Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

11 czerwca 2002

Wojciech Jóźwiak

Strukturalistyczny Zbawiciel
O książce 'Kozioł ofiarny' René Girarda

o książce "Kozioł ofiarny" René Girarda, o Żydach i mitologii, o bolszewikach, sporcie, chrześcijaństwie i buddyzmie


Z piętnastoletnim opóźnieniem (w stosunku do wydania polskiego przekładu - 1987; względem oryginału francuskiego równo 20 lat, co jest bez znaczenia, skoro francuski pozostaje dla mnie szczelnie zamkniętą skrzynką) przeczytałem książkę "Kozioł ofiarny" René Girarda. O czym jest ta książka? (Wciągająca i hipnotyzująca, chociaż pisana słowotokiem i wciąż od nowa niby "Bolero" Ravela wracająca do opowiedzianych już, wciąż tych samych wątków...) Girard rozszyfrowuje główny (wg. niego), a właściwie jedyny mechanizm stwarzający mitologię i sacrum. Tym mechanizmem jest poświęcenie kozła ofiarnego. Schemat polega na tym, że w odpowiedzi na kryzys, pewna społeczność, w której to się dzieje, wyszukuje osobnika lub osobników, których uznaje za "winnych", po czym ich zbiorowo morduje, a następnie sakralizuje, tzn. zaczyna uważać za istoty nadprzyrodzone, obdarzone wielką mocą, za bohaterów itd. Girard nazywa to zjawisko "schematem prześladowczym". Dokładniej, składa się na niego:

  • (1) społeczny i kulturowy kryzys, polegający na "odróżnorodnieniu", czyli mówiąc w uproszczeniu, popadaniu w chaos i zanikaniu zwykłych różnic konstytuujących tę społeczność;
  • (2) pojawienie się "zbrodni odróżnorodniających", a więc czyichś działań zaprowadzających i powiększających chaos i "pomieszanie";
  • (3) sprawcy tych zbrodni posiadają "znaki selekcji ofiarniczej" - czyli, znowu w największym uproszczeniu, są w oczach ogółu "inni", "obcy", "dziwni", przy czym owa dziwność jest "odróżnorodniająca", czyli sytuuje ich blisko chaosu (uwaga: Girard nie używa słowa "chaos"!);
  • (4) dochodzi do zbiorowej przemocy.

Kiedy bada się zachowane przekazy, historyczne lub mitologiczne takich przypadków, stwierdza się, że:

  • (1) kryzys jest autentyczny;
  • (2) akty gwałtu są autentyczne;
  • (3) ofiary są wybierane nie na podstawie zarzucanych im zbrodni, ale dlatego, że noszą pewne "znaki ofiarnicze", wiążące się z samym kryzysem;
  • (4) sensem tej operacji jest zrzucenie na ofiary odpowiedzialności za kryzys i zażegnanie kryzysu przez unicestwienie ofiar, czyli, w wersji surowszej, ich zamordowanie, lub w wersji łagodniejszej, wyrzucenie ich ze wspólnoty.

Pod tym kątem Girard rozważa długą listę przypadków:

