Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

28 listopada 2009

Maria Kojota

Rozwój kobiecy czy męski - problem przeważnie pozorny
Wypowiedź w ankiecie: Czy potrzebne są osobne ścieżki rozwoju duchowego dla kobiet i dla mężczyzn?

Kategoria: Kobiece a męskie
Zob. też: Wojciech Jóźwiak, Ankieta Taraki: Czy potrzebne są osobne ścieżki rozwoju duchowego dla kobiet i dla mężczyzn? (2009-11-04)

Żeby odpowiedzieć na pytanie postawione przez Wojtka w ankiecie "Czy potrzebne są osobne ścieżki rozwoju duchowego dla kobiet i dla mężczyzn?" najpierw musiałabym wiedzieć, czym jest rozwój duchowy. Przede wszystkim czy jest jakaś część mnie, która jest duchem? Nie wiem tego. Pytam się o to siebie dogłębnie i nie wiem czy jestem duchem, czy jest we mnie jakiś duch. Więc jeśli nawet nie wiem czy jest jakiś duch, to kto ma się rozwijać duchowo? A jeśli jest we mnie i w Tobie coś odrębnego, czy też nieodrębnego od ciała i intelektu, coś co można nazwać duchem, to czy to się rozwija? A jeśli się rozwija, to czy w tym rozwoju jest mężczyzną? Czy w tym rozwoju jest kobietą? Czy ta duch ma płeć? A jeśli ma płeć, to czy ta płeć jest też rozwojowa? Rozwój to raczej zmiana. W co więc moja kobieca dusza ma się zmienić? W doskonalszą kobiecą duszę? A może w coś innego. Czy w duszę mniej kobiecą? Widzę więcej pytań niż odpowiedzi.

Prowadziłam jedne kobiece mini-warsztaty, odosobnienie w 2003 roku na polu Ediego Pyrka. Byłyśmy w cztery kobiety. Rozeszłyśmy się poszukiwaniu wizji na cztery strony świata, na trzy dni. Były dwa wspólne szałasy potów. Nie zauważyłam żadnych szczególnie kobiecych cech tamtych działań. Gdybym robiła to dzisiaj, nie postawiłabym ograniczenia płci. Tamto odosobnienie kobiece, zorganizowałam sugerując się organizowanym wcześniej w tym samym miejscu odosobnieniem męskim. To było zrobione w kontrze, szukałam równowagi i mimo, że nie bardzo wiedziałam, jaki sens ma robienie odosobnienia kobiecego, nie rozważałam innej opcji, godząc się na świat zastany, grając w grę według reguł wyznaczonych wcześniej. Teraz równowagę widzę raczej tam gdzie razem są kobiety, mężczyźni i osoby różnego wieku. Jako zrównoważoną postrzegam grupę dobrze wymieszaną. Pomysł, że grupa odizolowanych kobiet równoważy grupę odizolowanych mężczyzn wydaje mi się sztuczny i nawet trochę mnie niepokoi. Nasuwa mi skojarzenia z klasztorami, internatami i wojskiem. Izolacja kojarzy mi sie z gettem.

To czy w ogóle kobiety i mężczyźni mają różne potrzeby, nie jest dla mnie jasne. W szczególności, kiedy chodzi o coś tak niesprecyzowanego, jak przywołany tutaj "rozwój duchowy". Czy męskie potrzeby mogą dominować warsztaty? Co są w ogóle te męskie potrzeby? Co to jest męskość? Co to jest kobiecość? Co możemy o nich wiedzieć pewnego poza tym, że rozróżniamy drugo- i pierwszorzędowe cechy płciowe? Co takiego możemy powiedzieć, co nie będzie oczekiwaniem, stereotypem, ogólnym banałem wielokrotnie przekreślanym przez wyjątki, które dzisiaj są raczej regułą.

