23 lutego 2007
Anna Zapolska
O kotle europejskim, czyli Celtowie, Wandalowie i Słowianie
uwagi na marginesie artykułu Bogdana Eckerta z 4.01.2007
W ostatnich miesiącach tematyka Wandalów i Słowian nieco odżyła na łamach Taraki, z racji obchodzenia jubileuszu 1600-lecia przekroczenia Renu przez plemiona wandalskie. Chciałabym się zatem podzielić pewnymi spostrzeżeniami na marginesie artykułu Pana Bogdana Eckerta z dnia 4.01.2007. Na samym początku poruszyć chciałam kwestię Wenedów/Wenetów. Nazwa ta pojawia się w „Germanii” Tacyta, której powstanie datuje się na 98 r. Jest to opis sytuacji plemiennej w tzw. Magna Germania i głównie dotyczy ziem Polski, obrazując stan z roku około 70 (przyjmuje się, że po powstaniu Batawów z lat 69-70). Tereny zamieszkane przez Germanów Tacyt nazywa Swebią. Pisze, że na wschód od Swebii zamieszkują Peucynowie, Fennowie i Wenetowie. Waha się tym samym, czy należy zaliczyć ich w poczet plemion germańskich czy uznać za nie-germanów, ściślej mówiąc Sarmatów. Z punktu widzenia archeologii lud Peucynów (Bastarnów) można zaliczyć do tzw. kultury Poinešti-Lukaševka, która choć sarmacka, miała szereg nawiązań germańskich. Jej lokalizacja zgadza się ponadto z tacytową lokalizacją Bastarnów. Z kolei Fennów uważa się za społeczność myśliwsko-łowiecką zamieszkującą tereny na północ od Prypeci i na wschód od Niemna. Wróćmy zatem do Wenetów. Zdaniem profesora W. Nowakowskiego należy ich zdecydowanie zaliczyć w poczet plemion germańskich, pomimo że wiele dorobku kulturowego przejęli od Sarmatów. Jednakże w czasach gdy Tacyt pisał swoją Germanię lud ten nie istnieje, co świadczy, że musiał się on posługiwać źródłami starszymi (pewne jest, że korzystał z „Bella Germaniae Libri XX” Pliniusza).
Również Ptolemeusz notuje nazwę Wenetów w swojej „Geografii” (początek II w. po Chr.). Lokalizuje ich nie w samej Germanii a już na terenie Sarmacji Europejskiej, czyli na wschód od Wisły. Podaje też nazwę Zatoki Wenedyjskiej oraz Gór Wenedzkich, które to swoją nazwę mogły zaczerpnąć od etnonimu plemienia. Sytuację komplikuje jednak umieszczenie nazwy Weneti przez Pliniusza na terenie północno-wschodnich Włoch, gdzie jest ona nazwą geograficzną (Wenetia et Histria, od czego zapewne wzięła się nazwa Wenecja). Zdaniem profesora Kolendo mamy w tym wypadku do czynienia z dużym ludem, który zaznaczył swą obecność w całej Europie lub procesem rozprzestrzeniania się nazwy i nadawania go wielu różnym ludom.
O ludzie Wenetów pisze również Kasjodor i Jordanes. Wenetowie nazywani są przez Jordanesa Sklawenami i Antami, przy czym u Kasojora mamy wzmianki o Hermanaryku walczącym z Wenetami, tak więc mamy tu do czynienia z ewidentnym rozdzieleniem Wenetów od germańskich Gotów Hermanaryka na stepach nadczarnomorskich. Wynika z tego, że Wenetowie zajmowali tereny na północ od Morza Czarnego i wedle przekazu Kasjodora można ich lokalizować, w drugiej połowie IV w. po Chr., na terenie dzis. północnej Ukrainy.
