Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 czerwca 2015

Radek Ziemic

Wreszcie wolni od cierpień!
O metodzie dwupunktu kwantowego

Kategoria: Techniki rozwoju
Tematy/tagi: kwantowemetaforaNew Agepraca z umysłem: technikiTolle

1.

Drogi Czytelniku! Na początku tego artykułu należą Ci się przeprosiny!

Sformułowałem bowiem tytuł tego tekstu tak, by coś obiecywał, dokładniej – to, co obiecuje dzisiaj większość szkół terapeutycznych: uwolnienie się / Cię od cielesnych lub psychicznych udręk. Służy to sprawdzeniu, ale i pokazaniu, że nawet tytuł może być formą przyciągania, (auto)reklamy, przekonania Cię do skorzystania z ABSOLUTNIE WYJĄTKOWEGO proszku do prania, masła lub metody terapeutycznej.

Żeby jednak nie pozostawić Cię bez nadziei, podzielę się z tobą swoim niedawnym odkryciem.

Większość z nas nie boi się nieznanego, tylko utraty tego, co znane, i nie chce uleczenia (bo to sprawia ból), tylko ulgi w cierpieniu, stąd w nas taka niechęć przed zmianą. (Odkryłem to u Anthony'ego de Mello). Na zmianę decydują się zazwyczaj „straceńcy”, czyli ci, którzy mają bardzo mało lub nic (do stracenia). Dopiero po dość długim czasie przekonujemy się, że lekarstwo zazwyczaj jest w nas samych. Jak powiada pewien niemiecki filozof, tam gdzie jest ryzyko, tam jest też i ratunek. A ten, zazwyczaj jest w rozsądnym (co niekoniecznie oznacza standardowym), konsekwentnym dokonywaniu zmiany i wykluczeniu źródła cierpienia (wiem, że nie zawsze jest to możliwe).

To moje małe kłamstwo zrekompensuję, mam nadzieję, uwagami, oby w przeważającej mierze potocznymi i łatwo zrozumiałymi, na temat chwytów retorycznych, którymi często posługują się autorzy różnego rodzaju tekstów, nie tylko o terapiach zresztą. Nie będę się jednak, poza pewnym spostrzeżeniem, odwoływał do konkretnych artykułów, a przyczynę tego wyjaśnię na samym końcu.

Moje uwagi nie złożą się na kompletny katalog wszelakich manipulacji (czy jedynie „manipulacji”), wspomnę niektóre, bo w przeciwieństwie do wielu piszących wierzę w Ciebie, Drogi Czytelniku, i wiem, że ta skromna podpowiedź z mojej strony bez wątpienia wystarczy, że bez trudu znajdziesz i inne (a może już dawno to robisz), odnajdując w tym – może, może – nawet pewną przyjemność.


2.

Dygresja. Sposobem zwracania uwagi jest sam tytuł (ja lubię skromne). Powinien zawierać jakieś przyciągające słowo. I tak dla przykładu jednoodcinkowa „Metoda dwupunktowa uzdrawiania w świetle fizyki kwantowej” uzyskała mniej więcej dwa razy więcej wejść niż pięć części cyklu „Terapie kwantowe” razem. Najprawdopodobniej dlatego, że ten drugi tytuł jest jakby zbyt rzeczowy, lapidarny (za mało „magiczny”), no i jednak „uzdrawianie” zdaje się być bardziej oswojone niż „terapie”, które ciągle kojarzyć się mogą z psychiatrią, chorobami psychicznymi i innymi „zboczeniami” i waryjo-tami. Myślę też, że w przypadku „Terapii kwantowych” nie pomagają zbyt rozbudowane i specjalistyczne podtytuły: „Postawy fizyki kwantowej a...” „... świadomość wyborów”, „fala prawdopodobieństwa” (tu już w ogóle tytuł brzmi jak z fizyki), czy wreszcie dużo skromniejsza „Zagadka nieśmiertelności”. (W tym przypadku nawet jestem trochę zaskoczony, bo Autor „pojechał ostro popowo”, a tłumy na ten tekst jednak nie walą. Może nieśmiertelność stała się niszowa... Zresztą, pozwolę sobie na dygresję w dygresji i powiem, że jak widzę coś z „zagadką nieśmiertelności” (w tak fatalny sposób przetłumaczono tytuł znanego filmu z Davidem Bowiem i Catherine Deneuve w oryginale brzmiący „The Hunger”), to nie wchodzę z założenia, nieśmiertelność mnie bowiem nie interesuje w ogóle, by nie rzec, że nudzi, gdyż od dawna mocno wierzę w to, że jestem śmiertelny. Rzekłbym, że pragnienie nieśmiertelności jest pospolite.)


