Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

23 lipca 2006

Wojciech Jóźwiak

Quaritz, Taxodium, Rogala
...czyli: zdjęcia robione w upał

Kategoria: Podróże i regiony

Zima tego roku była długa, zimna i śnieżna, ustąpiła dopiero w kwietniu, a ludzie w niezgodzie z mądrością ludową, łączącą zimne zimy z upalnymi latami, powtarzali pogłoskę, że tego roku lata ma nie być. No, może tydzień na przełomie czerwca-lipca i koniec, potem zimno. Tymczasem upał jak chwycił w czerwcu, tak trzyma przez cały lipiec. W tym czasie i w tym upale robiłem - niekiedy - zdjęcia...


1. Bociany w Bogdanach

Te zdjęcia robiłem w Bogdanach koło Olsztyna, gdzie prowadziłem warsztaty z astrologii. Na dziedzińcu pensjonatu na słupie bociany mają gniazdo, w którym dziarsko wykarmiały troje młodych. Wdzięczny temat do fotografii!

foto 1


2. Żurawie

Jednego ranka chodząc po okolicy natrafiłem na żurawie. Na ostatnim zdjęciu już się niepokoją moją obecnością, ale nie odleciały. Na tym samym spacerze nadleciał i minął mnie parę metrów nade mną spory drapieżny ptak, którego zaraz po powrocie wypatrzyłem w atlasie i był to jastrząb. Teraz już wiem, jak odróżnić jastrzębia od myszołowa. Wiele dziwnych niby-myszołowów, które do tej pory widywałem, były naprawdę jastrzębiami. Jastrząb pracuje w locie skrzydłami trochę podobnie jak sowa, kłapiąc nimi, nie lekko-szybowcowo, jak myszołów.

foto 2


3. Dzierzby

Kulistą kępę iwy zajmowały dzierzby, hałaśliwa rodzina. Dwa razy chwyciłem w migawkę samca, który prowadził obserwacje ze szczytu drzewka. Za trzecim naciśnięciem ptaka już nie było.

foto 3


4. Pod białoruską granicą

Potem pojechałem odwiedzić przyjaciół, którzy kupili dom i kawał ziemi pod białoruską granicą. Zagroda jak ze snu, wtulona miedzy łąkę i wzgórza, można siedzieć i nic nie robić.

foto 4

foto 5

Ludzi żadnych. Sąsiednich wsi nie widać. W ciągu dnia przejechały ze cztery samochody. Wieczorem wyszliśmy przed dom nasłuchiwać odgłosów człowieka i jego cywilizacji. Była tylko cisza. Żadnego ludzkiego głosu, żadnego psa, krowy, telewizora, maszyny, szosy, samolotu. Nic.


5. Quaritz

Quaritz leży koło Głogowa. To miasteczko ktoś z komisji nazewniczej nazwał po wojnie Gaworzyce i tak zostało, chociaż prawie pewien jestem, że pierwotna nazwa musiała być inna. Ale jaka? W internecie nikt nie podaje jej dawnych średniowiecznych wariantów, a z reguły takich nazw bywało kilka, zależnie od fantazji i ojczystego języka skrybów. Na pewno Quaritz nie nazywało się od "gaworzenia", bo to nowe w polskim słowo. Raczej już jego pra-założyciel zwał się Gowor lub Goworek, od goworu czyli podnoszenia wrzasku, wtedy właściwa nazwa brzmiałaby *Goworzyce, czyli 'potomkowie Gowora'. Ale skoro słowiański tvardc, czyli "twardziec" w niemieckim zamienił się w quartz, więc kwarc, a tvarog w quark, skąd dziś cząstki elementarne - kwarki, to i pod Quaritz'em może jako starsza słowiańska warstwa leżeć *Tworzyca albo i, co najprawdopodobniejsze, *Dworzec. Zresztą nikt tej nazwy celowo nie zniemczał, ludzie mówili jak mówili, może nawet nie spostrzegli, kiedy ze słowiańskiego przeszli na dojcz. "Wszechniemcom" ta nazwa jako notorycznie słowiańska kłuła uszy, aż za Hitlera zmienili ją na Oberquell, co można przetłumaczyć na "Wyżeźrodł". Od bani i z urzędową nudą, całkiem jak później za ich wzorem robili nasi za Gierka w Bieszczadach, z Dwernika robiąc jakąś "Jodłówkę". Był Gierek pilniejszym uczniem Hitlera niż chcielibyśmy się przyznać, tylko wojny na koniec w obliczu bankructwa nie mógł biedak wszcząć jak Adolf.

