03 kwietnia 2014
Jestem Duszą, a Ty?
Doświadczyłem Stanu Duszy. Od tego czasu stałem się WIEDZĄCY. To co dla innych jest co najwyżej wiarą, dla mnie jest WIEDZĄ wynikającą z własnego doświadczenia. Od tego czasu WIEM, że ISTNIAŁEM PRZED TYM ŻYCIEM I BĘDĘ ISTNIAŁ PO NIM JAKO DUSZA.
W obecności innych osób i przy pełnej
świadomości doświadczyłem Stanu Duszy. Od tego czasu stałem się WIEDZĄCY. To co
dla innych jest co najwyżej wiarą, dla mnie jest WIEDZĄ wynikającą z własnego doświadczenia.
Od tego czasu WIEM ŻE ISTNIAŁEM PRZED TYM ŻYCIEM I BĘDĘ ISTNIAŁ PO NIM JAKO
DUSZA. Wiem że Dusza...
Moje przywitanie
Zanim zacznę przywitam się i wytłumaczę.
Kochani, jestem tu nowy i jestem zachwycony
tym, co się tu dzieje. Taraka i to co tu spotkałem to wspaniała prawdziwa magia.
Miałem całkiem inne plany ale kocham działać spontanicznie. Więc się
dostosowuję to tego magicznego miejsca, magicznego Wojtka, Krzyśka i wszystkich
innych. Nawet Tarotowa Wyrocznia Taraki to istna magia. Wojtku, to nie jest
wazelina, nie mam w zwyczaju gadać głupot i pustych komplementów, po prostu tak
jest. Jak znajdę jakieś błędy to też Ci je wskażę, oczywiście z życzliwością i
chęcią pomocy w poprawieniu twojego wspaniałego dzieła. Wojtek, nie znam Cię
osobiście, ale musisz być piękną Duszą skoro tu są takie energie bo to Ty
jesteś ich źródłem. A twoje energie i Dusza przyciągają też inne podobne.
Dziękuję. Postaram się dołożyć swój kwant podobnych pozytywnych energii.
Od pierwszego mojego komentarza
poczułem się tu otoczony bliskimi przyjaciółmi. To sprowokowało mnie i
spowodowało napisanie tego artykułu albo może nawet tryptyku. W którym dzielę
się z wami czymś o czym nikomu dotychczas nie opowiadałem. Poza moją żoną. Nawet
prywatnie nikomu o tym nie opowiadałem a co dopiero publicznie. Ale jestem
wśród przyjaciół więc podzielę się z wami moim doświadczeniem.
Dziękuję Wojtkowi i Krzyśkowi za zainspirowanie mnie do tego
kroku.
Dodam tylko że nawet gdybym się zdecydował na taki artykuł
to by był on zwieńczeniem większego cyklu. A nie pierwszym tekstem. Ale kocham
działać spontanicznie i reagować na to co się pojawia.
Przechodzę do rzeczy.
Jestem Duszą
Oczywiście to uproszczenie. Bo
jestem częścią Duszy, jej ziemską formą i częścią jej istnienia. Jestem
Andrzej, zwykły, normalny (tu zdania mogą być podzielone), przeciętny człowiek.
Którego spotkał fenomen doświadczenia Stanu Duszy. Ale w moim przypadku ten
stan nastąpił przy pełnej mojej świadomości. W obecności wielu innych osób.
Poza tym byłem do niego celowo doprowadzony ponieważ było to częścią terapii.
Więcej niż marzenie - bo przeznaczenie
Urodziłem
się i jestem przeciętnym człowiekiem. Nie bogaty i nie biedny, nie mądry i nie
całkiem głupi, nie anioł ale też nie bandyta czy oszust. Zawsze byłem i jestem
logiczny umysł ścisły. W pewnym momencie życia chciałem zmienić je na lepsze i
zacząłem czytać na ten temat i uczestniczyć w różnych treningach. Miałem
szczęście trafić na dobre książki i takie treningi. To mnie wciągnęło w opozycyjny
do dotychczasowego świat duchowości i rozwoju. Kolejnym szczęśliwym i wyjątkowym
fartem bardzo szybko trafiłem na trenera i trening, który całkowicie odmienił
moją świadomość i moje życie.
Trafiłem na trening Kahuny i
mistrza NLP w jednym. Huna, coś co było dla mnie nierealną mrzonką o której
nawet nie śmiałem marzyć przyjechała do mnie. I to na wysokim poziomie i w
najlepszej dla mnie wersji. Prosto z jej źródła.
Martyn był uczniem Kahunów i
uczył się Huny na Hawajach. Po prostu cud. To był chyba 6-cio dniowy trening, a
ja już w pierwszej lub drugiej godzinie wiedziałem, że to jest to, że trafiłem
na to co jest moim spełnieniem . Prawdziwa wspaniała miłość od pierwszego
wejrzenia. A to była tylko przystawka przed ucztą. Ten trening i to co się tam
działo będzie ewentualnie tematem kolejnego artykułu tego tryptyku. Tym
bardziej że to temat na film. Teraz tylko wspomnę że w grupie było nas ponad 30
osób. A technicznie wyglądało to tak, że było omówienie zagadnienia. Następnie demonstracja
prowadzona przez Martyna, z udziałem kogoś z uczestników. Po czym następowało
omówienie pokazu. I przechodziliśmy do kolejnego zagadnienia.
Pierwszy raz w życiu sam, z
własnej woli, siadłem w pierwszym rzędzie i chłonąłem wszystko jak gąbka, która
całe życie spędziła na pustyni bez kropli wody.
Trzeci dzień treningu, praca z
konfliktem wewnętrznym i z subosobowościami.
(To nie jest artykuł dla trenerów więc skracam i przejdę od razu do
tematu). W którymś momencie zgłaszam się do pokazu i Martyn mnie wybiera.
Stan Duszy
Wychodzę na środek. Pokaz jest na
stojąco. Martyn, jak często, jeszcze tłumaczy coś grupie i zaczynamy pracę. To
trwa jakiś czas, nie wiem, chyba koło godziny. Pomijam opis całości i
przechodzę od razu do naszego tematu... Jeszcze tylko uwaga. Jestem w pełni
świadomy w trakcie całej demonstracji. Ostatni etap sesji - pokazu...
Martyn pyta: co jest przed tobą?
Ja: światło.
Martyn: to wejdź w to światło.
Ja: a nie rozerwie mnie, czuję że
to potężne energie?
Martyn: spokojnie, jak co to cię
pozbieram do kupy.
Ja: dobra.
(Ja tego nie widziałem i nie
odczuwałem, dowiedziałem się z późniejszego opisu i omawiania tego co się stało.
W tym momencie moje ciało się wyprostowało, przyjąłem postawę pełną, godną.
Ręce w naturalny sposób się jakby otworzyły na innych, na świat. Pogłębił się
oddech. Oddychałem po prostu rzeczywiście pełną piersią. Dziewczyny dodały też
że zmieniła mi się twarz. To były zewnętrzne zmiany jakie nastąpiły i jakie
widzieli obserwatorzy).
Martyn: co czujesz, gdzie jesteś,
gdzie się znajdujesz?
Ja: tego nie da się opisać, tu
nie ma słów. To jakaś ciepła miła energia. Jakaś świetlista ciepła energia
powodująca uczucie błogości i bezpieczeństwa.
Martyn: wczuj się w to, poczuj w
pełni. I powiedz coś więcej o tym co czujesz.
Ja: tak jak powiedziałem nie
jestem w stanie tego opisać słowami. Czuję że jestem w wirze świetlistej miłej
bezpiecznej energii a jednocześnie jestem jej częścią. Jestem jednym i drugim
jednocześnie. Jestem w niej i jestem nią. Czuję że jestem zjednoczony z
wszystkim.
Martyn: no dobrze. To powiedz mi
kim jesteś?
Ja: jestem Bogiem.
Martyn: a co dla ciebie teraz
stało się możliwe?
Ja: wszystko.
Martyn: dziękuję, to wszystko.
Ja: dziękuję.
Dodam tylko że oczywiście w tym przeżyciu
było znacznie więcej doznań, przeżyć i emocji niż jestem w stanie opisać. A tym
bardziej ile mogłem i powiedziałem tam, kiedy stałem w Stanie Duszy przed
grupą. Jednym z tych doznań było doświadczenie tego że jako Dusza istniałem
przed tym życiem i będę istniał po tym życiu.
Z ciekawostek dodam, że przez
kolejne parę dni wręcz fizycznie czułem jakby mi otwarto czaszkę i uruchomiono
potężny kanał przepływu energii. Wręcz fizycznie czułem przepływ potężnej
energii przez czubek głowy. Tak silny że było to na granicy bólu. Ale jednocześnie
czułem się bezpieczny. Nie bałem się tego mimo że nie byłem na to przygotowany.
