zdjęcie Autora

28 października 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Atomka

Kategoria: Twórczość

« O przyrządzaniu wrogów Cmentarz w Moskwie »

Wracam do wspomnień z dawnych podróży. Jest koniec lat siedemdziesiątych, w Polsce nic poza octem i musztardą nie można kupić, dawne ZSRR to oaza spokoju i dobrobytu. Tak, nie pomyliłam się. W Ukraińskiej SSR (jeszcze nie jest odrębnym państwem) sklepy są pełne. Pięć rodzajów kefirów, kilka śmietany, kasza jaglana w kilku granulacjach, znakomite pieczywo. Ale i kurioza w rodzaju kartofli w wielkich, trzylitrowych słojach w wodnej zalewie czy wielkie ocynkowane zbiorniki, w których pływają na wpół zgniłe kwaszone arbuzy, ogórki, papryka i kapusta kwaszona w główkach. Za to w takich samych trzylitrowych słojach można kupić soki: z brzozy, granatu, wiśni, jabłek. Mięso sprzedaje się z pojemników ustawionych wprost na ziemi, a wszechobecne wiatry nanoszą tumany piachu.

Sprzedawczyni z kołchozu, w białym fartuchu i wysokiej czapie bynajmniej nie walczy z piachem i nie przykrywa mięsa – to korzystne dla sprzedawcy, ponieważ jednocześnie wagi ubywa przez upływ krwi z mięsa, tworzący kałuże wokół pojemników. Kolejka na chodniczku z płyt przerzuconych przez piasek musi bardzo uważać, żeby nie wdepnąć w tę krew.

Alkohol wprawdzie sprzedaje się od 14-ej ale nie ma kolejek, kartek. Pełny przegląd znakomitych gruzińskich koniaków i niezłych szampanów. Bogactwo sprzętów gospodarstwa domowego, telewizory kolorowe, rozmaite sokowirówki, elektryczne maszynki do mięsa i roboty kuchenne, prasowalnice i kupa rzeczy, o których nie wiadomo do czego służą.

Ale też — zapóźnienia przywołujące wspomnienia z czasów tuż po wojnie. Ukraińcy żyją bardzo biednie, więc sklepy z tymi dobrami są całkowicie puste (jeśli nie liczyć Polaków).

         Atomka — taką nazwę — nieporozumienie nadano rozbudowie elektrowni atomowej, jednej z kilku, budowanych na Ukrainie, tym różniącej się od innych, że większość zatrudnionych stanowią Polacy. Mój mąż jest tam kierownikiem grupy robót. Pracuje tam dwa lata i raz na trzy miesiące ma prawo przyjazdu do kraju na dwa tygodnie. Żony mają prawo do przyjazdu raz do roku na dwa tygodnie plus ewentualnie wykupione w miejscowym biurze turystycznym wycieczki. Swoje paszporty oglądamy z rzadka: w kraju, żeby je odebrać, musimy zdać dowód osobisty, w autokarze odbiera nam kierownik tzw. „rozłąki”, na miejscu zabiera nam je miejscowa milicja. Nie jest zbyt sympatyczna, bo przybysze z Polski, wojskowe tajemnice itp. itd. Na wycieczkach żony są gorszym rodzajem człowieka – mężów kwaterują w pokojach, z nami zmagają się miejscowe „służby” szukając dziury w całym: paszport, wygląd, nie tego rodzaju okulary inna fryzura i takie drobiazgi. Żeby się nie tłumaczyć udajemy, że nie znamy rosyjskiego ni w ząb, więc czasem bawią się z nami dwie lub trzy godziny, zanim puszczą nas do mężów śpiących smacznie w pokojach. Raz nawet, w czasie międzylądowania w Moskwie z powodu śnieżycy, przetrzymano nas, biedne trzy nieszczęśnice, w hotelowym holu do samego rana, ponieważ teleksem usiłowano sprawdzić w Atomce, czy istotnie jesteśmy tymi, za kogo się podajemy, a tam teleks w nocy nie działał. Nie dano nam nic do jedzenia ani do picia. Potem wsadzono nas do jakiegoś nieciekawego busa i powieziono w nieznane. Na szczęście po ponad godzinie okazało się, że dowieziono nas prosto do samolotu, a tam już czekali mężowie, po prysznicu, śniadaniu, przebrani w świeże rzeczy i odwiezieni luksusowo autokarem.

