15 listopada 2019
Wojciech Jóźwiak
Serial: Sny i wizje
Antypenetracja. Ognie nad Amurem
◀ Sen o jedzeniu kotów ◀ ► Sen o kursie szamańskim Wojtka Jóźwiaka ►
Typowa akcja ze snu: gdzieś chodzę, szukam czegoś, usiłuję rozeznać się w miejscach, które przechodzę. Jakieś miasto, teren zabudowany, wnętrze, sale, poczekalnia, sklep lub stołówka, miejsce, gdzie dają jeść. Stoi kolejka czekających, uwaga, same kobiety. Kilkanaście. Podchodzę i staję pierwszy w kolejce, przez tamtymi czekającymi kobietami. Domyślam się i tłumaczę sobie w myśli, że tutaj obowiązuje odwrócona reguła: ktoś, kto przyszedł ostatni, czyli jako najnowszy, do kolejki dołącza jako pierwszy.
Ale podchodzi do mnie kobieta z kolejki, jakby mnie dobrze znała (w wieku dość średnim, ok. 35-45 lat), jest – uwaga! – wyższa od mnie, co zaraz się okaże, przygląda mi się badawczo i coś mówiąc, uzasadniając to, co za chwilę zrobi – zdecydowanym ruchem wyrywa mi z brwi trzy „zepsute” włosy. Z daleka zauważyła, że mam „zepsute” włosy w brwiach i ona koniecznie musi, czuje się zobowiązana, te włosy mi wyrwać. (Zdaje się, że wykonuje to jednym szarpnięciem, nie trzema.) Przy tym mam myślową fantazję, że to, co ona robi, jest odwrotnością stosunku. Bo podczas stosunku mężczyzna penetruje ciało kobiety, co podobno czasem jest bolesne, a prócz tego ma „zdecydowany” charakter, jak każde uderzenie lub wbicie czegoś. Przy dziejącym się oto wyrywaniu włosów ruch jest podobnie zdecydowany i energiczny, i podobnie może być bolesny dla doświadczającego, a raczej jest bolesny, ale kierunek ruchu jest przeciwny: o ile mężczyzna wbija, to kobieta wyrywa. Nic więcej nie było, to koniec snu.
Razem z tamtym snem zapamiętałem/przypomniałem inny: idę wzdłuż rzeki, zima, właściwie nie tyle zima, co w śnie nie są obecne rośliny, żadnej zieleni. Jakby sama geologia: ziemia, błoto, kamienie, śnieg i woda. Na brzegu widzę ułożone w stosy kilkanaście kamieni wypalonych w ognisku i objaśniam komuś lub sobie, że niedawno robiłem niedaleko szałas potu i stąd te kamienie. Ktoś będący nad rzeką opowiada, jak kiedyś paliło się ogień: pewna siła unosiła w górę wielki kamień, właściwie skalną płytę i wtedy spalano darń, chrust, korzenie, gałęzie, które zostały podniesione lub wyrwane razem z tą płytą. W jakimś stopniu to widzę, podnoszona skała ma kolor różowego porfiru.
Znajduję się w jamie rozmiaru jakieś 40 na 40 metry, głębokiej na ok. 6 metrów, tworzącej zamkniętą przestrzeń, niczego zewnętrznego stamtąd nie widać. Jest to jakby dalszy ciąg terenu z poprzedniej sceny. Na środku jamy jest zamarznięta woda, lód – i być może jest to ukryte, wryte głęboko w ziemię zakole tamtej rzeki. Jestem tam – siedzę jak w kręgu! – z mężczyzną, który opowiada mi o Dalekim Wschodzie Azji. Trochę on przypomina JM. Czy byłeś nad Amurem? – pyta i jest zniesmaczony, gdy okazuje się, że ja nie byłem. Mówi dalej: kiedy dotarli tam (chyba chodzi o Rosjan) rozpalili nad brzegiem (nie wiem, tamtej rzeki, czy morza) ogniska. Te ognie płonęły stale, dzień i noc, i są ludzie, którzy dbają, żeby paliły się teraz i ciągle. To, co mi mówił, było przekazem wielkiej wagi i mocy. W tamtej scenie ze snu chodziło też o to, żebyśmy, on i ja, albo ktoś inny, zrobili coś podobnie, jak tamci nad Amurem, tylko nad tą rzeką.
◀ Sen o jedzeniu kotów ◀ ► Sen o kursie szamańskim Wojtka Jóźwiaka ►
Komentarze
A kobiety z kolejki? Mężczyzna chciałby, żeby jego potrzeby zaspokajane były od razu, w pierwszej kolejności, ale podświadomość z tym się nie zgadza, sugeruje, że czasem trzeba poczekać. Kobieta też jest ważna. A rozwiązanie nasuwa się w drugiej części snu - trzeba pojechać nad Amour, rozpalić płomień a potem stale pilnować świętego ognia. PS: Sen jest autentyczny?
Są to dwa sny, tyle, że wyświetliły mi się razem i pewnie pochodziły z jednej nocy.
Oba sny bardziej "czuję" niż potrafię je zinterpretować.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
