01 lutego 2013
Katarzyna Urbanowicz
Serial: Babcia ezoteryczna
Dama z jednorożcem i pokrojony pies
◀ O pisaniu blogu ◀ ► Miejsca mocy i niemocy ►

Jednorożec w Średniowieczu był zwierzęciem symbolicznym. Najkrócej mówiąc symbolizował dziewictwo, a w miarę, gdy Kościół przyswajał sobie ten symbol, uznano go za symbol Chrystusa.
Dlaczego dziewictwo? Pierwsze wspominki o jednorożcu zawdzięczamy podobno Ktezjaszowi z Knidos, Arystotelesowi oraz rzymskiemu historykowi Pliniuszowi. Według aleksandryjskiego bestiariusza, jednorożec był groźnym zwierzęciem, którego nie mogli złapać myśliwi, chyba, że zastosowali przemyślny sposób — by go schwytać, należało zwabić zwierzę na przynętę w postaci dziewicy i pochwycić, gdy spał z głową na jej łonie.
Dlaczego symbol Chrystusa? Stał się symbolem Jezusa zstępującego na Ziemię, gdy znalazł godną swej boskiej istoty Dziewicę. Czyhający na niego myśliwi, to grzeszna ludzkość wydająca Zbawiciela na mękę. Także sądzono powszechnie, że jednorożec miał moc uzdrawiania i dlatego proszek z jego rogu stanowił panaceum na wszystkie choroby. Zapobiegał też otruciu bowiem niwelował moc trucizn. W dawnych czasach najczęściej chorowano od zatrutej wody, dlatego też wierzono, że jednorożec poprzez zanurzenie rogu w wodzie uzdatnia ją. Z Chrystusem łączyło go więc również uzdrawianie.
Poza tym jednorożec symbolizował tak różne cechy (przymioty) jak: „czysty rozum, mądrość, inteligencja, wspaniałość, odwaga, męska aktywność, szybkość, szlachetność, cnota, uwznioślona płciowość, pokój, samotność, życie zakonne, śmierć, czystość, dziewictwo, kobieca bierność, łagodność” (za Joanną Jafernik). Ufff!
Ponieważ związek dziewictwa i Chrystusa oraz męskiej aktywności jest dość odległy, a sztuka przedstawia ten motyw jako najeżony wręcz innymi symbolami, także płodności – czasami uważano, że źródłem całej symboliki z nim związanej jest sekta katarów. Niektórzy badacze uważają wręcz, że słynny cykl późnogotyckich tkanin La Dame á la Licorne wystawiony w muzeum sztuki średniowiecznej Cluny w Paryżu świadczy o fascynacji twórcy arrasów herezją Graala, tyle że skrzętnie zakamuflowaną.
Na temat Damy z jednorożcem powstawały też teksty literackie, m.in. Rainera Marii Rilkego. Także jej poświęcony jest fragment powieści Nadine Gordiner (nie pamiętam tytułu)

W muzeum tym wystawie arrasów poświęcona jest jedna okrągła sala i kilka przylegających do niej pomieszczeń. Panuje w nich półmrok ze względu na płowienie tkanin. Także ich ogromny rozmiar powoduje, że trudno uchwycić całość i dostrzec drobiazgi. A one mają ogromne znaczenie – wystarczy wspomnieć, że każde drobne zwierzątko czy każdy gatunek kwiatka symbolizuje określone cechy czy przymioty. Jest lew dzierżący chorągiew. Na niektórych gobelinach uśmiecha się, na innych jest groźny. Są króliki, jest pies i cętkowany dzianet. Lisy, gepardy, lwiątka, sokół polujący na czaplę, kuropatwy, mała małpka przywiązana łańcuchem do małego wózeczka, który wykonano specjalnie po to, by nie wchodziła na drzewo.
I rośliny. Np. królik jest symbolem płodności; rośliny z gobelinów: (lak, lewkonia, stokrotki, fiołki – środki na płodność), (obrazki plamiste, barwinek, storczyk męski – afrodyzjaki), inne: goździki (zaręczyny), fiołki (pożądanie), róże (miłość), barwinki (małżeństwo), dęby (element słoneczny), ostrokrzew (element księżycowy), pomarańcze (stosunek małżeński), granaty (kobieca płodność) i szyszki (męska płodność).