W ogóle później, po tym działo się masę różnych dziwnych rzeczy, które
normalnie spowodowały by u mnie lęk i obawy. A ja mimo wszystko cały czas
czułem się bezpieczny i spokojny.
Dodam też, że z czystym sumieniem i pełnym przekonaniem mogę
stwierdzić że ten przepływ energii jest potwierdzeniem istnienia czakr. I ich energetycznych
działań. Po prostu wraz z doświadczeniem Stanu Duszy otworzyła mi się Czakra Korony.
Czułem to fizycznie i po prostu wiedziałem i wiem że to było działanie Czakry
Korony i jednocześnie jakiś kanał łączności energetycznej z czymś u góry. Teraz
sobie uświadomiłem że nigdy nawet nie zastanawiałem się z czym byłem/jestem
połączony. Czy z Duszą czy czymś jeszcze
wyżej. I szczerze mówiąc nie wiem. Ale też wiem że od tamtego czasu często
szybko pojawiają mi się odpowiedzi na takie pytania. Ale też wiem że nie ja,
jako Andrzej decyduję o tym czy i kiedy się pojawią odpowiedzi.
Martyn potem komentował i omawiał
całe to wydarzenie. Mówił, że nie jestem pierwszym takim przypadkiem. Ale
pierwszy raz zdarzyło się, że człowiek praktycznie z ulicy, bez wielu sesji i
treningów osiąga Stan Duszy. Zwykle konieczne jest kilkanaście a nawet
kilkadziesiąt sesji. I to bardzo zaawansowanych. Nie wiem kto był bardziej
zdziwiony i zaskoczony tym co się stało, Martyn czy ja. Z perspektywy też wiem,
że to było wyjątkowe wydarzenie na które nie byłem gotowy. To był rzut kogoś
kto nie umie pływać nie tylko na głęboką wodę ale wręcz na najgłębszy ocean.
Dusza
Co lub kto
to jest Dusza. Jak już pisałem, nie mam swobodnego dostępu do tej wiedzy. To
druga strona, to Dusza decyduje o tym co i kiedy się dowiaduję ja jako Andrzej.
Pewną wiedzę i odpowiedzi uzyskuję od razu jak tylko pojawi się pytanie, inną
uzyskuję z czasem. Wiem też że niektóra wiedza nie jest dla mnie korzystna i
nie jest mi potrzebna. Mam tego pełną świadomość i cieszę się i w pełni
zadowalam tym co jest. Tym co się pojawia samoistnie. Piszę o tym żeby było
jasne, że mimo że trochę wiem to jest to tylko mały wycinek wiedzy. I jak mówię
że wiem to znaczy, że to czuję, ale czuję na poziomie pewności. W innym
przypadku po prostu nie wypowiadam się na dany temat. No i warto pamiętać że staram
się opisać coś czego nie da się opisać.
Trochę z tego co wiem. Hasłowo. To co mi przyjdzie teraz do głowy.
Dusza jest
czystą, dojrzałą miłością. I tak jak nie można opisać miłości tak nie można opisać
Duszy.
Zdecydowana
większość opisów Boga to po prostu opis Duszy.
Dusza ma
wiek. Nasze życie tu na ziemi to kolejny etap rozwoju Duszy.
Oczywiście
to nie my mamy Duszę tylko to Dusza ma nas. Ale nie w pełni bo jako ludzie mamy
wolną wolę i związaną z nią niezależność. Możemy podążać w stronę spełnienia
lub zboczyć z tej drogi.
Stan Duszy,
to nasz naturalny stan. Człowiek Dusza to po prostu pełny człowiek, którego
wszystkie poziomy świadomości czy inne duchowe części optymalnie współpracują.
Człowiek Dusza
to też opis człowieka który żyje w zgodzie z Duszą, w Stanie Duszy. Taki człowiek
jest otwarty na i życzliwy dla innych, jest bliski innym. Potrafi kochać i być kochanym.
Rodzimy się
w Stanie Duszy. Dzieci są w Stanie Duszy. Stąd kochają czystą, bezinteresowną
miłością i są pełne zaufania.
Zdecydowana
większość opisów doświadczeń związanych ze śmiercią kliniczną i istnieniem poza
ciałem jako Duszy jest zgodna z różnymi opisami różnych osób które doświadczyły
Stanu Duszy. Ja opisałem moje doświadczenie. Inne osoby doświadczają inaczej,
mogą doświadczać inaczej. To może być dźwięk, kolor, tunel, postać itp. To co
łączy niemal wszystkie to świadomość życia poza tym życiem, łączność i jedność z
czymś znacznie większym, uczucie błogości i bezpieczeństwa oraz światło czy
świetlistość.
Za
stwierdzeniami Dusza, Człowiek Dusza, Człowiek Oświecony, życie po życiu kryje się
realna rzeczywistość.
Dlaczego tracimy naszą tożsamość, nasze życie?
Skoro
rodzimy się w Stanie Duszy, dlaczego to tracimy? Upraszczając, odbierają nam
naszą tożsamość nasi rodzice, wychowanie i cywilizacja. Nikt nie pozwala nam
się przedstawić, a nawet nikt nie słucha jak mówimy kim i po co jesteśmy. Nikogo
to nie obchodzi. Od samego początku przez całe życie wszyscy w koło mówią nam jacy
i kim mamy być, jacy i kim powinniśmy być, a nawet jacy i kim musimy być. No i
przestajemy być tym jacy, kim i po co się urodziliśmy i stajemy się tacy i tym
czego od nas oczekują rodzice. A potem bliscy, partnerzy, znajomi, szkoły,
państwo itp. To jest największa zbrodnia na ludzkości. Powodująca największe
zbrodnie. Bo nikt w Stanie Duszy nigdy by nie spowodował żadnej wojny i
zbrodni.
Dlaczego zdecydowałem napisać o Duszy
Żyjemy
w chorej, koszmarnej rzeczywistości. Szybko mnie inni nauczyli że nie warto za
dużo mówić. I to nawet na tematy zdecydowanie mniej dziwne czy niewiarygodne
niż Dusza. Na prawdę, na jakieś informacje które zmuszają do zmiany wiary,
przekonań jedni reagują strachem, inni
nawet agresją, jeszcze inni wręcz traktują jak wariata albo oszusta. Powody,
reakcje i zachowania są różne. A człowiek szybko się uczy że nie warto. Ktoś
chce żyć w nieświadomości to jego sprawa.
Krzysiek
swoim komentarzem zainspirował mnie do napisania tego artykułu po to żeby też
zachęcić innych do opisania swoich doświadczeń. Dla jednych może to być
potwierdzenie swoich doznań. Dla innych inspiracja. A dla wszystkich ciekawe
doświadczenie. Wiem że osób z podobnymi przeżyciami i doświadczeniami jest
wiele. Wiem że wielu z nich nie dzieli się z innymi tym co przeżyli i wiedzą o życiu,
o nas ludziach. Jaką zyskali dzięki tym doświadczeniom.
Jestem Duszą a Ty? Kim jesteś?
Oczywiście ten tytuł i pytanie jest
lekką prowokacją. Każdy jest tak samo Duszą. Chociaż w różnym stopniu ma tego świadomość
i różnie wygląda ta relacja z Duszą. Ale bez względu na wiarę każdy kiedyś
porzuci ludzkie ciało i wróci do prawdziwego życia jako Dusza.
Jeżeli mogę to proszę Ciebie o
opisanie w komentarzach albo artykułach swoich doświadczeń Duszy, jako Duszy. Proszę
podziel się ze mną i z innymi Twoimi doświadczeniami życia po życiu. Twoimi doświadczeniami
związanymi z Duszą czy czymś w tym rodzaju. Bo nie o symbole i nazwy chodzi
tylko o doświadczenie tego kim naprawdę jesteśmy.
PS. W razie
gdyby, proszę zwracać się do mnie po imieniu, jestem Andrzej.
Jeżeli
będzie zainteresowanie to prawdopodobnie napiszę kolejną część w której opiszę
to co działo się przed i po moim doświadczeniu Stanu Duszy. A działo się mnóstwo
niesamowitych rzeczy. Zobaczymy. Sam
jestem ciekawy reakcji i odzewu.
Komentarze
Z przyjemnością mi się czytało :)))))
...z radością :)))))
Takie wypowiedzi zawsze leją mi miód na serce, choć nie wiem dlaczego...nie ma w moim życiu spektakularnych przeżyć, o których mogłabym pisać. Więcej czuję niż mówię i często nie mam potrzeby zamieniać myśli na literki czy słowa...a znajomych którzy rozumieją to jest coraz więcej :D
Dziękuję :)))
Pięknego dnia Andrzeju :)))))
Piękne doświadczenie Andrzeju :)
Ja także miałam kiedyś mistyczne doświadczenie, które - po przeczytaniu Twojego doświadczenia - mogę chyba nazwać kontaktem z Duszą :)
Otóż podczas pobytu z bratem i bratanicą w namiotach nad jeziorem, prawie codziennie wstawałam skoro świt by popatrzeć na wschodzące słońce i budzący się dzień...
