31 marca 2012
Krzysiek Joczyn
Serial: Piotrek mówi
Czym właściwie jest Matrix c.d.
◀ Uwagi o imionach ◀ ► Dziwny świat kota Filemona ►
Lektura książki Kiryła Jeskowa „Ostatni Władca Pierścieni” wyrobiła we mnie osobliwe podejście do fikcji literackiej. Za każdym razem, gdy coś czytam, przyjmuję, że w jakimś sensie istnieją pewne fakty dotyczące świata przedstawionego, a ich literacki opis jest jedynie dokonaną przez narratora interpretacją. W tym właśnie duchu proponuję przyjrzeć się drugiej i trzeciej części trylogii braci Wachowskich.
Filmy te (będące właściwie jednym filmem podzielonym na dwie części, aby zwiększyć liczebną przewagę nad filmem pierwszym) stanowią w gruncie rzeczy zaprzeczenie, a nawet zdradę ideałów, zaprezentowanych na początku trylogii. Dlaczego tak jest? Ponieważ historia opowiedziana w tych filmach jest historią pisaną przez zwycięzców. To System ostatecznie wygrał i przedstawił własną wizje wydarzeń. Wedle niej, bohater, który zrodził się aby uwolnić ludzkość, ostatecznie ginie, a chwile wcześniej „idzie po rozum do głowy” na tyle, aby chcieć dogadać się z ciemiężycielami. Bojownicy, którzy dopiero co cieszyli się, że walczą, nagle zaczynają cieszyć się z tego, że wojna zakończona. Wszystko niepostrzeżenie zostaje wywrócone do góry nogami.
Zarzuty o to, że kolejne części filmu to czysta komercja, że powstały tylko po to, aby wyciągnąć więcej pieniędzy od widzów, są w pewien sposób zadziwiająco trafne. Nic dziwnego, bo jest to historia opowiadana przez rządny zysku System. System pokazuje upadek ludzkiego marzenia o wolności, a zarazem pokazuje go w taki sposób, jakby było to jedyne sensowne rozwiązanie sytuacji. To fakt, że wojna nie miała większych szans na pomyślne zakończenie, ale nie o to chyba chodziło, aby wygrać, ale raczej żeby walczyć i w walce odnaleźć wolność. Zamiast tego znów trzeba cieszyć się pozorami wygranej. System zawsze daje, koniec końców, jakieś pozory na pocieszenie.
Jak było „naprawdę”? Czy Neo faktycznie walczył ze Smithem, czy też może został przez maszyny skrytobójczo zabity, a następnie zwrócony ludziom z jednoczesnym zapewnieniem, że oddał życie w słusznej sprawie. Świadków przecież żadnych nie było...
Filmy te (będące właściwie jednym filmem podzielonym na dwie części, aby zwiększyć liczebną przewagę nad filmem pierwszym) stanowią w gruncie rzeczy zaprzeczenie, a nawet zdradę ideałów, zaprezentowanych na początku trylogii. Dlaczego tak jest? Ponieważ historia opowiedziana w tych filmach jest historią pisaną przez zwycięzców. To System ostatecznie wygrał i przedstawił własną wizje wydarzeń. Wedle niej, bohater, który zrodził się aby uwolnić ludzkość, ostatecznie ginie, a chwile wcześniej „idzie po rozum do głowy” na tyle, aby chcieć dogadać się z ciemiężycielami. Bojownicy, którzy dopiero co cieszyli się, że walczą, nagle zaczynają cieszyć się z tego, że wojna zakończona. Wszystko niepostrzeżenie zostaje wywrócone do góry nogami.
Zarzuty o to, że kolejne części filmu to czysta komercja, że powstały tylko po to, aby wyciągnąć więcej pieniędzy od widzów, są w pewien sposób zadziwiająco trafne. Nic dziwnego, bo jest to historia opowiadana przez rządny zysku System. System pokazuje upadek ludzkiego marzenia o wolności, a zarazem pokazuje go w taki sposób, jakby było to jedyne sensowne rozwiązanie sytuacji. To fakt, że wojna nie miała większych szans na pomyślne zakończenie, ale nie o to chyba chodziło, aby wygrać, ale raczej żeby walczyć i w walce odnaleźć wolność. Zamiast tego znów trzeba cieszyć się pozorami wygranej. System zawsze daje, koniec końców, jakieś pozory na pocieszenie.
Jak było „naprawdę”? Czy Neo faktycznie walczył ze Smithem, czy też może został przez maszyny skrytobójczo zabity, a następnie zwrócony ludziom z jednoczesnym zapewnieniem, że oddał życie w słusznej sprawie. Świadków przecież żadnych nie było...
◀ Uwagi o imionach ◀ ► Dziwny świat kota Filemona ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
