07 sierpnia 2013
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki 3
Dwie ezoteryki czyli co nas różni
◀ Hellinger i przodkowie ◀ ► Dziwny ten New Age ►
Zastanawiam się, na czym polega i skąd się bierze, że kiedy mówią/piszą niektórzy ludzie – na „tarakowe” tematy! – to mam wrażenie uderzającej „swojości”, że mówią tym samym co ja językiem, a przy innych wzajemne zrozumienie jest ciężkie, dogadać się jest trudno itd. Podejrzewam, że w wielu takich razach działa pewna podstawowa różnica: różnica między Jerozolimą z jednej strony, a Atenami i Gangesem z drugiej. O tych trzech nurtach: Ateny, Jerozolima, Ganges, pisałem kiedyś osobny blog. Jednak gdy Ateny z Gangesem się godzą, to Jerozolima od nich odstaje, nie da się pogodzić, połączyć, niby olej i woda. Rożnica między nimi, mało różnica – rozstęp i przepaść! – dzieli także ezoterykę.

(Niecierpliwym i leniwym, którym nie chce się czytać tamtych odcinków, wyjaśniam, że „Atenami” nazwałem wszystko to, co wyrasta z tradycji starożytnej Grecji wraz z Rzymem; „Gangesem” styl myślenia, którego głównymi nośnikami są buddyzm i taoizm, i który ma wielu kontynuatorów także na Zachodzie; „Jerozolima” to to, co wyrasta z chrześcijaństwa i gnozy/gnostycyzmu i wspiera się Biblią.)
Po czym poznać ezoterycznych jerozolimczyków? Najpierw po tym, że czekają. Czekają, a więc nie są teraz. (Choćby mantrę „tu-i-teraz” powtarzali milion razy.) Czekają na co? Na wielką przemianę. Czyli sami nie są tym, czym być powinni, nie są sobą. (I to ich zasadniczo różni od tych od Aten.) Ta wielka przemiana ma się zaś dokonać jakoś automatycznie, np. jako wielka zmiana czasu, epoki. To ich zasadniczo różni od tych od Gangesu, którzy polegają na własnej pracy i własnej przemianie, i nie oglądają się na „epoki”.
Jak widać z powyższego, New-Age'owcy są jerozolimczykami.
Po drugie poznać ich po tym, że się boją. Czego się boją? - Tego, co jest poza ich kręgiem. Boją się „zewnętrza”, dokładnie na tej zasadzie, jak chrześcijanie boją się diabła. Boją się, bo są czyści i dobrzy, a zło (zło w ich mniemaniu) wygonili na zewnątrz, więc się tego zewnętrza boją! To całkiem jasne. (Porównaj z ateńczykami, którzy żadnych „złych bóstw” nie wynaleźli; i z gangejczykami, którzy „energie czarne, zębate i włochate” przyjęli jako swych pomocników i „ochroniarzy”.)
Jak widać, sataniści są jerozolimczykami. Także sataniści w wersji light, czyli wszelcy fascynaci wampirów, tajemnych sekt, lóż rządzących światem, Szaraków i Reptyli, itp.
Po trzecie, poznać ich po tym, że uważają – lub podejrzewają – że są przez kogoś zrobieni. (Jak w Biblii Adam przez Elohim; Elohim – liczba mnoga!) Wraz z całym ich światem. Co często skutkuje tym, że pilnie studiują (rzekome) plany tego zrobienia. (Miłośnicy Kabalistycznego Drzewa Życia są jerozolimczykami.)
Jerozolimczycy też uważają, że są jakoś zamknięci, uwięzieni. Ale i przeciwnie: że nie należą do „tego świata”. W ogóle mają wiele śmiesznych przypadłości... Jak znajdę kolejne, to dam znać.
◀ Hellinger i przodkowie ◀ ► Dziwny ten New Age ►
Komentarze
Ale prócz tego jest (4) własna oryginalna twórczość NIE wynikająca z tamtych trzech źródeł. Wizualnie najwybitniejszym jej "egzemplarzem" jest GOTYK, którego źródłem, jeśli go koniecznie szukać, jest celtycki (i podobny, więc także słowiański) substrat Europy.