  • poemat Guillame de Machaut'a z XIV wieku, opisujący katastrofalne klęski, których ostateczną przyczyna (wg poety) byli Żydzi, których za to zmasakrowano;
  • polowania na czarownice;
  • terror Rewolucji Francuskiej;
  • mit o Edypie (zaraza pustoszy Teby, winny jest król Edyp, gdyż - jak się okazuje - zabił ojca i poślubił matkę, wyrocznia każe wypędzić zbrodniarza; Edyp jest "naznaczony", ponieważ jest kulawy, niewiadomego pochodzenia, obcokrajowcem);
  • "monstrualność" bogów i herosów (gigantyczny wzrost, przemienianie się w zwierzęta, zmiana płci, gwałtowność i zbrodniczość czynów) - będąca śladem ich "ofiarniczego napiętnowania";
  • mityczny wątek walczących bliźniąt: podwojenie jest oznaką chaotyczności czyli "odróżnorodnienia" (na tym polega kryzys);
  • mit założycielski Indian Dogrib z północnej Kanady: pewna kobieta miała dzieci z psem, urodziła szczenięta, za co ją wygnano; zauważyła, że pod jej nieobecność dzieci zdejmują z siebie psie skóry. Gdy je im ukryła, dzieci odzyskały ludzką postać i dały początek plemieniu, a ich matka stała się główną boginią. Girard kojarzy to z obrazem przedstawiającym Żydówkę z prosiętami, które (jakoby) urodziła;
  • mit Azteków o powstaniu słońca i księżyca. Bogowie zebrali się, aby zaradzić ciemności. Tecuciztecatl ogłosił, że zna sposób: oto ktoś z nich powinien sam złożyć się w ofierze - i zgłosił się ochotnika, że rzuci się samobójczo w ogień; drugi z nich, krostowaty bóg Nanauatzin został "wypchnięty przed szereg" przez towarzyszy, ale bez szemrania zgodził się na śmierć. Rozpalono wielkie ognisko. Tecuciztecatl cztery razy się rozpędzał, ale w ogień nie skoczył. Pierwszy rzucił się Nanauatzin, i spłonął. Jego śladem dopiero poszedł pierwszy ochotnik - Tecuciztecatl. Bogowie, padłszy na kolana, zobaczyli, jak spod horyzontu w czerwonym blasku wschodzi Nanauatzin, który stał się słońcem, a za nim Tecuciztecatl, który zamienił się w księżyc. Jednak obu ciałom niebieskim brakło mocy, by krążyć po niebie, i aby je "popchnąć" wszyscy pozostali bogowie także złożyli swe życia w ofierze. Mit ten uzasadniał "karmienie słońca" krwią ofiar z ludzi, co na masową - dziesiątkami tysięcy rocznie - skalę uprawiali Aztekowie;
  • kult św. Sebastiana, który zginął przeszyty strzałami. Strzały magicznie odpowiadają promieniom słońca i zarazie; dlatego św. Sebastian chronił od zarazy;
  • skandynawski mit o Baldrze: Baldr, bóg piękny i przez wszystkich kochany, dowiaduje się z wyroczni, że grozi mu śmierć. Jego matka zaklina wszystkie byty (prócz jemioły), żeby były dlań niegroźne. Baldr sprawdza swoje bezpieczeństwo, zwołując bogów i każąc im na wszelkie sposoby razić swoje ciało; żaden cios mu nie szkodzi, aż zjawia się demoniczny Loki, który w rękę ślepego Höda (brata Baldra, wątek walczących bliźniąt; w książce Girarda imię to brzmi: Hoter (?)) wkłada strzałę z jemioły i kieruje rękę Höda w stronę Baldra, który ugodzony jemiołą ginie. (I nie zmartwychwstaje!) Girard uważa ten mit za ocenzurowany, upiększony w porównaniu z jego wersją pierwotną, w której wszyscy bogowie zbiorowym czynem mordują Baldra;
  • mit o małym Zeusie i kuretach, wojownikach, którzy stojąc kręgiem nad Zeusem, krzycząc i tłukąc bronią odstraszali jego ojca-mordercę-pożeracza Kronosa. Tu też Girard widzi działanie kulturowej cenzury; w pierwotnym micie to kureci rozszarpali, znowu zbiorym wysiłkiem, boskie dziecko...
  • ...podobnie jak to miało miejsce w przypadku zeusowego syna, Dionizosa, którego rozszarpują Tytani;
  • nie wypowiedziany jasno do końca przez starożytnych pisarzy wariant założycielskiego mitu Rzymu, w którym Romulus, "ojciec" miasta, został rozszarpany przez patrycjuszy. Rzymianie mieli poczucie ciążącej na nich winy za zbrodnię popełniona przez ich przodków. Uwaga! Nie mylić tego z zabójstwem Remusa przez Romulusa - motyw walczących bliźniąt;
  • także nie wypowiedziany jasno, "kołaczący się na marginesach" wariant opowieści o Mojżeszu, którego jakoby zabili współplemieńcy przed wejściem do Ziemi Obiecanej. (Jest wzmianka o tym w "Opowieściach Biblijnych" Kosidowskiego; do tego wątku podobny jest też "mit" Freuda o "pra-zamordowaniu ojca przez synów".)

