Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 listopada 2008

Milena Alicja Niedzielska

e-tom: Ogień i woda. Klucz do indoeuropejskiej mitologii Słowian

Ogień i woda. Klucz do indoeuropejskiej mitologii Słowian. II. Królowie z gwiazd
'Kronika Polska' Wincentego Kadłubka w świetle mitologii porównawczej


  < poprzedni    1    (2)    3    dalszy >  

» Część I: Mord założycielski » Część III: Koło czasu

II. Królowie z gwiazd

"Gdy więc niezliczone wojska nieprzyjaciół zewsząd wdarły się do Polski, on sam [tj. Aleksander], zmusiwszy wpierw Panończyków do uległości, wkracza jak przez tylnie drzwi na Morawy, rozwija skrzydła wojsk i podbiwszy zwycięsko ziemię krakowską i śląską, z ziemią zrównuje wiekotrwałe mury, obraca w perzynę, zaorane miasta każe solą posypać. Gdy następnie dalsze napadł ziemie, niczyim nie pokonany orężem, padł ofiarą podstępu zwykłego człowieka. (...)

Dlatego ów wynalazca tak zbawiennego podstępu został ustanowiony naczelnikiem w ojczyźnie, którą uratował, dotychczasowych wkrótce potem, wsparty zasługami cnót, odznaczony został wysoką godnością królewską. Dano mu imię Lestek, to jest przebiegły, ponieważ więcej nieprzyjaciół zniszczył przebiegłością niż siłą."[1]


W dotychczasowych rozważaniach relacje między postaciami były naturalnymi stosunkami pokrewieństwa "ojciec - syn" i "brat - brat". Skupiały się na problemach związanych z zapewnieniem żywności i przedłużeniem trwania gatunku, wchodząc przede wszystkim w obszar fizjologii człowieka, którą dzieli ze zwierzętami. Nazwać je można naturalnymi. Jak jednak wiadomo, nie samym chlebem człowiek żyje. Obok nich istnieją ludzkie związki i relacje, które nazwać moglibyśmy kulturowymi, co w samym źródłosłowie oznacza - opierającymi się na kulcie (łac. colere - uprawiać, troszczyć się o coś), zjawisku wynikającym z tego, co przekracza "dziki" świat zwierząt i wyróżnia zeń "uprawiającego" (zmieniającego) ziemię człowieka.

Czy agresywna religia pasterska pokonać musi ryty pokojowo usposobionych rolników? Nic podobnego. Wystarczy sięgnąć do starych mitów, by zobaczyć, że i na ogarniętego furią drapieżnika jest sposób. Ma on niepozornego, ale groźnego konkurenta. Wojowniczy i dumny ze swej siły agresor pada zwykle ofiarą własnej pyszałkowatości i przekonania, że nikt nie jest mu w stanie sprostać. Zbyt potężny rozwój populacji drapieżników, również ludzkich, zagraża ekosystemowi i wiadomo o tym od dawna. Jak mówi mit o myśliwym Orionie, gdy osiągnął on doskonałą sprawność w łowach, zagroził ze wybije wszystkie zwierzęta. Gaja - bogini ziemi, nie mogła na to pozwolić, posłała więc skorpiona, który ukąsił aroganckiego łowcę w piętę i spowodował jego śmierć. W innych, analogicznych opowieściach, nazbyt chełpliwego myśliwego kąsa w stopę jadowity wąż. Ogólnie rzecz biorąc - zwierzę żyjące pod ziemią, działające podstępem i jadowite - śmiertelnie niebezpieczne, choć wydaje się niepozorne. Co to oznacza w realiach świata ludzi? Jeśli pojawi się szalejący drapieżnik lub arogancki męski dyktator, którego nie sposób pokonać wprost, należy sięgnąć po niewykorzystywane do tej pory zasoby wiedzy i mądrości. W mitach napastnik, którego nikt nie potrafi pokonać w walce wręcz, zostaje zwykle postrzelony w stopę przez magiczną lub zatrutą strzałę, wpada do wilczego dołu i łamie nogi lub zostają mu one obcięte przez staczające się ze wzgórza koło o ostrych krawędziach. Wszystkie warianty sprowadzają się do jednego mianownika - jeśli nie potrafisz pokonać wroga siłą, dokonaj tego przemyślnym sposobem.

W społeczności łowiecko - zbierackiej, wiedzą mogącą przydać się w takiej sytuacji, dotyczącą zastosowania ziół i wydzielin niewielkich, żyjących blisko ziemi zwierząt (węży, żab, jaszczurek - ogólnie tego, co w ludowej terminologii określa się mianem gadów) dysponowały kobiety, które wykopując i zbierając części dzikich roślin nader często na nie napotykały. Nie bez przyczyny, w bardzo dawnych wizerunkach bogini, łączy się ją z wężami. Owinięty wokół drzewa wąż jest jej synem, mężem i kochankiem, stanowią parę jak greccy Ofion i Eurynome, albo litewscy Żaltis i Saule. Wąż to zwierzę mieszkające w podziemnej norze, mieszczącej się u korzeni drzewa, kolumny niebios, a z drzewem - najpotężniejszą z roślin, kojarzona jest dawna bogini, Leśna Baba, czyli Baba Jaga, czarownica z bajek, w rzeczywistości potężna strażniczka największych tajemnic, znana do dzisiaj szamanom na Syberii.[2]

Skoro wąż przebywa blisko wiedźmy, to sam również musi wiele wiedzieć, to i owo ujrzał, a jako męża i kochanka, zapewne niejednego go nauczyła. Stał się symbolem wiedzy i mądrego starego króla. W astralnej identyfikacji łączyć go powinniśmy z Saturnem, wokół którego widać pierścień asteroidów, otaczających właściwą planetę niczym wąż złożone przez boginię jajo.[3] Jako pani wód jest ona bowiem również wodnym ptakiem, najczęściej łabędziem lub kaczką. Saturn jest męską mocą w jej dojrzałym, by nie powiedzieć - starczym aspekcie, związanym bliżej ze śmiercią niż życiem. Jego droga jest najmniej nieregularna, ze wszystkich gwiazd błądzących (planet) na nim najbardziej można polegać, pozostaje więc w mitycznym obrazowaniu kimś statecznym i rozważnym, posiada rozwinięte w najwyższym stopniu cechy ojcowskie, starcze. Pozostaje bliższy infernalnym i chtonicznym mocom bogini, przez co w mitach opiekuje się rolnictwem i dzierży w dłoni sierp żniwiarza. Jest również starszy, gdyż krąży wokół ekliptyki wolniej od Jowisza.

Jowisz i łączony z nim, jako jego zwierzęcą postacią, orzeł, są wyższą formą wilka i Marsa. Z tej przyczyny napotykamy na wschodniej słowiańszczyźnie postać Siemargła, pół-wilka/psa, pół-orła. Ptak wiązany z Saturnem i ludzkim światem kultury powinien jednak mieć postać związaną z ogniem, a nie wodami jak orzeł, którego łacińska nazwa, aquila, nie bez przyczyny wiąże się z aqua - woda; moc burzy ściśle łączy się ze zdolnością dawania deszczu, uranicznej postaci wód (stąd niosący burzę Ptak Gromu, jeden z podstawowych duchów opiekuńczych szamana). Dlaczego? Bo ogień, a dokładnie biorąc płomień ogniska i kontrola nad nim jest podstawowym czynnikiem różnicującym dla wyodrębnienia człowieka ze świata natury. Człowiek jest sobą z tego powodu, że stał się jedynym zwierzęciem panującym nad mocą płomienia. W istocie, w dawnych, mitycznych wyobrażeniach Słowian napotkamy, analogicznie do psio-ptasiego Siemargła, wężowo-ptasiego Raroga. Wąż jest postacią wijących się płomieni ogniska. Jego uskrzydlona postać stanie się ognistym kurem,[4] czerwonym ptakiem ognia, który nie wznosi się wysoko nad ziemią jak jowiszowy orzeł, ale zawsze przebywa blisko niej, podobnie do Saturna.

Strategią przetrwania węża jest mądrość, spryt, przemyślność, atak wykonany z zaskoczenia, z zasadzki, gdy ofiara się tego zupełnie nie spodziewa. Można powiedzieć, że jest drapieżnikiem świata kultury, bo hodowany był przez rolników w domu, dla ochrony przed szkodnikami-gryzoniami, dobierającymi się do spichrza. Skoro tak, utrzymywanie węża w domu dawało również bogactwo w postaci obfitości zboża i później mówi się w ludowych wierzeniach, że węże strzegą skarbów. Wąż lubi w letnie dni wygrzewać się na Słońcu, które wiąże się pierwotnie z mocą i mądrością Wielkiej Bogini, takiej jak bezimienna pani z Arinny,[5] albo hinduska Durga, a jego wijące się ruchy przypominają widok płomieni ogniska, którym opiekowała się pierwotnie kobieta. Właściwie - staruszka, dla której dalsza wyprawa do lasu w celu zbierania roślinnego pożywienia była już zbyt uciążliwa, oraz pomagająca jej, nosząca wodę ze strumienia, młoda dziewczyna, która w micie staje się dziewiczą panią wód (to bardzo ważna para, dobrze znana pod postacią greckich Hekate i Artemidy lub naszych: Marzanny i Dziewanny). Tak powstało skojarzenie między staruchą-wiedźmą, szanowaną zresztą, bo utrzymującą całą plemienną wiedzę o właściwościach roślin i małych zwierząt, a wężem, łączonym z ogniem. Oczywiście, szacunek dla wiedźmy i jej bogini był u wojowników ambiwalentny, gdyż była niebezpieczna poprzez swoją wiedzę o truciznach. Dla pierwotnego łowcy to jednak osoba bardzo cenna i ważna - do niej, plemiennej szamanki i zielarki, uda się po pomoc, gdy zachoruje i nie będzie mógł wyruszyć na polowanie. Ona również, jak wynika z mitów o Cuchulainnie czy Heraklesie, podda go próbom, by wyzwolić z ludzkiej kondycji i unieśmiertelnić, czyniąc niezwyciężonym herosem. To archetypowa czarownica, Tetka, czyli "Ciotka", jedna z trzech córek czeskiego Kroka, ucząca sposobów przyzywania bogiń i bogów, magicznych zaklęć i rytuałów. Niedaleko jej do znacznie lepiej znanej Tetydy, matki Achillesa.

W każdym plemieniu rodzili się lub stawali takimi na skutek wypadków, ludzie ułomni, okulawieni, pozbawieni jednego oka, jednym zdaniem - tacy, dla których profesja łowcy, wymagająca doskonałej sprawności fizycznej, była wykluczona. Młody mężczyzna, który nie mógł z jakichś powodów chodzić na łowy, miał więcej czasu na rozwój zdolności umysłowych, uczył się opowieści, rozwijał zdolności manualne, podpatrywał dziadka, mądrego króla-znachora, który systematycznie przekazywał mu swoją wiedzę. Dlatego w najstarszych legendach węże są nie tylko bogate, ale i mądre. Ludzie starsi, w społeczeństwach archaicznych, nie znających pisma, są jedynym źródłem mądrości, posiadają zakumulowaną w sobie całą wiedzę plemienia. Ucząc się, pozostający w pełni sił witalnych, młody mężczyzna mógł swoją wiedzę i mądrość dalej rozwijać, a nie tylko biernie przekazywać z pokolenia na pokolenie. Wytworzyła się tutaj szczególna relacja między starszym, doświadczonym mężczyzną - mentorem, a młodym uczniem; podobnie jak między starą wiedźmą i młodą czarownicą. U Huiczoli, Tatewari - bóg ognia i archetypowy, boski opiekun szamana, jest przezeń nazywany Dziadkiem, a nie Ojcem, ten bowiem przebywa gdzieś daleko na łowach. Sprytny młodzieniec uczący się u mądrego starca, to bardzo ważna para.

Pierwszy mędrzec, Dziadek-Wąż, uczył się od Starej Wiedźmy. W najbardziej archaicznej symbolice kobieta, a nie mężczyzna, uznawana jest za źródło mądrości.[6] Ona jest pierwszą cywilizatorką, przeprowadzającą z królestwa instynktownej, zwierzęcej natury do ludzkiego świata kultury. Mężczyzna związany pozostaje za to ze skutecznym działaniem, przekształcaniem wiedzy i mądrości w praktyczne efekty. Ponieważ do osiągnięcia powodzenia w każdej czynności potrzebne jest jedno i drugie, nie warto grzęznąć w kłótniach, kto jest rzekomo lepszy. Pradziad-wąż miał wiele czasu i sposobności, by rozwijać swoje zdolności. Został znakomitym artystą i rzemieślnikiem, wynalazcą, filozofem i alchemikiem, magiem, poetą, jasnowidzem i uzdrowicielem. To Leonardo da Vinci epoki archaicznej. W bliżej nieokreślonej przeszłości odkrył bogactwo w postaci rud metali. Być może zauważył pewnego razu, jak pod ogniskiem rozpalonym w miejscu obfitującym w powierzchniowe rudy, pozostał wytopiony metal. Przejął wtedy od kobiety ogień i rozpaliwszy własne ognisko został metalurgiem i kowalem. Bardzo szybko zdobył szacunek i podziw mężczyzn, gdy dostarczać zaczął broni o wiele doskonalszej niż kamienna i kościana. Matka i żona również chętnie się udawały do kowala, gotowe wiele ofiarować za dobry oręż i ochronę w postaci tarczy i zbroi dla syna czy męża. Gdy zawiodą wojownicy i zagrożony zostaje byt plemienia, kto uratuje gród? Odpowiedź jest prosta: przemyślny i sprytny jak wąż rzemieślnik, najczęściej parający się obróbką metalu. Taki, jak Lestek I z Kroniki Kadłubka. Oczywiście rosnąca sława rodzi pokusę całkowitego przejęcia władzy i wiele mitów wskazuje, że czasami bóg-kowal usuwał w cień swoją nauczycielkę i ustanawiał własne, patriarchalne prawo.

Wąż jest postacią ambiwalentną. Ma dwojaką naturę, nie tylko chtoniczną, ale i ogniową. W mitach pojawia się najczęściej jako skrzydlaty wąż - smok lub żar-ptak, kur, rarog. Rarog jest pół kogutem, pół wężem, czyli bazyliszkiem, hipnotyzującym ofiary ("zamieniającym w kamień"), co może wiązać się z oślepieniem blaskiem płomienia. Pozytywną, dojrzałą i uraniczną (uskrzydloną) postać mocy ognia wiązać można z czerwonym kurem, Żar Ptakiem - Feniksem. Niższa, wężowa część jego natury, to ogień ziemski, wijący się płomieniami w palenisku w zgłębieniu ziemi, albo "jaskini" pieca - dający ciepło, ale bliski zaświatom. I on musi być transformowany do dojrzałej, uranicznej i ptasiej postaci przez poddanie trzem próbom. Pokona go trzykrotnie jesienny, jowiszowy bóg burzy, aby zazielenić trawy na stepie i uzyskać paszę dla zwierząt (u Kadłubka - Lestek III pokonujący Juliusza Cezara). Jednak w końcu i on zostanie władcą, panującym nad siłami śmierci i starości, które uosabia (jako Popiel), umierając ostatecznie i zostając odrodzonym w odmłodzonej postaci przez boginię ("trucicielkę").[7] Dokonuje w ten sposób czynu mitycznego feniksa, ptaka ognia powstającego z popiołów. Ogniowy bóg ewoluuje od rządzonej popędami sfery zwierzęcej (wąż) ku wyższej postaci ognistego ptaka. Czyni to poprzez próby inicjacyjne związane z cierpieniem. Można powiedzieć: per aspera ad astra, bo faktycznie jego przegrane walki i cierpienie wzniosą go ku lśniącym na nieboskłonie gwiazdom. I na koniec cyklu przemian, w czasie zimowego przesilenia, sam zostanie ukoronowany na króla, czego echo pozostało w obchodach saturnalii, czyli dzisiejszym karnawale. Zajmie w ten sposób miejsce swojego dziada, koronowany na młodego króla, odnowiciela świata.

