02 października 2026
Sandra Dumroc
Serial: Dziennik Sandry Dumroc
Duchy na bębnie - Zapis 1107
◀ Wesele w piwnicy – Zapis 1071 ◀ ►
Sen 02.10.2026 godz. 5:44
Gdzieś byłam i już wracałam na nogach od strony Podlasia. Mój dom rodzinny było po lewej ręce do góry, ale nie chciało mi się iść asfaltem który opasywał bęben. Stwierdziłam, że przez niego wrócę, na wprost. Weszłam na orne. Leżały tam takie dziwne kamienie jak lawowe albo wylane krzemienie. Powiedziałam, że można szukać, coś ciekawego, bo towarzyszyli mi pies, kot i Ktoś, ale nic nie było ładnego. Moim zwierzakom chciało się pić, bo widziałam jak szukają, więc skręciłam jak najbliżej środka bębna. I pokazały się takie wodne plany na ziemi, ale rdzawe, zamulone, ale jeszcze bez czystej wody na wierzchu. I doszliśmy do potoku w otoczeniu drzew. O mało nie wpadałam do wody.
Ale tam było pięknie, jak w czasie mojego dzieciństwa. Raz że światło, przez listowie i po odbiciu od wody wszystko drgało i skrzyło. Ta woda była taka krystaliczna, dosyć płytka, bo w najgłębszym miejscu miałabym do ud. Omiotłam wzrokiem całą przestrzeń i przeszłam jakby bardziej w dół, bo wybrałam miejsce gdzie byłoby najłatwiej przejść mnie i moim zwierzakom i wszystko się zmieniło.
Znalazłam się jakby w starym budynku, hali. Ona nadal zachowała podstawową geometrię ale dekoracja całkowicie się zmieniła. Zamiast konarów i naturalnych spiętrzeń były progi i gzymsy, a zakola i zmiany koryta to ostre kąty i rogi ścian. Na podłodze jakieś szlamy, ściany z plamami od wilgoci. W dole pozostałości jakiś ułożonych płytek. Wyciągnęłam telefon i zrobiłam zdjęcie. Na zdjęciu oprócz nas była jeszcze postać, z tyłu, za nami. Chyba już wiedziałam gdzie jesteśmy. W oddali zobaczyłam grupę ludzi, zawołałam ich. Podeszli.
Od razu zaczęli mówić, że szukają jakiś kwiatów. Powiedziałam żeby pokazali. Mężczyzna już wyciągnął łapę żeby szukać na moim telefonie, ale po ostatnim razie nie dam się nabrać na takie numery, chociaż topografię bębna znam jak własną kieszeń. Sama poszukałam na telefonie, mocno trzymając go w rękach i dodatkowo zamykając klatkę piersiową. Tak, by w razie czego osłonić go ciałem. Otworzył się obraz. Oni szukali lilii wodnych. Powiedziałam zgodnie z prawdą, że ich tu niem. Nie dodałam, że rosną u mnie, bo nie chciałam mieć takich turystów.
Idąc chwile z nimi jakby wyszłam z tego budynku, bo znowu znalazłam się na ścieżce i na tym zielonym bębnie. Ale bęben teraz wyglądał jak wiejskie zabudowania. Pociągnęłam Towarzysza i odbiłyśmy w lewo, w przeciwnym kierunku niż cała grupa która mnie wyprowadziła z jądra. Powiedziałam do Towarzyszki, że idziemy do ich szwagrostwa. Jak weszliśmy do zabudowań, to przy drewniany chałupie siedziała para. Niby jakaś rodzina z moim Towarzyszem. Jak kobieta trochę się odsunęła zadałam pytanie mężczyźnie.
- Wypuścicie Nas?
Ale na mnie patrzyła. Nawet nie zdziwiony, ale zaszokowany. Zapytałam normalnie, takim zwykłym głosem, ale chyba to nie chodziło o tą moją akceptacje, ale o to że widzę. Bo ja widziałam, że tu, jestem na ich terenie, właśnie przez to zdjęcie i że dekoracje mogą mi podmieniać w nieskończoność. A ja za każdym razem gdy znajdę wektor wyjścia, docierając do pierwotnej matrycy, Oni znowu narzucą mi nową siatkę wizualną. A ja znowu będę analizować przestrzeń w poszukiwaniu szczelin i załamań.
I chyba moje pytanie sprowokowało do dyskusji, bo z naszą parą z lewej przeszłam do grupy z prawej. Właśnie chyba coś przegadać i Ja, moje Zwierzaki i Towarzysz zostaliśmy włączeni do Narady Duchów.
◀ Wesele w piwnicy – Zapis 1071 ◀ ►
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