Wszystkie te przypadki sprowadzają się do "cyklu prześladowczego":

  • (1) ma miejsce kryzys - "historyczny", jak zaraza, lub dziejący się "u samego początku", na etapie wyłaniania się społeczności lub całego świata z niezróznicowanego chaosu;
  • (2) wina za ów kryzys zostaje skupiona w wyróżniającym się osobniku - koźle ofiarnym. Bywa on nacechowany przez swoją obcość, a więc przybycie z "chaotycznych zaświatów" (Żydzi, Edyp), kazirodztwo lub stosunki ze zwierzętami (Edyp, Żydówka z prosiętami, "psia kobieta" z mitu kanadyjskiego, Zeus dopełniający zalotów pod postacią łabędzia lub byka), chorobę lub szpetotę (krostowaty Nanauatzin), albo przeciwnie: nieskazitelność (Baldr), wyróżnianie się jako król i/lub prorok (Romulus, Mojżesz);
  • (3) kozioł ofiarny zostaje zamordowany (lub wypędzony, co też prześladowcy czynią spodziewając się jego śmierci), przy czym mord jest aktem "psychologii tłumu" - bierze w nim udział cała zbiorowość, wina mordu rozkłada się kolektywnie po wszystkich, a zanim akt się dopełni, uczestnicy podniecają się wzajemnie, "zarażając się" wzajemnie morderczo-osądzającą skłonnością, która jest silniejsza od nich. To kolektywne zjawisko, podczas którego jednostka rozpuszcza się w tłumie, Girard nazywa "mimetyzmem" lub "skandalem";
  • (4) ofiara - kozioł ofiarny - po swej śmierci zostaje ubóstwiona, staje się sacrum (Girard to nazywa: zostaje zsakralizowana), jej szczątki stają się magicznym "lekarstwem", ona sama staje się potężnym źródłem mocy leczącej/zażegnującej kryzysy.

Czytelnik po kilkudziesięciu stronach zaczyna się orientować, do którego "tekstu" autor zmierza: do Ewangelii i jej opowieści o Męce Jezusa. I rzeczywiście, w połowie książki kończy się analiza mitów, zaczyna się rozważanie opowieści o Męce i wątków jej towarzyszących (zamordowanie Jana Chrzciciela przez Heroda, zaparcie się Piotra, wypędzenie demonów z opętanego w Gerazie - tych demonów, które miały na imię Legion i uszły w świnie; oraz wypowiedzi Jezusa o naturze demonów).

Coś z tego rozumiem, a czegoś nie rozumiem.

Schemat prześladowczy, który Girard odnajduje w starych mitach, jest dokładnie, ze szczegółami zgodny z historią Jezusa; więcej: ma się wrażenie czytając, że autor celowo dokonał takiego właśnie wyboru mitów, żeby dało się z nich wypreparować scenariusz Pasji. Mity które wybrał Girard są "prefiguracjami" Męki. Bo popatrzmy, w planie realno-historycznym, lub też z punktu widzenia żydowskiego:

  • (1) jest kryzys: byt narodu żydowskiego jest zagrożony przez Rzymian;
  • (2) wina za to, że "przyjdą Rzymianie i nas zniszczą" zostaje skupiona na "wichrzycielach", który zostają wydani na śmierć Rzymianom (konkretnie: Piłatowi); ten zwalnia Barabasza i ostatecznie całą winą zostaje obciążony Jezus;
  • (2A) oskarżyciele zarzucają Jezusowi stereotypowe winy charakterystyczne dla "kozłów ofiarnych": ma jakoby namawiać do zburzenia świątyni (powrót do chaosu), być opętanym przez demony (jw.), nie przestrzegać i zachęcać do naruszania tabu (szabatu, jw. - to są winy "wewnętrzne - na użytek Żydów), a przede wszystkim ma okazywać hybris, czyli bluźnierczo i buntowniczo ogłasza się królem - to jest wina na użytek Rzymian;
  • (3A) Sąd nad Jezusem ma wszelkie cechy kolektywnego samosądu (i jest zapowiedzią mordu): Kajfasz i Piłat spełniają oczekiwania tłumu, "zarażają się" ("mimetycznie"!) od tłumu wolą morderstwa, pogrążają się w "skandalu".
  • (3B) Śmierć jest zarazem wypędzeniem; śmierć krzyżowa była szególnie haniebnym i wykluczającym ze społeczności rodzajem śmierci.
  • (4) Po śmierci Jezusa organizuje się wspólnota jego uczniów i wyznawców, on sam zostaje uznany za (nowego) boga i skupienie najpotężniejszych mocy: za Zbawiciela Świata.

