Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

22 maja 2006

Wojciech Jóźwiak

Kupała
Kupała - czym było to święto?

Noc Kupały, czyli noc świętojańska, do dziś wywołuje spore emocje. Po dawnym święcie pozostało palenie ognisk i puszczanie na wodę wianków z zapalonymi świeczkami, ale także niejasne przekonanie, że nasi pogańscy przodkowie czcili to święto... dużo śmielej. Artur Kowalik, autor książki "Kosmologia dawnych Słowian",1 tak streszcza dawny sens Kupalnej Nocy:

"[Noc ta] służyła inicjacji seksualnej młodego pokolenia: nagie, a przynajmniej bose dziewczęta, śpiewając, wirowały w koło wokół świętojańskiego ognia w kierunku przeciwnym do ruchu słońca, symbolicznie pogrążając się w podziemnym świecie. Oszołomione tańcem unosili wyłaniający się z ciemności chłopcy, przenosząc w ramionach przez ogień i znikając z nimi na powrót w ciemności, by, na wzór kosmicznego zarodka żar namiętności przezwyciężył przeciwieństwa wynikające z różnicy płci."

Było to więc święto inicjacyjne i orgiastyczne. Średniowieczni kościelni pisarze wciąż gorszą się, iż niewiasty "w nocy ognie paliły, tańcowały, śpiewały, diabłu cześć a modłę czyniąc" (Marcin z Urzędowa). Jan Długosz ubolewa, iż mimo, że już 500 lat upłynęło do chrztu Polski, to wciąż "odprawiano [te igrzyska] przez bezwstydne i lubieżne przyśpiewki i ruchy, przez klaskanie w dłonie i podnietliwe zginanie się, oraz inne miłosne pienia..."

Zapiski historyków pokazują, jak na ziemiach polskich święto to stopniowo słabło, stając się coraz bardziej powodem do ekscesów z ogniem i strzelaniem, aż w końcu zaczęło być zabranianie przez władze i ograniczone do niewinnego puszczania wianków na wodę. Ale czym było na początku?

Wyjaśnijmy po kolei - najpierw nazwę święta. Nazwa "Kupała" używana była u wschodnich Słowian. "Kupałą" nazywano też kukłę, którą uroczyście owej nocy palono i topiono. Na nasze ziemie, zwłaszcza na sąsiadujące z Rusią Mazowsze, nazwa ta przenikała jako "kupalnocka" - zresztą słowo to zniekształcano najdziwniej. W Polsce typową nazwą była Sobótka, a palone wtedy ogniska nazywano "sobótkowymi ogniami". Co do słowa "Kupała", niektórzy badacze uważali, iż wzięło się ono od obrzędowego kąpania się tej nocy. Bardziej prawdopodobne jest jednak, iż podobieństwo tych słów jest przypadkowe, a nazwa ta - Kupała - jest pozostałością wygasłego języka ludu, który w starożytności sąsiadował ze Słowianami i został przez nich wchłonięty i zasymilowany. Mówili oni językiem podobnym do łaciny lub celtyckiego; zostało po nich kilkadziesiąt słów w słowiańskim. Prawdopodobnie byli to półlegendarni Wenetowie. Słowo "Kupała" jest uderzająco podobne do przydomka rzymskiego Amora - Cupido! Z kolei nazwa "Sobótka" nasuwa myśl, że kiedy w Polsce rozpowszechniło się chrześcijaństwo i jego kapłani ogłosili swoim dniem świętym niedzielę, to czynni wciąż "starostowie" rodzimego, pogańskiego kultu uznali, iż ich dniem świętym jest przeddzień niedzieli - sobota. "Sobótka" oznaczałaby więc jakiekolwiek rodzimowiercze święto. Zauważmy, że dzień św. Jana, 24 czerwca, w większość lat wcale nie wypadał w sobotę!2

