Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

20 stycznia 2002

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Indoeuropejczycy: pasikoniki czy mrówki?

Indoeuropejczycy: pasikoniki czy mrówki?
O książce C. Renfrew'a „Archeologia i język”. Część 1.


  (1)    2    dalszy >  

Świat od paru tysiącleci jest widownią ekspansji języków indoeuropejskich. Tak było w starożytności, kiedy zachodnią część Starego Świata zdominowała łacina, greka, języki Germanów i Celtów, a dalej na wschodzie perski i sanskryt. Tak jest do dziś, jako że indoeuropejskimi językami mówi około 60 procent ludności świata, z czego większość po angielsku, hiszpańsku, portugalsku i rosyjsku oraz w urdu, hindi i bengali. Na pewno języki tej rodziny nie zawdzięczają tego sukcesu swojej prostocie: przeciwnie, ich gramatyka jest zawiła, a dźwięki zgrzytliwe. (Proszę się wsłuchać w fonetyczną prostotę japońskiego, w melodyjność języków bantu i docenić elegancję gramatyki węgierskiej.) Mimo to wykazują większą niż inne zdolność do poszerzania swojego zasięgu, albo, mówiąc ściślej, grupy ludności tymi językami mówiące okazywały się - w historycznej skali - bardziej ekspansywne od innych. Już około 2000 a nawet 3000 lat temu języki i.e. zajmowały zwarty obszar, który sięgał od Skandynawii i Wysp Brytyjskich, przez całą zachodnią, środkową i południową Europę do Anatolii i dalej przez Wyżynę Irańską do północnej połowy Indii, a stamtąd na Cejlon. Prócz tego ludy i.e. zamieszkiwały strefę stepu od Karpat aż po Ałtaj i oazy w Środkowej Azji, tam, gdzie dziś jest chińska prowincja Xinjiang. Na tym ogromnym obszarze, przechodzącym przez wszystkie strefy klimatyczne, jedynymi wyspami języków nie z tej rodziny były okolice Florencji, gdzie mówiono po etrusku, kraj Basków z językiem niepodobnym do innego w świecie, części obecnej Hiszpanii z własnym nie-indoeuropejskim językiem, oraz Kaukaz, który do dziś pozostał przy językach z rodziny kaukaskiej. (Turcy i Węgrzy są nowością i przybyli do swych obecnych ojczyzn dopiero w średniowieczu.) Wszystkie i.e. języki z tego obszaru w starożytności były dużo bardziej wzajemnie podobne do siebie niż dziś, skąd logiczny wniosek, iż pochodzą od wspólnego języka-przodka. Język ten został w dużym stopniu zrekonstruowany już w XIX wieku. Pytanie brzmi: jaki mechanizm spowodował, że ludzie mówiący owym praindoeuropejskim językiem (lub jego różnicującymi się dialektami) rozpełzli się od norweskich fiordów po deltę Brahmaputry, i dokonali tego na tak wczesnym etapie ludzkiej historii, już kilka tysięcy lat temu?

Pasikoniki?

Do niedawna przy wyjaśnianiu tej kwestii: skąd się Indoeuropejczycy wzięli i co ich rozsiało, obowiązywał model pasikoników. Skojarzenie z tymi owadami wzięło się piszącemu te słowa z filmu "Dawno temu w trawie" - jest tam bowiem miasto pracowitych, gromadzących plony, matriarchalnych mrówek, oraz ich wrogów, wymuszających na mrówkach haracz wojowniczych pasikoników. Termin "pasikoniki" tym bardziej pasuje do ludów i.e. (w myśl omawianego tu modelu), że Indoeuropejczycy rzeczywiście paśli konie! Obraz jest następujący: na stepach Ukrainy i południa Rosji żył kiedyś (bliżej nieznany) lud, który udomowił konie i przeszedł na nomadyczne konne pasterstwo. W ten sposób sięgnął po zasoby niedostępnego dotąd dla ludzi pokarmu: morza stepowych traw, oczywiście w postaci przetworzonej na mięso i mleko. Zarazem Indoeuropejczycy (bo oni to byli) przekształcili się w społeczeństwo zdominowane przez mężczyzn: uzbrojonych, walczących z koni (lub z rydwanów) herosów, pokonujących w walce swych nie-stepowych sąsiadów i dyktujących im swoje warunki. Odtąd nomadzi prowadzili podwójne życie: kiedy na stepie było dość paszy, paśli swoje trzody. Kiedy przychodziła susza, uznawali, że lepszym sposobem na życie jest wojna i grabienie oraz podbijanie sąsiadów-rolników, którzy byli dla nich łatwym łupem. Na zdobytych terenach ci stepowi jeźdźcy stawali się warstwą uprzywilejowaną, "herrenvolkiem", a zdominowana przez nich ludność rolnicza chcąc nie chcąc uczyła się mówić w ich języku. Kolejnymi podbojami przez i.e. herosów tłumaczono ukształtowanie się i ekspansję języków najpierw anatolijskich (z hetyckim na czele), potem greckich, italsko-celtyckich, germańskich i słowiańskich, a w Azji irańskich i aryjskich (w Indiach). Języki Bałtów (Litwa, Łotwa, stare Prusy) uważano za najmniej zmienione w stosunku do pierwotnego i.e., co zgadzało się z tym, że ich siedziby leżały najbliżej postulowanej praojczyzny Indoeuropejczyków nad Dnieprem, a same te ludy w znanej przeszłości raczej daleko nie wędrowały. Do ukształtowania się tego modelu (a może wizji?) w pierwszym rzędzie przyczynili się niemiecki archeolog Gustaf Kossinna (1858-1931), Anglik Vere Gordon Childe (1892-1957) i mieszkająca w Kalifornii Litwinka Marija Gimbutas (1921-1994). Wizja ta miewała swoje warianty: Kossinna i zrazu również Childe uważali, że i.e. byli rosłymi blondynami i swoją zdobywczą przewagę zawdzięczali także swej większej sile fizycznej. (Rasistowskie polityczne konsekwencje tej koncepcji to wątek osobny, który tu pominiemy.)