3.

Głównym zabiegiem zachęcającym (niestety, nie - wyjaśniającym) jest zazwyczaj jakaś metafora. Ładnie napisał o tym Wojtek Jóźwiak, więc nie będę się wymądrzał i zacytuję (jak to śpiewa Andrzej Poniedzielski w „Eleganckiej piosence o szczęściu”: „ładny refren, to powtórzę”). A więc Wojtek („z niego my tu wszyscy”) powiada tak (PODKREŚLENIA MOJE):

„Kiedy dawno temu zaczynałem zaznajamiać się z magią, także tą leczącą, przeważały w niej METAFORY Z PSYCHOLOGII: mówiło się o skupieniu, koncentracji, uwadze. Następnie weszły METAFORY BUDDYJSKO-TANTRYCZNE: mówiło się o wizualizacji. Potem doszła HUNA, więc w wewnętrznym krajobrazie magów pojawiły się Aumakua i Unihipili. Z fizyki głównie była brana METAFORA ENERGII, B R A N A  N I E Z G O D N I E  Z  F I Z Y K Ą, bo energia w fizyce jest jedna i na tym polega siła tego pojęcia; nie ma „różnych energii” i nie są one „kolorowe” czy jakieś. Można powiedzieć, że pop-magia wymyśliła własne pojęcie energii. Teraz (tzn. od iluś lat) wkraczają METAFORY Z FIZYKI KWANTÓW. Jeśli działają, to są dobre. W magii jedyną miarą jest skuteczność. Ale przy tym doradzałbym szacunek dla oryginalnych pojęć i dla oryginalnej nauki, czyli fizyki kwantów. Ponieważ właśnie ten oryginał jest źródłem metafor!” [Komentarz pt. "Metafory magii. Ku, Kane, Lono. Dr." - do art. Metoda dwupunktowa uzdrawiania w świetle fizyki kwantowej Krystiana Defera.]

Można by powiedzieć, że coś z tą magią nie tak, skoro potrzebuje aż tylu metafor (czasem nawet z zakresu magii, jak Huna), ale to akurat podpowiada mi mój przeracjonalizowany i zbyt sceptyczny umysł. Z magią w ścisłym sensie się nigdy osobiście nie zetknąłem, nie doświadczyłem nigdy jej zbawiennego lub szkodliwego działania (terapii, nawet placebo jednak za magię nie uważam), dość często widzę za to przykłady myślenia magicznego (choćby w polityce). Jak Wojtek jednak zauważył, jedyną miarą w magii jest skuteczność, to samo pewnie da się powiedzieć o promujących ją tekstach.

Dlaczego jednak sięga się po takie metafory, dlaczego nie mówi się o niektórych metodach wprost? Nie wygląda na to, żebyśmy mieli tu do czynienia z czymś niewyrażalnym i niewyjaśnialnym w inny sposób (wręcz przeciwnie). Raczej metafora jest tu środkiem retorycznym, perswazyjnym (bo może pełnić jeszcze inne funkcje), taką małą ściemą, skrótem, „para-(by zażartować sobie)-logizmem” (para-laksa, Pola Raksa, pora relaksu – że odwołam się do znanego (?) skeczu Stanisława Tyma). Zamiast wyjaśnić prosto, co to jest dwupunkt, to sięga się po fizykę kwantową, której większość czytelników nie rozumie!!! Dopiero teraz zauważam absurdalność tego zabiegu. Jak mawiał Nietzsche: bezsens albo fachowe porównanie artylerzysty (w innej wersji: PASAMONIKA; piękne słowo, jak CIMOSA.) (Nie twierdzę, że psychologia nie ma nic wspólnego z fizyką, mówię jedynie o pewnym rodzaju argumentacji na rzecz niektórych terapii.)


4.