Na sztandarach widnieje księżyc ubywający — symbolizujący dziewczynę oczekującą na oblubieńca. (Księżyca nie przedstawiano w 4 kwadrach jak dziś, tylko w 3 stadiach: dziewicy, matki i staruchy)

Dopiero zakup pocztówek (w wersji cenowej, a co za tym idzie formacie) dostępnym przeciętnemu turyście pozwala niektóre z tych szczegółów dostrzec. (Duża reprodukcja na tkaninie około pół metra na pół kosztowała aż 800 euro!)
Poszczególne gobeliny noszą nazwy związane ze zmysłami i ich zmysłowość jest doskonale widoczna. Ostatni z cyklu, przedstawiający damę dokonującą wyboru klejnotów ma uzmysławiać oglądającemu, że człowiek jest wolny i może wybierać.
Jadąc do Paryża chciałam obejrzeć przede wszystkim te gobeliny. Sama nie bardzo rozumiałam dlaczego.
Kiedy byłam już na miejscu i usiadłam na ławce, poczułam nieprzyjemny zapach stęchlizny, źle wentylowanego pomieszczenia i smołowego impregnatu do drewnianych podłóg, boazerii i okien zabytkowego budynku. Światła reflektorków skierowane w podłogę raziły w oczy nie oświetlając tego, co chciało się zobaczyć.
Dlatego też nie zobaczyłam rzeczy, o których potem przeczytałam, że: „Najlepiej zachowany szkielet dziewicy można zobaczyć w paryskim muzeum Średniowiecza — Cluny. Dziewiczy szkielecik zawieszono w okrągłej sali niemal pod sufitem, naprzeciw 2,5-metrowego rogu jednorożca. O tym, że wysuszone kości należały do panny zmarłej w stanie dziewiczym, łatwo się przekonać zaglądając szkieletowi w dobrze zachowane spojenie łonowe. Zakryte jest ono skostniałą, lekko sperforowaną błoną dziewiczą. Ten wyjątkowy eksponat błony dziewiczej datowany jest na drugą połowę czternastego wieku.” (źródło z internetu, nie pamiętam już jakie)
Uświadomiłam sobie wówczas, że nie wiadomo jak byśmy się starali, nie zobaczymy rzeczy najciekawszych i nigdy nie będziemy mieli pewności, czy istnieją. To, że zobaczył (albo napisał o tym) ktoś inny w niczym nie zmienia naszego doświadczenia. Obnaża tylko nasze braki i naszą nieuwagę.
Wspomnieniem mojego wyjazdu do Paryża jest wyliczenie rzeczy, których nie udało mi się obejrzeć. A przecież specjalnie nie zapisałam się na wycieczkę, tylko wybrałam wyjazd indywidualny, ponieważ chciałam poczuć atmosferę miasta, nieskażoną cudzym opisem. I ten cel osiągnęłam.
Istnieją także rzeczy, które wprawdzie obejrzałam dokładnie, ale mylnie zinterpretowałam.
W Musee d'Orsay obejrzałam wiszący dość wysoko, niewielki obraz:

który niesłusznie uznałam za „pokrojonego psa” i przypisałam do sztuki współczesnej. Tymczasem autorem był Francisco Goya y Lucientes, obraz z 1746 r, tytuł obrazu: „Martwa natura z głową byka”, a w innej wersji: „Martwa natura z głową owcy”. Towarzyszące mi osoby patrzyły ze zgrozą na to, ile czasu poświęcam temu obrzydliwstwu. A ja nie mogłam się oderwać od widoku oka zwierzęcia, które wcale nie wyglądało na martwe. Jego głowa mogła być głową ujarzmionego jednorożca, pozbawionego rogu, znaczenia i mitycznej otoczki.
Dziś widzę w tym zwiedzaniu Paryża dwa bieguny symboliki: idealistycznej i realistycznej.
Moje osobiste związki ze sztuką oglądaną w Paryżu były chaotyczną ucieczką od czekających mnie zasadniczych zmian w moim życiu, do wyidealizowanego, nieistniejącego świata, ucieczką od rzeczywistości, która i tak w końcu każdego dopada. To było tak, jakby chciało się nadać swojemu życiu moc symbolu ukradzionego oglądanym dziełom, nie wiedząc dokładnie, jakiego symbolu poszukuje się.