Profesor Kolendo uważa, że w przypadku Wenetów znad Bałtyku możemy mówić o ich koegzystencji i powiązaniach z plemionami bałtyjskimi i słowiańskimi. Nie mamy jednak pewności, czy był to lud czysto germański, sarmacki czy po wykrystalizowaniu się etnosu – słowiańskim.
Pan Bogdan Eckert pisze: „Mnie jednak zawsze intrygowała jednakowa "uroda" dawnych mieszkańców Wschodnich Prus, Pomorza i Meklenburgii, czyli potomków "Słowian" i ludów nordyckich”. O ile mogę zgodzić się, że we wczesnym średniowieczu Pomorze oraz Meklemburgia zamieszkiwane były przez Słowian, tak Prusy Wschodnie w żadnym wypadku. Była to enklawa, dość mocno izolująca się od Słowian, czy wcześniej od Germanów, zajęta osadnictwem bałtyjskim. Lud ten we wczesnym średniowieczu zaczął być nazywany Prusami i u Piotra z Duisburga czytamy, że wschodnie wybrzeża Bałtyku zamiszkiwane były przez „Prussi vel Sambi”. Nie jest też jasny stosunek samego Tacyta do Wandalów. Tacyt pisze bowiem o tzw. Lugiorum Nomen. Do dziś nie ma pewności czy związek lugijski był nadrzędny czy podrzędny do Wandalów i czy kultura przeworska winna być utożsamiana z Wandalami czy z Lugiami. W świetle relacji tacytowej Lugiów możemy bowiem umiejscawiać dokładnie na terenie osadnictwa przeworskiego.
"Czyżbyśmy tu więc byli (Słowianie na ziemiach dzisiejszej Polski) od zawsze?" – cytat przytaczany przez Pana Eckerta z artykułu Pana Łukasza Łuczaja. Tu z pomocą przychodzi archeologia. O osadnictwie słowiańskim na ziemiach polskich nie możemy mówić wcześniej niż w drugiej połowie VI w. Dowodzą temu zarówno szczegółowe i dogłębne studia i analizy materiału archeologicznego (na tym polu wielkie zasługi Profesora Kazimierza Godłowskiego) jak również analizy materiału numizmatycznego. Osadnictwo germańskie na ziemiach polskich zanika najwcześniej na terenie Małopolski (połowa V w.), przy czym początkowo zanikają jedynie osady, następnie cmentarzyska, co mogło wiązać się z ruchami ludnościowymi w związku z inwazją huńską. Mamy jeszcze przez pewien czas do czynienia ze znaleziskami skarbów monet i ozdób, które datowane są najmłodszymi emisjami solidów (monet złotych) Anastazjusza I na nie później niż po 518 r. (lata panowania władcy 491-518). Skarby i znaleziska pojedyncze najliczniej występują na Pomorzu, co dowodzi że tutaj mamy do czynienia z najdłuższym osadnictwem, trwającym jeszcze w pierwszym ćwierć wieczu VI wieku. Z kolei pierwsze plemiona Słowiańskie napływają na te tereny, po odejściu plemion germańskich, w drugiej połowie VI wieku, nie mamy więc tutaj żadnego związku z plemionami wandalskimi i słowiańskimi. Nie spotkałam się również z teorią, jakoby Słowianie mieli napłynąć do Europy z Anatolii. Kazimierz Godłowski wskazuje, że terenem mogącym uchodzić za siedziby ludów protosłowiańskich i miejsce krystalizacji kultury, może być obszar górnego Dniepru, zatem nie jest to Anatolia. Ten kierunek przyjmuje się mówiąc o rewolucji neolitycznej, a to nastąpiło około 5000 lat przed Chr.