foto 6

Na tym zdjęciu widać ledwie wieże kościołów i parę nowych bloków, resztę "substancji" zasłania wyżyna, na niej pszenica, żniwa zaczynano, kombajny hałasowały, a chłop, który kosił chwasty na poboczach, narzekał, że od zimy deszcz tu nie padał.

Rozkraczone słupy w środku tego krajobrazu znaczą linię kolejową, po której chodzą już tylko towarowe, transport osobowy się nie opłaca.

Na kościele, tym z białą wieżą, jest tablica w dwóch językach, ale po niemiecku kwieciście, po polsku lakonicznie, głosząca pojednanie dawnych i nowych mieszkańców. Nazwę wyryto z błędem: "Qaritz" zamiast Quaritz.


6. Taxodium

foto 9

Kluczyłem po miasteczku kierując się na pojawiającą się w prześwitach wieżyczkę pałacu. Nagle zamurowało mnie. Pałac był, ale przed nim coś o klasę osobliwszego: drzewo niemożliwe, nie z tego świata. Gigant, monument i z daleka widać, że z rodziny Taxodiaceae. Co to są Taxodiaceae? To jest legenda flory północnej półkuli. Kilka gatunków, które przetrwały z mezozoiku, żyjący świadkowie ery dinozaurów. Kiedyś iglaste drzewa z tej rodziny tworzyły gigantyczne puszcze i były dominującą roślinnością. Ale w niespokojnym klimacie trzeciorzędu ustąpiły następnej generacji: sosnowatym-Pinaceae. Przetrwały do dziś tylko Sequoia i Sequoiadendron w Kalifornii, Cryptomeria w Japonii, Taxodium w zalewanych wodą lasach nad Zatoką Meksykańską i chińska, niedawno odkryta Metasequoia. Tam na miejscu, w Gaworzycach, jeszcze nie mogłem się zdecydować, który to gatunek, dopiero po powrocie do domu i komputera znalazłem przesłanki, że to Taxodium. Rośnie tam od - na oko - dwustu lat, jego geny śnią o ojczystej Delcie Mississippi. Pod to taksodium powinni pielgrzymować gnostycy i hajdegeryści. To drzewo to obraz istoty rzuconej w obcy jej byt. Iście kosmiczna samotność emanuje od tego drzewa i jakieś dostojeństwo jak z tragedii.

foto 10


foto 13

7. Rogala

Pałac - jak widać - popadł w ruinę. W parku dęby jak kolumny świata. Na frontonie widać herby w kartuszu. Ten z lewej to Rogala lub Rogalita, w odmianie - bo wersja kanoniczna miała jeleni róg z lewej strony, turzy z prawej, czyli odwrotnie niż tu. I tutejszy róg jeleni ma więcej rozgałęzień, poza tym wszystko się zgadza. Jak ten herb nazywał się po niemiecku, nie wiem. Tego z prawej nie zidentyfikowałem, podział i układ tarczy jest zachodni, nie polski. Widać zniszczenia, jakieś sołdaty strzelały kiedyś do niego. Odtrącono hełm Rogali, głowę i ogon lwu, środkową różę z centralnej tarczy w prawym herbie. Pałac zbudowali grafowie von Zedlitz, kupili od nich w 1694 roku von Tschammer'owie, przebudowali go i dzierżyli do wejścia Sowietów, przez ćwierć millenium. Jak wyglądał zobaczysz na stronie www.glogow.pl/okolice panów Tomasza i Korneliusza Mietlickich. Tschammerowie, kiedy pojawiają się w historii w XIV wieku, piszą się jeszcze: Czombor. Któryś z późnych Tschammerów miał fantazję, żeby z Luizjany sprowadzić sadzonkę Taxodium.

