- w Tarace za zgod± Wydawcy
Energia ¿yciowa mo¿e byæ tu we wszechobejmuj±cej przytomno¶ci, niezaburzana kreowanymi przez nasze my¶lenie podzia³ami. Ka¿dy mo¿e do¶wiadczyæ tego stanu istnienia, które jest prawdziwym istnieniem.
Jacek Dobrowolski: Toni, pracujesz z lud¼mi w Ameryce, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Holandii i w Polsce, do której przyje¿d¿asz od 1975 roku. Podkre¶lasz, ¿e pomimo indywidualnych i narodowych ró¿nic wszyscy jeste¶my do siebie bardzo podobni, poniewa¿ jeste¶my istotami ludzkimi, a ró¿nice s± czym¶ powierzchownym. Jednak mimo wszystko wydaj± siê one bardzo du¿e. W kontek¶cie wyobra¿eñ dotycz±cych narodowej to¿samo¶ci i temperamentu mo¿na powiedzieæ, ¿e polska kultura ma charakter katolicki i dominuje w niej archetyp matki, natomiast w pozosta³ych odwiedzanych przez ciebie krajach dominuje protestantyzm i archetyp ojca. Czy ze wzglêdu na twoje niemieckie pochodzenie ³atwiej ci pracowaæ z Niemcami? Czy Niemcy s± rzeczywi¶cie bardziej powa¿ni i pilniejsi? Czy Amerykanie s± faktycznie nastawieni bardziej praktycznie i mniej przejmuj± siê ideologi± ni¿ Europejczycy? Czy Szwajcarzy s± bardziej introwertyczni, a Polacy bardziej ba³aganiarscy? Czy te¿ to wszystko jedynie stereotypy, a podobieñstwa s± g³êbsze ni¿ ró¿nice?
Toni Packer: ¦mia³am siê jak wymienia³e¶ te wszystkie rozmaite cechy brzmi±ce jak stereotypy. Przypuszczalnie ka¿dej z nich mo¿na by doszukaæ siê u osób przyje¿d¿aj±cych na odosobnienia medytacyjne. To prawda, ¿e istniej± miêdzy nami ró¿nice kulturowe i osobowo¶ciowe. Stanowi± one po prostu nieod³±czn± czê¶æ naszego ogólnego uwarunkowania, i jest naprawdê wa¿ne, ¿eby je sobie w³a¶nie g³êboko u¶wiadomiæ. Nie, nie mam wra¿enia, ¿eby mi by³o ³atwiej pracowaæ z Niemcami. W pewnym sensie wiêkszo¶æ osób, które spotykam i z którymi pracujê podczas odosobnieñ medytacyjnych w Ameryce i gdzie indziej, znam lepiej od ludzi, w¶ród których dorasta³am. W dzieciñstwie i w okresie dorastania w gruncie rzeczy nie mia³am kontaktu ani z medytacj± ani ¿yciem duchowym. Kiedy potem wróci³am do Niemiec, by wyg³aszaæ mowy i spotykaæ siê z lud¼mi, przypomina³o to niemal uczenie siê nowego jêzyka.
Wracaj±c za¶ do pytania, które zada³e¶ na pocz±tku: kiedy siedzimy w ciszy, otwarcie s³uchamy i obserwujemy, co dzieje siê z chwili na chwilê, to ró¿nice narodowo¶ciowe znikaj±.
Jacek: A co z ró¿nicami w sposobie wyra¿ania uczuæ?
Toni: Ró¿nice w sposobie wyra¿ania uczuæ...
Jacek: W zale¿no¶ci od narodowo¶ci.
Toni: Doprawdy nie potrafiê nic o tym powiedzieæ, w ka¿dym razie nie w zwi±zku z tego rodzaju prac±, która polega na spêdzaniu wielu godzin w ciszy i do¶æ g³êbokim wnikaniu we wszystko. Mo¿e pojawiæ siê gniew. Lêk. Albo znudzenie. Przez wiêkszo¶æ czasu obecne jest jakie¶ pragnienie albo têsknota za czym¶. Nie ma niemieckiego gniewu czy polskiego lêku, szwedzkiej nudy, holenderskiego pragnienienia albo angielskiej têsknoty. Lêk to lêk, gniew to gniew, nawet je¶li przyczyny lêku lub gniewu s± odmienne u poszczególnych osób lub w ró¿nych krajach. Otwarto¶æ cichego s³uchania nie jest uwarunkowana kulturowo, jest tak natomiast z przeszkodami, które je blokuj±.