Bóg, którego obraz związany jest z postacią starego króla, będąc panem mądrości, jest także tym, który zna sekret nieśmiertelności, bo poprzez wgląd w naturę kosmicznego prawa bogini, oświecony jej solarnym światłem, skosztowawszy cudownego napoju, osiągnął wyjście poza świat. Czym jest ten napój? Ponieważ bogini jest królową pszczelego roju, napoiła go miodem[8] z położonej wysoko, w dziupli drzewa, barci. W ten sposób przeszedł on przez śmierć, zmartwychwstał i wzniósł ku niebiosom zostając ich władcą. Jest królem Amfortasem z legendy o świętym Graalu, Amitabhą/Amitajusem buddyzmu mahajany, Duchem/Bogiem Życia gnostyków, przebywającym ponad królestwem archonta, słowiańskim Świętowitem, trzymającym w dłoni róg z cudownym napojem życia, dysponującym cudownym kotłem Dagdą iryjskich Celtów. Pojawia się w mitach w nieskończonych postaciach, jako dawca szczęśliwego życia, niczym grecki Kronos, upajający się miodem, napojem natchnienia. Odnajdziemy go u Kadłubka, w opowieści o legendarnych władcach, najpierw jako Lestka I, a po raz wtóry jako Piasta, raz uważanego za kołodzieja (Kronos jako pan czasu obraca kosmiczne koło przemian), innym razem za pszczelarza (jest związany z boginią-pszczołą, opiekunką miasta-roju).

Groźne oblicze mądrego, saturnicznego boga wiąże się bezpośrednio z ziemskim ogniem. Jak dojrzała jego postać wyrażała się poprzez uraniczną symbolikę Saturna (mądrego Lestka I w Kronice Polskiej Kadłubka) i związki z napojem życia (miodem w barci na szczycie drzewa), to młodzieńcza związana będzie z infernalnym, wężowym, plutonicznym ogniem zniszczenia. Po jej przetransformowaniu i postarzeniu, bóg i chylący się ku schyłkowi życia świat muszą zostać odnowieni. Życie i śmierć to dwa oblicza tej samej monety. Może się to stać jedynie poprzez śmierć i odrodzenie, które przybiorą postać ognistej ekpyrozy i potopu. Jak się to dokładnie stanie i jaką przybierze postać w przypadku mikrokosmosu, jakim pozostaje człowiek, wiemy z opowieści o Popielu. Jej prawdziwe znaczenie zostało zapomniane, dlatego wygląda jak moralizująca opowiastka o złym królu. Popiel, czyli "Pan Popiołów" to nikt inny jak bóg ognia. Pojawił się już w okresie lata, wypełzając z podziemi jako groźny, ognisty żmij. Lecz żmij ten jest również dawcą bogactw, dzięki niemu jest ciepło w domu, gotuje się strawa, daje światło, chroni przed dzikimi zwierzętami, dzięki niemu zostało wysuszone zboże. Jest dobroczynnym dawcą bogactw - Plutonem. On przyjmuje i przenosi do nieba ofiary składane przez ludzi, ale jest też związanym ze śmiercią ogniem pogrzebowego stosu. W opowieści Kadłubka Popielowi przypisuje się słabość, bo nie dokonał żadnych podbojów, ale pamiętajmy, że ogniowy bóg patronuje grupie kapłanów, którzy nie wyruszają na wojny, ale pozostają blisko stałych siedzib i kultowych, świętych kręgów.

W rzeczywistości, historia o Popielu obrazuje rytuał pogrzebowy, w którym ciało zmarłego zostaje spalone w ogniu (męskiej mocy oczyszczającej) i zanurzone w wodzie (żeńska moc oczyszczenia i odrodzenia). Dlatego Popiel ucieka na wyspę pośród wód jeziora i otacza się ognistymi zniczami. Mówiąc wprost - udaje się do świętego kręgu. Analogicznie, dawny rytuał pogrzebowy obejmował umieszczenie ciała zmarłego na łodzi, która płonąc pogrążała się w wodach. To, co w wymiarze jednostkowym odnosi się do człowieka, w przypadku boga przekłada się na cały przejawiony kosmos, który jak łódź pogrzebowa, spłonie i pogrąży się w wodach. Dlaczego? Bo nadszedł czas zimy - starości, bezpłodności i bezczynności. Jednym słowem: gnuśnienia, gnicia. To samo dotyczy ludzkiej cywilizacji i kultury, skostniałej i chylącej się ku upadkowi. To czas zimowych saturnaliów, zabawy i rozluźnienia zasad. Gdy przychodzi zimowe przesilenie, należy odnowić świat. Bogini (u Kadłubka "Trucicielka", w kronice Kosmasa - Kazi) dysponuje, jako pani wód, mocami odradzania, świętym kielichem/czarą - Graalem, przez co wyobrażana jest z naczyniem zawierającym cudowny napój, który uśmierca i odradza. Wody są bowiem zarazem uniwersalnym "rozpuszczalnikiem" w których nikną wszelkie formy, jak i źródłem życia. "Uśmiercony" (a w legendzie - udający śmierć) Popiel zostaje przez nią odrodzony i odmłodzony. Wspięcie się Popiela na wieżę oznacza nic innego jak wejście na szczyt kosmicznej kolumny niebios, aż do Gwiazdy Polarnej, która jest bramą poza uwarunkowany narodzinami i śmiercią świat ludzi i zwierząt, rządzony ruchami gwiezdnych konstelacji. W dawnych wyobrażeniach bóg, będący przewodnikiem umarłych, pędzi na swoim wierzchowcu po Drodze Mlecznej, uosabiającej ciało kosmicznego węża, a za nim biegnie stado dusz, wyobrażanych jako niewielkie zwierzęta żyjące pod ziemią, węże lub myszy. Stąd legenda o ucieczce Popiela przed myszami i późniejsze wyobrażenia tzw. dzikiego gonu[9].

Cóż się jednak stanie, gdy cały przejawiony wszechświat spłonie, a następnie zostanie oczyszczony z pogrzebowych prochów przez wody? Wiemy z opowieści Kadłubka, że odmłodzeni bóg i bogini (Popiel i "Trucicielka") łączą się w miłosnym akcie. Są oni teraz pierwotną parą bóstw, złączonych w dualnie spolaryzowanej jedni, jak Uranos i Gaja lub Samantabhadra i Samantabhadri, tantryczni adibuddowie. Według przekazu Kadłubka, Popiel miał posiadać dwóch synów. W istocie nie tylko synowie Popiela są powtórzeniem pierwszej w cyklu rocznym pary bogów, ale również ich ojciec, który staje się odmłodzonym, powracającym z chaosu pierwotnych wód (pogrążonej w chaosie Karyntii) Krakiem. Kim w takim razie jest smok, którego zabiją? Irańska opowieść o potomkach króla Ferriduna, który wysłał synów na podobną próbę mówi, że to sam ojciec bohaterów przyjął postać smoka. Pierwotne bóstwo jest smocze: zarazem uraniczne i chtoniczne, ptasie i wężowe, męskie i żeńskie. Zabicie przez parę młodych bogów (a właściwie - przez marsowego boga burzy) smoka, jest w istocie rozdzieleniem kosmosu na dwie sfery, uraniczną i chtoniczną (Niebo i Ziemia), męską i żeńską (Bóg i Bogini). Jak wiadomo z opowieści o zabijanych smokach, w efekcie owego czynu, z jaskini zostaje również "wyzwolona" księżniczka. Jaskinia czy zamek to symbole Wielkiej Bogini, opiekującej się ludzkimi siedzibami. Opuszczenie jaskini przez młodą boginię oznacza nic innego, jak narodziny przez Boginię Matką swojej Córki. Bracia pełnią tu rolę akuszerów przyjmujących poród. Jaskinia to w ludzkim mikrokosmosie dająca życie macica, a w realiach makrokosmosu, kosmiczne łono Wielkiej Bogini rodzącej wszystkie zjawiska.

Ponieważ starucha-wiedźma była pierwotnie opiekunką domu (szałasu, ziemianki, jaskini), czyli ludzkiej siedziby, w której płonął ogień, później stała się patronką miast. Pierwsze cywilizacje miejskie, rzemieślnicze, powstają pod patronatem bogini-wiedźmy i boga mądrości, jak chociażby Ateny z patronującymi im Ateną i Hefajstosem. Równie ważnymi, bo jak mówi pewien mit, próba pozbawienia Ateny dziewictwa i przejęcia władzy przez Hefajstosa spełzła na niczym. Specjalnie nie napisałem boga-kowala, bo wiele wskazuje, ze Hefajstos pierwotnie opiekował się całością wiedzy, nie tylko dedukcyjnego, naukowego charakteru, ale i inicjacji magicznej, misteryjnej, o charakterze gnostycznym. To archetypowy pan wiedzy i magicznych zaklęć, którego wiedza dotycząca metali nie ogranicza się do zwykłej metalurgii, ale związana jest z alchemiczną przemianą ducha. Pasuje do niego bardziej postać Wielkiego Mistrza tajemnego kręgu mistyków, niż spoconego majstra w warsztacie, co uczyniła zeń religia olimpijska.

Trzon panteonu miejskiej cywilizacji składał się pierwotnie z Wielkiej Bogini - patronki wiedzy (Atena), Boga - pana wszystkich rzemiosł, w tym magii i mistycznej mądrości (Hefajstos) i młodego, ogniowego syna (Erichtonios), który aspirował do zostania pierwszym ziemskim królem-bogiem. Taką samą trójcę, złożoną z Ojca, Matki i Syna, stanowił Piast, Rzepica i Ziemowit, a po chrystianizacji - św. Józef, Maria i Jezus. Saturniczny bóg jest również, a w niektórych mitach: przede wszystkim, prawodawcą, jako że poprzez swoją mądrość, uzyskaną po wypiciu miodu widzi, co będzie najlepsze dla zrównoważonego rozwoju plemienia. Ma wgląd, jakby to powiedzieli Hindusi, w rytę lub dharmę, kosmiczne prawo, porządek rządzący wszystkimi przemianami, przez Egipcjan zwane również maat, co być może (nieprzypadkowo) ma związek ze rdzeniem mat - macierz, matka.[10] Porządek ten jest żeńskiego rodzaju, stanowi istotę mądrości jego nauczycielki i partnerki, mądrej wiedźmy i naturę przemian całego kosmosu. Jeżeli tak nie jest i twierdzi się, że dharma-maat ma źródło w męskiej władzy i wszechmocy, znaczy to, że bogu uderzyła do głowy nazbyt wybujała, męska ambicja i postanowił przeorganizować kosmos na własną modłę, stając się twórcą "nowego lepszego ładu", ustanawiając ogniowego syna-króla na jego straży. To bardzo źle wróży przyszłości, bo znaczy, że sfera kultury została oderwane od świata natury, nastąpiło fatalne pęknięcie, rodzi się w człowieku wewnętrzny konflikt, prowadzący do narastającego cierpienia. W pierwotnym micie, chwilowe przejecie władzy przez ogniowego boga i jego przybranego syna wynikało jednak ze społecznej organizacji pracy, konieczności podjęcia tymczasowej, wytężonej pracy dla wytopienia metalu z rudy.


"Potem był jeszcze drugi książę tego samego imienia, lecz z innego powodu nazywany Lestkiem. (...)Dwóch bowiem młodych, najniższego stanu chudopachołków poszło w zawody o szybkość nóg. Dawszy [sobie] rękojmię przez złożenie pewnej kwoty, zobowiązali się, że pokonany nigdy nie ośmieli się nazywać szybszego inaczej niż królem. A gdy igrając dworowali z siebie nawzajem, "godna to rzecz - mówią - abyśmy wieniec naszego zwycięstwa wywalczyli na polu, gdzie toczy się bój o królestwo". Tu zaraz w pierwszym zapędzie zatrzymują się i przysiadają, kolcami przebiwszy sobie stopy aż do kości. Gdy długo ze zdziwieniem patrzyli na gwoździe, domyślili się podstępu, spostrzegają chytrze wyznaczoną ścieżkę, na której zastawiają taką samą pułapkę, i udają, że o niczym nic zgoła nie wiedzą.

A skoro, jak zwykle bywa, sposobność często budzi pożądanie czegoś, o czym się nie marzyło, w obu odzywa się próżność, każdy z nich na osobności własny rozważa pomysł. Nadchodzi zapowiedziany dzień: zasiada dostojność czcigodnego senatu, obok stoi ozdoba znakomitych mężów, uśmiecha się kwiat młodzieży. Wśród innych, a raczej przed innymi, ów mistrz podstępu ufa pomocy ścieżki. Atoli i drugiego z jeźdźców nie mniejsza ożywia nadzieja, [tego], który wszystkie kopyta konia zabezpieczył żelaznym podkuciem. Natomiast pozostały, [stojąc] na osobności z dala, a do tego odwrócony do tłumu, namyśla się, ciężko wzdychając. Na pierwszy przeto, powtórny i trzeci znak wszyscy wyskakują prosto przed siebie, [a] ten wyrywa kłusem w poprzek, budząc śmiech gawiedzi. I gdy wszyscy natykają się na nieszczęsne kolce, on przemierzywszy długą, okrężną drogę, pospiesza w końcu do wyznaczonego słupa, którego przed nim dosięgnął jego towarzysz złowróżbnie [już] powitany jako król. Zgromadzenie bowiem, urażone na widok podkutego konia, orzekło, że jest on sprawcą podstępu. A ponieważ podstęp nikomu nie wychodzi na dobre, wydanego na śmiertelne męki rozszarpują na kawałki. Tamten zaś, pośmiewisko gawiedzi, wyrokiem zwierzchności osiąga władzę królewską".[11]


Jak wygląda porządek władzy w królestwie Kronosa - Saturna? Jego postaci odpowiada u Kadłubka Lestek I, a dalsza część kronikarskiej opowieści mówi o wyścigu dwóch młodzieńców, w efekcie którego dojdzie do wyłonienia nowego króla. W wielu podobnych opowieściach bohater ma zazwyczaj brata - rywala lub towarzysza. W tym przypadku pokrewieństwo oznacza braterstwo wynikające ze wspólnoty kulturowej. Ojciec, w najstarszym rozumieniu tego słowa, znaczy: ten, który wprowadza w obrzędowe tajemnice. Stosunki między parą młodzieńców są napięte, rywalizują ze sobą o pierwszeństwo w wyborze na męża młodej bogini, a co za tym idzie - królewskiej władzy. Doprowadzi to ostatecznie do śmierci jednego z nich. U Kadłubka nie ma mowy o młodej pannie, ale matrylinearne dziedziczenie, znane w starych słowiańskich rodach szlacheckich, w kontekście władzy nad ziemią, wiązało się z koniecznością ożenku. Mamy w tym przypadku do czynienia z dokładnym powtórzeniem znanego już schematu bratobójstwa u synów Kraka, ale na zupełnie innej płaszczyźnie, dotyczącej funkcjonowania człowieka jako członka społecznej organizacji, przekraczającej więzy krwi i związanej z jego cywilizacyjnym i duchowym rozwojem.

