Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

20 kwietnia 2010

Dawid Rzepecki

Następnego dnia był 10 kwietnia


W piątek 9 kwietnia pochowaliśmy sarnę. Dzień wcześniej znaleźliśmy ją pod świerkiem, kilka metrów za naszym domem. Widać było, że przyszła sama, ułożyła się pod najniższą gałęzią drzewa i umarła. Przyznam, że kiedy ją tam zobaczyłem poczułem szarpnięcie w brzuchu. Jaki to znak daje mi śmierć? Do tej pory sarny, to były te piękne dzikie i wolne zwierzęta które z nieukrywaną przyjemnością oglądałem co dzień. Sarna to też jedno z moich "zwierząt mocy". Jest też patronką tego cudownego miejsca gdzie mieszkamy - Sarniej Polany.

Zdarzenie to wpisywało się też w mój osobisty proces przemian. W tych dniach pracowałem z "autorytetem". Chwilę przed tym jak znaleźliśmy to martwe zwierze, uświadamiałem sobie jak często moja pewność siebie przeplata się z arogancją. Jak wielkiej pokory trzeba aby uwolnić się od lęku o siebie. I właśnie wtedy na tę myśl usłyszałem przejęte wołanie Zosi.

Aby oderwać się od tego hipnotyzującego widoku martwego ciała i wyjść z poczucia paraliżu rozejrzałem się uważnie dookoła. Pogoda była tego dnia piękna, słońce chyliło się ku zachodowi nurkując między szczyty młodych brzóz rosnących nad stawem. Złote światło wypełniało plastycznie przestrzeń ocieplając wyłaniające się zewsząd coraz większe cienie. I nagle poczułem wdzięczność. Za to że mogę być świadkiem i życia i śmierci. Poczułem, że oto nasza patronka przybywając do nas i dopełniając pod naszym domem swego wolnego żywota, wprowadza nowy wymiar w naszej z sarnami relacji. Uzupełnia brakującą treść w moim na nie patrzeniu. Urzeczywistnia je.

Wyprawiliśmy jej wspaniały pogrzeb. Były kwiaty, świece i kadzidła. Szacunek i wdzięczność. W jakiś absurdalny sposób poczuliśmy się wyróżnieni przez Herna - ducha lasu. Spełnieni i spokojni poszliśmy spać.

Następnego dnia był 10 kwietnia.

Rozglądam się dziś dookoła i widzę świeżą zieleń traw, pąki olch, młode listki brzóz. Rudzik na dębie. Kot na kolanach. Ja tu na Ziemi i ja tu w komputerze, w sieci słów...

Słowa są nieśmiertelne. Są informacją zapisaną w czasie. I zapewne dlatego tak chętnie w nie wierzymy. Zalewamy się potokiem słów, aby podtrzymać w sobie pozór ciągłości i ochrony przed końcem. Tu słowo śmierć jest płaskie, banalne i jakby lekko zbutwiałe. Mocy nabiera dopiero wtedy gdy staje się podpisanym wyrokiem...

Na Ziemi zaś wszystko jest w dynamice w której śmierć odgrywa równorzędną rolę wobec życia. Jest stale obecna i dopełniająca. Nie można jej zaprzeczyć.

Ludzie mówią, że śmierć to przede wszystkim dramat dla pozostałych. Trudno się z tym nie zgodzić. W tym wymiarze śmierć jest końcem współżycia bliskich sobie osób.

Ale jest też inny wymiar śmierci. To nie linearny koniec podróży. Nie coś co następuje po życiu. Ten inny wymiar istnieje gdzie słowa się kończą. Tu na Ziemi. W tym wymiarze śmierć stale towarzyszy naszemu życiu. I to nie tylko dlatego, że będąc zupełnie nieprzewidywalną może potencjalnie zabrać nas w każdej chwili i nikt, ani nic nas od tego nie uratuje. Ale dlatego, że jest obecnością.

Śmierć jest zawsze obecna. Czasem mam też wrażenie, że zabiera nas w każdej chwili. Coś się wtedy otwiera. Otchłań, przejście. Tak jakby polaryzacji energii życia i energii śmierci towarzyszyło napięcie stwarzające Świadomość.

Jak mówił Don Juan Castanedy: "Brak jasnego wyobrażenia śmierci pozbawia nasze życie porządku, trzeźwości i piękna." Odwracając się od doświadczania śmierci chcemy zapominając zapewnić sobie spokój. I nie jest to możliwe, i koszty są ogromne. Na ołtarzu iluzji nieśmiertelności składamy własne doświadczanie życia. Ale jak wiemy Ona nie zapomina.

Światło świeci, ale nie rozjaśnia. Cień pada ale nie zaciemnia.


Dawid Rzepecki

Sarnia Polana 20.04.2010



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)