Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 marca 2006

Wojciech Jóźwiak

Jezus magiczny, czyli ewangelia według Smitha i Sieradzana
O książce Jacka Sieradzana 'Jezus Magus'

Kategoria: Religie

W 1958 roku amerykański biblista Morton Smith znalazł w prawosławnym klasztorze Mar Saba koło Jerozolimy księgę, której ostatnie trzy puste strony jakiś dawny jej czytelnik zapisał ręcznym pismem po grecku. Ów rękopis okazał się nieznanym listem Klemensa z Aleksandrii, wczesnochrześcijańskiego teologa. W liście tym Klemens donosi o istnieniu Tajemnej Ewangelii św. Marka, używanej przez "bezwstydną" sektę karpokracjan, cytuje dwa fragmenty z tej księgi - widać znał ją! - po czym uznaje ją za "łgarstwo". Cytowane fragmenty zawierają opis nieznanego cudu Jezusa, który jakoby wskrzesił i wyprowadził z grobu pewnego młodzieńca, po czym podczas nocnych ceremonii, nagiemu, udzielał tajemnych nauk.

We fragmentach tych pojawiają się zdarzenia znane z oficjalnej Ewangelii: wskrzeszenie, odtoczenie kamienia z grobu, tajemnicza postać młodzieńca w prześcieradle na gołym ciele - ale ułożone są tam w dziwną całość, z której wynika, iż Jezus dokonywał inicjacji przypominających do złudzenia obrzędy ówczesnej magii. Dla Smitha odkrycie owego fragmentu Tajemnej Ewangelii stało się początkiem badań nad "magicznością" czynów Jezusa. Stopniowo odkrywał nowy jego obraz: Jezusa jako hellenistycznego maga!

Idee Mortona Smitha były w Polsce do niedawna nieznane. Dopiero w tym roku Jacek Sieradzan wydał książkę pt. "Jezus Magus" (a wcześniej zapowiedział ją w Tarace, patrz: Jezus Magus, autorskie streszczenie), w której szczegółowo omawia idee Smitha i innych, idących tym śladem, badaczy Biblii i początków chrześcijaństwa. Książka Sieradzana jest naukową monografią powyższego tematu. Mimo sensacyjnej treści nie jest łatwa w lekturze, pisana jest bowiem stylem "partyturowym", gdzie poniżej właściwego tekstu idzie równoległy wątek równie jak ten tekst obszernych przypisów. Ale przynajmniej wiadomo, że nie z fantazjami obcujemy, a każdy fakt i każda idea jest udokumentowana co do swych źródeł.

Czy Jezus był magiem? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba wiedzieć, czym była magia w epoce hellenistycznej, czyli na przełomie er, kiedy krainy wokół Morza Śródziemnego przechodziły na wspólny język - grecki, dostawały się pod jedną władzę - Rzymu, a w tym wspólnym świecie mieszały się różne tradycje, religie, filozofie i przesądy.

Czasy Jezusa przesycone były magią. Zarówno Grecy, Rzymianie, Egipcjanie, jak i Żydzi przekonani byli, że można posiąść moc bogów, duchów i demonów, i zaprząc ją do ludzkich celów - a na tym przecież polega magia! W języku greckim było kilka określeń na magię i parających się nią adeptów. Pospolitego czarownika, mającego na usługach niższe demony, nazywano goes. Trochę wyżej od niego stał pharmakos - tak nazywano medyków, przyrządzaczy miłosnych elikisirów, uzdrowicieli i trucicieli. Słowo magos oznaczało maga zaawansowanego w swojej sztuce. (Etymologicznie "magami", magoi, nazywano kapłanów perskiego proroka Zaratusztry.) Gdy mag osiągał jeszcze większą biegłość, zyskiwał miano thaumaturgos, czyli cudotwórcy. Wreszcie największym zaszczytem dla mistrza wiedzy tajemnej było nazwanie go theios aner, czyli "mężem bożym". Wierzono, że owi "boży mężowie" posiedli łączność z najwyższymi, "prawdziwymi" bogami, jak egipski Serapis, grecki Helios lub żydowski Jahwe, wypełniają ich wolę i są ich "synami". Za takich "wysokich" magów uznawano też wielkich filozofów, zarówno tych dawnych, jak Pitagoras czy Sokrates, jak i nowszych, jak Plotyn - mądrość miano bowiem za dar Boży.

Nie należy sądzić, że Żydzi żyli wówczas w izolacji, a od Greków czy Egipcjan oddzielała ich jakaś bariera. Czarodzieje wszystkich tych narodowości używali jednakowych technik, zapożyczali je wzajemnie od siebie, przy czym Grecy bardzo sobie cenili tajemne imiona Jahwe w roli potężnego środka magicznego. Żydzi zyskali sobie u Greków respekt przez to, że byli monoteistami - gdyż u Greków wiara w Boga Jedynego o niewypowiadalnym imieniu była elitarną cechą filozofów.

