13 lutego 2016
Katarzyna Urbanowicz
Serial: Sny i wizje
Kochanek ze snu
◀ Sen, który przeplótł się bardzo z rzeczywistością ◀ ► Łabędź i kaczka ►
Mój dzisiejszy sen nakierował mnie na problem, którego do tej pory nie dostrzegałam. Atmosfera Walentynek sprawiła, ze moje sny oscylowały wokół spraw męsko/damskich. Dzisiaj śniłam, że siedzę obok kogoś mglistego i niezidentyfikowanego i czuję jego ciepło obok siebie. Wiem, że jest to ktoś bardzo odległy ode mnie i wiem, że z jakichś powodów wobec niego jestem jak ta szara myszka wobec wypasionego kota. Mimo to wyciągam do niego dłoń pełną jakichś chrupek, orzeszków czy czegoś takiego. Bez większych nadziei. Czuję na odległość promieniowanie ciepła jego dłoni i prąd przenikający moje przedramię. ON bierze orzeszek (albo chrupkę) z mojej dłoni i widzę, że jest to paskudny, skurczony i brązowy kawałek, nadający się raczej do wyrzucenia. (Tu może odzywa się echo moich dzisiejszych zajęć - produkcji kandyzowanego imbiru pomagającego na mdłości i bóle gardła, o wiele tańszego (pięciokrotnie) niż gotowy produkt, ale niedorównującego mu wyglądem). Ten KTOŚ bierze kawałek chrupki z mojej dłoni i sięga po następny. I w końcu moja dłoń jest pusta, niczego tam nie ma, nawet pokurczonej, brzydkiej chrupki. Ten KTOŚ jednak nie przejmuje się tym i kładzie swoją głowę na mojej dłoni. Trwam, aby nie zakłócić naszego porozumienia, ale czuję, że moje brzydkie, niewydarzone chrupki przesuwają się prze jego wnętrze, że odbierają wszystkie jego życiowe doświadczenia (których nie chcę widzieć).
W realu czwartkowy wieczór spędziłam na wykładach online astrologii harmonicznej Wojciecha Jóźwiaka, także pod wpływem jego wytknięcia błędów mojego rozumowania w sprawie rodzinnego "Dokarmiania Urana". Czyżby oznaczało to, że w ogóle nie rozumiem świata? Że obojętne jest mi potwierdzenie istnienia fal grawitacyjnych i zmarszczek na czasoprzestrzeni?
ON w moim śnie wydawał się kimś akceptującym moją osobę (jadł wszakże z mojej ręki brzydkie orzeszki/chrupki), a nawet wyciągnął drugą dłoń aby mnie przytulić.
I nagle obudziłam się z przekonaniem, że ci, których kochałam w swoim życiu, zawsze byli oddani czemuś lub komuś innemu. Nigdy nasze drogi nie krzyżowały się. Teraz po latach przesyłają mi Walentynkowe pocztówki, gdy nauczyłam się żyć sama i czerpać z tego życia satysfakcję. To kiedyś był warunek mojego przeżycia. Dziś nikogo z nich nie potrzebuję. Wówczas, gdy ich kochałam, lekceważyli mnie. W swoich pamiętnikach określali mnie jako kogoś dziwacznego i niezrozumiałego, choć pociągającego odmiennością. Po latach zwyczajnych i stereotypowych związków przekształcili się w wielbicieli ponadczasowych, ale ja zmieniłam się; już nie potrzebuję nikogo z nich, może oprócz tego, kto pobiera orzeszki z mojej dłoni. Bowiem jego nie było wśród nich. Moje sny nie zawierały wówczas jego osoby. Nie został obciążony ich winami (czy słusznie?)
Ale świat nie pozostaje neutralny. Walczy z moim sennym zafiksowaniem, skłania mnie ku przekonaniu, że mam kolejny dowód na moją umysłową aberrację i postać mojego sennego kochanka oddala się w niebyt.
Obudziwszy się rankiem wiem jedno: nigdy w realu nie trafiłam na kogoś, kto jadłby brzydkie chrupki z mojej dłoni. Czemu miałby to robić, gdy w zasięgu miał słodkie frukty? Czemu więc, tym bardziej, miałby przytulać się do mojej pustej dłoni?
Podobno Sen mara. Bóg wiara. Lepiej trzymajmy się pewników.
◀ Sen, który przeplótł się bardzo z rzeczywistością ◀ ► Łabędź i kaczka ►
Komentarze
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
