Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 sierpnia 2008

Wojciech Jóźwiak

Warsztaty Twardej Ścieżki latem 2008 - w Żelichowie i w Komorznie
Co było i co może być w przyszłości

Kategoria: Twarda Ścieżka

Warsztaty in i jang

Tego lata - w lipcu 2008 - poprowadziłem dwa warsztaty Twardej Ścieżki: w Żelichowie koło Krzyża na skraju Puszczy Drawskiej (północna Wielkopolska) i w Komorznie-Rozalii, tzw. Rosalienhofie, na Śląsku koło Kluczborka. Pogoda, i nie tylko, sprawiła, że te dwa warsztaty były jak in i jang, dwa przeciwstawne żywioły, przy czym Żelichowo było IN, Komorzno JANG.

Żelichowo było IN, ponieważ przez dużą część czasu padał deszcz, a jeśli nie padał, to wyglądaliśmy na niebo niby Noe, czy za chwilę nie zacznie, albo jeśli padał, to przestawał tylko na tyle, żebyśmy wykonali jakieś działanie z rozpalaniem ognia. Jeśli nie padał, to ciemne ciężkie naładowane wilgocią chmury wisiały nad nami, albo była mgła, albo przynajmniej mokra trawa, równie skutecznie mocząca jakby się weszło do jeziora w butach i spodniach. I nawet jeśli nie deszcz, to było zimno i wietrzno. Dlatego punktem skupienia i najważniejszą naszą biwakową instalacją było tam tipi, w którym chroniliśmy się raz przed deszczem, dwa przed chłodem, przy ogniu, w kręgu, którego nie musiałem ponaglać: skupmy się ciaśniej - bo każdy prawie by chętnie do tego ogniska wszedł.

W Żelichowie było IN, bo - przez deszcze albo i przez coś innego - trzymaliśmy się razem i sama z siebie wynikła integracja przypominająca tę w rodzinie, z jakimś wzajemnym przenikaniem. Iniczne było też siedzenie w skupieniu, często pod wspólnym dachem, choćby w tipi, z ducha IN było też nasze lgnięcie do tamtejszego rodzinnego domu, czyli domu naszych gospodarzy. Także główne nasze działanie, najbardziej udane i to, które dostarczyło najwięcej inspiracji, było z ducha IN, mianowicie zakopywanie do ziemi - które stało się osią całych żelichowskich warsztatów. Także zgodnie z duchem IN dużą rolę w tych warsztatach grały kobiety, chociaż liczebną przewagę mieli mężczyźni, a kobiety były dwie, potem przez dzień trzy, potem znów dwie. (Ania przybyła, Alina wyjechała.)

Komorzno było JANG, ponieważ przez pięć dni równo "grzała żarówa", pogoda była wyżowa, upalne kontynentalne lato i niebo przeważnie bez chmur. Tipi rozłożyłem i dwóch z nas w nim spało, ale ani razu nie użyliśmy go do zebrań i rozmów, ponieważ w upale wcale nie było atrakcyjne. Z ducha JANG też było to, że wciąż przemieszczaliśmy się, gdyż biwak był w jednym miejscu, a większość działań kawałek drogi dalej, nad stawem. Główną, osiową rolę w tych warsztatach grała łaźnia - mająca charakter JANG, jako praca z żywiołem (przede wszystkim) ognia. JANGICZNY też był szeroki widok, który otwierał się z Rosalienhofu, takaż była budowla, gdzie jedliśmy i odbywaliśmy pogawędki: stylowa wiata, którą gospodarz, Adam Ulbrych, zaimprowizował tuż przed naszym przyjazdem. To chaotyczne dzieło architektury mogłoby stać w Arizonie pośród pustyni i gościć cowboy'ów z Apaczami. Z ducha JANG było też to, że te warsztaty były wyraźnie męskie, a jedyna wśród nas kobieta, Beti, tylko tę męskość grupy uwydatniała. Jangiczne były pustynne, bo skoszone i rozgrzane w słońcu, pola naokoło, jangiczne najeżone kołki po zżętym rzepaku, jangiczny warkot kombajnów, bo żniwa trwały, na szczęście dość daleko.

Oba warsztaty były udane i oba po równo. Tu jednak nie chcę za dużo mówić zamiast uczestników, którzy właściwie powinni się o tym wypowiedzieć.