W micie, ponieważ saturniczny bóg jest stary i niepłodny, co na poziomie symboliki magicznej grozi niepłodnością ziemi, wyłoniony być musi jego następca. Kto stanie się spadkobiercą władzy plemiennego sędziego i stróżem prawa? Oczywiście ten, który jasno widzi (jest jasnowidzem-wieszczem), doskonale zauważa ludzkie występki i potrafi osiągnąć zamierzony cel bez łamania prawa, co niejednokrotnie wymaga wielkiego sprytu. Musi to być ktoś "dobry", w starym sensie tego słowa, czyli: zdolny. Kto jest zdolny, sprytny, jasnowidzący, w kontekście mitu astralnego? Oczywiście Merkury, ale nie wieczorny, łączony z bogiem-złodziejem, Hermesem, ale poranny, uosabiany przez Apolla. To forma Merkurego, związana ze Słońcem i poranną Wenus. Jego rywalem jest, identycznie jak w przypadku synów Kraka, marsowy wilk, który wygnany, powrócił z lasu, goniąc o pierwszeństwo władzy. Aby ustalić, komu się ona należy, muszą przejść przez bardzo ciekawy konkurs. Mowa oczywiście o wyścigu Lestka II i jego rywala, co na niebie jest obrazowane przez ruch ognistego Syriusza i wodnego Procjona, czyli konstelacji Wielkiego i Małego Psa. Procjon zrazu wygrywa, ale ostatecznie zostaje pokonany przez Syriusza. Tak też dzieje się w opowieści Kadłubka: rywal Lestka II pierwszy dociera do mety, ale po krótkiej fecie zostaje zdyskwalifikowany.[12] Działania, jakie podejmuje przeciwnik, są typowe dla agresywnego, nie zważającego na zasady Marsa - łamią prawo siłą, żelazem (jego koń jest podkuty), zamiast dawać zwycięstwo sprytem słonecznego Merkurego (Lestek II biegnie w poprzek, omijając pole z rozsypanymi gwoździami). Bezimienny rywal Lestka uzyskał zwycięstwo sposobem pozaprawnym. Oskarżony o złamanie reguł, zostaje poćwiartowany i rozrzucony po polu przy udziale wściekłego tłumu. Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka! W tym miejscu opowieść nawiązuje do rytuału płodności związanego z czasem zawiązywania się w kłosach ziaren zbóż, a więc z letnim przesileniem, świętem Kupały.

Lecz i Lestek II tylko na pozór jest wzorem praworządności i pokoju, o czym oczywiście Kadłubek nie napomknął, bo musiał jego postać wyidealizować. Zanim bowiem młodzieniec wystartował w wyścigu do tronu, sam próbował dostać władzę siłą. Opowiada o tym historia Lestka I i "Aleksandra Macedońskiego", który odparty przez sprytnego, krakowskiego złotnika miał w sromocie uchodzić spod miasta. Aleksander tłumaczy się jako "Odpierający Mężów", ale samo greckie ander ma takie samo znaczenie jak wedyjskie miano Indry lub słowiańskiego Jaryły i oznacza siłę, moc marsowego boga burzy. Aleksander to po prostu "Przeciwnik Marsa", jak gwiazda Antares - "Rywal Aresa" w gwiazdozbiorze Skorpiona. Konstelacja ta góruje, czyli osiąga maksymalną wysokość na niebie, w czerwcu, a więc miesiącu gdy obchodzi się Kupalnockę![13] W mitach greckich imię "Aleksandra" nosił Parys. Ten sam, który zatrutą strzałą (jak skorpion żądłem) zabił Achillesa, a drogę powrotu do Troi zdobył zwyciężając w zawodach organizowanych przez króla Priama - podobnie jak Lestek II u Kadłubka. A do tego, gdy jako dziecko przebywał na wygnaniu w lesie, miał zostać wykarmiony przez niedźwiedzicę. Dowiadujemy się stąd, że słoneczno-merkurialny bóg jest w swej zwierzęcej postaci łączony z niedźwiedziem. Czy wiemy teraz dlaczego para bajkowych, słowiańskich herosów, Waligóra i Wyrwidąb, mieli być wykarmieni przez niedźwiedzicę i wilczycę? Jest to oczywiście tylko jedna ze zwierzęcych postaci boga, bo inne wersje mitycznych opowieści wskazują, ze łączono z nim również formę złotorogiego jelenia. [14]

Skoro wiadomo, kto ostatecznie wygrał konkurs, młodzian dostaje atrybuty króla-sędziego i obejmuje władzę. Jest porannym, słonecznym Merkurym, prowadzonym przez Gwiazdę Poranną, archetypowym, oświeconym władcą, przynoszącym ziemi pokój i rozkwit, w szczególności wszelkiego rodzaju sztuk, jego moc wyraża się bowiem nade wszystko w płodności umysłu. Na bazie jego nauk rozwinie się kontemplatywna religia, prowadząca do oświecenia poprzez gnozę, poznanie i wgląd w naturę praw rządzących światem i człowiekiem. Znany był w Grecji jako Apollo, a u Indoariów jako Mitra, będąc uosobieniem "dobrego pasterza" ludu. Niestety, w starych mitach można odnaleźć informacje o tym, że po okresie szczęśliwych, sprawiedliwych rządów został zabity. Tak stało się z idealnym królem - Arturem pokonanym przez siostrzeńca - Mordreda. Co to znaczy? Merkury, podobnie jak Wenus, pojawia się w dwóch fazach, jako gwiazda poranna i wieczorna. W każdej z nich wznosi się do góry, po czym opada ku horyzontowi znikając w ziemi. W irańskim micie Mardas (nawiązanie do słonecznego boga Marduka), zostaje wrzucony przez swego smoczego syna Zahhaka do dołu. Dół to odpowiednik jaskini i łona. Zarówno Merkury jak i Wenus muszą cyklicznie doń powracać, aby pojawić się w odrodzonej, ale przeciwstawnej, porannej lub wieczornej, postaci. Dlatego wenusjańska bogini (Ginewra, żona Artura), która według mitu zdradziła męża z rywalem (Lancelotem), zostaje oskarżona o cudzołóstwo i wypędzona lub zabita. Tak, czy inaczej - znika z niebios. Zabrawszy pozostałe po zwyciężonych rodzicach atrybuty władzy, ich młody, ogniowy syn ogłasza się nowym, oświeconym władcą. Wkrótce jego ambicja może tak dalece wzrosnąć, że ogłosi się również stwórcą wszechświata, a przynajmniej Nowego Lepszego Świata, czyli jego praw.

Mit ów odpowiada w kodzie biologiczno-astralnym porze lata, gdy potrzebna jest duża ilość promieni Słońca dla doprowadzenia do dojrzałości kłosów zbóż, ogień jest więc mocą pozytywną, ale zaczyna wkrótce wysuszać, zabijać świat roślin, stając się źródłem śmierci. Opowieść ta w doskonały sposób przekłada się na symbol zgubnej, ludzkiej ambicji i nadmiernego, wysuszającego ciało i ducha, racjonalizmu. W miarę, gdy rośnie pozycja boga-sędziego, reszta bóstw niknie w cieniu jego rozrastającego się, słonecznego ego. Ogniowy bóg przekaże teraz mieszczanom ojcowskie prawa, tak by życie przebiegało sprawnie, bez awantur, kobiety nie zdradzały małżonków i podlegały bardziej rozumnym mężczyznom, usunie awanturników i społeczne męty, zetnie głowy komu trzeba, spali w ogniu oponentów - heretyków (a szczególnie czarownice i czarowników) i odtąd będzie panował pokój oraz dostatek. Nastąpi nowy, lepszy świat, nad którego porządkiem będzie czuwała elita kapłanów - ekspertów, pod wodzą najwyższego supereksperta, króla i kapłana boga ognia, którego jest ziemskim wcieleniem. Jakbyśmy skądś to znali, prawda? Po szczęśliwych początkowo rządach dobrego boga-prawnika coś się jednak zaczyna psuć.

W rzeczy samej, solarna religia, od chwili gdy utraciła żeńską, wenusjańską zasadę, rozbudzającą pragnienie poznania, rozwija wiedzę, a nie mądrość, teologię a nie mistykę, bo utraciła natchnione źródło gnosis, Sophię. Początkowo wszystko wydaje się iść ku lepszemu, dobra są uczciwie dzielone, pilnuje się by umowy zostały dotrzymane, a przestępcy ponieśli karę. Prawo powoli staje się jednak coraz bardziej surowe, w końcu zaś - okrutne. Tutaj bowiem jest miejsce, gdzie się uczy i pracuje. Porządek musi być. Wzorem są pracowici, posłuszni rzemieślnicy i chłopi oraz przewodzący im kapłani-sędziowie, racjonalni i opanowani. Dobrze ułożeni i przestrzegający prawa. Jest to religia i cywilizacja, w której brakuje wody natchnienia, powszechny jest za to wysuszający uwiąd wyobraźni, kastrujący ducha racjonalizm, zastój wiedzy przez brak poważniejszych odkryć i niedopuszczanie do wiadomości niczego, co zmieniałoby istniejący stan rzeczy. Wszystko, co niezgodne z prawem i dogmatem, porządkiem religijnym czy naukowym, zostaje zepchnięte na margines. Ponieważ kultura taka nie potrafi zasymilować natchnionego, odkrywczego, irracjonalnego ducha, grozi jej nieuchronne skostnienie, a potem chaos i rozpad, kiedy sprowadzone do podziemia siły odrzuconych bogów wymkną się spod kontroli i zaczną odreagowywać wszystkie krzywdy, jakie im uczyniono. Sakralny seks stanie się prostytucją, napój mądrości pijackim bełtem, odwaga wojownika przerodzi się w prostacką gwałtowność opryszka. Im ostrzejsze przeciw nim przedsięweźmie się środki, z tym większą siłą i w coraz bardziej chorej formie będą wybuchać, niczym diabelskie, o seksualnym podłożu, opętania w żeńskich klasztorach. W mitach, niemal nikt z mieszkańców takiej kultury nie ma ochoty jej bronić w chwili zagrożenia, wszyscy skrycie mają jej serdecznie dosyć, chociaż sami najczęściej nic przeciw niej, lub dla jej naprawy, nie uczynią ze strachu i wyuczonego podporządkowywania się władzy.

Gdy przyjrzyjmy się bliżej słonecznemu, porannemu Merkuremu, zobaczymy jednak, że stanowi on również siłę spajającą ludzkie społeczeństwo, dającą poczucie oparcia i solidarności, możliwość współpracy, niezbędną do zachowania psychicznej równowagi, przewidywalność jutra. Daje obronę przeciw wykorzystaniu słabszego przez silniejszego, dezintegracji społecznej struktury, małżeństwa, rodziny, systemu wiedzy. (Znanym, literackim uosobieniem słonecznego, dobrego władcy jest król Artur). Można go nazwać Wielkim Spajaczem lub Konserwatorem, bo łączy wszystkie elementy najszerzej rozumianej kultury w spójną, dającą pole dalszego rozwoju, całość. To bóg miru i ładu (Mitra i Łada). Poranny Merkury jest patronem prawdziwych mędrców i filozofów, w Indiach zwany Buddhą (później pojawiający się, najpierw w postaci buddy Maitreji, a następnie bodhisattwy Mańdziuśrego). Jest bogiem stojącym pomiędzy nocą i dniem, jak patronująca mu planeta, łączącym w sobie wszystkie przeciwieństwa. Mistycznej mądrości Starożytności patronuje w wielkiej mierze poranny Merkury - Apollo i pomagająca mu Gwiazda Zaranna, pani miłości, ta sama, która zajaśniała na niebie w chwili osiągnięcia oświecenia przez Buddę Śakjamuniego. W celu osiągnięcia sukcesu w mistycznej podróży potrzebne są zarówno mądrość, jak miłość. Ponieważ poranny Merkury i Gwiazda Zaranna są "astralnymi strzałami" (ślą "strzały miłości") będą również przedstawiani jako znakomici łucznicy. Wznosząc się ku Słońcu nikną w jego promieniach, jednocząc się z blaskiem kosmicznej mądrości. I tak właśnie wyglądał pierwotny mit: słoneczny bóg, czy uosabiający go bohater, który zostawał królem, odchodził w blasku słońca (ciało palono na pogrzebowym stosie) ze świata, dostępował unieśmiertelnienia, heroizacji i dopuszczenia do grona bogów. Dlatego towarzyszył mu wieszczy ptak mądrości - kruk, czarny od solarnego ognia. Zostawiał jednak pusty tron, na którym miejsce zajmował na chwilę ogniowy syn - wąż, który zrzucał z niebios na ognistym kole matkę - poranną Wenus. Z nim będzie się musiał zmierzyć związany z mocami wód następca tronu, u Kadłubka Lestek III. Dla oddania sprawiedliwości ogniowemu smokowi powiedzmy jednak, że jego chwilowa władza była konieczna, gdyż był pierwotnie niczym innym, jak ogniem rozpalanym pod owinem, dla wysuszenia zebranego ziarna zbóż. Ogniem, który jednak zagrażał pożarem, wiec po dokonaniu swego dzieła gaszonym przez zalanie wodą. Czym więc są surowe rządy ognia - Swarożyca, o której czytamy w kronice Malali? To chwilowa mobilizacja ludzi i surowe prawa, potrzebne na czas konserwacji zboża i wytopu metali, gdy nie ma czasu na miłostki (zrzucenie porannej Wenus), bo trzeba zapewnić zapasy pożywienia na zimę i wykuć broń do walki. Gdy się to dokona, władza zostanie zmieniona, pojawi się mityczny wyzwoliciel.

Do tej pory mówiliśmy o dwóch kategoriach zwierząt, sklasyfikowanych ze względu na rodzaj pożywienia: roślinożercach i mięsożernych drapieżnikach. Tryb życia łowiecko-pasterski dawał jednak mieszane pożywienie, składające się tyleż z mięsa upolowanego zwierzęcia, co z owoców, nasion, korzeni i jadalnych liści dziko rosnących roślin. Człowiek jest tyleż roślino- co mięsożercą. Jak sklasyfikować zwierzęta, łączące płodnościowe cechy roślinożercy i bojowe, agresywne nastawienie drapieżnika, jedzące pokarm roślinny ale nie pogardzające mięsem? W rzeczy samej to one są najbliższe człowiekowi. Istnieją przynajmniej dwa znaczące gatunki takich zwierząt, oba nader często występujące w mitach - niedźwiedź i dzik. Oba spożywają też coś, co sprawia, że będą bardzo blisko łączone z postaciami leśnych bogiń - drzew. Dla niedźwiedzia jest to miód, wydobywany z barci, a dla dzika - orzechy: buczyna, żołędzie, leszczyna. Do tego oba gatunki chętnie zjadają grzyby. Orzechy, miód i grzyby to w mitycznych opowieściach źródło niezwykłej mądrości, nie takiej, która płynie z obserwacji i akumulacji wiedzy, ale z mistycznego poznania - gnozy. Dzik łączy w sobie strategie przetrwania charakterystyczne zarówno dla roślino- jak i mięsożerców. Jest bardzo płodny (czego nie można powiedzieć o niedźwiedziu mającym tylko jedno młode) i bardzo niebezpieczny, uzbrojony w kły-szable. Jego szał bojowy, według przekonań myśliwych, stawia go wyżej od niedźwiedzia, mówi się - "idziesz na niedźwiedzia, gotuj leże, idziesz na dzika, gotuj mary". Podobnie jak węża, spotkać go można przy drzewie, gdyż dzik spożywa jego owoce. To bardzo ważny fakt. Miód, napój mądrości znajduje się wysoko w dziupli, skąd, wspiąwszy się, wydostaje go niedźwiedź. Owoce, orzechy, żołędzie, opadają na ziemię, gdzie spożywa je dzik. Są to owoce dające mądrość i nieśmiertelność. Samego drzewa strzeże bogini lasu, później - ogrodu, lub świętego gaju.