Nazwa miasta — Nietiszyn — również nie jest istotna, niektórzy jadący tam po raz pierwszy nie znają jej, potem posługują się wymyślonymi określeniami, jedynie żony umieszczają nazwę miasta na kopertach listów wysyłanych w czwartki

         O tym, że nazwa także dla miejscowych nie jest ważna (albo tajna), świadczy jej brak w mieście obwodowym na tablicy kursów międzymiastowych autobusów. Wiesz na pewno., że miejscowość ta musi istnieć., bo z niej przyjechałaś (chociaż w obcym kraju nie ma nic pewnego) i dlatego strach i zniecierpliwienie atakują naprzemian. Dopiero po długim. studiowaniu tablicy odnajdujesz nazwę przynajmniej budzącą skojarzenie z miejscem, z którego przybyłaś. Napis XAE , który rozgryzam po kilku minutach, bo widziałam go na tablicy przed wjazdem do Nietiszyna. Jest to. właśnie owa Atomka — Chmielnickaja Atomnaja Ekektrostancja. Jeszcze na razie nie wiesz, że popełniłaś błąd, że rosyjskie „n”, widywane dotąd tylko w podręczniku, odczytałaś błędnie jako „k”. Jest to jedno ze skrótowców, jakie tam się często spotyka: „Atomna” od „Atomnaja elektrostancja”, ale „Atomka”, mimo że błędna, napawa otuchą. „Atomka” — brzmi pieszczotliwie i zdrobniale. Oddychasz z ulgą, niepewna jeszcze, ale nabierając już przekonania, że uda się wrócić. Koniecznie trzeba gdzieś wrócić — to obce miasto w obcym kraju chwilowo jest najlepszym miejscem, bo już wcześniej, poznanym. Ale doświadczenie, które cię spotyka wykazuje, że nigdy nic nie jest zbyt proste, nawet zwyczajny powrót.

         Zrobiłam sobie samotną wycieczkę do dawnej polskiej twierdzy, czterysta kilometrów w jedną stronę. Bilet kupił mi miejscowy, bo Polakom nie wolno było poruszać się poza wyznaczoną strefą. Wsiadłam do autobusu, a właściwie wsadzili mnie tam znajomi męża, który był bardzo zajęty i teraz miałam stamtąd wracać. Nie sądziłam, że jak dziecko nie będę wiedziała dokąd jechać.

         W tamtych stronach inaczej niż u nas ogłasza się odjazdy autobusów, W takim Ciechanowie, Mławie czy Żurominie słyszysz że „ autobus do Warszawy przez Pułtusk i Nowy Dwór Mazowiecki odjedzie ze stanowiska trzeciego. Planowany odjazd autobusu godzina ósma czterdzieści pięć”. W tym samym czasie, także o ósmej czterdzieści pięć ze stanowiska drugiego i pierwszego odchodzą autobusy do innych miejscowości, ale głos zawsze oznajmi ci dokąd jedzie autobus.

         Tutaj jest zupełnie inaczej: „Autobus z ósmej czterdzieści pięć odjedzie ze stanowiska trzeciego”. Niepewna swojej znajomości języka oczekujesz powtórnej zapowiedzi. Do stojących na wysepce podchodzą co chwila ludzie i pytają, czy to autobus z.. ósmej czterdzieści pięć. Usłyszawszy, że tak, wsiadają, nie pytając dokąd jedzie. Próbujesz sformułować pytanie w ich języku, ale nie jest to takie proste, jeśli jesteś tam pierwszy raz i wiele lat. dzieli cię od szkolnej nauki; możesz się tylko cieszyć, że rozumiesz większość tego., co do ciebie mówią. Nie umiejąc się zapytać głupiejesz natychmiast, także i dlatego, iż uświadamiasz sobie nieważność faktu g d z i e jedziesz, w przeciwieństwie do tego.) o   k t ó r e j   g o d z i n i e   wsiadasz do autobusu. Znane skojarzenia przemykają przez myśl.

