24 października 2013
◀ Silva rerum
◀ ►
Listopadowe święto przodków ►
Działam
jako astrolog od prognoz, ale zastrzegam w ogłoszeniu, że nie
podaję rad, „jak się zmienić”, ani nie podaję rad, które
powinny pochodzić raczej od lekarza, psychoterapeuty, prawnika czy
innego specjalisty. Jednak zdaje sobie sprawę, że kiedy mój
klient/klientka dostaje „rozkład jazdy” z datami swoich
życiowych niżów i wyżów, i wskazówki jakie są jego/jej mocne
strony i kierunki reform, to pewnie tez by chciał/chciała wiedzieć,
co konkretnie powinien/na ze sobą zacząć robić, jakim
technikom przemiany
się poddać.
Jak powiedziałem, nie chcę sam
wchodzić w rolę terapeuty, psychologa, lekarza, uzdrawiacza, coacha
itd., nie chcę wchodzić w nie-moje kompetencje. Z drugiej strony
chętnie bym klientom polecał godnych zaufania pomocodawców.
Niestety, sam od wielu lat czuję zdrowo i prawidłowo, z czego się
cieszę, ale to ma ten minus, że nie znam rynku
poradniczo-pomocowego! Nie wiem, kto na tym rynku jest dobry, kogo
mam polecać, a kogo dla dobra klienta przemilczeć. Też nie
chciałbym trafiać na ślepo, na podstawie ogłoszeń w sieci czy
podobnie.
Dlatego uważam, że powinno być w
Internecie miejsce, gdzie osoby, które pomyślnie otrzymały pomoc
od swojego poradnika, napiszą o nim. Pochwalą. Polecą innym.
Upowszechnią informacje o nim i zareklamują.
Czy gdzieś jest takie miejsce, strona?
Jeśli nie, to chętnie takie miejsce uruchomię w Tarace – jako
forum dyskusyjne lub inaczej. Czekam na Wasze uwagi, opinie i
propozycje.
◀ Silva rerum
◀ ►
Listopadowe święto przodków ►
Komentarze
Uważam pomysł za rewelacyjny i bardzo potrzebny. Ja bym szczególnie chciała tu widzieć różnych lekarzy duszy, psychologów i psychiatrów, szamanów, uzdrowicieli, bioterapeutów, lekarzy medycyny alternatywnej, masażystów, kosmetyczki, ale też zwykłych internistów. Couchów i wróżki. Nauczycieli jogi i tantry. Można by stworzyć taki tarakową listę osób godnych polecenia. Najlepsza jest reklama szeptana, a rekomendacja środowiska tarakowego oznacza, że trafimy do kogoś, kto zna się na rzeczy, a jednocześnie ma szerokie horyzonty i dobry kontakt z drugim człowiekiem, nie jest nastawiony jedynie na zarobek. A może jeszcze ma jakieś inne dodatkowe, tajemnicze zdolności czy talenty... ela
Uważam pomysł za rewelacyjny i bardzo potrzebny. Ja bym szczególnie chciała tu widzieć różnych lekarzy duszy, psychologów i psychiatrów, szamanów, uzdrowicieli, bioterapeutów, lekarzy medycyny alternatywnej, masażystów, kosmetyczki, ale też zwykłych internistów. Couchów i wróżki. Nauczycieli jogi i tantry. Można by stworzyć taki tarakową listę osób godnych polecenia. Najlepsza jest reklama szeptana, a rekomendacja środowiska tarakowego oznacza, że trafimy do kogoś, kto zna się na rzeczy, a jednocześnie ma szerokie horyzonty i dobry kontakt z drugim człowiekiem, nie jest nastawiony jedynie na zarobek. A może jeszcze ma jakieś inne dodatkowe, tajemnicze zdolności czy talenty... ela
Rewelacyjny pomysł. Sam z chęcią zarekomenduję psycholog, z którą współpracuję od kilku lat.
Bardzo dobry i rozsądny pomysł. Chętnie polecę sprawdzonego, skutecznego psychiatrę-psychoterapeutę, który już nie raz postawił mnie do pionu.
