Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

12 września 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Pamięć seryjnego zabójcy

Kategoria: Twórczość

« Kaseta odchudzająca Zrujnowana fabryka »

Czytałam gdzieś o metodach na zapamiętywanie. Tworzy się w wyobraźni dom, w domu tym poszczególne pokoje zawierają wiadomości z określonej dziedziny lub jej części. Zresztą może być park, ogród, okręt – jak komu wygodniej.

         W książce Harrisa „Hannibal po drugiej stronie maski” autor wykorzystał charakterystyczne elementy tej metody w opisie początków kształtowania się seryjnego zabójcy, podkreślając w ten sposób dziwaczność meandrów jego umysłu.

         Wpadło mi na myśl, że porządkowanie wiedzy i wspomnień w ludzkim umyśle może być równie dziwaczne, że istnieje wiele sposobów, o których się nie myśli i zaczęłam zastanawiać się, jak ja je porządkuję.

         Sądzę, że ja swoją wiedzę mogę porządkować wzorując się na płocie, budowanym z drewnianych sztachet. Bierze się kawałek drewna i obrabia go. Tak i ja: zdarzenie, teorię, przemyślenia, obrabiam jak ową sztachetę. Obcinam i zestruguję to, co uważam za nieważne i trywialne. Staram się wydobyć z każdego kawałka drewna jego niepowtarzalne słoje znaczeń, melodię przewodnią epizodu. To co stanowi wynik obróbki ustawiam i przybijam do poprzecznej belki. Zdarza się, że podrzeźbiam je nieco, choć staram się tego unikać. Czasami, gdy między poszczególnymi sztachetami wyczuwam związek (nie zawsze zrozumiały i wyartykułowany) łączę je jeszcze ukośną poprzeczką, niby odliczane zapałki lub kreski na murach więzień. Strużyny przewracają się gdzieś w kącie mojej pamięci, pod piecem, czekając na spalenie, ale czasem powiew wiatru od nagle otwartych drzwi porywa je i wzbija w powietrze. Wówczas wracają, niepotrzebne i niechciane, kręcąc w nosie i drapiąc w gardle lub wracając z pieczeniem oczu. Z rzadka przychodzi olśnienie: strużyny nadają się do czegoś.

         Kiedy potrzebne jest mi coś z zasobów mojej pamięci, idę na moją łąkę i przeszukuję mój płot, odbijając sztachety od belki, a czasem bezlitośnie niszcząc ich związek wyrażony ukośną poprzeczką. Łączę inaczej te wyjęte sztachety, czyszczę, tasuję i układam na mojej łące, dziwiąc się niekiedy, że ułożone na płask inaczej wyglądają niż w karnym szeregu zorganizowanej pamięci. A przecież wykorzystuję je już do budowy czegoś innego, na przykład ławy, na której pragnę przysiąść, stołu, na którym chcę napisać książkę, podestu, z którego pragnę przemówić, aby przeciw czemuś zaprotestować.

         Wadą mojego płotu jest to, że nigdzie się nie zaczyna i nigdzie specjalnie nie kończy, długo można wzdłuż niego bezowocnie wędrować. Owszem, zachowuję chronologię (czego nie ma w pałacu pamięci seryjnego mordercy), ale jak zawsze, coś za coś. Czasami lepiej przerwać wędrówkę wzdłuż mojego ogrodzenia pamięci pod wpływem instynktu, położyć się w byle jakim miejscu, zasnąć i przebudzić właśnie naprzeciw potrzebnej sztachety.

