23 lutego 2014
Wojciech Jóźwiak
Serial: Czytanie...
Atrana: duchy, umarli i szamani
◀ Kaczmarka. Obiektywność światów religii czyli „Realność bogów” ◀ ► Scott Atran a szamanizm ►
Od tygodnia czytam książkę Scotta Atrana „Ewolucyjny krajobraz religii”. (Pawłowi Chycowi dziękuję za jej rekomendowanie :) Pewnie do tej książki będę wracał, na razie tylko mam do podzielenia się jakieś luźne skojarzenia z jej treścią.
Atran, antropolog (czyli po naszemu: etnolog) i religioznawca z Chicago, przedstawia religię jako taką, jako zjawisko powszechne i żywe, i nie zamierzające wcale zaniknąć – przy tym buduje poglądy na religię na podstawie kognitywistyki, czyli nauki o wrodzonych, danych z natury, dyspozycjach poznawczych gatunku ludzkiego, będących w pewien sposób „oprogramowaniem” ludzkiego mózgu. Ta książka przypomina książkę jego kolegi (obaj profesorowie znają się i dialogują) Pascala Boyera „I człowiek stworzył bogów”. Oba dzieła wydano oryginalnie prawie jednocześnie: Boyer 2001, Atran 2002. Boyera wydano po polsku w 2005 roku i książka przeszła bez echa. Atrana wydano w 2013 (niestety, aż jedenaście lat po oryginale) i pewnie tez nie wywoła żadnego szerszego rezonansu. Zapewne dlatego, ze kognitywistyki nikt (?) u nas nie zna. Obu autorom chyba nawet nie pomoże to, że obaj piszą dowcipnie, np. Atran pyta, czym się różni Bóg (jako mieszkaniec masowej wyobraźni) od Myszki Miki lub od Marksa? Wadą obu książek jest to, że ich przesłanie gubi się w zawiłych rozważaniach, w wysuwaniu przypuszczeń i ich następnym zaprzeczaniu, wyliczaniu poglądów poprzedników lub konkurencyjnych szkół po to, by wskazywać ich słabe miejsca – książki te są fachowe i niszowe, a czytelnik spoza niszy (jak ja) przebiega oczami całe strony, szukając miejsca, które byłoby zrozumiale „samo przez się”, bez jakichś innych wstępnych lektur, które i tak są niedostępne. Obie książki są pisane na swoim szczególnym i rozległym tle, przez co dla czytelnika, który (znów jak jak) tego tła nie zna, trudne, bo konceptualnie dziurawe, aż (ciągnąc metaforę) ażurowe. W końcu zostaje się z wnioskiem, że religie były, są i będą, ponieważ takie mamy umysły czyli kognitywistyczne oprogramowanie mózgu. Dlaczego tak ma być, po lekturze i Boyera i Atrana, nie jest to wciąż dla mnie jasne.
Więc książki Atrana nie omówię, tylko na razie wydłubię z niej mały rodzynek i rozwinę po swojemu.
Tym rodzynkiem jest powtarzana przez Scotta Atrana fraza, że w religiach występują „agensy nadprzyrodzone” – a właściwie: niecielesne. Chodzi tu o to, że nasz wrodzony aparat poznawczy jest zorientowany na wykrywanie agensów, którymi są ludzie lub zwierzęta. Agensy, jak nazwa po łacinie wskazuje, działają, czyli są źródłem i przyczyną zmian, ruchów i całych ciągów akcji, a ich działanie jest celowe i odruchowo w ramach naszego poznawczego aparatu przypisujemy im zamysł i kierowanie się celem. Myślenie religijne prócz agensów mających ciało, wprowadza agensy nie mające ciał, czyli duchy, zmarłych (dusze lub duchy zmarłych) i bogów. Agensy bezcielesne Atran nazywa „kontrfaktycznymi”, czyli sprzecznymi z faktami – bo faktycznie ich nie ma, tzn. nie da się ich znaleźć wśród dostępnych faktów; oraz „kontrintuicyjnymi”, czyli sprzecznymi z naszymi intuicjami poznawczymi, ponieważ żeby np. widzieć, trzeba mieć oczy, a duchy ich nie mają itd. Czy na pewno są aż tak kontrintuicyjne? Pomyślmy. Kiedy sobie coś przypominam, twarz znajomej osoby albo krajobraz, nie robię tego oczami, nie widzę ich dosłownie, ale jednak je sobie jakoś wizualizuję. Podobnie kiedy ma się wizje przy bębnie, lub jakiekolwiek wizje, też nie dzieją się one przy pomocy oczu, raczej wystarcza do nich sam umysł, niejako goły, nieuzbrojony. Potrafimy odłączyć siebie, od-abstrahować siebie od ciała i sensownie odpowiedzieć na pytanie: „czym jestem, jeśli pominąć moje ciało?” - a dalszym ciągiem, konsekwencją tego jest intuicja postrzegania czegoś mimo nieużywania ciała z jego narządami zmysłów. Więc wcale nie powiedziałbym, że bezcielesne agensy są przeciwne intuicji.