Wspomniałem już postać króla Artura. Jego imię łączy się z nazwą niedźwiedzia art, zwierzęcia związanego ze słońcem i mądrego, bo spożywającego miód. Od Pani Jeziora, czyli bogini wód, Artur otrzymuje miecz, dzięki któremu zostaje królem. Ów miecz jest w istocie symbolicznym przedstawieniem boga wód - rycerza z jeziora, Lancelota. Jego rządy są czasem idealnego, ziemskiego królestwa. Jednak do czasu, bo Artur rządzi dopóty, dopóki towarzyszy mu niezwyciężony wojownik - Lancelot oraz żona, Ginewra. Gdy przez Mordreda dojdzie do ich wypędzenia, jest skazany na śmierć, a królestwo na rozpad. Lancelot jest największym na świecie, niezwyciężonym wojownikiem, służącym bogini, archetypem i wzorem rycerza. Jest uosobieniem wojownika wód lub lasu i poddanym bogini, która w mitach przyjmuje postać dzikiej lochy. Dzik, wyłaniający się z wód leśnego jeziora, pośród bagien, jak w połabskiej Retrze, jest rycerzem wód spieszącym na pomoc zagrożonemu królestwu. Należy ono do mrocznej bogini - lochy, a on jest jej obrzędowym synem, którego magicznym sposobem przemienia w groźnego dzika.

Pierwotnie, większość mężczyzn zajmowała się łowiectwem, kobiet - zbieractwem, niezdolni do takiej pracy pozostawali w obozowisku, zajmując się opieką nad ogniem i rzemiosłem. Byli jednak ludzie, którzy nie mogąc znaleźć sobie miejsca w osadzie, gnani potrzebą ducha, odchodzili do lasów, w góry, na pustkowia - z dala od ludzkich siedzib, by tam szukać głębszego zrozumienia. Z ludzkich domostw przepędzony został w mitach wedyjskich marsowy Rudra i odpowiadający mu w opowieści Kadłubka młodszy syn Kraka. Tam, w dziczy, a nie wśród ludzi, bohaterowie odkrywają mądrość - gnozę płynącą z opanowania swojej popędliwości i objawienia, z wewnętrznego poznania świata i zjawisk w ich istocie, a nie tylko zewnętrznych pozorach, by skontaktować się ze swoim duchem opiekuńczym i otrzymać wskazówki na dalsze życie, posiąść moc i mądrość. Leśnych pustelników znano w Indiach jako dzikich sadhu, siddhów, u Celtów - druidów. Żyli na wzór dzików, tym co znaleźli - owocami, grzybami, drobną zwierzyną, orzechami i miodem. W późniejszych społecznościach będą nazywani czarownikami, leśnymi mędrcami, wieszczami, szamanami, łącząc praktyczne umiejętności z mistycznym wglądem. Szaman czy druid jest duchowym wojownikiem, walczącym z demonami atakującymi ludzi w postaci chorób. Jego walki prowadzone są na płaszczyźnie duchowej, chociaż nic nie stoi na przeszkodzie, by władał sprawnie mieczem. Prawdziwa broń szamana ma jednak naturę duchową i bitwy, jakie stacza są bitwami ducha. Dlatego w mitach mówi się czasami, że stacza je daleko poza granicami królestwa, jak Lestek III.

Archetypowy czarownik jest władcą maji, magicznej mocy przemiany. W mitach może przybierać niezliczone zwierzęce i ludzkie postaci, być niewidzialnym, pojawiać się znikąd, jak dzik wyłaniający się z jeziora, bo wody są symbolem braku kształtu, czystej potencjalności. Posiadanie maji wiąże się ze zrozumieniem faktu, że wszystkie prawa mają złudną naturę, są tylko konwencją i odnosi się to zarówno do praw ludzkich, jak i praw natury. Żyjący w jeziorze dzik (lub inne, mityczne zwierzę przebywające w wodach - np. łosoś) żywi się orzechami, które spadły do wody z drzewa poznania. Wiążą się one z wiedzą, jak zmieniać wzorce praw, rządzących światem i społeczeństwem. Dzik posiadł wiedzę wód - wszystko jest płynne, ulega zmianie. Jego nauczycielka, bogini-locha, czarownica jak Kirke z wyspy Aji, nauczyła go niszczyć, rozpuszczać w kosmicznych wodach, uosobieniu mocy kosmicznego łona, istniejący wzór i tworzyć nowy. To, co robi, nie jest tak naprawdę cudem. Cud to zrobienie czegoś wbrew prawu, on zaś wie, że każde prawo, chociaż według konwencjonalnego doświadczenia realnie istniejące, nie ma istoty, posiada naturę sennej zjawy. Łamanie społecznych reguł jest jednak groźne. Czarownik wie, że reguły te są iluzją, ale bez nich zwykli ludzie stoczą się do poziomu zwierząt. Prawa religijne i moralne są wprawdzie tylko kulą, ale jeśli masz złamaną nogę, to na czymś musisz się oprzeć. Król Artur wiedział o romansie Lancelota z Ginewrą i nic z tego powodu nie czynił, bo wiedział, że współpraca z kwestionującym zasady duchem jest konieczna dla istnienia zdrowego, społecznego życia. Katastrofa nastąpiła, gdy "sprawa się rypła", czyli została ujawniona dla oczu tłumu. Niestety, najgłębsza mądrość nie jest przeznaczona dla ogółu ludzi, wiele osób nie jest na nią przygotowanych. Dla większości wiedza o iluzorycznej naturze rządzących wszechświatem i człowiekiem praw znaczyć będzie - rób co chcesz, folguj wszystkim namiętnościom. Oznacza to groźbę chaosu i lęk przed nim, w konsekwencji - wypędzenie lub zabicie osoby kwestionującej prawo. Jeśli spojrzymy w historię religii to zobaczymy, że nader często ciemny tłum zabijał lub usiłował zabić tych, którzy w jawny sposób ukazali mu zasady maji. Zwykli ludzie potrzebują regulujących praw, bo nie są przygotowani na dostępną w tajemnicy tylko nielicznym prawdę. Dlatego wiedza mistyczna zawsze była ukryta przed oczami profanów zasłoną, nie głosi się jej z dachów domów. Dla jej uzyskania należy przeżyć mistyczną śmierć, pokawałkowanie i rozrzucenie "ciała-ego" oraz ponowną reintegrację, jak w szamańskiej wizji inicjacyjnej. Na poziomie mistyki o tym tak naprawdę mówią fragmenty opowieści, w których bohater ginie lub zostaje wypędzony. Rywal Lestka II, który w opowieści nie ma nawet imienia, rozdarty na kawałki przez tłum, odradza się w postaci największego wojownika, Lestka III.


"Podobnie syn jego [Lestka II, tj. Lestek III] nie w takiej mierze [powiększył] państwo ojca, w jakiej wiele dodał do ojcowskich wyczynów: on Juliusza Cezara pokonał w trzech bitwach, on w kraju Partów Krassusa zniósł z wszelkimi wojskami, a do ust jego wlewając złoto, rzekł: "Złota pragnąłeś, złoto pij". Rozkazywał i Getom, i Partom, a także krainom położonym poza Partami. Wreszcie Juliusz rad się z nim sprzymierzyć węzłem powinowactwa, wydaje za niego siostrę Julię. Jej to jako posag przekazana została od brata Bawaria, a jako dar ślubny od męża prowincja serbska.(...) Ponieważ zaś Juliusz faktem tym rozdmuchał przeciwko sobie nienawiść senatu rzymskiego (...) - usiłuje gwałtem odebrać siostrze to, co przedtem dał jej jako posag. Z tego powodu siostra jego została odprawiona, pozostawiwszy u męża maleńkiego syna, któremu na imię było Pompiliusz. Nałożnica zaś jego, która współzawodniczyła z królową, gdy ta była jeszcze obecna, zajęła miejsce królowej (...) Z niej i z innych nieprawych związków małżeńskich Lestek miał otrzymać dwudziestu synów, których wyznaczył tyleż naczelnych stanowisk, rozdzielając jednym księstwa, innym hrabstwa, czy margrabstwa, niektórym królestwa. Pompiliusza zaś prawem pierworództwa ustanowił królem wszystkich (...)"[15]


Zatrzymajmy się przy jego legendzie, bo pokaże nam ona sedno inicjacji, jaką musi przejść bohater - dzik, wcielający moc jesiennej burzy i Jowisza. W dalekich krajach, czyli zaświatach, pokonuje, po pierwsze, Juliusza Cezara, wygrywając w trzech bitwach, po drugie wodza Partów, Krassusa wlewając mu w gardło roztopione złoto. Kim jest Juliusz Cezar z opowieści Kadłubka i dlaczego musi zostać zwyciężony po trzykroć? Wiemy już, że trzy walki z trzema przeciwnikami stoczyć musiał bohater uosabiający moc wiosennego Marsa. Teraz w swej dojrzałej, jowiszowej postaci stacza trzy bitwy z jednym wrogiem. Są dwie poważne różnice między wojowniczym Marsem, a walecznym Jowiszem. Pierwsza polega na tym, że wiosenny Mars walczy blisko, w świecie ludzi, a jesienny Jowisz w dalekich krajach, czyli zaświatach. Druga jest taka, że wiosenny Mars stacza trzy bitwy z trzema przeciwnikami, a jesienny Jowisz trzy bitwy z tym samym, jednym wrogiem. Kim on jest? To wężowy, troisty bóg ognia[16], który musi zostać po trzykroć pokonany w jesiennej, gwałtownej po letnich upałach burzy, aby umęczona ziemia odzyskała życie, zroszona obfitymi deszczami z pochmurnego, ciemnego nieba. Na poziomie mistyki - gdy przeciwnik zostanie pokonany (nie zabity, ale osłabiony, zredukowany do 1/3 mocy, bo całkowite ugaszenie ognia oznaczałoby śmierć) ujawni się uwięziony, żeński duch życia i inspiracji - gwiazda Wenus.

To jednak nie koniec rytu inicjacyjnego. Lestek III nie zwyciężył jeszcze potężnego wroga z kraju Partów, wodza Krassusa, bogacza, co odnosi się do zamożności rzemieślniczej cywilizacji miejskiej, pozostającej pod władzą ogniowego boga. Pokonuje go, wlewając w gardło roztopione złoto. Cóż to oznacza? W pewnym oddaleniu od grodu, aby zapobiec groźbie pożaru (w "dalekich krajach"), jest utrzymywane ognisko, a bardzo prawdopodobne, że i prymitywny piec hutniczy, przypominający dyszącego ogniem i dymem smoka. Wlanie w jego gardziel roztopionego złota, to nic innego, jak dokonanie spustu metalu. Opowieść Kadłubka mówi o złocie, co dobrze odnosi się do profesji złotnika Lestka I. W większości takich opowieści mowa jest o wlaniu ołowiu - ale przecież z ołowiu alchemicy mieli wytwarzać złoto. W istocie, nie złoto jest tu najważniejsze. Lestek III to wielki wojownik, a dla wojownika bardziej od złota liczył się najpierw brąz, a potem żelazo używane do wytwarzania broni. Jesteśmy w okresie cyklu rocznego, gdy po zwiezieniu, wysuszeniu i zabezpieczeniu ziaren zbóż w spichrzach, mężczyźni zajmowali się wytopieniem metalu na broń. Okres suszenia ziarna i hutniczej pracy, to panowanie bogów ognia. Większego, czyli starszego - ojca, uosabianego przez wielki ogień hutniczego pieca i mniejszego, syna, ognia do suszenia ziarna (Swaroga i Swarożyca). Pierwszy musi zostać "zabity", czyli ugaszony, a drugi zredukowany do 1/3 mocy, dlatego bohater pokonać musi zarówno syna jak i ojca. Tak właśnie czyni Wasilij Busłajew,[17] pokonując "brata" i "ojca chrzestnego". Ojcu chrzestnemu rozbija kosturem głowę i znajdujący się nań "dzwon tysiącpudowy". Jeśli przełożymy opowieść z języka mitu na obraz czynności hutniczych, ukazuje on rozbicie skorupy pieca-dymarki, a następnie wyjęcie bryły wytopionego żelaza (pięćsetpudowego serca, które ojciec trzymał w dłoni). Piec zostaje teraz ugaszony, a zalanie paleniska jest równoznaczne ze śmiercią ogniowego boga-ojca i jego surowych praw, pod którymi jęczeli mieszkańcy grodu (obraz ciężkiej i męczącej pracy hutnika). Pokonaniu "ojca i syna chrzestnego" towarzyszy wielka bitwa, której odgłosy słychać w mieście - to odgłosy z kuźni, gdzie wykuwane są przedmioty z metalu, przede wszystkim broń, dzięki której gromowładny Jowisz i obrazujący jego moc heros (Lestek III, Waśka Busłajew) staną się wielkimi wojownikami.

Uzbrojeni w nowe, dobre miecze i zbroje udadzą się do nieznanych krain, czyli zaświatów, podbijając je i zdobywając skarby. Jedni wyruszą w drogę ubrani we wzmacniane metalem, lub zgoła metalowe pancerze, nierzadko chroniąc w ten sposób i swoje konie. Inni wsiądą na łodzie, których dzioby zdobiono wyobrażeniami głów smoków, u Greków - rozpruwających fale kłami głów dzików. Dlatego bohaterzy i bogowie uosabiający uwalniającego wody, jesiennego, burzowego wojownika, jeżdżą często na smokach jak na koniach (irański Tahmuras), sami są smokami (pod smoczym sztandarem walczy wielki heros Rustam), dosiadają wodnych smoków (indyjski Waruna) lub wodnych koni (Posejdon, Neptun). A dlaczego tak mocno związani są z wodami? Bo do zahartowania stalowego miecza potrzebny jest nie tylko ogień, ale i woda. Wielkim uwalniaczem wód jest zaś gromowładny Jowisz, wyzwalający je z objęć wężowego ognia, jak błyskawica uwalnia deszcz rozpruwając ciało żmija - chmury. Prawdopodobnie pierwotne imię boga burzy łączyło się z tą właśnie mocą, jak w przypadku słowiańskiego Ilji lub greckiego herosa Achillesa. Był on "Wylewającym [Wody]", bo lić, licie to "ulewa, prąd rzeki", a lać, to zarówno "wylewać" jak "bić", co zawiera konotacje związane z wodami, światłem błyskawicy i uderzeniem gromu - maczugi boga, pierwotnie kamiennej. Wody wiążą się nie tylko z materialnym żywiołem, ale są również wodami natchnienia (starogermańskie *wodha - "natchnienie"), toteż w Indiach Jowisz w niczym niemal nie przypomina greckiego Zeusa, jest przede wszystkim znawcą tajemnych formuł i zaklęć - mantr.