Ciekawe byłoby przyjrzeć się, czy i na ile tamte "azjatyckie importy" buddyjskie, taoistyczne i szamańskie nie są naprawdę odkrywaniem, okrężną drogą, własnego, tubylczego substratu Europy.
Nie wszyscy się temu szybko poddali. Jeszcze po wojnie sprzedawano w Japonii zegarki z
godzinami "liniowymi", europejskimi, i z godzinami o niejednakowej długości.
Zacytuję mój ulubiony fragment z artykułu Ralpha Metznera "Nadchodzi ayahuasca":
Dwa tysiące lat temu trzy monoteistyczne religie wyłoniły się na pustynnych obrzeżach Środkowego Wschodu. Jak twierdził ekolog Paul Sheppard, tamtejsze jałowe, surowe i niegościnne zazwyczaj środowisko przyrodnicze mogło przyczynić się do owego idealizowania transcendencji, co charakterystyczne jest dla monoteizmu; jak również do jego "autorytarnej, maskulinistycznej i ascetycznej ideologii", która obecnie dominuje na światowej scenie.
W przeciwieństwie do religii wyrosłych na pustyniach, brazylijskie kościoły ayahuaski (i szamańskie tradycje Amazonii, od których one pochodzą) wynurzyły się z zupełnie odmiennego ekologicznego etosu i z innego świata wizyjnych wyobrażeń. Rdzeniem ayahuskowych wyobrażeń są płynące wody i rozrastające się rośliny. Rzeki płyną, płyną upajające napoje, wylewają się oczyszczające wymioty, płyną fale uczuć radości i smutku; życie roślinne i zwierzęce rozkwita w przepysznej zielonej obfitości najbogatszych dżungli Ziemi. Rytuały ayahuaski zawierają hymny, modlitwy i inwokacje do postaci biblijnych, ale zarazem oddają cześć duchom lasu, morza, słońca, księżyca i gwiazd, oraz rozmaitym tubylczym bóstwom. Owe politeistyczne, animistyczne religie przyrody ucieleśniają ponowne zjednoczenie tego, co święte i tego, co naturalne.
1/ Autor mniema, iż czytelnikami tego tekstu są tylko uczniowie pierwszych klas podstawówki,
2/ tak traktuje swoich Czytelników ( czytając niektóre komentarze stwierdzam że smutkiem, że niestety ma rację ).
A szkoda, bo temat ciekawy i gdyby go potraktować poważniej i z uwzglednieniem wszystkich wymiarów "Aten", "Jerozolimy" i "Gangesu" doprowadziłby nas do bardzo, ale to bardzo ciekawych wniosków.
Na tym poziomie wszakże ich najzwyczajniej być nie może.
Z ukłonami :)
>>> Paweł, jerozolimczyk arcywzorowy, był przekonany, że oto żyje w czasach przełomu, kiedy koniec dotychczasowego marnego czasu już się rozpoczął, a Mesjasz, który już raz tu był, zaraz przyjdzie powtórnie wraz ze swym królestwem.
No więc nie tak! Pisząc tamto, nie przeczytałem jeszcze wtedy tego, co pisał Earl Doherty ("Jesus Neither God Nor Man"): że wg. "św." Pawła żadnego mesjasza jeszcze nie było, ponieważ "św." Paweł w ogóle nie mówił/pisał o Jezusie działającym na ziemi, w realu, tylko o mitycznym Synu Bożym w pozaziemskiej przestrzeni poza czasem.
Tamtą radę, żeby komentatorzy najpierw przeczytali to, co kiedyś pisałem, stanowczo popieram!
Chętnie bym podjął polemikę z panem Suligą ale na nieco innej płaszczyźnie. Polemika byłaby tym ciekawsza że ja o panu Sulidze wiem sporo a on o mnie nie wie niczego .
Włączył się do naszej dyskusji z pozycji osoby zorientowanej w etnografii, antropologii religii i religioznawstwie.