Pytanie brzmi tylko - gdzie polecać?
Gdzie polecać? zaczyna mi się klarować, jak to zrobić. Założę w Tarace nowy obiekt. Będzie widoczny jako lista polecanych osób-miejsc. Do tego będzie edytor do wpisywania nowych osób/miejsc i poprawiania istniejących. Przy poszczególnych poleceniach będą miejsca na komentarze, jak przy artykułach i blogach. Edytować polecenia i komentarze będzie mógł każdy zalogowany. Do tego obiektu będzie można przyjąć inny nick niż zwykle -- chodzi o dyskrecję.
Też dobrze wiem, kto mi pomógł. Zawsze polecam. I darzę tę osobę takim prostym, moim lubieniem. Pani Elżbieta Nowalska.
Temat tak bardzo mnie poruszył, że postanowiłam opłacić abonament. Historia mojego życia została jakby napisana po to żeby dać świadectwo jak można nad sobą pracować, kto może pomóc a kto zaszkodzić i kiedy. Moja obserwacja jest taka, to my sami możemy sobie pomóc we właściwy sposób korzystając z rad dobrych przewodników. Na przewodników trzeba uważać bo mogą zmylić lub możemy się od nich uzależnić. Dlatego wspaniałą sprawą wg. mnie jest obserwacja samego siebie poprzez sny i ich dobre tłumaczenie. Dają znać w którym miejscu jesteśmy.
Wielu ludzi mi zaszkodziło i wielu pomogło. Temat jest bardzo szeroki. Moje życiowe perypetie wskazują, że najlepsze jest połączenie metod. Chyba mądre doradzanie gdzie szukać jest bardzo potrzebne.
Nasze społeczeństwo wymaga gruntownych zmian w sposobie postrzegania rzeczywistości. Jak dla mnie to wielka robota. Jak pomóc nie wciskając swojego.Chyba mam na temat pomagania dużo do powiedzenia. Swoje perypetie życiowe opisuję na blogu.
www.makaz.blog.pl
pozdrawiam małgosia
A może polecać bez mozliwości komentowania, po prostu wpisując nazwisko/miejsce bądź link do nazwiska/miejsca na listę? Link do strony danego lekarza/szamana/psychologa etc. często kieruje nas już od razu do opinii na temat tychże. Poza tym, sam fakt polecenia, jest już sam w sobie bardzo dobra oceną. Nie komentując, nie będziemy niczego sugerować, negować, odstraszać, itd.
Ja tam bym wolała wiedzieć kto mi poleca i dlaczego.Chciała bym sama ocenić w czym dana osoba może mi tak naprawdę pomóc Absolutnie sie nie zgadzam na promowanie pomocy bezpłatnej tylko dlatego, że nie trzeba za nią płacić. Dobry specjalista również musi z czegoś żyć i musi się kształcić. Bez płatnie oznacza często byle jak a moje doświadczenia wskazują, że ludzie takiej pomocy nie szanują spijając energię z osoby pomagającej, Uważam,że nasz Sejm zamiast wałkowania sprawy in vitro powinien zająć się refundacją pomocy w uzdrawianiu wewnętrznego dziecka.
Ciekawa jestem czy ktoś dał by sobie zrobić operację głowy przez lekarza., który musi pracować na roli, żeby zarobić na życie? Praca z ludzką psychiką i wydobywanie potencjału człowieka przez szamana coacha, astrologa czy psychoterapeutę to bardzo subtelna materia. Problem polega na tym, że w Polsce ludzie często nie wiedzą, ,że ze swoimi problemami coś mogą zrobić bo to może być grzech. Najlepiej iść do nie wykształconego księdza :)
małgosia
makaz.blog.pl
- >
Problem polega na tym, że w Polsce ludzie często nie wiedzą, ,że ze swoimi problemami coś mogą zrobić bo to może być grzech. Najlepiej iść do nie wykształconego księdza :)
Skąd ja to znam! Dwa lata temu zmierzyłem się z dość poważnymi problemami - na tyle poważnymi, że myślałem iż tego wszystkiego nie przetrzymam. A później, gdy rozwiązanie się znalazło ... to w zasadzie nie wiedziałem do końca co to było. Tzn wówczas jeszcze nie.