Kiedy czczono to święto? Przyjęło się utożsamiać je ze św. Janem (raczej: wigilią św. Jana, 23 czerwca), ale wiele sobótkowych obrzędów wypełniano wcześniej, w Zielone Światki. Na przykład ognie na wzgórzach na Śląsku palono na Jana, ale w Małopolsce raczej na Zielone Świątki. Pod Krakowem, blisko śląskiej granicy, ludność rozwiązała ten dylemat tak, że jednakowo świętowała oba te dni. Inne rytuały, na przykład krzesanie nowego, "żywego" ognia prastarym sposobem, przez tarcie dwóch desek, były praktykowane w różnych miejscowościach także na 1 maja i nawet jeszcze wcześniej na Wielkanoc.

Wyłania się z tego obraz taki, że przed przyjęciem chrześcijaństwa istniało u Słowian wielkie płodnościowo-orgiastyczne święto na przełomie wiosny i lata, kiedy dni są najdłuższe i potęga Słońca, światła i ognia największa, choć właśnie wtedy należy pomóc Słońcu, wzmocnić jego siłę, która zaraz zacznie słabnąć. Czym wzmocnić? - paląc na ziemi, jakby jego magiczne odbicie, wielkie ognie. Kiedy zaczęto Słowian chrzcić i nawracać na nową wiarę, obyczaje związane ze Świętem Kupały zaczęły być "przyklejane" do wielkich świąt kościelnych tej pory roku, więc i do Zielonych Świątek, i do Jana. Tym łatwiej, że Słowianie ścisłej astronomicznej rachuby czasu nie znali, a ich własny kalendarz był księżycowy. Miesiąc był dla nich okresem widoczności Księżyca, czas dzielili na miesiące według pełni i nowiów Księżyca, więc zapewne i świętowanie Kupalnocki wahało się w obrębie całego kalendarzowego miesiąca. To by tłumaczyło "rozmycie się" obrzędów, co do ich czasu, pomiędzy Zielonymi Świętami a Janem: jedne przeszły do Zielonych Świątek, inne do Jana.

Czy Kupała była świętem ognia czy wody? Wcale nie jest to jasne. Bo z jednej strony mamy rytualne krzesanie "żywego ognia", palenie ognisk i światełek na wiankach - ale z drugiej strony wraca motyw kąpieli i brzeg rzeki jako miejsce świętowania. A więc woda - czy ogień? Odpowiedź brzmi: jedno i drugie. Kupalna Noc była świętem i ognia i wody, była świętem połączenia wody i ognia. Była świętem połączenia żywiołów i w ogóle momentem zjednoczenia przeciwieństw. Tej nocy ogień łączył się w jedność z wodą, światło z ciemnością, mężczyzna z kobietą i piorun bijący z nieba - z ziemią. Także ład łączył się w jedno z chaosem.

Dla ludzi żyjących w cyklicznym czasie powtarzających się pór roku, świąt i faz Księżyca, Noc Kupały była jakby osią, w której Wszystko łączyło się w Jedno - osią, wokół której obracał cały wielki kołowrót świata.

Wspomniany wcześniej Artur Kowalik (którego cenię jako wybitnego znawcę świata dawnych Słowian) postawił hipotezę, iż powtarzające się w sobótkowych obrzędach łączenie ognia z wodą - a więc świeczki spławiane rzeką, palenie, po czym topienie słomianych kukieł lub pochodni - jest pozostałością rodzimowierczego obrzędu, podczas którego kapłan demonstrował ludowi rzecz niemożliwą: połączenie przeciwieństw, mianowicie ogień płonący w wodzie. Czyniono tak, zręcznie manipulując nad wodą płonącymi pochodniami.