Jacek: Rozumiem. A podejmuj±c kolejn± kwestiê - O¶rodek Springwater wydaje siê miejscem niezwykle demokratycznym. Starasz siê nie dominowaæ. Podczas odosobnieñ, na których ciê nie ma lub których jeste¶ zwyk³± uczestniczk± [w styczniu ka¿dego roku], ka¿dy mo¿e wyg³osiæ mowê. Nie ma ¿adnej ustalonej hierarchii. Czy twoim zdaniem praca wykonywana w takim miejscu, w tego rodzaju spo³eczno¶ci, stanowi antidotum na polityczne i duchowe tyranie, jakie spotykamy na ca³ym ¶wiecie?
Toni: Nie my¶lê w kategoriach przeciwieñstw czy antidotum. Po prostu robimy - ja po prostu robiê - to, czego nie sposób nie robiæ. Wydaje siê zupe³nie naturalne, ¿e gdy pracuje siê razem, s³uchamy siebie nawzajem - z uwag±, z otwarto¶ci±, staraj±c siê zrozumieæ, co ma do powiedzenia druga osoba, i nie zak³adaj±c z góry, ¿e znamy odpowiedzi. Mam g³êbokie poczucie, ¿e przy podejmowaniu wspólnych decyzji jest wa¿ne, by ka¿dy móg³ przedstawiæ swoje pomys³y i wyraziæ odczucia. Zamiast by kilka osób decydowa³o o rozmaitych kwestiach gdzie¶ na osobno¶ci, znacznie lepiej jest by wszyscy wzajemnie siê wys³uchali, zaznajomili z wieloma sugestiami, z wieloma faktami, mo¿e i wieloma emocjami.
Jacek: Tak, pamiêtam jedno z zebrañ obsady O¶rodka. Atmosfera by³a rzeczywi¶cie znakomita. Uczestniczy³em w wielu takich spotkaniach w rozmaitych o¶rodkach, i to w Springwater by³o z pewno¶ci± najserdeczniejsze, pe³ne troski i szacunku. To bardzo piêkne.
Toni: To zdumiewaj±ce, jak ludzie pracuj±cy wspólnie przez pewien czas potrafi± nauczyæ siê wzajemnego s³uchania, choæ nie jest to wcale ³atwe. Nie nawykli¶my s³uchania siebie nawzajem. Jeste¶my pod ci±g³±, przemo¿n± presj± w³asnych wyobra¿eñ, z którymi g³êboko, najczê¶ciej nie¶wiadomie, siê uto¿samiamy. Pragniemy lansowaæ swoje idee, a przy okazji siebie samych. Nie ma miejsca na s³uchanie, gdy czekamy jedynie na tym, ¿eby przeforsowaæ w³asny punkt widzenia. S³uchanie czyjej¶ wypowiedzi w milczeniu, bez przerywania, to co¶ rzadkiego, jednak mo¿e siê zdarzyæ. Przy pewnej dozie cierpliwo¶ci mo¿na w sobie z czasem wykszta³ciæ tak± zdolno¶æ s³uchania. Jest w niej wiele si³y.
Jacek: A zatem O¶rodek Springwater jest nie tylko miejscem dociekañ medytacyjnych, ale mo¿e byæ tak¿e postrzegany jako szko³a demokracji.
Toni: Brzmi to zdecydowanie zbyt intelektualnie i ideologicznie. Cokolwiek tu siê dzieje, stanowi raczej naturalny wyraz istnienia i troskliwej pracy - z innymi i z samym sob±.
Jacek: Dlaczego tak czêsto przeciwstawiamy siê zewnêtrznym - politycznym albo religijnym - tyraniom - a tak ³atwo ulegamy duchowym?