Gęste od znaczeń tkaniny, sztuka wymagająca precyzji, uwagi i miesięcy pracy, a od oglądającego znajomości wielu symboli, a na przeciwnym biegunie fascynacji „mięsistość” życia i śmierci, wręcz dosłowność, ale...
I właśnie w tym „ale...” zawarta jest mądrość wszelkich podróży.
◀ O pisaniu blogu ◀ ► Miejsca mocy i niemocy ►
Komentarze
Obraz z jednorożcem przypomniał mi film o jeżu, (możliwe, że gdzieś na Tarace był już wspominany ale nie mogę znaleźć) gdzie neptuniczna mgła rozmyła realność zobaczenia konia takim jakim był..a kto raz wejdzie we mgłę...trudno zapomnieć o jej pięknie...i trudno sie stamtąd wyrwać bez bólu....a nawet jeśli, to nic nie jest już takie samo (??) Bardzo dobry filmik...Jeżyk we mgle
http://www.youtube.com/watch?v=dRsXU4Q6a0Q
W kwestii mrzonek, miłoby było powiedzieć jednak róg ma właściwości lecznicze i niesie przesłanie , że uleczy nas ja bym prozaicznie powiedział, że w kwestii bólu(cierpiernia) psychicznego autoregulacja nas oszukuje i wpycha w fałszywe nadzieje. Walimy głową w ścianę z nadzieją, że to ma właściwości lecznicze. Boli więc to musi mieć sens, za kolejnym razem go odkryję,gdy tylko uderzę w tą ścianę mocniej...napewno odkryjryę sens tego postępowania, w końcu wszystko, co robię jest sensowne, więc to też musi mieć jakieś uzdrawiające działanie :)
przeżyć swoje..dmuchać na zimne?..nie widzę żadnej kraty do wyłamania..
Niesamowite! Bo o czymś bardzo podobnym ale bez Jednorożca śniły kobiety, które przysyłały mi sny w latach 90-tych, zob. w Tarace: Sny inicjacyjne - tam sny od nr 10 do 14.
Co to jest?
Jeśli chodzi o przebicie klatki piersiowej, to odczucie napięcia i rozluźnienia są powiazane zsilnym stresem, całkiem powszechnie. Do tego dochodziły kłucia u osób psychosomatyzujących czy histeryzujących - teraz rzadziej się to spotyka (przynajmniej tak mi się zdaje), bo powszechniejsze są informacje o tym, że zawał serca nie objawia się kłuciem w klatce piersiowej. Kiedyś jeszcze był ten mit i osoby gotowe do dramatycznego umierania bo ktoś zachowuje się nie tak jak powinien i sprawy nie idą tak jak chcą - miały takie tendencje ostentacyjnego łapania się za serce i narzekania na ból.
Owo senne doznanie przebicia klatki piersiowej właśnie z tym bym wiązał "Szybki intensywny stres, który odszedł". Metaforyczne nadzianie się na życie tj. znalezienie się w mocno odmiennej sytuacji od tej która była, lub odmiennym stylu myślenia.
W relacji do przyszłości czyli gdy nic się nie dzieje to takie senne wrażenie - amplifikacja obecnego stresu, niezauważanego niepokoju związanego z konkretną sprawą.
Ten sam obrazek w kwestii snów, a raczej drimu teraz zinterpretował jako "sny wojujących trzydziestek". To jest dokładnie taka struktura: Kobieta w lekkiej depresji(czarne barwy) rozdzielona na dwie postaci: Jednorożca, konia zwierzęcia stadnego, z rogiem celem(albo zawodowym, albo związkowym) bierze się za coś i nadziewa się, rani dogłębnie drugą postać tj. siebie jako delikatną dziewczynkę. Taki półfeminizm skutkiem którego łatwiej np. obsadzić rolę kochanki, ale nie partnerki czy praca staje się ważna, ale w tej pracy zamiast pracy na plan pierwszy wysuwają się relacje(niekoniecznie z facetami) i przeżycia z nimi związane.
Polecam powiększenie obrazka. Kto znajdzie żabkę, będzie miał płodny weekend!