I to samo w planie teologicznym, lub z punktu widzenia chrześcijańskiego:

  • (1) świat popada w kryzys polegający na totalnym panowaniu szatana;
  • (2) ofiarowuje się (lub: zostaje ofiarowana przez swego boskiego Ojca) istota najdoskonalsza i idealnie nieskazitelna: Syn Boży, który w tym celu inkarnuje się na ziemi;
  • (3) zostaje zamordowany (ukrzyżowany), ale prócz historycznego wydarzenia, którym był sąd "pod Ponckim Piłatem", w dziele ukrzyżowania partycypuje każdy chrześcijanin (lub: każdy człowiek), który przez swoje grzechy dołącza się do czynu gromady krzyżującej Syna Bożego; jest to więc mord zbiorowy;
  • (4) Zbawiciel zmartwychwstaje, przez co ujawnia swoją boską naturę, i wraca do nieba. Umęczony człowiek-nauczyciel wraca do natury Bóstwa, które władne jest odpuszczać grzechy ludziom, a więc przywracać ich do stanu sprzed kryzysu, do stanu zbawienia.

Tak mniej więcej to rozumiem, i jak dotąd wszystko w analizach Girarda mi pasuje. Nie nadążam za jego rozumowaniem od momentu, kiedy oświadcza, że opowieść o Jezusie nie jest mitem, lecz "anty-mitem", czyli przekazem, który demaskuje, "dekomponuje" i unieważnia wszystkie mity, czyniąc to przez to, że ukazuje ich prześladowczą strukturę. Więc musi różnić się od wszystkich (...innych...) mitów. Różni się szczegółem, który jednak - według Girarda - jest zasadniczy. Tym, że Jezus jako ofiara od początku do końca przedstawiany jest jako ofiara niewinna, a jego sędziowie i kaci jako ci, co się mylą. Nie ma tu charakterystycznej dla cyklu kozła ofiarnego przemiany autentycznego zbrodniarza w potężne bóstwo. Przedstawiany jest też jawnie jako ofiara, jako ów "kozioł ofiarny", a słowami ewangelii - jako "baranek Boży". Ewangelia więc niczego nie zakrywa, jak czynią typowe opowieści prześladowcze, przeciwnie, cały swój prześladowczy schemat czyni jawnym. Przez ujawnienie kłamstwa (a kłamstwo jest rzeczą diabelską) schematu prześladowczego Ewangelia czyni pustymi (bezsensownymi) wszelkie ofiary kozłów ofiarnych, zarówno te przeszłe (zatem pozbawia prawa do czci te bóstwa, które z kozłów ofiarnych w imaginacji swych wyznawców powstały; według maksymalistycznego poglądu Girarda są to wszystkie bóstwa, poza oczywiście Bogiem chrześcijańskim), jak i te przyszłe - przez co pozwala demaskować jako pospolite zbrodnie wszystkie późniejsze próby posługiwania się mechanizmem kozła ofiarnego.

Pytanie jednak się pojawia: czy rzeczywiście?

Można mieć kolejne zastrzeżenia do rozumowania autora, a więc: czy rzeczywiście Jezus był niewinny? Był niewinny, ale jednocześnie wziął udział w prześladowczym spektaklu, godząc się na swoją Mękę (to w planie historycznym), oraz wziął na siebie winy całego świata, zarówno te dokonane, jak i przyszłe (w planie teologicznym). Był więc niewinny, ale aktem swojej woli stał się - jak gdyby - winnym. Czy różnica między winą a wzięciem na siebie winy jest aż tak fundamentalna?