Według Pana Eckerta: „I jest niemożliwe by to rozpoznanie w jakikolwiek sposób podważyć lub obalić. I ci ludkowie musieli pochodzić z jednego konkretnego obszaru, z europejskiej północy”. Z tym również nie mogę zgodzić się całkowicie. O ile bowiem na terenie Polski mamy do czynienia z krótkotrwałą pustką osadniczą, tak na terenie „europejskiej północy”, czyli jak mniemam chodzi o Skandynawię, istniało nieprzerwane osadnictwo od wczesnej epoki żelaza (Early Iron Age) i było to osadnictwo czysto germańskie bez żadnych domieszek słowiańskich. Ostatnio nawet wśród polskich naukowców podnosiły się głosy, jakoby Słowianie mieli wyprawiać się na walecznych Wikingów. Wypowiedzi te tyczyć się miały jednak czasów średniowiecza (IX-X w.) i nie były w żaden sposób umotywowane naukowo.
„Nie jest to ale wszystko, bo WSZYSTKICH wczesnych północnych ludzi należy widzieć jako CELTóW! To rozróżnianie między Celtami i Germanami zaczęło się dopiero i właściwie w okresie rzymskiego imperium i nazwy te wynaleźli Rzymianie. Po tym jak Rzymianie Galijskich Celtów pokonali, czuli wprawdzie jeszcze przed nimi respekt, aczkolwiek ci Celtowie już z południowo europejską ludnością się wymieszali, i zostali w późniejszym sensie Celtami” – w tym też kryje się uproszczenie. Po pierwsze nazwa Celtowie nie jest rzymska a grecka [gr. Keltoi używane już przez Hekatajosa z Miletu VI/V w przed Chr. i Herodota w V w. przed Chr., czyli w czasach istnienia republiki a nie cesarstwa], zaś sama nazwa Germanów zanotowana została już w trakcie powstania niewolników w Rzymie pod wodzą Spartakusa oraz wcześniej – 120 r. przed Chr., już w trakcie najazdu Ambrów, Cymbrów i Teutonów pisarze antyczni (np. Plutarch w Żywocie Mariusza, § 11) zastanawiali się, czy wszystkie te ludy zaliczyć do Celtów, czy część uznać za Germanów, tak więc zdecydowanie nie jest to wymysł Rzymian, po tym jak pokonali oni Celtów (zakładam, że chodzi tu o wojny galijskie prowadzone przez Cezara), choć nie neguję, że Rzymianie mogli tę nazwę wymyślić.
„Że według nowinki Colin'a Renfrew'a, ojczyzną "Indogermanów" była "Anatolia", o tym można śmiało zapomnieć, powiedział jednak też, że z zamieszkałych na północy ludów wywodziły się grupy ludnościowe, które od niepamiętnych czasów zamieszkiwały daleką Azję. A więc jednak! Ci najwcześniejsi Celtowie powędrowali na cały Świat, w tym do Afryki i Indii i to rozprzestrzenianie miało miejsce o wiele wcześniej niż dotąd sądzono. Franc Bopp doszukał się językowego pokrewieństwa między Hindusami i Germanami.” – Przyznam, że włos mi się zjeżył na głowie, gdy przeczytałam, że Colin Renfrew uznał, że ojczyzną „Indogermanów” była Anatolia. W sumie gdzie Rzym, gdzie Krym (o ile mi wiadomo, Anatolia leży w Azji Mniejszej nie zaś w Środkowej). Pierwszy raz spotykam się z pojęciem Indogermanów. Nauka identyfikuje Celtów z kulturą późnej epoki brązu, zwaną kulturą pól popielnicowych, która rozprzestrzeniła się w całej Europie. Za praojczyznę Celtów przyjmuje się tereny nad górnym Renem i Dunajem (pisał już o tym Herodot, że „Ister wytryska na terenie ziem Celtów”). Pierwsze wzmianki o Celtach podaje Hekatajos z Miletu, które datowane są na przełom