zdjęcie Autora

24 listopada 2005

Piotr Jaczewski

Serial: Huna a pieniądze
Huna a Pieniądze. Część I. Korzenie biedy
Rozpoznawanie przyczyn braku dobrobytu

Kategoria: Magia

◀ Huna a Pieniądze ◀ ► Huna a Pieniądze. Część II. Podcinanie korzeni ►

Chyba dojrzałem już wystarczająco, by zająć się tym tematem. Ponieważ zagadnienie jest popularne (a więc na tekst ten wpadną nie tylko polskie kahunki), w skrócie przypomnę czym jest huna. W olbrzymim uproszczeniu jest to wywodząca się z szamanizmu polinezyjskiego filozofia szczęśliwego życia. Huna bazująca na przekonaniu, że zarówno nasze działania jak i odczucia oraz myśli mają wpływ na wydarzenia w naszym życiu - zarówno na sposób ich doświadczania, jak i na kształt przyszłości. Można by ją ująć jako kolejną szkołę "pozytywnego myślenia" - ale byłoby to zbytnie spłycenie. W hunie myśli, wierzenia, przekonania oraz - co za tym idzie - wyobrażenia i uczucia, są narzędziem używanym do kształtowania swoich zachowań (a przez to efektów działań) oraz świata (uznaje się że świat zewnętrzny współgra z wewnętrznym). A skoro świat wewnętrzny jest sprzęgnięty z zewnętrznym (tak na marginesie: huna zakłada że świat jest z gruntu dobrym miejscem), to naturalnym stanem jest DOBROBYT, czyli taki stan, w którym stać nas na zaspokojenie potrzeb (dach nad głową, dobre ubranie, dobre jedzenie + dobre rozrywki), inwestowanie (w siebie, w swoją przyszłość, np. przez naukę) oraz dzielenie się z innymi. Ile pieniędzy i co to "dobre" oznacza dla Ciebie, nie wiem, ale tutaj zajmiemy się tworzeniem takiego stanu - a raczej spróbuję ci podsunąć kilka niecodziennych pomysłów, jak to zrobić.

Dobrze, a więc jakie są przyczyny biedy i problemów finansowych? Nie wiem. Poważnie mówię. Huna świetnie się nadaje na filozofię radzenia sobie z problemami, rozwijania aktywnej postawy. Kiepsko natomiast na mapę p.t. "jedynie słuszny opis całego świata". Powiedzenie, że ludzie są biedni bo źle myślą, ma równy sens jak ten, że ludzie nie mają pieniędzy, bo gospodarka kiepsko działa, albo... że motyle w Chinach źle układają skrzydła. Uwarunkowań oraz interpretacji siły wpływu tych uwarunkowań jest cała masa, a rozważanie tego w większości nic nie zmienia.

Jednak przyglądając się własnej historii z finansami, lub pracując z ludźmi w tym temacie, trudno nie zauważyć motywów wspólnych dla tych osób. Oczywiście to, co za chwilę przeczytasz, jest subiektywne, ale... działa, tzn. rozbrajanie tego przynosi skutki. A jedną z zasad huny można sparafrazować: Jeśli to działa, to jest to huna. A zatem do dzieła!

Sam myśląc o tej sprawie nazywam to "korzeniami biedy" lub korzeniem nieszczęść. (Nie tylko finansowych, bo ten sam wzór uderza nas w różne najczulsze miejsca.) Dlaczego korzeń? - bo jest czymś, co mocno wrasta, w nas, w otoczenie, trzymając nas w miejscu, zasilając "statyczność", w dodatku wyrasta na tym całe drzewko "ciężkiej sytuacji" oraz owoce o smaku nieszczęścia i porażki. Choć równie dobrze można by to nazwać siecią: im bardziej się szamoczemy, tym silniej się zaplątujemy i drepczemy w miejscu.

To coś można określić energią, procesem, kompleksem wzorem, duchem jak chcesz. To coś, co działa na półświadomej/nieświadomej/energetycznej płaszczyźnie - a rezultatów doświadczasz w widocznej postaci. Do rzeczy, tak najbardziej zewnętrznie, można przedstawić te "korzenie biedy" jako połączenie trzech aspektów:


