Kiedy jeszcze jako nastolatek usiłowałem zorientować się w świecie (w który od niedawna byłem, jak powiadają egzystencjaliści, wrzucony), dziwiło mnie, że wielkie zwierzęta, ssaki - słonie, nosorożce, żyrafy, hipopotamy, bawoły, antylopy, koniowate, wielbłądy - żyją w Afryce, w mniejszej liczbie w Azji, ale na innych kontynentach jakoś ich nie ma. W Australii te kangury, największe wielkości człowieka, w Ameryce Pn. właściwie tylko bizony, w Ameryce Południowej prawie nic. Zwłaszcza ten ostatni kontynent dziwił mnie swoim bezludziem od wielkich zwierząt, rażącym na tle bujnej flory. (Dlaczego?!) Przy tym dowiadywałem się, że wielkie ssaki i tam żyły, i były dziwne, jak makrauchenia i olbrzymie leniwce, ale wymarły. (Dlaczego?!) W Europie też żyły wielkie ssaki, np. mamuty, a zostały z nich tylko żubry..., i tury, którym pozwolono wymrzeć całkiem niedawno, niecałe 400 lat temu, zresztą w tych lasach, na których miejscu zbudowano (mój) Milanówek. Stopniowo ujawniała mi się prawda o megafaunie. Zapewne młodsi wiedzą o tym od przedszkola, ale to dlatego, że w ogóle uświadomiono sobie losy megafauny dopiero w ostatnich paru dziesięcioleciach.
Prawidłowość jest taka, że jeśli przyroda dostanie kilka milionów lat (3?, 5?) spokoju, to wytwarza megafaunę. Ze ssaków (dawniej terapsydów) lub z ptaków (dawniej dinozaurów). Megafauna powstaje wszędzie. Współcześnie mamy megafaunę, sawannową w Afryce, a raczej jej resztki. Znakomicie się rozwinęła też megafauna ssaków w tak niegościnnym zdawałoby się środowisku jak oceany i ich wybrzeża, także te pokrywające się lodem, mam na myśli walenie (pokrewne hipopotamom i krowom), morsy, foki i uchatki (pokrewne psom i łasicom) i niedźwiedzia polarnego, całkiem młodego drapieżnika-giganta w tym środowisku.
Obecność wielkich drapieżników jest najlepszym wskaźnikiem megafauny. Tam, gdzie żyją mimo braku wielkich zwierząt łownych, są żywymi świadkami tego, że megafauna tam była i niedawno zanikła. Tak jest z jaguarem i pumą w Ameryce Południowej.
To, że megafauna ssacza jest w Oceanie Arktycznym, a nie ma jej (prawie) w Amerykach ani w Europie, to dlatego, że całkiem ewolucyjnie niedawno zjawił się wyjątkowo sprawny drapieżnik, który ją zlikwidował. Oczywiście byli nim ludzie. Zanim jeszcze powstały cywilizacje, pierwotni łowcy, którzy skolonizowali najpierw Australię, potem Ameryki, zostawili po sobie pogrom-zagładę zastanej zwierzyny czyli megafauny.
Przetrwały nieliczne gatunki, zwłaszcza te, które ewoluowały w towarzystwie człowieka i dostały wdruk, by unikać dwunogich. (Kto nie miał genów na unikanie, został zjedzony.) Dlatego paradoksalnie aż do najnowszych czasów przetrwała prawie bez start megafauna Afryki, gdzie ludzie byli "zawsze", tzn. tam spędzili swoją ewolucję jeśli nie liczyć ostatnich ok. 100 tys. lat. Przetrwały też gatunki ze środowisk takich, gdzie nie konkurowały z człowiekiem, gdzie on zaglądał do niedawna rzadko lub wcale: fauna wysokich gór, oceanu, Arktyki.
Przez miliony lat żyliśmy - tzn. nasi przodkowie - wśród megafauny i gdzieś obraz wielkich stad wielkich ssaków nosimy na dnie umysłu, i jest to jeden z najbardziej energetyzujących obrazów. (Prawie jak seks.)
Właśnie dlatego dzieci - istoty bardzo czułe na impulsy idące z genów - tak chętnie bawią się zabawkami-zwierzętami, wśród których przeważają te megafaunowe, jak konie, słonie, niedźwiedzie. I chętnie chodzą do zoo. Dla nich, a właściwie dla tego impulsu z genów, w ogóle te gałęzie przemysłu powstały - ogrody zoologiczne i zabawki.
