyki znaku. Tak więc owa wieloznaczność nie stanowi czegoś, co pojawiło się wbrew dążeniu do jednoznaczności. Przeciwnie, dążyłem raczej do możliwie jasnego odróżnienia rozmaitych sensów, jakie przysługują planetom w różnych kontekstach.

Istotą mojej koncepcji jest to, że w cyklu zodiakalnym widzę nie tyle rozwój jednostki, stanowiący z natury rzeczy jedną linię rozwojową, co raczej proces kształtowania się ludzkości, proces historyczny, który zawiera, jako swój istotny moment, rozwarstwienie społeczne, określające w znacznej mierze jego logikę. Teoria antropogenezy, której doszukuję się w Fenomenologii ducha Hegla, zakłada, przynajmniej w punkcie wyjścia, dwutorowe kształtowanie się człowieczeństwa i ma u niego głębokie spekulatywne uzasadnienie. Chodzi tu, rzecz jasna, o dialektykę samowiedzy samoistnej i niesamoistnej, o relację między panem i niewolnikiem.

Przy pewnych interpretacjach jest to jednak tylko punkt wyjścia, a dalszemu rozwojowi podlega już wyłącznie samowiedza niesamoistna, niewolnik. Ale nie ma, jak sądzę, żadnej sprzeczności w założeniu, że dalszy rozwój samowiedzy będzie się już do końca, albo przynajmniej przez jakiś jeszcze czas, dokonywał dwutorowo. Oczywiście, istotniejszy, głębszy będzie rozwój, któremu podlega samowiedza niesamoistna, jako, że doświadczyła ona na sobie działania owej absolutnej negatywności, w wyniku której cała się w sobie rozpłynęła, stając się podatnym tworzywem do tego, by się na nowo od podstaw ukształtować, podczas gdy negatywność występująca w rozwoju samowiedzy samoistnej, jest, żeby tak rzec, jedynie czymś samym w sobie i dlatego proces dalszego kształtowania się tej samowiedzy ma charakter powierzchowny, jest raczej wolnym samookreślaniem się, co oznacza, że dominuje w nim moment pozytywności, a nie negatywności. Ponieważ jednak obie linie rozwojowe są w istotny sposób ze sobą skorelowane, więc każda z nich musi stanowić równie konieczny moment całości jak druga.

Teza o dwutorowym rozwoju samowiedzy jest, jak sądzę, na gruncie heglowskim, i w ogóle w filozofii, tezą bardzo dyskusyjną, ale zapewne nie bardziej niż teza o dwutorowym rozwoju zodiaku na gruncie astrologii. Trudno więc jednoznacznie stwierdzić, czy ów dualizm przeniosłem z astrologii do filozofii, czy też na odwrót. Spojrzenie na Barana i Ryby przez pryzmat heglowskiego pana i niewolnika w aspekcie genezy tego stosunku, którą jest walka na śmierć i życie, i nasuwające się w związku z tym zinterpretowanie Byka jako pana, który realizuje swoje panowanie w sposób rzeczowy, zawierało już właściwie w sobie ideę dwukierunkowego rozwoju całego cyklu zodiakalnego. Należało tylko obmyślić dalszy ciąg, tzn. kontynuację stosunku pomiędzy dwiema samowiedzami, wykraczającą poza heglowski opis panowania i niewoli. Tak więc w wyniku przymierzenia do cyklu zodiakalnego fenomenologii ducha i jedno, i drugie uległo znaczącej modyfikacji.

Należałoby właściwie obie te modyfikacje przedyskutować oddzielnie - jedną na gruncie astrologii, drugą na gruncie filozofii samego Hegla, a także szerzej rozumianego heglizmu - co wykraczałoby już jednak poza ramy tego artykułu.

Pewne symboliczne uzasadnienie takiego modelu można by też wywieść z systemu korespondencji pomiędzy planetami i poszczególnymi dekadami znaków. Otóż tak się składa, że pierwszą dekadą Barana i trzecią dekadą Ryb, czyli dwiema dekadami, które stykają się ze sobą w punkcie równonocy wiosennej, rządzi Mars, natomiast trzecią dekadą Panny i pierwszą dekadą Wagi, czyli dwiema dekadami stykającymi się ze sobą w punkcie równonocy jesiennej, rządzi Wenus i są to jedyne dwa takie przypadki, żeby dwiema sąsiednimi dekadami rządziła jedna planeta. Można to symbolicznie zinterpretować tak, że punkt równonocy wiosennej, którym rządzi Mars, oznacza naznaczony ostrym antagonizmem punkt wyjścia, natomiast punkt równonocy jesiennej, którym rządzi Wenus - pojednanie jako punkt docelowy.

Na zakończenie jeszcze jedna uwaga. Astrologię cechuje daleko idący pluralizm metodologiczny, współistnieje w niej wiele różnych technik i sposobów interpretacji. Nawiązując do tego, pragnę stwierdzić, że przedstawiona w tym artykule koncepcja nie rości sobie bynajmniej pretensji do wyłączności: jej autor pragnie jedynie ukazać pewien nieznany, być może, do tej pory aspekt zodiaku.


Światosław Florian Nowicki


lipiec - sierpień 1985
Pierwszy raz publikowane w Colloquia Communia, nr 4-5/1986
Jako rozdział w książce: Światosław Florian Nowicki, Wojciech Jóźwiak, "Cykle zodiaku", 1992.



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)