Podczas jednego z takich poranków, siedziałam nad brzegiem jeziora, którego tafla była gładziutka jak lustro i wpatrywałam się w dostojnie wyłaniający się krąg słońca, który osobiście nazywam "Latarnią Pana Boga" ;)
Wówczas właśnie doznałam czegoś, co... nie potrafię ująć w słowa...
Zdało mi się, że pomiędzy mną a Słońcem nie ma żadnej odległości, że mogę się unieść - jeśli tylko wyrażę taką wolę i poszybować w stronę tego pięknego, pomarańczowego okręgu...
Czułam wielki, wspaniały spokój...
Czułam jedność dosłownie ze wszystkim: z jeziorem, Słońcem, piaskiem przy brzegu, na którym siedziałam, z ptakami, drzewami, trawą...
Kiedy spojrzałam na las, po drugiej stronie jeziora, ujrzałam oszałamiające kolory... takie, jakich dotychczas nigdy w swoim życiu nie widziałam...
Zdało mi się, że jestem maleńką drobinką, okruszkiem ale jednocześnie jestem tak wielka, że mogę objąć Wszystko i Wszystko poczuć, posmakować...
Tak trudno jest mi to opisać aby brzmiało sensownie...
W pewnym momencie przyszła do mnie myśl, by ta chwila nigdy się nie skończyła i abym wiecznie mogła trwać w tym cudownym stanie... Wtedy właśnie usłyszałam głos mojego brata: - cześć, co robisz ?
I... czar prysnął...
każdy uśmiech, przyjazny gest, uczynek spektakularnie zmienia czyjś nastrój, dzień, życie na lepsze. Szczęśliwe życie tworzą szczęśliwe chwile tak jak wielki ocean tworzą malutkie krople.
Twoje słowa są tym na co liczyłem pisząc ten tekst.
Tak reagujesz bo jesteś Duszą, po prostu.
Są ludzie, którzy całe życie są w pełni Duszami czy w pełni ludźmi (kwestia terminu). Nie tracą kontaktu z własną Duszą. Takie osoby nie doświadczą takich przeżyć. Ale to ich wielkie szczęście, bo oni cały czas żyją pełnią swojego jestestwa.
Dziękuję.
Wielu małych radości tworzących wielkie szczęście. Renato.
Już spełniło się moje marzenie. To jest to o czym marzyłem, takie doświadczenia takie opisy.
To co piszesz to jest dokładnie to.... ale Ty masz to naturalnie, to Twój stan. To wspaniałe, naprawdę czytając po prostu się wzruszyłem. Też to czułem razem z Tobą. Pozwolę sobie i dam Ci radę. Skoro tego doświadczyłaś to możesz do tego wrócić. Nawet wracając do tego wspomnieniami. To doznanie jest i pozostanie na zawsze w Tobie. Po prostu wracaj do tego, pielęgnuj wspominając, wyobrażając sobie. I korzystaj bo to Twoja Dusza, (czy Bóg, nie o terminy i nazwy tu chodzi) to Twój najlepszy przewodnik przez życie. To źródło czystej intuicji. I będzie szczęśliwe prowadząc Cię przez życie a Ty będziesz szczęśliwa i spełniona w takim życiu.
A ja życzę Ci tego z całego serca i jako Dusza.
Piękny opis doświadczenia z poziomu subtelnego Andrzeju. Świetnie się czyta. Byłem tez na kursie u Martyna, miałem przedsmak takiego doświadczenia. Tym bardziej się cieszę, że przeżyłeś to w takiej pełni i tak pięknie to opisujesz.
Mam małe ale. Opis doświadczenia jest piękny i prawdziwy. Kiedy jednak piszesz, że rodzice, kultura, cywilizacja zabierają nam stan duszy, to są to typowe dyrdymały( wybacz określenie ) którymi posługują się środowiska New Age. " Rodzimy się jako Bogowie, a rodzice i cywilizacja nam to odbiera ". Nie idź tą drogą intelektualnej i chybionej obróbki tego stanu.
Fenomenologicznie( z perspektywy Ja ) świetnie i prawdziwie opisujesz to co przeżyłeś. Kiedy zabierasz się jednak za interpretacje, schodzisz lekko na manowce:) tak to jest z doświadczeniami mistycznymi:)
Dzięki za ten artykuł i czekam na więcej!!!
Pozdrawiam Cię serdecznie
Wojtek
..ciągle pisanie nie idzie mi tak lekko jakbym chciał. Jeżeli tak Ci się to czyta to bardzo się cieszę.
Co do Twojej uwagi. Krytykę nawet lubię. Sam jestem mistrzem krytyki, konstruktywnej. Przynajmniej tak się postrzegam. To często jest szansa dla mnie na zmiany na lepsze, na rozwój. Jak wiesz to artykuł na inny temat, tak że to co napisałem o powodach utraty stanu duszy to totalne uproszczenie. Przedstawione hasłowo. Ale mimo że to uproszczenie to podtrzymuję tą tezę. Tym bardziej że jest ona oparta na podstawie i przykładach wielu moich sesji i innych terapeutów, coachów itp.
Dziękuję za Twój komentarz, za dobre słowo i za zachętę do pisania. Prędzej czy później pojawi się ten temat. A wtedy z przyjemnością z Tobą podyskutuję o tym. Zawsze jest szansa na naukę czegoś nowego. A ja lubię z takiej korzystać.
Wszystkiego najlepszego i czekam na Twoje uwagi, komentarze, opinie. Andrzej
Dzięki.
Wiem, że było to uproszczenie. Czekam na więcej a jak poruszysz ten temat to konstruktywnie podyskutujemy.( rzucę tylko takie małe hasło, jako prowokację:) Nauczyciele/terapeuci/couchowie którzy twierdzą, że rodzice robią cokolwiek co stoi w sprzeczności z naszym rozwojem/naszą duszą - robią więcej krzywdy niż pomocy - chcąc dojść do stanu Duszy o którym piszesz, lepiej się wystrzegać takich nauczycieli. Ale to tylko mała dygresja ).
Pozdrawiam
W
rozwój jest dla mnie sensem i powodem życia. I zawsze jestem otwarty na nowe, lepsze... Jak zobaczyłem pieprzyk na mojej lewej ręce dotarło do mnie że nawet ja nie jestem doskonały. To była taka trauma że długo nie mogłem się z niej otrząsnąć. Od tego czasu wiem że mogę popełniać błędy i się mylić. Takie "prowokacje" to najlepsza przynęta na mnie. Już teraz, w ciemno, mogę się z Tobą zgodzić. Jeżeli np. spojrzymy na przeszkody, utrudnienia itp. jak na element treningu prowadzącego do rozwoju. Wszystko zależy od tego jak szeroki horyzont i jaką perspektywę zagadnienia postrzegamy. Najlepszego AL
Pełna zgoda:-)
i ja się cieszę.
pozdrowienia
W
Witam Wszystkich. Doświadczenia Kim Jestem (Duszy) nie mogę opisać, ponieważ Piszący Te Słowa nie ma z nim nic wspólnego. Gdy się Dusza pojawi, Piszący znika, i to jest wtedy tak jakby nigdy Go nie było. W Duszy nie istnieje czas ani miejsce ani przestrzeń, które można by opisać. Inaczej jest w Piszącym - tu można wszystko opisać, bo jest czas i miejsce i odpowiednie idee. W moim przypadku doświadczenia Kim Jestem mają formę (pozornie - jest to tylko opis Krzyśka!) wielokrotną, to znaczy jest ich wiele. W raz z moim wiekiem stają się coraz silniejsze, częstsze, prowadzą też do coraz szybszych zmian w strukturze Tego który Pisze (Krzyśka) .Zawsze są (niby) silnie spolaryzowane z Tym kto Pisze. Tzn. gdy jest Dusza nie ma Piszącego. I odwrotnie - gdy jest Piszący, nie ma (niby) Duszy. Taką formę silnego kontrastu przyjąłem, bo z wielu względów jest dla mnie wygodna. Zdaję sobie sprawę, że inne Dusze przyjęły inne formy do wyrażenia się. Mój opis może wydawać się suchy i abstrakcyjne, ale tylko dlatego, że Piszący (Krzysiek) taki jest. Dusza jest zawsze totalnie zaangażowana ale to nie jest opisem. Dlatego oszczędzam sobie przymiotników w rodzaju ""zakochany w życiu", "totalnie zaciekawiony", itp - one nie są tym. Mogę powiedzieć, że w momencie "przemówienia" Duszy pojawia się Wiedza. Wiedza wie jak żyć. Jest komunikowana osobiście w bardzo intymny sposób przez Jedność do Jedności, chociaż tu na Ziemi pozostaje złudzenie jakby Bóg komunikował do Człowieka. Tak naprawdę nie ma Boga, zgoda, ale nie ma również Człowieka. Jest czyste Obcowanie z Prawdą, w którym zdarza się Wiedza jak żyć. Na ile udaje mi się tą Wiedzę odsłonić, na tyle rozumiem co dalej z tym życiem. Na tyle na ile jest tam Piszący, na tyle muszę czekać na kolejne doświadczenie Duszy, aby "doprecyzowało". Nie zmienia to faktu, ze gdy Dusza jest, Wiedza pozostaje absolutna, a zarazem Pewność Siebie jest absolutna i prawdziwa. Jest to paradoks którego Piszący nie pojmie, ponieważ Piszący jest właśnie tym, co nie chce Tego pojąć. Dodam jeszcze , że doświadczenia tego Kim Jestem, w swojej pozornej mnogości, przybrały u mnie na sile w ciągu ostatnich kilku miesięcy, po rozstaniu z partnerką, które nastąpiło we wrześniu. Spowodowały radykalną zmianę w jakości życia. Pozdrawiam serdecznie. Piszący :)
jestem zachwycony Twoim dziełem FunBodyEnglish. Kocham takie genialne pomysły i osoby. Czekałem niecierpliwie na Twój komentarz żeby Ci o tym powiedzieć. Wielki mój szacunek i podziw dla Ciebie. I wielu, wielu sukcesów i radości w tym dziele.