Toni: W³a¶nie, sama siê nad tym zastanawia³am. Wiele osób siêga do tradycji duchowych, poniewa¿ buntuje siê przeciwko tyranii i cierpieniu, jakich dozna³a ze strony represyjnego systemu politycznego czy religijnego. Po có¿ wiêc podporz±dkowywaæ siê autorytetowi duchowemu? Czy w ogóle zdajemy sobie sprawê, kiedy tak siê dzieje, czy te¿ pozostajemy tego nie¶wiadomi? Czy wierzymy - sami z siebie albo w wyniku perswazji nauczycieli - ¿e autorytet w sprawach duchowych ró¿ni siê od innych rodzajów autorytetu i jest niezbêdny do duchowych poszukiwañ? Czy odnosimy siê czo³obitnie do nauczycieli duchowych, wierz±c w ich swoist± nietykalno¶æ? Nieomylno¶æ? Wszechwiedzê? Doskona³o¶æ? W wielu ko¶cio³ach, ¶wi±tyniach i o¶rodkach duchowych kap³an czy nauczyciel zajmuje miejsce starannie oddzielone od przestrzeni, w której zbieraj± siê zwykli ludzie.
Uwielbiamy uto¿samiaæ siê z osobisto¶ciami, którym przypisujemy jakie¶ szczególne moce. Sami czujemy siê dziêki temu trochê nimi obdarzeni. Niektórzy naprawdê siê na mnie z³oszcz±, kiedy mówiê, ¿e nie mam zamiaru byæ dla nich autorytetem, ¿e to co mam do przekazania, mo¿e byæ przez ka¿dego zakwestionowane, zbadane i odkryte na drodze bezpo¶redniego wgl±du. Nikt nie mo¿e odkryæ prawdy za kogo¶ innego. S± osoby, u których wywo³uje to gniew i mówi±: "Ale ja potrzebujê autorytetu. Chcê, ¿eby¶ zosta³a moim nauczycielem. Sprawiasz mi zawód".
Jacek: Chc± czuæ siê bezpiecznie.
Toni: Tak, uto¿samiaj±c siê z kim¶, chcemy zapewniæ sobie poczucie bezpieczeñstwa i mocy. Mo¿e dla niektórych z nas jest to powrót do dzieciñstwa, kiedy mogli¶my trzymaæ rodziców za rêkê i bezkrytycznie wierzyæ w ich opiekê i wszechwiedzê.
Jacek: Inne pytanie. W Polsce, lekarze niezwykle rzadko mówi± prawdê ¶miertelnie chorym pacjentom. Uzasadniaj± to w taki sposób, ¿e wiêkszo¶æ ludzi nie by³aby zdolna poradziæ sobie z t± wiedz±. Czy nie jest to po prostu wymówka i czy nie jest raczej tak, ¿e w gruncie rzeczy to sami lekarze nie wiedz±, jak sobie radziæ z sytuacj±?
Toni: Rozmy¶lali¶my z mê¿em nad t± kwesti± i nad tym, czy chory powinien wiedzieæ o swoim stanie, poniewa¿ mój m±¿ cierpia³ na raka, który obecnie jest w fazie cofania siê. Z naszego pobie¿nego rozeznania wynika, ¿e bardzo czêsto lekarze nie s± po prostu pewni, czy schorzenie jest istotnie nieuleczalne - zdarzaj± siê bowiem zdumiewaj±ce przypadki remisji. Có¿ zatem mo¿na o tym miarodajnego powiedzieæ? Pewien lekarz napisa³, ¿e niektórzy pacjenci umieraj±, po zapoznaniu siê z postawion± diagnoz±. Gdybym by³a lekarzem, nie k³ama³abym komu¶ z obawy, ¿e nie bêdzie umia³ przyj±æ prawdy, lecz raczej zastanawia³abym siê, czy rzeczywi¶cie j± znam. Nie by³abym tak pewna s³uszno¶ci rokowañ opartych na historii wcze¶niejszych przypadków choroby. Pewne jest tylko to, ¿e nie sposób przewidzieæ, co siê mo¿e przydarzyæ komu¶ z nas za chwilê, jutro czy w przysz³ym roku.