Nowości i odkrycia

Cennym odkryciem warsztatów w Żelichowie (i potem w Komorznie) była czapka w łaźni. To jest wielki wynalazek. Dowiedziałem się, że tak robi się w Litwie i Białorusi: do bani wchodzi się w specjalnym kapturku. Nam wystarczyły zwykle zimowe wełniane czapki nikolsonówki ("Lot nad kukułczym gniazdem"), przez niektórych zastępowane improwizowanymi turbanami. Gdy głowa przed gorącem jest chroniona wełną, można rozgrzać łaźnię bardziej i wysiedzieć w znacznie wyższej temperaturze niż bez. Ciała wreszcie jest wygrzane, a głowa przy tym nie protestuje. Do łaźni tylko w czapce!

Innowacją Komorzna było zaczęcie kilkudniowych warsztatów od łaźni. Dotychczas (prócz jednodniowych spotkań) łaźnię budowałem, z uczestnikami, dopiero drugiego dnia, kiedy już wszyscy zjechali się, poznali i odbyli parę wstępnych spotkań. Tutaj budowanie łaźni i ceremonia potu w łaźni były czynnościami inicjującymi warsztaty. Budowaliśmy i pociliśmy się już w pierwszym dniu, a osoby, które przyjeżdżały, dołączały do pracujących. Łaźnia wystąpiła więc tam w roli działania-bramy, które zaznaczało granicę pomiędzy zwyczajnością a tym nadzwyczajnym, które dzieje się na warsztatach.


Dla początkujących

Wspólne dla obu warsztatów było to, że oba były inicjacyjne: w tym sensie, że większość uczestników była pierwszy raz na podobnych działaniach, a także sposób prowadzenia był adresowany do tych, którzy dopiero zaczynają. Jak zwykle w takich razach, marzyły mi się warsztaty Twardej Ścieżki, które byłyby uzupełnieniem tamtych: poprowadzone z myślą o tych, którzy idą dalej, a w łaźni, pod ziemią i w marszu transowym czują się jak w naturalnym środowisku. Liczę na to, że w przyszłości, jak kiedyś, będę robić również i takie warsztaty, dla zaawansowanych.


Dokąd dalej?

Od tego roku zacząłem nazywać swoje warsztaty Twardą Ścieżką. Przez przyjęcie tej nazwy odciąłem się od nazywania tych działań "szamańskimi" czy nawet "neoszamańskimi", gdyż nie chcę żeby ktoś pomyślał, że to co robimy na moich warsztatach, jest "szamanizmem". Szamanizm jest czymś innym i, mając dla niego duży szacunek, nie chcę nadużywać jego nazwy. Ale czym jest Twarda Ścieżka i czemu służą te działania? Zauważę, że podobnych problemów nie mieli moi nauczyciele. David Thomson i Mattie Davis-Wolfe wprowadzając szałas potu (i inne ceremonie) do Polski działali "po prostu" jako indianiści i propagowali indiańską religię i obrzędowość. Dodajmy koniecznie, religię w wersji light, podobnie jak buddyzm zen jest light, w przeciwieństwie do religii "ciężkich", takich katolicyzm, judaizm lub islam, czyli tych, które pociągają daleko idące zobowiązania wobec wspólnoty-kościoła. Z kolei Victor Sanchez (którego nazwisko co chwila pojawiało się podczas warsztatów w Komorznie, bo od niego wziąłem zakopywanie, marsz transowy, sposób palenia ognia i rozmowy z żywiołami, więc większą część moich praktyk) to co robi, bez wahań nazywał szamanizmem (bazującym na tradycjach Tolteków) prowadzącym do celu, jakim jest uzdrawianie i samouzdrawianie i odzyskanie duszy lub utraconej i porzuconej kiedyś energii.