Językoznawstwo zdawało się potwierdzać model stepowych pasikoników. Języki i.e. mają wspólne słowo na "śnieg", a także na "zimę", "owcę", "konia", "wełnę", "wilka" , "niedźwiedzia", "bobra", na "doić" i "orać" - nie ma zaś słów na "morze", ani (np.) na "palmę" czy "słonia", ani nazw poszczególnych metali (które są względnie nowe lub zapożyczone z zewnątrz). Po zebraniu tych i innych wspólnych słów i rdzeni wyłania się z nich obraz społeczeństwa o rozwiniętej hodowli (ale słabo wykształconym rolnictwie, bo nie ma wspólnych starych nazw zbóż), żyjącego w strefie surowych zim, z dala od morza, w patriarchalnym ustroju, na przełomie epoki kamienia i brązu. Gdzie? - najbardziej pasuje tu rzeczywiście południowa, stepowa cześć Europy wschodniej.

Mrówki?

Wątpliwości przychodziły ze strony archeologów: w miarę jak wykopalisk w Europie przybywało, a śladów najazdów ze Wschodu nie było widać. (Wydaje się, że koczownicy najdalej na zachód docierali tylko do obecnych Węgier.) Rozwinął się kierunek zwany archeologią procesualną, stawiający sobie za zadanie odtworzenie tego, jak dawne społeczeństwa rozwijały się w czasie i przestrzeni. Jeden z czołowych reprezentantów tego podejścia, Colin Renfrew, profesor z Cambrigde (ur. 1937), badacz neolitycznych kultur w Grecji, stworzył koncepcję, która w prahistorii jest przewrotem, zmianą paradygmatu - prawdziwą "rewolucją naukową" w sensie Kuhna. Na czym polega jego koncepcja, którą tu pozwalam sobie nazwać "modelem mrówek"?

Rodzina języków indoeuropejskich jest (według niego) znacznie starsza niż uważano dotąd: zaczęła się dzielić na języki potomne - będące przodkami obecnych podrodzin, takich jak grecka, italska, anatolijska, słowiańska itd. - nie około 3000 r. pne., lecz od przynajmniej 6500 pne. Renfrew wykazuje, że specyficzne różnice pomiedzy tymi podrodzinami mogą być nawet dwukrotnie starsze niż sądzono dotąd.

Ekspansja języków indoeuropejskich jest wynikiem wczesnego i niezmiernie doniosłego przekształcenia ludzkich kultur: mianowicie rewolucji neolitycznej, skromniej zwanej też neolityzacją kultur. Zmiana ta polegała na udomowieniu zbóż (i kilku innych gatunków roślin) i przejściu od zbieractwa i myślistwa do rolnictwa, i od koczowania do życia w stałych osadach.

Europejskie rolnictwo wywodzi się z jednego centrum: z południowej Anatolii, gdzie już ok. 7000 lat pne. istniały osady pierwszych rolników. Najbardziej znane są zabytki ze wzgórza Çatalhöyök 50 km na pd. wschód od miasta Konya. (Kopią tam również Polacy.) Pierwotność tego ośrodka rolnictwa zgadza się z tym, że najbardziej archaicznym językiem spośród i.e. był hetycki, używany w starożytności na tym samym terenie, w Anatolii. (Słowo pokrewne naszemu "orać" - "harsz-" po hetycku, znaczało nie "orać zaprzęgiem zwierząt" ale "kopać motyką".)