Ten sam mityczny obraz burzy i wód pokonujących suszę, można rozpatrzyć na płaszczyźnie duchowej. Pokonanie Krassusa, oznacza zwycięstwo Lestka III nad jałowym i skostniałym racjonalizmem, starczym konserwatyzmem, który nie dopuszcza do żadnych zmian. Lestek III po zwycięstwie nad "Juliuszem Cezarem" czyli ogniowym żmijem, zostaje "smoczym jeźdźcem" - płanetnikiem, dosiadającym chmury. Smoczy bóg to forma infernalnego ognia, a jego zwycięzca panując nad nim, podporządkowuje sobie przeciwstawne moce wód i ognia, chmury i błyskawicy. To symbol zrównoważenia wszelkich przeciwieństw, które na płaszczyźnie mistyki mają nie kończące się bogactwo odniesień. Zabicie Krassusa (lub "ojca chrzestnego" przez Waśkę Busłajewa) wyzwala go z władzy skostniałego, starczego ego i nakładanych przezeń ograniczeń - surowych praw. Staje się uosobieniem wolnego, oświeconego umysłu, pozostającego poza konwencjonalnymi ograniczeniami, który pokonał demona i teraz jego podporządkowana moc pozwala mu unosić się ku niebiosom.

W ten sposób poznajemy ścieżkę inicjacyjną gromowego bohatera. Wiemy, że marsowy bóg najpierw zrodził się z bogini jako ziemski wilk, potem został zabity i trafił do akwatycznych zaświatów, skąd wyłonił się jako dzik lub inne zwierzę łączone z mocami wód, by wreszcie, dosiadając pokonanego smoka, przeistoczyć się w uskrzydlonego orła/sokoła, uraniczną postać drapieżnika.

zwierzęcy wilk → ludzki dzik → boski orzeł

Podobnie wygląda przemiana jego merkurialnego rywala, wyobrażająca władzę nad trzema sferami kosmosu, ziemią, wodą i niebiosami:

zwierzęcy byk/kozioł → ludzki niedźwiedź → boski kruk

Obok Julii, oficjalnej żony, Lestek III posiadał również kochankę, czarownicę, która "opętała króla miłością", czyli boginię wód i wieczornej Wenus, w jej aspekcie pani maji, magicznej mocy przemiany, de facto - mistycznej mądrości. "Julia" i "kochanka" są dwiema postaciami Wenus, dlatego gdy jedna się pojawia, druga odchodzi. W religijnych przedstawieniach ukazywane są jednak czasami razem, po bokach boga/bohatera (np. w wyobrażeniach Mithry). Kontekst przestrzenny zastępuje w tym przypadku kontekst czasowy. Zwycięstwa Lestka III oznaczają jego heroizację i unieśmiertelnienie, wyjście poza kondycję ludzką. Opowieść ta zawiera jeszcze wiele innych, ciekawych motywów - jego 21 synów to 3 razy 7, potrojona siódemka związana z liczbą gwiazd konstelacji Plejad, uważanych za astralne uosobienie wenusjańskiej bogini o trzech aspektach. Dwudziestu synów pochodzi z nieprawego łoża, m.in. z "nałożnicy" i są rozesłani na obrzeża królestwa, a syn Julii do centrum. 4 razy 5 plus 1 w centrum daje nam w oiw_01.gif graficznym wykresie symbol zwany "rękami boga" (na rysunku obok) i symbolizuję władzę nad całym światem. Łączy symbolikę krzyża jako struktury mandalicznej z ogniową symboliką piątki - według irańczyków jest pięć postaci ognia. Nałożnic Lestka III było zapewne łącznie siedem, bo są one "Siedmioma Siostrami", czyli gwiazdami Plejad. Tyle właśnie kochanek miało, według Kadłubka, "więzić w grzechu" Mieszka I.

Bóg - wyzwoliciel wód, rodzi się lub przebywa, o czym wiadomo z pewnych przekazów (np. o irańskim Apam-Napacie, "Synu Wód"), w wodach jeziora, określanego jako jasne, świetliste, mleczne, czasami na wyspie, władanej przez postać nader często określaną mianem Pani Jeziora lub Pani z Jeziora. Owa tajemnicza siedziba jest miejscem ukrytym przed oczami zwykłych śmiertelników. Jak już mówiłem, wiedza mistyczna nie ma charakteru powszechnego, nie może i nawet nie powinna być przekazywana ogółowi, nie jest również oparta na jakiejś szczególnej ziemskiej strategii przetrwania, bo służy wyjściu poza uwarunkowaną kondycję człowieka, a nie trwaniu w niej. Świat wojowników ducha, idących ścieżką magicznej mocy (drugą obok ścieżki mistycznej mądrości; w buddyzmie jest to wadżrajana, której patronuje bodhisattwa mocy Wadżrapani) jest krainą ukrytą, mogąca być wszędzie: u rolników, pasterzy i mieszczan. Przybierze postać tajemnych stowarzyszeń i bractw, ukrytych przed oczami pospólstwa. Zobaczy ją tylko ten, kto ma odpowiednio otwarte oczy. Jak powiedział o Szambali, jednym z takich mitycznych, ukrytych społeczeństw, pewien tybetański lama - może być ona wszędzie, ale zwykły człowiek jej nie zauważy, nawet jeśli będzie po niej spacerował, bo zobaczy tylko zwykłych ludzi zajętych swoimi sprawami. Opowieści o podwodnych miastach, Atlantydzie, Aghartrze są różnymi reminiscencjami idei ukrytej społeczności. Ponieważ jednak troisty bóg jest związany z wodami, stanie się również, dla zwykłych ludzi, patronem rybołówstwa i opiekunem cywilizacji, które nazwalibyśmy morskimi, czy ogólniej - wodnymi, opartymi na żegludze, rybołówstwie, a biorąc pod uwagę wojowniczy aspekt charakteru jej patrona, czasami również na korsarstwie. W Indiach bóg wód zachował swoją pierwotną postać, jednocześnie władcy (kszatriji) i czarownika (majina), jako Waruna. Jego wojowniczość i podbijanie dalekich krajów na poziomie najbardziej podstawowego znaczenia wynika z patronowania jesiennej porze roku, gdy po zebraniu zboża był czas na dalekie wyprawy łodziami wraz z biegiem rzek, na spotkanie przygodzie, ku nowym odkryciom i podbojom.


"Tak wielka zaś miłość do zmarłego władcy[tj. Grakcha - Kraka] ogarnęła senat, możnych i cały lud, że jedynej jego dzieweczce, której imię było Wanda, powierzyli rządy po ojcu. Ona tak dalece przewyższała wszystkich zarówno piękną postacią, jak powabem wdzięków, że sądziłbyś, iż natura obdarzając ją, nie hojna, lecz rozrzutna była. Albowiem i najrozważniejsi z roztropnych zdumiewali się nad jej radami, i najokrutniejsi spośród wrogów łagodnieli na jej widok. Stąd, gdy pewien tyran lemański srożył się w zamiarze zniszczenia tego ludu, usiłując zagarnąć tron niby wolny, uległ raczej jakiemuś [jej] niesłychanemu urokowi niż przemocy oręża. Skoro tylko bowiem wojsko jego ujrzało naprzecie królową, nagle rażone zostało jakby jakimś promieniem słońca: wszyscy jakoby na jakiś rozkaz bóstwa wyzbywszy się wrogich uczuć odstąpili od walki; twierdza, że uchylają się od świętokradztwa, nie od walki; nie boją się [mówili] człowieka, lecz czczą w człowieku nadludzki majestat. Król ich, tknięty udręką miłości, czy oburzenia, czy obojgiem, rzecze:
"Wanda morzu,
Wanda ziemi,
Obłokom niech Wanda rozkazuje,
Bogom nieśmiertelnym za swoich
Niech da się w ofierze,
a ja za was dostojnicy, uroczystą bogom podziemnym składam ofiarę, abyście tak wy, jak i wasi następcy w nieprzerwanym trwaniu starzeli się pod niewieścimi rządami!"
Rzekł i na miecz dobyty rzuciwszy się ducha wyzionął,
Życie zaś gniewne między cienie uchodzi ze skargą.
(...) Ponieważ nie chciała nikogo poślubić, a nawet dziewictwo wyżej stawiała od małżeństwa, bez następcy zeszła ze świata."
[18]


Opowieść byłaby niepełna, gdyby nie uwzględniała bardzo ważnej, jeżeli wręcz nie kluczowej, roli bogini w mitycznej wizji świata. Pierwotna żeńska moc związana jest nade wszystko ze zdolnością dawania życia - rodzenia. Bez niej męska zdolność kształtowania i zmieniania świata jest niczym, co bowiem miałoby być kształtowane? Bogini jest matką - materią, która przez męskich bogów zostaje poddana procesowi przemiany. Jest również kosmicznym łonem, w którym pogrążają się wszystkie formy. Dlatego w bogach, którzy wykreowali się na jedynych stwórców świata, budzi taki strach, wieszczy bowiem kres każdej ukształtowanej ręką formy. Pojawiać się będzie w mitach jako pani przeznaczenia o troistej formie, trzy Rodzanice z wierzeń słowiańskich, trzy Parki u Greków, trzy Norny u German. Przebywają one w zaświatach (jaskini, zamku), skąd rządzą przeznaczeniem, tkając losy ludzi i świata. Pierwotna bogini jest solarna, a jej córka, w dwóch postaciach, czasami rozdzielanych na dwie odrębne boginie, pozostaje związana z poranną i wieczorną Wenus. Dlatego trzy Rodzanice są trzema zorzami: poranną, południową i wieczorną. Jednak z innych mitach bogini jest lunarna i wyrażana poprzez symbolikę potrójnego Księżyca. Czy nie ma, skutkiem tego, jakiegoś błędu w ukazanej identyfikacji? Bardzo długo borykałem się z tym problemem, aż w końcu, zwróciwszy uwagę na reguły rządzące szamańską wizją świata, odkryłem gdzie leży problem i jak go rozwiązać.

Otóż, Księżyc ma to samo znaczenie co Słońce. Jest Słońcem Nocy. Noc, pora umarłych jest lustrzanym odbiciem dnia - pory żywych, a świat żywych i zaświaty pozostają w stosunku do siebie, co bardzo ważne, jako swoje lustrzane odbicia. To, co jasne w świecie żywych jest ciemne w zaświatach. Bogini Matka, słoneczna z punktu widzenia dnia, jest księżycowa z punktu widzenia nocy. Słońce w zenicie, symbol bogini, jest również Księżycem w pełni. Ponieważ Wenus jest możliwa do zaobserwowania w postaci sierpa, symbolika "rożków" porannej i wieczornej Wenus wraz ze Słońcem pomiędzy nimi, jest tym samym, co symbolika połączonych trzech faz Księżyca. Z tego powodu para Bogini Matka - Bogini Córka, będzie ujmowana w postaci "Słońce + Wenus", lub "Stary Księżyc + Młody Księżyc".

Czym jednak są wzmiankowane, żeńskie moce w swej istocie, a nie w symbolice, bo ta może być różna? Pierwotna Bogini Matka wiąże się z mocą płodzenia, dawania początku wszelkiemu życiu. Jest macicą, rodzącą każdą żywą istotę, w wyobrażeniach mistycznych - macierzą wszystkich zjawisk, skąd jej władza nad losami świata i zamieszkujących go istot. Przędzie nić istnienia, ukryta w głębi jaskini, w zamku lub podziemiach. Ten, kto potrafi przedrzeć się przez zewnętrzne pozory zjawisk, niczym merkurialny bóg, uosabiany przez niedźwiedzia, staje się jasnowidzem czytającym wzorce przemian wszechświata, wieszczącym przyszłość i znającym przeszłość. Czarownik, bóg-dzik, potrafi je też zmieniać, bo sam nauczył się od bogini sztuki tkania (buddyjski Wadżrapani trzyma w jednej dłoni wadżrę-piorun, w drugiej więzy do chwytania wrogów, irański Tahmuras miał nauczyć ludzi tkactwa). Rola Bogini Matki sprowadza się po pierwsze, do zrodzenia córki, po drugie, do poprowadzenia ku wyższej, niebiańskiej formie życia synów, gwałtownego boga gromu i rogatego Merkurego. To powód, dla którego pojawiać się będzie w świecie pod postacią wilczycy (suki), żeńskiego uosobienia Księżyca, do którego wyją wilki i psy, podnosząc w górę swoje głowy, lecz pozostaje również królową pszczół wabiącą zapachem miodu syna - niedźwiedzia. Ogólnie rzecz biorąc, podobnie jak legendarna Tetka, córka Kroka, pełni rolę nauczycielki, pani wszelkich sztuk i mądrości, przede wszystkim - nauk mistycznych, związanych z kultem i rytuałem. Jako "wiedząca" - wiedźma, inicjuje w sakralne tajemnice.

Młodzieńczą boginię Wenus odnajdziemy u Kadłubka w postaci córki Kraka - Wandy. Jej imię pochodzi prawdopodobnie od trackiej Bendis (u Słowian w zapożyczeniach greckich i innych często spółgłoska "b" przechodzi w "w" i vice versa) i znaczy "Wiążąca". Co bogini wiąże? Męski świat antagonizmu i rywalizacji, jeśli nie zostanie zrównoważony zespalającą mocą, rozpadnie się, pogrążony w agresji i śmierci. Jest to moc miłości, o czym dobrze wiedzieli starożytni Grecy. W świecie natury przybiera przede wszystkim postać pożądania seksualnego. Bogini rozpalała pożądanie u mężczyzn, aby zapewnić przekazanie życia do następnego pokolenia, pozostając przez to zarówno patronką miłości, jak macierzyństwa i porodów, niczym Dzidzilela opisana przez Kadłubka. W najstarszych wyobrażeniach jest samicą zwierzęcia, wzbudzającą pragnienie w mężczyznach-łowcach. Dlatego przedstawia się ją z jelonkiem, koziołkiem, lub innym młodym zwierzęciem u boku. To Pani Dzikiego Zwierza, przybierająca często postać młodej kózki lub łani. Ukazuje się ją również z parą jeleni, kozłów, wilków lub lwów u boku. Skąd takie zdwojenie symboliki i dlaczego raz są to zwierzęta roślinożerne, dwa - drapieżnicy, a w jeszcze innych przedstawieniach, para towarzyszących jej młodzieńców? Cóż, w stosunku do nich wszystkich pełni rolę tej, która wzbudza miłosne pożądanie i rywalizację o rękę. O to, kto zostanie jej kochankiem toczy się walka, co ma doprowadzić do tego, że złączy się w miłosnym uścisku i spłodzi potomstwo z osobnikiem o większej ilości sił witalnych, gwarantującym większą szansę przeżycia i rozwoju gatunku. W pewien sposób reprezentuje ona siły biologicznej ewolucji. Tak wyraża się moc miłości w świecie natury. Wiele późniejszych, orgiastycznych obrzędów płodności, w których na krótki czas zostają zniesione społeczne reguły i zakazy, bierze stąd swój początek. Będą się one rozwijać, osiągając ostatecznie postać wyższej mistyki seksualnej, jak w przypadku tantry. Da to początek żeńskiej ścieżce oświecenia, bazującej na zasadzie miłości i wykorzystaniu kreatywnej seksualności.