Twoje, Piszącego, Duszy Doświadczenia Kim Jestem (Duszy) zaintrygowały mnie. Wciągają. Pozostają. Poruszają. Dziękuję.
Nagle
czytam wiersze…
nie rozumiem….
a chwile /nagle/
pęcznieją
jak krople
spadają
wolno nieskończenie
a gesty /nagle/
jak taniec mar sennych
pieszczotą czułą
nasycone
a zwykłość każda
jak rytuał
ten raz jedyny
celebrowany
a serce o miłość
nie prosi
a serce miłością
jak rzeką
poi swiat
krysttyna
Andrzej, bardzo się cieszę! Załączam w takim razie jeszcze jeden opis, po angielsku, bo wysyłam to wszystko regularnie do mojego mentora w USA. Może uda mi się to w wolnej chwili przetłumaczyć, na razie tekst czeka na bloga, który powstanie. Doświadczenie jest świeże bo sprzed 2 tygodni, a opis chyba jednym z lepszych jaki mi się udał :) zapraszam wszystkich chętnych, a Tobie Andrzeju jeszcze raz dziękuję (ukłon do ziemi):
Actually, I've just gone through a whole process, with marachino cherry
on the top. All those e-mails of late were necessary. All the time when
shit is happening, the Paradise still remains at the touch of my
fingers. "It has continued unchanged" Details below, now in a more
easily digested format:
Accepting reality as it is
I am
just so immensely happy I can write it... Yesterday at a Tantra class
everything melted again in a potful of liquid unutterable IT. And I
realized how close I am all the time, just separated by a tiny skin-deep
membrane, a "wall of smoke" if you will, even though at times it might
seem so blatantly otherwise. So all of it was necessary. And I am by no
means overburdened, no, the sore throat is a wall of smoke too and
the traslation an inspiring feat of love. So is everything seemingly
boring, dry, un-relating, mundane and harsh. There's a quietness
immeasurable beyond things exactly as they are; love resides in boldly
including that "I need do nothing", in facing the Fact with all seeming
consequences. A fucking Purgatory? If I love things, they love me back,
or rather they loved me all the time still, I just needed to
blah-bla-blah-blah-blah.
And now the spring budding, and I am me.
A lovely poetic entity that remembers by heart half world's literature
and could actually talk by quotations. Period. Nothing more. And also
not less. One day, to an empty railway station somewhere in central
Europe, in 1920's or 30's, a man came. En explorer of the infinite,
perfectly satisfied by the one he was, knowing not death, wandering
alone, yet in his aloneness somehow carrying gateways to sweetest joys,
dearest and closest companionship one could imagine. Except for his
hat, raincoat, scarf and suitcase, and a pair of well polished black
shoes, well, and maybe, yes, gloves, and a walking cane, though the last
mainly for style as he was still in prime of his life, except for those
then, or rather including those, he was shaped of pure, uncontaminated,
elegantly curved peculiarity. I am tempted to say "ear-shaped" as
...indeed, his dark silhouette cutting sharply against the empty chessboard
of the platform, when you looked closer revealed... more. Yes, well,
looking very, very closely, provided you had time and the necessary
peace of mind, which in those times rarely a passerby would have, so if,
as I say, you had time and the patience to scrutinize him against the
black and white tilework of the platform, you would have spotted he was
not man, or not man only. Nor was he his clothes and elegance, nor even
the aura of thoughtful and compassionate nature that surrounded him.
Besides all that, besides that most obvious
external shape that definitely had to eat, sleep, wash and make
conversation, he bore an uncanny quality. This quality, or someone might
say, this essence, was formed no more and no less like a question mark
or - an ear. And I dare say that because it vaguely curved inside and
into itself with a multifold swirl just like an ear does, and just like a
question mark it thus collapsed the known into a silently pulsating
funnel.
So he stood there. Waiting. Apparently for the train,
alone, enveloped in the soft halo of gas lantern, that made him look
almost like a ghost, a fire hydrant or a bench. He knew perfectly well
how powerful his waiting can be. Pursued to the core, to the apple of
his ear, so to speak, his waiting could collapse worlds bringing him
everything he ever waited for without him needing to move a finger. This
was his Secret.
It was five o'clock in the morning and it
drizzled. The place was Vienna, Leipzig or Cracow, but
nobody remembers exactly. He was standing there breathing, softly under
his raincoat, taking in the fresh air that smelled of steel, aloneness
and something more.... Everything around him, the marble chessboard of
pavemant, the rails, the lanterns in the dim dawn, the dark arcades of
platform, the voices of workers hammering in the mist, all that, it all
seemed to play a role in his scenario. He turned unto himself, perfectly
motionless, crouching like a tiger in silent, uniform anticipation.
It
was the light that did it. Always. Also this time, the sepia light of
gas lantern, it touched him at the core, found his strangeness, his
vulnerability, amplified it and experienced it in its pure eerie
wonderment. And when it happened, the stranger and the strangeness
became one, dearest friends, he, the actor on the world's scenes nodding
with a neighbourly smile to their misty presences; she, the host
inviting a belated guest th
... that had knocked for so
long and the party was on, and nobody heard him come.
His dry,
unemotional stature was not threatened. It was actually perfect . His
aloneness meet everybody in an infinite instant, and was proud of
itself; just like that, with suitcase, on the platform. An everybody saw
this exactly like it was, and were greatly inspired, dearly close, skin
deep from its pulsating inexplicable mystery. They drank it in,
savoured it, appreciated it and said: "We didn't know it can be so sexy,
those marble slabs, you know." And others said "How do you make the
hydrant into a story?" And he cried his sincerest tears and said he'd
been waiting all that time to talk and now the time was over and they
were all there, at home.
pozdrawiam :)
.. i widzę co napisałeś ale... mój angielski jest poetycki jak to mówił właśnie Martyn. Ten z tego tekstu. Cała moja nauka to było pół roku w USA i to wśród Polaków. Sam się dziwiłem, jak spotkałem się z Martynem, że w ogóle tyle jeszcze rozumiem. To co napisałeś przeczytam później. Jak będę miał chwilę spokoju. Teraz zaraz biorę się do zajęć. Ale opiszę moją przygodę z Martynem i moim angielskim. Czasami próbowałem z nim trochę rozmawiać. I kiedyś chciałem mu powiedzieć że od zawsze czuję się gorszy od innych, że czuję się równy innym bez względu na ich pozycję. Że nie czuję się lepszy od innych ale też nie czuję się gorszy od nikogo. No i myśląc że mówię że nie mam respektu przed nikim powiedziałem że I have not respect to nobody. Szybko sam zrozumiałem że trochę przekręciłem. Mój angielki jest raczej jednostronny. W moją stronę. Czytam w miarę ze zrozumieniem ale piszę i mówię poetycko jak to ładnie określił Martyn.
Dzięki Wszystkiego najlepszego. Udaję się do zajęć.
W wolnej chwili przetłumaczę, choć tych wolnych chwil obecnie brak :) Rozumiem. Zabawna historia językowa, to co mówisz, pozwolisz, że zamieszczę ją na blogu FunBodyEnglish który właśnie powstaje? Anonimowo oczywiście. Pozdrawiam, ja też gnam. Opisz przygodę.
szczerze mówiąc pisząc nawet się kierowałem też tym że możesz to wykorzystać jako anegdotkę w tym co robisz. Jak doskonale wiesz dobre anegdoty to fantastyczne narzędzie przy każdej pracy z ludźmi. (wpadłem do domu po papiery lecę dalej. Uśmiechu na obliczu Twym.
