11 czerwca 2015
Wojciech Jóźwiak
Serial: Twarda Ścieżka i podobne sposoby
Czy mam usprawiedliwienie?
◀ Stan liminalny czyli na progu ◀ ► Potrzebne przedmioty na warsztatach ►
Często pod koniec dnia (lub na początku dnia) zadaję sobie pytanie: czy zrobiłeś dzisiaj coś, co by ten dzień usprawiedliwiało? Czy zrobiłeś coś, co zbliża cię (tzn. mnie) do celu? Czy masz ten cel? Czy w razie, gdybym do tego celu w końcu doszedł, będę mieć cel następny i czy już go dziś dostrzegam? Czy posunąłem się jakoś naprzód? Czy ten cel, do którego się być może zbliżyłem, jest dostatecznie ważny i poważny?
A może przeciwnie, cel nie jest dość ważny, nie taki aż, żeby usprawiedliwiał spędzane dni; a ja nie posuwam się naprzód, przeciwnie, stoję w miejscu, zostają w tyle, albo całkiem odpadam?
Pytam o to nie tylko intelekt i wyobrażenia, ale pytam też swój oddech, swój brzuch i swoje kości. Nie zawsze odpowiedź jest na „tak”. Wtedy pocieszam się, że przynajmniej przypomniałem sobie swoje cele. Ale czy wszystkie? Bo może tak być, że tych najważniejszych uporczywie nie pamiętam lub usiłuję o nich nie pamiętać.
◀ Stan liminalny czyli na progu ◀ ► Potrzebne przedmioty na warsztatach ►
Komentarze
... czy to dobre pytanie, a jeśli dobre to dla kogo dobre, a dla kogo nie. Ładnie się ono zderza Wojtku z postawą Nimue, która właśnie od tego rodzaju pytania, dość dramatycznie (bo jest to dramatyczne) zdecydowała się uwolnić. Ona spytałaby się: Wojtku, kiedy ostatnio tańczyłeś nago przed lustrem? :)
Wyobrażam sobie, jak odpowiadasz: w ogóle nie tańczę! Ewentualnie: nie umiem tańczyć.
Ona: jak to nie umiesz? Każdy umie! Rozbieraj się! Boże, i jeszcze ta fryzura! :)
Pytanie to jest trochę w stylu biblijnym, chce dopaść każdego i brzmi jak mojżeszowe "czy kradłeś dzisiaj, czy cudzołożyłeś, czyś pożądał żony bliźniego swego?". Dopiero, jak odpowiesz "nie", jesteś usprawiedliwiony. O robocie w Dekalogu ani słowa, więc wydaje się, że wybór postawy jest kluczowy. Reszta (w tym pytanie siebie o usprawiedliwienie) to już techniczna strona działania. Ja sam do tego wyimaginowanego dialogu, z góry przepraszając za to, dodaję swój stary, trochę pretensjonalny (jak dzisiaj patrzę) wierszyk:
Sok z mandragory
jak kwiat trwałem
jak kwiat się obracałem
za słońcem
oszołomiony wiatrem
oszołomiony deszczem
za szczęściem
byłem tak blisko błękitu
i ziemi tak blisko
jej krwi spijając krople
dzisiaj piszę usprawiedliwienie
próbuję uratować wszystko
zachować twarz
śmierć witając radośnie
W tym tekście jest niepokój. Rozumiem go i czuję nawet teraz trochę (niekoniecznie z powodu tekstu). Dlatego pójdę pomedytować. Popatrzeć w swoje bycie. Po-być (to niedobre określenie, bo kojarzy się z przed-byciem, a chodzi o nie-przed- i nie-po-bycie, ale bycie między przed i po, czyli po prostu bycie).
Odsuwam pytanie o cele. Odsuwam ich nazwanie. Jeszcze trochę, jeszcze kilka dni. "Za dzień, za dwa, za noc, za trzy, lecz nie dziś."
Zwykle działam, lubię i najlepiej mi wychodzi działanie spontaniczne. A nie lubię i często zapominam albo po prostu unikam planowania, rozliczania itp.
Przypomniałeś mi to najprostsze i jedno z najskuteczniejszych narzędzi i sposobów pomocnych w realizowaniu celów i w świadomym podróżowaniu przez życie.
Dziękuję.