A w kwestii tego zdjęcia przesłanego przez Piotra to ja nie odczuwam smutku, bólu, zranienia. Bardziej czuję połączenie, przekazanie energii, zespolenie. Wyświetla mi się film Avatar i sposób w jaki można się było łączyć poprzez warkocz. Po angielsku to ładnie brzmi: bond...
Spłycasz, upraszczasz, ideologizujesz, etykietyzujesz, depersonalizujesz.
Jestem przekonana, że opowieść Kasi jest JEDNOCZEŚNIE pięknym indywidualnym, niepowtarzalnym wyrazem jej indywidualności oraz przejawianiem się w jej wewnętrznym świecie archetypu. Co w żaden sposób nie odbiera głębi jej indywidualnemu przeżyciu. Wręcz przeciwnie - wzbogaca je. Także poprzez fakt, że decyduje się nim podzielić, z jednej strony - ujawniając swą indywidualność, z drugiej - wzbogacając i rozwijając istniejący archetyp (czyli zbiorowe dziedzictwo, z którego korzystasz Ty, ja i wszyscy, którzy zechcą). I to jest właśnie Tworzenie. Ujęta w formę odwaga do pokazania procesu, w jakim się jest.
Druga sprawa - jak wskazują badania i dane statystyczne, tudzież doświadczenia - w kwestii tego, że "kłucia u osób psychosomatyzujących czy histeryzujących - teraz rzadziej się to spotyka (przynajmniej tak mi się zdaje)". Coraz więcej osób somatyzuje albo raczej przyznaje się do tego, zwłaszcza gdy medycyna konwencjonalna okazuje się bezradna wobec ich "objawów" i nikt nie zamyka ich w związku z tym ani w szpitalu psychiatrycznym, ani w etykietce. Albo jeszcze inaczej: przestaje się bać etykietki "wariata", "histeryka" (także ze względu na rozwój systemów ... hmmm ... duchowych (mnie bliższe jest określenie: naturalnych), takich jak szamanizm, ewolucję systemów terapeutycznych oraz ich rozwijającą się korespondencję. To wszystko jest zresztą ważnym przyczynkiem do rozwoju systemów holistycznych.
I kolejna kwestia: jak ktoś, kto - deklaratywnie - jest przeciwnikiem systemów normalizujących i/lub terapii, może tak nadużywać "okołoterapeutycznych" etykietek? Ja osobiście jestem wrogiem wszystkich systemów, które w praktyce odnoszą się do piętnowania ludzi etykietką "chorego", bądź "zaburzonego", "normalnego" bądź "nienormalnego". Ty - znów deklaratywnie - twierdzisz to samo. Tymczasem w praktyce nieustannie dzielisz ludzi na gorszych i lepszych, mądrych i głupich, histerycznych i cholera wie jakich. Teoria i praktyka w Twoim przypadku rozjeżdżają się jak nogi w szpagacie.
Nie o opowieści kasi, nie o symptomach, nawet nie o jakiejś osobie, czy typie relacji. Nie mam nic przeciwko diagnozowaniu kultury, rozmawianiu o patologiach sennych figur czy powszechnych wzorcach zachowań. A nawet dokładnie z tego samego punktu widzenia, z którego sprzeciwiam się używaniu "okołoterapeutycznych etykietek", jestem za "depatologizacją" i "normalizacją" zachowań - jestem przeciwny narzucaniu takiej formy dyskusji na szerszym polu, w grupie, poprawności politycznej, łagodności wypowiedzi etc.
To ostatnie w przestrzeni publicznej jest dokładnie taką samą przemocą, jak w relacjach
1-1 owa patologizacja zachowań i podział ludzi na lepszych i gorszych. I równie skutecznie uniemożliwia dialog.
Ps. W kwestii somatyzacji - pisałem, że moim zdaniem z dostępnością lepszych danych medycznych zanika owo "chwytanie się za serce", a nie somatyzowanie czy histeryzowanie. Tj. coraz więcej osób wie, że to nie jest symptom związany z zawałem serca.


Wbrew temu jak się zwykle definiuje, że "jednorożec to koń z rogiem na czole" tutaj ten Jednorożec najwyraźniej ma głowę owcy! Plus kozia bródka. (Oczy ma owcy nie kozy.)