VI i V w. Fakt, Celtowie zasiedlili nie tylko kontynent – stworzyli koło III w. przed Chr. Państwo w Anatolii (tu zwani byli Galatami), zaś ich zachodnie rubieże sięgały Półwyspu Iberyjskiego, gdzie wymieszali się z ludnością miejscową tworząc lud zwany Celtiberami. W końcu nie należy też zapominać o Celtach zamieszkujących Wyspy Brytyjskie, gdzie osadnictwo ich przetrwało zawieruchy wojenne (Rzymianom udało się podbić jedynie część Wysp – do Wału Hadriana; późniejsze próby przesunięcia granicy na północ dawały efekty krótkotrwałe lub kończyły się niepowodzeniem). Celtów obserwujemy również na ziemiach polskich – skupisko na Górnym Śląsku, Wyżynie Głubczyckiej i w okolicach Krakowa - tzw. grupa tyniecka. Kultura celtycka, zwana lateńską, dała impuls do powstania kultury przeworskiej. Dokonało się to około 200 roku przed Chr., na skutek latenizacji (czyli celtyzacji) kultury kręgu pomorsko-kloszowego (kultura wczesnej epoki żelaza) przy współudziale elementów czysto germańskich kręgu jastorfskiego, lokalizowanego na Połabiu. Plemiona jastorfskie przemaszerowały na południe (na teren Mołdawii) przez ziemie polskie, dając tym samym impuls do zmian kulturowych. Widzimy zatem, że nie zawsze „Drang nach Westen” odbywał się z Anatolii.
„Podczas kiedy ci pozostali na północy Celtowie ("Germanie") pozostali homogenicznym narodem” – w żadnym razie Celtowie z północy nie byli ludem homogenicznym. Wystarczy wspomnieć jedynie plemiona Cymbrów, Ambrów i Teutonów biorących udział w inwazji na Rzym w IIw. Przed Chr., czy choćby poczytać opisy Cezara.
O podobieństwach językowych nie będę się wypowiadać, jednak sądzę, że fakt istnienia języka praindoeuropejskiego może świadczyć jedynie o wspólnych korzeniach lingwistycznych. Zachowałabym również ostrożność mówiąc o nazwach czczonych bóstw. W świecie antycznym występowało bowiem zjawisko interpraetatio graeca czy interpraetatio romana. Chodzi tu o to, że bogowie różnych ludów, jakie znajdowały się w optyce pisarzy antycznych były identyfikowane na podstawie podobieństw cech i funkcji z bóstwami znanymi już w świecie antycznym. Nie jest zatem wykluczone, że jednemu bóstwu celtyckiemu została nadana nazwa bóstwa wschodniego (wspomniany tutaj Baal) zwłaszcza że Celtowie zamieszkiwali Anatolię i na pewno zetknęli się kultami wschodnimi. Nie chcę tym samym zaprzeczać, że Baal nie był czczony przez Celtów, mogło to być z jednej strony imię nadane bóstwu celtyckiemu z perspektywy optyki pisarzy antycznych lub adaptacja kultu wschodniego.
Anna Zapolska
anne_z@o2.pl
Komentarze
Zwracam uwagę na fakt, że Tacyt wspomina o kulturowej bliskości Wenetów i Sarmatów. Mimo to, tych pierwszych zalicza jednak do Germanów. Robi to kierując się... ich osiadłym trybem życia. W tym miejscu powstaje pytanie: co oznacza "kulturowa bliskość Wenetów i Sarmatów"? Wg mnie to podobieństwo języka, obyczajów i religii. Skąd te ich podobieństwa: ze wspólnoty prasłowiańskiej. O podobieństwie tych dwóch ludów, a nawet o zaliczaniu Wenetów w skład Sarmatów wspominają także inne źródła. Np. starożytna mapa Tabula Peutingeriana mówi o "Venadi Sarmatae", czyli o Wenedach sarmackich. Przykładów można podać więcej.
