15 lipca 2017
Wojciech Jóźwiak
Serial: Sny i wizje
Impakt: asteroida ma uderzyć
◀ Narkotyczny sen o spaniu ◀ ► Sen z labradorytem ►
Ma uderzyć asteroida. Ma być impakt. Ma uderzyć w miasto, w którym jestem – tak obliczono i tak wiadomo. Jestem w środku tego miasta i obserwuję, co się dzieje. Jest kilka minut po 16-tej i zaczęła się ewakuacja. Jestem na placu, z którego ulica prowadzi na zewnątrz poza miasto, na wschód. Przybywa ludzi, którzy tłumem biegną, lub szybko idą, w tamtym kierunku. Tłum gęstnieje. Widzę znajomych, ale są w zbyt wielkim pośpiechu, żebym nawet ich powitał. Dołączam do biegnącego tłumu. (Miasto jest trochę Warszawą, ale też jest powiedziane, że to New York, chociaż podobieństwa z obrazami NY żadnego.) Nachodzą mnie wątpliwości. Dlaczego ewakuację zarządzono na godzinę 16-tą, czekając, aż ludzie skończą pracę? Czy nie można było tego zrobić wcześniej? Co komu po tych „zaliczonych” w ostatniej chwili kilku godzinach siedzenia w biurach? Dlaczego ludzie ewakuują się pieszo, a nie używa się samochodów, autobusów ani kolei? Czy na pewno wiadomo, że to coś strasznego z nieba uderzy dokładnie w miasto, a nie właśnie na wschód od niego, tam gdzie biegniemy? Czy nie biegniemy prosto pod impakt?
Już jestem poza miastem, pośpiech trwa. Droga idzie trochę pod górę, a przed sobą w jej osi widzę czerwoną jaskrawą łunę na horyzoncie. Ale to jeszcze nie impakt, tylko zachodzi słońce. [Zachodzi na wschodzie? Po obudzeniu dostrzegłem tę niezgodność.] Posuwam się naprzód, ale nie drogą, tylko poboczem, po równoległym terenie, jakąś pieszą ścieżką. Rosną drzewa. Rośnie trawa, teren jest pokryty darnią. Ściemnia się trochę. Widzę i mijam instalacje świadczące o tym, że niedawno ktoś wykonywał tutaj pierwotne obrzędy: są miejsca po palonym niedawno ognisku. Ozdobne kręgi. Instalacje z wbitych patyków i ułożonych kamieni. W stoku wzgórza są wykopane jamy, w których coś robiono. Mijam kolejno dwa takie miejsca. W tym drugim od miejsca po ognisku prowadzi ścieżka, zaznaczona symbolicznymi znakami, która prowadzi na pień pochylonego drzewa i dalej po tym pniu. Idę dalej, zanurzam się w las.
◀ Narkotyczny sen o spaniu ◀ ► Sen z labradorytem ►
Komentarze
Też mniej więcej ten sen czytam tak jak Ty.
(W śnie, na wschodzie Słońce zachodziło, a nie wschodziło na zachodzie.)
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