Ciekawe co by mi taki duchowny poradził, gdybym mu opowiedział wszystko z detalami/ Pewnie coś w stylu "grzesznyś, synu" - zwł. że natura pewnych zjawisk była dla mnie niejasna. Stanęłem przed dylematem co robić - niespecjalnie miałem ochotę zwierzać się z moich przeżyć jakimś wróżkom czy "coachom" więc została mi tylko jedna opcja - poszukać odpowiedzi na własną rękę.
Gdybym tego nie zrobił... to teraz w zasadzie byłbym nikim, to znaczy tak bym się zapewne czuł. I nie wiedziałbym tego co wiem - "czarna moc" wie dokładnie, jak zniechęcić ludzi do poszukiwań na własną rękę - mają tę sztukę opanowaną od circa 2 tys. lat. Nie wiedział bym nic nt. stanów transowych, szamanizmu, tańców orężnych, dawnych wierzeń i ogólnie dziedzictwa naszych przodków.
Ale ja zawsze powtarzałem że w życiu miałem więcej szczęścia niż rozumu :)
Pozdrawiam
Michał
Potrzebny jest system poradnictwa gdzie iść aby uzyskać rzetelne wsparcie. Ja jestem wychowana w mocno katolickim środowisku. Parę wieków temu pewnie spalono by mnie na stosie i nawet nie wiedziała bym za co. Bo dalej nie wiem o co chodzi. Pewien ksiądz dominikanin, który jest ponoć juz kandydatem na ołtarze, zobaczył mnie, sumienną katoliczkę i jakby piorun w niego trzasnął . Z całą pewnością wiem, że ten człowiek widywał istoty z innych światów, bo opowiadał o tym, Widział również przyszłość, był jasnowidzem. Dlaczego zatem nie widział będąc częstym gościem w pewnej katolickiej rodzinie, że mąż maltretuje żonę i dzieci. Zobaczył dopiero jak w jego obecności podniósł ręke na żonę. Czy to obrona starych tradycji? Patologiczna rodzina ale z certyfikatem kościelnym.
Ja dopiero gdy ktoś wysłał mnie do egzorcysty( chyba nie zbyt wysokich lotów) zaczęłam szukać. Pierwsza była metoda ustawień helingerowskich. Katolik to już zupełnie jest bezradny. Trenuje się w nim wyuczona bezradność i posłuszeństwo. A lekarz na problemy mówi, ze to nerwica.
Tak naprawdę to przydała by się telewizja zajmująca się rozwojem człowieka. Możliwe ścieżki rozwoju pomagania i samo pomagania. Ludzie wolą posłuchać niż czytać.
Zawsze dziwią mnie wypowiedzi, że pomagać należy "za darmo" i ta pomoc powinna być bonusowana czyli pierwsi na liście, więcej o takich Pomagaczach mówić należy...a czy to jest wtedy "za darmo" ?
...jako taka jest już czymś przestarzałym. Ja u siebie zlikwidowałem "satelitę" w tym roku. Ale tematyczny tv-kanał w Internecie jak najbardziej by się przydał. Może nasza dyskusja kogoś zainspiruje do stworzenia takiego kanału.