Standardowy obraz świata, na którym buduje się naukę, powiada: umysł kończy się na ściankach czaszki (nie sięga dalej), a jego możliwości wykonawcze ograniczają się do poruszania mięśniami własnego ciała (i nie sięgają dalej). Oczywiście, kognitywistyczne religioznawstwo reprezentowane przez Atrana, Boyera i innych, ściśle trzyma się tych założeń: musi, pod karą wypadnięcia poza naukę.
I to jest właśnie wątek, którego mi brakuje w obu tych książkach: że być może religie mają oparcie w pewnym mniejszościowym postrzeganiu świata i w niezwykłych zjawiskach psychicznych. Które, być może, mają związek z niezbadanymi lub odrzucanymi (przez naukę, na mocy jej założeń) sposobami działania umysłu.
Agensy bezcielesne to (jak już napisałem) duchy, zmarli i bogowie. Kim jest szaman? – Szaman jest człowiekiem, który posiada pewne właściwości bezcielesnego agensa! Potrafi postrzegać i działać „bezcieleśnie”. Szaman jest człowiekiem, który w pewnym stopniu jest duchem, jest zmarłym, a może nawet (tak by podpowiadała ta wyliczanka) jest bogiem. Skoro rozmawia z duchami i działa w ich światach, to i sam musi mieć właściwości ducha – zresztą, zdarza się, ze gdy szaman jest w transie, jego ciało leży jak odłączone od ducha. Skoro działa wśród zmarłych, to i sam musi być w jakimś stopniu umarły. Musi umieć stawać się umarłym.
W tym nurcie, do którego należy Taraka (nie chcę nazywać go żadnym znanym i mylącym słowem), uparcie szuka się bramy lub prześwitu do świata agensów częściowo bezcielesnych czyli szamanów. Gdzie ich się szuka?, które miejsca wydają się nieść nadzieję, że to przejście tam jest? Wyliczam:
- w śnie – tu zwłaszcza nadzieję wydają się nieść lucid dreams
- w stanach na granicy snu, przykładem praktyka zakopywania do ziemi
- w odmiennych stanach w ogóle, najlepiej enteogennych
- w śmierci (szaman przecież to ktoś, kto jest trochę umarły!), czyli w doświadczeniach bliskich śmierci, NDE
- w chorobach psychicznych (kierunek ostatnio jakby niemodny)
- przez wizualizację.
Wizualizacja też jakby popadła w zapomnienie, chociaż założenia, na których się opiera, najmniej naruszają zwykły (lub: naukowy) obraz świata.
◀ Kaczmarka. Obiektywność światów religii czyli „Realność bogów” ◀ ► Scott Atran a szamanizm ►
Komentarze
LD, albo po naszemu świadome śnienie to chyba najbardziej niedoceniana technika zarówno we współczesnej psychologii i psychoanalizie jak i w "naszym" szamanizmie. Do tego tak potężna. Co ciekawe, generalnie młodzież bawiąca się w LD traktuje to rekreacyjnie, jako super gra 4D (tak zresztą była reklamowana pierwsza książka na polskim rynku - chcesz być supermanem? chcesz uprawiać seks z gwiazdą filmową?). W przyszłym miesiącu zostanie zamknięta grupa dyskusyjna Oneiro poświęcona tematyce LD. I nie ma nic w zamian. LD to bezpośrednia brama do wnętrza, bez wspomagaczy, bez protez. Taraka niestety niewiele mówi na ten temat.
U nas zazwyczaj nie wolno. Nie decydują o tym naukowcy, etnolodzy, biochemicy, psychiatrzy itd, tylko politycy i aktywiści moralności. Dochodzi do takich absurdów jak ten.
w chorobach psychicznych (kierunek ostatnio jakby niemodny)
Bo trudny. No i niezgodny z mainstreamem.
Ah, te kulturowe uwarunkowania: gadające głowy, zdysocjowane idee, bezcielesne byty, łamiące granice życia i śmierci stają się synonimem uduchowionego superbohatera i na co dowodem są fizjologiczne sensacje. Bądźmy intelektualistami, oderwanymi od przyziemności szamanami Ubermensch - tako rzecze zasausnem:)
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