         Inna wada polega na tym, że w procesie ociosywania giną rozmaite, niezauważalne w tamtym czasie zapamiętywania smaczki, mogące być zaczynem czegoś ciekawego, jakiegoś sprzętu tak dalece unikalnego, że unicestwienie możliwości przez chamską obróbkę struganiem wydaje się potem niemal przestępstwem. Pierwsze sztachety murszeją, ostatnie rażą świeżyzną. Czasami wskutek tego opowieści stają się streszczeniem, pozbawionym detali i niuansów. Na szczęście, tam w kącie pod piecem leży sterta wiórów, czasem porywanych przeciągiem…

         Czy mogłabym czymś innym zastąpić tę metodę? Przydałoby się, bowiem nie zawsze wiem, kiedy zdołam przywołać niektóre sztachety, kiedy pojawią się same i w związku z czym. Mogłabym racjonalniej gospodarować swoimi zasobami, częściej przesypiać do rana.

         Trudniejszą jest rzeczą wymyślenie czegoś równie eleganckiego jak pałac (lub dom) z komnatami – pokojami pamięci. Gdzież mojemu płotu do takiego zamczyska!

         A może posługiwać się planetami lub znakami zodiaku? To porządkowałoby wstępnie w jakiś sposób całą tę wiedzę, dzieliłoby je na fragmenty o rozmaitej wymowie, podporządkowane archetypom i symbolom, może niezbyt racjonalne, ale różniące się między sobą. Rzecz w tym, że ani znaki zodiaku ani planety ani karty tarota nie są jednoznaczne i porządkowanie według ich znaczenia mogłoby uniemożliwić przywołanie mojej wiedzy, sprowadzić na manowce, zaciemnić związki miedzy wydarzeniami.

         Żeby się o tym przekonać, w bezsenną noc zadaję sobie ćwiczenia. Jakiej planecie ma zostać podporządkowany ostatni mój pobyt u F i L? Chłód fizyczny i psychiczny. Uwięzienie w obietnicy. Nic nie jest takim, jakim chciałoby się to widzieć.

         – Saturn, który nas dołuje, sprawia, że wszystko, nawet zaplanowane jako rozrywka, jest ciężkim, trudnym obowiązkiem? Ten patron służb mundurowych, porządku, rozwagi, ale i ojciec pożerający własne dzieci? Zimny i perfidny, być może, pozbawiony uczuć? Więzienny dozorca też.

         – Uran, psuj, który sprawia, że każda podjęta decyzja jest zła?

         – Mars, zsyłający na nas wrogów, wojujący mieczem, strzykawką, skalpelem chirurga? Nasyłający zapalenie jakiegoś nerwu w twarzy, dawno wyleczone.

         – Pluton, łączący marsowe wypatrywanie wroga z saturnowym izolowaniem się? Nie pozwalający rozewrzeć buzi i zaprotestować.

         – Neptun – rozkraczony na granicy dzielącej twórczość od szaleństwa?

 

Wszystkiego po trochu było w tym tygodniu gwałtownych zmian pogody, temperatury, atmosfery czekania na czyjąś śmierć, która uwolni mnie od pobytu w tym obcym, wrogim domu i danej obietnicy.

 

Same malefiki kotłowały się, jakby nie było. Żadnej dobroczynnej planety na okrasę.

        

         Plącząc się po domu zamkniętym na cztery spusty, bez klucza, który został zabrany podobno przez pomyłkę, pstrykałam fotki. Ale każda z nich, a między nimi i fotografia słonecznej jadalni była oszustwem dla oczu.

 

 

To tyle jeśli chodzi o wiarę w sztuki wizualne.

 

Kiedy wreszcie doczekałam się odwiezienia i wsadzenia do ogrzewanego pociągu, na horyzoncie pojawiła się piękna Wenus. Młoda aktorka jadąca do Warszawy na jakąś chałturę, zaprezentowała mi całą paletę swoich perfum i opowiedziała o nich mnóstwo rzeczy, o których nie miałam zielonego pojęcia.

Nagle świat wraz z zapachami perfum uzyskał nowe barwy i wszystkie kilkudniowe wpływy malefików zostały dzięki pięknej Wenus zneutralizowane. Nawet gorączka ustąpiła.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Kaseta odchudzająca Zrujnowana fabryka »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)