Czy Ewangelia jest jedyną opowieścią (mito-podobną? mającą pozory mitu?), w której schemat prześladowczy, schemat kozła ofiarnego zostaje nazwany po imieniu? Girard stanowczo twierdzi, że tak właśnie jest:
"Mamy dwa rodzaje tekstów odnoszących się do 'kozła ofiarnego'. Wszystkie mówią o ofiarach, lecz nie wszystkie stwierdzają, że ofiara jest 'kozłem ofiarnym'. Można tu wymienić utwór Guillaume'a de Machaut oraz wszystkie teksty mitologiczne. Pozostałe zaś same mówią, że ofiara jest kozłem ofiarnym. [Tymi pozostałymi] tekstami są Ewangelie."
- Odpowiem: Nie wiem. Być może tak jest, jak twierdzi Girard, za mało znam mitologie świta, aby to stwierdzić. Girard pisze o tym równie jak poprzednio stanowczo:
"Mity milczą na temat kozła ofiarnego. [Tzn. nie ujawniają schematu prześladowczego. - WJ.] (..) Dla kozła ofiarnego (...) nie ma absolutnie miejsca w mitach Gdyby znalazło się choć jedno, całkowicie nie miałbym racji, 'moja teoria' obróciłaby się wniwecz." I dalej pisze, że mity są sterowane przez mechanizm, efekt kozła ofiarnego, którego sobie nie uświadamiają. Nową jakość przynoszą dopiero Ewangelie.

Girard pisze też o zastrzeżeniach podobnych do mojej tutaj wyrażonej nieufności:
"Zdaniem moich krytyków (...) redukując wszystko do jednego tematu stwarzam nowy typ redukcjonizmu." - Tak, właśnie takie wrażenie czyni Girard w swojej książce: autora przejętego jedną ideą, który robi wszystko, aby do tego stopnia w wyolbrzymiony sposób skupić uwagę czytelnika na swoim temacie, aby ten nie zechciał dostrzec nic poza nim. To jest ta hipnotyzująca siła książki Girarda. I dalej: "[Twierdzą oni, że] podobnie jak wielu moich poprzedników wybrałem sobie jakąś jedną dziedzinę i ze szkodą dla innych [tematów] rozdmuchuję ją do niesłychanych rozmiarów." Rzeczywiście, książka sprawia takie wrażenie.

Czy wszystkie mity da się tak lub inaczej sprowadzić do niejawnego schematu prześladowczego? Jak powiedziałem, nie czuję się kompetentny, by to stwierdzić, ale wydaje mi się to wysoce mało prawdopodobne. Czy Odin (mitologiczny ojciec Baldra), który samoofiarował się, wieszając się na Jesionie Świata na dziewięć dni i nocy w poszukiwaniu mądrości, był ofiarą zbiorowego mordu? Gdzie jest ta "społeczność", która go mimetycznie powiesiła jako domniemanego zbrodniarza-chaotystę? Czy Godzamba walczący z napastnikiem w ciemnościach lasu wyrwaną z korzeniami sosną jest ofiarą czy może wykonawcą girardowskiego "założycielskiego mordu" na zakamuflowanym koźle ofiarnym?

A może pierwsze wrażenie nas jednak nie myli i obie te mityczne opowieści, jak i wiele innych, po prostu nie mają nic wspólnego ze schematem kozła ofiarnego? Nie potrafię sobie wyobrazić pojęciowych zabiegów, które by tak "wywróciły kota ogonem", aby z tych opowieści zrobić historie "kozłoofiarne". Najwidoczniej nie cała mitologia i nie wszystkie objawienia sacrum wywodzą się z pramordu.

Girard wybiera ze światowej mitologii te opowieści, które przypominają co do swej struktury opowieść chrześcijańską - opowieści "pre-chrześcijańskie" lub też "niby-chrześcijańskie". Tymczasem chrześcijaństwo nie jest jedyną religią, i nie jest wcale tak, że jest jedno chrześcijaństwo i wokół ocean błędów i prymitywu, a w najlepszym razie jego ułomnych (jak mit o Nanauatzinie lub o Baldrze), nieudanych zapowiedzi.

Nie wszystkie religię są ofiarnicze, nie wszystkie są "kozłoofiarne". Nie mówię o judaizmie, w którym od wątków "kozłowych" się roi (Kain, Abraham, Mojżesz, Jonasz), ale czy w pobliskim islamie jest coś podobnego? Może gdzieś na obrzeżach, ale w centrum islamskiej teologii raczej nie. W islamie nie ma ofiarniczego rytuału podobnego do chrześcijańskiej mszy. Bóg-Allah jest i nie potrzebuje żadnego zasilania ofiarami (nawet boskimi), przeciwnie, to Jego nieustająca nieskończona i jedyna aktywność podtrzymuje ten świat w jego istnieniu. ((Pytanie: skąd się biorą samoofiarowania terrorystów-samobójców, albo fatwa na Rushdim? Skąd ta prześladowcza energia?))