„Metaforami” nazwijmy sobie teraz różne manipulacje semantyczne (a co, jeśli można odwoływać się do fizyki kwantowej przy dwupunkcie?). Możemy je podzielić na:

„METAFORY” SEMANTYCZNE (metafory braku informacji, jakiegoś (celowego?) niedopowiedzenia)

a) „Metafora” OCZYWISTOŚCI: posługiwanie się terminami niezrozumiałymi lub bardzo trudnymi bez ich wyjaśniania, jakby były zrozumiałe same przez się. To jest też trochę metoda ONIEŚMIELENIA (czyli PSYCHOLOGICZNA), bo nie wprost mówi się „do gościa”: „no co ty, stary, nie rozumiesz interpretacji kopenhaskiej?!”)

b) „Metafora” NIEJEDNOZNACZNOŚCI: posługiwanie się słowami, które mają różne znaczenia, co pozwala łatwo (jakże łatwo...) przejść od jednej rzeczywistości (kwantowej) do innej (potocznej, psychicznej itd.) Ma się niekiedy wrażenie, że fizycy kwantowi mówią o naszym codziennym życiu, a jakiś prosty „wymyk” (patrz na obie ręce od razu!) pozwala nam przejść na poziom rzeczywistości kwantowej i zamienić się w fotony. (Jest tu coś z wyciągania królika z kapelusza.) Wychodzą potem z tego różne koty Schroedingera (kot jest przecież albo martwy, albo żywy, a w rzeczywistości kwantowej go nie ma, bo tam, kurde-Felek, nie ma kotów w ogóle. Owszem, może być tak "półmartwy", jak i "półżywy", ale tylko wtedy, gdy obydwa te słowa znaczą: "ledwie żywy").

c) „Metafora” ZMIANY NAZWY (zazwyczaj EUFEMINIZACJI, łagodniejszego określenia, użycia nazwy, która się lepiej kojarzy): zamiast bogactwo - obfitość; zamiast zwolnienie masowe - redukcja zatrudnienia (gentlemani nie rozmawiają wszak o pieniądzach). Jest to zresztą dość częste w psychologii motywacyjnej, pracującej przede wszystkim dla biznesu (te różne „Sekrety” itd.; zwróćmy uwagę na to, że znani mówcy motywacyjni o pewnych problemach w ogóle nie mówią, a jeśli już, to się okazuje, że jak nie masz pracy i masz depresję, to na własne życzenie; jaki ten świat prosty i piękny).

„METAFORY” PSYCHOLOGICZNE (można by je nazwać metaforycznie METAFORAMI NEUROLINGWISTYCZNYMI albo METAFORAMI (używanymi przez) POLITYKÓW)

a) „Metafora” OBIETNICY: zaprezentowana metoda załatwi szybko Twoje problemy (co jest OCZYWISTE, skoro ma legitymizację jakiejś poważnej dziedziny (czasem poezji, bo została w odpowiedni, „poetycki” czy literacki sposób przedstawiona). Jest to de facto metafora NAIWNOŚCI. Większość prezentowanych tu „metafor” odwołuje się do naiwności.)

b) „Metafora” WYKLUCZENIA: jeśli na ciebie to nie działa, to nie wina metody, ale Twoja (zobacz na mnie, czyż mój dobry stan (nazwijmy go obfitością) nie jest najlepszym przykładem na skuteczność metody?

„METAFORY” ESTETYCZNE:

Metafora UWZNIOŚLENIA (UDRAMATYZOWANIA): poetyzacja jakiegoś problemu odwraca naszą uwagę od jego (ignorowanego) skomplikowania (czy też uproszczenia w tekście). (Sięgnięcie po jakąś dziedzinę jako metaforę, na przykład fizykę kwantową, jest również metaforą estetyczną, na przykład nadaniem powagi, które coś samo z siebie nie posiada). (Jej przeciwieństwem będzie „metafora” KOMICZNA: na przykład ośmieszenie poglądu polemisty.)

To zaledwie część tylko różnych zabiegów retorycznych, erystycznych czy socjotechnicznych, które czyhają na czytelniczą cnotę (naiwność). (Pominąłem na przykład semantyczną „metaforę” PRZEKŁAMANIA albo "metaforę" NIEKOMPETENCJI).

Na zwykłego Kowalskiego polują dzisiaj już nie tylko producenci hamburgerów czy wibratorów, ale i terapeuci. I to jest piękne, że wreszcie rozwój duchowy i spokój ducha nie jest koncesjonowany przez jakąś religię czy inną władzę, że sprawy te, jak zauważa Eckhart Tolle, nie są już, jak drzewiej bywało, luksusem dla nielicznych...


