Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

07 lutego 2008

Wojciech Jóźwiak

Pelazgowie i praojczyzna Indoeuropejczyków
Czytając 'Pelazgowie, autochtoni Hellady' Ignacego Ryszarda Danki


Jesienią 2007 znalazłem w Sieci, kupiłem, sprowadziłem i przeczytałem książkę (książeczkę - 94 strony) legendarnego dla mnie (dlaczego? Zobacz tu... i tu...) profesora Ignacego Ryszarda Danki pt. Pelazgowie, autochtoni Hellady. Pochodzenie, język, religia. Dowiedziałem się z niej, że niemal w całej Grecji półwyspowej i na wyspie Krecie zachowały się podania, iż przed Hellenami był tam inny lud mówiący swoim językiem. Herodot wspomina, że w dawnej Grecji "te bowiem były główne szczepy, mianowicie jeden pierwotnie pelazgijski, drugi helleński. Jeden nigdy nie opuszczał kraju, drugi był bardzo wędrowny." Dziewiętnastowieczni językoznawcy odkryli w języku greckim obszerny zasób słów, które zdawały im się być nie-indoeuropejskiego - inaczej niż greka - pochodzenia; ten obcy substrat, nazywany także "egejskim" lub "azjanickim" utożsamiali z językiem Pelazgów, których przeto uznano za nie-Indoeuropejczyków. Jednak w ślad za bułgarskim uczonym Vladimirem Georgievem, Danka stwierdza dobitnie i stanowczo, iż "żadnej rodziny języków azjanickich nigdy nie było". Pelazgowie mówili językiem indoeuropejskim, wprawdzie nie-greckim, ale niedaleko z nim spokrewnionym. Zatem jak przy wszystkich ludach indoeuropejskich powstaje typowe pytanie: gdzie żyli wcześniej, skąd przybyli? Danka za Georgievem odpowiada: znikąd. Zawsze tam byli. Pelazgowie byli w Helladzie tubylcami, autochtonami! Zawsze, oznacza w tym przypadku: zapewne od początku istnienia kultur neolitycznych, więc uprawiających ziemię i mieszkających w stałych osiedlach. Ale to by oznaczało, że ludy indoeuropejskie nie przybyły, jak zwykle się sądzi, gdzieś z północy, najpewniej z ukraińsko-(dziś)-rosyjskich stepów, lecz rozwinęły się w regionie obejmującym Bałkany i Azję Mniejszą z Helladą jako centrum.

Teza ta kieruje nas do dyskutowanego także w "Tarace" sporu o model "pasikoników czy mrówek" (zobacz...), czyli o to, czy Indoeuropejczycy rozeszli się po Europie i Azji podbijając ją jako zbrojni, władczy i konni ewentualnie rydwanni najeźdźcy czyli jako pasikoniki - czy też zasiedlili te kraje w procesie pierwotnej kolonizacji rolniczej, neolitycznymi rolnikami będąc i biorąc pod uprawę ziemię przed nimi żywiącą tylko dzikie stada wraz z łowiącymi je mezolitycznymi (jak Indianie Ameryki Północnej) myśliwymi i wygrywając skuteczniejszą techniką aprowizacyjną i rozrodczością, nie orężem? Model pasikoników był do niedawna popularny, a paradoksalnie impetu dodała mu litewsko-amerykańska badaczka prahistorii i feministka Marija Gimbutas, solidaryzująca nie z drapieżnymi, jak mniemano, męsko-aryjskimi najeźdźcami, lecz z pokonanymi, łagodnymi jakoby, matriarchalnymi kulturami Wielkiej Matki Ziemi. Oczywiście nie nauka to, a nowoczesna mitologia! Skoro jednak urheimat Indoeuropejczyków był na Bałkanach i nad Egejskim Morzem, więc tamten spór upada jako bezprzedmiotowy.