Człowiek, który ma poczucie, że jest "nie w porządku", nie może być w harmonii ze swoim otoczeniem. Błędy popełniamy całe życie, żałujemy je, czasem próbujemy naprawić, jeśli to możliwe. Pokładamy zaufanie w ludziach, którzy na to nie zasługują niekiedy. Robimy mnóstwo głupstw i złych rzeczy. Ale faktem jest, że gdyby dęby miały nieustające poczucie winy, to nie urosły by zbyt wysoko.
Jeżeli celem Twoim jest spłacanie długów, spłacaj je i ciesz się, że je spłacasz, a nie martw się, że płacisz za mało.
Czy samym faktem życia zaciągamy dług? Chrześcijaństwo mówi, że tak. Jezus obrazowo opowiada o talentach zakopanych w ziemi, kończąc przypowieść równie obrazowo: sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz — w ciemności; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Który żagiel jest większy, który zgarnia więcej wiatru? Poczucie winy, poczucie obowiązku, miłosierdzie, miłość, współczucie, ambicja? Czy da się tu coś wybrać, czy tylko przychodzi nam konstatować, pod którą z tych bander przyszło nam płynąć?
W sumie jednak, znajduję na Tarace wskazówki, które są dla mnie cenne, i które rodzą się na gruncie pewnej, przeżywanej wspólnoty myśli. Jest to rodzaj usprawiedliwienia. Zdaję sobie jednak sprawę, że głęboka filozofia życia, która mnie najbardziej interesuje, miała u Greków wymiar bardzo praktyczny - nie jesteśmy w stanie tego tu odtworzyć, bo te tradycje umarły. Wiedzy nabywa się po coś, w jakimś celu. Taraka jest przystankiem, Godot tu nie przyjdzie, ale wciąż jeszcze wydaje mi się, że stąd można łatwiej ruszyć w jego stronę.
PS Wojtka z góry przepraszam, za poufałość opinii, zdając sobie sprawę z morza mej ignorancji na temat jego pracy. Pisałem jednak bez intencji innej, jak ta, by szczerze o tych swoich myślach powiedzieć. Czy szczerość może być usprawiedliwieniem? :)
Ja, w swoim imieniu, powiedziałbym, że Taraka ma dobrego Ducha, że ma Dobrą Energię. Mówię o Duchu czy Energii nie w potocznym sensie (stąd wielkie litery), ale w jakimś wzniosłym, metafizycznym, ale teraz stanął mi też przed oczyma prosty obraz człowieka nabierającego gwałtownie powietrza, jakby w tym Duchu i Energii było coś życiodajnego. To jest bardzo dużo. Z mojego doświadczenia wynika, że to bardzo rzadkie.
>>>jest Wojtek osobą która rozmienia swój talent na drobne, że jest osobą która mając tak duży potencjał, sporą jego część uwalnia próbując ogarnąć zbyt szeroki obszar, jakby tego wszystkiego było mu żal pozostawićOprawię to w ramki:)
Ogarnianie za dużego obszaru, wszystkoizm i wszystkożerność to jest główna wada Dziewiątki Mediatora -- którym jestem do bólu. To wiem -- tylko nie mam pomysłu, jak to zmienić, a może wcale nie zmieniać, tylko zaprząc? Do czegoś? Do czego?
Prócz tego, że mam ten typ, nr 9, to jeszcze mam Saturna na descendencie (blokada na "ty") i Jowisza na ascendencie (amplifikacja na "ja"), co się przejawia tak, że szybciej sam coś zrobię niż kogoś o to poproszę.
Hillman pisze, że rodzimy się z celem, nasz anioł stróż, dajmon, wywiera na nas ciągłą presję i w pewnym sensie zmusza nas do tego byśmy spełnili nasze przeznaczenie. Czy właśnie dlatego czujemy czasami lub często jakiś dziwny niepokój, że nie robimy tego czegoś ważniejszego w danej chwili, albo w ogóle że powinniśmy zmienić nasze życie? Czy dlatego szukamy usprawiedliwień?
A co myśleć o (chyba) przeciwstawnej idei, że nic nie musimy, szczęście jest tu i teraz, i że wystarczy być?
https://mojajoga.wordpress.com/2015/05/31/nie-ma-niczego-do-zrobienia/
Oczywiście można próbować po prostu bawić się robieniem czegoś, co uwielbiamy, co przy okazji może dać korzyść innym, ale czy nie robiąc tego, odczuwamy poczucie winy w stosunku do innych czy do siebie? Przed kim się usprawiedliwiamy?
"Sumienie" to są-mnienie czyli współ-myślenie. Znakomita nazwa dla superego.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