Co robił mag? Przede wszystkim oswajał duchy lub demony (nie odróżniano wyraźnie jednych od drugich), pozyskiwał je sobie, zaprzyjaźniał się z nimi - lub przeciwnie, brał je w posiadanie, jakby byli jego niewolnymi sługami. Służyły temu zaklęcia, znajomość prawdziwych, a więc tajemnych imion owych duchowych istot, a także asceza uprawiana przez maga: posty, odosobnienia na pustyni, powstrzymywanie się od cielesnych uciech. Takiego ducha na służbie nazywano "asystentem" maga - po grecku paredros, a niekiedy jego "przyjacielem". Najwyżsi magowie - mężowie boży - za przyjaciela mieli samego Boga.

Mag podczas nawiązywania kontaktu ze swymi duchowymi asystentami rysował na ziemi wokół siebie ochronny krąg - magiczne koło, recytował imiona duchów, ubierał się w specjalne szaty - zwykle była to płachta białego lnu narzucona na gołe ciało, a także moc swoją i swych duchów koncentrował w magicznej różdżce-lasce, po grecku zwanej rabdos.

Aby stać się magiem, trzeba było przejść inicjację. Przy tym albo mistrz inicjował swoich uczniów, przekazując im podczas takiej tajemnej ceremonii swoje służebne duchy lub demony, albo też sam adept magii, uświadomiwszy sobie swoje powołanie, udawał się na pustynne odosobnienie, gdzie "zaprzyjaźniał" się z duchami. Takie zażyłe stosunki z duchami, przypominające azjatycki szamanizm, graniczyły z opętaniem przez duchy.

Co z tych "znaków szczególnych" magów odnajdujemy w życiu i działalności Jezusa? Morton Smith skrupulatnie pokazuje te fragmenty Ewangelii, które należy wg niego rozumieć jako echo magicznych praktyk. Przede wszystkim jasne jest, że Jezus przeszedł obie wspomniane inicjacje. Po pierwsze, odbył odosobnienie i post na pustyni, gdzie był "kuszony" przez demona-Szatana. Owo kuszenie należy rozumieć przecież tak, że oto wtedy, jako początkującemu magowi, złośliwy duch pustynny oferował mu swoje usługi. Jezus z tej propozycji nie skorzystał, wybrawszy inną drogę: oto przyjął chrzest z rąk Jana Chrzciciela - czyli został inicjowany ceremonialnie przez "starszego" maga. Podczas ceremonii zanurzenia w wodzie - "chrzest" po grecku to baptisis, słowo to znaczy "zanurzenie" i w tamtych czasach nie znaczyło nic ponadto - zstąpił na niego Duch Boży, inaczej Duch Święty, widziany pod postacią ptaka. Ptak w tej roli nie dziwi, bo w niedalekim Egipcie osobiste bóstwo faraonów wyobrażano sobie w postaci ptaka-sokoła. Morton Smith wnioskował, że Duch Święty był osobistym duchem-asystentem Jezusa, zarazem pośrednikiem pomiędzy nim a Ojcem-Jahwe w niebie.

Ów duch-asystent opuścił Jezusa przed śmiercią na krzyżu - to bowiem znaczyły jego ostatnie słowa: "Boże mój, czemuś mnie opuścił?" W uznanej za apokryficzną Ewangelii Piotra, tamte słowa Jezusa zapisano jako: "Mocy moja, czemuś mnie opuściła?" Moc, po grecku dynamis, po hebrajsku geburah, to jeszcze jedna cecha magów. Tym samym słowem w magicznych papirusach nazywano także ducha-astystenta. Jezus świadom był swojej mocy i czuł, kiedy jej ubywało: na przykład gdy cierpiąca na krwotok kobieta dotknęła jego szaty. Wtedy moc odpłynęła, całkiem jakby Jezus był naładowany ładunkiem elektrycznym!

Wędrując przez kraj, Jezus działa przede wszystkim jako uzdrowiciel i egzorcysta. Wypędza demony, które owładnęły szaleńcami. Demony są mu posłuszne, ponieważ wiedzą, kim jest: "mężem bożym", theios aner; znają go. Zaklina je jednocześnie, żeby "nie wydawały go" - żeby niepotrzebnie nie wyjawiały pospólstwu kim jest naprawdę. Wierzono, że demona wypędzonego z nawiedzeńca nie można puścić luzem, "na wiatr", bo wtedy jeszcze bardziej będzie szkodził ludziom. Trzeba go przenieść w jakiś przedmiot lub zwierzę. Jezus jest dla demonów łaskawy: pozwala im wchodzić w to, co chcą - na przykład w stado świń.