5.

Ale piękna nie może być w życiu człowieka za dużo (nie można przecież nieustannie szczytować), więc trzeba sobie z tym, czyli z „metaforami”, jakoś radzić. Jednym z najprostszych sposobów (choć niekoniecznie zaraz bardzo prostym) jest postawienie pytania, czego w tym tekście nie ma. Jeśli na przykład mamy do czynienia z odwołaniami do fizyki kwantowej, to łatwo jest zauważyć, w jakim stopniu dany tekst chce nas – całkiem się na tym nieznających – wtajemniczyć w tę wyjątkowo trudną dyscyplinę, a w jakim zaś po prostu żongluje pojęciami (i zapytać, w jakim celu). Jeśli coś się obiecuje, to można spytać o dowody, o to, jak sprawdzić skuteczność tych obietnic itd.

Można kroczyć ścieżką małych „dlaczego?” i „po co”?

Często piszący są świadomi, że „czytający”: 1) nie czytają, 2) jak już, to krótkie teksty, 3) których i tak w znacznej mierze nie rozumieją (kto zapamięta te wszystkie terminy i pojęcia fizyki kwantowej?! ja nie zapamiętałem).

Poza tym – cel tekstu nie zawsze jest informacyjny, często jest to po prostu swego rodzaju reklama albo budowanie wizerunku (to wcale nie musi być zarzut, dziś wprawdzie prawie każdy coach pisze książkę, a przynajmniej bloga, ale jest to przecież jego sposób kontaktowania się z klientem).

Bo rzeczywistość jednak, nieważne, czy taka zwykła, czy kwantowa, jest, proszę wybaczyć banał, bardziej skomplikowana niż nam (mi!) się wydaje (i niż nam niekiedy się obiecuje) i posługiwanie się „metaforami” nie musi wcale stanowić o skuteczności terapeuty. Tej skuteczności... terapeutycznej właśnie. Reklama zawsze jest przynajmniej w połowie (jeśli nie bardziej) oszustwem, no i właśnie dlatego jest reklamą, a nie informacją. Ja należę do niewdzięcznych czytelników, którzy czytają teksty przede wszystkim ze względu na ich funkcję poznawczą (chyba, że czytam poezję, ale i wtedy nie rezygnuję z poznania, no bo kto powiedział, że poezja zaraz musi być głupia?)

Nie wiem jednakże, nie korzystałem z usług osób, których teksty czytałem, nie tylko na „Tarace”, dlatego właśnie zrezygnowałem z konkretnych odwołań. (Wolę chwalić lub polemizować pod konkretnym artykułem. Choć wyznam szczerze, że dość często niepokoi mnie brak wątpliwości. Kto wie, może to też powinno być kryterium zaufania.)


6.

Powtórzę: można łączyć różne dziedziny. Oto przykład, moim zdaniem naprawdę udanego (jeśli wolno mi w ogóle sądzić), połączenia fizyki kwantowej i psychologii. Jest to tekst dla mnie trudny, także dlatego, że pozbawiony „metafor”, co znaczy – myślowych i językowych skrótów: „Rozwój kwantowej świadomości: furtka dla duszy”. Próbujący wyjaśniać. Ale nie tylko. On po prostu traktuje o dwóch „dość” skomplikowanych dziedzinach, z którym jedna jest, jak przyznaje Autorka (Matylda Magdalena Błyszczuk) w swej niewątpliwej i ujmującej skromności, jej nieznana. To bez wątpienia jest tekst, który poważnie traktuje czytelnika i sam domaga się poważnego potraktowania.

(Polecam, oczywiście, wszystkie cztery części, choć sam czytałem na razie zaledwie dwie. Co ciekawe, pierwsza (co zrozumiałe) i czwarta (już znacznie mniej) mają ponad 200 wejść (kolejno ok. 240 i 280), a druga i trzecia jedynie ponad 80. Bardzo więc proszę tych czytelników, którzy jeszcze nie zapoznali się z odcinkami środkowymi, o jak najszybsze nadrobienie zaległości).


7.

Przepraszam za długość tekstu.


8.