Podobną demonstracją połączenia się przeciwieństw był... kwiat. Ale nie kwiat paproci, który wydaje się raczej obcym, nie-słowiańskim zapożyczeniem, lecz kwiat bratka. Bratek, Viola tricolor, ma w jednym kwiecie płatki żółte (jak ogień) i fioletowo-niebieskie (jak woda). Wygląda więc jak ogień połączony z wodą. A dlaczego nazywa się właśnie "bratek", a nie inaczej? W tym kryje się dalszy ciąg kupalnej tajemnicy. We wschodniosłowiańskich pieśniach świętojańskich zachowała się opowieść o kazirodztwie, które kiedyś, "dawno temu", miało miejsce podczas tej naładowanej magią nocy. O siostrze, która w tę noc uwiodła brata i który musiał ją za ten czyn zabić. Przed nieuchronnym wyrokiem dziewczyna prosi, by na jej grobie posadzić kwiaty, albo kwiaty wyrastają same na jej - lub ich, wspólnym, grobie. Kwiaty te mają płatki czerwone jak męski ogień i błękitne jak żeńska woda. I nazywają - jakby inaczej? - bratkami.

Kiedy znamy ten mit, sens kupalnego święta się wyjaśnia. Jak ogień z wodą i jak płatki bratków o przeciwnych kolorach, podczas tego święta urzeczywistnia się Jedność Wszystkiego. Świat staje się monadą - jednym punktem, w którym łączą się przeciwieństwa. Kiedyś bogowie, zaczynając od takiego magicznego punkty, stworzyli świat. Teraz jego stworzenie zostaje powtórzone.

Słowianie nie znali filozofii i nie umieli tych idei wyrazić pojęciowo. Dlatego wyrażali ich sens poprzez świętowanie i radość, przez pieśni, tańce i szczególne rytualne działania. Chociaż, kto wie, czy naprawdę nie znali do tego "teorii". Ich religia też przecież musiała mieć swoich kapłanów, mędrców, wtajemniczonych. Ale gdy przyszła nowa wiara, oni nie spisali swoich traktatów o budowie i sensie świata. Zostały po nich, jako echo ich religii, tylko ludowe obrzędy.

Sobótka-Kupalnocka miała swoje odmiany w całej Słowiańszczyźnie. W Rosji ten święty dzień zaczynano od kąpieli w łaźni, po czym przez wsie szły korowody z pieśniami, na brzegami rzek nie tylko palono ognie, ale i ucztowano. W Bułgarii kąpano się w rzekach przed wschodem Słońca - obyczaj bardzo podobny do wczesno-chrześcijańskich rytuałów nocnego chrztu przez zanurzenie w wodzie z głową i nago. Świętowali nie tylko ludzie - cieszyć się miało także Słońce! Wypatrywano tego dnia wschodu Słońca, bo wtedy Słonce miało skakać po niebie z radości. Kto to zobaczył, szczęście go spotykało. U wschodnich Słowian palono słomianego bałwana, zwanego także "Kupała" lub "Kupało", i jeszcze płonącego topiono w wodzie. Na Polesiu, ale i w Małopolsce w środku świętojańskiego ogniska wznoszono słup obłożony słomą - wyraźny znak, iż ogień ten symbolizował zarazem oś świata. Pola objeżdżano konno z pochodniami zapalonymi od sobótkowych ogni. Przez ogniska przepędzano bydło. Dziewczęta strojono gałęziami, po czym wyglądające jak chodzące drzewko, wrzucano do wody. Wszędzie skakano przez ogień, a niekiedy chodzono po nim boso. Moc ognia wzmacniała "ognista", aromatyczna roślina - bylica, czyli piołun. Wzmocnieniu mocy służył też napitek: piwo z dodatkami psychoaktywnych roślin, jak chmiel lub lulek.3 Wszystkie te czynności miały na celu "unurzanie się" w ożywczej, uzdrawiającej mocy ognia i wody - łączących się wtedy żywiołów.

