zdjęcie Autora

08 lutego 2010

Robert Roczeń

Gnosis

Kategoria: Twórczość


gnosis_01.jpg

Bismillahi ar-rahmani ar-rahim.


Chwała Allahowi,

Dawcy wszelkich łask,
w towarzystwie którego
strach to brak wiary,
chwała Mu za każdym razem,
kiedy wyprowadza nas

z ciemności do światłości.


Tutaj zaczyna się opowieść o objawieniu, którego łaski dostąpił Muhammad Isa, sługa Boga zakonu Naqshbandi. Poznania, którego dostąpił w wizji podczas modlitwy Maghrib przy drugim pokłonie trzeciego rakat.

W intencji modlitwy poprosiłem jak zwykle o błogosławieństwo i możliwość Jego poznania. Kiedy dotknąłem czołem dywanu żyły szyjne nabrzmiały mi i z gasnącym piskiem w uszach wpadłem w głuchą ciszę. Upływ czasu pozostaje mi zagadką. Przed oczami ducha w ciemnej przestrzeni wewnętrznej pojawił się obraz ogromnej katedry otoczonej murem. Jego monolitu nie szpeciła żadna skaza okna, drzwi czy szczelina. Szczyt konstrukcji łączył się z murem kościoła a potężne uchylne okna prowadziły wprost z wnętrza do nieba. Siedziałem jak żebrak przy podmokniętym liszaju ściany na rogu domu, który stał po przeciwnej stronie brukowanej nierównymi kamieniami ulicy. Wokół budowli poruszały się niewyraźne sylwetki robotników. Jeden z nich przyglądał mi się z ukosa. Dziwna postać w oliwkowych wypchanych spodniach i lnianej luźnej koszuli bez kołnierzyka. Stopy obute miał w stare, szare sandały. Cała postać sprawiała także wrażenie wypłowiałej. Dopełniała jej łysa czaszka odbijająca nienaturalnie intensywnie promienie słoneczne, a ogromne uszy stanowiły granicę dla peleryny siwych dosyć rzadkich włosów. Mężczyzna miał duży nos, na którym opierały się masywne, wypukłe okulary. Za nimi w zwielokrotnionej krzywiźnie przedzierały się wyłupiaste oczy. Duże wystające kości policzkowe podkreślały miły i sympatyczny uśmiech szerokich, palonych latami przez słońce ust. Całości twarzy dopełniała niezbyt długa, rzadka, siwa broda, spod której wpełzała do koszuli długa, pomarszczona wężowata ascetyczna szyja. Sprawiała wrażenie samodzielnego, dostojnego zwierzęcia obciągniętego luźną sfałdowaną brązową skórą. Wrażenie to potęgowane było ruchem mięśni, które spokojnie poruszały się pod skórą pełznąc w ślad za suchą grdyką. Człowiek drgnął, a razem z nim główka krtani synchronicznie wykonała, przykuwający wzrok, ruch w górę i na dół. Spalone słońcem wargi otworzyły się nieznacznie, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Zrozumiałem, że mam pytać. Poruszyłem ręką i rozchyliłem usta, aby zacząć mówić, ale głosu nie wydobyłem. Zamiast tego poczułem ciepło wokół serca. To baraka, przemknęło mi przez myśl. Mistyczny związek i porozumienie, świadomość qualb. Poczułem pytanie:

- Dlaczego mury nie mają okien?

Zrozumiałem też odpowiedź

- Ponieważ będziesz oglądał Boga przez dach.

To był ostatni krąg sufickiej gnozy. Zadałem pytanie wyrastające z moich chrześcijańskich korzeni:

- Dlaczego Kościół otoczony jest murem Nowego Przybytku?

Odpowiedź otrzymałem w przestrzeni wewnętrznej:

- Bo Jezus to Światło Witrażu, ale Boga będziesz przez Niego dostępował przez Okna w Dachu.

Po tych słowach trzymając w ręku nóż ciąłem głęboko swoje ciało. Raz po razie zatapiałem ostrze w brzuchu i klatce piersiowej pozostawiając głębokie wąwozy otwartych, lecz bezkrwawych jam ciała. Na innej płaszczyźnie bytu ciąłem, a brzegi ran wywijały się scalając się za chwilę bez śladu. Wielkie poruszenie drobnych drżeń pod powłokami przeradzały się w chwytające rękę i nóż fałdy. Po chwili jednak z monstrualnego ruchu powierzchni wyłaniały się raz za razem nowa ręka i nowy nóż. Rany. Rany, owe zmiany nieustającego continuum zrastania i odcinania. Rany, nieustające continuum przemian proroków: Chrystus - Muhammad. Rany, stała tradycja: Abraham - Mojżesz; Ja - Ty; Ja - Bóg. Rana Ciała Mistycznego Chrystusa - Kościół. Kościół - Otchłań Domu Boga i Cierpienia. Odciąłem się jednak pozostawiając cały proces poznania w niezakłóconym continuum.