Już ostatnia uwaga: od cierpień, przynajmniej psychicznych, chroni też uważność (mindfulness). Może więc i uważna lektura bywa tu pomocna...


komentarze

[foto]

1. Proponuję bez cudzysłowów • autor: Wojciech Jóźwiak2015-06-15 10:50:57

Radku, pojęcie metafory jest trudne. Nie każdy je ma pod ręką w umyśle. (To ostatnie zdanie celowo tak napisałem, ponieważ zawiera ono przykładową metaforę: bo o pojęciu mówię w tym zdaniu jak o przedmiocie, który można trzymać w zasięgu ręki lub gdzieś indziej.) Zapewne dlatego słowo metafora bywa zastępowane bardziej przystępnym dla Polaka słowem przenośnia. (W poprzednim zdaniu słowa „zastępować”, „przystępny” i „przenośnia” SĄ metaforami! Również słowo „poprzedni” jest metaforą.)

Powyższe zdanie (słowo „powyższe” jest metaforą!) pokazuje, że nie da rady wypowiedzieć choćby jednego zdania, żeby nie używać metafor. Metafora nie jest rzadkością – przeciwnie, jest podstawowym budulcem każdego języka. O tym mówi książka Lakoffa i Johnsona „Metafory w naszym życiu”, nienowa, bo oryg. 1980, pol. 1988, niedawno wznawiana – gorąco (metafora!) każdemu polecam, – więcej, widzę, że bez lektury tej książki się nie dogadamy.

Zdarza się, że ktoś pisząc, użyje metafory, która wydaje mu się zbyt niezwyczajna i wtedy to dziwne słowo lub kilka bierze w cudzysłów. Przykład: tak robi Krystian Defer na początku swojego artykułu:

Więc, rzeczywiście, nie możemy za pomocą metody dwupunktowej zmienić realiów świata, ale możemy stosując ją niejako „wytworzyć porcelanę”, czyli możemy sobie znacznie pomóc.

Przy pomocy cudzysłowu K.D. ostrzega czytającego, że oto stosuje metaforę, bo nie chodzi mu ani o faktyczną produkcję porcelany, ani o porównanie czegoś do produkcji porcelany, tylko o to, że alchemik Böttger (a faktycznie jego kolega Tschirnhaus) odkrył robienie porcelany zamiast robienia złota i ważne jest to „zamiast”.

Pisania słów w cudzysłowach nie lubię i staram się tego unikać jak mogę. Oraz odradzam nadużywania cudzysłowów. To wszystko jest wstępem do pytania:

Co to właściwie jest „metafora” w cudzysłowie i czym różni się od metafory zwykłej bez cudzysłowu?

Mnie się wydaje, że te rzeczy, które nazywasz metaforami w cudzysłowie, nie są metaforami i nie ma sensu rozciągać na nie słowa metafora, że w cudzysłowie, nieważne, cudzysłowu nie słychać.

To, co nazywasz metaforami semantycznymi, psychologicznymi i estetycznymi, to nie metafory, tylko chwyty retoryczne, jak sam piszesz – a to jest przecież coś innego.

No więc to nadużycie słowa metafora i nadużycie cudzysłowu, niestety, rozprasza przekaz Twojego tekstu. Który mógłby dotkliwiej bóść niby lanca sprzedawców nadziei, stręczących swoje sposoby, mające przynieść wolność od cierpień.

[foto]