Podczas tego wszechogarniającego połączenia przeciwnych żywiołów łatwiej było chłopcom i dziewczętom przekroczyć dzielącą ich zwykle barierę. Był to idealny moment, by młodzi obojga płci poznali się - także najbliżej jak to możliwe. Na to był potrzeby szczególny, wyjątkowy dzień, a raczej noc, bo w zwykłe dni Słowianie, naród wszak rządzący się surowym patriarchalnym prawem, nie kwapili się do wolnej miłości.

Skąd wzięły się wianki? Wydaje się, że wróżenie z wianków było jakby osobną tradycją, dość luźno związaną z głównym sensem tego święta. Wianki w dawnych czasach plecione były ze słomy, w którą wplatano świeże kwiaty. Z początku nie używano świec - po prostu podpalano słomę. Albo doczepiano do wianka łatwopalny wiecheć z suchych ziół. Z tego, co się działo z wiankiem, dziewczęta wróżyły sobie przyszłość. W którą stronę wianek płynął, znaczyło, z której strony przyjdzie narzeczony. To, czy wianek odpłynął czy utonął, zapowiadało długie i szczęśliwe życie - lub przeciwnie. W niektórych okolicach nie chodzono z wiankami nad wodę, tylko rzucano na gałęzie: gdy zawiesił się na gałęzi, wróżba była pomyślna. Albo rzucano na dach: nie spadł - pomyślnie!

Kiedy pierwotny sens Kupały zacierał się w ludzkiej świadomości, zaczęto sens sobótkowych ogni tłumaczyć inaczej: że oto w tę noc szczególnie aktywne są wiedźmy, strzygi, czarty i inne służki i słudzy zła. Są aktywne właśnie dlatego, że w ramach ogólnego pomieszania żywiołów siły ciemności i chaosu wnikają w uporządkowany "dzienny" świat ludzi. I dlatego, by je trzymać na bezpieczną odległość od ludzkich siedzib, trzeba palić wielkie ognie. Widywano w tę noc latających pod niebem czarowników, a chaty zabezpieczano ostrymi narzędziami postawionymi na sztorc - wiadomo, czarownice ich nie lubią. Kto zaś nie przyszedł na sobótkowe tańce, ten był poważnie podejrzany, że sam jest wiedźmą lub "wiedźminem" i lata gdzieś na szkodę przyzwoitym ludziom. Zauważmy, że podobnie zdemonizowane zostało zachodnio-europejskie święto ognia, Beltaine, a raczej jego wigilia - noc po dniu św. Walbergi-Walpurgii, a także, w angielsko-amerykanskiej tradycji, wigilia Wszystkich Świętych czyli Halloween. Mechanizm był w każdym przypadku podobny: święta, podczas których pierwotnie stapiały się - chwilowo - światy ludzi i duchów, stawały się z czasem nocami złych mocy, porą inwazji demonów.

Długo już po tym, kiedy sens Nocy Kupalnej zatarł się w ludzkiej pamięci, powtarzano powiedzenie-przestrogę, że kąpać się - w rzekach lub jeziorach - można dopiero po tym, kiedy "św. Jan wodę ochrzci".4 Ale istniała w Słowiańszczyźnie inna wersja tej przestrogi: że kąpiel jest dozwolona, kiedy wodę "ochrzci"... piorun podczas pierwszej burzy. Gdy zestawić jedno z drugim, wynika, że kupalnym obrzędom powinna wtórować burza z piorunami. Wtedy dopiero, gdy w ludzkie działania włączy się przyroda, święto to zostanie spełnione w sposób doskonały. (Podobnie jak dziś do doskonałości świąt Bożego Narodzenia potrzeba, aby wtedy spadł śnieg.) Gdy ten wątek pociągnąć dalej, wyniknie z niego, że Kupalnocce patronowało bóstwo, które po chrystianizacji zastąpił i przesłonił święty Jan Chrzciciel. Bóstwo to miało związek z piorunami, więc zapewne było bogiem burzy. Czyżby tym patronem Nocy Kupalnej był sam gromowładny Perun?5