Jaki jesteś Allah? Czy jesteś jak Słońce? Czy Muhammad jest Twoim Światłem? Czy Ja jestem Twoim Cieniem? Zaprzeczeniem bytu absolutnego i Jego nieodłącznym atrybutem? Jednoczesnym Tak i Nie powstałym ze światła i ciepła, a równolegle będącym ucieleśnieniem Ciemności i Chłodu. Czy to jest Twoje sekretne Imię, którego nie można wymówić, gdyż nie można Go wypowiedzieć znanymi słowami. Imię pojmowalne wyłącznie w Twoim Świetle i Twoim palącym Cieple. Jaki jesteś Boże? Czy jesteś jak nieogarnięty blask? Czy Chrystus jest Twoją Lampą? Ja, Muhammad Isa, czelny odstępca pytam: Człowiek - Bóg? Jezus - Bóg? Bóg Ojciec? ... Starzec? Czy prawdą jest, jak mówił pewien Abba, że kiedy uczyniłem już wszystko na drodze do Ciebie, to mam zapłonąć? Może drogą do Ciebie jest asceza? Owa ponętna udręka ciała. Ale to nie ciało cierpi ... nie sarcs ... nie soma, ale anima pozostawiając nagi ruach ... bezczasowe Twoje Tchnienie. Umysł - szafarz zasłon zna wartość ludzkiej perspektywy nastawionej na przyszłość. Wie, że wartość naszych spraw uwidacznia się w przemijaniu, ale nie bezpowrotnym, tylko cyklicznym. Ziemia - Czyściec - Niebo - Ziemia? Mimo to doznaje cierpienia metafizycznej otchłani. Na horror vacui Ty jesteś lekarstwem.

Powiedziałeś Boże, że stworzyłeś Człowieka, stworzyłeś Mnie, abym oddawał Ci cześć, byś w Chwale mógł panować. Stworzyłeś Człowieka również po to, aby Cię poznawał, aby dążył do odkrywania prawdy o Tobie. W tym przejawił się sens ludzkiego bytu, który Mu narzuciłeś. Chcieć Cię zobaczyć to zuchwalstwo, ale czymże jest z Twojej strony takie żądanie...? Czy to nie pycha? Chylę głowę, padam na twarz, wycofuję się... To bluźnierstwo... Pycha nie jest Twoim atrybutem... ale... pozostaje cień zwątpienia.

A Ty straszysz jeszcze karą...

A może jest to jednak atrybut. Twoje setne imię. Tajemne. Takie, którego nikt nie zna...bo wstydliwe.

Jestem bluźniercą...

Ty wiesz najlepiej. Jesteś Wszechwładną, Wszechwiedzącą Esencją. Twoja Pycha jest doskonała, absolutna, jedyna w swej pełni. Nic jej nie zaprzecza, nie ma negacji. Nie jest ani dobra ani zła. Nie może być nawet nazwana.

A jednak chcę Cię poznać. Poznaję Cię czystym sercem w ciemności zmysłów. Allah powiedziałeś: człowiek jest moim mistycznym stworzeniem. Stworzyłem go, aby zdobywał wiedzę i poznawał Mnie w swoim sercu.

Wypełniam Twoją wolę i kiedy mam już Cię ujrzeć, Ty znikasz jak widok dna jeziora, kiedy dotykam niezmąconej tafli wody. Zaprawdę poznawać Cię można tylko sercem, a nie umysłem.

Ścieżkę poznania prowadzą Prorocy. To przez Chrystusa i Muhammada można się do Niego zbliżyć. Są jak krążące i jaśniejące księżyce, które w bliskości znikają w gorącej ciemności niewiedzy. Z oddali zaś blask Ich jest emanacją wieczności, głosem Boga Jedynego czystej świadomości Siebie Samego. Ciepło Jego dostrzec można w mistycznym ciele człowieka, w jego sercu, którego lustrzana powierzchnia przykryta jest patyną występków i myśli. Życie to ogień, Allah to ogień. W nich poleruje się Wgląd.

Powróciłem do dżulus. Powtórzyłem dwukrotnie obracając głowę:

Assalamu allajkum ła rahmatullah. Obmywszy się baraką z qualb poszedłem medytować.