Jest jeszcze buddyzm - i niech ktoś znajdzie w nim motywy ofiary, a tym bardziej kozła ofiarnego! Jestem więc przekonany, że Girard nie przedstawia całej religijnej rzeczywistości człowieka, lecz tylko jej połowę, a może jedną trzecią, albo jeszcze mniej - jej część ofiarniczą. I tu jego analizy są fascynującą trafne. Lecz są również przestrzenie duchowych dróg i doświadczeń, równyeż tych ubranych w mit, gdzie trafiają one w próżnię. Nie przypadkiem też takie właśnie wybrałem tamte dwa przykłady: z Odinem i Godzambą. Bo one nie prefigurują chrześcijaństwa, ale, jeśli coś, to drogę, podejście i ducha buddyjskiego.

Dodatki, które wychodzą poza książkę Girarda:

A. Bolszewicy i naziści

Obie szaleńcze utopie minionego wieku, bolszewicka i nazistowska, budowane były się na schemacie kozła ofiarnego, na typowaniu ofiar i wspólnocie w zbiorowej zbrodni. Kozioł ofiarny nazistów nie był tak doskonały, jak ten komunistów, bo kto to jest "Żyd", można było w miarę "obiektywnie" zdefiniować. Tymczasem kozioł ofiarny komunistów był na tyle nieuchwytny, że mógł nim być bez wyjątku każdy. (W roku 1956 "kozłem" okazał się pośmiertnie sam Stalin, twórca tego systemu, a system mimo to trwał.) Naziści budowali społeczność czystych, z której wygnano wszystkie kozły. Bolszewicy budowali społeczność samych nieczystych, z których kolejne kozły, na mocy niepojętych wyroków, szły na odstrzał. Do czystej społeczności nazistów nie było już powrotu z wygnania i odrzucenia - kto okazał się "Żydem", musiał umrzeć. Do nieczystej społeczności komunistów wracało się: kto nie umarł w łagrze, ten - zwykle pełen poczucia winy, wstydu, napiętnowania, troszeczkę bardziej tylko nieczysty od innych - jednak wracał. W Polsce ostatni "rytualny mord kozłów", wprawdzie w łagodnej postaci zbiorowego potępienia, po którym przyszło wygnanie, mieliśmy w 1968. Późniejsze prześladowania polityczne miały już techniczny charakter, chociaż za Gierka i Jaruzelskiego nieśmiało próbowano kolektywnych "sądów czarownic", to jednak nic z nich nie wyszło. (Politycznymi wcieleniami kozła ofiarnego Girard w swej książce się nie zajmuje, nie licząc poukrywanych aluzji.)

B. Sport

Analizy Girarda dostarczają znakomitego narzędzia do zrozumienia sportu. Zawody sportowe dość dokładnie realizują schemat prześladowczo-ofiarniczy. Na początku jest (jeśli użyć terminu Girarda) stan kryzysu, czyli "po mojemu" stan chaotyczny - stan "odróżnicowany", który poznajemy po tym, że nie wiadomo, kto z zawodników lub drużyn jest lepszy, kto gorszy. Na starcie drużyny są jak ci mityczni bracia-bliźniacy, którzy żeby się z tego nieznośnego stanu wydostać, muszą ze sobą walczyć. Nie naprawdę na śmierć i życie, ale język komentarzy sportowych opiera się na porównaniach do walki na śmierć. Zawody wyzwalają masę kolektywnych emocji wśród kibiców, kibicowanie jest mimetycznym procesem, w którym jednostki rozpuszczają się w tłumie i zbiorowo uczestniczą w kolektywnym "sądzie bożym", któremu poddają się zawodnicy. Zawodnikom przypisuje się różne nadludzkie cechy, oczekuje się od nich "boskiej" gwałtowności (mistrzom boksu wypada, ażeby brali udział w bójkach i gwałcili dziewczęta), a po przegranej potępia jak przestępców. Zawody są przeżywane tak, jakby od ich wyniku zależał los "Polski", "Kamerunu" itd., a więc podczas zawodów w wyobraźni kibiców nad całą społecznością, do której należą, wisi groźba zagłady. Itd. Itd. (Pisane podczas mistrzostw świata w piłce nożnej, kiedy każdy rozsądny widzi, że coś tu jest nie tak. Girard mimetyzm uważa za coś diabolicznego, za miejsce objawiania się diabła, i nie sposób się z tą opinią nie zgodzić.)