Oczywiście wiadomo nam wszystkim , że posiadł w tych dziedzinach duży zasób wiedzy .Ale czy jakakolwiek wiedza jest w stanie dać odpowiedź na pytanie o prawdę .Nie ma prawdy obiektywnej . Może co najwyżej subiektywna , tymczasowa albo cząstkowa. I tu stanę ,z wrodzonej przekory ,po stronie autora omawianego artykułu.
To co daje nam szerokie spojrzenie na te kwestie nazwijmy religioznawstwem porównawczym . AIe co nam takie szerokie porównanie religii daje ? A no to ,że właściwie wszystkie cywilizacje dotarły do tych samych prawd , wyrażono je co najwyżej w różnym stroju kulturowym .Nieco inaczej rozłożono akcenty .Co daje nam taka religijno -porównawcza konstatacja ? A no właśnie nic !
Czym szerszy materiał porównawczy tym mniejsza możliwość poruszania się w jakimkolwiek kierunku .Niepełna wiedza ma , paradoksalnie , tę zaletę , że wytwarza „prądy” w świadomości poszukiwacza które pozwalają na przesuwanie się w jakimkolwiek kierunku .Zatem nadmiar wiedzy obezwładnia .Pan Suliga wie doskonale że dotrze donikąd w swoich analizach intelektualnych na tematy religijne i ezoteryczne . Utonie w powodzi kolejnych jakże interesujących faktów . Zamrze w klinczu relatywizmu . Na końcu tej drogi czeka nas najczęściej cynizm i wzgarda dla jeszcze naiwnych w swoich poszukiwaniach. Jedyną wartością staje się bowiem dla takiego dyskutanta sprawność w przerzucaniu się odnośnikami .
Dlatego ważniejsza niż pełnia dostępnej wiedzy jest intencja i pasja z jaką oddajemy się refleksji nad bytem. I każdy kto tę prawdę poznał szybko znajdzie z autorem artykułu język intersubiektywnie sensowny . Wielu z nas pewnie nawet już wie , że sedno doświadczenia duchowego łatwiej znaleźć doświadczając go niż o nim mówiąc .Rozmowa , refleksja intelektualna , jest zaledwie szukaniem dostrojenia do aktu bezpośredniego poznania .
Nie trudno domyślić się co spowodowało taką ponadprzeciętną reakcję pana Suligi wobec autora artykułu i mniej lub bardziej skoncentrowanych na tym co tam sobie piszą , dyskutantów. Czy nie był to czasem cykl artykułów odwołujących się do siedmiu lekcji o egregorach jego autorstwa ? :)
W tekście jest niekonsekwencja logiczna. Najpierw jerozolimczycy są ukazywani jako ci ,którzy wyrzucają zło na zewnątrz, są dobrzy i czyści w ich własnym mniemaniu, wynaleźli złego ducha, którego się boją, a potem nagle w dalszej części tekstu nazwani zostali satanistami , a tymczasem ci ,którzy nie wynaleźli złych bóstw, albo ci, którzy je oswoili, nie doczekali się takiego określenia,
W czym rzecz? Satanizm jest właśnie oswajaniem się ze" złym" , jego akceptacją, brakiem negatywnych reakcji na niego. Czyli logicznym by było, gdyby to właśnie ateńczycy i gangesowcy zostali nazwani satanistami, czyli tymi, którzy akceptują zło, a nawet są jego fanami. Nieświadomość zła przy satanizmie też nie wiele lepiej wygląda.
Lęk jest naturalnym mechanizmem obronnym przed destrukcją. Gdybym miał wskazać podstawowy cel "złego'', na początek wskazałbym destrukcję. Jeśli ktoś boi się czegoś, co kojarzy mu się z uczuciem nieprzyjemnym ,negatywnym, w rzeczywistości boi się destrukcji, że coś utraci, poczuje nieprzyjemny ból, itd..
----Tymczasem w wizji Ezechiela pojawiły się dokładnie światowidy z 4 twarzami: "A pośród niego [blasku] było coś w kształcie ... żywych istot. A z wyglądu były podobne do człowieka. Lecz każda z nich miała cztery twarze... Ich oblicza wyglądały ... z przodu jak twarz ludzka, z prawej strony jak twarz lwa, z lewej strony jak twarz wołu, z tyłu jak twarz orła." (Ez. 1.5-10.)