A ja mam wątpliwości. Jedna z nich dotyczy utraty dziecięcego stanu duszy na skutek tresury socjalnej rodziców i szerzej - społeczeństwa. Wyszywanie charakteru Władysława Hasiora mi się przypomniało (http://www.mmkoszalin.eu/sites/igc3/files/imagecache/600-wide/images/wwwmmkoszalineu/5308/613814_638175.jpg?mn5r49)
ale dzieło nie krytykuje celu, tylko metodę. Dzieci same się uczą okrucieństwa, w relacjach między sobą odkrywają zalety siły i przemocy. Mają własne demony związane chociażby z wrodzonym temperamentem. Dobrzy rodzice starają się to przełamać, wpoić bardziej altruistyczne i demokratyczne wzorce zachowań nie używając do tego siły - inni w tych samych szczytnych celach "wyszywają charakter". To tyle. Uogólniając, sprowadzasz swoje doświadczenie do poziomu utopii i tu widzę błąd. Miłość na etacie zbawiania świata zatrudniona jest bezterminowo. To robota bez końca, a przynajmniej do czasu gdy będą tu ludzie.
Sam lubię stan pasji, zaangażowania i zarazem widzę, jak bardzo mnie on oślepia. Przypomina mi się wtedy inna praca Hasiora pt.: nad wodą wielką i czystą. Niestety nie dała się wygooglać. Też się opisać nie da, ale spróbuję: przedstawia w dużym zbliżeniu wielkie, ciemne oczy złoto-zielonej muchy, wpatrzonej w zdumieniu w kałużę.
sam należę do osób które będąc otwartymi na nowe stosują zasadę ograniczonego zaufania. Powiem więcej, zgadzam się z Tobą. To co napisałem o utracie stanu duszy to tylko jeden z wielu powodów. Poza tym, co chociażby wynika z treści artykułu, jako ludzie jesteśmy złożoną strukturą. I oprócz rodziców tworzą nas też inne czynniki. Jak wiesz każdy taki tekst to próba opisu mikroskopijnego wycinka rzeczywistości. Jednak obstaję przy kluczowej roli rodziców a nawet przodków. Wiem to z wielu terapii. To skutek obserwacji moich i innych osób.
Co do utopii powiem Ci więcej. Jak zdobyłem wiedzę i poznałem techniki jako ambitny neofita widziałem siebie jak szkolę setki takich terapeutów. I razem z nimi mamy wręcz hurtownie oświeconych. Szybko mnie z tego uleczyli i to najbliżsi. Którym mogłem pomóc ale nie mieli odwagi lub z innych powodów nie chcieli. Dawno mam to za sobą. Niestety żyjemy w cywilizacji Koziołków Matołków, które szukają daleko... A nawet jak znajdą diament to się po niego nie schylą bo myślą że to bezwartościowe szkiełko. Bo nie wierzą, że...
Miłość jest źródłem wszystkiego.
Miłość jest przyczyną i rozwiązaniem jest miłość.
Miłość jest drogą i celem.
Miłość jest źródłem i ujściem.
Miłość jest spełnieniem. Spełnieniem jest miłość.
Miłość jest
Słowa nie oddają tego Roman. "Za każdą zasłoną jako rozciągnąlem nad miłością jej światło trwa nieprzerwanie". Chodzi o to, że dzieje się coś innego niż myślę. Ale to nie tak, że to co widać jest złe i trzeba to zostawić i szukać czegoś innego, gdzieś daleko.To nie tak. To jest pod nosem. To mamy wszyscy. W każdej chwili szczęścia z tego co pod nosem - to jest. A jak komuś, do tego, buchnie takim totalnym stanem akceptacji i zaangażowania - to to nie jest haj, tylko to samo zwykłe szczęście, co pod nosem, na codzień - tylko akurat temu dowieźli dzisiaj całoą ciezarówkę. CZemu tak jest? A cholera ich wie ;) Tak zrobili, tak jest. Pytanie co z tym można zrobić. Bo człowiek wtedy chce drugą cieżarówkę zwykłego szczęścia "CZy jest dla mie druga ciezarówka?" Ale odpowiada cisza. Cieżarówek nie ma. Różne rzeczy się wtedy dzieja. CZłowiek może sobie powiedzieć "Nie będe więcej szukał ciezarówki. Będę skromny i zadowolę siętym co mam." Niektóry będzie w tym stanie z nosem na kwinte przez resztę życia, a innemu bach : nagle po tych słowach nadjedzie druga cięzarówka. Nie ma reguły, wg mnie. I nie ma też właściwego sposobu postępowania. Z mojego doświadczenia, opisałbym to tak: piekielnie indywidualna sprawa. I też to czy ktoś "szuka" czy "nie szuka" - czasem w "nie szukaniu" jest "szukanie", i na odwrót - znowu, co osoba to inaczej. Bardzo lubie takie porzekadło "Duch dmie kędy chce". Serdeczność :)
Tak jak pisałem wcześniej, zgadzam się z Romanem, że dzieci są okrutne i to dopiero kultura( rodzice, szkoła, społeczeństwo) uczy je norm współżycia. Przykładem który zakończył w Europie temat "szlachetnych, uduchowionych" dzieci jest książka "Władca much". Dzieci zostawione same sobie na wyspie, zmieniają się w potwory. Wychodzą z nich pierwotne instynkty i mordują się nawzajem. Psychologia to później potwierdziła.
Oczywiście, kultura niesie też ze sobą negatywne sprawy-zabija spontaniczność, blokuje różne rzeczy u dzieci( stąd późniejsze terapie itd)
Reasumując: w dziecku jest potencjał ducha/duszy który musi się rozwinąć. Rozwija się poprzez rodziców i kulturę by ewoluować to duchowości przekraczającej normy społeczne ale zawierające je w sobie, do stanu duszy o którym pisze Andrzej. Jednocześnie rodzice i kultura mogą zaburzyć naturalny rozwój co kończy się później różnymi dysfunkcjami( które można pokonać na drodze terapii). Przejście dziecka przez kulturę, rodziców, socjalizowanie jest jednak warunkiem koniecznym, nie do ominięcia. Dąb rozwija się z ziarna bez ominięcia etapów przejściowych.
Jednocześnie: w dziecku jest wiele ważnych potencjałów, które wspomagają duchowość a są tępione przez rodziców i kulturę: spontaniczność, brak skostniałych norm, spokój. Te potencjały później na drodze rozwoju duchowego ponownie trzeba przywrócić: terapią, medytacją itp.
Dziecko jest więc tak duchowe jak ziarno jest w pełni dębem. Ziarno ma tylko potencjał. Musi przejść całą drogę wzrostu. Tak samo jest z dziećmi.
że dzieci, przynajmniej niektóre, mogą mieć trudne charaktery. I jako takie mogą nie być aniołkami. Z tym że raczej bym się nie posunął do twierdzenia że dzieci rodzą się okrutne. Warto mieć świadomość że na każdego z nas działa bardzo wiele czynników decydujących o nas i naszym życiu. I wiele z nich jest poza naszym poznaniem i świadomością. I część z nich działa jeszcze przed urodzeniem. Z racji tego czym się zajmuję wiem chociażby, że bardzo duży wpływ na nas mają nasi przodkowie. Nawet do paru pokoleń wstecz. Tragedie, zbrodnie i inne traumy przechodzą z pokolenia na pokolenie. Ale są poza świadomością. W takim przypadku dziecko może dźwigać na sobie traumę, agresję i inne podobne emocje poprzednich pokoleń. I ją przejawiać. A wtedy dziecko a potem dorosły może okazywać nie swoją agresję, tylko swoich przodków. Takie dziecko czy dorosły może posunąć się nawet do zbrodni przez to że nieświadomie bierze na siebie agresję chorego systemu rodzinnego. Jego członków, przodków. I takie dziecko a nawet dorosły faktycznie może być wredne. Ale jeżeli powodem jest taki system rodzinny to czy można stwierdzić że dane dziecko czy dorosły taki się urodził, taki jest w głębi serca czy duszy? Możemy zrobić krok dalej. A nawet od razu skok dalej. Czy w ogóle jest dobro i zło. Może to jest ten sam trening naszego rozwoju, nas wszystkich. Tylko Główny Trener trenerów raz nam daje wycisk a raz lżejsze, przyjemniejsze zajęcia. I tak jak trener piłkarski na treningu dzieli drużynę na dwa zespoły grające przeciw sobie żeby wszyscy mogli ćwiczyć i się rozwijać. Tak Główny Trener trenerów raz nas przydziela to tej grupy gorszych, złych a innym razem do grupy lepszych, tych dobrych. A wszyscy w rzeczywistości jesteśmy dokładnie tacy sami tylko akurat przydzielili nas do jednej albo drugiej grupy. Żebyśmy mogli się rozwijać jako ludzie, istoty, czy Dusze.
