06 czerwca 2012
Wojciech Jóźwiak
Serial: Twarda Ścieżka i podobne sposoby
Choroba
◀ Przejdziesz przez ogień ◀ ► Miasto ►
Unikamy choroby, boimy się choroby. Dbamy o zdrowie, staramy się stale być zdrowi. Jesteśmy naprawdę sobą tylko wtedy, kiedy jesteśmy zdrowi. W chorobie nie widzimy niczego pozytywnego, niczego cennego, no bo zresztą jak i dlaczego? Choroba służy wyłącznie do tego, żeby ją wyleczyć. Choroba to coś nienormalnego. To stan nienormalny. Z chorobą się nie „rozmawia”, choroba nie bierze udziału w dyskursie. Choroba nie ma głosu, jak przysłowiowe dzieci i ryby. Poglądy, z którymi nie chcemy dyskutować, które z góry uznajemy za nieważne, nazywamy „chorobliwymi” albo, co znaczy to samo, „patologicznymi”. Dawniej wykluczano mówiąc: „idź do diabła”, teraz mówi się: „idź do lekarza”.Takie wykluczenie czegoś przez „odesłanie do lekarza” - „ty nie gadaj mi, ty się lecz!” - nazywa się fachowo medykalizacją. Oczywiście takie nastawienie, taki styl myślenia, obecnie obowiązujący, wymaga ostrego rozdzielenia co jest zdrowiem, co chorobą, żeby nigdy nie było wątpliwości, czy ktoś jest zdrowy i wtedy można z nim poważnie rozmawiać (i poważnie brać pod uwagę jego stan ducha, jego doświadczenie, poglądy, idee) – czy chory i wtedy ma nie gadać tylko się leczyć.
Zeszłoroczne warsztaty z Oswaldo Bola Silvą zmieniły mi pogląd na to, przestawiły postrzeganie choroby i zdrowia. Zobaczyłem, że wiele szamańskich działań polega na wejściu – umyślnym, celowym! - w chorobę. Podczas tych działań wchodzi się w stany ciała i umysłu, które - gdy patrzeć na nie poprzez nasze nawyki co do choroby i zdrowia – są właśnie chorobą, są chorobowe, chorobliwe. Wrażenia z ciała i z wewnętrznego poczucia są właśnie takie, jakie zazwyczaj sygnalizują chorobę. Nauczyliśmy się postrzegać te stany jako alarmowe dzwonki sygnalizujące chorobę!
Tymczasem w szamańskiej praktyce mówi się tym dzwonkom: „Cicho!, nie przejmujemy się. Właśnie, że wchodzimy w ten stan!”
To co tu piszę, dotarło do mnie parę dni temu podczas przygotowań do chodzenia po ogniu. Przygotowanie to ma na celu m.i. żeby zawiesić zwykłe nawykowe postrzeganie świata i siebie, własnego ciała. Można w tym celu zastosować wiele różnych sposobów. Wtedy przygotowywałem siebie i innych uczestników przez siedzącą medytację – w nocy, na dworze, bez oświetlenia i w przenikliwym zimnie. Pookrywaliśmy się kocami, ale i tak w pewnym momencie poczułem, że... Tu dygresja. Nie wiem jak Ty, ale ja odczuwam katar lub przeziębienie jako substancję obecną w powietrzu. Wchodzę do jakiegoś pomieszczenia lub wychodzę na dwór przy pewnej pogodzie i od razu czuję: o, tu jest wiele kataru (przeziębienia) w powietrzu. No więc wtedy podczas tej medytacji „ukłuło” mnie nagle, że ogarnia mnie i wnika we mnie właśnie to przeziębienie. Choroba. I co? Powiedziałem jej „tak”. Wchodź. Albo: ja wchodzę w ten stan. I to zimno czyli przeziębienie czyli rodzaj choroby, został wykorzystany jako materiał do wewnętrznej pracy. Okazał się bardzo pomocny i cenny. Wzmacniający!
Z Oswaldo Bola braliśmy wtedy ostrzejsze chorobopodobne czynniki niż poczciwe nocne zimno :)
Być może to co tu piszę na przykładzie nocnego zimna, stosuje się do wielu innych negatywności: także do zmęczenia, bólu, zdołowania. Na pewno stosuje się do stanu gorączki – mocno podwyższonej temperatury ciała, którą celowo przecież wywołujemy w szałasie potu. Choroba byłaby więc prawdziwym medicine, lekarstwem, takim z domieszką magii.