Ponieważ wizja przyszła do Ezechiela z północy, to twarz człowieka patrzyła na południe, lwa na wschód, wołu na zachód, orła na północ. Z naszym światowidem ta różnica, że u niego cztery twarze jednakowe.
a. Myślenie teoretyczne czyli modelowe, wynalazek starożytnych Aten. (Oczywiście do tych "Aten" trzeba doliczyć Aleksandrię z Euklidesem czy Eratostenesem, i Syrakuzy z Archimedesem itd.)
b. Zbawcza katastrofa, wynalazek starożytnej Jerozolimy. (Chociaż gdy się przyjrzeć historii, to "koniec świata" wynaleźli Irańczycy, może nawet personalnie Zaratusztra. Jednak to starożytni Żydzi, twórcy chrześcijaństwa i gnostycy ten kompleks zbawczej katastrofy dopracowali i podbili nim świat.)
Powyższą różnicę między Atenami z Jerozolimą znakomicie zrelacjonował "św." Paweł, [Do Koryntian 1.22]: „Żydzi znaków się domagają, a Grecy mądrości poszukują”. Żydzi wyczekiwali znaków nadchodzącej zbawczej katastrofy, podczas gdy Grecy pogłębiali mądrość czyli myślenie teoretyczne.
c. Dhjana, nieściśle nazywana "medytacją", czyli skupienie na "strumieniu bycia w tej oto chwili", co ściśle łączy się ze skupieniem na oddechu i pracy z oddechem - wynalazek dawnych Indii czyli "Gangesu". Czy pierwsi byli ci jogini, których osiągnięcia podsumował Patańdżali w Jogasutrach, czy pierwszy był Budda, nie dojdziemy z powodu "niepokolejności" indyjskiej historii, co zresztą nie jest ważne.
Być może to co pisałem wcześniej o Atenach, Jerozolimie i Gangesie budziłoby mniej wątpliwości, gdybym tamte nazwy, Ateny itd., brał w cudzysłowy, ale (1) cudzysłowów nie lubię, (2) zakładam, że jeśli ktoś czyta życzliwie, to sobie w myślach te cudzysłowy, a czasem cudzysłowy w cudzysłowach, sam dostawi. Pozdrawiam ---
>>>"Jak widać, sataniści są jerozolimczykami. Także sataniści w wersji light, czyli wszelcy fascynaci wampirów, tajemnych sekt, lóż rządzących światem, Szaraków i Reptyli, itp."
Pozwoliłem sobie użyć tego słówka "satanizm" przewrotnie - w tym sensie satanistami są katolicy, ponieważ każdy z nich był przyjmowany do KK przy inwokowaniu Szatana - jest On mianowicie wymieniany podczas chrztu. "Sataniści" w użytym przeze mnie sensie to nie czciciele Szatana, tylko w ogóle ci, którzy wierzą w uosobione zło. Tym personalnym złem bywa Szatan, ale także - jak napisałem - wampiry, tajemne sekty czy loże w rodzaju legendarnych Iluminatów, "Wróg który nie śpi" w komunistycznej propagandzie, ufologiczne Szaraki itd.
Jeszcze coś: bóstwa Hindusów bywają groźne (o nich np. ostatnio tu: Dziesięć Mahawidji), ale nie są "złe absolutnie" - taki rodzaj (anty)osób boskich to jednak wynalazek jerozolimski.
Zgadzam się z Tobą. Bycie dzieckiem/pierwszakiem nie jest niczym złym (moja córka, 1 września idzie do pierwszej :-). Nie to miałem na myśli. Sam doskonale wiem, że wiele tematów poruszanych tutaj jest dla mnie nowych. Nie jestem nawet w przedszkolu. Jestem właśnie "niemowlakiem". Cieszę się z tego. Czytam, uczę się. Wyrabiam sobie własny pogląd. Czasami o tyn napiszę. Bycie "dzieckiem" czyni nas otwartym na nowe, inne. To jest dobre. Ale nawet jako "niemowlak" dostrzegam różnicę między nauczaniem a pouczaniem. Na szczęście, zawsze można podyskutować i pozostać, lub nie, przy swoich poglądach. :-) Czego wszystkim z całego serca życzę.
arku, to fajnie, bo córka ma wzorzec
nauczania.