Bałkany jako środek Indoeuropejszczyzny przekonują! Tym bardziej, że Danka zwięźle przedstawia etno-geografię owej praojczyzny: zachodnią jej flankę stanowią ludy i języki illiryjskie, wenetyjski, Italikowie i Celtowie (obszar to od obecnej Bośni po Bawarię wraz z północą Italii); flankę północną, pewnie już poza łukiem Karpat, tworzą Germanie, Bałtowie i Słowianie, a także zagadkowi Tocharowie (o których nawet nie wiemy, jak sami się nazywali, nazwa T. jest sztuczna), których wywiało aż nad rzekę Tarym - mapa Chin potrzebna! Skrzydło południowe to Hetyci wraz z pozostałymi anatolijskimi krewnymi, czyli Azja Mniejsza. Grupa centralna jest najbardziej złożona i różnorodna: są tu Dako-Myzowie (z których współcześni Albańczycy), Frygowie i Ormianie, Indoirańczycy (sic!), Grecy - i blisko sobie, jak się okazuje, pokrewni Pelazgowie i Trakowie. I parę jeszcze mniej znanych grup językowych. Razem dobrze określona kraina, zarazem zwarta i zróżnicowana, podzielona górami i cieśninami na drobniejsze ojczyzny. Przecież do tutejszego landschaft'u pasuje wspólne indoeuropejskie słownictwo: te wszystkie słowa oznaczające morze, górę, drzewo, śnieg, zimę i wiosnę, orła, niedźwiedzia, wilka, byka, konia i owcę. Żeby wszystko to znaleźć, nie trzeba szukać za Dnieprem... Ten rozkład przestrzenny języków zgadza się też z faktami archeologicznymi: rolnictwo, stałe osady, budowa miast i w ogóle cywilizacja miała swój wyraźny gradient: szła z Azji Mniejszej, Lewantu i Mezopotamii, przez Grecję i Bałkany, stąd dopiero do Italii, do Kotlin Naddunajskich, skąd dalej za Alpy, za Ren, poza Karpaty... i do dalszych, całkiem dzikich wówczas krain. Ruch Indoeuropejczyków z Bałkanów ku peryferiom zgodny byłby z tym gradientem. Z kolei Indo-irańczycy przesunęli się na wschód, aż do Indii, penetrując - zapewne - po drodze śródgórskie oazy dzisiejszego Iranu i Afganistanu, klimatem i krajobrazem mało różne od ich dawnej ojczyzny. Pelazgowie z Trakami w obecnej Grecji, Macedonii i Bułgarii byli w samym środku indoeuropejskiego matecznika.

Danka lekką ręką obala też inne mity pokutujące w indoeuropeistyce, jak ten o rzekomo podstawowym znaczeniu podziału na języki kentum i satem. Wg niego ten podział nigdy się nie odbył, a wymowa miękkiego k' jako s w jednych społecznościach, lub jako k w drugich, pojawiała się wielokrotnie i przy różnych okazjach. Języki Greków i Indo-Irańczyków traktuje jako bardzo sobie bliskie i dowodzi tego, pokazując ich wzajemne podobieństwa ważniejsze od owej różnicy, że pierwsze kentum, drugie satem. Gdyby stosować tamten podział, to język Pelazgów należałoby zaliczyć do satem. Znaczną część książki zajmuje rekonstrukcja języka Pelazgów - o tyle ciekawa, że będąca plonem istnej detektywistyki językoznawczej, jako że pelazgijski uchował się tylko w postaci zapożyczeń w greckim. Jego rekonstrukcja to tak, jakby chcieć odtworzyć zapomniany język niemiecki z zapożyczeń w polskim - z wszystkich tych rynków, rynien, obcąg, obcasów, wag, wagonów, szukania i trafiania. Ale w jakimś stopniu to się udało... I w ten sposób zagadkowe greckie nie-greckie słowa stają się kolejnym oknem, przez które wyraźniej prześwieca pra-indoeuropejszczyzna. Pelazgowie jawią się jako jeszcze jedno ogniwo dawnej wspólnoty wydarte czasowi-zapomnieniu. A naszą słowiańsko-polską dumę mile łechcą skrzętnie przez Autora pokazywane podobieństwa pelazgijsko-polskie, a właściwie wspólne obu indoeuropeizmy. Dwa zagadkowe z punktu widzenia etymologii słowiańskie nazwy zwierząt pojawiają się w pokrewnym pelazgijskiemu języku Traków - jako imiona: koza (Kodzas) i zając (Dzaika).