Na następnym obrazku-fragmencie tamtego dzieła, widać jawnie, że ma nogi z rzędu parzystokopytnych, czyli jak krowy, owce, antylopy, nie konie.
Widać też, że jest zraniony w 3 miejscach: szyja, grzbiet i odbyt, z ran krwawi i być może umiera.

Ale CO TO WSZYSTKO DO LICHA ZNACZY? Co to jest? Czy ktoś coś wie, co to jest za KOD? Jaki to MIT? Jaka RELIGIA?
Przyznaję się, że nic nie wiem o tej Religii Jednorożca! (Prócz jakichś ogólników.)
Jest z innej kolekcji. Wszystkie tkaniny z serii z jednorożcem, które oglądałam w Paryżu mają tło czerwone. Niemniej jednorożce na nich także mają kozią bródkę i są parzystokopytne, z tą różnicą, że pysk mają koński. Niestety, nie mogę zamieścić na forum skanu pocztówek, które posiadam. Także bardzo interesujący jest wyraz twarzy lwa, który niekoniecznie zawsze przypomina to zwierzę.
Jednak po wpisie Wojtka lepiej zrozumiałam swoje skojarzenie z "martwą naturą z głową owcy (kozy)" Goyi choć było to całkiem inne muzeum.
A wg medieval bestiary jednorożce to nie tylko konie, ale też kozy czy osły z rogiem. A mam spore podejrzenie, że to taka alegoria do cech zakochanych czy kochanków;) Bo co to za bestia, która może być schwytana tylko przez dziewczę?
Ps. Autor(ka?) gobelinu NN - 1495–1505, Południowe Niderlandy, dar John D. Rockefeller Jr., 1937 dla Metropolitan museum of art -> Nowy Jork
A czytałeś ten opis po prawej stronie? Według tego opisu to nie jest krew...
Dla mnie symbolika Jednorożca - m.in. tego aktualnie przetrzymywanego w muzeum Nowym Jorku jest dziewiczo (słowo klucz) prosta ;-)
Mamy i łańcuch z pasem (cnoty) i ogrodzony ogród a w nim drzewo granatu i żabkę. Tak jak sugeruje opis, ten Jednorożec może w(y)skoczyć jeśli przyjdzie odpowiednia pora...
http://www.unicorncollector.com/glass.htm
W muzeum nowojorskim możemy zobaczyć więcej obrazków z kolekcji "siedmiu etapów polowania na Jednorożca". Tutaj widać skąd wzięła się krew...
Jeszcze dodam dwa linki:
Pierwsze dziesięć sekund
I książka, można obejrzeć online, straight from NY ;-)
(klikamy na "preview online")
powoływałam się na Joannę Jafernik
Znalazłam link do tego tekstu:
http://kolo.religioznawstwo.uj.edu.pl/jednorozec.htm
Ciekawe są w nim informacje o jednorożcu w różnych kulturach: chińskiej, hinduskiej, żydowskiej i innych - z powołaniem na konkretne dzieła
To naprawdę działa i naprawdę jest łatwe - nie gryzie.
(Inaczej zmuszacie współ-czytelników do kopiowania i wklejania w pasek adresowy przeglądarki. Bądźmy dobrzy dla siebie, prawda?)
Namawiam Autorów do poprawienia już zapisanych notek.
Następnym razem. Muszę zmienić przeglądarkę.W IE nie mogę także poprawiać komentarza, a na nową instalację muszę doinstalować pamięć w moim starym sprzęcie lub po zadziałaniu sigili kupić coś nowego.
To by miało sens - na jednym z gobelinów w tym muzeum z NY ale z innej serii, widnieją litery NG, które oznaczają Nicolasa Bouesseau i Jego małżonkę Guillemette czyli osoby dla których został gobelin stworzony. Uff! A ta książka wciąga, fajnie byłoby kupić papierową...
Polowanie na Jednorożca wciągnęło mnie na połowę soboty...
A tak wygląda "nasz Jednorożec" w muzeum w NY.
Piękna scena, bije z niej moc ale uprzedzam, że film nie jest dla wszystkich, podobnie jak poprzedni obraz Malicka "Drzewo życia".
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
