26 października 2012
Piotr Jaczewski
Serial: Okiem Hipnotyzera
Jak pan dyrektor zrobił amulet i ujął różdżkę w dłoń?
◀ Etyka podpisywania cyrografów i budowania arki ◀ ► Jak pan dyrektor rozwinął magiczne moce? ►
I skazał się na wieczne potępienie, pewnie po to by się nawrócić na stare lata, a żaba wyszła ze swej skóry i stanęła obok w szeregu pięknych. I jeszcze raz w szeregu mądrych, bo pewnie niewiele osób się o tym dowie.
Przypomnę, że jesteśmy w obszarze poszukiwań:
Po co ludziom piekło? Po co czarna magia? Po co złe duchy i odpędzanie demonów?
Jak do tej pory wyłoniło się, z tych moich rozważań, że u podstaw tych poglądów leżą procesy osiągania celów, zwiększania efektywności, zorientowania na moc. Z nimi związany jest antagonista(demon, diabeł, zły duch). Podobnie fragmentem tej aktywności jest usuwanie spraw zbędnych z uwagi na dalszy plan(odpędzanie duchów). A także przekroczenie progu bólu(piekło).
Spokojnie można stwierdzić, że jest to ten proces, amplifikowany tj. wzmacniany i ewoluujący zarówno w osobie, jak i dzięki otoczeniu. Ale JAK?! Jak inteligentny gość, ambitny życiowo i trzeźwo myślący (stąd pan dyrektor) doszedł od koncentracji na zadaniach i usuwania z uwagi tego, co nie po drodze do punktu w którym, robi amulet, ujmuje różdżkę w dłoń i namaszcza go boską energią aby odstraszyć demony i to "czując", że czeka go za to piekło i że w tym momencie ma to gdzieś.
Dla utrudnienia wykluczmy na razie kulturowe wzorce "złej rzeczywistości", powszechną dostępność wzorców maga, gnostyka czy kapłana. W pierwszych dwóch przypadkach zbyt łatwo o download tekstów, w trzecim wyszłoby zwykłe całkiem słuszne pastwienie się pt. pod latarnią najciemniej. Słuszność to z tego, że w silnych relacjach np. rodzinnych czy przyjacielskich ze względu na intensywność komunikacji najłatwiej się tworzą wzorce "bohater-antybohater" (kto jest kim?). Do pewnego stopnia daje to samospełniające się przepowiednie - na pograniczu organizacji dzieje się to, co "zagęszcza" jej jedynie słuszne spojrzenie.
Tylko to zbyt łatwe i do przewidzenia i do dostrzeżenia. Weźmy się za coś trudniejszego, za tą stopniową i pełną zwrotów ewolucję "idei"-"podgrzewania się" procesu we wnętrzu. Zacznijmy od prostszych pytań:
Jak pan dyrektor w głębi umysłu wykształcił przekonanie o swojej magicznej mocy?
I tu sięgnijmy do niezbędnika - listy błędów poznawczych. (Poprawniej byłoby tendencji poznawczych-biases). Nie zakładajmy zwykłej powszechności myślenia magicznego. Zacznijmy od pierwszego złudzenia: kontroli, to, że panu dyrektorowi udało się kilka rzeczy osiągnąć, aktywnie je wspiera. Wiedział, że tak będzie. I zaczął odruchowo szukać potwierdzenia, i takie wydarzenia dają mu cichą acz dużą satysfakcję.
Chcąc nie chcąc pan dyrektor, całkowicie racjonalny zaczął nosić w sobie cichego zabójcę własnego rozsądku (demona ? kuszenie diabelskie? :))
Jak pan dyrektor w głębi umysłu wykształcił przekonanie o swojej niezwykłej wrażliwości na świat duchowy?
Nie będzie o pewności wstecznej(to było), ale o naturalnej tendencji do uogólniania przy zmianach tematu. Pan dyrektor inteligentny facet szybko nauczył się używać stwierdzeń horoskopowych, omijać dłuższym łukiem tematy mogące zagrozić jego wizerunkowi, karierze, niepopularne i tabu. Dalsza część to efekt przekonania - ocenianie słyszanych treści zgodnie z własnymi przekonaniami. To też oddziałuje na rozumowanie własne.
