Przejd?do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

17 listopada 2006

Wojciech Jóźwiak

e-tom: Rozważania pogańskie
Rozważania pogańskie
Sięganie do Zoriana Dołęgi Chodakowskiego


  (1)    2    3    4    5    6    7    8    dalszy >  

1.

Warto sięgnąć do początków, czyli do eseju O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem, rok 1818, Zoriana Dołęgi Chodakowskiego. O autorze więcej przeczytasz na stronie Wydawnictwa Toporzeł. Zorian Dołęga Chodakowski to imię-po-piórze, prawdziwie nazwisko Adam Czarnocki, urodzony 4 kwietnia 1784 w Podhajnej obok Nieświeża, więc dzisiejsza Białoruś, rodzinne strony Mickiewicza; ale prawie o pokolenie od Wieszcza starszy. Cytuje z Toporła: "Po ukończeniu szkoły Powiatowej w Słucku samodzielnie przygotował się do zawodu prawnika i uzyskał 'patent na słucką regencję'. /.../ więcej zajmował się historią, sporo czasu spędzając w archiwach. W roku 1809 władze carskie przechwytują jego list, w którym deklaruje przystąpienie do wojska polskiego i zostaje aresztowany. Jako skazaniec idzie pieszo do Omska. Półroczną wędrówkę opisuje w raptularzu 'Bez chęci podróż moja'. W tekście tym jest wiele informacji etnograficznych dotyczących ludów Syberii (np. słownik języka Czeremisów)." Gdzie tę książkę - rękopis? - można przeczytać? Czy wiedzą o nim sami "Czeremisi" czyli Maryjczycy[*], do dziś przechowujący swoją etniczną religię?

* Zob. Wojciech Górecki, Dzieci Boga Kugu Jumo

Dalej z Toporła: "Wcielony wyrokiem sądu w sołdaty trafił na zachód imperium i kiedy dywizja stacjonuje w Bobrujsku ucieka do Księstwa Warszawskiego. Uczestniczy w kampanii napoleońskiej. Po klęsce wraca do etnografii i przez cztery lata badań głównie na terenie Ukrainy przygotowuje szkic 'O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem', który był w zamierzeniu planem dalszych badań i podstawą do uzyskania funduszy na nie." Nie dostawszy ich z Uniwersytetu Wileńskiego "/.../ uzyskuje nieco funduszy w Rosji i od lipca 1820 r. prowadzi badania na północnej Rusi. Wiele jego pism z tego okresu dotyczy historii i etnografii ludów Rusi. W Twerze umiera mu kilkumiesięczny syn i żona. W 1822 r. jedzie do Moskwy w nadziei uzyskania dalszych funduszy na badania, ale ich nie dostaje. Pracuje nadal, ale będąc w niedostatku już mniej efektywnie. Umiera w 1825 r. w nieznanych okolicznościach." Barwne, szybkie, krótkie - zaledwie 41 lat - życie.

Sławiańszczyzna przed chrześcijaństwem zaczyna się od zdań, którymi i dziś mogłyby się zaczynać książki o naszej dawnej religii: "Zniknęły przed wiedzą uczoną dzieje, obrzędy i zwyczaje nasze w epoce wielobóstwa. /.../ Pierwsi posłańcy do nas z wiarą dzisiejszą dalecy byli od umiarkowania, ażeby mieli co oszczędzić dla historii i wieków, i ten nieprzychylny zapał w ich następcach ledwo do naszych czasów nie doszedł." Ale za chwilę padają stwierdzenia jeszcze ważniejsze i aktualne do dziś:

"Ogniwa nowej wiary wcielały niepodobnych nas do reszty narodów Europy. /.../ od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi."

A więc: chrzest zmył ze Słowian to, co w nich było własnego, zatarł ich oryginalność, a przejmując obcą kulturę, Słowianie stali się sami sobie obcy. Ta myśl również do dziś się nie zestarzała, a wycieczka ku pogańskim, etnicznym korzeniom wciąż jest poszukiwaniem zaginionej tożsamości[*].