Od kiedy pracuję jako terapeutka ,zastanawiam się nad sformułowaniem "za darmo". Czy dla osoby, która je werbalizuje oznacza ono "bez pieniędzy" czy "bez oczekiwania wzajemności"? Czy stanowi wyraz problemów finansowych czy pragnienia otrzymania czegoś bezinteresownie? Początkowo miałam duże problemy z braniem pieniędzy za swoją pracę. Tkwiło we mnie doskonale niewinne i naiwne, dziecięce przekonanie, że dawanie zrozumienia, bezwarunkowej akceptacji (niektórzy nazywają to miłością) i wsparcia nie powinno być obarczane feedbackiem w postaci waluty. Twarda rzeczywistość przyniosła mi odpowiedzi. Ja-terapeutka jestem Osobą, która akceptuje bezwarunkowo i wspiera (na tyle, na ile potrafię i wciąż pracując nad tym, aby potrafić bardziej)- i za to nie biorę pieniędzy. Ja-terapeutka jestem Fachowcem, który wydał i wydaje naprawdę duże pieniądze na zdobycie wykształcenia, na poszerzanie warsztatu, na superwizję (to zabezpieczenie również dla klienta) i na - najdroższą- drogę do uzyskania certyfikacji. Jestem więc nie tylko Osobą, ale też Fachowcem, zawodowcem - i za to biorę pieniądze. Moja "dusza" może być bezinteresowna, moje "ciało" potrzebuje coś zjeść, gdzieś się wyspać i parę innych rzeczy. Co nie zmienia faktu, że - w optymalnym dla siebie zakresie - regularnie pomagam również "za darmo" (w rozumieniu: bez pieniędzy, bo w zamian dostaję m.in. wdzięczność i zwiększa się moja sympatia do siebie samej wynikająca z poczucia, że robię coś dla innych), że czasem obniżam cenę sesji albo robię jakąś za darmo, że zdarza mi się poświęcać swój wolny czas - "za darmo" - poza godzinami sesji, że jestem gotowa iść z klientem na grób bliskiej osoby, bo nikt inny tego dla niego nigdy nie zrobił. Czy w tym kontekście - zakładając oczywiście, że jestem skuteczną terapeutką - zasługiwałabym na polecenie, czy nie?
PS. Dodam uzupełniająco, że stawki - jak na Kraków i poziom swojego wykształcenia - mam relatywnie wysokie.
Oczywiście,że telewizja internetowa! Nie powinien to być jakiś niezwykły koszt nie wyobrażalny dla przeciętnych ludzi skoro 3 młodych facetów zorganizowało tv w necie(teraz mają 20 pracowników). Panie Wojtku, nie ktoś ma się pokusić tylko tu jest środowisko odpowiednie do takich pomysłów!
Anetko(znamy się z Twoich warsztatów kilka lat temu :) ja też Kraków) zgadzam się z tobą w zupełności, że nasze szkolenia są bardzo kosztowne. Jak na razie nie zarobiłam ani złotówki a inni spaśli się nieźle na mojej energii wyzywając mnie na końcu. Mój nauczyciel coachchingu słusznie mówił, że jak toś nie chce zapłacić za pomoc to znaczy, że tej pomocy na prawdę nie chce. Mówię tak dużo o pieniądzach ponieważ doszło już do szczytu bezczelności w wykorzystywaniu mnie przez ludzi. Np. dzwonią tylko jeśli potrzebują pomocy i trują 3 godziny. Jeśli ja pomocy potrzebują wszyscy się ulatniają :( Jeśli bierzecie moją energię , dajcie coś w zamian! Nie mam nic przeciwko handlowi wymiennemu:). Jest konieczne stworzenie nowego spojrzenia na medycynę. Np.Specjalista stawia diagnozę możliwości(np astrolog) a coach , psychoterapeuta pracuje z tym w jaki sposób można pomóc.
Zapłata za pomoc w jakiejś formie (pieniądze lub wymiana dóbr) dla mnie jest czymś oczywistym i koniecznym. Nie oczekuję altruistów albo świętych, co tylko dla samej frajdy dawania. Takie dary przyjmuję od rodziny, przyjaciół... bardzo wysoka cena jest jednak dla mnie podejrzana, podobnie jak bardzo niska. Lubię ceny średnie dla danej dziedziny. Miło, jeśli jest niższa od przeciętnej, ale często jestem gotowa zapłacić trochę więcej. Ale jak słyszę np. 400 zł za półgodzinna konsultację u jakiegoś profesora, to myślę sobie, że nikt nie jest niezastąpiony. No chyba że ktoś łapie się na takie myślenie: "skoro zapłaciłem tyle forsy, to musi pomóc" .