Z dumą i wstydem wyznaję, że na rozmaitych warsztatach, będąc ich uczestniczką, swoją dominującą osobowością, uroczym stylem bycia oraz potrzebami, tyle razy zdominowałam to, co się działo, że niespecjalnie obchodzi mnie potencjalna dominacja ewentualnych męskich potrzeb, czy też domniemanych kobiecych potrzeb. Tym bardziej, że jak dotąd nigdy nie poczułam się zdominowana przez warsztatowych mężczyzn. Oczywiście, niegrzecznie było zajmować sobą uwagę i przestrzeń, ale to były wyjazdy, na które wybrałam się dla samej siebie. Uważam, że dbałość o to, by na warsztatach wszyscy mieli równe szanse: kobiety, mężczyźni, nieśmiali i śmiali, należy do osoby prowadzącej. Niewątpliwie, osiągnięcie równowagi w realizacji programu i rozmaitych potrzeb wszystkich nie jest łatwe ani możliwe, ale należy do niego dążyć. Warsztaty, na których ktoś jeden, czy też jedna płeć, wyraźnie spycha potrzeby reszty, są w moim odbiorze warsztatami źle prowadzonymi. Izolacja takiej spychanej grupy, robienie czegoś tylko dla niej, nie rozwiązuje problemu jej zepchnięcia.

Nasza kultura, w moim postrzeganiu, jest w niektórych warstwach matriarchalna a w dominującej patriarchalna. Współczesność jest nieznośna i nie jest idealna, ale jest dla nas, w według mnie, unikalną szansą. Daje nam wolność i możliwości wszechstronnego rozwoju rzadko spotykane w historii ludzkości.

W tradycjach ludów żyjących w bliskości natury, kobiety i mężczyźni mają różne role, także w praktykach religijnych, magicznych i duchowych. Jednakże współcześnie nie żyjemy, jak ludy żyjące blisko natury. Ludy żyjące blisko natury żyły w spójnych systemach tradycji zasad niezmiennych, dopasowanych do natury i jej cykli, jak zasady zwierząt. Jak tradycją niedźwiedzi było udawanie się na zimowy sen i rodzenie młodych w gawrach, tak tradycją ludzi było to, że ci przędą, tamte tkają, a dzieci idą na ryby w lipcu. Brak zmian był gwarancją przetrwania, a eksperyment był niebezpieczny. Podział na praktyki ducha inne dla kobiet, inne dla mężczyzn, był częścią ich świata, przygotowywał ich do innych zadań. Przenoszenie tych wzorców do naszego świata nie ma logicznego uzasadnienia. Nasz świat to świat podobnych ról i oczekiwań stawianych kobietom i mężczyznom. To świat niestałości, zmiany, eksperymentu, ciągłej nauki i ciągłego przystosowywania się na nowo. Coś od tamtych ludów możemy dostać i coś na pewno nam zadziała. Ale raczej nie ten podział, nie tajne i nietajne obrzędy męskie i kobiece i nie różnorakie przesądy dotyczące jednej lub drugiej płci. Bezrefleksyjne przenoszenie zwyczajów jednego świata w drugi zazwyczaj prowadzi do wypaczenia pierwotnych idei i utraty sensu działania.

Spotykam wiele osób od których mogę się czegoś nauczyć - czy ma to coś wspólnego z płcią? Zwykle nie ma. Byłam na warsztatach dla jednej płci (żeńskiej), które były medytacyjne i które były rozwojowe. Myślę o warsztatach pieśni archaicznych, wymagających wielkiego skupienia i nakładu pracy. Stara pieśń często jest medytacją, uważne wspólne śpiewanie jest medytacją. Chociaż nie wiem, czy rozwój był duchowy, ale niejednego się na tych zajęciach o sobie nauczyłam. Moje wrażenia były takie, że liczy się głownie profesjonalizm prowadzącej, jej wiedza i umiejętność otworzenia i zmobilizowania uczestniczek, utrzymania i ich uwagi. Uczyć się śpiewać podobno łatwiej w kobiecej grupie, bo wysokość głosów, ich barwa są zbliżone, bo są pieśni tradycyjnie raczej wykonywane przez kobiety. Ale kiedy się nauczysz, to umiesz śpiewać kobiece pieśni w kobiecej grupie. Więc ta łatwość jest trochę ograniczająca. Wolę sytuacje bliższe codzienności.

Tak jak w życiu prywatnym, czy też zawodowym poza Ścieżką, wielokrotnie dotknęła mnie dyskryminacja, tak na ścieżce do tej pory nie miałam okazji się z nią zmagać. Najprawdopodobniej ma to związek z moją niepokorą i brakiem szacunku wobec różnych form postrzeganych przeze mnie jako sztuczne i pełne fałszu, w których nie borę najczęściej udziału, a jeśli już, to na własnych zasadach. Oby tak zostało.

Maria Kojota



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)