C. Umarłe gwiazdy

"Wybrańcy bogów umierają młodo". Istnieje i wciąż odradza się kult "gwiazd" - artystów i innych postaci masowej wyobraźni, którzy dlatego są czczeni i obrastają legendą (Girard powiedziałby: są sakralizowani), ponieważ umarli młodo, gwałtowną, niespodziewaną, przedwczesną śmiercią. Jest ich wielu: Marilyn Monroe, Jim Morrison, Presley, Lennon, lady Diana, u nas Cybulski, Stachura, Wojaczek, Anna Jantar. Młoda i gwałtowna śmierć przerywająca życie "gwiazdy" u szczytu sławy, mimetycznie przeżywana przez masy, ma coś z kozła ofiarnego, chociaż ten schemat jest tu niepełny, bo realnie owe gwiazdy nie kończyły życia w linczu z rąk swych wielbicieli. (Chociaż - Lennon?)

D. Opowieść założycielska (mit?) buddyzmu

Powiedziałem, że w opowieści o Buddzie Gautamie-Śakjamunim i jego Oświeceniu nie ma nic ze schematu prześladowczego:

  • (1) Nie ma kryzysu społeczności. Dramat, jako tu się dzieje, dzieje się wyłącznie w umyśle młodego Gautamy: odkrywa on powszechność cierpienia, choroby, starzenia się i śmierci, powszechność - a nie chwilowy "atak" nieszczęść. Otaczająca go społeczność nie czuje się zagrożona, przeciwnie, w osobie ojca Buddy usiłuje jak może ukryć przed nim istnienie cierpienia.
  • (2) Budda nie ma "znaków ofiarniczych". Wprawdzie bajeczna otoczka przekazu o nim dodaje mu nadludzki wzrost, szpiczasty czubek głowy, linie papilarne w kształcie kół, złocisty kolor ciała, palce u stóp równej długości, i cudowne okoliczności urodzenia, ale w dalszym ciągu historii cechy te (zbędne zresztą dla samego przekazu) do niczego nie służą, nic z nich nie wynika, jakby ich twórcy-fantaści nie wiedzieli co z nimi począć.
  • (3) Budda nie łamie żadnych tabu i nie jest przyczyną "odróżnorodnienia"; wprawdzie porzuca rodzinę, ale w dalszym jego nauczaniu nie ma wątków anarchizujących życie rodzinne ani społeczne w ogóle.
  • (4) Nie ma wyboru kogoś na kozła ofiarnego. Budda który jest tu osiową postacią nie cierpi żadnych prześladowań, nie odbywa się nad nim żaden sąd ani tym bardziej lincz. Nikt nie stawia mu żadnych zarzutów ani go nie oskarża. Nawet w tle nie przemyka się żadna postać, która by kozła o. przypominała.
  • (5) Budda nie umiera ani młodo, ani przedwcześnie, ani bohaterską śmiercią, ani gwałtownie. Po swoim Oświeceniu wiedzie długie i dość monotonne życie, umiera jako stary człowiek skutkiem banalnej choroby jelit. Nic z patosu mitu!
  • (6) Zbiorowość-tłum ze swoim mimetyzmem i "skandalem" w całej opowieści o Buddzie nie ma nic do roboty. Tych rzeczy po prostu tu nie ma. Budda nie ma kibiców, do tego stopnia, że kiedy osiąga Oświecenie, długo się waha, czy komukolwiek tę dobrą nowinę przekazać.

E. Złudzenie doniosłości motywu kozła ofiarnego

Nadzwyczajna doniosłość "sprawy kozła ofiarnego", tak jak chce Girard, nie obejmuje wcale całości duchowych dróg, jakie wynaleziono, jakimi ludzie chodzą/chodzili. Doniosłość ta zjawia się jako złudzenie - tylko wtedy, gdy pominiemy wszystko, co nie jest chrześcijaństwem ani go nie przypomina. Być może istnieje drugi nurt duchowego życia i mitycznych opowieści, który zaczyna się od szamanizmu i osiąga dojrzałość w buddyzmie, i który ze schematem linczu na koźle ofiarnym nie ma nic wspólnego.