Tutaj taki oto cytat z artykułu: "O ile bowiem na terenie Polski mamy do czynienia z krótkotrwałą pustką osadniczą..." Zatem jednak była pustka osadnicza wg niektórych allochtonistów? Najnowsze badania archeologiczne zaczynają jednak temu zaprzeczać. A jeśli okaże się na podstawie badań genetycznych (a okaże się!!!), że na terenie Polski istnieje ciągłość osadnicza to cała ta "naukowa" koncepcja Kossiny i Godłowskiego weźmie w łeb. Ostatecznie.
Co do samego Godłowskiego, to wbrew zachwytom autorki nad tym profesorem, uważam że wprowadził on dużo zamieszania do nauki polskiej. W zamieszaniu tym tkwimy do dziś. Również wbrew słowom autorki uważam, że badania i analizy materiału archeologicznego, jakie przeprowadził wcale nie były "szczegółowe i dogłębne". Wiele im brakowało i z tego, co dziś wiadomo zbadał niewielki obszar. I na podstawie niekompletnych badań formułował bezwzględne i "niepodważalne" tezy, które dziś słusznie są obiektem krytyki i drwin. Spotkałem się z tezą, że gdyby Godłowski pozostał tylko archeologiem, to zasłużyłby na pełne uznanie potomnych. Próbując jednak być historykiem-interpretatorem oraz politykiem naraził się na ośmieszenie. No cóż? Jego problem. I problem jego zwolenników...
Allochtoniści za nic nie są w stanie pojąć dwóch zasadniczych spraw:
1. tego, że nazwa "Germania" nie do końca znaczyła to samo, co dziś.
2. tego, że w VI w. pojawia się nazwa "Słowianie", a nie sami "Słowianie" (lud).
Sztywne trzymanie się powyższych tez i wyprowadzanie od nich wszelkich innych tez z góry powoduje, że te kolejne tezy są błędne. Są wręcz absurdalne. Tylko laik i totalny ignorant może bowiem wierzyć, że mały lud (w dodatku prymitywny kulturowo - jak pięknie o nim mówią allochtoniści) w ciągu dwóch pokoleń (sic! - teza pewnej pani profesor) czy w ciągu stu lat zasymilował ludność na obszarze pół miliona, miliona czy tym bardziej kilku milionów km2.
Wg Godłowskiego, który tak uwierzył w swą mityczną "pustkę osadniczą", wszelkie znajdowane dowody zaprzeczające tej pustce były przez pana profesora interpretowane w ten sposób, że są to "enklawy osadnicze wśród pustki osadniczej". Taka wybiórczość interpre
Najnowsze badania genetyczne w pył rozbijają tezy allochtonistów. Mimo to, jest grupa osób, do której te oczywiste oczywistości nie są w stanie wciąż dotrzeć. Być może do niektórych naukowców to dotarło, lecz przyznanie się do błędów spowoduje, że cały ich naukowy dorobek pójdzie w "niwecz". Nam pozostaje tylko czekać na badania kopalnego Y-DNA z terenu Polski. Wtedy dyskusja rozgorzeje na nowo.
Współczesne badania antropologiczne (tak mocno ignorowane przez allochtonistów) mówią, iż przedstawiciele obu kultur wykazują bezsprzecznie te same cechy antropologiczne, co średniowieczni i współcześni Polacy. Badania te wykazują także różnice cech Skandynawów (Teutonów) i Słowian. Zatem łączenie tych kultur z Germanami-Teutonami (podkreślam tu słowo "Teutoni") to nadużycie ze strony archeologów. Być może kultura wielbarska była zarówno teutońska (gocka) jak i słowiańska, być może miała mieszany charakter? Nie przeczę, bo Goci w drodze nad Morze Czarne mogli (podkreślam słowo "mogli", a nie "musieli") przejść przez ziemie polskie. Ponadto Goci nie byli (o ile w ogóle byli) na ziemiach polskich długo. Ich celem były bowiem nadczarnomorskie ziemie dzisiejszej Ukrainy.