1. Upatrywanie źródeł szczęścia i pomyślności na zewnątrz: w ludziach, zdarzeniach czy ideach, a w szczególności lokowanie tam własnej zdolności do zarabiania, przy jednoczesnym narzekaniu, krytykowaniu tego źródła - wywołującym specyficzne poczucie bezsilności. To najbardziej widoczne. W mysl tego podejścia, to ile zarobisz, zależy od Boga (tak, nie bez powodu go tu umieszczam), od polityki, gospodarki, kursu walut, poziomu bezrobocia, miejsca pracy i miejsca zamieszkania, firmy, pracodawcy (szefa), towaru (usługi, pracy), kolegów i koleżanek z pracy, klientów, żony (męża, dziecka), stanu zdrowia, zaangażowania, atmosfery w pracy, koncentracji etc. To normalne i oczywiste. Tylko jaka jest twoja odpowiedź na pytanie: od czego zależy, ile zarabiasz? Oczywiście, od CIEBIE. Ale co jawi ci się jako właściwsza odpowiedź? O którym z tych tematów mówisz najczęściej? Na który narzekasz? A którego używasz jako wymówki? Czy przypadkiem nie przeplatasz w swoim myśleniu - raz uzależniając skutki finansowe z swojej aktywności od któregoś z czynników, a raz na niego narzekając? Ten aspekt "korzeni biedy" to przesunięcie EMOCJONALNEGO środka "sprawczości" własnej osoby, efektywności działań i odpowiedzialności za nie na zewnątrz - w dodatku w rejon (temat) powiązany (mniej lub bardziej) z zagrożeniem lub w ogóle z czymś negatywnym. To można określić mianem utraty pewności siebie, utraty wiary w zdolność zarabiania, ale to pół prawdy jest... tylko lokowane gdzie indziej.

Z innej strony: Tu nie chodzi o słowa czy myśli (to tylko jedna z form wyrazu/kształtowania) - chodzi o ODCZUWANIE związku, pozytywnego związku przyczynowego między twoimi działaniami (wysiłkiem, pracą etc.), a ich efektami (zarobkami, tym na co cię stać etc.). Jeśli to masz, to wydaje się oczywiste - i wtedy najczęściej nie zwracamy na to uwagi. Jednak utrata tego poczucia powoduje stopniowe staczanie się w kierunku bezsilności i nic-nierobienia, by poprawić ten stan (coraz ciężej robić coraz mniejsze rzeczy) - to innymi słowy mechanizm wyuczonej bezradności. Łatwo to zauważyć patrząc wstecz, najczęściej więcej wywodzi się to z irracjonalnego karania lub nagradzania dziecka przez rodziców - irracjonalne - nie mające związku z zachowaniem. (Towarzyszyło ci takie poczucie w dzieciństwie?)

Paradoksalnie, odczucie tego nie zajmuje wiele - o ile wiemy o co chodzi (zawsze jest jakaś aktywność, w której dostrzegamy i odczuwamy przyczynę i skutek). To drobna zamiana "szklanki do połowy pustej" na "szklankę do połowy pełną" i czynienie tego, aż stanie się nawykiem.

Jeszcze większy paradoks: ten punkt staje się często "kurkiem spustowym" u osób zaczynających zajmować się huną czy jakąś formą magii, a nawet religii. "Magia"/Haipule/kreacja wydarzeń działa raz, drugi... a w pewnym momencie bum, krach finansowy czy inne zamieszanie. (I kolejny powód do straszenia ludzi demonicznym zagrożeniem :) ). A co się stało? Ktoś metodą doświadczalną przekonał się, że zarobki/finanse zależne są od zewnętrznej siły... i to dopełniło mechanizm: popłynęła nowo otwartą drogą stłumiona energia - rzeka napięć.


2. Życie cudzym życiem lub anty-życiem. Zamrożony stan wewnętrznego konfliktu. To trudniejsze do zauważenia, ale dość dobrze widoczne w sytuacji... długów. Już wyjaśniam, chodzi o wewnętrzne poczucie, że nasza postawa i życie są kształtowane przez zewnętrzną siłę (społeczeństwo, religia, rodzic, partner) - lub też kształtowanie tegoż w opozycji do czegoś lub kogoś. Mówiąc "cudze życie" mam na myśli utożsamienie się z ODRZUCANĄ jednocześnie ROLĄ (rodzica, kochanka, dorosłego, dziecka, synka tatusia, córki mamusi, ofiary, kata, szefa, kury domowej, człowieka sukcesu). Poczucie, że taka rola jest nam narzucana przez sytuację, osoby bliskie, społeczeństwo (klasę społeczną). Anty-życie to próba kreacji takiej postawy, roli granej w sprzeciwie przeciwko komuś lub czemuś. ROLE mają to do siebie, że są... "płytkie", jednostronne i zawsze w relacji z czymś lub kimś. "Płytkie" tzn. przewidywalne, oparte na widocznym motywie. (Zastanów się: jakim aktywnościom poświęcasz czas.) Jednostronność to trzymanie się czarnej lub białej wizji, bieguna bycia bardzo dobrym (najczęściej - lubimy to) lub skrajnie "złym" (też się zdarza). Rola (aktor) zawsze musi mieć widownię (wobec kogo zmieniasz swoje zachowania? Komu opowiadasz, co się z tobą dzieje?) i scenę (za co czujesz się odpowiedzialny? Zobowiązany? Praca, dom, spotkania towarzyskie...). Wewnętrznie rolę przyjmowaną, bardzo świadomie graną postrzegasz jako swoją postawę. Za to... kiedy jakąś rolę odrzucasz, postrzegasz ją jako STAN (emocjonalny, ale nie tylko, także psychofizyczny), coś pojawiającego się w tobie, "trzymające cię" uczucie, przez swoją obecność wymuszające twoje zachowania. Im mocniej to odrzucasz... tym mocniej wpędza cię to w STANY... przygnębienia, gniewu, złości, obojętności, depresji - lub z drugiej strony przesadnej euforii, beztroski, wyluzowania. Im większą dziedzinę życia jakaś rola obejmuje - tym bardziej ZMNIEJSZA SIĘ LICZBA STANÓW WEWNĘTRZNYCH, które przyjmujesz. Kojarzysz termin "zubożenie życia"?