Sam też posługuje się demonem, którego "zadaje" Judaszowi, aby ten go zdradził: zręcznie wprowadza demona w kęs chleba, który podaje swemu nieszczęsnemu uczniowi. Tak właśnie, niespodziewanie i na nowo, Smith odczytuje słynną scenę ponaglania Judasza do zdrady.

Jezus rysuje krąg magiczny - bo to właśnie oznacza scena "kreślenia" znaków na ziemi, jeśli dosłownie po grecku odczytać odpowiedni fragment Ewangelii. Używa także zaklęć. Aramejskie słowa ephphatha ("rozwiąż się") lub talitha koum ("dzieweczko wstań") zostały właśnie dlatego pozostawione w oryginale i nie przetłumaczone na grecki, ponieważ uważano je za zaklęcia, które działają tylko w oryginalnym brzmieniu.

Podczas uzdrawiania Jezus wykonuje cały magiczny ceremoniał: dotyka palcami chorego narządu, namaszcza śliną, wznosi oczy ku niebu (Smith przypuszcza, że w tym momencie Jezus, jak indyjscy jogini, skupiał wzrok na Słońcu), wzdycha, szepcze tajemne słowa. Zdarza się, że ta czynność nie skutkuje dobrze i ślepiec widzi, ale źle - wtedy Jezus powtarza całą procedurę jeszcze raz do skutku.

Różdżka, magiczna laska, rabdos, zafascynowała Smitha, ponieważ z jednej strony było to powszechnie używane narzędzie magów, a z drugiej strony, właśnie rabdos jest jedynym przedmiotem, który Jezus swoim uczniom nakazuje nosić w podróży. W rzymskich katakumbach zachowało się malowidło przedstawiające Jezusa, który dzierżąc rabdos w dłoni wskrzesza umarłego - Jacek Sieradzan umieścił je na okładce swej książki.

Wskrzeszanie umarłych amerykański biblista każe też widzieć w nowym świetle. Uważa, iż naprawdę był to tajemny ryt, podczas którego uczniowie Jezusa, wzorem inicjacji magów i szamanów, doświadczali własnej śmierci: na sześć dni byli zawijani w całuny, wiązani i składani w ciemnej grocie, po czym Mistrz ceremonialnie ich "wskrzeszał" i wyprowadzał z ciemności. Ten właśnie obrzęd opisuje odnaleziony fragment Tajemnej Ewangelii.

Podobnie, chrzest był w istocie inicjacyjnym przejściem przez śmierć: odbywano go w nocy, w ciemnościach, a zanurzenie w wodzie imitowało śmierć i odrodzenie. Zarówno uczeń, jak i Jezus jako mistrz, do ceremonii tej przystępowali nago, a po wyjściu z głębiny odziewali się w nowe szaty. Św. Paweł w swoich listach czyni aluzje do tej ceremonii, pisząc o "obleczeniu się w Chrystusa". Wzmianki i aluzje o nagości - "nagi z nagim" w "Tajemnej Ewangelii Marka" - skłoniły nawet Smitha (który sam był gejem) do dopatrywania się w tych ceremoniałach wątku homoseksualnego.


Czy Jezus faktycznie był magiem? Czy jego cuda polegały na zastosowaniu magii? Granica między magią a religią i między cudem a sztuczką jest nieostra. Zwykle było tak, że własne praktyki nazywano "religią", a obce, dyskredytowano jako "magię". Odpowiedź jest sprawą wiary. Naukowcy mogą tylko wykazać, że pierwsi wyznawcy Syna Bożego widzieli w nim kogoś bardzo podobnego do ówczesnych hellenistyczno-żydowskich mistrzów wiedzy tajemnej.


Wojciech Jóźwiak
taraka@taraka.pl
15 marca 2006

Książka omawiana: Jacek Sieradzan, "Jezus Magus", wyd. Nomos, Kraków 2006.





komentarze

1. @ • autor: Smyxx3332019-07-17 17:55:39

 Wszystko byłoby  do przyjęcia gdyby  ten list Klemensa  zobaczył  też ktoś inny od Smitha , w tej sytuacji  cała ta sprawa wydaje się być znakomitym  fałszerstwem bo przecież  nikt nie kwestionuje  stylu i formy  fragmentu ew. Marka zawartej w liście Klemensa  czyli tylko  wybitny lingwista  był zdolny  do podróbki  tekstu ewangelisty 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)