Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

23 marca 2018

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 168)

Klimatyczny destrukcjonizm jak klimatyczny denializm

Kategoria: Ekologia
Tematy/tagi: antropoceneko-zagrożeniafuturologia

« O Jungu, czekając na jego nową książkę O bitcoinie. Czy można dostać kredyt w kryptowalucie? »

Źle się dzieje, ponieważ cywilizacja/gospodarka stale wpompowuje w atmosferę miliardy ton dwutlenku węgla (z jednej tony węgla robi się 3,37 tony CO2), od czego rosną średnie temperatury, co napędza kolejne samo-wzmacniające się procesy ocieplenia. Na którymś etapie do atmosfery wyfruną pokłady jeszcze bardziej ocieplającego gazu: metanu, dotąd zamrożone na dnie oceanów, głównie w Arktyce. W którymś momencie stopnieją lodowce Grenlandii i Antarktydy, od czego podniesie się poziom oceanów, zatapiając gęsto zaludnione wybrzeża. W innym momencie w tropikach, a latem w subtropikach zostanie przekroczony „punkt mokrego termometru”, czyli temperatura, powyżej której ludzkie ciało nie może chłodzić się przez odparowanie potu – wtedy kto nie schowa się pod klimatyzację, zginie. Od dwutlenku węgla oceany zakwaszą się – już to robią – od czego zginą morskie ekosystemy z koralowcami na czele, następne będzie zatrucie oceanów siarkowodorem. Jednocześnie wciąż przybywają kolejni chętni: rodzą się kolejne miliardy ludzi, co wymusza produkcję dodatkowej żywności i pozyskiwanie surowców, dalej rujnując ekosystemy i powodując wymieranie gatunków. Punkt odnawiania się żyjących zasobów mórz został już przekroczony, bo mimo przybywania statków i sposobów namierzania ryb, masa złowionych organizmów od lat spada. Dochodzi niszcząca glebę erozja, skażenie plastikiem, metalami ciężkimi, hormonami i antybiotykami, wyhodowanie mikrobów odpornych na leki, majstrowanie przy genach (zwłaszcza niebezpieczne u bakterii symbiotycznych z ludźmi), rozwłóczanie gatunków inwazyjnych. Wszechświat zamienia się we wszechśmiot, jak pół wieku temu pisał Stanisław Lem. Nie jest pewne, czy te procesy zatrzymają się na poziomie, przy którym człowiek wprawdzie wyginie, ale jakaś liczba gatunków przetrwa by zacząć nowy cykl odradzania się ziemskiej przyrody, jak to było w poprzednich wielkich wymieraniach – czy kreska termometru pójdzie dalej w górę, zmieniając Ziemię w planetę abiotyczną podobną do Wenus?


Kadr z wideo z „Diver films shocking underwater video of plastic garbage wasteland in Bali”,
z: South China Morning Post


Co powinniśmy – my, ponad 7 miliardów ludzi – w tej sytuacji robić? Przestać się rozmnażać. Przestać spalać węgiel, ropę, gaz ziemny i drewno. Szukać nie-niszczących sposobów gospodarowania. Gdybyśmy tak uczynili, uwaga!, nie cofnęlibyśmy globalnego ocieplenia i towarzyszących mu procesów, ale zaledwie zatrzymalibyśmy je i to dopiero po kilkuset latach, mając Ziemię i tak o około 2 stopnie cieplejszą. Ale nie robimy tego. Przeciwnie, procesy „rozwoju ludzkości” przyśpieszają.

Denializm polega na zaprzeczaniu temu wszystkiemu lub nieprzyjmowaniu do wiadomości.

Destrukcjonizm polega na tym, że powiada się, że „już się stało, już stracone, my-ludzie wyginiemy i nie będzie nikogo, kto by oglądał ruiny naszej cywilizacji, a zapewne zaniknie w ogóle życie na Ziemi.”

Oba poglądy prowadzą do tego samego wniosku: nie trzeba – lub nie warto – lub nie ma sensu... niczego zmieniać.

Według denialistów: bo straszący globalnym ociepleniem nie znają się i nie mają racji, eksperci kłamią i realizują światowy spisek, chcą „nas” cofnąć w rozwoju, przewrażliwieni idealiści są, oszołomy są itd.

Według destrukcjonistów: bo nie ma siły, która zawróciłaby samobójczy lemingowy pochód ludzkości.

(Są jeszcze obozy pośrednie, jak egzytyści, którzy radzą uciekać w kosmos. Geonżynieryści: którzy chcą Ziemię opylać siarką, zasłaniać Słońce kosmiczną chmurą pyłu lub orbitalnym lusterkiem, pokrywać oceany kulkami ze styropianu.)

Z denialistami nie będę dyskutować. Ale z destrukcjonistami, tak.

