20 stycznia 2012
Maga
Serial: Sny i wizje
Jan Paweł II, SB i dziwny przekaz
Jestem w kościele wypełnionym po brzegi tłumem wiernych. Ludzie kotłują się w jakiejś religijnej ekstazie, a ja sobie po prostu siedzę na trzepaku pośrodku tego kościoła z Janem Pawłem II (ubrany na biało). Podchodzi jakiś bardzo wysoki chłopak, wyciąga rękę do JP II i mówi: "cześć, jestem Paweł". JP II odpowiada "cześć". Ja na to do tego chłopaka, żeby się hamował, bo z papieżem rozmawia. Orientuję się, że ludzie papieża tak naprawdę nie widzą, choć przyszli go tu wielbić.
Staje się dla mnie także jasne, że JP II grozi niebezpieczeństwo, że ściga go SB i zaraz tu przyjdzie. Papież patrzy na mnie wymownie i podaje mi skrawek niezapisanej kartki, jakby dawał jakiś wielki przekaz. Chowam ją do kieszeni. Uciekamy z kościoła z gosposią JP II. Wsiadamy do jakiegoś dużego czarnego auta, gosposia prowadzi.
Docieramy do jakiegoś domu - kryjówki, tam już czeka na nas jedzenie. Jestem pod wrażeniem tej gosposi - jak ona w tak ciężkich czasach wykombinowała samochód i jedzenie?!
Nagle walenie do drzwi - ktoś nas zdradził i SB przyszło po papieża. Gosposia idzie do drzwi. JP II patrzy znów tak dziwnie na mnie, czuję jego intensywną obecność, znów daje mi kawałek pustej kartki w kratkę, jakby mówił: "to ważne, pamiętaj o tym". Wiem, że SB zaraz rozdzieli mnie z nim i spotkamy się nie prędzej niż za rok lub dwa. Zabierają też gosposię i zostaję sama pośród zimy.
P.S. JP II nie jest dla mnie prywatnie autorytetem.
Staje się dla mnie także jasne, że JP II grozi niebezpieczeństwo, że ściga go SB i zaraz tu przyjdzie. Papież patrzy na mnie wymownie i podaje mi skrawek niezapisanej kartki, jakby dawał jakiś wielki przekaz. Chowam ją do kieszeni. Uciekamy z kościoła z gosposią JP II. Wsiadamy do jakiegoś dużego czarnego auta, gosposia prowadzi.
Docieramy do jakiegoś domu - kryjówki, tam już czeka na nas jedzenie. Jestem pod wrażeniem tej gosposi - jak ona w tak ciężkich czasach wykombinowała samochód i jedzenie?!
Nagle walenie do drzwi - ktoś nas zdradził i SB przyszło po papieża. Gosposia idzie do drzwi. JP II patrzy znów tak dziwnie na mnie, czuję jego intensywną obecność, znów daje mi kawałek pustej kartki w kratkę, jakby mówił: "to ważne, pamiętaj o tym". Wiem, że SB zaraz rozdzieli mnie z nim i spotkamy się nie prędzej niż za rok lub dwa. Zabierają też gosposię i zostaję sama pośród zimy.
P.S. JP II nie jest dla mnie prywatnie autorytetem.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.