Jeśli się pomylisz i nie wsiądziesz o właściwej porze do parowozu dziejów, jeśli twój zegarek spieszy się lub późni (a może zegarek maszynisty?) — przepadłaś. System ten bowiem nie opiera się na rzeczywistym czasie odjazdu. (który jak wszystko w życiu — może się zmieniać), a tylko na czasie   p l a n o w a y m.   Nie jest to jednak takie proste, jak mogłoby się zdawać. Ten czas planowany nie musi być tu i teraz. Na lotniskach bywają tablice z czasem odlotów wg czasu moskiewskiego., a nie miejscowego, musisz więc trafiwszy przed taką tablicę wiedzieć, g d z i e jesteś i jaka tu jest  r ó ż n i c a   czasu w stosunku do moskiewskiego. Szczęściem takie problemy omijają dworce autobusowe.

         Stojąc na wysepce obok autobusu, który nie wiadomo dokąd jedzie, choć wiadomo o której odjeżdża, wracasz do czasów dzieciństwa (te baby z bańkami mleka w białych płachtach na plecach, te cukierki „krówki” z formy do ciasta sprzedawane w strzęp oderwanej gazety, poranek rozpoczynający się wołaniem: jagooody, jagooody..., klaksony samochodów, którym wtedy jeszcze wolno było trąbić). Jak dziecko — zbyt mało rozumiesz z otaczającego świata, żeby odnaleźć godzinę odjazdu. Jeszcze wtedy nikt cię nie uczył kojarzyć prowincji z ciasnotą, prowincja to. było coś odległego, nieznanego, coś do odkrycia. Teraz słodycz odkrywania zabija strach i wiesz, że za mało odkrywałaś w swoim życiu i dlatego boisz się niczym dziecko.

         Kobieta z workiem pokrzyw, większym pewnie od niej, pyta cię o coś; nie umiesz jej odpowiedzieć, więc. wstydzisz się okropnie; uciekasz bez słowa i nagle widzisz. rozłożone na ściereczce słodkie, lepkie cukierki. Pragnienie słodyczy odzywa się z zapomnianą dziecinną siłą. Nieporadnie obliczasz obce pieniądze, każdą monetę oglądając z obu stron i wreszcie, czując w ustach słodycz, odważasz się ruszyć na poszukiwanie wiadomości, jak masz wrócić tam, skąd przyjechałaś.

         Na tablicy odczytałaś „Tomka” i robi się słodko i miło. Ten. pierwszy z. serii popełnionych błędów dziwnym trafem w niczym ci nie zaszkodzi. Chwilowo zapomnisz, że atom budził w tobie zawsze strach dziecka, chowanego na wizjach zagłady; teraz Atomka to bliskie i zdrobniałe imię. Odczytujesz godzinę: ósma czterdzieści pięć. Biegniesz więc na wysepkę, gdzie zaczepiła cię kobieta z workiem pokrzyw, choć dworcowe zegary pokazują już dziewiątą. Na szczęście autobus jeszcze stoi. Nie odjechał.

         Wpadasz zdyszana i. z tego, co mówi kierowca rozumiesz, że czekają tylko na ciebie, bilet bowiem został sprzedany, a miejsce jest wolne. Pełna jesteś podziwu; z dworca w Ciechanowie czy Mławie autobus odjechałby już dawno, a kierowca sprzedał miejsce komuś oczekującemu na taką okazję; tutaj czekali na ciebie, mimo że nie wiedzieli kim jesteś. Jak błyskawica wstrząsa lęk, czy istotnie Atomka jest miejscem dokąd zdążasz i czy powinnaś ulegać przekonaniu, że inni lepiej od ciebie wiedzą dokąd powinnaś jechać i już nie mija, chociaż upewniono cię poprzez twoje numerowane miejsce i godzinę odjazdu, a zwłaszcza pewność kierowcy, iż ty jesteś kimś, na kogo czekał; że znajdujesz się na właściwym miejscu.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« O przyrządzaniu wrogów Cmentarz w Moskwie »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)