Ja inaczej: przez nazwę Twarda Ścieżka postawiłem sobie zadanie odejścia zarówno od skojarzeń z religią, jak i zadanie nie-wiązania się z uzdrawianiem, które w tym przypadku byłoby jakimś rodzajem psychoterapii. Nie chcę ani religii, ani psychoterapii. Co pozostaje: ćwiczenia energetyzujące - lub wspólna wyprawa w mało poznane "prowincje" umysłu. Więc chociaż nazwa Twarda Ścieżka pomyślana jest także po to, żeby nie spekulować, ale działać, to jednak należałoby staranniej niż dotąd przemyśleć, co właściwie takiego robimy na warsztatach Twardej Ścieżki, PO CO to jest i CZEMU SŁUŻY. Dlaczego trzeba to określić? - Bo inaczej uczestnicy będą niechcący dryfować w stronę rzeczy im znanych, czyli w stronę religii lub psychoterapii. Co obserwowałem na obu tegorocznych warsztatach. Żeby uniknąć tych dryfów, należałoby - jak myślę - dodać warsztatom więcej ducha absurdu, niedorzeczności, chaosu, odlotu. (Samemu mi tego brakuje.) Nie popadać w nabożną powagę.

Wciąż brakuje mi pieśni, ale tu pozostaje czekać na KOGOŚ, kto przyjdzie i te pieśni zrobi, albo spowoduje, że te pieśni przyjdą z nim, za nim lub przez niego. Z pewnymi osobami wiążę tu nadzieję.

Mam ochotę w przyszłości poeksperymentować z podziałem czasu na warsztatach. Teraz było tak, że wstawaliśmy około 8-mej, 9-ta śniadanie, potem zebranie w kręgu, zajęcia do 15-tej, 16-tej, 17-ta obiadokolacja, odpoczynek, przygotowania do zajęć wieczornych i same te zajęcia do około północy lub dłużej. Parę razy udało mi się wstać wcześniej, o świcie, który w Żelichowie był około 4-tej rano, w Komorznie ok. 5-tej. Dwie pory doby są dla twardościeżkowych działań najbardziej sprzyjające: wieczór i początek nocy, i wczesne rano. Można by więc zarządzić wstawanie o świcie, a w zamian za niedospaną noc, robić długą sjestę z odsypianiem około południa, który to czas i tak naturalnie przynosi energetyczny dół.

Można więcej poeksperymentować z własną tożsamością i z takimi jej wskaźnikami, jak strój, imię i twarz. Byłyby to wtedy warsztaty przebierańców. Także w maskach. Przestrzeń warsztatów zmieniałaby się w kierunku teatru, oczywiście takiego, w którym nie ma widzów tylko sami aktorzy.


Samo-nakręcające się warsztaty

Do czego by takie (lub inne) warsztaty miały służyć? Ich działania niewątpliwie wyzwalają w uczestnikach zdolności twórcze. Dostarczają inspiracji. Tę inspirację należałoby wykorzystać do tworzenia kolejnych działań i obmyślania jeszcze bardziej rozwiniętych, wyrafinowanych warsztatów. Róbmy odleciane warsztaty, żeby na nich wynajdywać warsztaty jeszcze bardziej odleciane. Może właśnie to jest ta droga.


Wojciech Jóźwiak


Warsztaty Twardej Ścieżki w Żelichowie, 13-19 lipca 2008. Uczestnicy: Alina, Ania, Kasia, Karol, Krzysztof, Krzysztof, Maciek, Maciek, Marcin, Mateusz, Wojciech Jóźwiak; gospodarze: Paweł i Magda Szozdowie.

Warsztaty T.Ś. w Komorznie-Rozalii, 26-31 lipca 2008. Uczestnicy: Beti, Adrian, Andrzej, Jacek, Piotr, Piotr, Robert, Wojtek, WJ; gospodarz: Adam Ulbrych.


Zobacz:
Moje dotychczasowe warsztaty - kronika warsztatów "szamańskich" i Twardej Ścieżki od 1999 r.



Zdjęcia


zelikomo_08.jpg
Żelichowo: zaraz będziemy płukać jelita

zelikomo_07.jpg
Żelichowo: wyjście na marsz transowy w szyku Sancheza

zelikomo_06.jpg
Żelichowo: grób w budowie, zaraz zostanie pokryty darnią

zelikomo_05.jpg
Żelichowo: wnętrze łaźni.

zelikomo_01.jpg
Komorzno: stylowa "chaotyczna" wiata

zelikomo_02.jpg
Komorzno: nad stawem. Widok z miejsca, gdzie była nasza łaźnia

zelikomo_03.jpg
Komorzno: szefowie przedsięwzięcia: Wojciech Jóźwiak i Adam Ulbrych.
W tle dostojne ruiny Rosalienhofu

zelikomo_04.jpg
Komorzno: Beti, nasza jedynaczka, zapada się pod ziemię



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)