Jestem świeżo po filmie Wernera Herzoga "Jaskinia zapomnianych snów". O Jaskini Chauveta we Francji, w Masywie Centralnym nad rzeką Ardèche, którą odkryto w 1994 roku, pełną rysunków sprzed 30 tysięcy, a może nawet 34 tysięcy lat. Jest to najstarsza prahistoryczna galeria sztuki. Ówcześni paleolityczni Europejczycy rysowali - co? - megafaunę. I od razu robili to perfekcyjnie. Zwierzęta na ścianach tej jaskini są przedstawione "jak żywe", a nawet bardziej niż jak żywe, ponieważ rysownicy umieli wydobyć ideę, istotę poszczególnych zwierząt, pokazać to co w nich jest konstytuujące - budujące konia, żubra, lwa, nosorożca. A przy tym nie przestawali, jako artyści, być realistami. W naszych czasach najbliższa ich stylowi jest tradycyjna grafika japońska, malarstwo zen. Jakby tamte malowidła węglem i ochrą czynił japoński mistrz zen. Wiele musieli medytować tamci mieszkańcy jaskiń u stóp alpejskich lodowców.
Co wtedy było? Ludzie już wiele dziesiątków lub set tysiącleci wywędrowali poza ojczystą Afrykę. W Europie obok siebie żyły dwie obie ówczesne rasy: "współcześni" czyli Ludzie z Cro-Magnon, i neandertalczycy. (Malowali ci z Cro-Magnon.) Australia już była skolonizowana. Po obu Amerykach chadzały masy wielkich ssaków nie wiedząc (jak to bydło), że ma przyjść człowiek i z nim na nie zagłada. Lwy przyżywały swój złoty wiek i żyły aż do granicy lodowca na północy i do Peru w Ameryce. U nas na linii Konin-Płock-Mława stał lodowiec. Pod lodem były Alpy. Duża część szelfów była lądem i Anglia łączyła się z kontynentem. W kotlinach Azji stały jeziora wielkie jak morza.
Nigdzie zapewne jeszcze nie znano rolnictwa. Ludzie paśli się na megafaunie. Żyli wśród wielkich zwierząt, karmili się ich mięsem, okrywali skórami, z kości sporządzali ostrza oszczepów i prawie cała ich aktywność nakierowana była na obserwowanie i studiowanie wielkich zwierząt i dzielenie się wiedzą o nich. Ich umysły wypełnione były obrazami zwierząt. W Europie zmrożonej glacjałem było ich nadspodziewanie wiele i różnorodnych. Był to - jakby - "chłodny" wariant megafauny afrykańskiej. Mamuty, nosorożce, bizony stepowe, konie, renifery, łosie, koziorożce. Z drapieżników lwy (to właśnie dzięki tym rysunkom wiemy, że jeszcze nie miały grzyw!), pantery, hieny, wilki, niedźwiedzie. Wciąż trwała wtedy unia umysłów ludzi - i wielkich zwierząt. To z tamtych i jeszcze wcześniejszych czasów bierze się zjawisko przejawiania się idei w umyśle człowieka w postaci zwierząt - mam na myśli szamańskie zwierzęta mocy.
To była epoka Zwierząt Mocy.
Jak o wszystkich archetypach niewiele można powiedzieć o nich wprost. Przekazywanie archetypów to sprawa artystów i wizjonerów. Do Jaskini Chauveta tacy schodzili.
W swoim blogu, Tomasz Gabiś napisał o twórczości Ernsta Jüngera:
Jüngerowski konserwatyzm polega nie na "konserwowaniu" tego, co było lub na chęci "restaurowania" tego, co minęło, lecz na zachowywaniu tego, co "zawsze zachowuje ważność".
Szamanizm w jednym ze swoich aspektów polega na kultywowaniu tego, co w nas archaiczne, genetyczne, idące w przekazie od najdawniejszych przodków. W naszym archaiku leżą źródła naszej siły. Pod tym względem szamanizm jest - czystym i skrajnym - konserwatyzmem, właśnie w sensie powyższego cytatu.
Wojciech Jóźwiak
3. * * * • autor: Dominika Szczeplik "Dayam" 2011-08-15 23:31:02
4. Świetny artykuł • autor: rajah197 2011-09-09 21:17:31
5. O megafaunie i ludziach jej świadkach, jeszcze • autor: Wojciech Jóźwiak 2011-09-09 21:51:06
Ludzie studiowali wnikliwie zwierzęta aby finalnie doprowadzić do ich zagłady (wielu gatunków)
6. Chwała • autor: rajah197 2011-09-10 20:27:47
Autor, jego teksty
Aby pisać komentarze zaloguj się lub zarejestruj.
Udostępnij:

Drukuj
wróć na górę
1. Polecam Herzoga "Grizzly Man" • autor: aksah 2011-08-11 23:11:19