Co do wielowymiarowości człowieka. Tutaj tykam Pana,
Panie J.W.Suliga. Dzień Dobry! Ta wypowiedź (co poniżej link) jest
dla mnie tarakowa, a nawet redakcyjno-tarakowa. Tutaj tykam Pana
Panie W. Jóźwiak. Dzień Dobry!
(i ten link wklejam, jak mi się
znowuż nie uda to powiem, że edytor jest do dyskusji Nie edytor,
tylko ja nie umiem zrobić odnośnika do 5. praw magii nie da się
wygooglować... autor: Jan Witold Suliga 2013-08-01
00:30:21)
A tekst, kiedy go przeczytałam to własnie tak pomyślałam
- od serca i prawdziwie napisany.
Panie Wojciechu, po co posługiwać się dwuznacznymi określeniami , które mogą jedynie wprowadzać w błąd, nie lepiej nazwać rzeczy po imieniu?- Ateńczycy i gangesowcy to czynni i bierni sataniści, a jerozolimczycy, to zaciekli wrogowie szatana. Nie pamiętam do kogo należy ta myśl, że największym sukcesem szatana jest przekonanie ludzi ,że nie istnieje, więc samo propagowanie nieistnienia rzeczy i zjawisk negatywnych oraz ich lekceważenie ,wpisuje się w ten niechciany przez dobrze życzące osoby, antysukces.
Ja jestem ateistą, a wiara w szatana jest jakby dostosowana do dziejów i mentalności ludzi , kiedy zaczęła być propagowana. Współcześnie proponuję zamiennik, zamiast szatana- destruktor, psuj , degenerat..
Jest taka sentencja -"nikim jest ten , kto nie ulepsza świata". A zatem kim jest ten, który go nie tylko nie ulepsza, lecz niszczy, bądź biernością pozwala na niszczenie?
W dzieciństwie miałem nieprzyjemność być świadkiem przerażającej sceny, tak dziwnej i niezrozumiałej ówcześnie dla mnie, że głęboko zapadła mi w pamięć. Między dwiema osobami w wieku przybliżonym wtedy do mojego doszło do spięcia. Agresywniejszy i silniejszy z osobników zaczął silnie okładać pięściami słabszego . Bił go niemiłosiernie, krew się lała, twarz puchła, słychać było wyraźne odgłosy zadawanych ciosów, które uderzały w głowę, a głowa odskakując po ciosie uderzała w ogrodzenie, które było zaporą przed cofnięciem się i ujściem przed ciosami. Nietypowość tej sytuacji polegała na tym ,że im bardziej poszkodowany był bity, tym bardziej sprzeciwiał się bijącemu, nie zważając na silne szkody fizyczne jakie ponosi w wyniku zadawanych ciosów. A im bardziej ów sprzeciwiał się , tym bijący silniej go okładał./
Wtedy ta sytuacja była niezrozumiała dla mnie, dzisiaj wiem ,że obydwaj osobnicy mieli w sobie silne skłonności destrukcyjne. Jeden z nich , ten bijący, dzisiaj jest dobrze znany lokalnej społeczności i wymiarowi sprawiedliwości notorycznym przestępcą, a ten drugi, bity ,dzisiaj jest czynnym alkoholikiem. Jeden z nich kieruje destrukcję na zewnątrz, burząc ład, obniżając jakość życia i siejąc niepokój w społeczeństwie, drugi kieruje destrukcję ku sobie, stając się ofiarą , z tym że świętym nie zostanie z tego powodu, jako że nie ma tu poświęcenia dla innych, tylko jest ucieczka przed trudem życia. .
Wpisy, które uznam za poniżej poprzeczki, będę kasować bez ostrzeżenia.
Uporczywych będę banować.
Komu to przeszkadza, niech sobie idzie gdzie indziej.