Zapłata za pomoc w jakiejś formie (pieniądze lub wymiana dóbr) dla mnie jest czymś oczywistym i koniecznym. Nie oczekuję altruistów albo świętych, co tylko dla samej frajdy dawania. Takie dary przyjmuję od rodziny, przyjaciół... bardzo wysoka cena jest jednak dla mnie podejrzana, podobnie jak bardzo niska. Lubię ceny średnie dla danej dziedziny. Miło, jeśli jest niższa od przeciętnej, ale często jestem gotowa zapłacić trochę więcej. Ale jak słyszę np. 400 zł za półgodzinna konsultację u jakiegoś profesora, to myślę sobie, że nikt nie jest niezastąpiony. No chyba że ktoś łapie się na takie myślenie: "skoro zapłaciłem tyle forsy, to musi pomóc" .
Miło mi, Małgosiu. Po uśmiechu wnioskuję, że dla ciebie również było to miłe spotkanie :) Jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakiej uczę się na swojej drodze jest dookreślenie granic i możliwości. Także tej wewnętrznej, dotyczącej moich ograniczeń i potrzeb. Relatywistycznie i - w moim poczuciu - zdrowo, wolę nieco spowolnić tempo, w jakim idzie klient i dać mu nieco mniej niż gotów byłby przyjąć, niż paść na dłuższy okres czasu, dając za dużo w perspektywie moich możliwości. I, nie daj bóg, oczekiwać potem jakiejś dodatkowej rekompensaty od klienta (staram się tej zasady przestrzegać też w życiu prywatnym). W ten sposób jestem w stanie towarzyszyć większej ilości osób i w dłuższej perspektywie czasowej, nie robiąc przy tym krzywdy ani im, ani sobie. I też uważam, że współpraca między "pomagaczami" z różnych obszarów jest absolutnym wymogiem teraźniejszości. Ja sama jestem otwarta zarówno na współpracę z psychiatrami, naturoterapeutami, specjalistami od ruchu czy rehabilitacji albo szeroko pojętego rozwoju duchowego... długo by wymieniać.
Elu, ja też jestem zwolenniczką cen optymalnych. I nie skorzystałabym z usług osób, które życzą sobie 400zł na półgodzinną konsultację. Chyba, że w ramach tej ceny mieściłaby się jakaś bateria wymiernych produktów, np. lekarstw. Bez względu na ich tytuły - osób, nie lekarstw. Doświadczenie własne (jako klientki) nauczyło mnie, że wysoka certyfikacja czy cena nie gwarantują jakości usługi.
Anetko byłaś dla mnie bardzo inspirująca! Miło wspominam. Wiem, że mamy podobny sposób myślenia.
Elu (chyba jesteśmy po imieniu bo nam się ostatnio miło gawędziło :)
Jak najbardziej zgadzam się z Tobą! Ceny średnie, dla normalnego człowieka, który idzie do osoby pomagającej a nie cudotwórcy.
makaz.blog.pl
Tak, rzeczywiście nie jest dziwne, że z PANA WPISU ten temat okazał się jedynym do podjęcia dyskusji.
Buduję odpowiedni program - do zapisywania, gromadzenia, wyświetlania i dyskutowania polecanych osób pomagających.
Ale jest drobny kłopot: ten zawód lub społeczna rola nie ma jednej wspólnej nazwy po polsku. Jak ich nazwać?
Wśród moich znajomych posługujemy się określeniem, które spotykam też w literaturze: POMAGACZE.
Ja mam tematy pomagania za darmochę kilka razy dziennie zazwyczaj wymuszane więc pytam czy jestem pomagaczem czy ofiarą :)) ?? I na dodatek często ci, którzy domagają się darmowej pomocy to zwykli naciągacze!
Pomyślałam jeszcze o czymś innym. Ja często posługuję się w pracy metaforą Podróży, a jako że nie jestem w tym specjalnie odkrywcza, może sięgnąć w ten obszar, np. TOWARZYSZE PODRÓŻY i jakoś uzupełnić podtytułem, wymieniającym zakresy?