Przy okazji Gotów: jeszcze w XVI w. germański język gocki był w użyciu nad M. Czarnym ( http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%99zyk_gocki ). Przy tej okazji pytanie: dlaczego gocki przetrwał tyle wieków, a nie przetrwał rzekomy irańsko-sarmacki, germańsko-wandalski czy italsko-wenecki? Nie przetrwał żaden z nich - jest to pośredni dowód na to, że nie było takich języków w Europie Śr.-Wsch., bo ich enklawy na pewno by się zachowały tak jak zachowała się enklawa j. gockiego.
Zatem: wszelkie badania coraz wyraźniej wskazują na fakt, że Słowianie są autochtonami na ziemiach polskich. Archeologia bezpodstawnie mówi co innego. Mówi, bo nadinterpretuje fakty i bezpodstawnie łączy różne kultury z Germanami-Teutonami nie pojmując, iż określenie "Germanie" miało inne znaczenie w dawnych czasach. Dlatego Wandalów uznano za Teutonów, a nie za Słowian.
Na koniec taka dygresja: niemieccy naziści uważali azjatyckich Ariów (Aryjczyków) za odłam Germanów, którzy wywędrowali do Azji. Germanów uważali za przodków językowych i biologicznych Niemców i innych narodów germańskich. Dziś genetyka udowodniła, że Ariowie byli spokrewnieni ze Słowianami. Potwierdza to językoznawstwo uznając j. aryjskie i słowiańskie za pokrewne sobie (są dużo bliżej spokrewnione niż aryjskie z germańskimi). Zatem Aryjczycy byli krewniakami Prasłowian (
Wychodzić zaczyna na jaw jeszcze gorsza prawda: to, że znani ze starożytnych opisów Germanie byli w istocie rzeczy głównie Słowianami (poza tymi, którzy mieszkali między Renem, a Łabą). Wyszła rzecz jeszcze gorsza: to, że j. germańskie i etnos germański powstał poprzez zmieszanie się trzech języków i zarazem trzech wcześniejszych etnosów. I wyszło najgorsze dla nich: to, że ich wszechwielki aryjsko-nordycki wódz germański nosił w sobie haplogrupę śniadolicych ludów z północnej Afryki.
Dlatego łączenie kultur przeworskiej i wielbarskiej z Teutonami uważam za nieuprawnione. Nie ma na to dowodów. Są tylko przesłanki oparte na błędnych założeniach i tym samym same są błędne.
Co do Wandalów, to wg oficjalnej nauki przybyli oni do Polski z północnej Jutlandii lub ze Skandynawii. Gdyby tak było, to istniałoby podobieństwo antropologiczne mieszkańców Jutlandii i Skandynawii do dawnych mieszkańców ziem polskich. Tymczasem takiego podobieństwa brak. Oznacza to błędność tezy o skandynawsko-jutlandzkim pochodzeniu Wandalów. Podobieństwo powinna by była wykazać również genetyka. Ale i ona jak na razie nie znalazła potwierdzenia tego kolejnego XIX-wiecznego niemieckiego mitu.
Historię trzeba pisać na nowo - tym razem w oparciu o najnowsze wyniki badań najnowszych dziedzin nauki, a nie na podstawie przestarzałych, anachronicznych wyobrażeń XIX-wiecznych rasistowskich politykierów, głównie niemieckich.
http://www.korenine.si/zborniki/zbornik01/pdf/jandacek_linguistic.pdf
"Osadnictwo germańskie na ziemiach polskich zanika najwcześniej na terenie Małopolski (połowa V w.), przy czym początkowo zanikają jedynie osady, następnie cmentarzyska, co mogło wiązać się z ruchami ludnościowymi w związku z inwazją huńską. Mamy jeszcze przez pewien czas do czynienia ze znaleziskami skarbów monet i ozdób, które datowane są najmłodszymi emisjami solidów (monet złotych) Anastazjusza I na nie później niż po 518 r. (lata panowania władcy 491-518)."