* Jak zatytułował swoją niewydaną książkę Piotr Wiench.

Jest w tamtym zdaniu także myśl, że tym, co zrównywało i zmywało jak powódź słowiańską oryginalność, była, wespół z chrześcijaństwem, ogólno-europejska kultura, do której "nas niepodobnych wcielono". Jest w tym nostalgia, że Europa, jej cywilizacja, to nie jest to, i żal, że Słowianie nie mieli sposobności swoich dawnych obyczajów i wierzeń wypromować do rangi osobnej kulturowej formacji, w której jak można mieć nadzieje, byliby już sobą.

Tamte zdania pokazują też motywację, z którą Zorian Dołęga Chodakowski przystępuje do swych dociekań i przyszłych badań. "Osłabiał /.../ duch niepodległy"! To pisze człowiek z pokolenia żołnierzy Napoleona, z pierwszego pokolenia Rzeczypospolitej rozebranej. Wszyscy szukali powrotu do utraconej niepodległości, jeden Chodakowski dostrzegał, że "osłabienie ducha niepodległego" zaczęło się dużo wcześniej: bo wraz z utratą własnych bogów.

Jednocześnie widzimy, że ten pierwszy tekst neopogański umieszcza sprawę rodzimowierczą w kontekście narodowym: starań o wyzwolenie zbiorowości, narodu, czy też, w wersji Chodakowskiego, słowiańskiej rodziny narodów. Nie w kontekście starań o własną wolność duchową. To się będzie powtarzać do czasów obecnych: neo-pogaństwo lub rodzimowierstwo, lub takież sympatie, nie jako wynik potrzeby własnego rozwoju i duchowego doskonalenia, co raczej jako ruch społeczny - i załatwianie spraw zbiorowości, nie jednostki.

Czytając dalej Chodakowskiego dostrzeżemy też, że myślał on o ustanowieniu nowej wspólnoty i nowego patriotyzmu. Nie Polacy i nie dawna Rzeczpospolita są podmiotem jego troski, lecz wspólnota dotąd niedostrzegana: Słowiańszczyzna. Martwi go, że chrześcijaństwo podzieliło Słowian, przede wszystkim na duchowych poddanych Konstantynopola i Rzymu, i to pęknięcie straszy i nie pozwala się spotkać aż do jego czasów. Chodakowski, obywatel województwa Nowogródzkiego, w którego życiorysie powtarzają się miasta Nieśwież, Słuck, Bobrujsk, obywatel (wprawdzie zlikwidowanego za jego życia) Wielkiego Księstwa Litewskiego, ma świadomość swojego narodowego statusu: mówiącego po polsku katolickiego szlachcica żyjącego w zanurzeniu pośród morza ludu białoruskiego i szerzej: ruskiego, wiary greckiej, wobec błyszczących gdzieś ze wschodu wież Moskwy. Tu się wiele zmieniło, przez te minione dwieście lat narody naszej części Europy niezmiernie zyskały na samowiedzy, ale inaczej niż wtedy żyjemy teraz osobno, często niewiele wiedząc o sobie.