Dalej, przypuszczenie, ¿e pacjent nie poradzi sobie z my¶l± o umieraniu, wymaga przemy¶lenia, prawda? To mo¿liwe, ¿e sam lekarz nie umie daæ sobie rady z wyobra¿eniem o ¶mierci. Wielu lekarzy nigdy nie kwestionuje zasady przed³u¿ania ¿ycia i przeciwstawiania siê ¶mierci za wszelk± cenê. ¦mieræ uwa¿ana jest za co¶ okropnego, co¶ co nale¿y odsuwaæ tak d³ugo, jak to tylko mo¿liwe, bez wzglêdu na wynikaj±ce z takiego dzia³ania cierpienia pacjenta. Je¶li wiêc lekarz sam boi siê ¶mierci, to jak mo¿e czuæ siê swobodnie w obecno¶ci umieraj±cej osoby?
Jacek: W³a¶nie. Jest te¿ kwestia autorytetu lekarza. Jak ka¿dy profesjonalista, nie mo¿e powiedzieæ, ¿e czego¶ nie wie, wiêc czasem nie mówi nic.
Toni: Tak. Bardzo czêsto pacjenci s± m±drzejsi od swoich lekarzy. Bywa, ¿e...
Jacek: Maj± przeczucie...
Toni: Tak.
Jacek: Obie strony prowadz± jednak czêsto grê pozorów.
Toni: Niedawno umar³o na raka dwoje moich bliskich przyjació³. ¯adne z nich nie zgodzi³o siê na takie formy leczenia, jak radioterapia czy chemioterapia. Jedna z tych osób nie bra³a nawet ¿adnych ¶rodków przeciwbólowych. Obydwie chcia³y umrzeæ w pe³ni przytomnie. Otoczone by³y opiek± najbli¿szych i umar³y bez heroicznych zmagañ, nawet bez obecno¶ci lekarza. Nie wydawa³o siê, ¿eby lêk czy ból stanowi³y problem. Powinni¶my siê wnikliwie przyjrzeæ naszemu przekonaniu, ¿e ¶mieræ to co¶ okropnego, czego nale¿y siê obawiaæ.
Jacek: Tak. Co by¶, Toni, poradzi³a umieraj±cej osobie?
Toni: W tej chwili nie wiem, co bym powiedzia³a. Musia³abym znale¼æ siê w takiej sytuacji. Ci moi umieraj±cy przyjaciele nie prosili mnie w gruncie rzeczy o radê. Doceniali raczej moj± bezwarunkow± obecno¶æ, wyra¿an± w listach i rozmowach telefonicznych.
Jacek: Tak.
Toni: Obecno¶æ. Bycie tutaj. Bez lêku. Bez wyobra¿eñ. Nie pragn±c niczego dla siebie. Z jedn± ze wspomnianych przyjació³ek czêsto rozmawia³y¶my przez telefon i pocz±tkowo du¿o siê ¶mia³y¶my. Mówi³a, ¿e nie boi siê umieraæ. Od dawna wiedzia³a, ¿e nie przetrwa tej choroby. Poprosi³a mê¿a, aby, kiedy bêdzie umiera³a, zadzwoni³ do mnie i przytrzyma³ jej s³uchawkê, ¿eby mog³a mnie s³yszeæ. Wiernie spe³ni³ jej pro¶bê. Za którym¶ razem, kiedy zadzwoni³, s³ysza³am tylko jej oddech, ju¿ bez ¿adnych s³ów. A potem, którego¶ dnia zadzwoni³ i powiedzia³ "W³a¶nie przesta³a oddychaæ", lecz ja nadal do niej mówi³am.
Jacek: Tak.
Toni: I nie przypominam sobie dok³adnie, co wtedy powiedzia³am, ale by³o to co¶ takiego: "Nie ma siê czego obawiaæ. Nie ma siê czego chwytaæ ani dok±d i¶æ. Wszystko jest w³a¶nie tutaj. Jeste¶my wszyscy w domu".
Jacek: Tak. Uwa¿asz zatem, ¿e osoba, która umiera, a która ju¿ wcze¶niej zaanga¿owa³a siê w dociekanie, w zapytywanie, powinna to kontynuowaæ, powinna byæ szczególnie uwa¿na?