foto 14


8. Szkoła

Do Gaworzyc przyjechałem na warsztaty pieśni ruskich - z Ukrainy, Rosji, Białorusi. Ogłaszane były w Tarace, Marzena Motyl i Witek Kozłowski organizują, czyli Fundacja Ovo. Miejsce: szkoła w Gaworzycach, nowa i aż ponowoczesna, europejska, widać duma gminy. Ale prześwietlona budowla nie chroniła przed upałem, drzewa na placu nie zdążyły urosnąć, plaża.

foto 19


foto 17

foto 18

9. Warsztaty i Rosja

Na tych zdjęciach Irina Niekrasowa musztruje nasze głosy, żeby odzywały się po wschodniosłowiańsku, krzykiem, a nie jakimś zachodnioeuropejskim belkantem. Niesamowite były pieśni, których uczyła nas Irina. To było - jak wywoływanie duchów. Bo taka pieśń służy do przywołania energii, która jest gdzieś... poza ludźmi, bo na pewno nie w naszych świadomych umysłach. Energii, która się dzieje, którą śpiewający przepuszczają przez siebie, gdy przychodzi skądś, bo nie z ich świadomości. Ale, myślę, żeby tej sztuki się nauczyć, trzeba mieć na to rok, przynajmniej, nie parę dni.

Dziewczyny, które tu widać, przyjechały z Estonii. Drugiego dnia prezentowały swój "wieczór estoński". Na jednym zdjęciu widać jak śpiewają, na drugim ustawiły wszystkich w korowód swojego tańca. Ich liderka, ta w okularach, ma na imię Marion. Mężczyzna z brodą między nimi to Witek.

foto 20

foto 21

Wieczorami, kiedy nieco chłodło, były tańce na placu opodal, granie i bębnienie. Ja miałem ręce zajęte bębnem, więc nie robiłem zdjęć.

W wolnych chwilach czytałem tam nową książkę Mariusza Wilka pt. "Wołoka". Wilk, Polak młodszy ode mnie o pięć lat, od kilkunastu lat mieszkający na Północy Rosji, na Wyspach Sołowieckich, gdzie są stare klasztory, a kiedyś łagry, opisuje Rosję od jej wnętrzności, u nas całkiem nieznanych. Miałem więc podwójną dawkę tamtego kraju: w lekturze oniryczne rejsy Wilka po Biełomorkanale, w realu pieśni Iriny z Tweru. Może miałem w horoskopie na ten czas pisaną podróż do Rosji, tylko nie umiałem rozpoznać tego zapisu i nie zrealizowałem? Jeśli faktycznie istnieją równoległe rzeczywistości, to pewnie w jednej z nich tamtejsza kopia mnie to zrobiła: jeździła po tamtejszym odpowiedniku Rosji, zanurzała się w tamten świat, co ja tu pod Głogowem naśladowałem niby obserwator platońskich cieni. Dokucza mi myśl, że jesteśmy ledwie nieudanymi, niedokładnymi kopiami bardziej doskonałych i pełnych bytów, które gdzieś w równoległym świecie żyją pełnią życia, które i nam niby było pisane, ale bokiem przeszło gdzieś.

Po trzech dniach wezwały mnie interesy i wyjechałem. O samych warsztatach niech opowie dla "Taraki" ktoś, kto zaliczył je całe.


Wojciech Jóźwiak
22 lipca 2006




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)