Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

01 lipca 2010

Jan Zieliński

Jarosław Markiewicz (1942-2010)

Kategoria: Wspomnienia
Tematy/tagi: Jarosław Markiewicz

Był poetą i malarzem, hipisem i buddystą, w okresie stanu wojennego współzałożycielem podziemnego wydawnictwa "Przedświt" i redaktorem pisma "Wezwanie".

Urodzony pod znakiem Bliźniąt, duża wagę przywiązywał do kwestii narodzin i śmierci. "Kiedy nas już urodzono martwych, mnie i moją siostrę, / to powiedzieliśmy sobie, trudno, trzeba jakoś żyć", pisał w wierszu W konstelacji Bliźniąt. A w Śniła mi się góra zaczynał po różewiczowsku ("Urodziłem się w 1942 roku / i w domu rodzinnym / przeżywałem / II Wojnę Światową"), by zakończyć surrealistycznie: "i wtedy zorientowałem się, że wojna / w której brał udział mój ojciec, / toczy się dalej / między Pelargonią i Patagonią".

Podobnie w wierszu Urodziłem się chory.., który zaczyna się od rzeczowej konstatacji ("Urodziłem się chory, powiedział to / dzisiaj swojej żonie, szli / ścieżką wśród namiotów"), by dojść do uogólnienia na temat odrębności i przemijania i do poetyckiego obrazu "gwiazd w płytkiej wodzie".

Choroba, o której mowa, była odmiennością, była poezją. Ale przekładała się też na cierpienie somatyczne. Jak dwa wylewy krwi do mózgu, które w końcu zabrały jego żonę, "Promyka", z tego świata - pierwszy zaraz po aresztowaniu męża za podziemną działalność wydawniczą w oficynie "Przedświt". I jak rak, który teraz upomniał się o niego.


Życie jako przeciąg

Cierpienie, które żywi się czasem. Przygnębiające poczucie powolnego przemijania. A równocześnie świadomość, że życie jest chwilą, mgnieniem, jak w tym wierszu bez tytułu:

Nic nie zostało z dawnych czasów, tylko ta chwila, [...]
drzwi otwarte do tamtego pokoju, przeciąg.

Tak malował upływ czasu duński malarz Vilhelm Hammershoi; jego obrazy, Otwarte drzwi czy Cztery pokoje mogłyby być ilustracja do tego wiersza Markiewicza. Myślę, że - poza mistycznym pojmowaniem czasu - pewną rolę odgrywało tu podobieństwo kopenhaskich wnętrz sprzed pierwszej wojny światowej i mieszkania Markiewiczów w starej kamienicy przy Oboźnej w Warszawie, gdzie przez lata odbywały się spotkania medytacyjne warszawskiej grupy buddystów zen. Miejsce magiczne, z historią. Jan Kott, który tu mieszkał w dzieciństwie, po latach wszedł przez te same drzwi. W Lustrze opisuje tę chwilę: "...paliła się tam świeca, a może to była mała lampka przed ołtarzykiem z posążkiem Buddy. I w całym pokoju snuł się dym kadzidła. Wprowadziła mnie do tego pokoju młoda i bardzo ładna dziewczyna, ciemna i smukła". To właśnie "Promyk"...

W innym wierszu Jarosława Markiewicza: "Te drzwi lśnią jakby to były jedyne / drzwi do wodospadu i motylich skrzydeł / w oknach gotyckich katedr". Za szarą codziennością wysiłek wyobraźni otwiera w wierszach Markiewicza migotliwą, sakralną barwność. Nie przypadkiem Drzwi percepcji Aldousa Huxleya ukazały się właśnie w wydawnictwie "Przedświt".


Wybór Spinozy

O innym przejściu, między spaniem a śnieniem, opowiada jeden z moich ulubionych jego wierszy:

Nad ranem, kiedy ciało odchodzi w zapomnienie,
mój umysł, któremu poświęciłem całe życie,
zaczyna snuć swoje fantazje, opowiada nie wiadomo komu
historie, które zdarzyły się kobiecie, dlaczego kobiecie, pytam swego umysłu, bo dzięki kobiecie
wracasz do swego ciała, [...] więc kiedy tylko przychodzi
zapomnienie, moje ciało zdradza mnie i próbuje wsunąć się Bogu do łóżka.

W eseju na temat sztuki wróżenia z chmur Markiewicz pisał, że od dziecka mógł godzinami wpatrywać się w niebo i śledzić zmieniający się kształt chmur. Kiedyś po długotrwałym wpatrywaniu się w niebo poczuł, że patrzy na chmury z góry, mając ziemię za plecami, jak Atlas: "...to było doświadczenie wspaniałe ale i pełne niewypowiedzianej trwogi idącej od trzewi".

Plastycznym zapisem takich doświadczeń i obserwacji są obrazy Markiewicza - bo ten zbliżony do Nowej Fali poeta, krytyk sztuki, zastępca redaktora naczelnego Nowego Wyrazu, dokonał w pewnej chwili, jak sam mówi, wyboru Spinozy i zaczął "szlifować soczewki" - zabrał się do malowania. Tu muszę wyznać, że od paru miesięcy namiętnie fotografuję. Utrwalam różne fragmenty rzeczywistości i nieraz dopiero ex post odnajduję głębszy sens poszczególnych ujęć. 25 czerwca, w dzień jego śmierci, sfotografowałem niebo koło Zentrum Paul Klee w Bernie, między muzeum tego malarza a jego grobem (zmarł równo 70 lat temu). Leciutka warstwa chmur była jak zwiewna szata anioła. Gdy dziś patrzę na to zdjęcie widzę uderzające podobieństwo z portretami chmur malowanymi przez Jarosława Markiewicza.


Sekretarz Pana Boga

Jego obrazy, wychodzące (jak malarstwo Henryka Wańka) z myślenia ezoterycznego i alchemii, zachowują rygorystyczną powściągliwość. Obywają się bez znaków, bez geometrycznych kresek - równie silny efekt osiągają dzięki formom organicznym i meteorologicznym.

W wierszu, zaczynającym się retorycznym pytaniem "Czy powiedział wszystko, co chciał powiedzieć", Markiewicz snuje autoironiczną wizję poety jako sekretarza Boga, który nie ma w sobie totalnego zachwytu dla dzieła stworzenia, bo sekretarzując tak dokładnie patrzy mu na ręce, że Bogu robi się nieswojo. Teraz, gdy został z doczesnej misji sekretarza odwołany, retoryczne pytanie nabiera nowego sensu. Czy odczytamy wszystko, co chciał nam powiedzieć?

Jan Zieliński

Pierwodruk: Przegląd Polski, tygodniowy dodatek kulturalny Nowego Dziennika, 2 lipca 2010. Tu ze zgodą Redakcji i Autora. Odnośniki od Taraki.


jm_wspomnienie



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)