Z perspektywy hipnotyzera - ten styl to uprawianie autohipnozy i takie stwierdzenia potrafią "schodzić" na poziom odczuć i bezpośredniej percepcji tj. pan dyrektor może zacząć mieć przeczucia...
Dlaczego w głębi umysłu ?
Już w poprzednim punkcie mieliśmy podstawy: Pan dyrektor nauczył się trzymać język za zębami, co do pewnych kwestii.(opanował jedną z podstaw: MILCZ!) Co również oznacza, że nauczył się dokonywać dobrych racjonalizacji, i poprawnie czy przy najmniej adekwatnie prezentować przyczyny swoich decyzji lub zachowań.
To też oznacza też, że zasadniczo temat NIGDY nie wypłynie w nieodpowiednim miejscu. W gabinecie psychologa, na spowiedzi czy później "w rozmowie z niewtajemniczonymi"(to później załatwia socjalizacja: zdradzanie tajemnicy gdy trzeba i gdy jest wygodne).
Pan dyrektor prędzej wyda milion na urządzenie złoconej świątyni na własne potrzeby ceremonialne, w tym ceremonialny seks z kochanką, i dwa miliony na okoliczny kościół dla upewnienia otoczenia, że jest szanowanym i poważnym członkiem społeczności. Ale pary z gęby nie puści..
Prawdopodobieństwo, że będzie się włóczył po spotkaniach ezoterycznych, kursach czy retritach etc w tym przypadku też jest zerowe.
Jak pan dyrektor dokonał pierwszego dużego aktu magii ?
To kolejna z przyczyn, dla którego pan dyrektor pary z gęby nie puści. Złamał tabu!
W zasadzie możliwości są dwie: Przemoc lub(i) seks.
Rytualne zniszczenie wizerunku wroga. czytaj, chwila zapomnienia w wandaliźmie.
Rytualny czar miłosny. czytaj, podobny akt wandalizmu np. masturbacja na złość żonie.. na jej poduszkę.
Podziałało! Lub nie! To nieważne, efekt jest ten sam: Pan dyrektor liznął przez folijkę MOC. tj. pojawił się ten ruch, energia eskalacji poczuł, że musi w tym być coś więcej, to poważny temat i zdania nie zmieni.
Jak pan dyrektor zaczął nadmuchiwać żabę i czy żaba pękła? :)
Pomijając, że po pierwszych użyciach "rytuału" nasz pan dyrektor rozpocznie wielkie poszukiwania. Nie ezoteryczne! Nie duchowe! Nie religijne! Z wielkim prawdopodobieństwem będą to poszukiwania MAGII! WIELKIEJ PRAWDZIWEJ OSTATECZNEJ BOSKIEJ MAGII. tj sięgnie do magii ceremonialnej, hermetyzmu, okultyzmu, goetii jako dziedzin PRZEZNACZONYCH dla wielkiego człowieka o wielkiej mocy i dyscyplinie, moralności itd.
Nawet bez tego pan dyrektor poczuł, że drzemie w nim wielka moc, nad którą musi zapanować, trzymać ją w ryzach, mieć zasady bezpieczeństwa. I jako praktyczny człowiek zaczął eksperymentować i je wymyślać. Bawić się w nadmuchiwanie żaby, poprzez ograniczanie iluzorycznej mocy.
I powiem tak: z dużym prawdopodobieństwem mu się to udało! Jest wystarczająco inteligentny, w tym emocjonalnie, żeby tak się stało. Potrzeba dodatkowych jazd życiowych - kłótni, rozwodu, wielkiej porażki, śmierci bliskich - nałożonej w krótkim czasie, żeby żaba dyrektora pękła:
Przychodzi facet do lekarza z żabą na głowie.
- Co panu jest? - pyta lekarz.
- Patrz pan, coś mi się do d... przykleiło - odpowiada żaba.
Jak pan dyrektor wpadł na pomysł wojowania z piekielnym światem i wymiarem demonów lub zaprzęgania ich do pracy?
Pominę wymiar sennych doświadczeń. Pan dyrektor w ramach pompowania żaby nauczył się, że wszystko powinno iść po jego myśli. On jest budowniczym tworzącym wielkie dzieło.(Jeszcze nie wielkie ;)). Ergo! On jako potężny człowiek ma potężnych wrogów i potrzebuje potężnych sprzymierzeńców. A chwile przełomowe, zmiany, "jazdy życiowe" się zdarzają powszechnie. Piekło codzienności jest tuż za rogiem...