Cenne są wreszcie wnioski wyciągane co do religii Pelazgów. Okazuje się, że od swych autochtonów Grecy wzięli tak ważnych bogów, jak Posejdon, Demeter, Dionizos, Semele, Atena i Selene. Ich imiona, po grecku nieczytelne, okazują się być znaczące w pelazgijskim: Demeter to "Matka Ziemia", Posejdon to "Władca-mąż Ziemi", Dionizos - "Dzeusowy Syn", Atena to "Ojcowa" (córka mająca ojca bez matki, bo z dzeusowej głowy zrodzona); Selene zaś, słowo jawnie nie-greckie, choć równie jawnie indoeuropejskie, pokrewne np. naszemu "Słońce", to po pelazgijsku "Świecąca". R.I. Danka wyróżnia wśród starych indoeuropejskich religii dwa typy: rycerski i rolniczy, według tego, czy naczelne miejsce przyznawano w nich bóstwom nieba, patronującym ruchliwym wojownikom, czy bóstwom ziemi, w opiece mających wieś. Pelazgów miejsce jest wśród religii rolniczo-chtonicznych. Ale niezłe to towarzystwo, bo są w nim Rzymianie, których nad-bóg Mars był pierwotnie patronem ziarna, idealny zaś ich władca, Lucjusz Kwintus Cincinnatus, orał pole, kiedy ziomkowie obwołali go wodzem. U nas Słowian było podobnie, skoro nasi królowie wywodzili ród od Piasta Kołodzieja. Tymczasem, jak pisze Danka, "dla Indów i Greków, reprezentantów religii pierwszego typu, wódz i rolnik to pojęcia wykluczające się nawzajem."

Cienka książka, a tyle z niej można się nauczyć. Chwała to dla Autora: widać, jak wielkiemu umysłowi nie potrzeba wielu słów. (Pisane 20 listopada 07)


Indoeuropejczycy jako neolityczni autochtoni

Ryszard Ignacy Danka w swej książce "Pelazgowie" dzieli stare języki indoeuropejskie na:

  • centralne: grecki, pelazgijsko-tracko-myzyjsko-dacki, frygijsko-armeński i - uwaga - irańsko-indyjski
  • peryferię południową: anatolijskie z hetyckim
  • peryferię zachodnią: iliryjski (współczesny albański), italskie z wenetyjskim i łaciną, celtyckie
  • peryferię północną: germańskie, słowiańskie, bałtyjskie - i prawdopodobnie tocharski.

Kieruje się przy tym przesłankami takimi jak końcówki gramatyczne, używanie/nieużywanie reduplikacji, słownictwo. Palatalizację i skutkiem tego podział kentum/satem uważa za zjawisko powierzchowne, nieistotne i zachodzące lub nie w poprzek powyższych grup, więc bez większego znaczenia. (Grecki jest kentum, pelazgijski satem.) Kiedy się areały tych języków naniesie na mapę, wychodzą znamienne wnioski (już moje, nie Danki): Indoeuropejszczyzna była zjawiskiem bałkańsko-egejsko-anatolijskim! Centrum zróżnicowania tych języków to południowe Bałkany, wybrzeża i wyspy egejskie, zachodnia Azja Mniejsza. Na tym obszarze języki indoeuropejskie wyglądają na absolutnych autochtonów! Absolutnych, to znaczy przynajmniej od rewolucji neolitycznej. Migracje ludów indoeuropejskich wychodziły z TEGO centrum! - a nie celowały tu wychodząc skądinąd, np. ze stepów czarnomorskich. Zwłaszcza zwraca uwagę daleka droga jaką odbyły ludy używające języków irańsko-indyjskich czyli tzw. Ariowie: z rejonu egejskiego aż do Indii. Ale jest mocny argument ZA, mianowicie to, że najstarsze zapisy języka z grupy indyjskiej (imiona, terminologia wojskowa) są z kraju Mitanni czyli znad górnego Eufratu. Indowie TĘDY szli i zostali po drodze - a nie AŻ dotąd doszli. Ktoś może rzucić argument, ze Scytowie, mieszkańcy stepu, byli Irańczykami, a ich pobyt na Stepie jest argumentem na rzecz stepowego pochodzenia Ariów, a za nimi wszystkich Indoeuropejczyków. Odpowiedź: jedynym dowodem na irańskość Scytów jest pięć ich imion zapisanych przez Herodota! Nie można wykluczyć, że Scytowie (od Dunaju do Ałtaju, Tuwy i Gobi) byli kulturą wieloetniczną, jak późniejsi Indianie Prerii w Am.Pn.: niemal identyczni materialnie, ale używający języków z 6 różnych rodzin.