Wenusjańska bogini pojawia się w świecie natury najpierw jako Gwiazda Wieczorna, kojarzona z blaskiem młodego Księżyca i dziewiczą bielą. To odmieniona i odmłodzona, kochanka Popiela - "Trucicielka", jasny aspekt Bogini Matki, często ujmowany w micie jako jej Córka. Wędruje po ziemi w grupie młodziutkich dziewcząt - dziewic, kózek (lub krów - jałówek), jak ona. Jej towarzyszem pozostaje równie młody, wieczorny Merkury, rogaty bóg. Stąd wyobrażenia dziewiczej bogini, Diany-Artemidy, słowiańskiej Dziewanny, z koziołkiem u boku i srebrnym, księżycowym łukiem w dłoni, ślącej strzały światła ku młodzieńcom. Wiążąca moc miłości wyraża się w jej przypadku przez spotkanie Wenus z Merkurym, a więc w ukradkowej, wieczornej, potajemnej schadzce z kochankiem, na które wymknęła się do zalanego światłem Księżyca leśnego zagajnika. Jest to romantyczna strona miłości, wyrażająca się w zdolności dziewczyny do oczarowania młodzieńca (koziołka) dyskretnym urokiem swojej osoby. Platoniczna miłość dworska, chwalona przez trubadurów, wyraża się właśnie w mocy Wieczornej Wenus. Seksualne pragnienia potęgują się jednak w miarę upływu czasu, więc pewnej nocy znikają oboje w jaskini, w wiadomym celu. W micie mówi się wtedy, że została uprowadzona przez postać kojarzoną z bykiem/kozłem, czyli zwierzęcym ucieleśnieniem męskiej pożądliwości. W rzeczywistości, bierze udział w nocnym obrzędzie, mającym na celu zarówno inicjację seksualną, jak i pobudzenie płodnych sił natury dla obfitości zwierząt, przebiegającym pod patronatem rogatego boga wieczornego Merkurego. W wymiarze ludzkim, tym sposobem, młoda dziewczyna zostanie przeprowadzona do grupy niezamężnych panien, którym wolno już utrzymywać kontakty seksualne z kochankami. Patronować im będzie Gwiazda Poranna. Przez okresowe "nurkowanie" i "wypływanie" Wenus z zaświatów, bogini utożsamiana będzie często z wodnym ptakiem, przede wszystkim białą łabędzicą, uosobieniem miłości i piękna.

Uprowadzenie młodej bogini obrazowane jest przez zanurzenie się wieczornej Wenus w podziemne lub podwodne zaświaty i zniknięcie na jedną dobę z niebios. Mit mówi, że dziewicza córka została porwana przez rogatego boga (wieczornego Merkurego) i uwięziona w jaskini. Chodzi tutaj o krótkie, bo trwające zgoła dobę, zniknięcie wieczornej Wenus i wieczornego Merkurego z niebios. Dla jej uwolnienia potrzebna jest interwencja gromowego bohatera. Zabija on, niczym Tezeusz, rogatego boga, pierwowzór Minotaura. Zniknięcie wieczornego Merkurego wiąże się z jego transformacją w gwiazdę poranną. Ujmuje się to w micie w ten sposób, że lunarny ojciec (wieczorny Merkury) umiera, rodzi się natomiast jego solarny syn (poranny Merkury). U ludów irańskich, umierającym bohaterem był Sijawusz, który odradzał się pod postacią Keja Chosrowa, w Egipcie to Ozyrys i jego syn Horus.

Wieczorna Wenus znika w jaskini i po minięciu doby pojawia się ponownie, ale już jako Gwiazda Zaranna. Jej żeńska moc wzbudzania miłości, łagodna w promieniach Księżyca, w połączeniu z blaskiem Słońca, staje się agresywna, można by nawet powiedzieć - wyzywająca. Jest jawnie seksualna, wzbudza w młodzieńcach pożądanie i rywalizację o rękę. Przedstawia się ją odzianą w czerwień zorzy porannej, po bokach mającą parę młodych jeleni, lwów, wilków lub też mężczyzn - młodzieńców. W tym aspekcie, patronuje zarówno siłom seksualności, jak i wojny. Jest groźną łuczniczką-amazonką, babilońską Isztar lub irańską Anahitą, wzbudzającą w mężczyznach rywalizację i chęć walki. Z zapisów historycznych wiemy, że u ludów irańskich, a także u Celtów i Słowian, młode, niezamężne dziewczęta miały prawo brać udział w wojennych wyprawach i niejednokrotnie okazywały się groźnymi wojowniczkami. Dopiero patriarchat pozbawił je wolności i nakazał zamknąć w domowych pieleszach. Od tamtej pory, bogini porannej Wenus zostaje wyklęta, a o losach młodej dziewczyny i tym, kto zostanie jej mężem decyduje ojciec. Kobieta stanie się monetą wymienną rodzinnej i plemiennej polityki ojców rodu.

W połączonej postaci, zarazem Gwiazdy Wieczornej i Gwiazdy Porannej, niezależnej i wolnej, Wenus czczona będzie jako Wielka Bogini, reprezentująca młodzieńczy okres życia kobiety, nie obciążony społecznymi regułami małżeństwa. U Irańczyków dwie postacie Wenus łączyły się w jedną postać, jako Ardwi Sura Anahita, dziewicza bogini, czyli suwerenna pani, nie posiadająca męża i związanych z tym ograniczeń. Czasami dodawano do niej jeszcze Wenus podziemną, przebywająca w zaświatach. Dawało to jedną, ale trójpostaciową Wielką Boginię, dokładnie taką, jaka wyłania się z opowieści Kadłubka o Wandzie, patronującą ziemi, wodom i niebiosom. Odrzucająca propozycję zamążpójścia, krakowska księżniczka zachowuje się jak kapłanka bogini, potrafiąca rzucić swoim pięknem miłosny czar, wiążący groźnego, agresywnego wodza. Kapłankami bogini miłości były właśnie młode, niezamężne dziewczęta.

Większość kobiet nie trwa jednak przy dziewictwie i zostaje mężatkami. Nawet kapłanki wenusjańskiej bogini w odpowiednim czasie porzucały swoją służbę, biorąc sobie mężów. Ostatecznie, poranna Wenus jest boginią łączącą w pary i dającą potomstwo. Kojarzenie par i utrata dziewiczego wianka (niezależności, nie zaś seksualnej czystości) mają związek z obrzędami Kupalnocki. Z zachowanych przekazów wiemy, że w micie, w noc ową dochodzi z powodu miłosnego opętania do fatalnego bratobójstwa. I tym razem ma ono proste znaczenie - przeprowadzenie pary młodych ludzi, kochanki i kochanka, ze świata młodzieńczej wolności do obciążonego obowiązkami życia ludzi dorosłych, pozostających w małżeńskich związkach. Opowiada o tym historia rywalizacji Lestka II o tron, w istocie - o prawo poślubienia bogini, która w świecie matrylineatu dziedziczy ziemię. Mamy tu klasyczny trójkąt, znany z wojny trojańskiej, w którym główne role grają obok Heleny (Wenus), Achilles (Mars) i Parys (poranny Merkury)[19]. Opisał go również Sienkiewicz w "Ogniem i mieczem", przekształcając w opowieść o rywalizacji i walce szlachetnego Skrzetuskiego (poranny Merkury) i gwałtownego Bohuna (Mars) o rękę Heleny (Wenus). Co się stanie, jeśli męska, agresywna energia Marsa, spotka się z maksymalnie pobudzoną przez letnie Słońce, żeńską energią porannej Wenus? Odpowiedź jest prosta - Mars nie otrzymawszy obiektu swoich pragnień dobrowolnie, będzie usiłował zdobyć go gwałtem. Różne wersje mitu mogą opowieść o fatalnej miłości przekształcać na różne sposoby i obwiniać dowolną z osób trójkąta.[20] Fakt faktem, że marsowy bohater zostaje pokonany, a decydującą rolę w jego śmierci pełni słoneczna tarcza która, jak w micie o osetyńskim Soslanie, stacza się z góry odcinając mu nogi. Równie popularny wariant mitu mówi o śmierci od słonecznego promienia - zabójczej strzały z łuku. W ten sposób Parys zabił Achillesa. Oto dlaczego w noc letniego przesilenia staczano ze wzniesień płonące koła, symbol Słońca, które od tej chwili wznosi się coraz bliżej horyzontu. Na kole tym staczała się jednak i ukrzyżowana, rozpięta bogini porannej Wenus, oskarżona o zdradę. Zrzucona z niebios, spada do wody czyli, jako Gwiazda Poranna, przechodzi w fazę schodzenia ku horyzontowi.[21]

W kronikarskich opowieściach również Wanda skacze czasami w wody Wisły,[22] jak archetypowa bogini Porannej Gwiazdy, ginąca w rzecznych odmętach. Rzeka pełni tu rolę granicy pomiędzy światem młodości, rządzonym przez naturę, a światem ludzi dorosłych, w którym ważniejsze są ludzkie prawa. Granicę czasową wyznacza letnie przesilenie, symbol pełni życia człowieka. Młoda para, chcąca zostać małżeństwem, musi umrzeć dla wolnego świata kawalerów i panien i przejść do świata dorosłych. Odrodzić się w nim w odmienionej postaci. O tym właśnie mówi obrzęd Kupalnocki, podczas którego kojarzyły się młode pary. Echo tego faktu przetrwało w puszczaniu na wodę wianka - symbolu żeńskiej niezależności. Dalszy ciąg legendarnej historii toczył się będzie już pod patronatem boga-rzemieślnika, Lestka I i jego potomków. Bogini doprowadziła do połączenia młodzieńca i dziewczyny w parę, która będzie miała dzieci i przedłuży biologiczne trwanie plemienia. Takie samo zadanie miała w świecie zwierząt. W późniejszym, pruderyjnym świecie będzie się ją za to wyklinać, ale przecież nie zapominajmy - bez seksu nie byłoby nas na świecie, a i trochę przyjemności nie zaszkodzi. Teraz wenusjańska bogini przybierze inna postać, mając do wykonania nowe zadania.

Wiemy już, kto dostał tron władcy. Poranny Merkury i Mars, ścigający się w postaci Procjona i Syriusza, ustalili to na niebiańskim polu psich biegów (pies jest zwierzęciem bogini). Marsowy bóg dobiega pierwszy, ale jego triumf jest krótki i tragiczny. Ostatecznie wygrywa poranny Merkury, kojarzony z Syriuszem. Skoro jednak mity mówią o cudzołóstwie, możemy przypuszczać, że jego rywal skorzystał z okazji i pod nieobecność biegnącego jeszcze, porannego boga, połączył się w noc letniego przesilenia z kochanką. Zapewne za przyzwoleniem porannej Wenus, która jest przecież patronką miłości w każdej, również cudzołożnej, postaci. Dlatego w chrześcijańskim świecie słowiańska bogini Mokosza będzie uważana na Rusi za demona seksualnych występków. Ma to wszystko związek z letnim rytuałem płodności, odbywającym się w czasie zawiązywania się w kłosach ziaren zbóż ("potomstwa" zboża), podczas którego zniesione zostają ograniczenia seksualne. U ludów irańskich było to święto róż, Wardawar, któremu patronowała Anahita. Obecnie, w zbliżonym okresie roku odnajdziemy święto "cudzołożnej" Marii Magdaleny, czyli prawdopodobnie kapłanki bogini Wenus. Echo obchodów święta przetrwało w legendzie świętego Stanisława, ściętego przez Bolesława Szczodrego za "zainteresowanie lędźwiami" (wiosenna śmierć wieczornego Merkurego zawarta jest za to w legendzie świętego Wojciecha). Po całym zajściu bogini zostaje wygnana, czyli znajduje się w fazie zbliżania się od Słońca ku horyzontowi, dobrze znanej astronomom. Słońce "spycha" ją na ziemię i tak też czyni w micie merkurialno-solarny bóg, u Słowian - Dadźbóg, przepędzający "cudzołożną Egipcjankę".[23]

Zanim to nastąpi, w parze z porannym Merkurym, Wenus uosabia żeńską moc inspiracji i przewodnictwa. Oto sposób, w jaki może się przejawiać miłość w świecie ludzkiej kultury. Można śmiało uznać, że to ona zachęca swego partnera do wspinania się ku Słońcu. Pełni rolę pszczoły (opiekunki miasta jako rojnego, brzęczącego, pszczelego ula) wiodącej do miodu niedźwiedzia. Dzięki niej wespnie się po drzewie (kosmicznej osi) w górę, do barci, aby wypić miód poznania i uzyskać zdolność jasnowidzenia. Jest więc ona również Charytą, ideą i uosobieniem piękna, które dla starożytnych filozofów tak bardzo łączyło się z mistycznym poznaniem i mądrością. Jej związki z miodem i Słońcem sprawią, że będzie przedstawiana jako złotowłosa panna, w czerwonej szacie siedząca na niedźwiedziu, czyli porannym Merkurym, lub na lwie, innym królu zwierząt (znana nam z herbu Rawicz lub Rawa). Jest Gwiazdą Zaranną mistyków, która prowadzi ich pośród pokrętnych dróg poznania, wabiąc pięknem i obietnicą miłości. Nadawano jej w Grecji miano Pejto - "Namowy", a w Rzymie - Suadeli, późniejszej Sybilli, na naszych ziemiach - Siwiliji. Jako bogini-pszczoła, trzyma w dłoni naczynie z nektarem nieśmiertelności, miodem. W takiej formie odnajdziemy ją pod imieniem buddyjskiej Odzer Czienmy, bogini związanej z blaskiem porannego, wyłaniającego się zza horyzontu Słońca.

Wenusjańska bogini jest również matką ziemskiego ognia, a u Greków - rozpalającego płomień miłości Erosa. Jak to się stało i czyim jest on synem? Podczas letniego przesilenia kochała się z Marsem, ale poślubiona była Merkuremu, więc mity raz uważają Erosa za syna Aresa, a innym razem - Hermesa. Jeszcze inne wersje czynią z niej małżonkę saturnicznego Hefajstosa, ojca ognia - Erichtoniosa. No cóż, pani miłości była kochanką wszystkich bogów. Dopóki dziedziczenie odbywało się matrylinearnie, do ustalenie ojcostwa nie przykładano szczególnej wagi. Wiązało się ono z opieką nad dzieckiem, a nie genetycznym pokrewieństwem. Czynności seksualne są porównywane w mitach do niecenia ognia za pomocą kołeczka i deski z zagłębieniem. Podczas obrzędu Sobótki nieci się nowy, młody ogień, który młoda para wniesie do swojego domostwa. Jest on ich "dzieckiem", synem. Poranna Wenus dobiega w szczycie swojego wznoszącego ruchu (uniesieniu seksualnej ekstazy) do Słońca. Zapalony od jego ognia płomień, zostanie w opadającej fazie ruchu planety, przyniesiony na ziemię. Towarzyszy jej w tym poranny Merkury. Przynoszą wspólnie na ziemię płomień i światło kultury, przez co człowiek wyróżni się ze świata zwierząt. W micie prometejskim ogień zostaje wykradziony z niebios w wydrążonej łodydze kopru. Łacińskie cuprum to "miedź", metal Wenus, od cyprium - "z wyspy Cypr" poświeconej Afrodycie, a cupere znaczy "pożądać", skąd imię Kupidyna, rzymskiego Erosa. Nietrudno odgadnąć, że łodyga kopru[24] to łono bogini, a młody ogień jest zrodzonym w noc letniego przesilenia jej synem, Erosem - Kupałą, którego matka nosi miano "oblubienicy" - Julii z kroniki Kadłubka, czyli Lubej, Luboszy (córki Kroka), Łady (według Długosza bogini z Mazowsza). Łada i Łado(n), Oblubienica i Oblubieniec to Wenus i Merkury w fazie gwiazdy porannej, czyli Mokosza i Dadźbog.