Np. "TOWARZYSZE PODRÓŻY, czyli kto mi pomógł"?
danie angielskiej nazwy, i co by jeszcze tak mądrze brzmiała. Serio.
Tylko wtedy może nie być czytelne :(
Dobrej angielskiej nazwy nie ma też. Gdyby była dawno byśmy jej używali.
tę nazwę. Prekursorem być :-)
Jest ortopeda który prostuje nogi, ortodonta prostuje zęby, to tu byłby ORTOBIOTA --- ten kto komuś prostuje życie.
dobrrrree.
za bardzo ortodoksyjnie, ale prekursor ma zawsze rację.
Zgłaszam nazwę Dobre Duchy.
Zgłaszam nazwę Dobre Duchy.
Nie, wycofuję, jakieś takie zaświatowe, zaduszkowe.
Nie, wycofuję, jakieś takie zaświatowe, zaduszkowe.
"Terapeuci i inni szamani"
Wojtku, tak mi się skojarzyło. Pomagacz za darmochę ORTOBIOTA- IDIOTA :) Ja się tak czuję.
Mam dokładnie ten sam problem jako tłumacz - często pyta się mnie o poradę, przetłumaczenie jednej stronki, zostanie jeszcze pół godzinki, przysługę, bo to mi niby przychodzi łatwo, a komuś pomoże...ale pomijając brak czasu i potrzebę kasy na płacenie rachunków (mam jeszcze "płatne zlecenia' do zrobienia i musze tam energię włożyć! ) przecież każdy z nas ma jakiś zawód, talent, narzędzie, a nie ma innego - zeby była równowaga, musimy się czymś wymienić. Zazwyczaj są to pieniądze jako uniwersalny symbol energii, a czasem jakiś handel wymienny - naturalnie powinnismy się do tego poczuwać. Sama zrobiłam kilka tłumaczen za butelkę wina, tłumaczenie za bilet na koncert od organizatora, tłumaczenie ulotki za zniżkę w sklepie, i byłam usatysfakcjonowana, ale nie zgodziłabym się na przetłumaczenie 300 stron historii choroby albo 4 teczek sądowych za uścisk dłoni...? jakkolwiek moze i komus pomagam, takie zlecenie wymaga utylizacji 3 dyplomów każdy ileśset funtów i ileśset godzin nauki, programu do tłumaczeń którego licencja kosztuje, rejestracji w cechu tłumaczysłużb publicznych - kolejne kilkaset rocznie, ubezpieczenie od błędu, telefony wykonane do prawinka, etc etc. nie licząc faktu ze w tym czasie już nie moge przyjąć innych zleceń. Czasem przykro mi odmówić, ale cóż zrobić. Mam dziecko, któremu obiecałam na jakimś poziomie być opiekunem i to jemu bezwarunkowo ode mnie należy się dach nad głową, obiad, światło, buty na zimę i wczesne wstawanie. I to ja muszę za to zapłacić. Nie wspominając o tym że i ja bez ładnych butów i nie zostanę do ciebie wpuszczona na salę sądową, nawet na przysługę! no i bez śniadania nie dam rady ;)
Dobre Duchy, Lekarze Duszy - jak dla mnie, gdybym miała wybierać, piękne nazwy i nie wiedziałabym która jest tą jedyną i najlepszą.
Z nazwą podobną, bo -leczenie duchowe- już się spotkałam. W książce "Podstawy medycyny komplementarnej i alternatywnej" pod redakcją p.Marzanny Magdoń (redaktor naukowy polskiej edycji tej książki), str. 382-395. Książka to straszna cegła :-) a dotarłam do książki bo uzdrawianie duchowe mnie interesowało/interesuje.
Nie pomogę w wyborze nazwy. Ale jeśli polecani byliby lekarze medycyny konwencjonalnej to wg mnie oni lecząc fizyczność też wpływają na duszę
Ale przecież nazwa już chyba jest. Trener rozwoju osobistego ;)
masz rację jest coaching (piszę z angielska co by było...no :-)) Szkoły coachingu też są.