Indoeuropejczycy byliby więc "neolitycznymi tubylcami" - ale NIE w całej Europie, jak chciał Renfrew, tylko w rejonie bałkańsko-egejskim. Także schemat Renfrew'a, że przełamanie kolejnej geograficznej przeszkody skutkowało powstaniem nowej gałęzi językowej, tu się sprawdza: języki peryferii zachodniej wyodrębniły się przy okazji przekraczania Gór Dynarskich, Alp i Apeninów, peryferii północnej przy przekraczaniu Karpat. Ubocznym skutkiem tego schematu rozmieszczenia i wędrówek byłoby pokrewieństwo języków Słowian i Dako-Mezo-Traków, jako bezpośrednich sąsiadów, na co Danka znajduje potwierdzenie w postaci słów koza/kozas i zając/zaika.

Indoeuropejczycy NIE rozprzestrzeniali się jako stepowcy (więc późniejsze migracje Turków i Madziarów NIE są dla nich modelem), step zajmowali wtórnie i obrzeżami; zapewne jedyną wędrówkę poprzez step na drugi jego koniec odbyli - jako wyjątek - Tocharowie, jeśli cokolwiek pewnego o tym tajemniczym ludzie można w ogóle powiedzieć.

Dalsza po-neolityczna ewolucja języków i-e. i ich rozmieszczenia odbywała się pod wpływem rośnięcia w siłę poszczególnych zarodków, czyli zrazu (przeważnie) małych grup, które skutkiem różnych kulturowych i politycznych przewag narzucały swój język na wielkich obszarach. Wtedy dochodziło do wielkoskalowych zrównań językowych. Było ich kilka i ONE zaważyły na obecnej mapie językowej Europy, niemal zupełnie zacierając starszą jej warstwę neolityczną. Były zrównania:

  • celtyckie (które wypromowało w prawie całej Europie cis-borealnej język - "celtycki" - drobnej grupy z obecnej Szwajcarii/Bawarii);
  • łacińskie (rzymskie), które wypromowało łacinę i z niej języki romańskie, wypierając trochę tylko starszy substrat celtycki (i inny, także bałkański)
  • greckie-koine we wschodnim basenie M. Śródz.
  • germańskie (mocno zwinięte w okresie Wędrówki Ludów, Germanowie wtedy zwinęli się na kontynencie, poszerzyli na Wyspach Bryt.)
  • słowiańskie - inflatowany został język jakiejś zapewne wcześniej marginalnej grupki z Wołynia, pozostającej w sąsiedztwie i kontakcie germańskim.
  • Po których poszły podobne i-e. zrównania poza Europą: hiszpańskie, portugalskie, rosyjskie i angielskie (i zwinięte już francuskie).

Wojciech Jóźwiak

7 lutego 2008 (zaktualizowane 2.XI.08)


komentarze

[foto]

1. Mapa ojczyzny IndoEuropejczyków nad Dunajem! • autor: Wojciech Jóźwiak2016-04-03 16:58:40

W blogu https://aleximreh.wordpress.com , wpis z 2014 r., znalazłem mapkę, która wygląda jak wypisz-wymaluj ilustracja obrazu etnogenezy IE według prof. R.I. Danki:

Arian Home

Link tam: https://aleximreh.wordpress.com/2014/10/19/old-europe-the-indoeuropean-homeland-the-aryan-urheimat/

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)