W dalszym ciągu Renfrew twierdzi, że język pierwotnych rolników rozszerzał swój zasięg i wygrywał z językami wcześniejszej ludności mezolitycznej (łowieckiej) dzięki temu, że samych rolników było więcej i swoją liczbą zdominowywali ludność tubylczą. Prymitywne rolnictwo pozwalało żyć w gęstości zaludnienia 5 do 10 osób na km kwadratowy, łowiectwo - w liczbie najwyżej 1 człowieka na 10 km. Wejście rolników oznaczało, w ciągu paru pokoleń, 50-krotny wzrost liczby ludzi! Nic dziwnego, że języki mezolityczne zanikały. Przy tym ekspansja rolników nie musiała być żadnym gwałtownym ani tym bardziej zorganizowanym najazdem. Skąd zresztą wzięłyby się takie najazdy, kiedy spójność ludzkiej grupy obejmowała przeważnie tylko jedną wioskę, kilkadziesiąt osób? Pierwsi rolnicy posuwali się ma północ i zachód w tempie około 1 km na rok, w miarę jak karczowali pola, kiedy wcześniejsze im jałowiały. Model ten nie zakłada nawet, żeby przemieszczali się w określonym kierunku: szli naprzód podobnie jak dyfundują molekuły. Około 3500 r. pne. zasiedlili ostatni skraj lądu: wyspy Orkady na pn. od Szkocji.

Kiedy "front" rewolucji neolitycznej dochodził do terenowej przeszkody - cieśniny, gór, zmiany strefy klimatycznej - ruch osiedleńczy zwalniał, kultura rolników musiała się dostosować do nowych warunków, a wraz z nią zmieniał się język. Dawny dialekt używany w Anatolii, przodek hetyckiego i luwijskiego, przekraczając łańcuch wysp egejskich, przekształcił się w proto-grecki. Kiedy pra-Grecy przeskoczyli morzem do Italii, dali początek rodzinie italskiej, z której po tysiącleciach wyłoniła się łacina, a z niej języki romańskie. Któryś grecki dialekt, wchodząc na chłodniejsze Bałkany, dał początek rodzinie illiryjskiej i trackiej. Ten u podnóża Karpat i Alp przekształcił się we wspólnego przodka języków celtyckich i germańskich. Wchodząc na nadbałtyckie pojezierza neolityczni rolnicy zaczęli mówić językiem, który rozwinał się później w germański. (Kultury archeologiczne odpowiadające tym etapom są dobrze rozpoznane przez archeologów. Przemiany języków pozostają hipotezą.) Kolonizacja suchszej Ukrainy dała początek przodkom języków słowiańskich... i nie tylko. Bo tu zaczyna się druga wielka przygoda Indoeuropejczyków - ściślej, jednej z ich gałęzi.

Jednak trochę pasikoniki

Kiedy przyszły czasy udomowienia konia, języki indoeuropejskie miały już za sobą długą, parutysiącletnią historię rozwoju. Jedna z grup tego ludu osiodłała te rącze zwierzęta gdzieś w rejonie Dnieprowych porohów. Po czym Indoeuropejczycy skolonizowali Stepy idąc od zachodu. Od zachodu, a nie gdzieś z głębi Azji! Według Renfrew'a wizja kolejnych fal wojowniczych azjatyckich koczowników zalewających od pradziejów Europę jest naukowym mitem. Owszem, tak było - ale dopiero stosunkowo późno. Aby mogły ruszyć "imperialistyczne" wędrówki i najazdy koczowników, wcześniej musiał być wynaleziony rydwan bojowy (ok. 1800-1600 pne.), a zwłaszcza jazda wierzchem - wynaleziona dopiero ok. 1200 pne. Po tej dacie kilka i.e. plemion przeprawiło się przez strefę stepową i weszło na tereny po drugiej jej stronie, stając się językowymi przodkami Irańczyków, Ariów indyjskich i Tocharów z obrzeży pustyni Takla-Makan.

