Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

17 stycznia 2014

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 3 (odcinków: 144)

Święty naród i cepelia

Kategoria: Podróże i regiony
Tematy/tagi: etnicznefilmregiony

« Czy lecą z nami wikipedyści? Czy astrologom i szamanom wypada interesować się polityką? »

Przedwczoraj byłem na filmie „Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków” i napisałem zaraz o nim w Tarace pt. „Czeremisi idą magiczny realizm niosą.” Wczoraj byłem na filmie „Na głębinie” – film jest z narodu o połowę mniejszego niż Maryjczycy-Czeremisi (których jest 600 tys.), bo od Islandczyków, których tylko 300 tysięcy. „Głębina” nie jest magiczno-realistyczna jak „Żony”, przeciwnie, jest realistyczna do bólu. Inscenizuje prawdziwe wydarzenie sprzed 30 lat, kiedy rybak Guðlaugur Friðþórsson (zwany Gulli) pozostał jeden z zatoniętego kutra i ratując się przepłynął 6 godzin w tamtejszej lodowatej wodzie – przeżył 18 razy za długo w porównaniu z medyczną normą.


Guðlaugur Friðþórsson. Ze strony: www.visir.is

„Głębina” właściwie nie ma związku z „Żonami”, ale rzuca na tamten film podejrzenie, mianowicie, czy „Niebiańskie żony” nie są cepelią? Co to jest cepelia? Umiemy ją poznać, bo jest sztuczna, nieszczera, nieautentyczna. Ale przez co, przez jaką przyczynę? Chyba można ją łatwo określić. Autentyczna kultura pewnego narodu czy ludu, no powiedzmy z rosyjska: etnosu, jest skierowana, jako pewien przekaz, do tego etnosu, do tych ludzi. Dzieje się, rozgrywa, wewnątrz tej społeczności. Zewnętrzny obserwator nie jest jej adresatem, autentyczna kultura etnosu nie jest dla zewnętrznych obserwatorów. Mogą się przyglądać i przysłuchiwać, ale póki ich obecność niczego nie zmienia w przekazie, to nie przeszkadzają. Więc cepelia tym się różni od autentyku, że jest robiona pod zewnętrznego obserwatora. Który zwykle jednocześnie jest kupującym klientem.

W tym sensie niestety „Niebiańskie żony” cepelią są, a przynajmniej niebezpiecznie zbliżają się do niej.

Oglądając te filmy zadawałem sobie też pytanie, jak to jest, kiedy się jest z małego narodu? Doświadczenie zapewne nieprzekazywalne, ale zastanowić się można. Maryjczyków jest 600 tysięcy, Islandczyków połowę mniej. Są między nimi podobieństwa: jedni i drudzy są w jakiś sposób archaiczni: Islandczycy przechowali język sprzed tysiąca lat, z tradycyjną jeszcze indoeuropejską odmianą słów, która w innych germańskich zanikła, z alfabetem przetykanym runami jak þ, przechowali pogańskie sagi i tradycję dawnej demokracji. Maryjczycy nie dali się ani ochrzcić ani jak ich sąsiedzi Tatarzy nawrócić na islam, zachowali rodzimą wiarę w swoich plemiennych bogów; także język ugrofiński. Różnica taka, że Islandczycy mieli dawniej i mają teraz własne suwerenne państwo, a nawet gdy podlegali królom Norwegii lub Danii, to jako odległa wyspa byli dumnie izolowani. Maryjczycy nigdy nie byli niepodlegli, nigdy nie mili własnej suwerenności ani władzy, a od ponad 400 lat są dziwną inną odmianą Rosjan. Mam wrażenie, że kiedy się jest z małego narodu, to rośnie własna – jednostki – odpowiedzialność za swój naród, za jego całość i jego ducha. Jest się też bardziej niewymiennym i niepowtarzalnym. Ale może z drugiej strony większa (niż u dużych narodów) jest siła konformizmu, żeby się nie wychylać, nie odstawać, nie psuć siły narodu własnym zbyt dużym indywidualizmem. Może tak być – nie wiem. Ale to by oznaczało, że będąc z małego narodu, trudniej praktykować awangardę, oryginalność czy nowatorstwo. Reżyser, autor „Głębiny”, Baltasar Kormákur (tu wywiad z nim), jest pół-Islandczykiem, pół-Hiszpanem. Może to coś znaczy? Może też tak być, że w małych narodach, jeśli nie chcą się rozpłynąć w powszechności rosyjskiej, angielsko-języcznej czy najpowszechniej: nowoczesnej, nie tyle rzadkie jednostki, co wszyscy muszą być jakoś osobliwi, szczególni, odmienni lub „właśni”? Być może „Niebiańskie żony” są początkiem wybijania się Maryjczyków na tę szczególną własność? Ale skoro „ich” film robią Rosjanie?