Może wszystko służy temu samemu, życiu, rozwojowi. Tylko jedne zajęcia są przyjemne a inne koszmarne i ciężkie.
Ziarno ma tylko potencjał. Musi przejść całą drogę wzrostu. Tak. Pięknie to opisałeś Wojtek. Pozwolę sobie rozwinąć tą piękną metaforę i dodać. Ziarno ma tylko potencjał. Musi przejść całą drogę wzrostu. Na którą znaczący a często decydujący wpływ ma gleba oraz klimat na jakie trafi to ziarno. Oraz jego pielęgnowanie. Tak samo jest z dziećmi. Oczywiście tym samym okazuję że w dużym stopniu zgadzam się z wami.
Andrzej, mylimy tutaj kilka rzeczywistości. Rzeczywistość( prawdę ) uniwersalną- wg niej wszyscy jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga i wszyscy jesteśmy ekspresją idealnej miłości. Tak na prawdę wszystko jest miłością, kosmiczną grą( buddyjskie: lila ) i nie ma dobra i zła. Z tej perspektywy nie ma wrednych dzieci, ani dorosłych i wszyscy jesteśmy duszą/duchem/miłością. To jest prawda absolutna.
Jest też jednak prawda względna. W której oceniamy, że Hitler to zło, a Jezus to dobro. W której wybieramy, że lepiej jest dawać niż kraść itd. Sam odnosisz się do tej perspektywy pisząc, że dziecko rodzi się idealne a rodzice i środowisko coś mi tam zabierają. Mamy z tej perspektywy zatem Duszę oraz to co Duszą nie jest i do niej dąży. Z punktu widzenia prawdy absolutnej wszystko jest Duszą( "To od czego można zboczyć nie jest prawdziwym TAO") - ziarno ma taką samą wartość jak dąb. Ale jest też prawdą względna- sensem ziarna jest stanie się dębem. Ta droga, ten rozwój, ten powrót do Boga jest celem, sensem i prawdą.
Wg prawdy wględnej dzieci nie rodzą się Duszą. One do stanu Duszy muszą dopiero dotrzeć. Niezależnie od ich losu, przodków, traum. Dziecko z teoretycznie idealnym losem i idealnymi przodkami musi przejść tą samą drogę. Mówi o tym psychologia rozwojowa: dziecko( człowiek ) rozwija się z egocentryzmu( jestem tylko ja: wiek 2-5 ) przez etnocentryzm( jestem ja i moja grupa/bliscy/rodzina, wiek 5-9) do światocentryzmu ( ja jestem równy z wszystkimi, wiek: czasami w ogóle się tam nie dociera ) czyli w swoim pełnym rozwoju: Stanu Duszy.
Zatem, z perspektywy absolutnej, każde dzicko jest Duszą( ale każdy dorosły też ). Z perspektywy względnej, dziecku do Duszy bardzo daleko, ono jest na początku drogi, i niezależnie od przodków dziecko jest dużo bardziej egocentryczne niż dorosły- to nie jest kwestia oceniania i wartościowania go. Dziecko tak się po prostu rozwija- z całkowitego skupienia na ja, poprzez skupienia na swojej grupie, aż do otwarcia na inne grupy.
Andrzeju, oczywiście to moje wywody, są tylko niejako na marginesie głównego tematu który podejmujesz i o którym tak pięknie piszesz.
Pozdrawiam
W
Przypominając sobie najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa (ok 3 lata) i wchodząc w nie nie czuję bym był wtedy jakoś specjalnie bardziej uduchowiony czy dobry/niekrzywdzący/empatyczny. Myślę że jest wprost przeciwnie. Rodzice przygotowują dziecko do życia w społeczeństwie, jest to raczej kształtowanie niż niszczenie czegoś (mistycznej niewinności)- oczywiście z jakością tego kształtowania bywa bardzo różnie.
Co do doświadczenia duszy - i może ogólnie doświadczeń mistycznych - nie możemy zweryfikować ich prawdziwości. Chodzi mi tu o powtarzające się stwierdzenia typu "doświadczyłem prawdy" " wiedziałem wszystko" "mogłem wszystko" "byłem miłością". O ile w to ostatnie łatwo mi uwierzyć to co do pozostałych byłbym ostrożny. Po środkach psychotycznych też możliwe jest doświadczenie prawdy - ale wystarczy by tej "prawdy" posłuchała osoba obok by okazało się że to bełkot. "Ale prawdy nie da się wypowiedzieć.." - czyli co? Nie poddaje się falsyfikowalności? Nie można sprawdzić czy ta prawda jest prawdziwa? Czy można pozwolić na to by samo doświadczenie prawdy określało jej prawdziwość? Przecież podobnie bywa w chorobach psychicznych. Może jest to jedynie zablokowanie obszaru mózgu odpowiedzialnego za racjonalne myślenie? Albo lokalizującego nas w czasie i przestrzeni? Generalnie zachęcam do poznawania tego jak mózg funkcjonuje - to wspaniały kłamca
Kahuna,
Sam piszesz, że mózg to wspaniały kłamca - nie ufał bym mu zbytnio w temacie przypominania sobie swojej dziecięcej duchowości:) Na szczęście są badania na ten temat, jasno wskazujące, że duchowość dziecięca to raczej mit.
Co do kolejnej kwestii którą poruszasz, czyli kwestii weryfikacji doświadczeń mistycznych pozwolę się nie zgodzić. One są weryfikowalne tak samo jak chociażby twierdzenie Pitagorasa.
Zastanówmy się co jest potrzebne do weryfikacji tego twierdzenia? Grupa naukowców przeprowadzających dowód wg ściśle określonej procedury.. Dla mnie - laika w naukach matematycznych to twierdzenie jest tak samo nieprawdopodobne jak doświadczenia mistyczne. A jednak, każdy kto przeprowadzi dowód wg ściśle określonej procedury może sprawdzić, że to twierdzenie jest prawdziwe.
Tak samo jest z doświadczeniami mistycznymi. Spisane zostały całe tomy na temat procedur prowadzących do doświadczeń mistycznych. Wszystkie wielkie szkoły medytacyjne mają takie procedury. Stworzone przez wieki na zasadzie eksperymentów. Każdy kto zastosuje się do tej procedury po pewnym okresie czasu zacznie doświadczać tego o czym mówią.
Co do argumentu, że doświadczenia mistyczne są wynikiem np środków psychotycznych: to jak pisanie, że księżyce Saturna są wynikiem używania teleskopu:) Bez teleskopu te księżyce obiektywnie tez istnieją:)
oczywiście że istnieją techniki prowadzące do określonych doznań umysłowych. Mi chodzi o jednak o to czym jest natura tych doznań - bo czy na pewno kontaktem z boskością czy może chemicznie/elektrycznie indukowanym POCZUCIEM takiego kontaktu, czymś jak najbardziej fizycznym ale interpretowanym jako mistyczne przez mózg.
Może dodam jeszcze - to co cenię u Wojtka Jóźwiaka to wchodzenie w moment mocy bez jego ściągania w pojęcia, magia dla niej samej, bez nadinterpretacji i opisów w stylu złapałem boga za piętę i posiadłem pełnię wiedzy.
Uważam, że stany mistyczne można indukować poprzez pracę na mózgiem.
Nasze doświadczenie ma wymiar wewnętrzny i zewnętrzny. Buddyści podczas głębokiej medytacji - kiedy podłączyć ich do urządzeń pomiarowych - pokazują, że stany wewnętrzne mają wpływ na mózg i da się to badać. Dlaczego nie odwrócić tej sytuacji? Wpływając odpowiednio na mózg - indukować stany mistyczne. Jest sporo badań na ten temat - chociażby Stan Grof.
Reasumując: to co mistyczne ma odpowiedniki fizyczne( w mózgu ) i odwrotnie:)
Spójrz na to inaczej. Może nie mylimy rzeczywistości uniwersalnej z prawdą względną, jako to określasz. Tylko osobno opisujemy różne aspekty tej samej struktury dodatkowo używając różnych terminów. Jako ludzie jesteśmy istotami złożonymi. Jesteśmy istotami Trójjednymi o czym mówi wiele systemów religijnych i duchowych. I to co dzielisz w opisie na różne rzeczywistości i prawdy ja postrzegam i opisuję jako różne świadomości i ewentualnie subosobowości tej samej istoty. Ważnym aspektem jest też to że u rożnych osób poszczególne świadomości czy rzeczywistości mają różny wpływ. Większy może mieć ten uniwersalny lub ten względny. Po prostu spróbuj to połączyć w jedno mając świadomość że u jednych ta część uniwersalna, duchowa może bardziej się przejawiać i wpływać a u innych mniej. Oczywiście aż po niemal całkowite dominowanie jednej z nich.