Nie bez przyczyny to Julia zakłada miasto, ona bowiem wnosi do świeżo założonego grodu ogień, który zapłonie w palenisku świątyni, jak świeżo poślubiona mężatka przynosi od swej matki ogień domowego paleniska. Na poziomie mistyki jest to równoznaczne z pojawieniem się szczególnego rodzaju świadomości, źródła oświecenia. Oczywiście ogień ma podwójną naturę, bo wiąże się zarówno ze światłością świadomości, jak i wysuszającym gorącem dyskursywnego rozumu. Będzie z nim tyleż pożytku, co kłopotów. W pewnych opowieściach mówi się, że młoda panna znajduje w ogrodzie węża/robaka[25] i przynosi do domu/grodu, gdzie zyskuje dzięki niemu bogactwo, ale wąż zaczyna coraz więcej jeść (pochłania paliwo i ofiary), a w końcu zagraża życiu mieszkańców (staje się smokiem). Rozrośnięcie się ognia mówi o jego rozpaleniu w celu wytopu metalu. Pochłania wtedy mnóstwo drewna i węgli, jest "żarłoczny", ekspansywny, zagraża pożarem, pochłonięciem grodu - świata ludzi. W micie arturiańskim negatywną rolę pochłaniającego, żarłocznego, czyli - nazbyt ambitnego boga ognia pełni Mordred, który doprowadzi do upadku królestwa, jak pochłaniający świat ogień ekpyrozy. To samo uczyni u Kadłubka syn Julii - Popiel.

Poznaliśmy już dobrze poranną Wenus. Kim jednak jest jej wieczorna siostra? Zostawiliśmy ją, gdy we wiosenne przesilenie schodziła z księżycowym Merkurym do jaskini. Znalazła się wtedy w zaświatowej krainie cieni. Co to oznacza? Wieczorna Wenus, kojarzona z sierpem młodego Księżyca, w późniejszych czasach stała się dziewiczą Dianą, łowczynią, ale i boginią czarownic. Razem ze swoją mroczną matką, stanowią parę dobrze znaną jako Hekate - Artemida, Scathach - Uathach, Marzanna - Dziewanna. Jest to identyczna, co bóg-rzemieślnik i jego ogniowy uczeń-syn para, tyle ze żeńska. Księżycowa lub solarna matka jest archetypową wiedźmą, dojrzałą kobietą znającą czary i zaklęcia, posiadającą mądrość i wiedzę, odnośnie natury świata i człowieka. Młoda uczennica sztuki czarów, podczas gdy jej siostra biega w towarzystwie młodzieńców, sama, odseparowana od ludzi w zaświatach, czyli najczęściej - w lesie, terminuje u mądrej staruszki. Przede wszystkim, nosi wodę ze strumienia. To archetypowa rusałka - panna wodna, przy Księżycu przychodząca nad strumień, by zaczerpnąć żywej wody. Jeśli ktoś zna karty tarota, odnajdzie jej postać w arkanie Gwiazda (a jej poranną siostrę w arkanie Moc). Sprząta, gotuje, można powiedzieć: wykonuje czarną robotę, trudząc się, by wypełnić zadania wiedźmy. Znamy ten motyw z wielu bajek, w których młoda dziewczyna - Kopciuszek jest prześladowana przez macochę i przyrodnią siostrę - wyniosłą pannicę. W rzeczy samej, gdy porzucić zbędne, bajkowe moralizatorstwo, jej trudy to inicjacyjna próba charakteru. Mają one pokazać, czy jest godna posiąść sztukę magicznej przemiany i wyrobić charakter, uodpornić na przeciwności, a także złamać samolubne, dbające tylko o własne korzyści ego. Szamanka wykonuje swoją sztukę dla dobra współplemieńców, a nie dla osobistej korzyści.

Mentorka dziewczyny przybiera w mitach zazwyczaj postać złej wiedźmy - macochy, a pomaga jej "matka chrzestna" albo "ciotka-wróżka". W istocie, to ta sama osoba. Złośliwa macocha nie jest zła, lecz reprezentuje groźny aspekt bogini, jako Pani Mąk, Jędżi Baby, czyli Baby Jagi, obrzędowej starej szamanki, która ma przeprowadzić młodą adeptkę przez szereg ciężkich prób. "Dobra wróżka" jest tą samą boginią, ale w jej łagodnym aspekcie, pomagającym dziewczynie rozpoznać, w jaki sposób ma wyjść zwycięsko z wszystkich przeciwności. Ostatecznie Kopciuszek spotyka księcia i wszystko się dobrze kończy, co ma również swoje przełożenie na mit. Czego dziewczyna uczyła się u "macochy"? W głównej mierze - zdolności przemiany, związanej z mocą wód. Jej poranna siostra przyniosła do domu/miasta ogień, ona nosi wodę, a w cudownej wodzie wszystko może ulec przemianie, można wyczarować karocę z dyni, a z kocmołucha przekształcić się w królową nocy. Przyszła szamanka musi również zjednać sobie duchy opiekuńcze, dlatego w bajkach zawsze dziewczynie pomagają zwierzęta (o ile jest dla nich dobra - tabu magiczne, nie wolno zabijać i krzywdzić gatunku zwierzęcia, które jest twoim duchem opiekuńczym) lub krasnoludki, duchy podziemi.

Dziewczyna przebywa w chacie staruchy przez cały czas młodzieńczych zabaw siostry - na coś widocznie czeka. Tym czymś, a w zasadzie kimś, jest "królewicz". Jak mężczyzna musi odnaleźć i zintegrować, "poślubić" swoją żeńską stronę, tak ona - męską. Mężczyzna zjawi się jednak dopiero w letnie przesilenie, gdy duch zabitego i rozrzuconego po polu (szamańska próba inicjacyjna) Marsa przejdzie do zaświatów, w których spotka "pannę wodną", czyli naszą bohaterkę. Młodej czarownicy męski przybysz najwidoczniej bardzo się podoba, bo postanawia mu pomóc. Zostaje jego kochanką i doradczynią, nie od razu jednak, bo przejdzie w tym celu próbę odwagi. Mówi o tym opowieść o celtyckim herosie Cuchulainnie i Uathach, córce Scathach. Cuchulainn pokonać musi mocarza strzegącego bram do królestwa jej matki. W innych mitach wspomina się smoka, czyli boga ognia, Plutona, strzegącego bram do zaświatów. Oto, dlaczego Lestek III musi pokonać "Juliusza Cezara". Smoczy przeciwnik, jak Zahhak z irańskich opowieści Księgi Królewskiej, więzi dwie księżniczki, Arnewaz i Szahrenaz. Zwyciężający go Ferridun poślubia obydwie.

Czego wieczorna Wenus może nauczyć piorunowego herosa? Po pierwsze - panowania nad sobą, co jest wstępem do każdej mistycznej ścieżki. Kochając się z nim, zahartuje rozpalony miecz błyskawicy w chłodnych wodach naczynia, z którym jest przedstawiana. Zrównoważy ogień i wodę. Sama również na tym skorzysta, jej chłodna, żeńska natura zostanie ogrzana męskim ogniem. To jednak nie wszystko. W czeskiej kronice Kosmasa, boginię wieczornej Wenus odnajdziemy jako "trucicielkę" Kazi, drugą po Luboszy córkę Kroka, żonę dzielnego łowcy Biwoja, który dla jej zjednania przyniósł na plecach pokonanego gołymi rękami dzika. Pierwotnie heros sam był dzikiem, później, gdy jego postać antropomorfizowano, zwierzę stało się jego atrybutem lub pojazdem - wahaną.[26] Kazi porównywana jest do Medei, mitycznej czarodziejki z Kolchidy, kapłanki Hekate, panującej nad piorunem i wodami. Dlaczego - to już powinno być jasne, przecież to ona wkłada piorun - miecz do naczynia wód. Medea była również zielarką, potrafiła uzdrawiać i uśmiercać, jak Kazi i "trucicielka" z kroniki Kadłubka. To obraz pani życia i śmierci. Potrafiła jeszcze zmieniać bieg Słońca i Księżyca, poruszać lasy i góry. Jest to nic innego jak moc maji - magicznej przemiany związanej z mocą wód i znajomością względności każdego prawa rządzącego światem. Ponieważ późniejszy bóg, jej partner, jak wedyjski Waruna, sam jest panem maji, archetypowym czarownikiem i panem więzów, wiadomo już, skąd nabył ową wiedzę.

Bogini wód przekazuje bohaterowi ważny sekret, wiążący się z tajemnicą, pozwalającą pokonać jej matkę, groźną panią podziemi. Jej siedziba mieści się na wyspie, jak celtyckiej Scathach lub greckiej czarodziejki Kirke z Aji. Kosmas z Pragi utożsamia z nią Tetkę, jedyną niezamężną, czyli niezależną, córkę Kroka. W dawnych mitach jest ona wolna jako wdowa - czyli hera. Kirke przemieniła towarzyszy Odysa w świnie, czego usiłowała dokonać i na nim samym. Patriarchalni Grecy obawiając się żeńskiej mocy, uczynili z niej groźną czarownicę, lecz świnia, a właściwie - dzik, jest najpotężniejszym duchem opiekuńczym, jaki może uzyskać mężczyzna. Nie bez przyczyny Odys nosił hełm z kłami dzika, a zwierzę to patronowało druidom. Dzięki jego mocy, heros stanie się niezwyciężony w boju i pokona swoich przeciwników. Dlaczego jednak ma to być właśnie dzik, a nie inne, potężne zwierzę? Jest ku temu bardzo poważny powód. W opowieści o greckim herosie Triptolemosie (Trzykroć Zwycięskim), Demeter przekazuje mu tajemnice orki i ziarna zbóż. Dzik jest zwierzęciem, które najlepiej może obrazować moc rolnika, orając kłami, niczym pługiem, ziemię. Cuchulainn dla zjednania Scathach musi się z nią kochać. To ten sam obraz, tyle, że orka została zamieniona na stosunek z boginią władającą płodnymi siłami ziemi. Uściślijmy jeszcze, że jest to orka jesienna, dla siewu zbóż ozimych. Oto, czego chce bogini-wdowa, matka panny wodnej. Zresztą jedna i druga są ze sobą tożsame, o czym pamięć zachowali Celtowie. W ich wierzeniach straszna, stara wiedźma, caillach, po stosunku z herosem staje się piękną, młoda panną.

W pewnych wersjach opowieści, bohater zabija jednak Straszną Matkę. Tak czyni Perseusz, ścinając głowę Meduzie, czyli "Miodowej", królowej pszczelego roju (ie. medus znaczy "miód", gr. medousa, to "władczyni"), o wężowych włosach i kłach dzika, korzystając w tym celu z pomocy Ateny, od której otrzymał cudowną tarczę - Egidę. Badacze mitów uznają podobny czyn za obraz zwycięstwa patriarchalizmu i pokonania religii Wielkiej Bogini. Osobiście uważam takie rozumowanie za błędne. Zauważmy, że bohater może dokonać swego czynu tylko dzięki pomocy suwerennej bogini - dziewiczej Ateny. Ba! W pewnych wersjach mitu, wręcz - z jej polecenia, bo Meduza miała się uważać za piękniejszą od Ateny! Czyżbyśmy dotykali tutaj prawdziwego źródła bajkowej historii o złej wiedźmie i królewnie Śnieżce, w której niebagatelną rolę pełni cudowne lustro? Opowieść o śmierci wężowej bogini ma dwa znaczenia. Pierwsze wiąże się z dziedziczeniem władzy w systemie matrylinearnym. Młoda bogini może zostać władczynią dopiero po śmierci matki. Heros dokonuje wiec zabójstwa nie tyle dla siebie, co dla niej. Wspólnymi siłami, jak bajkowi Jaś i Małgosia, pokonują Babę Jagę - Straszną Matkę. W kategoriach nauki u niej, jako starej szamanki, oznacza to koniec terminowania i samodzielność. W rozumieniu mistycznym, zabicie matki i ojca, jak to czyni bóg gromu, jest wyzwoleniem z przywiązania do matczynych więzów krwi (natury) i ojcowskiego systemu religijno-rytualnego (kultury), dla osiągnięcia duchowej integralności i niezależności. O tym samym mówi Jezus w gnostyckiej Ewangelii Tomasza - "Kto nie znienawidził swego ojca i swojej matki, nie będzie moim uczniem".[27]

Zwróćmy uwagę, że dla pokonania Meduzy, Perseusz używa tarczy Ateny, w którą wpatruje się dla uniknięcia wzroku przeciwniczki. Jest więc tarcza lustrem, atrybutem bogini wód ("zwierciadło wód"), narzędziem tak ważnym dla szamana, że u ludów azjatyckich mówi się czasami, że można być szamanem bez bębna, ale nie bez lustra, gdyż jest ono bramą do zaświatów (bajkowym, ukazującym prawdę zwierciadłem czarownicy). Ta sama tarcza miała jednak być wykonana ze skóry kozy Amaltei, a wstrząsana przez Zeusa porażała ludzi i bogów. Cóż, Egida ma podwójne znaczenie, bo jest nie tylko wypolerowanym metalowym lustrem - gongiem, ale również wykonanym z koziej skóry szamańskim bębnem. Z takiego materiału wytwarzają obecnie szamańskie bębny Tuwińczycy. Zeus porażał biciem w tarczę, czyli bęben, którego odgłos przypomina uderzenie gromu. Właścicielka Egidy, pani mądrości - Atena, to nikt inny, jak młoda bogini-szamanka, córka-następczyni, powielająca archetyp swojej Strasznej Matki, po której śmierci sama zajmie miejsce na tronie i królewską władzę.

Z bezgłowego ciała Meduzy na świat przyszli: skrzydlaty koń Pegaz i Chrysaor, "Człowiek ze Złotym Mieczem", w istocie - personifikacja cudownej broni, ukrytej w zaświatach. Chrysos, to w grece - "złoto", or, wiąże się z oro- "góra". Dosłownie, jest więc Chrysaor "[Mieczem ze] złotej góry". Dziwne? Tylko wtedy, gdy zapomnimy, że góra i skała była kiedyś uosobieniem Wielkiej Bogini, dlatego w skale lub pod skałą będą herosi odnajdować cudowny, gromowy miecz. Lub alternatywnie - w podwodnych zaświatach, gdzie czeka również cudowny koń, posiadający zdolności unoszenia się w przestworzach, jak Pegaz ("[Ze] źródła"; od gr. pege -"źródło"). Jako szaman, bohater będzie mógł na nim wędrować w zaświaty i toczyć walki z duchami i demonami. To ormiański, dyszący ogniem Kurkik Dżalali, Sleipnir Odyna, lub bardziej nam znany, bajkowy Konik Garbusek. Dlaczego jednak Kurkkik Dżalali dyszy ogniem? Otóż, wierzchowiec ten jest nikim innym, jak pokonanym przez bohatera, ognistym smokiem, który włada zaświatami i pilnuje by nikt z nich nie uciekł; Hadesem, od którego Perseusz otrzymuje kyknos - cudowny hełm, dający niewidzialność, późniejszy atrybut Ateny. Okiełznawszy smoka, może go dosiąść, jak irański heros Tahmuras, albo płanetnik dosiadający chmury - smoka i wyprowadzić z krainy zaświatów zarówno siebie, jak i ukochaną.