Rozpoznanie globalnego antropogenicznego ocieplenia istnieje od około 30 lat. A jak pamiętam, jeszcze 20, a może nawet 15 lat temu równie popularne były poglądy (lub modele) podobne, ale przeciwne: że zagraża katastrofalne ochłodzenie. Te 30 lat to bardzo mało. Nie wiemy i nie możemy przewidzieć, jak zmieni się nasza wiedza w przyszłości. Ale zmieni się na pewno. W tej frazie „na pewno się zmieni” zawiera się nadzieja (no może cień nadziei), że nie będziemy całkiem bezsilni wobec katastrof, które sami wyprodukowaliśmy. Wiedza zmienić się może co do trzech punktów: po pierwsze, modele zbierające i kojarzące dane staną się lepsze, tzn. wierniej będą odbijać faktyczny stan i dalszą historię Systemu Ziemia. Bo na pewno o zachowaniach, o dynamice Systemu Ziemia teraz nie wiemy wszystkiego. (Być może też ta wiedza okaże się bardziej złowieszcza niż dzisiejsza.) Po drugie, zmienią się fakty. Jeśli próbujemy wyobrazić sobie najbliższe 50 lub 100 lat, to pierwsze co zauważamy jest takie: nie znamy faktów, które się dopiero wydarzą, a te fakty ustalą dalszy bieg rzeczy. Po trzecie, zmienią się nasze (ludzi, państw, cywilizacji) możliwości działania. Byś może, zmienią się na gorsze: tak będzie, jeśli w świecie zwyciężą sposoby zarządzania oparte na religii, np. na islamie, lub innych ślepych (na rzeczywistość) ideologiach. Ale jest nadzieja lub chociaż cień nadziei, że wola przetrwania i uratowania, którą dziś ma skrajnie nieliczna mniejszość ludzi, mniejszość rozproszona, niezorganizowana i słaba, w przyszłości będzie potrafiła wyrazić się skuteczniej. (Będzie mieć więcej agency.)

Wadą – „krótkością”, shortage – destrukcjonizmu (zagładogłośctwa) jest tłumienie dyskursu. „I tak za sto lat lub ileś wszystko nieuchronnie sczeźnie, niezależnie czy dzisiaj coś powiesz lub nie powiesz, zrobisz lub nie zrobisz”. Po takim dictum, zwłaszcza gdy wygłoszone przez kogoś szanowanego i darzonego autorytetem, odbiorca traci ochotę do dalszych intelektualnych i innych wysiłków. Destrukcjonizm-zagładogłośctwo zakłada tłumik na rozum.

Czyli na jedyną rzecz, która, być może, może nas w jakimś stopniu przeprowadzić przez ciasną bramkę, przez bottleneck, antropocenu.

Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« O Jungu, czekając na jego nową książkę O bitcoinie. Czy można dostać kredyt w kryptowalucie? »

komentarze

1. wisielczy optymizm? • autor: Jerzy Pomianowski2018-03-23 13:50:41

A jak nazwać takie stanowisko: "być może kiedyś ludzkość wyginie, ale co w tym złego?"

2. finalizm • autor: Algmor2018-03-23 15:32:11

ciekawe, że w niektórych okultystycznych źródłach taka wizja (coraz większe niszczenie środowiska) jest docelowa i słuszna - vide Piotr Piobb "Moralność Wenus"...
[foto]

3. Mnie najbliżej jest... • autor: Mirosław Piróg2018-03-23 15:50:23

Mnie najbliżej jest do destrukcjonistów, frakcja - reformowani pragmatyści. Co to oznacza? Jak mówi nam psychologia, nie możemy zmienić stanu w jakim się znajdujemy, nim go dobrze nie poznamy i tej wiedzy nie zaakceptujemy. Zatem reformowany destrukcjonista pragmatyczny akceptuje wiedzę na temat GO i ... to jedyne co może zrobić, bo zmiana indywidualnego zachowania pod wpływem wiedzy nie wpływa znacząco na resztę populacji. Bo czy inni zaakceptują ją i się zmienią? Zbiorowa mądrość ludzkości to oksymoron, bo ludzkość zmienia swe zachowanie tylko pod wpływem dawnej praktyki rytualnej - ofiar z ludzi. Gdy nastąpi depopulacja o parę miliardów osobników, wtedy  - siłą rzeczy - wszystko się zmieni ( ja stawiam tu na wojnę, ludzie uwielbiają agresję wewnątrzgatunkową). Destrukcjonizm tłumi nadzieję (wymienione pod koniec tekstu argumenty to argumenty z nadziei ), jakże ważną w świecie, w którym ważne będzie już tylko przetrwanie, a nie rozwijanie kultury - i to jego rzeczywiście niemiła cecha.
PS
Emisje CO2 wzrosły w zeszłym roku  o 1,4%.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)