2. Co Teoretyk wymyśli to Praktyk udowodni. • autor: Arkadiusz2015-06-15 12:20:42

Tak pisze R.A. Wilson w Powstającym Prometeuszu. Metaforycznie mózg składa się z 2 części: Teoretyka i Praktyka. Co wymyśli, w co wierzy Teoretyk to później mu to Praktyk udowodni. I tak wygląda nasze kwantowe życie ;-) Każdy ma rację! Jeśli Teoretyk-Sceptyk nie wierzy w cuda to ich nie doświadczy. Jeśli Teoretyk-Fantasta pozwala na różne nietypowe rozwiązania to mu Praktyk to załatwi. I tu jest też problem z interpretacją różnych sceptycznych/entuzjastycznych opinii. Każdy z nas jest inny, każdy ma swoje własne przekonania, swoje przeznaczenie, swoją energetykę - swój własny tunel rzeczywistości, w którym działa to, w co wierzy. Ale tak naprawdę wierzy, bo tego energetycznie nie można oszukać.
Radku, jesteś Sceptykiem i Twój Praktyk sporo się napracował, żeby potwierdzić Twój sceptycyzm. Masz rację, zawsze. Taki jest Twój tunel rzeczywistości. Może takie jest Twoje przeznaczenie, być sceptykiem, hamować rozgorączkowane tłumy, ochładzać głowy entuzjastów, tropić szarlatanów, szukać złotego środka a nie ekstremów? Tylko Ty to wiesz, i tylko Ty wiesz, czy chcesz być sceptykiem.
Sam byłem na warsztatach z dwupunktu, mnie on specjalnie nie porusza. Rozumiem już ideę (i to mi wystarcza, chyba mój cel na ten żywot polega na ciągłym szukaniu różnych tematów i ich zrozumień). Dwupunkt w wersji ćwiczeniowej jest próbą wyjścia poza nasz schemat: Teoretyk-Praktyk, próbą obejścia naszego codziennego doświadczania. Jest modlitwą. Świadomie, na warsztatach uczą się jego ludzie, którzy nie rozumieją jak kreuje się ich życie. Chcą coś zmienić, odczuwają niezgodę na swojego Praktyka, nie rozumiejąc, że sami to wymyślili. Nie chcą być chorzy, nie chcą doświadczać biedy itd. Chcą INACZEJ. Nie rozumieją, że tak naprawdę dwupunkt wykonujemy w każdej sekundzie życia. Ważniejsza od samego dwupunktu jest więc nasza Intencja, czyli dojście do Teoretyka.
Czyli samopoznanie. Także Cienia. Bo Teoretyk to zarówno świadoma, jak i zepchnięta w cień część Nas. Teoretyka trzeba poznać, zrozumieć, pokochać. I wtedy życie będzie pełne zrozumienia, akceptacji i miłości ;-) Praktyk o to zadba!

3. Prawda jest taka... • autor: Nierozpoznany#90432015-06-16 12:01:14

Prawda jest taka że jedyni którzy korzystają z tych "kursów sukcesu" i "dwu punkt" to TRENERZY bo zgarniają niezłe pieniądze za szkolenia, nigdy na czymś takim nie byłem i nie pójdę.

Albo się żyje z pracy albo z pieniędzy, albo się działa albo się o tym czyta

P.S. Ostatnio czytałem o Panię Łągiewce, jego wynalazek zaprzecza wielu zasadom fizyki, to co się stanie jak ktoś odkryję że fizyka kwantowa jest błędną teorią.
[foto]

4. Arku Drogi • autor: Radek Ziemic2015-06-17 12:43:34

Nie jest wcale wykluczone, że dwupunktu spróbuję. Jedną rzecz już robiłem na podstawie filmu w sieci. Ale, może z własnej winy, nie udało mi się niektórych spraw wyjaśnić, więc dodam, że ja nie mam nic przeciwko dwupunktowi i bardzo mnie przekonują Twoje słowa (zwrócę uwagę, że tu nie ma nic o fizyce kwantowej):

"Dwupunkt w wersji ćwiczeniowej jest próbą wyjścia poza nasz schemat: Teoretyk-Praktyk, próbą obejścia naszego codziennego doświadczania. Jest modlitwą. Świadomie, na warsztatach uczą się jego ludzie, którzy nie rozumieją jak kreuje się ich życie. Chcą coś zmienić, odczuwają niezgodę na swojego Praktyka, nie rozumiejąc, że sami to wymyślili. Nie chcą być chorzy, nie chcą doświadczać biedy itd. Chcą INACZEJ. Nie rozumieją, że tak naprawdę dwupunkt wykonujemy w każdej sekundzie życia. Ważniejsza od samego dwupunktu jest więc nasza Intencja, czyli dojście do Teoretyka."