Teraz, odpowiednio wyposażony przez boginię, może podjąć walkę z bogiem-ojcem. Czasami jednak, jak w opowieści o Waśce Busłajewie, bohater waha się, boi się walki, uważając, że przegra. Podczas gdy on namyśla się i waha, dzielna bogini-wojowniczka, toczy już, z wielką odwagą i sprawnością, walkę u brzegu rzeki (symbol przejścia z jednej sfery świata do drugiej). Najstarsze wersje opowieści nie ukazują bohaterki mitu, jako biednej dziewczynki, czekającej biernie na wybawiciela, ale przydają jej inicjatywę, odwagę i mądrość. Jesienna, wieczorna Wenus jest groźną, straszną łowczynią. To w istocie hinduska Kali-Durga, tańcząca na trupach wrogów. Biorąc pod uwagę, że w kontekście czasowego cyklu rocznego, walka toczy się w czasie wykuwania broni i gaszenia niepotrzebnego już, hutniczego pieca, jest ona w ludzkim świecie dziewczyną, przynoszącą wodę do zalania ognia, a w wymiarze świata natury, boginią wód, wylewającą je na wysuszoną ziemię, jak Anahita, lub Gwiazda z arkanu XVII tarota. Z tego właśnie powodu, a nie dla magicznego wyczynu, oddział zbliżającej się, słowiańskiej armii poprzedzała czarodziejka niosąca wodę w przetaku. To symboliczny i magiczny obrzęd, w którym przyjmowała rolę niosącej roszący ziemię deszcz chmury, a wojowie - błyskawic. W wierzeniach irańskich, na umęczoną upałami ziemię, zanim nadejdzie wiązany z mocą gromu bóg, schodzi poprzedzająca, go niosąca chmury i deszcz wojowniczka - Anahita.

Bogini dokona w micie jeszcze jednego czynu: unieśmiertelnienia swego partnera, jego ubóstwienia. Jest to zwykle ukryte za patriarchalną propagandą, jak w opowieści o Heraklesie, któremu żona - Dejanira ("Rozdzierająca Mężów", bogini - wojowniczka) podarowała przywierający do ciała i palący żywym ogniem chiton. Z wielu innych mitów wiadomo, że wkładanie przyszłego herosa w ogień przez boginię-matkę, miało go czynić niewrażliwym na ciosy i nieśmiertelnym. Słynna "koszula Dejaniry" to po prostu nasączony olejkami, śmiertelny całun, w którym spłonie na pogrzebowym stosie, wznosząc się ku sferze niebios, podobny nieśmiertelnym bogom. Jego partnerka, wraz z panem ognia, dokona teraz anihilacji świata dla jego odnowy, co u Kadłubka czyni "trucicielka" i Popiel. Podobną do "trucicielki", panią śmierci i zniszczenia, jest hinduska Kali, trzymająca w dłoniach czarkę i miecz. W tantrycznym buddyzmie pojawia się jako Krodha Kali, "Groźna Czarna", aspekt Wadżrawarahi, "Diamentowej/Piorunowej Lochy". Jest więc bogini samicą dzika (jak jej partner - odyńcem), lochą rodzącą stado młodych (20 synów Lestka III). Dokonuje bowiem magicznej przemiany i transformacji nie tylko na samym herosie, ale również na wszystkich jego towarzyszach, którzy stają się przez to stadem straszliwych odyńców, pędzących na wroga, by go roznieść uderzeniami kłów-szabli. Wieczorna Wenus jako Wadżrawarahi, jest przede wszystkim panią tajemnic, dającą mistyczny wgląd w iluzoryczną, płynną jak woda naturę wszechświata, tą, która przekazuje owoce z drzewa poznania, jak jej poranna siostra - z drzewa życia. Poprzez panią jeziora (jak ta z mitu arturiańskiego) przechodzi wszelka mistyczna i magiczna mądrość. Jest wtajemniczającą w arkana magicznej sztuki tajemną partnerką, niebiańską żoną szamanów i tantryków. Jak locha rodzi stado dziczków, tak ona, przez przekazanie tajemnych nauk "rodzi" młodych adeptów magii, towarzyszy im, pomaga, a po śmierci wyprowadza z uwarunkowanego świata. W ten sposób tworzy drugą, żeńską ścieżkę wyzwolenia. Jej siostra szła solarną ("prawą") ścieżką prawa, ona prowadzi księżycową ("lewą") ścieżką magicznej mocy, w której kluczowy dla osiągnięcia sukcesu jest kontakt z żeńskim aspektem bóstwa. Zresztą w przypadku jej siostry podobnie, bo i ona pełniła rolę mistycznej przewodniczki, ale raczej jasnowidzącej, niż czarodziejki. W odróżnieniu od niej, wieczorna Wenus jest u Kadłubka "nałożnicą" a nie "żoną", co dotyczy pozaprawnego charakteru natury bohaterki, nieskrępowanego przez społeczne konwencje. Julia, jako "żona", mogła pełnić rolę przewodniczki wobec jednej tylko osoby, "nałożnica" jako kapłanka, pełni rolę przewodniczki wobec wielu osób. Dlatego rodzi Lestkowi III 20 synów, a nie jednego.


Grzegorz Niedzielski



Przypisy

[1] Mistrz Wincenty (tzw. Kadłubek) - Kronika Polska; str. 22, 25

[2] M. Łabęcka-Koecherowa, "Mitologia ludów tureckich", Dialog, Warszawa 1998, str. 92 - 93; M. Składankowa, "Mitologia Iranu", WAiW, Warszawa 1989, str. 138 -139.

[3] To zastanawiające, że kształt planety Saturn tak dobrze wyobraża mityczny obraz praojca-węża, otaczającego kosmiczne jajo. Przecież pierścienie otaczające planetę zostały odkryte dopiero w 1610 r. przez Galileusza... Zachodzi tu zadziwiająca i trudna do naukowego wytłumaczenia zbieżność.

[4] W archaicznym słowiańskim "kur" znaczy również "płomień", a "kurzyć" to "płonąć". Kogut (kur) jest więc ptakiem ognia, jak orzeł ptakiem wód. Patrz np. A. Bańkowski, Etymologiczny słownik jezyka polskiego, Wartszawa 2000, t. 1, hasło "kurzyć".

[5] Patrz leksykon "Bogowie, demony, herosi", wyd. Znak, Kraków 1996, hasło "Bogini Słońca z Arinny".

[6] Przeinterpretowana i wypaczona wersja tej historii znana jest z biblijnej opowieści o kobiecie i wężu-kusicielu, Ewie i Szatanie. W podobny sposób, wychodząc z patriarchalnego punktu widzenia, Grecy zamienili Pandorę (Wszechobdarzającą), dawną boginię obfitości, w źródło wszelkich nieszczęść.

[7] Greckie pharmakos, forma żeńska pharmakis, znaczy zarówno "truciciel", "czarownik", jak i "kozioł ofiarny", a dalsza pochodna pierwotnej formy - farmaceuta, to przecież dobrze nam znany aptekarz. Dawne bóstwa dysponujące siłami życia potrafiły przywracać do życia, ale i zabijać - celtycki Dagda jednym końcem swej pałki uśmiercał, drugim ożywiał, a do tego posiadał cudowny kocioł.

[8] Nie chodzi tu oczywiście o miód w stanie czystym lub zawierający alkohol miód sycony, ale o bardzo istotny fakt wykorzystania wytwarzanej przez pszczoły wydzieliny do konserwacji grzybów halucynogennych. Wspomina o tym T. McKenna: Pokarm bogów, Okultura, Warszawa 2007, str. 154-155.

[9] Dziki gon jest wyobrażeniem pędzącego, najczęściej konno, boga - przewodnika do zaświatów, za którym podąża gromada dusz zmarłych ludzi.

[10] Maat, czyli dosłownie "ład, prawda, porządek" personifikowano jako kobietę ze strusim piórem na głowie i zwano "Słonecznym Okiem" oraz "Oddechem Ra, Którym Żyje Każdego Dnia". Dharmę w Wedach co prawda zmaskulinizowano i uczyniono z niej syna Brahmy, ale w buddyzmie powróciła pod żeńską postacią złotej bogini Pradżniaparamity - Jumczenmy (Doskonałej Mądrości - Wielkiej Matki), w późniejszym hinduizmie - przyjmującej liczne postacie bogini mądrości i poznania - Mahawidji.

[11] Mistrz Wincenty... dz. cyt., str. 26 -28

[12] "Mistrz podstępu" który rozsypał gwoździe, odpowiada mitycznej postaci trzeciego, najmłodszego brata, czyli ogniowego Swarożyca, licznie występującego w ludowych opowieściach, ale tutaj w praktyce nie liczącego się w wyścigu. Zasadniczo, pełni on rolę mistrza rytuału, a nie faktycznego uczestnika zawodów. Wyznacza "wąską ścieżkę" dającą zwycięstwo - dobrze znany motyw szamańskiej i mistycznej inicjacji.

[13] To zjawisko nie jest stałe w ciągu roku, w skali tysiącleci przesuwa się skutkiem precesji. Prawdopodobnie stąd rozrzut w terminie obchodów świąt związanych z tym ( i nie tylko) mitem. Taki sam problem pojawił się w związku z niebiańskim obrazowaniem śmierci boga-byka, wiązanej z wiosennym zachodem Plejad, który coraz bardziej oddala się od czasu przedwiośnia.

[14] Mityczny archetyp niedźwiedzia jest bardzo bogaty, jako że stanowił pierwowzór Pana Dzikiego Zwierza. W związku z tym może on być łączony praktycznie z każdym z trójcy męskich bóstw. Jako "bury" zwierz - buran, może obrazować mit boga burzy, narodziny w zimę małego niedźwiadka mogą wiązać się z mitologemem młodego ogniowego boga itp. Tutaj mówię o niedźwiedziu wyłącznie w kontekście spolaryzowanej pary "wilk - niedźwiedź" i "dzik - niedźwiedź".

[15] Mistrz Wincenty..., dz. cyt., str.31 - 32

[16] Ponieważ Słońce jest ogniem niebios, bardzo często łączono boga ognia i porannego, solarnego Merkurego w jedną postać, taką jak irański Mithra, a wiele wskazuje, ze i słowiański Swarożyc.. Piorunowy bohater musi wówczas walczyć ze solarnym przeciwnikiem.

[17] Wasilij Busłajew jest bohaterem nowogrodzkiego cyklu bylin - staroruskich pieśni epickich, w których zachowały się pozostałości pogańskich wierzeń. Wzmiankowane w tekście elementy opowieści pochodzą z byliny "Wasyli Busłajew" zawartej w zbiorku "Byliny", w tłumaczeniu Tadeusza Mongirda, PIW, Warszawa 1957, str. 151 - 160.

[18] Mistrz Wincenty..., dz. cyt., str. 17 - 18

[19] Oczywiście, Achilles występuje tu jako przedstawiciel Menelaosa. To on jednak uosabia moc Marsa skierowaną przeciw słonecznemu, porannemu Merkuremu - Apollowi, pod którego opieką pozostawała Troja.

[20] Istnieje wariant opowieści, w której ojciec - Saturn postanawia sam poślubić córkę - Wenus i przyłapuje ją na zdradzie z Marsem. Tak się dzieje w przypadku Aresa i Afrodyty złapanych na gorącym uczynku przez Hefajstosa.

[21] ...Co kojarzy się z ewolucją Wenus-Światłonośnej, Luci-fer, w Antychrysta-Szatana noszącego to samo imię. Więcej o Lucyferze i Wenus: "Tajemna historia Lucyfera" - L. Picknett, Amber, Warszawa 2006; "Trzy kolory bogini" - A. Kohli, eFKa, Kraków 2007; "Wenus, Maria, Fatima" - G. i E. Rotter, Ureus, Gdynia 1997.

[22] Ten wariant mitu, nieobecny u Kadłubka, po raz pierwszy pojawia się w anonimowej Kronice Wielkopolskiej (Chronica Poloniae maioris) - dawniej przypisywanej biskupowi poznańskiemu Boguchwałowi II lub kustoszowi poznańskiemu Godzisławowi Baszkowi.

[23] "Cesarz Słońce, syn Swarogowy, to jest Dadźbóg, był mężem silnym; usłyszawszy od kogoś o pewnej Egipcjance bogatej i znakomitej i o pewnym człowieku, chcącym z nią cudzołożyć, szukał jej, by ją pojmać, a nie dać naruszyć zakonu ojca swego, Swaroga. Wziął ze sobą mężów kilku swoich i znając godzinę, o której cudzołoży, nocą naszedł ją pod nieobecność męża jej, a znalazł ją leżącą z innym, którego chciała. pojmał ją tedy i męczył, i posłał wodzić ją po krainie na pohańbienie, a tamtego cudzołożnika ściął (...)".- "Powieść minionych lat" (zwana również Latopisem Nestora) w przekładzie Franciszka Sielickiego, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1999, str. 234-235.

[24] Możliwe, że roślinna łodyga, w której miał być wykradziony ogień, była pierwotnie łodygą barszczu kaukaskiego, a nie kopru, który zawiera jednak etymologiczne nawiązania do bogini Wenus (Afrodyty). Barszcz kaukaski, rosnący, jak wskazuje miano - na Kaukazie, posiada toksyczny sok zostawiający rany przypominające poparzenia od ognia. W (botanicznej) łacinie barszcz określa się mianem Heracleum, a wiec zioła Heraklesa, którego koszula została nasączona przez żonę, Dejanirę, bliżej nieznaną substancją, być może właśnie sokiem barszczu. Przykuty do skały na Kaukazie, cierpiał męki Prometeusz, uwolniony później przez Heraklesa. (Autor dziękuje Wojciechowi Jóźwiakowi za zwrócenie uwagi na ten bardzo ciekawy, a nieznany mu aspekt mitycznej historii.)

[25] Opowieść o córce Haftwada (w: M. Składankowa - Mitologia Iranu, WAiF, Warszawa 1989, str. 228); zbieżny w sensie motyw zawiera bylinna opowieść o poczęciu w zielonym ogrodzie bylinnego bohatera Wołcha Wszesławiewicza z matki - Marfy i smoka - Żmija (w: L.P. Słupecki, "Wojownicy i wilkołaki", Alfa, Warszawa 1994, str.63 -64). Możliwe, że dalekie echo tej opowieści przewija się przez biblijny motyw kuszenia Ewy przez węża - Szatana w ogrodzie Edenie.

[26] Zakładam jednak również inną możliwość: że w tym przypadku Biwoj reprezentuje ogniowego boga chłodnej pory roku, który w ten sposób pokonuje gromowładcę, gdy na czas zimy zanikają burze.

[27] ET 42,25 (55) - Ewangelia Tomasza, tłum. A. Dembska i W. Myszor, Verbum, Katowice 1992, str.33.

» Część I: Mord założycielski » Część III: Koło czasu




  < poprzedni    1    (2)    3    dalszy >  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)