A jeszcze: wyróżnikiem Jerozolimy może być nie tylko wynalazek zbawczej katastrofy, ale też wprowadzenie w świat historyczny i nowożytny filozofii opartej na motywie ofiary z człowieka.
W każdym razie jerozolimskie religie służą do dodatkowego męczenia-dręczenia ludzi, tak jakby zwykłe życie nie było dość męczące.
W świecie , którego składową jest Saturn(odwołam się do astrologii) nie ma lekkiego życia, albo się człowiek dostosuje do reguł saturnicznych i ułatwi w ten sposób swoje życie oraz innym, albo się nie dostosuje do tych reguł i urządzi piekło, jak nie sobie to innym, albo pozbędzie się swej fizycznej natury i odejdzie w niebyt. Jedni wierzą w istnienie dusz, ja uważam ,że jakiekolwiek życie bez Saturna nie istnieje, muszą być ramy, które wiążą w całość byt, a nic tych ram nie jest w stanie stworzyć poza Saturnem. Nawet dusza, określana jako istota niecielesna, się rozpłynie bez Saturna, jako niczym niezwiązana. Ciało jest tym , co pozwala mieć punkt podparcia , a dzięki temu uruchamiać moc sprawczą, ale niestety ciało ma swoje wymagania, trzeba o nie dbać, jak o każdą saturniczną konstrukcję, jeśli się chce by była sprawna, a to wymaga spożycia wiele energii i wyładowania wiele wysiłku, stąd trud życia.
Jestem tu w całkowitej opozycji do Pana Wojciecha jeśli chodzi o podejście do religii chrzescijańskich . Ich cel jest zupełnie odwrotny ,-to polepszenie życia. Wskazują prawa rządzące tym światem . Łamanie tych praw odbija się pogarszaniem jakości życia i osuwaniem się cywilizacyjnym. Wiadome ,że prawa stawiają pewne wymagania, stąd ponoszenie trudu tych wymagań, ale wiadomo jest ,że łamanie tych praw, przynosi ostatecznie o wiele gorsze skutki i oznacza ponoszenie o wiele cięższego trudu.
Zastanawiałem się ostatnio nad zbawczą katastrofą w chrzescjaństwie, wspomnianą przez Pana Pawła Brągoszewskiego, czyli tym co się określa końcem świata ,albo paruzją. Ja myślę, że ta zbawcza katastrofa jest zbyt dosłownie interpretowana, jak wiele innych elementów z Biblii, choćby powstanie świata, .....że tu chodzi o coś innego, że interpretacja jest mocno wypaczona względem tego co rzeczywiście za tym się kryje. Wg. mnie, to nie będzie katastrofa, a coś odwrotnego-zbawienie. Katastrofa, dlatego ,ze interpretatorom skojarzyło się z końcem, a jak koniec czegoś , to pewnie jakaś katastrofa za tym się kryje. W rzeczywistości to będzie koniec świata dla ludzi, który teraz znamy, to będzie przejście na nowy poziom, ale bez katastrofy, to będzie ewolucyjno-naukowy sukces ludzkości , kiedy nie będzie musiała się już rozmnażać , by przetrwać, ludzie osiągną fizyczną nieśmiertelność bez ogniwa jakim jest obecnie rozmnażanie..czyli, nawiązując do Biblii, nadejdzie w ten sposób syn boży, czyli człowiek, w chwale, bo osiągnie nieśmiertelność . Jest kwestia , czy ta nieśmiertelność, kiedy będzie już dostępna, będzie dana każdemu, czy tylko nielicznym.
Co do ofiary w chrześcijaństwie, to nie jest odbierana pozytywnie w każdej sprawie. Może to być ofiara złożona na cel przetrwania potomstwa, na cel życia innego człowieka czy ofiara złożona na rzecz zachowania praw służącym życiu i rozwojowi cywilizacyjnemu, przy czym w każdym przypadku musi być dobrowolna. Są jeszcze ofiary , które się określa jako poniesione w wyniku prześladowań i męczeństwa i tu z dobrowolnością bywa różnie.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