Od tych spraw powinno się zaczynać. Mój sceptycyzm natomiast (mój Teoretyk) na szczęście jest sceptyczny w stosunku do samego siebie.
[foto]

5. Drogi Wojtku, • autor: Radek Ziemic2015-06-17 12:44:44

niedługo się odezwę w sprawie Twojego komentarza. W wielu sprawach się zgadzam, ale teraz muszę spieszyć. Pozdrawiam Wszystkich.
[foto]

6. Furtka dla duszy: metafory • autor: Wojciech Jóźwiak2015-06-19 09:35:02

Sceptyk Radek napisał, rekomendując:
tekst dla mnie trudny, także dlatego, że pozbawiony „metafor”, co znaczy – myślowych i językowych skrótów: „Rozwój kwantowej świadomości: furtka dla duszy”.
A ja widzę, że już sam tytuł jest gęsty od metafor:
1) Świadomość jest sznurem w kłębku. A właściwie: świadomość jest kwiatem w pączku, a kwiat w pączku jest sznurem w kłębku. -- "Rozwój świadomości". -- Czyli podwójna metafora.
2) Świadomość jest obiektem mikroświata, podlegającym prawom mechaniki kwantowej. -- "Kwantowa świadomość".
3) Dusza chodzi, a chodząc przechodzi przez ogrodzenie. -- "Furtka dla duszy".
4) Dusza chodzi, a chodząc może być wpuszczana na podwórze lub tam, gdzie "my" się znajdujemy. -- "Furtka dla duszy".
5) Rozwój jest człowiekiem, który otwiera (drzwi, furtki, itp.). -- "Rozwój... furtka".


7. Spróbuj • autor: Nierozpoznany#15542015-06-19 14:04:56

@ Sceptyk RadekRozumiem, że twój artykuł jest jakimś protestem przeciwko autorom niektórych publikacji -czyje się wywołanym do tablicy- prezentowanych tu na forum Taraki. Tylko nie wiem o co ci chodzi? O to,że mi, nam, bark kompetencji? Że my, ja, stosujemy jakieś chwyty, metafory i triki, aby omamić czytających? Mogę Cię zapewnić, że nie było to w zamierzeniach moich. Ponadto ludzie, którzy czytają Tarakę, to nie są ludzie przypadkowi, to znaczy tacy nieodporni na propagandę i chwyty stylistyczne, semantyczne czy jakkolwiek inne. Nie jestem żadnym autorytetem w fizyce, ale nie trzeba być profesorem matematyki, aby umieć udowodnić Twierdzenie Pitagorasa. Metodę dwupunktową trudno tak zaakceptować od razu. Sam, gdy pierwszy raz się z nią zetknąłem, czytając którąś z książek dra Bartletta, uznałem ją za jakąś totalną bzdurę. Jednak po pewnym przetrawieniu jej dotarłem, moim zdaniem i na moją miarę, do konkretnego rozwiązania racjonalnego ogólnej zasady jej działania. Jedynym mankamentem mojego podejścia do metody dwupunktowej jest tylko to, że wymaga ona pewnej wiedzy. Piszę tak, bo przecież nie wszyscy są ścisłowcami. Trzeba po prostu zrozumieć na czym polega splątanie kwantowe dwóch stanów, bytów. Wszystko jest kwantowe. Proponuję Ci, wam, posłuchać ludzi, którzy są kompetentni w tej dziedzinie,są naukowcami, ale jeszcze na tyle młodzi, iż są otwarci na nowe i nieskostniali, niezmanierowani. Popatrz na wykłady Marcina Łobejko w niezaleznatelewizja.pl., szczególnie te dotyczące mechaniki kwantowej. Dla wszystkich, broń Boże nie dla Ciebie, wyjaśniam, że splątanie kwantowe można porównać, żeby to tak obrazowo ująć, do splątania stułą dłoni nowożeńców przed ołtarzem, kiedy małżonkowie odtąd mogą się czuć jednym ciałem i duszą, dwoma połówkami jabłek związanych przysięga małżeńską. No i bez metafory się nie obeszło. Dla Ciebie, Radku, mała uwaga. Może najpierw spróbuj czegoś, a potem skup się dopiero na omawianiu smaku danej potrawy. Spróbuj metody dwupunktowej. I zmieniaj ją zgodnie ze swoimi potrzebami . Nie traktuj jej jakoś literalnie. Dodaj coś od siebie. Eksperymentuj.  

8. obawiam się ze... • autor: Nierozpoznany#61032015-06-20 09:52:37

obawiam się ze skostnialość poznawcza koreluje z wiekiem i jest ujemna, ale nie taka jak myślisz. Po 40 jest mniejsza niż po 20. Mówię to z doświadczenia, kontaktów ze studentami. Mówimy o średnich populacji, nie o jednostkach.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)