10 sierpnia 2011
MadziaAJ
Serial: Sny i wizje
Demoniczna Babka
◀ Bandyci i ratunek policji ◀ ► Dół i mężczyzna w oddali ►
Kiedy obudziłam się po tym śnie, pomyślałam, że to był naprawdę hardkor:) Śniłam jakieś dwa lata temu.
Jest wieczór, (chyba jesień, bo jestem ubrana w ciepłą kurtkę) idę od przystanku w stronę domu, okolica wygląda identycznie, jak w rzeczywistości. Kiedy wchodzę na plac przed remizą strażacką widzę moją babkę jest pijana (jest alkoholiczką), pije wódkę, z kieliszków, z jakąś inną kobietą i śmieje się demonicznie - ten śmiech jest straszny, przeszywający - jak śmiech czarownicy. Przyglądam się, a obok nich, na asfalcie, leży mój chory na Alzheimera dziadek - jest ubrany w krótkie spodenki i biały podkoszulek. Nagle babka zaczyna go wlec za nogi, wciąż się śmieje, a druga kobieta znika. Patrzę na to przerażona, a dziadek spogląda na mnie spokojnym wzrokiem i mówi: "Nie martw się. To się niedługo skończy". Jestem przestraszona i zła, wyciągam telefon i dzwonię na pogotowie: mówię, że przed strażnicą leży stary, chory człowiek, który potrzebuje pomocy. Po jakimś czasie przyjeżdża karetka, kładą dziadka na nosze i zabierają do szpitala. Jestem spokojniejsza. Nagle spostrzegam, że nie ma babki. Pytam więc sanitariusza, gdzie ona jest, a on odpowiada: "Babcia już nie wróci". Nie wiem, co się z nią stało, ale jestem spokojna, bo wiem, że teraz już będzie dobrze.
Sen proroczy realizujący się dopiero teraz, ale co się odwlecze, to nie uciecze...
Jest wieczór, (chyba jesień, bo jestem ubrana w ciepłą kurtkę) idę od przystanku w stronę domu, okolica wygląda identycznie, jak w rzeczywistości. Kiedy wchodzę na plac przed remizą strażacką widzę moją babkę jest pijana (jest alkoholiczką), pije wódkę, z kieliszków, z jakąś inną kobietą i śmieje się demonicznie - ten śmiech jest straszny, przeszywający - jak śmiech czarownicy. Przyglądam się, a obok nich, na asfalcie, leży mój chory na Alzheimera dziadek - jest ubrany w krótkie spodenki i biały podkoszulek. Nagle babka zaczyna go wlec za nogi, wciąż się śmieje, a druga kobieta znika. Patrzę na to przerażona, a dziadek spogląda na mnie spokojnym wzrokiem i mówi: "Nie martw się. To się niedługo skończy". Jestem przestraszona i zła, wyciągam telefon i dzwonię na pogotowie: mówię, że przed strażnicą leży stary, chory człowiek, który potrzebuje pomocy. Po jakimś czasie przyjeżdża karetka, kładą dziadka na nosze i zabierają do szpitala. Jestem spokojniejsza. Nagle spostrzegam, że nie ma babki. Pytam więc sanitariusza, gdzie ona jest, a on odpowiada: "Babcia już nie wróci". Nie wiem, co się z nią stało, ale jestem spokojna, bo wiem, że teraz już będzie dobrze.
Sen proroczy realizujący się dopiero teraz, ale co się odwlecze, to nie uciecze...
◀ Bandyci i ratunek policji ◀ ► Dół i mężczyzna w oddali ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.