C.D.N.
Przypomnę, że jesteśmy w obszarze poszukiwań:
Po co ludziom piekło? Po co czarna magia? Po co złe duchy i odpędzanie demonów?
Jak do tej pory wyłoniło się, z tych moich rozważań, że u podstaw tych poglądów leżą procesy osiągania celów, zwiększania efektywności, zorientowania na moc. Z nimi związany jest antagonista(demon, diabeł, zły duch). Podobnie fragmentem tej aktywności jest usuwanie spraw zbędnych z uwagi na dalszy plan(odpędzanie duchów). A także przekroczenie progu bólu(piekło).
Spokojnie można stwierdzić, że jest to ten proces, amplifikowany tj. wzmacniany i ewoluujący zarówno w osobie, jak i dzięki otoczeniu. Ale JAK?! Jak inteligentny gość, ambitny życiowo i trzeźwo myślący (stąd pan dyrektor) doszedł od koncentracji na zadaniach i usuwania z uwagi tego, co nie po drodze do punktu w którym, robi amulet, ujmuje różdżkę w dłoń i namaszcza go boską energią aby odstraszyć demony i to "czując", że czeka go za to piekło i że w tym momencie ma to gdzieś.
Dla utrudnienia wykluczmy na razie kulturowe wzorce "złej rzeczywistości", powszechną dostępność wzorców maga, gnostyka czy kapłana. W pierwszych dwóch przypadkach zbyt łatwo o download tekstów, w trzecim wyszłoby zwykłe całkiem słuszne pastwienie się pt. pod latarnią najciemniej. Słuszność to z tego, że w silnych relacjach np. rodzinnych czy przyjacielskich ze względu na intensywność komunikacji najłatwiej się tworzą wzorce "bohater-antybohater" (kto jest kim?). Do pewnego stopnia daje to samospełniające się przepowiednie - na pograniczu organizacji dzieje się to, co "zagęszcza" jej jedynie słuszne spojrzenie.
Tylko to zbyt łatwe i do przewidzenia i do dostrzeżenia. Weźmy się za coś trudniejszego, za tą stopniową i pełną zwrotów ewolucję "idei"-"podgrzewania się" procesu we wnętrzu. Zacznijmy od prostszych pytań:
Jak pan dyrektor w głębi umysłu wykształcił przekonanie o swojej magicznej mocy?
I tu sięgnijmy do niezbędnika - listy błędów poznawczych. (Poprawniej byłoby tendencji poznawczych-biases). Nie zakładajmy zwykłej powszechności myślenia magicznego. Zacznijmy od pierwszego złudzenia: kontroli, to, że panu dyrektorowi udało się kilka rzeczy osiągnąć, aktywnie je wspiera. Wiedział, że tak będzie. I zaczął odruchowo szukać potwierdzenia, i takie wydarzenia dają mu cichą acz dużą satysfakcję.
Chcąc nie chcąc pan dyrektor, całkowicie racjonalny zaczął nosić w sobie cichego zabójcę własnego rozsądku (demona ? kuszenie diabelskie? :))
Jak pan dyrektor w głębi umysłu wykształcił przekonanie o swojej niezwykłej wrażliwości na świat duchowy?
Nie będzie o pewności wstecznej(to było), ale o naturalnej tendencji do uogólniania przy zmianach tematu. Pan dyrektor inteligentny facet szybko nauczył się używać stwierdzeń horoskopowych, omijać dłuższym łukiem tematy mogące zagrozić jego wizerunkowi, karierze, niepopularne i tabu. Dalsza część to efekt przekonania - ocenianie słyszanych treści zgodnie z własnymi przekonaniami. To też oddziałuje na rozumowanie własne.
Z perspektywy hipnotyzera - ten styl to uprawianie autohipnozy i takie stwierdzenia potrafią "schodzić" na poziom odczuć i bezpośredniej percepcji tj. pan dyrektor może zacząć mieć przeczucia...
Dlaczego w głębi umysłu ?