Owinąłem się wełnianym, beżowym kocem. Przykryłem głowę i tułów. Przez moją świadomość przemknęła jeszcze myśl: tam, gdzie inni kończą, my zaczynamy i pogrążyłem się w muraqabah.

Jest tyle tajemnic, ile pomyślanych pytań. Bóg jest Tajemnicą, a pytaniem jest medytacja. Jest ona językiem szaleńczego pragnienia i dążenia: gdzie Jesteś? Jaki Jesteś?

Rozpocząłem dikr. Oddech samoistnie się spłycał i wydłużał. Moje zmysły wycofały się, zabrzmiała głucha cisza i otoczenie wpadło w przestrzeń ducha. O Boże prawdą jest, że Jesteś bliższy niż tętnica szyjna, a jednocześnie oddzielony Jesteś przez 99 zasłon. Kiedy się do Ciebie zbliżam wszystko znika.

Ocknąłem się z dryftu. Stężały dokonałem ablucji i rozpocząłem modlitwę Ischa. Podczas drugiego pokłonu czwartego rukat świat znowu zapadł się, a ciemny welur ducha stał się sceną kolejnego objawienia.

Ujrzałem tego samego szajcha i krzątającą się koło domu kobietę. Z pewnością jego żonę. Podchodziłem do nich od południa mając za sobą mój dom. Budynek zbudowany był z czerwonej cegły. Cała konstrukcja była jednocześnie lasem - gajem.

W następnej scenie stałem na drabinie opartej o rynnę i czyściłem dach czerwoną miedzianą piką. Siwa kobieta powiedziała podnosząc ku mnie pomarszczoną twarz:

- nie czyść dachu. Od razu chciałbyś poznać Boga.

Wiatr rozrzucał jej jej długie, cienkie, białe włosy. Mówiła dalej spokojnie przyjemnym głosem:

- My myjemy okna uświęcającą Krwią Chrystusa, ale twoje serce i twoją drogę do Niego Wodą z Boku Jezusa obmyć możesz. Zaprzestań jednak swojej czynności, gdyż zakazane jest tworzenie Wizerunków Wszechwładnego.

Zdezorientowany powróciłem do domu - gaju. Ponownie spotkałem starca. Tym razem uprawiał ogród. Pozwolił mi pracować wśród równej, zielonej roślinności. Słońce oświetlało połyskujący biały dach. Szajch otarł czoło mówiąc:

- Tak jak Chrześcijanie czyszczą swą drogę do Boga wodą z Boku Chrystusa tak sufi polerują swe serca wiarą w Jedynego Boga.

Po chwili po dachu spłynęła bezgłośnie ostra szpica pioruna. Białe i czerwone iskry padały w ogrodzie wzniecając liczne płomienie. Usłyszałem pierwszy grzmot: Bóóóóóóóg jeeeeesssst. Po nim drugi trzask błyskawicy i grom: oooooooooogniem.

Bóg jest. Jest esencją i ukrytym ogniem wszystkich rzeczy tego świata zarówno przedmiotów jak i stworzeń żywych. Ogniem tym nadaje sens, wymagając jedynie, aby oddawały Mu cześć. Czy jednak źródło blasku nie pozbawia wzroku? Czy to ciepło nie spala? Czy karą nie jest ogień piekielny?

Teraz stałem na urwistej skale spoglądając na bezkresną przestrzeń. Moim oczom ukazał się świat ze swoimi lądami i lśniącymi wodami. Dopiero w odległości trwogi dostrzegłem, że to co oglądam jest wielkim wielopłatowcem. Był tak ogromny, że przesłonił mi swymi płaszczyznami całą rzeczywistość. To on był całą rzeczywistością.

Na skrzydłach jak na liniach wersetów odbywały się zwielokrotnione sceny kaźni. To właśnie był Sąd Ostateczny.

Moja klatka piersiowa drżała potężnym głosem:

- Dotąd nie dostąpisz Tronu dokąd nie odkupisz swojej zmazy. Twój Barzach to twój świat na Ziemi. Ziemia to twój czyściec. Tu będziesz cierpiał odgrodzony błonami niezrozumienia na zewnątrz i szaleństwem w środku.

Ze szczytu góry muezzin śpiewał wysokim, donośnym głosem:

Laa ba'sa tahuuran In szaa Allach (nie smuć się, z woli Allacha będzie to dla ciebie oczyszczenie. al-Buchari 4/119)



Robert Roczeń

Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

X Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)