Tak więc historia języków i.e. i ludów nimi mówiących dzieli się - w panoramicznym skrócie - na trzy epoki. Pierwsza, to okres "mrówczego", stopniowego, nie zorganizowanego, a mimo to ukierunkowanego zajmowania nowych terenów pod rolnictwo i powiększanie swojej liczby dzięki środkom, których dostarczała uprawa ziemi. W tym okresie Indoeuropejczycy, wychodząc z Anatolii, skolonizowali prawie całą zachodnią Europę i część wschodniej, przynajmniej po Dniepr. Colin Renfrew zastanawia się, czy podobny "mrówczy" proces nie przesunął języków z naszej grupy także na wschód: w strone Iranu i Indii, jeszcze zanim przybyli nomadzi ze Stepów. Drugą epoką było udomowienie konia i wykształcenie nomadycznego pasterstwa, dzięki czemu Indoeuropejczycy skolonizowali obszar irańsko-indyjski. (Tu koniecznie trzeba dodać, że od mniej więcej 400 r. ne. "nasi" Indoeuropejczycy - Sarmaci, Sakowie i inni - zaczęli być wypierani ze Stepu przez Turków i Mongołów, którzy zawdzięczali swój sukces kolejnemu wynalazkowi, jakim było stalowe strzemię. Wtedy rzeczywiście wschód i środek Europy zaczęli zalewać przybysze z Azji, a wśród nich Madziarzy i Osmanowie, którzy osiedlili się tu na stałe.)

I wreszcie od roku 1492 zaczęła się trzecia epoka, kiedy kolejni Indoeuropejczycy (tym razem ci z atlantyckich wybrzeży) przeskoczyli ocean, zasiedlając swoimi językami obie Ameryki, Australię, pd. Afrykę. Jak widać, nie ma w tym żadnej mistyki. Za językami i.e. nie stała jakaś rasowa wyższość: ich ekspansja była pochodną sukcesów kilku kolejnych cywilizacji Europy - z Azji Mniejszej wychodząc.

Zakończenie

Czytając książkę Colina Renfrew'a nie można nie mieć wrażenia, że koncepcje tyczące prahistorii są odbiciem aktualnych prądów politycznych. Wizja i.e. pasikoników rozwinięta została w pierwszej połowie XX wieku, w czasach wojen i planowanych przez poszczególne państwa ekspansji. Koncepcje Kossinny miłe były nazistom i były jednym z argumentów na rzecz wyższości "aryjsko-germańskiej" rasy. Wizja mrówek Renfrewa kreśli obraz Europy spokojnej, pokojowo współpracującej, regionalnej (a nie imperialnej), historycznie ciągłej i zakorzenionej w swojej ziemi od tysiącleci tak długich, że ich liczby oszałamiają. W dodatku pokazuje, że indoeuropejską jedność językową stworzyły te same procesy społeczne, które działały w bardzo podobny sposób także w innych częściach świata i których skutkiem jest (na przykład) językowe ujednolicenie Afryki wschodniej i równikowej w ramach rodziny Bantu, oraz podobna językowa jednorodność wysp Oceanii.

Teoria pasikoników doczekała się kiedyś złowieszczych przedłużeń politycznych. Skoro rozkład języków w atlasie świata widziano jako skutek migracji całych ludów, kusiło doszukiwanie się dla nich "praojczyzn" ("urheimat'ów"), a następnie rewindykacja tych urheimatów - albo, przeciwnie, przeganianie siłą całych (niepożądanych) narodów tam, skąd rzekomo przyszły. Zaczęło się od urheimatu Żydów w Palestynie, potem przyszła kolej na Greków, którzy w latach 20-tych musieli stłoczyć się w granicach Hellady sprzed 2500 lat. Niemcy uparcie w dwóch kolejnych wojnach usiłowali podbić Ukrainę, gdzie bardzo dawno temu mieszkali ich urojeni przodkowie, Goci. Wreszcie my odczuliśmy na własnej skórze moc tego obłędu, kiedy najpierw Hitler próbował nas wypędzić z naszej ziemi (która miała być jakoby urheimatem pragermańskim - wcześniej tak wydawało się Kossinnie), a potem Stalin przegonił nas do drugiego, tym razem niby-prasłowiańskiego urheimatu między Odrą a Bugiem. Miejmy nadzieję, że "mrówcza" wizja Renfrew'a takich niebezpieczeństw nie niesie, za to stać się może jednym z przyczynków do stworzenia poczucia wszecheuropejskiej wspólnoty, i to mającej dużo głębsze tradycje niż same traktaty z Brukseli. (Doraźnie może pomóc Turkom poczuć się nie dość że Europejczykami, to jeszcze Europejczykami najstarszej daty!)

Wojciech Jóźwiak

Colin Renfrew, "Archeologia i język. Łamigłówka pochodzenia Indoeuropejczyków", wyd. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa-Poznań 2001, tłumaczyli (często źle!) Elżbieta Wilczyńska i Arkadiusz Marciniak.

Część 2 tego artykułu - Uzupełnienia >>



  (1)    2    dalszy >  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)