Już w poprzednim punkcie mieliśmy podstawy: Pan dyrektor nauczył się trzymać język za zębami, co do pewnych kwestii.(opanował jedną z podstaw: MILCZ!) Co również oznacza, że nauczył się dokonywać dobrych racjonalizacji, i poprawnie czy przy najmniej adekwatnie prezentować przyczyny swoich decyzji lub zachowań.
To też oznacza też, że zasadniczo temat NIGDY nie wypłynie w nieodpowiednim miejscu. W gabinecie psychologa, na spowiedzi czy później "w rozmowie z niewtajemniczonymi"(to później załatwia socjalizacja: zdradzanie tajemnicy gdy trzeba i gdy jest wygodne).
Pan dyrektor prędzej wyda milion na urządzenie złoconej świątyni na własne potrzeby ceremonialne, w tym ceremonialny seks z kochanką, i dwa miliony na okoliczny kościół dla upewnienia otoczenia, że jest szanowanym i poważnym członkiem społeczności. Ale pary z gęby nie puści..
Prawdopodobieństwo, że będzie się włóczył po spotkaniach ezoterycznych, kursach czy retritach etc w tym przypadku też jest zerowe.
Jak pan dyrektor dokonał pierwszego dużego aktu magii ?
To kolejna z przyczyn, dla którego pan dyrektor pary z gęby nie puści. Złamał tabu!
W zasadzie możliwości są dwie: Przemoc lub(i) seks.
Rytualne zniszczenie wizerunku wroga. czytaj, chwila zapomnienia w wandaliźmie.
Rytualny czar miłosny. czytaj, podobny akt wandalizmu np. masturbacja na złość żonie.. na jej poduszkę.
Podziałało! Lub nie! To nieważne, efekt jest ten sam: Pan dyrektor liznął przez folijkę MOC. tj. pojawił się ten ruch, energia eskalacji poczuł, że musi w tym być coś więcej, to poważny temat i zdania nie zmieni.
Jak pan dyrektor zaczął nadmuchiwać żabę i czy żaba pękła? :)
Pomijając, że po pierwszych użyciach "rytuału" nasz pan dyrektor rozpocznie wielkie poszukiwania. Nie ezoteryczne! Nie duchowe! Nie religijne! Z wielkim prawdopodobieństwem będą to poszukiwania MAGII! WIELKIEJ PRAWDZIWEJ OSTATECZNEJ BOSKIEJ MAGII. tj sięgnie do magii ceremonialnej, hermetyzmu, okultyzmu, goetii jako dziedzin PRZEZNACZONYCH dla wielkiego człowieka o wielkiej mocy i dyscyplinie, moralności itd.
Nawet bez tego pan dyrektor poczuł, że drzemie w nim wielka moc, nad którą musi zapanować, trzymać ją w ryzach, mieć zasady bezpieczeństwa. I jako praktyczny człowiek zaczął eksperymentować i je wymyślać. Bawić się w nadmuchiwanie żaby, poprzez ograniczanie iluzorycznej mocy.
I powiem tak: z dużym prawdopodobieństwem mu się to udało! Jest wystarczająco inteligentny, w tym emocjonalnie, żeby tak się stało. Potrzeba dodatkowych jazd życiowych - kłótni, rozwodu, wielkiej porażki, śmierci bliskich - nałożonej w krótkim czasie, żeby żaba dyrektora pękła:
Przychodzi facet do lekarza z żabą na głowie.
- Co panu jest? - pyta lekarz.
- Patrz pan, coś mi się do d... przykleiło - odpowiada żaba.
Jak pan dyrektor wpadł na pomysł wojowania z piekielnym światem i wymiarem demonów lub zaprzęgania ich do pracy?
Pominę wymiar sennych doświadczeń. Pan dyrektor w ramach pompowania żaby nauczył się, że wszystko powinno iść po jego myśli. On jest budowniczym tworzącym wielkie dzieło.(Jeszcze nie wielkie ;)). Ergo! On jako potężny człowiek ma potężnych wrogów i potrzebuje potężnych sprzymierzeńców. A chwile przełomowe, zmiany, "jazdy życiowe" się zdarzają powszechnie. Piekło codzienności jest tuż za rogiem...
C.D.N.
◀ Etyka podpisywania cyrografów i budowania arki ◀ ► Jak pan dyrektor rozwinął magiczne moce? ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
