02 lutego 2006
Piotr Jaczewski
A ja w tym wszystkim siedzę!
Pytania, na które nie znam odpowiedzi. Spór o prawdę i fikcję w naukach duchowych
Kilka dni temu na jednej z list Wojtka rozgorzała dyskusja na temat prawdy i fikcji w naukach duchowych, szamańskich i ezoterycznych. Jak to zwykle bywa, większość z nich rości sobie prawa do prawdziwości, z boku i krytycznym okiem patrząc, pozostając - hm - fikcją lub pobożnym życzeniem (eufemizując słowo "kłamstwo"). W dodatku większa część z tego dotyczy rzeczy intymnych, najgłębszej sfery życia: poczucia jego sensu, sposobu przeżywania, naszego miejsca w świecie, umysłu i jego użytkowania. Rzeczy subiektywnych, a jednocześnie dających bezpośrednie przełożenie na całokształt naszego funkcjonowania.
Prawda i zaufanie zdają się być koniecznością, a fikcja podwaliną niedoli. A ja w tym wszystkim siedzę i dylemat prawda-fikcja dotyka mnie prawie codziennie... W dodatku paradoksalnie moim sposobem na jego przekraczanie, czyli usiłowanie bycia prawdziwym, są pytania, na które nie znam odpowiedzi, a za którymi stoją mozolne starania:
- Jak uczyć ludzi korzystania z transu i odmiennych stanów świadomości bez ich hipnotyzowania i wybijania z rzeczywistości?
- Jak nauczyć ich perswadowania sobie i przekonywania siebie do jakiejś postawy bez manipulowania i tworzenia jedynie słusznych racji?
- Jak uczyć technik psychologicznych i terapeutycznych bez terapeutyzowania i bez wspierania postawy bycia ofiarą samego siebie?
- Jak uczyć o wewnętrznej przemianie bez wchodzenia w supermeństwo i dzielenia ludzi na oświeconych i ciemną masę?
- Jak uczyć korzystania z niezwykłych mocy bez przypisywania ich sobie?
- Jak uczyć zmiany uczuć i przekonań bez twierdzenia, że jedne są ważniejsze od drugich?
- Jak uczyć, że życie może być radosne bez spłycania jego powagi?
- Jak uczyć odpowiedzialności za to, co się z nami dzieje, bez obwiniania ludzi, kiedy im coś nie działa?
- Jak uczyć, że szamanienie jest proste i łatwe bez tracenia szacunku dla nieznanego?
- Jak uczyć, że poświęcenie całokształtu sił na to jest ważne i korzystne bez traktowania tego zbyt poważnie i obiecywania złotych gór?
I kilka podobnych, włącznie z tym, jak uczyć siebie tego wszystkiego.
Prowadzę zajęcia z huny, a w tym jest i korzystanie z intuicji i szamanienie szczęścia - obszary, w których oczekiwania i nadzieje potrafią przyćmić rozsądek. Przychodzą ludki różniaste, ale przeważnie w mniejszym lub większym konflikcie ze sobą i światem, naćpani informacjami z wielu źródeł, przygnieceni krytykiem wewnętrznym, którego siła chyba jest równa tylko poczuciu ważności, żyjący historiami które się dawno skończyły, a są przeżuwane przez lata i to często z nadzieją na łatwe remedium - na zmianę sytuacji bez zmiany siebie. Oczekujący, że to zniknie w pięć minut i będą działy się cuda. Przy tym szukający guru-superszamana-jasnowidza, który powie co zrobić - wpychający w tę rolę i protestujący przeciwko niej...
Uff.
Gurdżijew miał trochę racji twierdząc, że nie sposób zajmować się ezoteryką na sprzedaż i dalej się rozwijać.
To cholernie ciężkie.
Stosować to, uczyć, a w dodatku pamiętać, że też taki ciężki student jestem...
Piotr Jaczewski
"Śpiący Niedźwiedź"
Komentarze
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