F. Strukturalistyczny Zbawiciel

Czytając Girarda ma się wrażenie, że Zbawiciel po to przyszedł, aby wreszcie uwolnić francuskich strukturalistów od ich męczenia się z mitami.

Wojciech Jóźwiak



René Girard. Kozioł ofiarny. Wyd. Łódzkie, Łódź 1987


O książce René Girarda pt. 'Kozioł ofiarny' pisano:



Potém gdy odprawi oczyszczenie świątnicy
i namiotu zgromadzenia i ołtarza,
ofiarować będzie kozła żywego.
A włożywszy Aaron obie ręce swe na głowę
kozła żywego, wyznawać będzie nad nim
wszystkie nieprawości synów Izraelskich,
i wszystkie przestępstwa ich
ze wszystkiemi grzechami ich,
a włoży je na głowę kozła onego,
i wypuści go przez człowieka na to obranego na puszczą.
A tak poniesie on kozieł na sobie
wszystkie nieprawości ich do ziemi pustéj;
i wypuści kozła onego na puszczą.

Ks. III Mojżeszowa (Kapłańska), 16.20-22




komentarze

1. Trafiony zatopiony • autor: Nierozpoznany#60182013-08-09 09:11:59

Szkoda, że nie znałam Twojego tekstu wcześniej. Gdybym miała sporządzić listę ksiąg, które na mnie wpłynęły, to Girard znalazłby się w pierwszej dziesiątce może nawet.
Puenta znakomita :) Nie mogę się uwolnić od uśmiechu. Poddaję się. Cdn.

2. ofiara w buddyzmie • autor: Nierozpoznany#78522014-04-30 09:37:49

odpowiedź niestety jest zbyt długa, by zmieściła się w okienku komentarza:

[foto]

3. Katastrofa smoleńska • autor: Arkadiusz2017-08-10 08:05:03

Mam takie luźne skojarzenia: było szykanowanie Prezydenta LK (choć każdy prezydent przed nim i po nim jest ofiarą ataków przeciwników), była ofiara, są pomniki, jest mini religia smoleńska, dziś 88. miesięcznica. Wydaje mi się, że ofiara pary prezydenckiej jest jakimś źródłem mocy dla pisowców.
[foto]

4. Ależ oczywiście! -- religia żałoby • autor: Wojciech Jóźwiak2017-08-10 08:42:47

"Religia smoleńska" jest tym, co Canetti nazywa religią żałoby i jako najbardziej udany lub typowy przykład podaje szyitów, wiecznie opłakujących i do krwi się kaleczących ku pamięci podle zamordowanego przez sunnitów kalifa Husajna. Podobieństwa smolenizmu do szyizmu są doprawdy zdumiewające. Także to, że obie ofiary były właściwie daremne (inaczej niż tryumfalna ofiara Jezusa), a w obu martyrologiach po "wielkim piątku" nie następowała żadna "wielkanoc". Święta szyickie były (są) tylko pogłębieniem żałoby, rozpaczy, poczucia krzywdy i ogólnego zdołowania. U szyitów przechodzące w autoagresję, u smolenistów jeszcze nie, ale nie wiadomo.
Smolenizm ma pewien wymiar, którego (chyba) nie ma u szyitów: pragnienie zemsty. Na własnych polskich "zdrajcach-mordercach", ale przede wszystkim na Rosji. Właściwym uwolnieniem, wytryskiem tej religii powinna być karna ekspedycja przez Smoleńsk na Moskwę.
[foto]

5. Ale może jest wiara , że "wielkanoc" nadejdzie? • autor: Arkadiusz2017-08-10 09:33:02

Jak brat ofiary "zbawi" Polskę to ofiara nie stanie się daremna. Jej znaczenie będzie tym większe im bardziej zostaniemy zbawieni przez Jarosława.
[foto]

6. No właśnie • autor: Wojciech Jóźwiak2017-08-10 10:58:52

-- to zbawienie musiałby wyglądać tak jak wyżej napisałem.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)