Z drugiej strony jest to KUMULACJA ENERGII, napięć, pragnień etc. Tyle, że w zbyt statycznej formie.


3. Rozmyte poczucie niezadowolenia, ale silny "wróg". Rozmyte poczucie niezadowolenia (coś jak poczucie winy, rozdrażnienie, "złośliwość") z życia, zdarzeń, siebie etc., całkiem normalne w sytuacjach problemowych, oraz "wróg" - czyli osoba, której poświęcamy dużo czasu, a mamy negatywne lub mieszane uczucia do niej, lub też przeplatamy te uczucia. Piszę "wróg", ale osoba obsadzana w tej ROLI jest najczęściej bardzo BLISKĄ (emocjonalnie - niekoniecznie fizycznie) osobą: chodzi o żonę, męża, partnera, kochankę/a, rodziców, rodzeństwo lub kogoś, komu poświęcamy dużo uwagi, czasu, a do których mamy niejasny emocjonalny stosunek, jakieś ALE... (Kocham cię, ALE... Lubię cię, ALE... Fajnie mi się z tobą pracuje, ALE...) Czasami nawet to "ALE..." jest większe niż pozytywy. Czasami jest to osoba, która spotkana raz lub dwa wyzwoliła silną falę emocji, odświeżaną wspomnieniami i ich interpretacją. Kojarzysz może wiarę ludową w "uroki", klątwę, czy "złe oko"? To dobry przykład.


Te trzy aspekty występują ZAWSZE razem, to jeden mechanizm, wzór o wielu splotach. Utrata poczucia wpływu na efekty własnych działań wpycha cię w płytkie role. Twoja własna rola i rola postaci "wroga" są powiązane, często też uzależniasz swój STAN, samopoczucie i emocje od zachowania tej osoby, co powoduje, że pojawia się jeszcze większa bezsilność w zupełnie innych "klimatach"; czasami "wróg" wprost utwierdza cię w tym poczuciu. I znów nazywam bliską ci osobę "wrogiem" - nie bez przyczyny. To nie musi być otwarty konflikt, coś postrzega ją w tobie jako "wroga" (przyczyny i okoliczności znasz najpewniej). Wróg uderza w czułe punkty... Z czysto psychologicznego punktu widzenia jest to spirala, po której wpadasz w pogłębiające się poczucie frustracji (brak efektów działań), bezsilności (poczucie braku wpływu), gniewu (poczucie zranienia/odrzucenia) i strachu (efekt działań jest niepewny, nie wiadomo nawet jak przetrwać kolejny dzień). Coraz mniej chce się działać...

Patrząc pod kątem działania "magii" w świecie, można metaforycznie powiedzieć:1) Zewnętrzne czynniki, którym poświęcasz uwagę - to ekran. Emocjonalne odczucie utraty wpływu - to kierunek w jakim wyświetlasz film. 2) Napięcie związane z twoim stanem wewnętrznym to moc żarówki. Tempo rozładowywania to intensywność światła. Treść filmu - twoja walka z rolą. 3) Poczucie niezadowolenia - to czynnik czyniący film realnym. "Wróg" to punkt podparcia, statyw i projektor umożliwiający ci obserwację filmu.

Z obserwacji: kiedy to dzieje się poprzez punkt 1 (uzupełnia wzór do całości), to sprawy "powoli się sypią" - są tu problemy, które nawarstwiły się w okresie dłuższym niż 3 miesiące, rok, a nawet kilka lat. Kiedy dzieje się poprzez punkt 2 - to od 3 miesięcy do roku; a kiedy znajdujemy sobie "wroga" - problemy narastały przez dzień, tydzień, lub dwa, aż do trzech miesięcy.

Podobnie czasowo rzecz ma się z rozbrajaniem, czyli nie ma tragedii, ale o tym... opowiem w części II., a temat jest jak rzeka, więc w dalszych częściach będzie jak ściąć resztę drzewa, porąbać, urządzić piknik z ogniskiem i zasadzić drzewko szczęścia.

Piotr Śpiący Niedźwiedź Jaczewski

spiacy_niedzwiedz@go2.pl





◀ Huna a Pieniądze ◀ ► Huna a Pieniądze. Część II. Podcinanie korzeni ►

Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.

X Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)