To jest coś podobnego co gdzieś opisałem jako ziemskie cywilizacje półgłówków. Cywilizacja wschodnia jest cywilizacją z dominującą prawą półkulą a zachodnia lewą. Pierwsza jest uduchowiona ale brakuje jej logiki i krytycyzmu, żeby nie powiedzieć rozsądku. Druga jest zrobotyzowana, logiczna ale zimna, bezwzględna pozbawiona emocji i duchowości. Jedna i druga ma obie półkule umysłu ale są różne proporcje ich udziału we wpływach.
tak samo dyskusje. To że pojawiają się nowe kierunki to tylko poprawia atrakcyjność. Byle było ciekawie. A jest. Przynajmniej dla mnie. Za co Ci dziękuję Wojtek i zawsze jestem otwarty na więcej.
Przepraszam, taki mały żarcik. Dużo poważnych tematów dobrze jest przełamać chwilką luzu.
Co do wychowania. Czy zgodzisz się ze mną że wielu rodziców wpaja swoim dzieciom że trzeba być cwanym, że kto nie kombinuje ten nie ma, że pierwszy milion trzeba ukraść, że albo ty albo oni itd. itp. Czy takie nauki to rozwój duchowy, czy to zbliża do drugiego człowieka? Czy rodzice mający na sumieniu zbrodnie, oszustwa i inne podobne czyny zbliżają swoje dzieci do duchowości, a nawet do zwykłych, normalnych relacji z innymi?
Jedni rodzice uczą i wpajają patriotyzm, uczciwość itd. a inni wręcz odwrotnie, namawiają, wpajają i uczą oszukiwać, okradać i wykorzystywać innych.
Tak jak piszesz; rodzice przygotowują swoje dzieci do życia. Ale różni rodzice w różny sposób.
Co do doświadczeń mistycznych. Dla mnie to było doświadczenie fizyczne, rzeczywiste. Paradoksalnie to doświadczenie sprowadziło mnie na ziemię. Po tym doświadczeniu przestałem poszukiwać mistycznych prawd, doznań i przeżyć. Po prostu przestałem szukać bo już dostałem odpowiedź. WIEM. I już nie szukam odpowiedzi na takie życiowe czy mistyczne pytania.
Czy miłość zacznie istnieć dopiero jak jakiś naukowiec ją potwierdzi? Czy Ziemia przestała być płaska dopiero jak to uznali naukowcy, Papież czy inni przywódcy?
Naukowcy to najczęściej bezmyślne półgłówki (patrz komentarz wyżej). Lewopółkulowe kserokopiarki powielające czyjeś idee i myśli. Przy okazji najczęściej je wypaczający.
Nikt nie może zaprzeczać czyjegoś osobistego doświadczenia. To jest szczyt absurdu, uzurpacji i zniewalania.
Oczywiście trzeba być ostrożnym i sceptycznym bo jest masa osób manipulujących, oszukujących, dla własnych korzyści.
I bardzo często wręcz nie powinno się wierzyć takim poszczególnym osobom. Tak samo mi możesz nie wierzyć.
Ale nie ma takiej możliwości żeby nie kryła się prawda za takimi opisami i doświadczeniami skoro jest ich tak wiele. Są tak zbieżne i występują w tak wielu miejscach u tak różnych osób.
Nie zaprzeczam temu, czego doświadczyłeś, ufam że było to coś rzeczywistego. Nie mam po prostu pojęcia co do natury tego doświadczenia i sugeruję że sam możesz się co do tej natury mylić - ale nie odrzucam tego że rzeczywiście to co piszesz to prawda.
Dostałeś odpowiedź i przestałeś szukać - a co by było gdybyś (zen) tą odpowiedź odrzucił? Poszedł dalej? Da się?
Mam łatwość rozumienia takiej postawy bo sam byłem całkowicie sceptyczny i anty. Całe moje życie do doświadczenia Prawdy byłem umysł ścisły, logiczny i po prostu całkowicie wykluczałem takie duchowe bzdury. W pewnym okresie zaczęła się samoistna przemiana i jakimś cudem darowano mi taki poziom świadomości. Nie straciłem umysłu logicznego i krytycznego tylko zyskałem dodatkowy, duchowy. W religii i Biblii jest zawartych wiele prawd i opisów rzeczywistości.
W odniesieniu to tego o czym piszesz i Twoich wątpliwości dotyczących doznań mistycznych. Masz wybór. Możesz wierzyć że to możliwe lub wierzyć że to niemożliwe.
Ja WIEM, bo ja tego doświadczyłem. Tak jak wielu innych. I praktycznie każdy kto ma podobne doświadczenie niemal zawsze wyczuje czy inna osoba opisuje swoje prawdziwe doświadczenie. A przynajmniej czy jest to opis zgodny z realnym doświadczeniem. Dopóki sam nie doświadczysz to będzie dla Ciebie na poziomie wiary. Nie ma innej opcji. (A tabletki, meandry działania mózgu itp. nie mają tu żadnego znaczenia. To tylko lewa półkula, umysł logiczny nie jest w stanie tego przyjąć).
To jest podobnie jak z owocem. Wyobraź sobie że w grupie ludzi zaczynam opowiadać że gdzieś na drugim końcu świata znalazłem taki zielono czerwono żółty owoc wielkości małego melona. Który miał soczysty miąższ rozpływający się w ustach o słodko kwaskowatym smaku.... Taki opis dla większości osób niewiele znaczy, niewiele mówi i nie powoduje żadnej reakcji. Ale jak w tej grupie trafią się osoby, które też go posmakowały to nie dość że doskonale będą wiedziały o czym mówię to zaraz wróci do nich ten kształt, kolor, smak, zapach. Te osoby będą go widziały, czuły zapach smak i przyjemność. Wróci do nich to doświadczenie i doznanie. Wystarczyło by żebym zamiast tego neutralnego opisał konkretny owoc natychmiast umysł by przywrócił Twój własny obraz, smak i aromat tego owocu. Twój umysł by odtworzył Twoje własne doświadczenie i doznania.
Dlatego ja napisałem o tym moim doświadczeniu żeby jedni mogli wrócić do tego własnego doświadczenia. A innych żeby, być może, zainspirować i zmotywować do dalszej podróży w stronę światła.
A teraz kropka nad i. Trochę mnie sprowokowałeś ale to żadna tajemnica. To nie jest reklama tylko kolejny argument i potwierdzenie.
Stworzyłem system Soullive Coaching którego elementem jest umożliwienie i doprowadzenie do doświadczenia Stanu Duszy. Nie jestem pierwszy i nie jestem jedyny. Jak wynika z treści to samo robi Martyn, mój najważniejszy nauczyciel. I on mi też dał fundament mojego systemu. Jestem, lubię nazywać się, przewodnikiem prowadzę
i Twoje wątpliwości. Dziwne by było gdybyś ich nie miał.
Nigdy nie miałem takich myśli chociaż sam się dziwię, po tym jak zadałeś to pytanie. Chociaż moja odpowiedź to wyjaśni.
Po pierwsze nie miałem nigdy żadnych wątpliwości co do pełnej mojej świadomości w czasie tego doświadczenia, co do jego rzeczywistości i prawdziwości oraz co do Prawd o sobie i o nas jakie dzięki temu doświadczeniu poznałem.
Na tym to polega. Fenomen, siła ale też prawdziwość. Mimo że to jest coś co całkowicie odwraca dotychczasową świadomość, wiarę i przekonania to nie ma się żadnych wątpliwości. Po prostu od razu się wie że tak jest.
Mam pełną świadomość tego jak to brzmi jak mówię o sobie; jestem Bogiem. I jak na to inni reagują, mogę reagować. Oczywiście nie tylko jak ale my wszyscy tacy jesteśmy.
Wyobraź sobie prawdziwą wielką miłość. To jest podobne doznanie tylko jakby dodać do tego jeszcze wielki spokój. Każdy kto czuje wielką miłość po prostu jest nią, ona go zmienia, wpływa na daną osobę i na całe jej życie. To jest jednocześnie coś nierealnego, nieuchwytnego, mistycznego a jednocześnie coś potężnego, bardzo wręcz fizycznego. A dokładniej jest to coś bardzo mistycznego ale bardzo mocno wpływającego na fizyczne, realne działanie, postępowanie i życie. Coś mistycznego co ma konkretne skutki i przejawy w realnej rzeczywistości. Przy okazji coś dodam co mi przyszło do głowy. Miłość to przejaw Duszy czy Boga. To Boska energia tworzenia i życia. Miłość jest źródłem i ujściem. Miłość jest powodem i celem. Kieruj się miłością a będziesz podążał drogą spełniania i światła. Miłość jest źródłem, powodem i celem życia. Jest też najlepszym przewodnikiem.
i im dłużej istnieje, tym bardziej jestem tego pewien.
"
Wyobraź sobie prawdziwą wielką miłość" - cóż.. zupełnie, ale to zupełnie nie potrafię.