O jej, dużo jest fachowców i specjalistów.
pa, duszyczko :-)
W formularzu do edycji osoby pomagającej wypisałem nast. możliwe specjalności:
| Astrolog | Jasnowidz | NLP | Tarot |
| Coach | Joga | POP | Uzdrowiciel |
| Dieta | Kapłan | Psychiatra | Wróżka/wróżbita |
| Feng-shui | Lekarz | Psychoterapia | Ziołolecznictwo |
| Hellinger | Masaż | Szaman/ka |
|
| Huna | Medytacje | Tantra |
Jak widać, NIE MA wspólnej i zwięzłej nazwy dla tych specjalności, ani po polsku, ani po angielsku, przynajmniej ja nie znam.
No to może wsparcie wewnętrzne?
A to lekarz duszy też mi się podobało.
SZTUKA ŻYCIA? A może po prostu ŻYCIOWI DORADCY?
Albo DAJĄ RADĘ/ DAMY RADĘ - to ma dwa znaczenia: jedno - dobrze sobie radzą sami i - radzą innym ("damy radę" - poradzimy sobie, będzie dobrze!)
SZTUKA ŻYCIA? A może po prostu ŻYCIOWI DORADCY?
Albo DAJĄ RADĘ/ DAMY RADĘ - to ma dwa znaczenia: jedno - dobrze sobie radzą sami i - radzą innym ("damy radę" - poradzimy sobie, będzie dobrze!)
Bardzo mi się podobają ŻYCIOWI DORADCY.
Dodaję do burzy mózgów jeszcze: KONSULTANCI DUSZY oraz DORADCY I UZDROWICIELE.
Ja właśnie chciałam wpisać doradztwo życiowe a tu już jest :)
chociaż w sumie to bym się przy wsparciu upierała, bo coach i wielu innych doradzać nie powinni
Czyli podpory życiowe! :)
Konsultant życiowy było by nieźle chyba.
Z dotychczasowych najbardziej rezonuję z KONSULTANTAMI ŻYCIOWYMI :)
a może w myśl zasady, że pierwszy pomysł najlepszy, zostawić "Kto mi pomógł"? trzy słowa, ale w sumie krótsze hasło niż konsultanci życiowi. No i od razu wiadomo, o co chodzi.
a może w myśl zasady, że pierwszy pomysł najlepszy, zostawić "Kto mi pomógł"? trzy słowa, ale w sumie krótsze hasło niż konsultanci życiowi. No i od razu wiadomo, o co chodzi.
No niby dobre, ale bardziej nadaje się chyba na tytuł programu . Przepraszam że wrócę do swojego pomysłu telewizji.
Potrzebny jest kompleksowy program zmiany świadomości społecznej. I na to można by dostać dotacje unijne:) W Polsce pokutuje stare komunistyczne myślenie, kto nam da, kto nam pomoże, kto nas wyleczy. Nie ma refleksji co my możemy zrobić sami i nie wiemy, że coś nam jest, że mamy problem.
Liczę Wojtku, że się włączysz w program zwalczania ciemnoty w Polsce :) Ja mam orginalne pomysły ale mężczyźni są dobrzy w dopracowywaniu szczegółów i tworzeniu struktur . Ja sama nie uciągnę. Ja jestem królik doświadczalny, który przerobił pewne sprawy na własnej skórze.
Małgosiu, napisz do mnie na priv. w tej sprawie.
Zbiorczą nazwą mogliby być DOBRODZIEJE.
Chętnie napisałbym taki portal:
1) Kto mi pomógł - z listą osób np. z Facebooka
2) Oceny i zasady jak wyżej opisane
3) Jedna nazwa np. pomocarz :)?
albo SPRZYMIERZEŃCY (szamańskie takie)
albo SPRZYMIERZEŃCY (szamańskie takie)
@Mateusz: zapraszam do współpracy, szczegóły na priv.
mnie podoba się nazwa Zaklinacz.
Kłopot tylko ze Sprzyjaciółką, bo trochę śmiesznie brzmi, jakoś zdrobniale.
Po śląsku "kocham cię" to: jo ci przaja.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.