Toni: Chodzi o to, ¿eby byæ uwa¿nym teraz, tak. I ¿eby¶my zdawali sobie jasno sprawê, gdy jeste¶my jeszcze zdrowi i pe³ni si³, ¿e nie jeste¶my tylko tym cia³em-umys³em. Nasze silne uto¿samienie z cia³em-umys³em jako odrêbnym bytem, podzielonym wewnêtrznie i oddzielonym od innych ludzi, od przyrody, od wszech¶wiata, jest po prostu b³êdne. Ka¿dy z nas mo¿e bezpo¶rednio doj¶æ do prawdy. A zatem czy mo¿emy ju¿ teraz, za ¿ycia, pozwalaæ umieraæ fa³szywym za³o¿eniom o tym, czym jeste¶my, pozostawiaj±c tê kwestiê ca³kowicie otwart±? Czy mo¿e pozostaæ tylko g³êbokie, ciche, pozbawione wszelkiej wiedzy dziwienie siê, prawdziwe zapytywanie o to, czym jestem? Wyobra¿enia i przypuszczenia mog± nagle ust±piæ na rzecz czego¶ ca³kowicie cichego, pustego, bezczasowego i czystego - wszechprzenikaj±cej esencji.
Jacek: Która jest nie¶miertelna i niezniszczalna.
Toni: Tak, w³a¶nie tak. Nie¶miertelna i niezrodzona. Mo¿na jej do¶wiadczyæ jeszcze w tym ¿yciu, zanim fizycznie umrzemy. Przypominasz sobie mo¿e - nie wiem, kto jest autorem tych piêknych s³ów...
Jacek: "Ten kto umrze, zanim umrze, nie umiera, gdy umiera"?
Toni: Tak, w³a¶nie. Tak.
Jacek: Czy masz jakie¶ przeczucia na temat tego, jak d³ugo bêdziesz ¿y³a? Nie proszê o to, ¿eby¶ nam powiedzia³a. Ale je¶li nie masz, to czy w ogóle jeste¶ tym zainteresowana?
Toni: Nie. Nie jestem. I nie dysponujê ¿adn± wiedz± na ten temat. Czujê siê obecnie bardzo zdrowa i w pe³ni si³, i ten umys³ nie jest zaprz±tniêty takimi my¶lami.
Jacek: A czy chcia³aby¶ wiedzieæ?
Toni: Chodzi ci o to, ¿e gdybym wiedzia³a o istnieniu kogo¶ zdolnego wskazaæ datê mojej ¶mierci, to czy chcia³abym go odnale¼æ i zapytaæ?
Jacek: Bo gdyby¶ to wiedzia³a, mog³aby¶ lepiej uporz±dkowaæ swoje ¿ycie. Mo¿e to cenna informacja, mo¿e ka¿dy powinien byæ naprawdê zainteresowany jej uzyskaniem?
Toni: Teraz lepiej rozumiem twoje pytanie. Ale ja ju¿ teraz, na bie¿±co odczuwam rado¶æ ³adu panuj±cego w najdrobniejszej rzeczy teraz z chwili na chwilê.
Jacek: Tak, jeste¶ rzeczywi¶cie dobrze zorganizowana, a zarazem spontaniczna i bardzo radosna. Znam ciê od wielu lat i jest to dla mnie dowodem twojej wewnêtrznej si³y, ¿e widz±c taki ogrom bólu i wskazuj±c jego obecno¶æ, jednocze¶nie nie tracisz ¿ywotno¶ci i zdolno¶ci cieszenia siê ka¿d± chwil±.
Toni: Tego wcale nie trzeba traciæ. Kiedy pojawia siê my¶l o ¶mierci albo gdy kto¶ - tak jak ty - o to pyta, mówiê, ¿e tak, oczywi¶cie, nadejdzie kiedy¶ czas umierania, i wówczas to w³a¶nie bêdzie siê dzia³o, bez potrzeby zmieniania czegokolwiek. Je¶li za¶ chodzi o rady odno¶nie ¿ycia i umierania z chwili na chwilê... je¶li potrafimy byæ w pe³ni tym, co jest, nie pragn±c niczego innego, to wszystko jest w porz±dku. Wszystko jest w porz±dku!