To już powinno stanowić wystarczający dowód
Nie potrafię wyobrazić sobie myśli jako takiej, czy to wyklucza jej istnienie? Nawet wszechobecnego prądu nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Mimo że mnie otacza i nie raz kopnął mnie. Jak tak to on je czy nie?
Bez względu na to w co wierzysz, masz rację, tak jest. Ale tak jest w twoim świecie. A to nie znaczy że taka jest rzeczywistość.
Co do miłości. Po prostu z całego serca życzę Ci żebyś nie musiał jej sobie wyobrażać tylko jej doświadczył/ał.
witaj Andrzeju,pieknie opisales stan duszy,nie przylozylam sie do przecztania wszystkich komentarzy,ale chcialam ci napisac,ze od jakiegos czasu nazwijmy to nagle przebudzenie,doswiadczam dziwnych stanow.Jestem tu ,a jakby obok.Przytlacza mnie miejska dzungla i obcosc tej iluzji w ktorej zyje.Gdzie jest natura?Dlaczego tak zawziecie eniszczymy to co piekne?Chcialabym przytulic mijajacych mnie ludzi ,ktorzy jak oblakani pedza do nikad..........Czasem mam wrazenie ,ze moj swiat sie zmienia ,ze odchodze od tego co kaza mi robic i jak zyc.....i jest mi z tym dobrze:) To niesamowite ze dusze odnajduja sie w rozny sposob i zaczynaja razem wspolpracoawc? Moze dzieki temu zmieni sie to co nas otacza? pozdrawiam z miloscia Renata
http://blog.krolartur.com/ukryty-sens-zycia-wszechswiata-i-wszystkiego/
czy można opisać dźwięk, melodię (słowami, bez nut), czy można opisać smak komuś kto sam go nie posmakował? Skoro to w Tobie tak rezonuje to znaczy po prostu że masz świetne relacje z Duszą czy Dusza z Tobą. Zresztą pięknie opisujesz Twoje przebudzenie a co jest wspaniałe, masz tego świadomość. To prawdziwy dar i świadomość (tym razem jako poziom rozwoju). Zwykłem nazywać się przewodnikiem. Przy Tobie staję się turystą, podróżnikiem. Z miłością Andrzej
NLP trochę znam i nawet korzystam z niektórych technik. Problem z NLP-owcami jest taki że zwykle traktują człowieka jak robota do programowania. Zresztą nawet nazwa o tym świadczy. Tym samym uznają też siebie za roboty, z wszelkimi tego konsekwencjami. Nie jestem robotem i nie korzystam z usług takich robotów. NLP to tylko narzędzie ale niestety bardzo szkodliwe i niebezpieczne w niewłaściwych rękach. A często tak jest.
Co do samego artykułu. Ludzie którzy innym mówią co ci doświadczyli, delikatnie mówiąc są dla mnie niewiarygodni. Tak samo ci którzy uważają wszystkie zachowania i reakcje człowieka jako efekt działania związków chemicznych. Żeby kochać nie trzeba brać tabletek. Wręcz przeciwnie, tabletki mogą zaszkodzić. Tak samo jest z innymi emocjami. A jakoś tacy wszystkowiedzący, mimo wszystko, nie wykluczają istnienia miłości. Tylko dlatego że zbyt wiele osób o niej mówi od zawsze. I boją się zaprzeczać czemuś w co wierzy większość. Bo jak można twierdzić że ziemia nie jest płaska skoro wszystkie autorytety twierdzą że jest. Trzeba mieć wyjątkowy tupet żeby nie powiedzieć brak rozsądku żeby wykluczać realne doświadczenia i przeżycia innych tylko dlatego że samemu się ich nie doświadczyło i się w nie nie wierzy. Osoba tak postępująca, to pisząca, nieświadoma tego, występuje jako wszystkowiedząca. I to wszystkowiedząca o innych. O tym co inni przeżyli, co doznali, co doświadczyli. Wygląda na to że objawił nam się Bóg w postaci NLPowca Króla Artura. Nie wiem jaka forma jest prawidłowa Król Artur Bóg czy Bóg Król Artur? Biedne są człoboty, roboty w ludzkim ciele. I zwykle szkodliwi i niebezpieczni. Chociażby dlatego że wykluczają człowieczeństwo. Niestety nie ma na to tabletki. Tak że w ich przypadku może to jest nieuleczalne.
to nie mój blog ale artykuł wydał mi się związany z twoimi doświadczeniami - opisuje wpływ dopaminy; poza tym można na tym blogu znaleźć sporo o błędach poznawczych
i miałem rację.
Widziałem wcześniej ten serwis NLPowca. Od czasu do czasu trochę przeglądam internet pod kątem coachingu itp. NLP też trochę znam. Martyn mój pierwszy najważniejszy trener oprócz tego że jest Kahuną jest też świetnym trenerem NLP. To NLP go skierowało do Hawajów do Huny. Bo pojechał tam uczyć NLP. A skończyło się na tym że to Kahuni uczyli go Huny. I on też korzysta w dużym stopniu z NLP ale tylko z tego co jest ekologiczne i w ekologiczny sposób. To co tacy ludzie robią to typowe odrzucenie innych poglądów niż własne.
Ja ich doskonale rozumiem bo sam taki byłem. Dla mnie istniała tylko matematyka, fizyka i biznes. Religia, Bóg itp to były bzdury dla baranów. Z lekcji religii wyszedłem oburzony przed przyjęciami. Mówiąc do zakonnicy że mówi bzdury i nie ma pojęcia jak jest. I już nie wróciłem. Matka musiała mi załatwiać żebym został przyjęty. I na tym się skończyła moja relacja z kościołem. Dopiero po wielu latach w ogóle sobie to przypomniałem. Też sobie uświadomiłem że to było moje szczęście bo uniknąłem indoktrynacji i zaprogramowania mnie. Co pozwoliło mi później, jak zająłem się rozwojem duchowym, nie mieć żadnych ograniczeń i przeszkód. Jakie powoduje religia, a raczej jej indoktrynacja. I między innymi to, ale nie tylko, pozwalało mi przyswajać nową wiedzę o wiele szybciej od wszystkich innych. Znacznie szybciej od tych którzy zajmowali się rozwojem od wielu lat. Chociaż to nie wszystko, bo jeszcze bardziej na to wpływało to, że mój dziadek się tym zajmował i miał dużą wiedzę. Między innymi jako jeden z niewielu zbudował w Polsce swoją piramidę. A było to dawno. I o czym dowiedziałem się nie tak dawno. I wiem że mam to po nim. Zresztą dużo więcej.
Paradoks polega na tym że ja, umysł ścisły stałem się nie tylko wierzący ale wiedzący. Jestem bliżej Boga od tych wszystkich wierzących. I to między innymi dlatego że odrzuciłem kościół. Taki jaki jest. Chociaż zrobiłem to całkowicie nieświadomie.
Bez względu na to w co wierzysz, masz rację. Tak jest.
Taki jest twój świat.
co to takiego jest pyta sie wielu z nas?Oczywiscie kazdy w nas w podswiadomosci to czuje ze ma dusze i tylko nie wie jak o nia zadbac.Ja tez sie wczesniej nad tym nie zastanawialam zylam po prostu fizycznie.Jednakze zawsze w glebi czulam ze czegos szukam no i znalazlam.Nie bede tu opisywac jak do tego doszlo bo kazdy z nas idzie inna droga i inaczej to odbiera.W kazdym badz razie dla mnie odkrycie czakry i jej technik pomogly mi odczuc moja dusze.Cwicze codziennie lacze sie z energia swiata przestrzeni i moje zycie zmienilo sie nie do poznania.Kocham nature i w kazdej wolnej chwili spedzam czas na jej lonie.Szukam miejsc przepelnionych energia i ja pobieram.Zaczelam zamieniac energie negatywna na pozytywna.Pobieram swiatlo z promieni slonecznych i wypelniam nim moje cialo.Moge tylko polecic.Jezeli sie otworzymy na pewne rzeczy to wtedy zaczniemy spostrzegac na swiat czy otoczenie inaczej.Zaczniemy zauwazac barwy swiatlo w zupelnie innej postaci.Mysle ze kazdy znas potrafi sobie dobrac "forme" czy tez sposob na polaczenie sie z energia przestrzeni.Nie uzywam celowo okreslenia Bog bo dla kazdego z nas wystepuje on pod inna postacia.Dlatego czytam chetnie artykuly na temat rozwoju duchowosci i wchlaniam kazda iformacje na ten temat.Autorowi zycze dalszego rozwoju i doznan z tym zwiazanych.Wspaniale jest to ze mozna swoje doznania dalej przekazac ,bo w kazdym takim przekazie kazdy z nas wyloni to co dla niego istotne.Pozdrawiam goraco i serdecznie i zycze kazdemu z nas "podrozy" do glebi swojej duszy.
I poznania Ciebie oraz z twoich doznań.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.