I jeszcze lokalny szczegół. Na zachód od Milanówka, gdzie od kilkunastu lat mieszkam, na św. Jana - w samo to święto, nie w jego wigilię - po wsiach pali się ognie. Pali się je na miedzach, a więc na skrawkach ziemi niczyjej, czyli symbolicznie nie-ludzkiej, więc w jakimś sensie pozostawionej mocom i duchom, a w tych ogniskach pali się koła. Kiedyś zapewne były to zużyte koła od wozów, dziś są dużo efektywniej płonące stare opony. Nad okolicami Błonia, Regowa, Szymanowa, w trójkącie Grodzisk - Sochaczew - Bolimów co roku unoszą się wstęgi czarnych dymów. (I tylko tam.) Kilka razy o ten obyczaj, praktykowany przecież 30-60 km od Warszawy, pytałem etnografów. Nikt o nim nie słyszał! Palenie kół przypomina obrzęd zapalonych kół, staczanych ze wzgórz na celtyckie, ale i germańskie święto nowego ognia, Beltaine, 1 maja. W ziemi w wymienionym mikroregionie leżą złoża brył szlaki pozostałej po starożytnym zagłębiu hutniczym. W okresie rzymskim ta okolica była gęsto zaludniona i produkowała broń na potrzeby Germanów toczących przygraniczne wojny z Cesarstwem. Można przypuszczać, że obyczaj palenia świętojańskiego palenia kół jest świadectwem, iż spora grupa ówczesnej ludności z tzw. Kultury Przeworskiej na tym terenie przetrwała okres Wędrówki Ludów i przekazała swoje obrzędy przybyłym później Słowianom. Tylko jak to sprawdzić?

Wojciech Jóźwiak
taraka@taraka.pl
27 kwietnia - 22 maja 2006


Większa część tego tekstu została napisana jako artykuł dla miesięcznika "Wróżka". Korzystałem z różnych źródeł, przede wszystkim z:
Kazimierz Moszyński "Kultura ludowa Słowian", Warszawa 1963
Artur Kowalik "Kosmologia dawnych Słowian", Kraków 2005


Przypisy



1. ...i artykułu w Tarace pt. "Zarys kosmologii dawnych Słowian".

2. Prościej a mniej romantycznie można objaśnić to tak, że zdrobnienie od 'soboty' - sobótka - oznaczało to samo, co później wigilia - przeddzień kościelnego święta. Sobota była przededniem niedzieli, sobótka - przededniem święta niebędącego niedzielą. I podobnie jak dziś wigilia bez dodatkowego określenia zaczęła oznaczać wigilię Bożego Narodzenia (gorliwej przecież świętowaną niż właściwe Boże Narodzenie!), tak w średniowieczu sobótka bez dookreślenia oznaczała przeddzień jednego szczególnego święta - św. Jana; i podobnie była świętowana gorliwiej niż właściwe święto kościelne. (Niepokojące jest jednak, że Słowianie zastąpili "europejskie", od planet, nazwy dni tygodnia własnymi - prócz właśnie soboty, zachowując dla niej nazwę hebrajską.)

3. Zapewne zioła te były substytutami rośliny naprawdę upajającej - enteogennej, którą dla dawnych Indoeuropejczyków była ruta stepowa, Peganum harmala, czyli tajemnicza soma-haoma z hymnów wedyjskich i staroperskich.

4. Ja sam jako dziecko tak bywałem pouczany.

5. Skoro na Kupałę "powinien" uderzyć grom, to bóstwem tego święta jest bóg gromów Perun. Jednakże z analogicznego sylogizmu wynika, że skoro na Boże Narodzenie "powinien" padać śnieg, to Jezus jest bóstwem śniegu! To równanie zostało zrealizowane inaczej: oto nie mający nic wspólnego ze śniegiem Jezus jest wypierany z bożonarodzeniowego imaginerium przez inne, par excellence śnieżne bóstwo - tzw. Świętego Mikołaja, lub raczej Santa-Kloza.




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)