Myślałem też, czy „Żony” nie są przejawem początków robienia z Maryjczyków świętego ludu, a z ich kraju Mari-Eł świętej ziemi? Pominę Żydów z ich pierwszą świętą ziemią, bo są z innej bajki. Święty lud i takąż ziemię mamy u nas, bo na takich byli kreowani Górale tatrzańscy z ich Podhalem. Kreowano ich w XIX wieku i później na sanktuarium rdzennej Polskości, na ziemię świętą „narodowego kościoła”; wyszła cepelia. Rzecz warta rozważań, chociaż chyba nie w Tarace, bo to sprawy za dalekie od tego, co nas interesuje. Innym uderzającym i bardziej wybitnym przykładem robienia z pewnego etnosu świętego narodu na świętej ziemi są – na tle USA – Indianie, a wśród nich niedościgli w swej świętości Lakotowie. Znów pytanie: ile w zjawisku Lakotów jest cepelii? I czy oni umieją już przed tym się obronić?

Ubolewając, że nie jestem lakotologiem, mari-logiem, islandologiem ani podhalologiem wracam do tego, na czym się znam: do astrologii, klienci czekają.

Auto-promo Taraki 3: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogach Auto-promo 2 i Auto-promo.



« Czy lecą z nami wikipedyści? Czy astrologom i szamanom wypada interesować się polityką? »

komentarze

1. mityczna Islandia • autor: Jerzy Pomianowski2014-01-18 22:33:38

Islandia robi ostatnio karierę mitycznego raju gdzie żyją stuprocentowi archaiczni Germanie nietknięci przez Unię, żyjący w z zgodzie z naturą bardziej (i o ileż dostatniej) niż szamani czy Indianie.
Jedyny kraj na świecie który polecił bankierom iść na drzewo, a tych których zdołał złapać posadził do więzienia razem z politykami.

[foto]

2. Wystarczy popatrzeć • autor: Wojciech Jóźwiak2014-01-19 10:05:13

Wystarczy popatrzeć na Guðlaugura Friðþórssona. (Patrz foto wyżej.) Jak takiemu jakaś Unia podskoczy?

3. kraj rybaków i elfów • autor: Nierozpoznany#5352014-01-19 15:32:50

Kilka spostrzeżeń o Islandii.

Islandczycy mają bardzo charakterystyczne nastawienie do życia. Magiczno-pragmatyczne. Zmieniają trasy samochodowe, żeby nie przeszkadzać elfom. Zabijają ryby przy dzieciach i nie przejmują się tym (porównajmy z naszym świątecznym absurdem karpiowym). Nie mają prawie żadnych zabytków (ze dwa kościoły) a mimo to nie mają problemu z tożsamością i historią. Zmieniają nazwiska w każdym pokoleniu, ale znają swoich przodków od czasów Wikingów. Czytają ogromne ilości książek. Księgarnia (jedna z kilku) w Akureyri (17 000 mieszkańców+turyści) jest większa niż te największe w Warszawie. Piszą nową konstytucję na zasadach open source. Mają bardzo zdrowe podejście do seksualności i (sprawy niepowiązane!) do nagości.

W ogóle robią po swojemu i nie przejmują się europejską urawniłowką. Pozazdrościć!

4. warto czytać islandczyków • autor: Jerzy Pomianowski2014-01-19 21:50:44

W Empiku jest cały regał książek współczesnych islandzkich autorów.
Ludności mają tyle co jeden Szczecin, a widok regału tej wielkości z samymi pisarzami szczecińskimi jest zupełnie nie do pomyślenia.
Krakowskimi  lub warszawskimi również.
Co podobno wcale nie oznacza, że Islandczycy są jakoś szczególnie kulturalni w inteligenckim rozumieniu tego pojęcia.
Czytam teraz ich ksiażkę  "Kobieta w 1000 stopni C",  Halgrimura Helgasona. Mocna rzecz.
Co za niesamowite imiona i nazwiska swoją drogą!
PS
Przypomniała mi się dyskusja toczona na Tarace na temat konieczności wyrzucenia niemodnych polskich znaków z pisma. Coś podobnego nawet nie przyszło by Islandczykom do głowy. Ich komputery i telefony od początku musiały mieć znaki narodowe.

[foto]

5. Apropo narodowych znaków, polecam... • autor: Wojciech Jóźwiak2014-01-19 21:58:45

6. ciekawy pomysł • autor: Jerzy Pomianowski2014-01-19 22:20:56

Szkoda że nasze pismo nie poszło tą drogą. Lepiej było by dźwiękom nie występującym w łacinie przypisać swoiste pojedyncze znaki zamiast kombinować z sz, cz, rz i z diakrytycznymi dodatkami
Dobrze, że zostawiłeś "ł", to jedyny "swoisty" znak w polskim piśmie.

[foto]

7. Ł • autor: Wojciech Jóźwiak2014-01-20 09:25:07

Ł też jest diakrytykiem. Narodowych liter nie może być za wiele, bo wtedy przestaje się czytać tekst oczami. Wystarczy gdy tak jak w islandzkim są dwa, ð þ, lub w niemieckim ß. Rosyjski, białoruski lub grecki mają pisma w całości narodowe, których litery znam, ale tekstu oczami nie czytam.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)