Chodakowski kreśli dalej program badań, które przez następne dwieście lat nabierały rozpędu i dziś są przedmiotem uznanych nauk. Pisał: "Wpatrzmy się tylko w ziemię naszę. Może Sławianie zostawili ją dla nas jako najtrwalszą księgę, może ją zaklęli, aby nigdy z dziedzictwa potomków nie wychodziła /.../ Poznajmy się więc z naszą ziemią, obliczmy wszystkie jej miana, czyli uroczyska." To jest program badań onomastycznych i etymologicznych. Dotąd w pracach prahistoryków nad Słowiańszczyzną powtarza się ten postulat: z braku źródeł pisanych, należy sięgnąć do śladów, jakie dawne dzieje pozostawiły w języku. Do dziś badacze dawnej religii, jak choćby - z Taraki - Artur Kowalik, studiują etymologiczne słowniki i starają się mitologię wydedukować ze słów. "Będziemy na tejże ziemi czytali nazwiska wszystkich zwierząt i ptaków /.../ drzew leśnych i owocowych, ziół /.../ leków /.../ kruszców /.../ odmiany powietrzne, pewne liczby znaczące lub bogom poświęcone /.../" - i t.d. Ten program badań etymologicznych w dużym stopniu został zrealizowany. I dalej Zorian Dołęga radzi studiować: "osiadłe, jak i próżne miejsca, /.../ góry /.../ bagna /.../ pola /.../ lasy". Ten apel też podniesiono, ale odczytanie dawnego słowiańskiego świata z tych danych dalekie jest od ukończenia; raczej wydaje mi się być wciąż na początku. I wreszcie stwierdzenie, które uderza swoją nowoczesnością: "cała powierzchnia ziemi była stolicą naszych bogów i jedną tablicą naszej wiary." Wciąż dalecy jesteśmy od odczytania tej tablicy.

Dalej jest apel o badania etnograficzne: "Trzeba pójść /.../ pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, /.../ na jego uczty, zabawy i różne przygody." Ale to miała przynieść dopiero przyszłość; etnografia przyszła już po Chodakowskim. Wreszcie Zorian Dołęga dostrzega zabytki i zapis dawnej Słowiańszczyzny w herbach szlacheckich - i to jest plan badawczy, który chociaż parukrotnie podnoszony, wciąż jeszcze czeka na rzetelną realizację.

Większość badawczych postulatów Chodakowskiego jednak przez te 200 lat wykonano. Nauka odsłoniła, tak dalece jak to było możliwe, w dużym stopniu Słowiańszczyznę zarówno dawną jak i etnograficzną. Jednak ta naukowa wiedza nie przetworzyła się w znak skuteczny[*], czyli zestaw idei, które skłaniają ludzi do działania i przejmowania się serio.

* Termin z teologii katolickiej: "Każdy sakrament jest znakiem pewnej rzeczywistości, znakiem skutecznym, który sprawia to, co oznacza." Patrz np. tu. Ale też zobacz: Wojciech Sady, Mój Klub Otrycki: "Idee komunizmu /.../ w latach 70-tych przestały być już w Europie 'znakiem skutecznym' (ówczesne określenie Wojtka Jóźwiaka): duchową siłą, która ludźmi powoduje."

Dzisiaj Słowiańszczyna jest podzielona i zdezintegrowana bardziej chyba jeszcze niż była wtedy, 200 lat temu. Nie istnieje chyba nic z wspólnego myślenia - o Słowiańszczyźnie ani o jej wspólnych interesach. Nie ma takiego interesu, a wypowiadania takich przypuszczeń natychmiast kieruje w strone zupełnej fikcji. W pewnym sensie Słowian nie ma. Przynajmniej w Polsce nikogo nie obchodzą.

Znaczącego odrodzenia dawnej duchowości też nie było. Próby były i są niewielkie, marginesowe. I nie chodzi tu o małą liczebność, bo elity zawsze są niewielkie, a ważne idee najpierw powstają w jeszcze mniej licznej głowie jednego człowieka. Chodzi o zauważalny brak potencjału. Te próby, o których coś wiadomo, skręcały, lub od początku szły, w kierunku pułapek. Jedną pułapką jest społeczność: konstruowania religii na użytek społeczny, zbiorowości, ale jakoś z pominięciem duchowych potrzeb jednostki. Tak skręciła choćby polska Zadruga. Druga pułapka to zakwalifikowanie się do nowoczesnego ezoterycznego folkloru: wydaje się, że w tę strone kręcą rodzimowiercze grupy z Ukrainy, a u nas to się przydarzyło Stefańskiemu.

c.d.n.


Wojciech Jóźwiak
taraka@taraka.pl
17 listopada 2006





  (1)    2    3    4    5    6    7    8    dalszy >  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace


x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)