Państwo huńskie osiągnęło apogeum swej potęgi za rządów Attyli i jego brata Bledy. Było to w latach 434 - 453. Bleda zmarł w 445 r. , a Attyla w 453. Po Attyli państwem rządził Dengizek, który zginął w wojnie z Cesarstwem Wschodniorzymskim w 469 r. Głowa Dengizeka miała zostać wystawiona w Konstantynopolu na widok publiczny. Po tej dacie upada potęga Hunów i nie stanowią oni już żadnego zagrożenia dla nikogo. Ich resztki mają się wynieść na wschód, z powrotem na stepy i w okolice Kaukazu.
W związku z tym nasuwa się pytanie w związku z artykułem pani Ani Zapolskiej: dlaczego teutońscy Germanie zwiali ze swych ziem po tej dacie? Autorka twierdzi bowiem, że jeszcze do najpóźniej 491-518 Germanie musieli mieszkać na swych ziemiach, bo znajdowane są tam monety (sic!) wschodniorzymskie i inne artefakty. Zatem jaki był sens ich ucieczki z ojcowizny, skoro Hunów już nie było i nie stanowili zagrożenia? I dlaczego uciekli tylko Teutoni, a Bałtowie zostali? Chciałem kiedyś napisać na ten temat artykuł, bo nigdy tego tematu nie poruszałem. Ale może poprzestanę na tym komentarzu, gdzie wykazałem kolejny allochtonistyczny bezsens.
Co do Hunów, to warto wspomnieć o słynnych dwóch słowiańskich słowach, jakie znalazły się w ich języku: medos (med, czyli miód) i strawa (uczta po pogrzebie Attyli). Oba słowa zapisał Priskos około 453 r. (data śmierci Attyli). Skąd na Nizinie Panońskiej wzięli się Słowianie już w połowie V wieku? I dlaczego żyli wśród Hunów, a źli Hunowie nic im nie zrobili? Nawet przejęli ich słowa? I dlaczego Hunowie wypędzali z ojczyzny tylko biednych Teutonków? A Bałtów i Słowian nie prześladowali?...
Pomijając kpiny trzeba wiedzieć, że Hunowie wchodzili w koalicje także z plemionami germańskimi np. z Gotami i Frankami, którzy w bitwie na Polach Katalaunijskich w 451 r. mieli stanowić nawet większość w huńskiej armii.
Podsumowując: rzekoma masowa ucieczka Teutonów przed Hunami z ziem polskich to kolejna irracjonalna kossinowska bajeczka bez składu i ładu. Kolejna nie trzymająca się logiki, brednia.
"Co do Wandalów, to wg oficjalnej nauki przybyli oni do Polski z północnej Jutlandii lub ze Skandynawii. Gdyby tak było, to istniałoby podobieństwo antropologiczne mieszkańców Jutlandii i Skandynawii do dawnych mieszkańców ziem polskich. Tymczasem takiego podobieństwa brak. Oznacza to błędność tezy o skandynawsko-jutlandzkim pochodzeniu Wandalów. Podobieństwo powinna by była wykazać również genetyka."
W czasach świątyni Arkony dwie gałęzie ludów rozszerzyły się do granicy około stu kilometrów na zachód od rzeki Łaby. To już stosunkowo późna data w historii. Goci byli potomkami rasy alpejskiej (Alpinid), i najeźdźców z Brytanii około 990 r. p.n.e. (jeśli użyjemy standardowych chronologii). Wandalowie przez stulecia rozrastała się z południa i czasami również się trochę mieszała (np. Góralski, Alpinid, itd). Wandalowie przejęli szlak z południa, (możliwe jest przez Latium (Włochy) itp. ? więc, język Etruski ma podobieństwo do języków słowiańskich) a brytyjscy przodkowie (Gotowie) przejęli morze. Początek był około 1200 p.n.e. upadek Troy / Ilion / Wiluša.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