Jacek: Tak, tak. Czy mogê zapytaæ o co¶ jeszcze? Pamiêtam, jak do¶æ niedawno powiedzia³a¶, ¿e nigdy nie spotka³a¶ osoby pozbawionej ego. Czy chcia³a¶ przez to powiedzieæ, ¿e takie osoby nie istniej±, czy ¿e s± wielk± rzadko¶ci±, albo ¿e siê ich nie spotyka w¶ród wspó³czesnych nauczycieli duchowych?
Toni: To jest ca³kowicie mo¿liwe, by istoty ludzkie takie jak ty i ja by³y po prostu obecne, bez ci±g³ego my¶lenia o sobie, martwienia siê o siebie, projektowania siebie i potrzeby stawania siê kim¶ wa¿nym albo niewa¿nym. Energia ¿yciowa nie musi siê wcale wik³aæ w tê ogromn±, odwieczn± sieæ "ja", pe³n± wyobra¿eñ, uto¿samieñ, wspomnieñ, pragnieñ, lêków i iluzorycznego poczucia bezpieczeñstwa. Mo¿e byæ bezpo¶rednio dostêpna - w pe³ni obecno¶ci, niezaburzana kreowanymi przez nasze my¶lenie podzia³ami. Ka¿dy mo¿e do¶wiadczyæ tego stanu autentycznego istnienia. Chodzi³o mi o to, ¿e nie znam nikogo, kto pozostawa³by w tym stanie przez ca³y czas.
Jacek: S³usznie, s³usznie.
Toni: Ale w³a¶nie tego zawsze pragniemy...
Jacek: Mamy jakie¶ wyobra¿enie...
Toni: Mamy jakie¶ wyobra¿enie i przypisujemy pewnym osobom doskona³o¶æ, poniewa¿ z jakiego¶ powodu jest w nas przeogromna potrzeba, by wiedzieæ, ¿e takie s± takie doskona³e osoby, ¿eby je czciæ, uto¿samiaæ siê z nimi albo ¿eby siê ich obawiaæ. Cz³owiek lêka siê, ¿e nie bêdzie móg³ im dorównaæ, dlatego jest wobec siebie surowy i wytyka sobie niedoskona³o¶ci. Oni s± przecie¿ tacy idealni, pojawia siê wiêc my¶l "Dlaczego nie mogê byæ do nich podobny?". Dlatego tak pomocna jest rezygnacja z idea³u doskona³ej istoty ludzkiej - w ten sposób mo¿na przerwaæ b³êdne ko³o ci±g³ego porównywania i os±dzania siebie. Wtedy mo¿emy zetkn±æ siê z tym, czym rzeczywi¶cie w danej chwili jeste¶my - my i wszyscy inni. Czy to brzmi sensownie?
Jacek: Tak, powinni¶my porzuciæ nawyk ci±g³ego porównywania.
Toni: Powinien on zostaæ przejrzany na wskro¶. Czy to wszystko, co teraz siê dzieje, mo¿e staæ siê przejrzyste? Ca³y ten mechanizm porównywania - kreowanie idea³ów i porównywanie siê z nimi, co prowadzi albo do poczucia wy¿szo¶ci lub ni¿szo¶ci oraz do cierpienia na skutek emocji ogarniaj±cych ca³e cia³o w reakcji na os±dzanie?
Jacek: Dziêkujê ci. Skoñczyli¶my.
Toni: To ju¿ wszystko?
Jacek: Tak.
Toni: Cieszê siê.
Jacek Dobrowolski
Toni Packer
w listopadzie 1993 roku
Jacek Dobrowolski pe³ni³ rolê t³umacza Toni podczas jej warsztatów i odosobnieñ medytacyjnych w Polsce.
Obecnie kontynuatorem "linii przekazu" Toni Packer jest Stephan Bielfeldt; o medytacjach z nim w czerwcu 2009 przeczytasz tu.
Autor, jego teksty
Aby pisaæ komentarze zaloguj siê lub zarejestruj.
Drukuj