◀ Przejdziesz przez ogień ◀ ► Miasto ►
Komentarze
Chyba to też w jakimś stopniu odnosi się do innych stanów,jak napisałeś Wojtku:bólu,zmęczenia,zdołowania albo gniewu.
Zdarza się przecież,że jesteśmy tak gniewni gdzieś wewnętrznie,że dopiero dzika,rozgorączkowana awantura jest w stanie oczyścić atmosferę:)Albo zdołowanie-gdy taki stan już nastąpi,to zamiast poszukać optymizmu w sobie,będziemy się jeszcze bardziej dołować,dosalać swoje rany:)i dopiero,gdy znajdziemy się na progu przysłowiowego gorącego piekła,jesteśmy w stanie ocknąć się,podnieś się z kolan,otrzepać i pójść dalej.Tak jakby temperatura,ogień,żar,było lekarstwem na chorobę lub inny stan?
Chyba nikt mi nie powie że urodzenie się z wrodzonymi problemami wnosi do życia cokolwiek pozytywnego?
Powiedziałem coś całkiem innego. Co? --- Że szamańskim (lub twardościeżkowym) działaniom towarzyszą stany ciała i umysłu, które ze zwykłego punktu widzenia uznalibyśmy za "chorobowe", za symptomy choroby - i co dalej? Co z tego? --- To dalej i to z tego, że ktoś, kto tak uznał, uciekałby od tych przeżyć, od ich samych i od ich czasu i miejsca, a także wnioski i doświadczenia, które z nich idą, uznałby za "chorobliwe" czyli bezwartościowe. Bo taki właśnie mamy wdruk gdy chodzi o chorobę.
Tymczasem, przeciwnie, w szamanizmie (lub w Twardej Ścieżce) szerzej otwieramy nasze "anteny", na szersze spektrum stanów doświadczanych, które zarazem uważamy za wartościowe i uczące. Nasze pole widzenia obejmuje także coś, co "zwyczajnie" zostałoby sklasyfikowane jako "choroba" i od tego by się uciekało albo negowało to jako doświadczenie.
Nie wiem, jak mógłbym to powiedzieć jaśniej. Tak żeby nikt tu nie myślał więcej o jakiejś "dobroci choroby". :)
Najkrócej: pewne SZAMAŃSKIE STANY, chociaż faktycznie chorobą nie są, jawią się "nam" właśnie jako choroba. Co sprawia, że ich unikamy, boimy się, nie dowierzamy, wydaje się nam że to nie to.
(Dlaczego tak się dzieje? Bo ich nie znamy - tych stanów.)
Niezależnie od tego nurtu teżbym powiedział "Mocne stany" szamańskie niosą ze sobą ów element dys-komfortu dis-ease.
Wizji często towarzyszy wrażenie niepewności, chaosu, czy dla odmiany wyraźnemu znaczeniu np. fizycznego bólu. "Świat UR się trzęsie i rozpada".
Dla pewności: NIE MA DOBRYCH CHORÓB.
Choroba jest pewnym stanem wyjątkowym, poprzez który odbywa się zmiana, jest momentem kryzysowym dla ciała i dla tożsamości. Nie jest ani dobra ani zła, można natomiast wykorzystać ją i symptomy, które wywołuje dla własnego rozwoju i dokonania świadomej zmiany . Zdarza się, że właśnie okoliczności choroby są po temu najbardziej sprzyjające. Inspirująca jest dla mnie nie od dzisiaj Teoria Dezintegracji Pozytywnej Kazimierza Dąbrowskiego, który dostrzegł w kryzysie i rozbiciu jedyną możliwą szansę na wzbogacenie osobowości, umocnienie charakteru, rozwinięcie nowych możliwości. W dobrostanie nie ma odpowiedniego bodźca do zdobycia pełni psycho-fizycznego rozwoju. Oczywiście ciężka choroba poważnie mnie przeraża, ale chyba właśnie w tej intensywności uczuć wokoło niej może mieć moc transformującego doświadczenia...
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
