zdjęcie Autora

28 listopada 2012

Katarzyna Urbanowicz

Serial: Babcia ezoteryczna
Bezbarwna sekretarka

Kategoria: Twórczość

◀ Czy leworęczni mogą medytować? ◀ ► Dobry Bakuś contra zły mag Jogos, czyli jak Bakoma walczy z Jogobellą ►

Dawno temu, pewna moja koleżanka z pracy, na serio zajmująca się magią i kontaktem z zaświatami, znana z tego, że umiała bezbłędnie odpowiedzieć na wiele pytań w tym zakresie i uzyskać od zmarłych odpowiedzi dla osób nimi zainteresowanych, powiedziała mi, że jest to działalność tak bardzo niebezpieczna, że gdyby wiedziała o tym wcześniej nigdy nie zaczęłaby się magią zajmować. W rozmowie z nią padały same ogólniki, po prostu o szczegółach nie chciała mówić. Przestrzegała mnie jednak bardzo przed próbami zajmowania się tymi sprawami (ja nie byłam w tym okresie zainteresowana wiedzą tajemną, jednak SF zaczynało się trochę tym interesować, więc starałam się rozpoznawać takie trendy) i twierdziła, że są osoby, które nigdy w życiu nie powinny tego próbować i że ja do nich właśnie należę.

Ta dziewczyna, to w ogóle była dziwaczna postać; czterdziestoletnia panna, mieszkająca z matką, która podobno ją terroryzowała, typu szara myszka; małomówna, niesłychanie skrupulatna, wieloletnia sekretarka dyrektora biura (coś jak dziś sekretarka wiceministra w jakimś ministerstwie). Niespodziewanie awansowała z maszynistki na hali maszyn, co było najniższym stanowiskiem w hierarchii tego pseudo — ministerstwa. Wydawało się bardzo dziwnym, że taką osobę wybrał sobie ten pan, skoro do przyjmowania i obsługi gości wypożyczał z innych biur bardziej reprezentacyjne panie.

Chodziły słuchy, że większość sukcesów ten dyrektor zawdzięczał wiedzy swojej sekretarki o przyszłych zdarzeniach. Ja zetknęłam się z nią, ponieważ była najbliższą przyjaciółką mojej koleżanki i szefowej i kiedyś spotkałyśmy się u niej na jej „babskich imieninach”. Musiało być w tym coś z prawdy, ponieważ zewnętrznie i w charakterze zupełnie nie zdradzała cech dobrej sekretarki; ani przystojna ani wykształcona, energiczna ani nie dobrze zorganizowana, dość powolna i w dodatku bezbarwna.

Mówiło się o tym, że dyrektor poprosił kogoś z hali maszyn do podyktowania listu pod nieobecność jego pierwszej sekretarki i że ona list ten napisała, po czym wychodząc powiedziała, że list ten odniesie całkowicie przeciwny skutek, bo w tej sprawie w sejmie będzie interweniował jakiś poseł. Podobno rzeczywiście, w ramach interpelacji poselskiej podważono sens planowanych przedsięwzięć do tego stopnia, że utraciły akceptację rządu, który pierwotnie sprawę wymyślił i forsował.

Interpelacje posłów w sprawach Centrali były częste, ale na ogół działo się to z zaskoczenia, ktoś z czymś wyskakiwał całkiem niespodziewanie. Przewidzenie tego rodzaju sprawy przez kobietę z dołu drabiny służbowej, pracownika fizycznego nie obeznanego z zawiłą siecią wewnętrznych intryg (na halę maszyn trafiały tylko pisma typu okólniki, inne powstawały w zespołach i dla zachowania poufności pisali je sami pracownicy merytoryczni) było rzeczywiście czymś niesłychanym.

Ale odbiegam od tematu. W każdym razie tak jakoś było, że traktowałam ją bardzo poważnie i wierzyłam święcie w to, co mówiła, i nawet nie pytałam jej o moje sprawy. Bałam się, że usłyszę prawdziwą odpowiedź, a wolałam, żeby los mnie zaskakiwał. Tak było ciekawiej. Nie pamiętam, co wtedy czułam, ale wierzyłam, że ona WIE.

Często zastanawiałam się co naprawdę działa w tych sprawach. Bo czasami, chociaż bardzo rzadko – naprawdę działa.

Po pierwsze: — Obojętnie jak nazwać, czarami czy manipulacją — nie wszystkim się udaje i nie u wszystkich to działa,

Po drugie: — Trzeba się poddać całkowicie i bezwarunkowo: guru, manipulantowi, Bogu, czy komuś innemu. Można nawet kasecie magnetofonowej (podobno czasami, gdy włączyć nienagraną kasetę, słychać w tle głosy. Ja to uważam za zjawisko z gatunku „kanałów na Marsie” – gdzie ludzka wyobraźnia łączy hipotetyczne punkty w sensowne struktury. Ale są tacy, którzy wierzą, że przemawiają do nich w ten sposób zmarli, wywołani dzięki „Kronice Akaszy”). I wierzyć, że to ma jakiś sens, choćby sensu nie miało. To najważniejszy warunek, żeby coś w powietrzu zachodziło, jakiś proces kierujący wydarzenia na określone tory, albo myśli torami wydarzeń, które dopiero nastąpią.

Po trzecie — najbardziej istotny jest moment, w którym podejmuje się działanie. Podobnie było z rzucaniem palenia — co czyniłam kilkakrotnie i bezskutecznie mimo solennych postanowień, aż nastąpił moment gdy je rzuciłam bez specjalnych postanowień — i innymi moimi życiowymi sprawami. To coś, co określa się słowami: „sytuacja dojrzała”.

Gdzieś tam na horyzoncie gromadzą się wydarzenia, które niczym obłok dopłyną do człowieka, otoczą go i wystarczy chwila decyzji, a reszta będzie prosta. Tak sądzę.

Nie wierzę w skutki zaklinania rzeczywistości. Sądzę, że to ona nas zaklina, odnajduje, wyznacza odpowiedni moment, pozwalając na złudzenie, że sami podjęliśmy decyzję.

            Posługuje się przy tym różnymi metodami, stosownie do osoby z jaką ma do czynienia. Na niedowiarków też ma swoje sposoby. Skłania ich na przykład do zainteresowania się astrologią. Wydaje się bardziej wiarygodna niż np. wróżenie z ręki, pewnie dlatego, że jest doczepiona do nauk takich jak astronomia i matematyka, a więc zaakceptowanych jako nauka, a nie traktowanych jako przesąd.

◀ Czy leworęczni mogą medytować? ◀ ► Dobry Bakuś contra zły mag Jogos, czyli jak Bakoma walczy z Jogobellą ►

Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

X Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)